Logo Artemidy
Ptasie Krzewy - zachód
#46
Kaś | lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 25/45 | Prz: 0/2
» Celność obniżona o 2

I nagle ciszę przerwał wrzask. Krzyk ptaka, kilka donośnych fuknięć kota, a po dłuższej chwili...znowu cisza. Dźwięki dobiegały niecałą długość drzewa od miejsca, w którym znajdowała się Karasiowy Kieł, gdzieś w okolicy Bobrowej Tamy. Po chwili do jej nozdrzy dotarł zapach krwi i samotnika. Nie musiała wcale szukać źródła dźwięku i zapachu, bo wyszedł jej przed pysk po kilku uderzeniach serca. Faktycznie niecałą długość drzewa od kocicy pojawił się brudnobiały kocur, pozbawiony ucha i niosący w szczękach martwe truchła dwóch gawronów. Lewego ucha nie miał w ogóle, a prawe było lekko naderwane. Z rany sączyła się leniwie krew. Kocur przyszedł od strony Łanu Rzepaku, przeszedł kawałek, oblizał pysk z krwi, odetchnął i po prostu się położył, pałaszując się jedną ze swoich zdobyczy. Albo był nieświadomy obecności Dymki...albo był, ale to olewał, bo nawet nie spojrzał w jej stronę.

Samotnik | S: 12 | Zr: 10 | Sz: 11 | HP: 57/70 | W: 44/60
» Rana. 1 stopnia: naderwana małżowina prawego ucha
» Rana 0. stopnia: przeczesane futro na czole
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#47
Zesztywniała, kiedy dobiegły do niej wrzaski, krzyki i fuknięcia. Rozszerzyła źrenice, zniżyła się na łapach, by przelecieć spojrzeniem po całym otoczeniu, byleby tylko zlokalizować źródło wszystkich tych dźwięków. Zaraz potem zapach krwi i smród samotnika. Skrzywiła się widocznie i zmrużyła oczy, by spojrzeć w tamtym kierunku. I dostrzegła; dostrzegła brudnobiałego kota, pozbawionego ucha. Dostrzegła dwa gawrony, które ze sobą taszczył. Machnęła ogonem w nerwach, obserwując, jak obcy kroczy beztrosko po terenach jej klanu. Zacisnęła szczęki, jednak nie ruszała się, dalej obserwując, badając i czekając co ten miał zamiar zrobić. Dopiero kiedy padł na ziemię, zabierając się za jedzenie, uniosła się nieco i sztywnym krokiem ruszyła w jego kierunku. Nie odzywała się momentu, w którym stanęła w odległości paru lisich długości od kocura.
— Ktoś ty — powiedziała wreszcie obojętnym, szorstkim głosem, mrużąc ślepia i wbijając bursztynowe spojrzenie prosto w niego. Dwa uderzenia serca przerwy. — To tereny klanu Rzeki — poinformowała go, unosząc lekko podbródek, o. To tereny jej klanu, więc... Nie powinno go tu być.
x
zaczynam.'x spadać.x'' w'.xdół
spadamx.' dox. góryx.' nogami
myślę sobie, xzaraz obudzę się
lecz im bardziej spadam
tym 'bardziej 'widzę, że
to wszystko chyba nie jest sen
x
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#48
Kaś | lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 25/45 | Prz: 0/2
» Celność obniżona o 2

Samotnik zastrzygł prawym, krwawiącym uchem w kierunku z którego dobiegł szorstki głos nieznanej mu kocicy. Był w pełni świadomy jej obecności, ale nawet nie raczył obrzucić jej osoby pojedynczym spojrzeniem bladobłękitnych ślepi. Pałaszował jedynie schwytane gawrony z obojętnym wyrazem zakrwawionego pyska. Dopiero, gdy skończył z jednym ptakiem, raczył podnieść się z ziemi i łypnął na Dymkę, jakby spode łba, równie obojętnie i szorstko.
- Wiem - odparł krótko, wzruszając barkami po czym schylił łeb, chwycił drugiego z gawronów i jak gdyby nigdy nic ruszył dalej, w kierunku Bobrowej Tamy. Absolutnie nie zważając na to, że ma przed sobą raczej niespecjalnie zadowoloną rzeczną wojowniczkę.

