18.07.2026 15:16
Udało jej się. Całkowicie samotnie. Lucyfer teraz ją nagle sprawdzał? Naprawdę?! Gdzie on do cholery był? Nawet już nie ukrywała zmartwienia, co było widoczne na jej pyszczku – szczególnie jak szprotka ostatecznie się ruszył i coś do niej mówił. Trochę się dziwiła, że została sama, ale jedynie westchnęła i uśmiechnęła się smutnie.
— Wrócić do miejs-ca… Dobra! Zapamiętam! Dziękować Panu! — powiedziała pomiędzy stresem zagubionego kociaka, a spokojem kogoś kto pierwszy raz został sam. Sam na misji, która mogła pójść różnie. Na szczęście pozytywizm! Parę uderzeń serca i poczuła się lżej, nawet uśmiech powrócił na pyszczek. E tam! Co ona się przejmowała! Dała radę! Chociaż cały czas trzymała się myśli, że Lucyfer jednak przyjdzie i jej pomoże…
Może jednak pomocy nie potrzebowała? Uśmiechnęła się wesoło do szprotki, kiedy skomplementował jej dobre serduszko. Ta. Bardzo dobre!
— Staram się! Tak właśnie tatko nauczył! — Łatwiej się kłamało jak się nie kłamało. Nauczono ją tak żyć, więc??? Nie kłamała. Odpowiadała tylko na to co myślała, a nie dokładnie na to co mówił kocur. I wtedy wydarzyło się to co się nie spodziewała – napił się jednak! Wbiła pazury w ziemię, a spojrzeniem spotkała się przelotnie z Alikornem, by zaraz potem odwrócić łeb jakby coś zwróciło jej uwagę za plecami. Szukała tam czegoś. Tak jakby.
— O! Jasna sprawa! Dziękować jeszcze raz za radę! Wam też już lżejszej drogi, co? — powiedziała bardziej do szprotki szeptem, znowu nawiązując do połamanego Alikorna. — Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy!! Pogada Pan z tatusiem! — zadeklarowała wesoło i przytaknęła sobie samej. Gangus przez którego była cała ta sytuacja działał jej na nerwy i przede wszystkim wzbudzał większy stres czy obrzydzenie, niż ten drugi szprotek. Odzywał się milej! Polubiła go nawet! Trochę przykro, że zadarł z tym kim nie powinien. Odprowadziła ich wzrokiem jak wychodzili przez dziurę w płocie, a sama została w miejscu. Co ona teraz miała zrobić? Musiała znaleźć Lucyfera albo Pralkę…
— Wrócić do miejs-ca… Dobra! Zapamiętam! Dziękować Panu! — powiedziała pomiędzy stresem zagubionego kociaka, a spokojem kogoś kto pierwszy raz został sam. Sam na misji, która mogła pójść różnie. Na szczęście pozytywizm! Parę uderzeń serca i poczuła się lżej, nawet uśmiech powrócił na pyszczek. E tam! Co ona się przejmowała! Dała radę! Chociaż cały czas trzymała się myśli, że Lucyfer jednak przyjdzie i jej pomoże…
Może jednak pomocy nie potrzebowała? Uśmiechnęła się wesoło do szprotki, kiedy skomplementował jej dobre serduszko. Ta. Bardzo dobre!
— Staram się! Tak właśnie tatko nauczył! — Łatwiej się kłamało jak się nie kłamało. Nauczono ją tak żyć, więc??? Nie kłamała. Odpowiadała tylko na to co myślała, a nie dokładnie na to co mówił kocur. I wtedy wydarzyło się to co się nie spodziewała – napił się jednak! Wbiła pazury w ziemię, a spojrzeniem spotkała się przelotnie z Alikornem, by zaraz potem odwrócić łeb jakby coś zwróciło jej uwagę za plecami. Szukała tam czegoś. Tak jakby.
— O! Jasna sprawa! Dziękować jeszcze raz za radę! Wam też już lżejszej drogi, co? — powiedziała bardziej do szprotki szeptem, znowu nawiązując do połamanego Alikorna. — Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy!! Pogada Pan z tatusiem! — zadeklarowała wesoło i przytaknęła sobie samej. Gangus przez którego była cała ta sytuacja działał jej na nerwy i przede wszystkim wzbudzał większy stres czy obrzydzenie, niż ten drugi szprotek. Odzywał się milej! Polubiła go nawet! Trochę przykro, że zadarł z tym kim nie powinien. Odprowadziła ich wzrokiem jak wychodzili przez dziurę w płocie, a sama została w miejscu. Co ona teraz miała zrobić? Musiała znaleźć Lucyfera albo Pralkę…
9
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W