Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Zdziwienie dopadło szylkretkę, gdy ta dowiedziała się o przydzieleniu na polowanie. To może nie było dziwne, bo przepraszam takie obowiązki, lecz to z kim miała iść. Z Olchą oraz z Lampartem. Z bratem oczywiście z chęcią, gdyż znała go nie od dziś ale z drugim wojownikiem... Go kotka nie znała, lecz nie była też sceptycznie do niego nastawiona. Co to, to nie. Pozostawał jej on raczej obojętny.
Córka Drobnego Ptaka szła za bratem, który szedł bezszelestnie między trawami. Ona również była cicho. I nie tylko z powodu tego, aby nie przestraszyć zwierzyny lecz też dlatego, że aktualnie nie miała nic do powiedzenia. Bo co miała powiedzieć? Właśnie.
- Udanych łowów - odparła w odpowiedzi na słowa smolistego brata. Spojrzała również na syna Wężowej Gwiazdy, gdyż do niego też były skierowane te słowa. Następnie obejrzała się jeszcze w którą stronę idzie Olcha, aby mu nie przeszkadzać, po czym sama ruszyła w prawo. Jej chód był bezszelestny, uważała również na patyku, liście i inne tego typu rzeczy. Ściszyła również za wczasy oddech. Żółtozielone oczy, zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu jakiś ofiar. Czekała również na zapach, odgłos... Cokolwiek, byle mieć pewność, że coś tu jednak znajdzie.
"Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
Straszny frajer. Dziewięć na dziesięć wypadków wydarza się w domu, a dwanaście na dziesięć możliwych przydarza się jemu. Sam siebie uważa za porażkę i tchórza i woli raczej trzymać się na uboczu - a najlepiej u czyjegoś boku - niż stać w świetle uwagi. Zaczepiony rzadko kiedy nawiązuje kontakt wzrokowy, ba, zdaje się go wyraźnie unikać, sprawia też momentami wrażenie, jakby miał swój świat i swoje kredki - wyraźna tendencja do odpływania i zamyślania się choćby i w trakcie konwersacji, a przy tym potrafi przywiązywać uwagę do najdrobniejszych, najdziwniejszych detali. Kiedy już się przebić przez warstwę niepewności, obaw i niezręcznej ciszy wychodzi z niego ciepłe, pełne empatii serce. Generalnie - raczej nieśmiały, niezbyt społecznie uzdolniony przegryw.
Niech cię głowa nie boli, Olchowy Szepcie. Lampart potrafił unieść swój własny ciężar, a to że był miły nie oznaczało jeszcze, że należał do tych smutnych dusz płaczących nad zwierzyną. Ba, gdyby go zaznajomić z samym konceptem takiego głębokiego współczucia dla ofiary i obrzydzenia aktem polowania - pewnie by nie zrozumiał. Jeść w końcu trzeba? Nawet jeśli nie ma się apetytu i je się niewiele, to na samej wodzie i słonecznych promieniach daleko nie zajedziesz. Koty nie zioła, same z siebie nie urosną. Poza tym... może i był wyjątkowo empatyczny, ale istniał określony limit osób które mógł tą empatią objąć. Płacząc nad każdym królikiem nie da się funkcjonować. Płakanie nad niektórymi kotami w Klanie Cienia było za to... po prostu nieopłacalne. Do tej pory uważał bez nawet chwili wahania, że świat był lepszy bez Pokruszonego Lodu w pobliżu, byłby lepszy gdyby zniknęła z niego również Bagienna Trzcina, a nad grobem Mchowej Skórki czy tej całej Mroźnej Skry prawie że zatańczył. O niego się nie martw, królewiczu.
- Powodzenia. - odpowiedział ciszej, głównie z grzeczności. Ruszył za Olchą, trzymając się blisko grupy, ale na tyle daleko by mieć swobodę działania. Rozglądał się za zwierzyna, owszem, ale również za ziołami - jeśli jakiś medykament nawinie mu się pod łapy, to dlaczego by nie zerwać? Oni mogą swobodnie polować na myszy, nie będzie im raczej przeszkadzało, jeśli syn Wężowej Gwiazdy od czasu do czasu zerwie jakiegoś leczniczego kwiatka.
