Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
W niemalże samym centrum terenów należących do Klanu Rzeki znajduje się całkiem spora wysepka, która, wbrew swojej nazwie, nie zawsze jest błotnista. Dzieje się tak tylko po intensywnych opadach - takich, jakie napotkały koty, gdy po raz pierwszy dotarły na nowe tereny. Podczas bardziej suchych pór można spokojnie usiąść sobie na tym - dość sporym - skrawku suchego lądu i łowić ryby - a do tego akurat jest to miejsce idealne. Dostanie się na niego suchą łapą nie jest proste, szczególnie jakiś czas po deszczu - długi sus z Błyszczących Głazów może skończyć się ślizgiem przez całą długość wysepki i zatrzymaniem się dopiero na trzcinach w Trzcinowym Brodzie.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mikrus. Jeden z najniższych, o ile nie najniższy, kot jakiego spotkasz. Skrzypiąca Łapa ma krótkie łapki i mnóstwo białego puchu. Jest cały biały, pod futerkiem niezwykle lichy i drobny, czego jednak nie widać nawet w deszczu - musiałby go ktoś zgolić, aby dotrzeć do jego faktycznej postawy. Kocur ma też długi ogon, który mógłby konkurować wielkością z całą resztą jego ciała. Oczy ma złote, przechodzące od żółci do pomarańczu w płynnym gradiencie. Dodać tylko na czubku dwoje drobnych uszu, zawsze uśmiechniętą mordkę oraz uniesione wesoło wąsy, a otrzyma się byłego Rzeczniaka w jego prawdziwej formie - niezależnie od tego, czy jeszcze w Klanie, czy już poza nim. Jedynym dodatkiem po zniknięciu mogłaby być różowa wstążeczka na szyi.
Mały ekstrawertyk, wieczne dziecko. Maminsynek, przylepa i wesołek. Widzi szczęście wszędzie, czy to we wschodzie słońca, czy bzyczącym komarze. Prawdopodobnie to właśnie jego łatwe rozpraszanie się, brak ostrożności i nieposkromiona ciekawość w dążeniu do obserwowania piękna spowodowały, że zniknął w pewnym momencie z Klanu Rzeki. Natrafił na drapieżnika blisko granicy, a będąc na skraju przytomności uciekł w stronę Grzmiącej Ścieżki, co okazało się kluczowe dla jego przyszłości.
Został wywieziony hen daleko. Dostał się pod opiekę Dwungów, którzy wynieśli się dosyć szybko z małej mieściny, z którą graniczyły Klany. Żaden z nowych sąsiadów nie wiedział o co mu chodziło, a jakby tego było mało nadal był mocno osłabiony. Żył jeszcze przez parę, może paręnaście księżyców ze swoimi nowymi opiekunami, nim przekonał się do nowej przygody - do powrotu do domu. Podekscytowany na samą myśl uciekł pewnego wieczora tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku nie wrócić już nigdy ani do Klanu Rzeki, ani do Dwunogów.
Nowe tereny wydawały się Skrzypiącej Łapie niebywale... śmieszne.
Rozglądał się. Odkąd tu przyszli, towarzyszył mu smutek, żal. Tęsknota. Lecz powiew nowości, świeżości nieco podreperował jego samopoczucie. Tak leciutko, ale jednak. Chciał się dostać do błotnistej wysepki, którą ujrzał swego czasu zaglądając między Błyszczące Głazy i rozglądając się. Postawił pewnie łapę, która go zdradziła i... omal się nie przewrócił. Utrzymał jednak równowagę.
- Ho ho, na pewno wrócę do obozu cały w błocie - stwierdził sam do siebie wesoło, po czym westchnął, brnąc dalej. Nie lubił nosić i tłumić w sobie złych, podłych emocji, ale tym razem nie widział innej możliwości. Chciał jakoś wreszcie przydać się dzieciom Paprociowej jako ten głupi opiekun i działać. Wspomóc je! A uznał, że mógł to zrobić poniekąd utrzymując pogodę ducha. Niepewien, czy nagle ktoś nie wyskoczy z krzaków, nie pozwalał dać się ponieść tłamszonym emocjom. Z czasem same wyparują. Albo wystarczy, że komuś się zwierzy, prawda? Wystarczyło tylko znaleźć odpowiednią osobę.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
To sobie idealne miejsce wybrał, nie ma co. Nie dość, że musiał wejść do wody, żeby się tu dostać, to teraz brnął przez błoto, w którym niemalże się zapadał. Błotnista wysepka była jednym z tych miejsc, których nie zamierzał zbyt często odwiedzać. Żałował że tu przyszedł, mógł sobie odpuścić i zostać na suchym, przyjemnym brzegu Grzmiącej Rzeki, ale nie, on koniecznie musiał postawić swoją - teraz ubłoconą - łapę w dosłownie każdym miejscu. Ciężki tłumił irytacje przeplatającą się ze... smutkiem. To byłoby ulubione miejsce Pestki, gdyby nie zniknęła. Już ich nie odnajdzie, nie miała na to szans. Pewnie już nie żyła. Coś ją zabiło lub umarła z głodu. Nie, nie chciał o tym teraz myśleć, nic nie mógł już na to poradzić. Tylko niepotrzebnie się zadręczał.
Ciemniejące Niebo brnął przed siebie, gdy jego oczom ukazała się sylwetka równie ubłocona co on sam, ale mógł jeszcze zobaczyć białą sierść tamtego. Dogonienie kocura nie zajęło mu wiele czasu, nawet zdążył usłyszeć jego słowa, które terminator powiedział do samego siebie. Raczej nie spodziewał się odpowiedzi, lecz Ciężki postanowił go zaskoczyć.
- Nie Ty jeden - mruknął, starając się zorientować z kim ma do czynienia. To chyba jeden z licznych braci Jaworki, tylko jak miał na imię? Coś kojarzącego się z dźwiękiem. Piszcząca Łapa? Skrzecząca? Dlaczego on nigdy nie potrafił zapamiętać tych wszystkich imion i za każdym razem urządzał sobie istną zgadywankę? Szurająca Łapa... nie, to nie to, ale blisko. Skrzypiąca... o, chyba mu się udało!
