#57
Jak pomyślał, tak też zrobił. Zaćmiona Łapa ruszyła na spotkanie z dwójką bażantów, stosując wszystkie odpowiednie zasady. Ptaszory nie miały pojęcia, że cokolwiek na nie czyhało, a kiedy się dowiedziały… było już za późno. Oba zaczęły krzyczeć i biec, ale szczęki syna Słonecznego Brzegu zamknęły się na skrzydle jednego z nich. Chwilę później w powietrzu był tylko jeden z dwóch ptaków. Udało się.
Korzenna Woń podszedł do Terminatora z królikiem i popielicą, którą wykopał zanim ruszył ponownie za Zaćmieniem. Rzucił je zaraz obok przednich łap kocura i skinął głową.
– No widzisz, nie było wcale tak źle. Wracajmy do obozu. – Dzisiejszy trening nie poszedł tak jak planował na początku, ale przynajmniej miał pewność co do paru rzeczy. Zaćmienie był dobrym łowcą i nie nadawał się na Mistrza, jeśli Korzeń miał dać mu dojść do mianowania to tylko i wyłącznie bez możliwości trenowania innych. Aktualnie jednak nie zamierzał nic mówić.
——————
Nowy dzień, nowy śnieg, nowe zimno. Korzeń nie miał problemu do wszechogarniającego chłodu, ale śnieg to inna sprawa. Chcąc nie chcąc mając długie futro musiał liczyć się z tym, że czasami śnieg przyklejał mu się do futra tak bardzo, że nie mógł nic z tym zrobić. Umówił się z Zaćmioną Łapą na Wyjących Wzgórzach i od początku dnia wraz z pomocą Złotej Gęsi odśnieżał skrawek ziemi. Niebo było białe, ale nie zapowiadało się na następne opady śniegu, więc może nie napracowali się na darmo, a syn Księżycowego Wzgórza powinien się niedługo pojawić. Nauka walki. Szkoda, że nie miał kogo poprosić, bo wolał oszczędzać łapę na prawdziwe walki, niżeli bić się z Terminatorami. Nie dlatego, że był niesamowity i wygra, a dlatego, że szybko brakowało mu sił… i nie był pewien, czy dzisiaj po tym wyjdzie na polowanie.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W