I've gotn oroots--------------------------------- -----~ but my homewas neveron theground I've got nor o o t s----------------------- -----~ butmy homewas n e v e ron the ground ⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒
Jak widać najwięcej szczęścia z całej grupy miał bury kocur, który to jako pierwszy w powietrzu mógł wyczuć woń zwierzyny. Można powiedzieć, że praktycznie na samym starcie trafiło mu się już jedzenie pod łapy. Także niedługo musiał czekać aż ta woń nasili się i w końcu ujrzy co to za zwierzę. Jakieś kilka lisich długości od kocura, zza jakimiś krzakami mógł ujrzeć lekki trzepot skrzydeł. Nie trzeba było jakoś wysilać się by zobaczyć iż to jest ptak - nie za duży, nie za mały, taki średni. Grzbiet i brzuch popielate, natomiast górna część piersi, głowa, skrzydła i ogon czarne z metalicznym połyskiem. Dziób czarny, masywny, nieco zakrzywiony. Oczywiście była to zwykła wrona. Prawdopodobnie niedawno tu wylądowała i szukała szczęścia, przy okazji także nie zdawała sobie sprawy z obecności Olchy, więc ten miał szansę na coś zapolować.
Jesion w przeciwieństwie do swojego brata nie znalazła tego co chciała. Robiła wszystko tak jak należy, szła pod wiatr, była cicho, tylko chyba brakowało jej szczęścia. W powietrzu nie było żadnego nowego zapachu, a do uszu kotki mógł tylko dobiec lekki szum drzew kołyszących się na wietrze. Czyli innymi słowy Wojowniczka znalazła nic, po prostu pustka i cisza.
Lampart podobnie jak jej towarzyszka miał takie samo szczęście. Aż dziwne, czyś nie? Także robił wszystko co trzeba, a w powietrzu nie mógł wyczuć żadnego nowego zapachu. Podobnie sytuacja miała się z ziołami - w zasięgu wzroku Wojownika nie znalazł się żaden kwiatek. Było...czystko, cicho i spokojnie. W oddali tylko można było tylko usłyszeć lekki szum drzew kołyszących się na wietrze, a tak to nic poza tym.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Królewicz nie musiał długo czekać na podanie do stołu. Zwierzyna aż sama pchała mu się pod łapy. Najpewniej za sprawą Gwiezdnego Klanu. Wiedział o tym i dlatego nigdy nie przejmował się niepowodzeniami na polowaniach, ponieważ nie były one częstym zjawiskiem. Jedynie pojedynczymi przypadkami, po których następował okres obfitości. Idealnie. Woń jakiegoś ptaka dotarła do nosa jegomościa, a z każdym kolejnym krokiem naprzód nasilała się jeszcze bardziej, dając do zrozumienia, że Olchowy Szept zbliża się ku celu na swoich lekko ugiętych łapach. W końcu zobaczył trzepot skrzydeł, więc musiał być już blisko. Cały czas idąc pod wiatr zaczął się kryć za pniami drzew przed wzrokiem wrony; uważał na śmieci pod łapami i pilnował, aby nie dotykać brzuchem ziemi; ogon i głowę trzymał w jednej linii z resztą ciała. Gdy był już wystarczająco blisko wybił się z tylnych łapach i wycelował łapą z wysuniętymi pazurami w skrzydła ptaka, żeby raz a dobrze pozbawić go możliwości latania. Później zamierzał go zagryźć na miejscu.
"Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
Straszny frajer. Dziewięć na dziesięć wypadków wydarza się w domu, a dwanaście na dziesięć możliwych przydarza się jemu. Sam siebie uważa za porażkę i tchórza i woli raczej trzymać się na uboczu - a najlepiej u czyjegoś boku - niż stać w świetle uwagi. Zaczepiony rzadko kiedy nawiązuje kontakt wzrokowy, ba, zdaje się go wyraźnie unikać, sprawia też momentami wrażenie, jakby miał swój świat i swoje kredki - wyraźna tendencja do odpływania i zamyślania się choćby i w trakcie konwersacji, a przy tym potrafi przywiązywać uwagę do najdrobniejszych, najdziwniejszych detali. Kiedy już się przebić przez warstwę niepewności, obaw i niezręcznej ciszy wychodzi z niego ciepłe, pełne empatii serce. Generalnie - raczej nieśmiały, niezbyt społecznie uzdolniony przegryw.