- Też wolisz zwiedzać niż pomagać w obozie? Chociaż zastanawiam się, czy babranie się w tym bajorze jest tego warte. - Ciemniejące Niebo spojrzał na błotniste podłoże wzrokiem, który zabija. Nim doprowadzi się do porządku minie naprawdę sporo czasu, lecz to i tak nic w porównaniu ze Skrzypiącą Łapą, którego długie futerko pogarszało sprawę dwukrotnie.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mikrus. Jeden z najniższych, o ile nie najniższy, kot jakiego spotkasz. Skrzypiąca Łapa ma krótkie łapki i mnóstwo białego puchu. Jest cały biały, pod futerkiem niezwykle lichy i drobny, czego jednak nie widać nawet w deszczu - musiałby go ktoś zgolić, aby dotrzeć do jego faktycznej postawy. Kocur ma też długi ogon, który mógłby konkurować wielkością z całą resztą jego ciała. Oczy ma złote, przechodzące od żółci do pomarańczu w płynnym gradiencie. Dodać tylko na czubku dwoje drobnych uszu, zawsze uśmiechniętą mordkę oraz uniesione wesoło wąsy, a otrzyma się byłego Rzeczniaka w jego prawdziwej formie - niezależnie od tego, czy jeszcze w Klanie, czy już poza nim. Jedynym dodatkiem po zniknięciu mogłaby być różowa wstążeczka na szyi.
Mały ekstrawertyk, wieczne dziecko. Maminsynek, przylepa i wesołek. Widzi szczęście wszędzie, czy to we wschodzie słońca, czy bzyczącym komarze. Prawdopodobnie to właśnie jego łatwe rozpraszanie się, brak ostrożności i nieposkromiona ciekawość w dążeniu do obserwowania piękna spowodowały, że zniknął w pewnym momencie z Klanu Rzeki. Natrafił na drapieżnika blisko granicy, a będąc na skraju przytomności uciekł w stronę Grzmiącej Ścieżki, co okazało się kluczowe dla jego przyszłości.
Został wywieziony hen daleko. Dostał się pod opiekę Dwungów, którzy wynieśli się dosyć szybko z małej mieściny, z którą graniczyły Klany. Żaden z nowych sąsiadów nie wiedział o co mu chodziło, a jakby tego było mało nadal był mocno osłabiony. Żył jeszcze przez parę, może paręnaście księżyców ze swoimi nowymi opiekunami, nim przekonał się do nowej przygody - do powrotu do domu. Podekscytowany na samą myśl uciekł pewnego wieczora tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku nie wrócić już nigdy ani do Klanu Rzeki, ani do Dwunogów.
Skrzypiąca Łapa wpierw nie spostrzegł szarego kocura biegnącego w jego kierunku. Dopiero kiedy znalazł się tuż obok, Nagietek zwrócił na niego oczy poniekąd z zaskoczeniem. Lustrował go chwilę, próbując sobie przypomnieć czy to na pewno ten osobnik był wywoływany na jednej z ostatnich ceremonii. Skrzypek ostatnio nie uważał na nich za bardzo, więc o wiele trudniej było mu sobie przypomnieć wojownicze imiona.
- Skrzypiąca Łapa, witaj... - przedstawił się od razu, uśmiechając się delikatnie. Zrobił krótką pauzę, na uderzenie serca spuszczając wzrok, po czym wrócił do patrzenia na kocura. Prosto w jego szmaragdowe oczy. - ... dzielny wojowniku? - spróbował, unosząc pytająco brew oraz licząc na to, że jego subtelna sugestia zostanie pozytywnie rozpatrzona. Mimo wszystko miło byłoby znać imię rozmówcy. Powoli ruszył w kierunku Błotnistej Wysepki, unosząc wysoko krótkie łapki. Miał nadzieję, że kocur ruszy za nim, a nie będzie stać w miejscu jak słup. Z pewnością nie miał problemów z dogonieniem niższego białofutrego.
- Och, warto poznać nowe tereny! - miauknął przyjacielsko. To nie tak, że nie chciał pomagać. No, może trochę mu się nie chciało, nie lubił obowiązków. Raczej potrzebował odpoczynku, jakiegoś niezobowiązującego spacerku. - A co, boisz się pobrudzić cały? - zaciekawił się po chwili milczenia, zerkając kątem oka na kocura. Miał brudne łapy, tak jak i sam Nagietek. Na pewno jednak jego brzuch mógł czuć się bezpieczniejszy niż terminatora, które okalały długie kłaki w każdej chwili gotowe pobrudzić swoje końcówki.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Ha! Skrzypiąca Łapa, a jednak to odgadł, nawet jeśli musiał się nieco wysilić. Dosyć... oryginalne imię. Teraz brzmiało dziwnie i kojarzyło się z niezbyt miłym dźwiękiem, lecz jako wojownicze może brzmieć ciekawe. Skrzypiący Śnieg, Skrzypiący Konar, Skrzypiąca Gałąź. Huh, czyżby Ciężki zaczynał zmieniać się w Mroźnego? Kocur uśmiechnął się, tłumiąc rozbawienie, którego syn Ubłoconej Mordki nie mógł zrozumieć.
- Dzielny wojowniku... To brzmi tak dumnie. Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie nazwał - uderzył w leciutko żartobliwy ton i zastrzygł uszami. - Wszyscy nazywają mnie po prostu Ciemniejącym Niebem.
Wojownik ruszył za terminatorem. Żadna różnica czy zawróci, czy pójdzie dalej, i tak był już cały uwalany błotem. Wystarczyło zbyt szybko podnieść łapę, żeby brązowe, gęste krople rozpryskiwały się we wszystkie strony lądując na jego boku i grzbiecie. Czekała go kąpiel w Grzmiącej Rzece, gdyż nie wyobrażał sobie innej formy umycia się, aczkolwiek to żaden problem. I tak musiał w jakiś sposób wrócić na stały ląd.
