#7
  No dobra. Jaki plan? Nie słyszała nigdzie łap Lucyfera jeszcze, a przed nią był wielki masywny szprotek, który mógł jej zrobić to samo co Alikornowi albo nawet i gorzej. Niefajnie? Niebezpiecznie na pewno. Nosz! Kurczebele!
  Skwasiła się lekko na odpowiedź kocura, który odpowiedział za oboje, a może ten brzydki z bliznami (oboje byli, ups), jednak nie czuje najlepiej? Nawet nie dał odpowiedzieć! Trochę zdębiała, ale mimo wszystko westchnęła i od razu zrównała krok po stronie szprotki, zamiast tej Alikorna. Chciała wzbudzić zaufanie.
  — Ale ta odpowiedź to taka pewna? Bo… tamten — wyszeptała wskazując łapką i prawie się wywalając — to wygląda trochę jakby coś go rozjechało… bez urazy! — Pisnęła jak myszka i odwróciła wzrok, a właściwie cały pyszczek, bo miała ochotę się zaśmiać. Mogła wyglądać jakby się zawstydziła… miała nadzieję. — Bo w naszej okolicy to wszyscy sobie pomagamy! Chyba… tatuś tak mi mówił, wie pan? Bo widzą panowie, bardzo mnie prosi zawsze o dbanie o naszych… ale wy chyba nimi nie jesteście? W sumie czy to ważne? Wszyscy powinni sobie pomagać, prawda? — Zaraz wskoczy pod auto sama z siebie. Uśmiechała się jednak słodko i potknęła znowu, chociaż to akurat nie było udawane. Robienie tylu rzeczy naraz zabierało jej umiejętności mobilne, tutaj uśmiechać, tam udawać, jeszcze mówić??? I iść? Za dużo. Za dużo było od niej wymagane. — Właściwie to mi dziwnie, bo tatek to był gdzieś za mną, a teraz nagle się zgubił? Ja już nie wiem! — powiedziała lekko rozeźlona, aż nosek jej się zmarszczył. Gdzież do jasnej ciasnej był Lucyfer? I dlaczego była tu sama? I ile jeszcze musiała udawać? Ech. — Pić mi się chce, a wam? — zapytała słodko i spojrzała dłużej na Alikorna. No dawaj, rusz tym głupim łbem typie.
LVL 2 45 / 150
MedLVL 1 0 / 200
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W