Samotnik | S: 12 | Zr: 10 | Sz: 11 | HP: 57/70 | W: 44/60
» Rana. 1 stopnia: naderwana małżowina prawego ucha
» Rana 0. stopnia: przeczesane futro na czole
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#49
Jej sierść na karku uniosła się nieznacznie, kiedy samotnik jej odpowiedział. Wiem. Wiedział. Zatem? Co tutaj robił, czego chciał? Pochwalić się swoją zwierzyną? Chciał pomocy z tym krwawiącym uchem? Zdenerwować kocicę? Jeśli to ostatnie, to gratulacje, panie samotniku, bowiem to szło ci doskonale. Przełknęła ślinę, zmrużyła ślepia. Nie chciała walki, nie teraz, nie po tym, jak namęczyła się na polowaniu, kiedy przeciwnik miał zdecydowanie więcej sił od niej. Wciągnęła powietrze do płuc.
— Wiesz — powtórzyła za nim szorstko, a ten, jakby nigdy nic, ruszył dalej. Oblizała wargi, zaraz zacisnęła swoje szczęki. Ruszyła za nim, w pewnej, bezpiecznej odległości. — Więc odejdź — rzuciła za nim, nieco ostrzejszym tonem, ostrzegającym. Po dobroci. Ani on, ani ona nie mieli żadnego pożytku w walce, więc to było najrozsądniejsze. Gorzej, jeśli biały nawet to miał pod ogonem.
x
zaczynam.'x spadać.x'' w'.xdół
spadamx.' dox. góryx.' nogami
myślę sobie, xzaraz obudzę się
lecz im bardziej spadam
tym 'bardziej 'widzę, że
to wszystko chyba nie jest sen
x
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#50
Kaś | lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 25/45 | Prz: 0/2
» Celność obniżona o 2

- Odejdę, gdy będę chciał - odparł biały samotnik, równie szorstko, co córka Pierzastego Serca. Poprawił szczękami chwyt na truchle Gawrona i, jak gdyby nigdy nic, szedł dalej, nie zważając na to, że ma obok siebie naprawdę zdenerwowaną, rzeczną wojowniczkę. Trudno. Nie wyglądała na taką, co byłaby w stanie mu coś zrobić. Wyglądała jak szczeniak który dużo szczeka i mało gryzie. W jego przekonaniu. - Nie stanowię zagrożenia dla twojego durnego Klanu, więc spływaj stąd i idź w swoją stronę, a ja pójdę w swoją - fuknął niewyraźnie, uderzając brudnym, biczowatym ogonem o bok Karasiowego Kła. Nie obchodziło go to, jak zbulwersowana była Dym. On nie miał zamiaru opuszczać Rzecznych ziem.

Samotnik | S: 12 | Zr: 10 | Sz: 11 | HP: 57/70 | W: 44/60
» Rana. 1 stopnia: naderwana małżowina prawego ucha
» Rana 0. stopnia: przeczesane futro na czole
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#51
Odejdę, gdy będę chciał.
Jedna z jej brwi poleciała ku górze, kiedy usłyszała te słowa, zaskoczona gwałtownością tych słów. Nie spodziewała się takiego uporu, takiej pewności. Jej mięśnie spięły się, zmrużyła lekko oczy. Wolała uniknąć walki; była wyczerpana polowaniem, zdecydowanie bardziej, niż ten tutaj swoim własnym. Walka... Walka mogła prowadzić prosto do jej śmierci, przynajmniej przy takim stanie rzeczy. Nie, żeby jakoś narzekała. Może byłoby nawet lepiej. Jednak świadomość, że wtedy ten tutaj bujałby się dalej po terenach Rzeki skutecznie odpędzała ją od myśli od śmierci.
— Zabiją cię — powiedziała zatem prosto, absolutnie nie planując go zostawić. — Jeśli tylko zobaczą intruza — dodała, pewna swoich słów. Klany nie lubiły intruzów, nie takich, jak ten tutaj. Sama była neutralna względem samotników tak długo, jak nie sprawiali zbyt wielu problemów. Ten tutaj... Był problemem. Sam w sobie. I w swoim uporze. Nie była typem dyplomaty, nie lubiła mówić, jednak... Musiała spróbować. Jeśli chciała uniknąć walki.
x
zaczynam.'x spadać.x'' w'.xdół
spadamx.' dox. góryx.' nogami
myślę sobie, xzaraz obudzę się
lecz im bardziej spadam
tym 'bardziej 'widzę, że
to wszystko chyba nie jest sen
x
LVL 4 25 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
9
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#52
Kaś | lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 25/45 | Prz: 0/2
» Celność obniżona o 2