- Zgodzę się z tym. Zwłaszcza, że inne są znacznie przyjemniejsze niż to... coś - skrzywił się i pacnął łapą miękkie podłoże, jeszcze bardziej się przy tym brudząc. - Nie przywykłem do pływania w bajorze. Tobie to nie przeszkadza? - Ciemniejące Niebo dobrze przyjrzał się kocurowi. Życzył mu powodzenia z doprowadzeniem się do porządku. Długie futro było w tym momencie problematyczne i na pewno schło o wiele dłużej niż krótkie.
- Przypominasz mi kogoś... - rzekł cicho i niespodziewanie. Sam nie wiedział po co się odezwał i co Skrzypiącą Łapę mogło to obchodzić. To mu się po prostu wyrwało. Ale jego jasne, uwalane błotem futro bardziej niż cokolwiek przedtem przypomniało mu Pestkę. Tak, brat Jaworki był kocurem, lecz... Odezwało się poczucie winy, żal, poczucie, że zawiódł. A przecież nie chciał o tym myśleć.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mikrus. Jeden z najniższych, o ile nie najniższy, kot jakiego spotkasz. Skrzypiąca Łapa ma krótkie łapki i mnóstwo białego puchu. Jest cały biały, pod futerkiem niezwykle lichy i drobny, czego jednak nie widać nawet w deszczu - musiałby go ktoś zgolić, aby dotrzeć do jego faktycznej postawy. Kocur ma też długi ogon, który mógłby konkurować wielkością z całą resztą jego ciała. Oczy ma złote, przechodzące od żółci do pomarańczu w płynnym gradiencie. Dodać tylko na czubku dwoje drobnych uszu, zawsze uśmiechniętą mordkę oraz uniesione wesoło wąsy, a otrzyma się byłego Rzeczniaka w jego prawdziwej formie - niezależnie od tego, czy jeszcze w Klanie, czy już poza nim. Jedynym dodatkiem po zniknięciu mogłaby być różowa wstążeczka na szyi.
Mały ekstrawertyk, wieczne dziecko. Maminsynek, przylepa i wesołek. Widzi szczęście wszędzie, czy to we wschodzie słońca, czy bzyczącym komarze. Prawdopodobnie to właśnie jego łatwe rozpraszanie się, brak ostrożności i nieposkromiona ciekawość w dążeniu do obserwowania piękna spowodowały, że zniknął w pewnym momencie z Klanu Rzeki. Natrafił na drapieżnika blisko granicy, a będąc na skraju przytomności uciekł w stronę Grzmiącej Ścieżki, co okazało się kluczowe dla jego przyszłości.
Został wywieziony hen daleko. Dostał się pod opiekę Dwungów, którzy wynieśli się dosyć szybko z małej mieściny, z którą graniczyły Klany. Żaden z nowych sąsiadów nie wiedział o co mu chodziło, a jakby tego było mało nadal był mocno osłabiony. Żył jeszcze przez parę, może paręnaście księżyców ze swoimi nowymi opiekunami, nim przekonał się do nowej przygody - do powrotu do domu. Podekscytowany na samą myśl uciekł pewnego wieczora tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku nie wrócić już nigdy ani do Klanu Rzeki, ani do Dwunogów.
Skrzypiąca Łapa lustrował chwilę wzrokiem wojownika, wysłuchując jego komentarza ze skrywanym rozbawieniem. Zapowiadała się intrygująca rozmowa.
- Absolutnie nikt? - dopytał z nutką zaskoczenia, ponownie unosząc brew. Skrzypiącej Łapie robiło się niedobrze na samą myśl, jak nieczułe i nieprzyjazne potrafiło być środowisko w którym się wychował. Czy naprawdę wszyscy szczędzili komplementów? Może dlatego te wszystkie kotki, które próbował rozweselić patrzyły na niego niechętnie, jakby niedowierzały. Robiło mu się przykro, widząc ich zachowania. Czy w ogóle był wśród czterech klanów ktoś, kto nie bał się okazywać uczuć innym? Skrzypek coraz bardziej miał ochotę zrobić na najbliższej ceremonii akcję, która polegałaby na przytulaniu przypadkowych kotów. Niech wiedzą, że wszystkie są kochane.
- Ciemniejące Niebo... ach, niebo brzmi tak ładnie - stwierdził, wzdychając. Chciał dostać jakieś ładne imię, ale zupełnie nie miał pomysłu, jak miałby się nazywać. Nie był pewien, czy chciał zostać Skrzypiącym Czymś. Chociaż sam człon bardzo mu się podobał, tak dźwięk od którego pochodził już niekoniecznie. Chciał zostać czymś miękkim, ciepłym, kojarzonym z rozkoszą bądź bliskością... być kojarzonym z przyjemnymi dla ucha dźwiękami. Może coś z harmonią? Mimo swoich wątpliwości co do wojowniczego miana, był skłonny zaakceptować to, co Świetlikowa Gwiazda uzna za odpowiednie. Nawet, jeśli miał zostać Skrzypkiem już do końca swoich dni.
- Nie jest źle - wzruszywszy barkami, spojrzał na uderzającego w błoto kocura. - Dam sobie radę, nie raz je czyściłem - odparł, puszczając do niego oczko. Ha ha, nie było co się martwić. Póki co głównie jego dół był brudny. Póki unosił ogon wysoko, a łapami nie chlapał tak mocno, żeby pobrudzić sobie cały tułów, było w porządku i jedynie końcówki futra okalające brzuch co najwyżej byly zagrożone, prócz łap rzecz jasna.
Nagła zmiana w głosie dzielnego Ciemniejącego spowodowała przyśpieszone bicie serca u terminatora. Kogo? Kogo przypominam? Mówże wreszcie, czemu przerywasz? domagał się w myślach odpowiedzi, obawiając się, że zna odpowiedź. Póki co jednak mógł mieć nadzieję, że się mylił. Odwrócił głowę w kierunku rozmówcy, niepewnie się mu przypatrując. Nie spodziewał się akurat takich słów ani trochę. Mimo to czuł palącą chęć dowiedzenia się, o kim mowa i co chodziło mu po głowie.