Lampart nie znalazł nic. Cóż, bywa i tak. Szedł dalej, zniżając się nieco na łapach, ostrożnie, uważając na kroki by nie spłoszyć ewentualnej zwierzyny. Wciąż rozglądał się za ziołami, bo nawet jeśli zwierzyna miałaby im nie dopisać wolałby nie wrócić z pustymi łapami. Zwłaszcza, że ostatnie księżyce spędził w Lecznicy - miło byłoby mieć co zrzucić na stos albo chociaż do składzika, by definitywnie pokazać "tak, wróciłem do formy". Z cichym westchnieniem ponowił poszukiwania. Do trzech razy sztuka, jak to mówią. Zacznie się martwić jak trzy razy pod rząd niczego nie znajdzie.
I've gotn oroots--------------------------------- -----~ but my homewas neveron theground I've got nor o o t s----------------------- -----~ butmy homewas n e v e ron the ground ⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Nie wiedziała, co robiła nie tak. Przecież zachowywała wszystkie zasady łowieckie a tu lipa... Chyba szczęście ją opuściło, lecz szylkretka wiedziała, że nie wolno się poddawać. Szła więc dalej, na ugiętych łapach, nie szurając brzuchem po ziemi. Oddech cały czas był cichy, praktycznie minimalny. Cały czas rozglądała się jak i również patrzyła pod łapy, aby przypadkiem nie nadepnąć na jakąś gałąź. Uznała, że lepiej też nasłuchiwać. W końcu nie tylko wzrok pozwala znaleźć to, co się chce. Skradała się pod wiatr, gdyż może i on, postanowi jej pomóc i przynieść zapach. Byleby znaleźć jakąś zwierzynę. Miała nadzieję, że jeśli odejdzie trochę dalej, może znajdzie oznaki życia.
Na pierwszy rzut oka zdawałoby się iż Ochla robił wszystko dobrze, w sumie w rzeczywistości też tak było. Doskonale krył się za drzewami, szedł pod wiatr - do niczego nie można było się przyczepić. Nawet udało mu się podkraść na dość bliską odległość, lecz gdy miał już wyskoczyć, to ptak nagle odwrócił się w jego stronę. Czarne stworzenie długo nie musiało zastanawiać się nad tym co się dzieje i co ma zrobić, czym prędzej rozwinęło skrzydła i zaczęło uciekać. Natomiast bury kocur uderzył tylko łapami w ziemię, nic poza tym. Na szczęście Wojownik miał szansę dogonić zwierzynę, wrona nie zniknęła jeszcze z pola widzenia kocura, a także leciała dość nisko.
Poprawienie pozycji pomogło trochę Jesion, niedługo po tym w powietrzu mogła wyczuć zapach zwierzyny. Czyli zapewne coś na co czekała. Ale w gruncie rzeczy - gdyby poszła jakieś kilka kroków do przodu, to jakąś lisią długość od siebie, zza krzakami zobaczyłaby brązowego ptaka w ciemniejsze plamki na ciele. Czyli innymi słowy była to Pani Bażant, która chodziło sobie po tym kawałku, szukają prawdopodobnie jedzenia. Póki co jeszcze nie zauważyła Wojowniczki, więc ta miała szansę coś złapać.
Lampart miał trochę więcej szczęścia niż wcześniej, bo przynajmniej nie znalazł już nic. Tyko czy to było aby na pewno to co chciał? Cóż, można się kłócić, ale zależy od punktu widzenia. Wojownik w powietrzu nie wyczuł żadnego nowego zapachu, lecz do jego uszu dobiegł nieco dziwny dźwięk, a dokładniej bzyczenie. Z każdym kolejnym krokiem nasilał się, aż Lamparci Cień nie doszedł do źródła. Na jakiejś niższej gałęzi pobliskiego drzewa mógł ujrzeć ul, a wokoło niego latające pszczoły. Teoretycznie znalazł to co chciał, ale na pewno zdobycie tego medykamentu będzie nieco trudne.