Wyraźnie zirytowany obecnością buro-białej samotnik wywrócił oczami, absolutnie mając pod ogonem wszelkie ostrzeżenia Dymki. Czemu miałby się tym przejmować? Nie stanowił dla Klanu Rzeki zagrożenia. Powinien uciekać z podkuloną kitą, bo jakiejś panience z wieczną rują się coś nie podoba, a on przecież nic złego tak naprawdę nie zrobił? Nie ma nawet takiej mocy urzędowej. Otworzył pysk, wypuszczając z niego truchło gawrona i gwałtownie doskoczył do kocicy, patrząc na nią z góry, ze zjeżonym futrem i ogonem strzelającym na boki. Jakby od niechcenia przesunął białą kitą również po grzbiecie Karaś. Syknął poirytowany.
- Ale nie zobaczą - wycharczał córce Pierzastego Serca do ucha i prychnął, prosto w jej pysk, z wyraźną pogardą, jednak równie szybko ochłonął i powrócił do martwego ptaka. - Dziękuję za troskę, ale sobie poradzę - samotnik ponownie pochwycił w szczęki swoją zdobycz i ruszył dalej. Był problemem, problemem który jak na złość nie dawał się rozwiązać.

Samotnik | S: 12 | Zr: 10 | Sz: 11 | HP: 57/70 | W: 44/60
» Rana. 1 stopnia: naderwana małżowina prawego ucha
» Rana 0. stopnia: przeczesane futro na czole
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#53
Od czasu ceremonii dni umykały mu sprzed łap w zastraszającym tempie, zapewne z powodu dwóch córek, którym próbował wtłuc coś do głowy. Poza tym każdy był teraz czymś zajęty - Jaworka treningami ze swoją wyjątkową mistrzynią, Iskrzyk ze swoją siostrą i Żurawiną, Czerwia starała się udawać, że wychowuje swoje kociaki na swój własny sposób, Płotka turlała się ze Słowik i ewentualnie Batek, która pewnie już co najmniej raz próbowała jej wyrwać ogon z tyłka za zostawienie jej na lodzie, a cała reszta klanu... pfi. Tego jednak dnia syn Jaśniejącego Pazura przypomniał sobie o istnieniu kolejnego kota, którego darzył sympatią - o Czarnym Bzie. Udało mu się go wyciągnąć z obozu na spacer, który był dla szarego chwilą wytchnienia od monotonii polowań i treningów. Jego znajomość z pierwszym terminatorem delikatnie przyrdzewiała, warto ją zatem odświeżyć.
- Zadowolony z wojowniczego życia? - Standardowe pytanie... chociaż czy na pewno? Ciemniejące Niebo pamiętał, iż syn Mysiego Kroku marzył kiedyś o zostaniu terminatorem medyka, Łosoś postanowił jednak wybrać na to stanowisko larwę, która ich klan pogrąży kiedyś w zarazie i epidemii. Obrzucił Czarny Bez zaciekawionym spojrzeniem, zawieszając je na moment na jego lewej stronie pyska, po czym odwrócił głowę i patrzył już tylko przed siebie. Miał nadzieję, iż młodszy kocur nie jest rozczarowany z powodu roli wojownika. Ostatnimi czasy wydawało mu się, że dostrzega w nim więcej pewności siebie i odwagi, aczkolwiek to mogło być jedynie mylne wrażenie.