- Kogo? - zapytał tylko, również ściszając głos i nie przestając mu się przyglądać.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
- Absolutnie nikt - potwierdził swobodnie. Ciemniejące Niebo nie był tym rozczarowany czy szczególnie rozżalony, wiedział, iż nie zrobił jeszcze niczego, by zasłużyć na nazwanie go "dzielnym wojownikiem". Wojownikiem był przeciętnym. Patrolował, polował, szkolił nieszczęsną dwójkę, która miała pecha dostać się pod jego skrzydła, rozmawiał z tym i owym, a poza tym nic. Pragnął być kimś szanowanym, znanym, kimś o kim rozmawiali inni, kimś kogo wszyscy znali, aczkolwiek najzwyczajniej w świecie nie wiedział jak tego dokonać. Jak wybić się z tego tłumu, zabłysnąć, zwrócić na siebie uwagę. Może kiedyś wpadnie mu coś błyskotliwego do głowy. Za jakieś dwa milenia.
- Dziękuję - wymruczał zaskoczony. To też nieczęsto słyszał. Skrzypiąca Łapa był naprawdę sympatyczny, widać lubił prawić komplementy. Wojownik poczuł potrzebę, by jakoś mu się odwdzięczyć, po prostu powinien to zrobić. - Twoje jest dosyć dziwne, ale jako wojownicze będzie ładne. Skrzypiący Śnieg, Skrzypiący Szron, Skrzypiący Lód, może Skrzypiący Liść, wiesz, taki pokryty szronem. Pasują do Ciebie. Świetlik na pewno coś wymyśli. - Skrzypiący Śnieg było jego zdaniem najlepsze, lecz to nie on nadawał imiona. Ponadto taką wyliczanką przemawiał niczym Mroźna Łapa, który wymyślał imiona w tempie karabinu maszynowego. Ciekawe czy jego rozmówca dostrzeże to minimalne podobieństwo.
Chociaż jeśli Ciemniejące Niebo miał być całkowicie szczery, motyw Pory Nagich Drzew nie pasował mu do tego akurat kota. Kojarzył mu się z zimnem, ponurością, krótkimi dniami, głodem, czymś nieprzyjemnym, natomiast Skrzypiąca Łapa był całkowitym tego przeciwieństwem. Jeśli miał go porównywać do pory roku stawiałby na Porę Młodych Liści - delikatną i przyjemną. Nie wypowiedział tych myśli na głos, gdyż obawiał się, iż terminator mógłby poczuć się urażony albo obrażony, a nie chciał zrażać do siebie rodziny swojej partnerki.
Wojownik miał nadzieję, że Skrzypiąca Łapa nie zada tego pytania, jednakże dlaczego się łudził? Kto normalny zignorowałby coś takiego? Był idiotą, powinien się zamknąć i nie odzywać. Na swoje durne życzenie poruszył ten nieprzyjemny temat. A zrobił to, gdyż w głębi duszy łudził się, iż ktoś wie coś o Pestce. Cokolwiek i ktokolwiek. Musiała coś komuś powiedzieć, po prostu musiała. Jeśli nie matce, to rodzeństwu. Problem w tym, że Ciężki nie znał jej braci i sióstr.
- Pestkę - odpowiedział równie cicho. Wymawiał jej pierwsze imię, gdyż tego drugiego nie miał okazji jeszcze użyć. I prawdopodobnie nigdy nie będzie jej już miał. - To jedna z córek Paprociowego Kwiatu, ma futro podobne do Twojego. Widziałeś ją po ostatniej ceremonii? - Nadzieja matką głupich. Może Skrzypiąca Łapa o czymś wiedział, o czymkolwiek co pomogłoby mu odpowiedzieć na pytanie "dlaczego".
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mistrz: Śnieżne Skrzydło | Mleczny Kieł Płeć: kocur Matka: Ubłocona Mordka [NPC] Ojciec: Ciernisty Grzbiet [NPC] Trwałe urazy: Po zaginięciu: podłużne blizny na lewej tylnej łapie oraz w górnej części tułowia.
Mikrus. Jeden z najniższych, o ile nie najniższy, kot jakiego spotkasz. Skrzypiąca Łapa ma krótkie łapki i mnóstwo białego puchu. Jest cały biały, pod futerkiem niezwykle lichy i drobny, czego jednak nie widać nawet w deszczu - musiałby go ktoś zgolić, aby dotrzeć do jego faktycznej postawy. Kocur ma też długi ogon, który mógłby konkurować wielkością z całą resztą jego ciała. Oczy ma złote, przechodzące od żółci do pomarańczu w płynnym gradiencie. Dodać tylko na czubku dwoje drobnych uszu, zawsze uśmiechniętą mordkę oraz uniesione wesoło wąsy, a otrzyma się byłego Rzeczniaka w jego prawdziwej formie - niezależnie od tego, czy jeszcze w Klanie, czy już poza nim. Jedynym dodatkiem po zniknięciu mogłaby być różowa wstążeczka na szyi.
Mały ekstrawertyk, wieczne dziecko. Maminsynek, przylepa i wesołek. Widzi szczęście wszędzie, czy to we wschodzie słońca, czy bzyczącym komarze. Prawdopodobnie to właśnie jego łatwe rozpraszanie się, brak ostrożności i nieposkromiona ciekawość w dążeniu do obserwowania piękna spowodowały, że zniknął w pewnym momencie z Klanu Rzeki. Natrafił na drapieżnika blisko granicy, a będąc na skraju przytomności uciekł w stronę Grzmiącej Ścieżki, co okazało się kluczowe dla jego przyszłości.