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Najpierw poczuła zapach, dobrze sobie znany... Jak zapomnieć zapach zwierzęcia, które urwało Ci trochę ucha co? Tylko w jej przypadku, był to samiec, a tuż za krzakami, czekała samica. Córka Drobnego Ptaka ugięła łapy, na tyle, żeby brzuch nie szurał po ziemi. Ściszyła oddech, jak najbardziej mogła, a wiatr wiał jej w pyszczek. Patrzała pod łapy, aby nie nadepnąć na jakieś gałęzie. Ogon i głowa, były w równej linii. Podeszła pod krzak, najciszej, jak mogła. Starała się stąpać lekko, jak piórko. Gdy uznała, że już idealny moment, skoczyła ku Pani Bażant, z wyciągniętymi pazurami. Chciała wgryźć się w jej szyję, bądź też złapać za kark. Byle tylko ptaszyna wyzionęła ducha.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Królewiczowi wydawało się, że bez problemu upoluje tę wronę, a jednak rzeczywistość postanowiła go nieprzyjemnie zweryfikować. Kocur zagotował się w sobie, gdy zobaczył, jak wrona dostrzega jego obecność, a jej skrzydła rozpościerają się i jego pierwsza zwierzyna wzbija się do lotu. Postanowił działać szybko i nie zastanawiał się dwa razy - nie było w tym żadnego sensu. Smoliście czarny wojownik rzucił się pędem za wroną i skoczył ku niej, gdy był już blisko, celując pręgowaną łapą w skrzydła uciekającego przed nim ptaka. Pazury miał oczywiście usunięte, a gdyby udało mu się ją uderzyć i sprowadzić na ziemię, wtedy niechybnie by ją zagryzł, żeby mieć już tę zabawę z głowy.
"Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
Straszny frajer. Dziewięć na dziesięć wypadków wydarza się w domu, a dwanaście na dziesięć możliwych przydarza się jemu. Sam siebie uważa za porażkę i tchórza i woli raczej trzymać się na uboczu - a najlepiej u czyjegoś boku - niż stać w świetle uwagi. Zaczepiony rzadko kiedy nawiązuje kontakt wzrokowy, ba, zdaje się go wyraźnie unikać, sprawia też momentami wrażenie, jakby miał swój świat i swoje kredki - wyraźna tendencja do odpływania i zamyślania się choćby i w trakcie konwersacji, a przy tym potrafi przywiązywać uwagę do najdrobniejszych, najdziwniejszych detali. Kiedy już się przebić przez warstwę niepewności, obaw i niezręcznej ciszy wychodzi z niego ciepłe, pełne empatii serce. Generalnie - raczej nieśmiały, niezbyt społecznie uzdolniony przegryw.
Miód. Lampart zastanawiał się przez całe dwa uderzenia serca, po czym... odwrócił się na pięcie i poszedł dalej. Mieli już w składziku wystarczająco miodu, który tak czy siak nie był za bardzo używany do czegokolwiek. A ostatnie czego było mu potrzeba to tuzin użądleń na łapie... i to na polowaniu, na którym był z kimś. Wróci tu później, może, jeśli zapamięta miejsce. A teraz miło by było znaleźć coś do upolowania albo zerwania. Podążył cicho przez las, omijając ostrożnie to bzyczące drzewo i dalej się rozglądał. Zwierzyna? Jakiś leczniczy kwiatek? Pajęczyna? O, pajęczyna jest zawsze spoko, pajęczyny nigdy mało.
I've gotn oroots--------------------------------- -----~ but my homewas neveron theground I've got nor o o t s----------------------- -----~ butmy homewas n e v e ron the ground ⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒
Ochla pomimo tego iż od razu rzucił się do pogoni i do wolnych kotów nie należał, to niestety jego plan nie poszedł po myśli. Może ta wrona była za szybka albo Wojownik za wolny, a może oby dwa? Któż to wie, w gruncie rzeczy kocur mógł zaobserwować jak czarne stworzenie leci coraz wyżej i dalej, tak jakby w powietrzu było dużo szybsze niż się zdawało. Mimo iż syn Lamparciego Płomienia był nawet blisko ptaka, to nie udało mu się pochwycić zwierzyny. Ta zaczynała lecieć coraz wyżej i wyżej, aż Wojownik zupełnie nie stracił jej z pola widzenia. Czyli innymi słowy wrona najzwyczajniej w świecie uciekła i raczej nie było drugiej możliwości złapania.
