#29
Usnął, a gdy usnął... tonął. Spadał na dno, jednak nie ciężko, jak kamień wrzucony do wody, a lekko osuwał się w dół, jakby dryfował. Tonięciu nie towarzyszyła temu też panika, ani szybkie, energiczne machanie łapami. Nie bał się, że braknie mu powietrza, że nie będzie mógł oddychać. Futro nie było posklejane od wody, nie było ciężkie. Nie było zimno. Był tam, gdzie powinien być. Czuł się bezpiecznie. Strach, niepewność, wszystko co czuł jeszcze chwilę temu nie miało znaczenia bo teraz czuł jedynie spokój. Błogi spokój.
Im dalej od powierzchni wody był, tym spokojniej się czuł. W końcu jednak wyszedł na brzeg. Nie było to jednak to samo miejsce, z którego przyszedł, nie. Przeszedł na drugą stronę tafli, zupełnie jakby na samym dnie Szepczącej Sadzawki znalazło się przejście na Srebrną Skórkę. Czuł, że jest w miejscu jeszcze bardziej niezwykłym niż to, z którego przyszedł.
Nie był pewien, czy to on powinien zrobić krok do przodu, czy może poczekać na zjawienie się kogoś. A może wszyscy zaangażowani zjawią się, gdy nadejdzie odpowiedni moment? Zamierzał wykazać się cierpliwością, ale nie był testowany długo. Szybko dostrzegł połyskującą w oddali sylwetkę, którą tak dobrze znał. Patrzył, jak dawny mistrz idzie w jego stronę. Starał się stać tak pewnie jak tylko potrafił, ale nie było sensu niczego ukrywać. Łabędź doskonale wiedział, że Noc się bał. Że nie był pewny, co będzie dalej, czy aby na pewno był dobrym wyborem, ale innych opcji na ten moment nie było. To on dwa obiegi pór spędził jako Zastępca. To on się do tego przygotowywał. Gotowy czy nie, nikt nie był lepiej przygotowany.
Uśmiechnął się ciepło na słowa Łabędzia. "Ty również", chciał odpowiedzieć, ale głos ugrzęzł mu w gardle. Starał się nie rozkleić, ale gdy ich czoła się dotknęły, kocur pękł. Całe życie starał się być twardy i nie płakać. Powstrzymywał się od tego, gdy tylko mógł. Przez ostatnie księżyce, liczne starty, zmiękł. I teraz nawet nie próbował się powstrzymywać. Nie wycierał cieknących po policzkach łez, pozwalając by wszyscy to widzieli. Kochał Łabędzia. Był jego przyjacielem, rodziną, najbliższym kotem. Jeszcze dziś rano widział jego sztywne ciało i pożegnał go, bez możliwości zrobienia tego osobiście by teraz móc prawidłowo domknąć ten rozdział i powiedzieć ostatnie słowo.
- Nie zawiodę cię staruszku. - obiecał jedynie, choć pragnął zapytać go jak się czuje, czy jest mu tutaj dobrze. Było wiele rzeczy, które chciał mu powiedzieć. Wiedział jednak, że nie było sensu. Widział po samym kroku że jest mu tutaj dobrze, że nie odczuwa starości i wszystko jest w porządku. Oboje wiedzieli, że to ich ostatnia rozmowa ale żadne nie chciało jej tak traktować i bawić się w czułe pożegnania. Na to jeszcze może przyjdzie czas.
- Jestem gotowy. - powiedział po chwili, ocierając łzy. Rozkleił się na widok przyjaciela, nie był to grzech, ale czuł że w trakcie faktycznej ceremonii nie powinien być zapłakany. To był moment, w którym spada na jego barki największy ciężar jaki kot może nieść. Powinien go przyjąć z dumnie wyciągniętą do przodu piersią, a nie spuchniętymi oczami i zasmarkanym nosem.
Bardziej gotowy już nie będzie. Jeśli Łabędź w niego wierzył i przyszedł tutaj jako pierwszy tylko po to, by mu to powiedzieć... nie miał powodu by również w to nie wierzyć. Już nie.
TO MOJA WINA

nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam
są jak krople wina
możesz to na mnie zrzucić




niech wszystko spadnie na mnie
łzy z jej powiek
uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku


NIEWINNYCH KOTÓW I KŁAMSTW
LVL 12 100 / 500
MedLVL 0 0 / 100
33
Siła
S
25
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W