Został wywieziony hen daleko. Dostał się pod opiekę Dwungów, którzy wynieśli się dosyć szybko z małej mieściny, z którą graniczyły Klany. Żaden z nowych sąsiadów nie wiedział o co mu chodziło, a jakby tego było mało nadal był mocno osłabiony. Żył jeszcze przez parę, może paręnaście księżyców ze swoimi nowymi opiekunami, nim przekonał się do nowej przygody - do powrotu do domu. Podekscytowany na samą myśl uciekł pewnego wieczora tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku nie wrócić już nigdy ani do Klanu Rzeki, ani do Dwunogów.
//twój zamuł to jeszcze nic w porównaniu do mojego :I
Skrzypiąca Łapa nie potrafił zrozumieć co też było nie tak z tym społeczeństwem. Czemu niemal wszyscy szczędzili komplementów? To co, woleli już siedzieć w całkowitej ciszy? Albo cały czas tylko narzekać i obrzucać kogoś naganami? Nie wydawało się to zbyt zachęcające dla takich chociażby terminatorów.
-Ach, ależ nie ma za co - odparł sympatycznie, chichocząc na widok zaskoczenia na pyszczku wyższego kocura. Uniósł brew, słysząc propozycje rozmówcy i uśmiechnął się szerzej ukradkiem. Ciężko nie było skojarzyć wypowiedzi Ciemniejącego z zawsze gotowym wyrzucić z siebie tysiące propozycji Mroźną Łapą! Nagietek jednak nie stwierdził tego na głos, nie wiedząc nawet, czy szary w ogóle kojarzy jego brata. Aż ponownie zatęsknił za starymi czasami, pod gęstym futrem czerwieniąc się nieco na samo wspomnienie swojego dzieciństwa. Był taki płaczliwy! Brakowało mu wprawy w robieniu czegokolwiek, nie umiał tuszować emocji. Dalej średnio mu to szło, ale wtedy z pewnością było znacznie gorzej.
- Podobają mi się - ocenił, unosząc oczy ku niebu, by chwilę zastanowić się nad tym, które wojownicze miano spodobało mu się najbardziej. Doskonale wiedział, które. Nie podzielił się jednak tą wiedzą. - A jakie były twoje poprzednie imiona? - zagaił, patrząc ciekawsko na kocura. Białofutry nawet nie wiedział ile tracił, nie mogąc zajrzeć do myśli Ciemniejącego Nieba. Porównanie go do najbardziej żywej i niosącej nadzieję pory bardzo mu schlebiało.
Skrzypiąca Łapa gwałtownie zaczerpnął powietrza, licząc, że odpowiedzią nie będzie nikt, kogo miał na myśli. Mylił się, tak okropnie się mylił. Uciekł wzrokiem i zacisnął zęby, słysząc pytanie, które również sam sobie przez cały czas zadawał. Przez dłużącą się chwilę nie odpowiadał, zastanawiając się co odpowiedzieć. Widocznie nie tylko on martwił się zaginioną.
- Nie jestem pewien - odpowiedział ostrożnie, ściszając głos. Przełknął nerwowo ślinę. Wszelkie nadzieje na to, że Ciemniejący mógł coś wiedzieć wrzucił do dołka i zakopał głęboko pod ziemią. Widocznie nikt nie wiedział co się z nią stało. Zgubiła się po drodze? Coś ją zjadło? Może tak jak Paprociową zdążyła już dawno umrzeć? Tyle, że w samotności, ledwie dysząc, porzucona na pastwę losu? Skrzypek jeszcze mocniej zagryzł szczęki, powstrzymując natłok wyobrażeń co też mogło się stać oraz łzy.
- Znałem ją - dodał przez ściśnięte gardło jeszcze ciszej niż przedtem, a jego niewielkie uszy pochyliły się do tyłu.
Jest wysokim kocurem. Może nie najwyższym, aczkolwiek wyróżnia się spośród pobratymców. Jego futerko jest krótkie, ciemnoszare i pozbawione pręg. Na łapach widnieją białe skarpetki, zaś na gardle pojawia się jasna plamka. Ciemnoszary nos i wąsy w podobnej barwie nie wyróżniają się, podobnie jak uszy, które są przeciętnej wielkości. Jedynie duże oczy w kolorze wiosennych listków mogą przykuć uwagę. Ogon Ciężkiej Łapy jest gruby i stosunkowo krótki.
Od czasu związania się z Klonową Łapą zaczął nieco większą uwagę poświęcać wyglądowi, teraz stara się prezentować jak najlepiej. Prócz tego delikatnie przytył. Nie jest gruby, aczkolwiek nie jest tak chudy, jak po opuszczeniu lecznicy.
Od kiedy został wojownikiem dał sobie spokój z ambicjami. Wykonuje obowiązki wojownika i stara się, jak może dla klanu, lecz nie oczekuje już zbyt wiele od życia. Najłatwiej opisać go jako neutralnego. Nie miesza się w nieswoje konflikty i stara się nie zwracać na siebie uwagi. Dzięki temu może robić co chce - oczywiście w granicach rozsądku. Wciąż jest uparty i stanowczy, gdy raz sobie coś postanowi nie odpuści. Będzie dążył do celu chociażby po trupach, jednakże na szczęście nie ma ich zbyt wiele. Skupia się na wygodnym, niemęczącym życiu. Ponadto żongluje opiniami i prędko zmienia zdanie o innych, gdy jest mu to na rękę lub widzi w tym korzyści. Wyjątkami są koty, które naprawdę polubi lub znienawidzi, u takowych jego nastawienie nie ulega zmianie bez naprawdę ważnego powodu. W stosunku do najbliższych jest opiekuńczy... można nawet powiedzieć, że za bardzo.
Ciemniejące Niebo nie znał jeszcze rodzeństwa Jaworki tak dobrze, jakby chciał. Dalej nie wiedział co tak naprawdę sądzić o Mroźnej Łapie, mimo iż uważał go za sympatycznego. Tylko trochę irytującego. Z Wydmowym Wiatrem nie miał większej styczności, rozmawiał z nią chyba raz czy dwa, zaś z całą resztą w ogóle. Jednakże Skrzypiącą Łapę już polubił. Kocur był jednym z tych, których po prostu nie można nie polubić.