Kotka skradała się nawet dobrze, udało jej się zwracać uwagę na wszystkie potrzebne zasady, nie można było się do niczego przyczepić. Szła, schowała się, a Pani bażant jak nie widziała Wojowniczki tak też to nie zmieniało się...aż do pewnego momentu. Gdy Jesion miała już wyskoczyć by zapić ptaszynę, ta nagle odwróciła się i zauważyła skradającą się kotkę. Co stało się dalej, to było w sumie oczywiste. Ptaszyna czym prędzej odwróciła się tyłem to kotki i zaczęła biec z głośnym okrzykiem. Tylko na pogoń było już za późno, nim córka Lamparciego Płomienia obejrzała się pani bażant zniknęła jej z pola widzenia, prawdopodobnie znajdując sobie jakąś kryjówkę.
Cóż, miód nie pasował Lampartowi, dlatego poszedł szukać dalej. Tylko czy ze skutkiem? Tu można było się kłócić. Chodził i chodził i...nadal nie widział przed sobą żadnej roślinki. Nie było pajęczyny, kolejnego ula, czy po prostu jakiegoś medykamentu. W powietrzu również nie było żadnych nowych zapachów, ani zwierzyny, anie przeciwnika - nic. Jedynie do uszu Wojownika mogło dostrzec niedalekie bzyczenie pszczół, które także z każdym krokiem zaczynało znikać.
"Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
Straszny frajer. Dziewięć na dziesięć wypadków wydarza się w domu, a dwanaście na dziesięć możliwych przydarza się jemu. Sam siebie uważa za porażkę i tchórza i woli raczej trzymać się na uboczu - a najlepiej u czyjegoś boku - niż stać w świetle uwagi. Zaczepiony rzadko kiedy nawiązuje kontakt wzrokowy, ba, zdaje się go wyraźnie unikać, sprawia też momentami wrażenie, jakby miał swój świat i swoje kredki - wyraźna tendencja do odpływania i zamyślania się choćby i w trakcie konwersacji, a przy tym potrafi przywiązywać uwagę do najdrobniejszych, najdziwniejszych detali. Kiedy już się przebić przez warstwę niepewności, obaw i niezręcznej ciszy wychodzi z niego ciepłe, pełne empatii serce. Generalnie - raczej nieśmiały, niezbyt społecznie uzdolniony przegryw.
Gwiezdny Klan najwyraźniej postanowił go ukarać za to wzgardzenie podsuniętym mu miodem. Dlatego właśnie w nich nie wierzył, dokładnie dlatego! I po co mu miód, zresztą? Nie ma sensu dokładać kolejnych plastrów, a na pewno nie w taką pogodę, gdzie co drugi wschód słońca niebo postanowiło buchać na nich żarem i topić nawet asfalt na Grzmiącej Ścieżce. Zdecydowanie bardziej wolałby coś... no, faktycznie przydatnego? Zioła? Pajęczynę? Truciznę, od biedy, mógłby zebrać i schować gdzieś na zapas w swoim legowisku. Na czarną godzinę, Nie wzgardziłby też zwierzyną, coby udowodnić synowi Lamparciego Płomienia, że OWSZEM, poluje, co się tak dziwisz, Dziwisz. Nie wiedząc co począć w tej sytuacji zboczył trochę z kursu i najwyraźniej uznał, że skoro tu nie ma, to trzeba poszukać gdzie indziej. Co prawda nie widział "postępów" swoich towarzyszy, ale pewnie lżej by mu się zrobiło na sercu gdyby zobaczył, że ich też spotkało katastrofalne fiasko. Przynajmniej userka czuła się jak trochę mniejszy frajer.