//Czarny
[Obrazek: WAkbW0Q.png]
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#54
Zgodził się na przechadzkę z Ciemniejącym Niebem. Przez pewien czas szedł za wojownikiem, ze spuszczoną głową. Czyżby szary wojownik miał pretensje do Czarnego Bzu o trening Winogronowej Łapy? Syn Gilowego Gardła był pewny, że to będzie główny temat ich „spotkania”. Pewnie zawiódł jako wojownik i mistrz, a Ciemny ma przetrzepać mu tyłek i zabronić uczyć jego córki, napewno. Kiedy opuścili obóz, zrównał swój krok z starszym wojownikiem, jak niegdyś na treningu, tylko wtedy Czarnuch wlókł się przerażony i nie odstępował Ciemniejącego Nieba na krok, a teraz? Pomimo iż jego krok w dalszym ciągu jest przesadnie ostrożny, nie rozgląda się już tak czujnie i nie szuka ciągle potencjalnego zagrożenia.
- Myślałem, że b-b-b-będzie gorzej - wzruszył delikatnie barkami. Czy teraz zaczną się wyrzuty jak to źle trenuje Winogronową Łapę? Wydawało mu się, że idzie... dobrze. Przynajmniej według oszpeconego wojownika, terminatorka również wydaje się zainteresowana nauką, w końcu uczy się tego co chce - to spotkanie... - postanowił poruszyć temat. Musiał się upewnić -... d-dl-dla-dlatego, że źle trenuję W-winogronową Łapę? - spojrzał kątem oka na szarego wojownika, by zaraz potem, przenieść pośpiesznie wzrok przed siebie, tylko po to by uniknąć kontaktu wzrokowego.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#55
Ciężki nie rozumiał dlaczego jego towarzysz jest taki przygaszony. Czy coś się stało? Jakiś wypadek przy polowaniu, gorzej się czuł, zrobił coś nie tak, albo Winogrono zalazła mu za skórę podczas treningu? Osobiście obstawiał ostatnią opcję. Zaczynał zauważać, że Czereśnia była tą od pyskówek, a Winogrono od bicia oraz gryzienia. Ruda niby mówiła, że trening "jest spoko", ale kto ją tam wie czy po prostu nie skłamała, żeby uniknąć problemów.
Kocur przeskakiwał bądź omijał większe krzaczki zachowując równe tempo. Nigdzie się nie spieszył, był po prostu na spacerze. Niektórym mogło się wydawać, że to nudne i nijakie, aczkolwiek dla Ciemniejącego Nieba byłą to jakaś odmiana, minimalna, ale jednak odmiana od łażenia po granicach i wdychania smrodu obcych klanów oraz od polowania. No i od treningów z córkami, lecz to akurat uważał za przyjemność.
- Co? - bąknął skonfundowany. Czyżby naprawdę zaniedbał jego znajomość z Czarnym Bzem do tego stopnia, iż ten, gdy szary wreszcie bardziej się nim zainteresował pomyślał, że zrobił to tylko w celu złojenia mu tyłka za trening córki? Jeśli tak, to było naprawdę kiepsko. - ...Nie. Uważam Cię za dobrego kandydata do trenowania Winogronowej Łapy. W końcu to ja Cię wszystkiego nauczyłem. Gdybym miał do Ciebie jakiejś pretensje uwierz, ze szybko byś je zauważył. - I usłyszał, bo Ciężki nie czekałby z tym ani chwili i nawet nie kłopotałby się z wyciąganiem syna Mysiego Kroku poza obóz. - Skąd ten wniosek? Czy na Waszym treningu coś się wydarzyło? Odniosłem wrażenie, że Wino była całkiem zadowolona - poinformował i obrzucił badawczym spojrzeniem, które szybko złagodniało. Musiał pamiętać o tym, jak delikatny był Czarny Bez. Wolał teraz zachęcić go do zwierzeń, niż ganiać za małą kopią Jaworki i wyduszać z niej prawdę siłą. O ile jego podejrzenia były słuszne, bo tego do końca nie wiedział.
[Obrazek: WAkbW0Q.png]
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#56
- N-naprawdę? - zatrzymał się na moment, a jego, niezbyt urodziwy, pyszczek przyozdobił się w uśmiech. Ponownie zrównał krok z Ciemniejącym Niebem - myślałem, że s-s-sobie nie poradzę, że będzie ni-niezadowolona - ile razy to już słyszał od kociaków, że marzą by ich treningiem zajął się przywódca, albo najlepszy wojownik, którym – nie ukrywając – Czarny Bez napewno nie jest i nie będzie.