- Wierzbowa Gałązka nazwała mnie Zimorodkiem. Do dziś zastanawiam się, dlaczego. To nie tak, że nienawidziłem tego imienia, jako kociak było mi to całkiem obojętne, lecz nie byłem smutny, gdy Świetlik zrobił ze mnie Ciężką Łapę. A jeszcze mniej smuciłem się, gdy zostałem w końcu Ciemniejącym Niebem. Życie pełne zmian. Przynajmniej mam jakąś wymówkę, żeby uważać się w pewnym sensie za wyjątkowego, chociaż nie jest to szczególnie fascynującym osiągnięciem. - Kocur z zaskoczeniem zdał sobie sprawę, że mówi, mówi i wciąż mówi. Nie odczuwał jakiegoś zakłopotania, co zazwyczaj się działo, gdy rozmawiał z kimś o swoim najstarszym imieniu. Z jakiegoś powodu zimorodek kojarzył mu się jedynie ze stosem zwierzyny i dosyć marnym losem.
- A Ty byłeś Skrzypiącym od początku? Czy tam Skrzypem. - Może nie tylko on miał zmienione imię, kto wie. Klonowa Łapa na pewno miała, może doczeka się także trzeciej zmiany o ile oczywiście zostanie wojowniczką. Biorąc pod uwagę jej mistrzynię przyszłość rudej stała pod wielkim znakiem zapytania. Kiedyś sam kręcił nosem, gdy dwa czy trzy razy musiał czekać zbyt długo na Ognistopręgą, dziś dziękował Gwiezdnemu Klanowi za tak świetną mistrzynię.
Później rozmowa stała się nieco mniej przyjemna, przez co Ciemniejące Niebo miał wrażenie, iż zatapia się w błocie jeszcze bardziej. Istotnie miał ochotę się w nim zagrzebać, schować przed całym światem i nie wychodzić przez wiele dni. Tak, oczywiście, w klanach co chwilę ktoś znikał, przepadał bez śladu, wyparowywał, lecz on, składając przysięgę przed Świetlikową Gwiazdą, miał na myśli coś innego niż tylko i wyłącznie lojalność wobec Klanu Rzeki. Obiecał sobie, że nie zawiedzie, tymczasem... Zawiódł, zawiódł srogo dopuszczając do zniknięcia swojej terminatorki.
- Była dla Ciebie kimś ważnym? - zapytał ostrożnie, gdy dostrzegł reakcje Skrzypiącej Łapy. Wyglądał na delikatnego i wrażliwego, aczkolwiek raczej nie do tego stopnia, żeby niemal płakać nad losem kogoś nieznajomego, prawda?
Jeśli kiedyś zobaczysz srebrną kotkę o smukłej sylwetce i długich łapach z czarnymi cętkami na sierści, to właśnie Czaple Skrzydło. Jej wzrost jest nieco większy od przeciętnego, ale nie można też jej nazwać najwyższym kotem w Klanie Rzeki. Krótkie, gęste futro jest zazwyczaj starannie wyczyszczone, a końcówkę ogona zdobi biała plama. Wskutek treningu mięśnie zarysowały się u niej wyraźniej niż wcześniej. Nieodłącznym elementem jej postaci jest też uśmiech. Na świat spogląda parą bystrych oczu, które można określić jako złociste lub bursztynowe. Jej nos przybrał ceglastą barwę, za to poduszki łap są ciemne.
Zdarza jej się działać impulsywnie, ale zazwyczaj kilka razy przemyśli swoje działanie. Albo kilkadziesiąt. Dużo myśli, analizuje i zastanawia się nad wszystkimi możliwymi i niemożliwymi scenariuszami. Jednakże niejednokrotnie racjonalne myślenie niewiele zmieniło i dała się ponieść emocjom. Jest raczej ostrożna. Pomimo upływu czasu pozostała ciekawa świata i lubi odkrywać nowe miejsca, a także wracać do starych, z którymi wiążą się wspomnienia. Łatwo jest ją zdenerwować czy urazić, ale równie łatwo wywołać uśmiech na jej mordce. Raczej optymistycznie nastawiona do wszystkiego. Spoważniała nieco i już nie jest energicznym, rozbrykanym kociakiem, a spokojną wojowniczką. Stara się wszystkim pomóc i być użyteczną dla klanu. Zniknęła niepewność, czy poradzi sobie jako wojowniczka. Stąpa po ziemi bardziej twardo niż za kocięcych czasów, lecz wciąż może się pochwalić bujną wyobraźnią i kreatywnością. Dzięki wybujałej imaginacji wymyśla nieistniejące problemy i martwi się na zapas w zaciszu swojego legowiska, ale stara się tak jak wcześniej uśmiechać się do wszystkich i tryskać optymizmem. Uwielbia czasem wyjść samotnie z obozu i słuchać śpiewu ptaków czy patrzeć na rzekę - słowem, mieć kontakt z naturą.
Młodsze rodzeństwo to wspaniała sprawa, ale wypadałoby też nie zapominać o tym starszym niż szkraby w kociarni. A dokładnie tej jego części, która jeszcze pozostała w klanie, to znaczy Drżącym Płomieniu. Kocur chętnie przyjął propozycję wspólnego polowania, więc wyruszyli o świcie. Udali się nieco na wschód od obozu i po przepłynięciu kawałka Grzmiącej Rzeki dotarli na wysepkę znajdującą się niemal na samym środku terenów. Na upartego można by było dostać się tu bez moczenia futra, ale Czapla chciała się trochę popluskać. Woda akurat ociepliła się na tyle, że można to robić bez ryzyka przeziębienia. Kiedy już oboje znaleźli się na miejscu, życzyła bratu powodzenia i odeszła kawałek od wojownika. Ustawiła się pod wiatr i starała się, żeby jej kroki były bezgłośne. Ugięła łapy, a ogon trzymała na równi z tułowiem. Polowanie czas zacząć!
