03.06.2026 06:14
Czuł na sobie badawczy wzrok zastępczyni, jednak nie miał jej za złe. Sam dziwił się, że wyszedł z tego wszystkiego bez szwanku. Miał szczęście, bo walczyć dalej nie potrafił. Kocur nauczył go jedynie polowania, które było postawą przeżycia, a dalej? Musiał radzić sobie samemu. Pokiwał głową na słowa kotki.
- Tak, miałem szczęście. Kocur nazywa się Krzywy, pomógł mi przeżyć i nauczył polować. Powiedziałbym, że się nade mną zlitował - dopóki nie wchodził pod łapy Krzywego, to miał zapewnione to, że nie umrze. Wątpił, by zrobił cokolwiek Rechoczącej Łapie, natomiast nie chciał sprawdzać na ile samotnik był cierpliwy. Wolał zachować swoje wszystkie wąsy.
Myślał, że dobrze wybrał swoje ograniczenia, natomiast Truflowy Nosek zabroniła mu w ogóle wychodzić z obozu bez obstawy, mówiła to jednak w tak przyjazny sposób, że Rechocząca Łapa nawet nie uznał tego za karę. Przynajmniej na początku. Na wspomnienie o mamie położył po sobie uszy i spuścił spojrzenie w ziemię.
- A... jak się mają? Moje rodzeństwo? - zapytał, w swojej głowie widział ich wszystkich jak ruszyli dalej z życiem, każdy z nich był już wojownikiem lub kończył trening. Nie zdawał sobie sprawy, że nie był jedynym, który zaginął. Po drodze nie spotkał też nikogo ze swojego rodzeństwa. Może stąd właśnie jego myśli, że wszyscy sobie świetnie radzą.
Kotka mówiła dalej i dowiedział się, że jego rodzice trafili do starszyzny. Czy naprawdę byli aż tak starzy? Czy on był aż tak stary? Wolał nie myśleć o tym ile dokładnie księżyców minęło nim wrócił do klanu, ale na słowa kotki pokiwał głową.
- Zdecydowanie, postaram się nie zawieść ich drugi raz ani Twojego zaufania - bo tym właśnie go obdarzała w tej chwili. I pytanie, które uderzyło go chyba najbardziej.
- RoziskrzonaGwiazdaiKoziaPłetwa - wypluł z siebie szybko, jakby chciał najgorszą część mieć już za sobą.
- Tak, miałem szczęście. Kocur nazywa się Krzywy, pomógł mi przeżyć i nauczył polować. Powiedziałbym, że się nade mną zlitował - dopóki nie wchodził pod łapy Krzywego, to miał zapewnione to, że nie umrze. Wątpił, by zrobił cokolwiek Rechoczącej Łapie, natomiast nie chciał sprawdzać na ile samotnik był cierpliwy. Wolał zachować swoje wszystkie wąsy.
Myślał, że dobrze wybrał swoje ograniczenia, natomiast Truflowy Nosek zabroniła mu w ogóle wychodzić z obozu bez obstawy, mówiła to jednak w tak przyjazny sposób, że Rechocząca Łapa nawet nie uznał tego za karę. Przynajmniej na początku. Na wspomnienie o mamie położył po sobie uszy i spuścił spojrzenie w ziemię.
- A... jak się mają? Moje rodzeństwo? - zapytał, w swojej głowie widział ich wszystkich jak ruszyli dalej z życiem, każdy z nich był już wojownikiem lub kończył trening. Nie zdawał sobie sprawy, że nie był jedynym, który zaginął. Po drodze nie spotkał też nikogo ze swojego rodzeństwa. Może stąd właśnie jego myśli, że wszyscy sobie świetnie radzą.
Kotka mówiła dalej i dowiedział się, że jego rodzice trafili do starszyzny. Czy naprawdę byli aż tak starzy? Czy on był aż tak stary? Wolał nie myśleć o tym ile dokładnie księżyców minęło nim wrócił do klanu, ale na słowa kotki pokiwał głową.
- Zdecydowanie, postaram się nie zawieść ich drugi raz ani Twojego zaufania - bo tym właśnie go obdarzała w tej chwili. I pytanie, które uderzyło go chyba najbardziej.
- RoziskrzonaGwiazdaiKoziaPłetwa - wypluł z siebie szybko, jakby chciał najgorszą część mieć już za sobą.
7
Siła
S
4
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W