I've gotn oroots--------------------------------- -----~ but my homewas neveron theground I've got nor o o t s----------------------- -----~ butmy homewas n e v e ron the ground ⦑ I'VE GOT NO R O O T S ⦒
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Klops... Bażant uciekł z krzykiem, a pogoń nie miała sensu, gdyż pewne gdzieś się już schował. Westchnęła ciężko, po czym postanowiła iść w inną stronę, bo wrzaski ptaka, mogły wystraszyć zwierzynę, która znajdowała się w pobliżu.
Ponownie przeszła do pozycji łowieckiej. Ugięła łapy, aby nie szurać brzuchem po ziemi i ruszyła przed siebie. A raczej w lewo, gdyż tam teraz mogła być jakaś zwierzyna. Ściszyła oddech, rozglądając się dookoła, jak i również pod łapy. Starała się iść bezszelestnie, aby coś znaleźć i złapać.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Wrona miała dzisiaj niebotycznego farta, bowiem królewiczowi nie udało się jej pochwycić, a na dodatek stracił ją z zasięgu wzroku, gdy odleciała. Kocur zagryzł na moment szczeki patrząc za odlatującą ptaszyną, a potem wypuścił głośno powietrze z nozdrzy i strzelił ogonem, tnąc powietrze. Nie miał dzisiaj nastroju na niepowodzenia, ale nie zamierzał się z tego powodu poddawać. Zazdrośnie zastanawiał się, jak łowy idą jego towarzyszom. Dobrze, że nie mógł tego sprawdzić.
Obruszył podkręconymi wąsami i ruszył ponownie w las. Rozglądał się uważnie, bacznie rzucając okiem na okolicę w poszukiwaniu śladów, ruchu, czy zwyczajnie zwierzyny, która mogłaby się skrywać gdzieś niedaleko. Szedł oczywiście pod wiatr na lekko ugiętych łapach i oprócz wzroku w poszukiwania angażował również inne zmysły, takie jak słuch oraz węch. Wszystko byleby tylko wytropić kolejne stworzenie, w którym mógłby zatopić swoje ostre zęby.
Po jednej nieudanej próbie nadchodzi druga, tylko kto wie, może tym razem uda się kocurowi coś złowić. W powietrzu znów można było wyczuć woń zwierzyny, choć..trochę mogła pachnieć jak przeciwnik. A to dlaczego? No cóż, Olcha na swojej drodze natrafił na coś co jest pół zwierzyną, a pół przeciwnikiem. Zza jakimiś większymi trawami, kilka lisich długości od niego mógł ujrzeć szarą sylwetkę. Czyżby mysz? Oj nie, to był jej kuzyn, czyli zwykły szczur. Na całe szczęście w okolicy był tylko jeden, więc jakiegoś zagrożenia nie będzie stwarzał.
Jesion podobnie jak jej towarzysze niedługo musiała czekać aż w powietrzu znów zawita woń zwierzyny. Czyli tak naprawdę wszyscy dostali nagrodę za poprzednie ucieczki, no ale w gruncie rzeczy - kotka zza jakimiś krzakami oddalonymi od niej o kilka lisich długości mogła zauważyć dziwny ruch. Można powiedzieć, że przypominał po części węża, ale wbrew pozorom to nie był wąż. Gdyby Wojowniczka bardziej przyjrzała się temu czemuś, to zobaczyłaby iż to jest zwykły padalec. Prawdopodobnie szukał szczęścia, a córki Lamparciego Płomienia jeszcze nie wiedział, więc ta miała szansę na złapanie jego.
Lampart może nie znalazł kolejnej przydatnej roślinki, ale w powietrzu mógł wyczuć woń zwierzyny. Czyli tak jak wszystkim trafiło mu się coś do jedzenia, tylko chyba w przypadku syna Wężowej Gwiazdy szczęście trochę bardziej dopisało i udało mu się znaleźć nieco większą zwierzynę niż jego towarzyszę. Zza jakimiś większymi trawami, kilka lisich długości od kocura można było zobaczyć jakiś ruch. Szybko można było wywnioskować iż to jakiś ptak. Ale nie taki zwyczajny - był większy niż taki wróbelek, choć ogółem upierzenie nieco przypominało wróbelka. Ale nie, była to kuropatwa. Chodziła jakby nic po tym małym kawałku terenu, szukając chyba szczęścia.