/Dres
This ishome Now I'm finallywhere I belong, where I belong Yeah, this is home NowI've found it, maybe, this ishome Yeah, this ishome
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Propozycję siostry przyjął z radością. Zawsze dobrze było odświeżyć nieco relacje z członkami rodziny i przy okazji wybrać się na wspólne polowanie. Zawsze wprowadzało ono taką przyjemną, lekką atmosferę... pod warunkiem, ze coś któregoś z członków polowania nie zaatakuje. Po jego plecach przeszedł dreszcz, kiedy mimowolnie przypomniał sobie o Biedronce. Odgonił jednak ponure myśli. Tym razem tak nie będzie. Nie ma szans.
Otarł się łebkiem o siostrę, po czym odszedł w swoją stronę. Szedł tak jak go uczono i tak jak powtarzał to już chyba dziesiątki razy - ostrożnie. Uważał, by wiatr wiał mu w pysk a kroki były bezgłośne. Ugiął łapy, stając się jeszcze niższy niż zazwyczaj. Polowanie oficjalnie rozpoczęte! Teraz tylko pozostało uważnie rozglądać się dookoła i nie przegapić ewentualnej zwierzyny.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Srebrzysty rosły kocur o długim, gęstym futrze, które pokrywają czarne klasyczne pręgi. Kocur ma białą brodę, kryzę oraz krótkie skarpetki na przednich oraz dłuższe sięgające do pięt na tylnych. Jego broda jest silnie zarysowana, a nad nią znajduje się proporcjonalny, łososiowy w środku i czarny na zewnątrz nos, znad którego wyglądają limonkowe ślepia, które zależnie od światła są mniej lub bardziej żółte bądź zielone. Oczy Borsuka kształtem przypominają zaokrąglone kamienie, zwężające się prawie pod kątem ostrym do jednej strony. Z uszu wyrastają mu bujne, czarne pędzle, a żuchwę porastają bujne, długie bokobrody, często falujące na wietrze. Srebrzystego charakteryzują długie łapy ze słabo zarysowanymi mięśniami.
Borsuk nadal jest niepewny siebie, może trochę przestraszony i nieśmiały. Czasami nawet się jąka, aczkolwiek stara się wyplenić to z siebie. Widać, że chciałby więcej, że chciałby naprawić błędy młodości, ale nadal ogarnia go wewnętrzny strach, a tym razem jest nawet większy niż poprzednio. W gruncie rzeczy to raczej sympatyczny kocur, który stara się nikomu nie wadzić. Dodatkowo jest raczej ufnym kotem, toteż czasami zdobywa się na niepewne uśmiechy niczym młodziutka kocica, która przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Ot, cały Borsuk. To raczej typ dyplomaty, nie siłacza, choć jego wygląd zewnętrzny może mylić.
Srebrzysta wojowniczka pożegnała się z bratem, a potem sama ruszyła na polowanie, odbijając od niego. Jednak lepiej będzie, jak nie będą sobie wchodzili w drogę, prawda? W każdym razie kocicy opłaciło się oddalenie się od brata. Mimo iż na błotnistej wysepce nie znalazła śladów żadnej zwierzyny, to na drugim brzegu rosły pojedyncze drzewa. Właśnie stamtąd do jej uszu dotarło charakterystyczne stukanie w pień, które od razu na myśl mogło przywieść jej pewnego ptaka. Zapewne siedział gdzieś na drzewie ukryty przed jej wzrokiem. Sęk w tym, że żeby się do niego dostać musiałaby opuścić błotnistą wysepkę i przepłynąć na drugą stronę.
Gdy jego siostra natknęła się na odgłosy wydawane przez pewnego specyficznego ptaka, on w tym czasie nie znalazł wiele. Błotnista wysepka była raczej średnim miejscem do polowania, zwłaszcza, jeżeli nie chciało się łowić ryb, dlatego z początku mogło mu się wydawać, że niczego nie znajdzie. Na ziemi nie widział żadnych śladów, ani nie wyczuwał żadnych zapachów w pobliżu. W pewnym momencie do jego nosa dotarła dziwna woń, a trzciny niedaleko kocura poruszyły się zaznaczając obecność jakiegoś zwierzęcia. Może jakiś ptak właśnie się tam ukrył?
wcisnę sięwbezpiecznykąt wdziurawąścianęwbijęwzrok dosieciwrzucępłaczliwypost p o l u b i s z g o tytylkopopatrzysz,a ja poczujęsięgorzejnasamąmyśl zaczynamzamykaniebram
Jeśli kiedyś zobaczysz srebrną kotkę o smukłej sylwetce i długich łapach z czarnymi cętkami na sierści, to właśnie Czaple Skrzydło. Jej wzrost jest nieco większy od przeciętnego, ale nie można też jej nazwać najwyższym kotem w Klanie Rzeki. Krótkie, gęste futro jest zazwyczaj starannie wyczyszczone, a końcówkę ogona zdobi biała plama. Wskutek treningu mięśnie zarysowały się u niej wyraźniej niż wcześniej. Nieodłącznym elementem jej postaci jest też uśmiech. Na świat spogląda parą bystrych oczu, które można określić jako złociste lub bursztynowe. Jej nos przybrał ceglastą barwę, za to poduszki łap są ciemne.
