04.07.2026 18:44
Lucyfer był wspaniałym kotem to prawda, chociaż miała nadzieję, że dostanie coś w nagrodę, że odgrywa słodką dziecinkę bez świadomości jaki poradzić sobie w świecie, bo inaczej trochę aha! Znaczy oczywiście wymagać nie mogła, bo chyba by ją poskładali jak origami, ale nadzieję mogła mieć. Poradzą sobie! A to ci! Może i szprotka wyglądał jak wielkie takie śmieszne co jeżdżą na polach (widziała je kiedyś z daleka), ale bez przesady! Miasto potrafiło być… różne i to nawet ona wiedziała, słuchała jednak i przytakiwała.
— Och! Będę mogła się tatusiowi pochwalić! Pomogłam dwóm kotom! Chodźcie, musimy się kawałek wrócić! — powiedziała dumnie i zrobiła coś co dopiero potem zrozumiała, że było głupotą – dotknęła łapami klaty szprotki, chcąc go ruszyć w tył… Okurde. Usiadła nagle jak zaczarowana i spojrzała w górę z otwartym pyszczkiem. — Przepraszam, podekscytowałam się… — wymamrotała z wielkim speszeniem, uszy ją zapiekły i pokręciła główką. — Po prostu widziałam bardzo… ładne miejsce i… i teraz jak zgubiłam tatusia to trochę nie mogę mu pokazać… wygląda pan podobnie do mojego taty, wie pan? — Tak naprawdę to serio tak myślała, mieli chyba podobny chłód w sobie jak na nich patrzyła i w ogóle, oczy chyba mieli te same też, no ogólnie jak bracia rodzeni. Inna sprawa, że dla niej większośc kocurów wyglądała tak samo, bo czym to się niby różniło? Samo pchnięcie było głupotą, bo naprawdę się podekscytowała i aż poczuła jak grunt jej się osunął spod łap na chwilę, co jak spartoliła sprawę? Niedobrze. Jeśli jednak szprotka nie miała jej tego za złe to zaczęła powoli iść w stronę dziury w płocie, z której przyszła i już z mniejszą energią, ale nadal mówiła.
— Aha! Mówiłeś pan, że tata wróci, tak? I ja panu ufam! Bo zazwyczaj mnie znajduję… ale czasami potrafię się gubić w dziwnych miejscach i zawsze każe mi się trzymać kogoś, bo… bo no raz utknęłam w śmieciach chociażby… próbowałam pomóc krukowi! — Prawie. Raz szukała kotleta w śmieciach i się kłóciła z krukiem, a innym razem utknęła w śmieciach, bo nie potrafiła jeszcze w nich grzebać. — Moi właściciele zaś są daleko i wyszedłam tylko na chwilę z tatkiem… — Westchnęła mocno. I wskazała łbem dziurę w płocie, a zaraz obok była miska, do której wesoło podeszła i przysiadła. — Proszę pić i się częstować! Ci ludzie zawsze zostawiają picie dla wszystkich! — Wskazała na domek zaraz obok, stary jamnik był głuchy, więc się im poszczęściło… bo miska śmierdziała na pewno starym psem, więc była szansa, że zamaskuje zapach zioła, które wcześniej się w niej moczyło, taką miała nadzieję przynajmniej. Co do smrodu psa… coś się wymyśli jak pan szprotka poczuje się zagrożony niewidzialnym psem.
— Och! Będę mogła się tatusiowi pochwalić! Pomogłam dwóm kotom! Chodźcie, musimy się kawałek wrócić! — powiedziała dumnie i zrobiła coś co dopiero potem zrozumiała, że było głupotą – dotknęła łapami klaty szprotki, chcąc go ruszyć w tył… Okurde. Usiadła nagle jak zaczarowana i spojrzała w górę z otwartym pyszczkiem. — Przepraszam, podekscytowałam się… — wymamrotała z wielkim speszeniem, uszy ją zapiekły i pokręciła główką. — Po prostu widziałam bardzo… ładne miejsce i… i teraz jak zgubiłam tatusia to trochę nie mogę mu pokazać… wygląda pan podobnie do mojego taty, wie pan? — Tak naprawdę to serio tak myślała, mieli chyba podobny chłód w sobie jak na nich patrzyła i w ogóle, oczy chyba mieli te same też, no ogólnie jak bracia rodzeni. Inna sprawa, że dla niej większośc kocurów wyglądała tak samo, bo czym to się niby różniło? Samo pchnięcie było głupotą, bo naprawdę się podekscytowała i aż poczuła jak grunt jej się osunął spod łap na chwilę, co jak spartoliła sprawę? Niedobrze. Jeśli jednak szprotka nie miała jej tego za złe to zaczęła powoli iść w stronę dziury w płocie, z której przyszła i już z mniejszą energią, ale nadal mówiła.
— Aha! Mówiłeś pan, że tata wróci, tak? I ja panu ufam! Bo zazwyczaj mnie znajduję… ale czasami potrafię się gubić w dziwnych miejscach i zawsze każe mi się trzymać kogoś, bo… bo no raz utknęłam w śmieciach chociażby… próbowałam pomóc krukowi! — Prawie. Raz szukała kotleta w śmieciach i się kłóciła z krukiem, a innym razem utknęła w śmieciach, bo nie potrafiła jeszcze w nich grzebać. — Moi właściciele zaś są daleko i wyszedłam tylko na chwilę z tatkiem… — Westchnęła mocno. I wskazała łbem dziurę w płocie, a zaraz obok była miska, do której wesoło podeszła i przysiadła. — Proszę pić i się częstować! Ci ludzie zawsze zostawiają picie dla wszystkich! — Wskazała na domek zaraz obok, stary jamnik był głuchy, więc się im poszczęściło… bo miska śmierdziała na pewno starym psem, więc była szansa, że zamaskuje zapach zioła, które wcześniej się w niej moczyło, taką miała nadzieję przynajmniej. Co do smrodu psa… coś się wymyśli jak pan szprotka poczuje się zagrożony niewidzialnym psem.
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W