- Chyba nic się nie w-w-wydarzyło - przynajmniej według niego. Nie wiedział co Winogronowa Łapa myśli na temat swojego treningu i Czarnego Bzu. Wojownik będąc na jej miejscu nie opuściłby nawet obozu z takim wojownikiem. Słabe to takie, jak miałoby go to coś obronić? Chociaż nie został wojownikiem z byle jakiego powodu. Skoro otrzymał nową rengę i nowe imię to chyba jednak coś potrafi? Właściwie... został wojownikiem pierwszy ze swojego rodzeństwa, które jakoś tak się rozpłynęło, a on nie jest w stanie złapać żadne z nich, ani wzrokiem, ani w łapy. Może się mijają? Albo poznikali gdzieś na Terenach Rzeki, lądując na Ziemiach Niczyich, w paszczy drapieżnika, w niewoli u dwunogów, albo wybierając życie w samotności.
- Jeszcze ci nie g-gratulowałem pociech... - westchnął. Tyle czasu już minęło od ich narodzin, a Czarny nawet nie odezwał się słowem na ten temat do swojego mistrza... Zdecydowanie, musi w końcu zacząć uczestniczyć w klanowym życiu. Trzymanie się kurczowo ubocza doprowadza go do takiego stanu, że nie jest w stanie rozpoznać, niektórych mordek w obozie - ...napewno wiele o-osiągną - pomimo iż rozmawiał zaledwie z Winogronową Łapą, a reszta owocowej gromadki jest mu znana zaledwie z imion, czuł iż osiągną coś wielkiego, a ich obecność nie obejdzie się bez echa, ich ojcem jest w końcu Ciemniejące Niebo, wojownik, któremu Czarny Bez zawdzięcza naprawdę wiele.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#57
- No przecież - wymruczał jedynie i odpowiedział uśmiechem na uśmiech. Czarny Bez wiedział wszystko to, co Ciężki, był zatem kompetentny. Co prawda jego samoocena wciąż ledwie odklejała się od dna, lecz szary i tak widział postęp. Syn Gilowego Gardła przynajmniej się starał, próbował i nie zaszył się dzień po ceremonii w najgłębszym fragmencie obozu lub w w jakiejś norze na ich terytoriach. Bo gdyby zlekceważył trening Winogrona - o, wtedy Ciemniejące Niebo faktycznie byłby zły.
- To nie masz się czym martwić - skomentował. To aż dziwne, że Winogrono była tak... grzeczna. Widać Ciężki niesłusznie posądzał ją, że pójdzie w ślady swojej siostry i zwyzywa Czarnego za to, że się jąka i nie grzeszy odwagą, tak jak Czereśnia Tonące Słońce, bo ten nie ma ogona i ma dziwne, podwinięte uszy. Cóż, może ruda po prostu była świadoma faktu, iż wtedy syn Jaśniejącego Pazura przetrzepałby jej zad.
A co do rodzeństwa - co fakt, to fakt. Jedna siostra została wygnana, cała reszta zaginęła. Z całego tego miotu ostał się już tylko Czarny Bez i chyba Oszroniona Łapa, lecz tego drugiego nie widywał zbyt często. Ciekawe czy geny Okoniowego Ogona coś zdziałają i zniwelują ułomność syna Śliwkowej Gałązki. Mysi Krok zdecydowanie przegrała w tym starciu. Ciemniejące Niebo, mimo wyjątku jakim był czarny kocur idący u jego boku, pozostawał przy swoim - Gilowe Gardło zdecydowanie nie powinien się więcej rozmnażać.
- Och, dzięki. - Wojownik odczuł lekkie zakłopotanie. Huh, zabawne. Lepiej późno niż wcale, co nie? Tyle czasu już minęło od chwili narodzin małych owocków, a tutaj dalej otrzymuje gratulacje, aczkolwiek nie dał niczego po sobie poznać. W jego oczach pojawiły się iskierki dumy i satysfakcji, chociaż kocur nie przestawał się smucić, że nie dorobił się syna. Nie winił jednak byłego terminatora za te zaległości. W gruncie rzeczy ten nie musiał w ogóle interesować się dzieciarnią Ciemniejącego Nieba bardziej niż to w obecnej chwili koniecznie, w końcu nie byli rodziną, choćby najdalszą, a Czarny Bez miał swoje życie i swoje zmartwienia. Kto wie, może nawet przygruchał sobie jakąś kocicę bądź miał już jakąś na oku? Nawet jeśli, to Ciężki tego nie dostrzegł. Ostatnimi czasy większość uwagi poświęcał córkom, a nie innym kotom, nic więc dziwnego, że w niektórych kwestiach ma zaległości.
- A ja Tobie przyrodniego... rodzeństwa. - Chociaż to w sumie kłopotliwy temat. Bo w końcu kto cieszyłby się z faktu, że ojciec rzuca matkę i od razu idzie w tango z inną?
[Obrazek: WAkbW0Q.png]
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#58
Uśmiech nie znikał z jego pyszczka, a w klatce piersiowej czuł przyjemne ciepło. Czy to duma? Ciekawe, aczkolwiek przyjemne, uczucie. Był dumny z siebie, poczuł się przydatny, w końcu to on szkoli Winogronową Łapę, to jego wybrała Czerwony Mak, co znaczy iż uznała, że się nadaje.