Zdarza jej się działać impulsywnie, ale zazwyczaj kilka razy przemyśli swoje działanie. Albo kilkadziesiąt. Dużo myśli, analizuje i zastanawia się nad wszystkimi możliwymi i niemożliwymi scenariuszami. Jednakże niejednokrotnie racjonalne myślenie niewiele zmieniło i dała się ponieść emocjom. Jest raczej ostrożna. Pomimo upływu czasu pozostała ciekawa świata i lubi odkrywać nowe miejsca, a także wracać do starych, z którymi wiążą się wspomnienia. Łatwo jest ją zdenerwować czy urazić, ale równie łatwo wywołać uśmiech na jej mordce. Raczej optymistycznie nastawiona do wszystkiego. Spoważniała nieco i już nie jest energicznym, rozbrykanym kociakiem, a spokojną wojowniczką. Stara się wszystkim pomóc i być użyteczną dla klanu. Zniknęła niepewność, czy poradzi sobie jako wojowniczka. Stąpa po ziemi bardziej twardo niż za kocięcych czasów, lecz wciąż może się pochwalić bujną wyobraźnią i kreatywnością. Dzięki wybujałej imaginacji wymyśla nieistniejące problemy i martwi się na zapas w zaciszu swojego legowiska, ale stara się tak jak wcześniej uśmiechać się do wszystkich i tryskać optymizmem. Uwielbia czasem wyjść samotnie z obozu i słuchać śpiewu ptaków czy patrzeć na rzekę - słowem, mieć kontakt z naturą.
Usłyszała stukanie dzięcioła. Problem w tym, że nie znajdował się na błotnistej wysepce, ale na drugim brzegu rzeki, poza zasięgiem jej wzroku. Wojowniczka postanowiła do niego dopłynąć. Starała się to zrobić w miarę cicho, choć oczywiście nie da się zupełnie bezgłośnie poruszać w wodzie. Pozostawało mieć nadzieję, że ptak, którego obrała na cel nie zainteresuje się pluskami i nie postanowi odlecieć. Wyszła na brzeg, nie otrzepawszy futra z wody, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Rozglądała się w poszukiwaniu ptaka, który ją tu przywiódł, nie zapominając o patrzeniu pod łapy. Kierunkiem wiatru nie musiała się przejmować, z tego, co wiedziała pierzasta zdobycz ma słaby węch. Musiała chociaż spróbować złapać dzięcioła. Najwyżej się nie uda i poszuka czegoś innego.
This ishome Now I'm finallywhere I belong, where I belong Yeah, this is home NowI've found it, maybe, this ishome Yeah, this ishome
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Opuścił łeb i zaczął wpatrywać się w trzciny, jednocześnie węsząc i próbując zidentyfikować dziwny zapach. Nie miał pojęcia, czy stworzenie ukrywające się w krzewach było zwierzyną, czy drapieżnikiem. Niezależnie od tego wbieganie w zarośla na ślepo nie wydawało mu się najlepszym pomysłem. Dlatego powoli, kroczek po kroczku z pyskiem pod wiatr podchodził bliżej źródła hałasu na ugiętych łapach i z ogonem oraz łbem na odpowiedniej wysokości. Zerkał co jakiś czas na ziemię w poszukiwaniu jakichś przeszkód, ale większą część uwagi poświęcał stworzeniu w zaroślach. Miał nadzieję, że to tylko jakiś ptak.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Trzmiel to w głównej mierze biały z pręgowaniem na niebieskich łatach na głowie oraz grzbiecie, jaki ogonie z niemalże czarną końcówką, oraz ciemnopomarańczowych ślepiach. Jego sylwetkę można raczej zamknąć w kształcie zbliżonym do kwadratu. Wyrósł nieco powyżej średniej wzrostu kocurów w Klanie Gromu, ale pod względem tuszy zajmuje w klanie czołowe miejsce. Pod znacznym tłuszczykiem rozbudowały się porządne mięśnie. Kocur-czołg.
Blizny: przedłużony uśmiech od lewego kącika pyska aż po ucho; oderwana część małżowiny prawego ucha od boku od zewnętrznej strony po całej wysokości. Po udarze w wieku 65 księżyców jego lewe oko się nie domyka, a lewy kącik pyska jest wiecznie opuszczony.
Życie Trzmiela nie było raczej zbyt emocjonujące. Właściwie on sam nigdy nie kierował się emocjami, które starał się ukrywać bardzo głęboko w sobie. Zaczął uczyć się tego chwilę przed zostaniem wojownikiem, a obecnie wypracował swoje kamienne, obojętne i niczym niewzruszone lico do perfekcji. Rzadko kiedy się unosił, czy denerwował. Nabrał trochę więcej szacunku do nieznanych mu kotów i przestał być aż tak zarozumiały jak kiedyś (co nie zmienia faktu, że nadal trochę jest). Kocur jest oschłym, obowiązkowym i ambitnym typem, który lubi jak wszystko chodzi, jak w zegarku, a najlepiej po jego myśli. Nadal nie przepada za tym, gdy ktoś wchodzi mu w drogę, jednakże stał się na tyle obojętny (przynajmniej zewnętrznie), że przestał pokazywać jakiekolwiek oznaki irytacji. Odkąd urodziły mu się kocięta zmiękł nieco, choć nadal jest twardy i bardziej przypomina zimny kamień niż delikatny kwiat.
Wojowniczka podjęła się przepłynięcia na drugi brzeg rzeki, co zresztą nie było niczym dziwnym, w końcu należała do Klanu Rzeki, który słynął z wyjątkowych umiejętności pływackich oraz rybołówstwa, chociaż, mimo tego, że był to dla niej chleb powszedni, musiała włożyć w machanie łapami trochę siły. Gdy wyszła mokra na drugi brzeg zaczęła rozglądać się uważnie w poszukiwaniu stukającego w pień drzewa ptaka. Generalnie nie sprawiło jej to żadnego problemu, ponieważ już po chwili ponownie rozległ się charakterystyczny dźwięk. Czaple Skrzydło mogła zobaczyć ptaka z czerwonym czubkiem głowy na pniu następnego drzewa. Pytanie tylko co teraz.
Hałas właściwie ucichł zaraz po tym, jak czarny wojownik go usłyszał, a ruch trzcin zamarł. Woń, która do niego docierała była wilgotna, nieco błotnista i trawiasta. Zdecydowanie nie śmierdziało mu bobrem, ani czymś podobnym. Zapach był bardziej... ptasi? Tak przynajmniej mogło mu się na tę chwilę wydawać. W pewnym momencie dotarł do ściany trzcin, która zwróciła jego uwagę. Czy zajrzy do środka?