#35
xxxxSerce biło mi obrzydliwie, nienaturalnie szybko. Jednocześnie w mojej głowie rozgrywał się lament, prośby i błagania, by się udało - bym faktycznie zasnął, bym faktycznie się tam pojawił, by... by faktycznie ona tam była. Z drugiej strony działo się coś zupełnie odwrotnego, okropne myśli które błagały, by jednak nie zadziałało, jako... potwierdzenie tego, co zawsze o sobie myślałem. Oferma, która nie zasługiwała na zjawienie się wśród gwiezdnych, tuż obok kotki, którą kochałem bardziej niż siebie samego.
xxxxAle powieki zrobiły się ciężkie, a obraz dwóch rzecznych kotów rozmył się tak szybko, że niemalże tego nie zauważyłem. O dziwo, nie było... strasznie. Pierwszą różnicą, jaką spostrzegłem, gdy tylko ponownie otwarłem powieki, było to, że... moje serce uspokoiło się, tak, jakby nic się nie działo. Oddech był cichy, spokojny, wolny... taki, jak być powinien. Moje mięśnie nie były spięte od ciągłego napięcia i stresu, a to działo się chyba tylko wtedy, gdy spałem, a to też nie zawsze, bo pewien byłem, że moje ciało spinało się pod wpływem obrazów, jakie niekiedy widywałem w snach. Było mi... dziwnie. Byłem spokojny. Jakbym wcale nie był w miejscu, gdzie nie powinno mnie być, jakbym wcale nie czuł się, że robię coś źle, że łamię zasady dla własnej, egoistycznej zachcianki. Jakby wszystko było dobrze. Tak dawno się tak nie czułem, tak... tak zwyczajnie. Jak każdy kot się czuł, gdy nic się nie działo. To było tak dziwne, tak nieznajome. Tak nowe.
xxxxRozejrzałem się wolno. Wszędzie były wolno mieniące się gwiazdy, drzewa, które równie ładnie lśniły blaskiem gwiazd. Nie rozglądałem się jednak zbyt długo, nieważne jak piękne byłoby otoczenie, jak wiele kuszących miejsc byłoby to zwiedzenia, sprawdzenia... był ktoś, kogo chciałem zobaczyć bardziej, niż najpiękniejsze miejsca na świecie, czy na srebrnej skórce. Obejrzałem się za siebie, gdzie dostrzegłem Ckliwą Wierzbę. Wziąłem głęboki wdech. Nim zdołałem w ogóle podejść bliżej, poczułem jej słodki zapach - ten sam, którego szukałem w każdym innym kocie, w każdym innym miejscu, krzewie czy trawie. Poczułem, jak momentalnie łzy napływają do moich oczu, a łapy robią się miękkie, tak, że trudno było mi na nich ustać. Pomyślałem, że to i tak było już za dużo, móc poczuć jej zapach, tak, jakby tu była... tak, jak dawniej. Jakby nic się nie stało. Gdyby Gwiezdni chcieli mi dać tylko to, nie byłbym zły, zawiedziony. Ale potem... potem z lśniącego obłoku powolutku zjawiła się ona, a ja... a ja patrzyłem, jak idzie w moją stronę. Wstrzymałem oddech, a łzy mimowolnie zaczęły spływać mi po policzkach. Patrzyłem na nią, jeszcze piękniejszą niż ją zapamiętałem, a byłem pewien, że to niemożliwe. Przez parę pierwszych uderzeń serca nie byłem w stanie się ruszyć, jakby coś mnie trzymało w jednym miejscu... ale jej miękki szept sprawił, że zacząłem biec w jej kierunku, byle tylko jak najszybciej znów znaleźć się w jej ciepłym objęciu. Ogromnymi susami znalazłem się obok niej, by natychmiast rzucić się w jej łapki. Przymknąłem mokre powieki, spod których wydostawało się tylko więcej i więcej łez, wtuliłem się w jej futro nie będąc w stanie stwierdzić, czy to działo się naprawdę - czy faktycznie znalazłem się na Srebrnej Skórce, spotykając moją Jaskółkę, czy padłem po prostu ze zmęczenia, a sen to wytwór mojej własnej wyobraźni.
xxxxLeżąc w jej ramionach, czując jej zapach i słysząc jej głos pierwszy raz od dawna czułem się tak... tak spokojny, w mojej głowie było cicho. Nic mnie nie dręczyło, niczym się nie stresowałem, nie myślałem, że robię coś źle, że sam jestem zły, że nie daje rady. Nawet najmniejsza myśl o śmierci, bezradności nie przeszła przez moją głowę. Było... cicho. Byłem szczęśliwy. Pierwszy raz, odkąd ją straciłem, czułem się szczęśliwy, a na mojej mordce pojawił się prawdziwie szczery uśmiech, nie ten wymuszony, nie ten, który zjawiał się tylko z grzeczności, bo tak wypadało. - Jaskółko... - wyszeptałem cicho gdzieś między szlochem. - Jaskółko tak bardzo... tak bardzo za tobą tęskniłem, ja... ja... przepraszam, tak bardzo. Nie umiem... nie umiem sobie wybaczyć, Jaskółko, jak bardzo cię skrzywdziłem. Nie umiem bez ciebie żyć, Jaskółko, tak bardzo cię przepraszam - mówiłem wszystko, co miałem w głowie od tak bardzo dawna. Każdą myśl, która dręczyła mnie przez ostatnie miesiące. - Nie potrafię jeść, spać, ja... ja nie byłem przy Czterech Drzewach ani razu. Nie umiem. Nie umiem... jak mogłem... jak mogłem na to pozwolić, Jaskółko. T-tak bardzo cię przepraszam, że wtedy... miałaś iść ze mną... ochroniłbym cię. Oddałbym za ciebie życie. Wszystko bym za ciebie oddał - łamał mi się głos, ale nie umiałem już przestać. Tak wiele chciałem jej powiedzieć, o tym wszystkim co się ze mną działo, gdy jej zabrakło. O tym, jak bardzo mi brakuje jej głosu, jej życzliwości, dobroci, ciepła. O tym, jak sobie nie radziłem odkąd odeszła. Jak bardzo się winiłem i biczowałem za to, że pozwoliłem zostać jej w miejscu, które nigdy nie było bezpieczne... o tym, jak lekkomyślny byłem i jak bardzo nienawidziłem siebie, że to zabrało mi najbliższego kota mojemu sercu. - Tak bardzo cię kocham - miauknąłem żałośnie, patrząc jej w lśniące oczy. - Nie umiem... nie umiem żyć, odkąd cię nie ma. Byłaś, jesteś... najlepszym... co mogło spotkać las, mnie... cały Klan Cienia na pewno też, tak bardzo cię przepraszam, że pozwoliłem ci odejść. N-nie... j-ja nie... ja...
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W