Nie ma się czym martwić? Ależ jest i to całkiem sporo rzeczy! Między innymi Czarny Bez czuje się odpowiedzialny, w końcu to on jest mistrzem córki Ciemniejącego Nieba, to on musi przypilnować by poznała granice, by nauczyła się walczyć, to od niego zależy w dużym stopniu jak, i czy w ogóle, sobie poradzi.
Zatrzymał się, a czarne futro na jego grzbiecie zjeżyło się.Przyrodnie rodzeństwo, akceptował je, jednak niezaprzeczalnie czuł do nich swego rodzaju niechęć. Są wynikiem miłości Gilowego Gardła do innej kotki. Po tym jak czekoladowy kocur porzucił Mysi Krok założył nową rodzinę, co prawda rozmawia z Czarnym Bzem, ale to nie to samo. Czarnuch czuje na swój sposób niechęć do ojca, a kiedy myśli o jego nowym potomstwie, po grzbiecie przechodzą mu nieprzyjemne ciarki.
- Tak... dzięki - wymusił uśmiech i ponownie zrównał krok z Ciemniejącym Niebem. Widział, że matka również kręci się coraz częściej wokół jakiegoś kocura, jak i ona sprawi sobie nową rodzinę... Pokręcił głową. Czuł się jakby stał między dwoma kotami, którzy oddalali się od siebie cały czas, a on nie wiedząc co robić, stanowił „pomyłkę”, pomyłkę, której w ogóle nie powinno być.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#59
Gdyby tylko mógł wiedzieć, co czuje jego były terminator byłby bardzo zadowolony. Czarny Bez zawsze miał problemy z pewnością siebie, chociaż teraz nie był już tym dygoczącym przed każdym szelestem cieniem. Wyrósł, wydoroślał. Ciemniejące Niebo zrobił co mógł. Początkowo miał obawy, czy kocur faktycznie poradzi sobie w nowej roli, jednakże przez córki - głównie te problematyczne - nie miał głowy, aby przejmować się synem Gilowego Gardła, jakkolwiek okrutnie by to brzmiało. Ufał mu jednak. Czarny Bez nie dał mu powodów nieufności tym bardziej, iż Winogrono wyglądała na zadowoloną z pierwszego dnia treningu. Oby tak dalej.
Po reakcji młodszego wojownika zorientował się, iż poruszył złą strunę i najlepiej będzie jeśli zmieni temat na bardziej przyjemny. Domyślał się, że obecna sytuacja z pewnością była kłopotliwa szczególnie dla dzieci Myszy i Gila. Takowych nie było wiele, bo w Klanie Rzeki ostały się raptem dwa koty z tego miotu, lecz to wystarczało. Ciemniejące Niebo ucieszyłby się gdyby doczekał się rodzeństwa, aczkolwiek czułby się wyjątkowo niezręcznie jeśli to jego ojciec puścił się w tango z kimś innym. Na miejscu Czarnego szary także nie chciałby o tym rozmawiać, będąc rozerwanym pomiędzy lojalnością wobec matki, a puszczalskiego ojca.
- To... co porabiałeś przez ostatnie księżyce? Byłeś już kiedyś poza terytoriami naszego klanu? - spytał dla podtrzymania rozmowy i zamaskowania zakłopotania, które odczuwał po nieprzemyślanym poruszeniu tematu rodziny.
[Obrazek: WAkbW0Q.png]
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#60
Zupełnie jakby trwał między młotem a kowadłem. Po jednej stronie matka, pod drugiej ojciec. Albo nie, jeszcze inaczej. Jakby stał na kładce, ułożonej nad przepaścią. Po jednaj stronie trzyma kładkę Mysi Krok, a po drugiej Gilowe Gardło... teraz to tylko Mysi Krok. Jak matka założy sobie nową rodzinę, kto będzie trzymał dalej kładkę? Uciekł wzrokiem na bok, to wszystko było takie niezręczne i niekomfortowe. Przez całą tę sytuację przestał zwracać się nawet do Gila tato. Jeszcze jego kocięta zaczną zadawać pytania.
- Polowałem, p-p-patrolowałem i... zaszywałem się gdzieś w o-o-obozie - sam - Raz. Koło czterech d-dę-dębów. Spotkałem wtedy w-w-wichrową termnatorkę i trzech w-wo-woj-wojowników - całe szczęście spotkanie odbyło się bez zbędnych potyczek, czy też nie miłej atmosfery. Kilka pytań, rozmowa i koniec - Ty pewnie z-za-zajmowałeś się swoją r-rodziną - Chciałbym mieć rodzinę, taką prawdziwą...
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość?


to największa odwaga







LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości