Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Cóż, tak jak już było to wspomniane wcześniej - pajęczyna nie była czymś, co można było tak po prostu pominąć. Pajęczyny nigdy dość, dlatego też odłożył ostrożnie patyczek, na który nawiniętą miał już pajęczynę, po czym rozejrzał się za kolejną gałązką, tym razem znajdując odpowiednią gdzieś w wilgotnym runie łęgów. Chwycił ją więc w pysk i tak samo, jak poprzednio zaczął ostrożnie nawijać kolejne motki srebrnej, pajęczej nici na patyk, chcąc zebrać możliwie jak najwięcej.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Odłożywszy poprzedni patyczek z pajęczyną chwycił kolejny i powtórzył czynność którą wykonywał chwilę temu, powoli i metodycznie nawijając srebrne nitki na kijek. Ostrożnie, żeby się przypadkiem nie posklejały. Efektem było 13 motków pajęczyny.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Trzynaście. To nawet więcej, niż poprzednio, co było bardzo satysfakcjonujące. W sumie udało mu się zdobyć, bagatela, dwadzieścia pięć motków pajęczyny niemalże za jednym zamachem. Mruknął coś niezrozumiale sam do siebie poprawiając chwyt na gałązce, po czym odwrócił się i złapał za pozostawiają gdzieś na uboczu drugą z gałązek owiniętych pajęczyną. Nie zamierzał ryzykować wypadku w postaci upuszczenia lepkiej nici, dlatego też najpierw udał się z nią do obozu i odłożył ją do składzika, a dopiero później powrócił do szczeliny w Błyszczących Głazach, w której ukrył tymianek i lawendę. Chwycił je w pysk i uniósł spojrzenie ku górze, na niebo; w myślach podziękował Gwiezdnym za opatrzność i to, że sprzyjali mu na dzisiejszych poszukiwaniach ziół, po czym skierował się znów do obozu.
zt :>
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Jeżynowy Cierń jest dość drobną, niedużą kotką o smukłej budowie ciała, bez wyraźnie zaznaczonych mięśni. Sylwetkę ma zgrabną i proporcjonalną, z całą pewnością więc miłą dla oka - dopóki nie przeniesie się spojrzenia na jej zwykle skwaszoną mordkę. Kotka porusza się z zwinnie i z gracją, kroki stawia zdecydowanie i bez wahania. Jej szara, krótka i gładka sierść niezmiennie nie ustępuje miejsca żadnej innej barwie. Charakterystyczną cechą futerka jest to, że nie błyszczy w słońcu, sprawiając wrażenie bardzo matowego. Kanciasto wyrzeźbioną głowę kotki zdobią owalne ślepia o barwie zimnej, rozbielonej mięty, niemal czarny nosek i długie, srebrzyste wąsiki. Bardzo ruchliwe uszy są długie i szpiczaste, ogon natomiast cienki i biczowaty, często z impetem przecinający powietrze.
Jeżynowy Cierń jest kotką przede wszystkim dumną, kapryśną i despotyczną. Brak jej moresu, co okazuje najczęściej niedomiarem dobrych manier, wybuchowością i przekonaniem o swojej wyższości. Łatwo można ją rozdrażnić i wywołać negatywne pierwsze wrażenie. Nie znaczy to, że traktuje wszystkich jak gorszych od siebie, ale na prawdziwy respekt i przychylne spojrzenie trzeba sobie u niej po prostu zasłużyć. Jeżyna jest również pewna siebie i szczera, nie waha się przed wyrażaniem własnego zdania ani okazaniem komuś dezaprobaty. Jest ambitna, zależy jej na byciu dobrym wojownikiem i mistrzem, lubi zdobywać wiedzę tak samo jak się nią chwalić. Choć jej charakter jest trudny i ma w sobie dużo z choleryka, to w głębi jej lodowatego serca nie mogło zabraknąć miejsca na ciepło i troskę dla najbliższych. Kocha swoich krewnych i jest gotowa bronić ich mimo, że nie wszyscy jej zdaniem na to zasługują. Jest jednak śmiała oraz lojalna wobec Klanu Rzeki i swojej rodziny.
Szepczący Pył (KC/GK), Chłodna Łapa (KW)
***
Gdy ceremonia dobiegła końca, Jeżynowy Cierń ruszyła przed siebie. Musiała ochłonąć, poukładać sobie parę rzeczy w głowie i przede wszystkim jakoś przetrawić decyzję przywódcy. Po raz pierwszy w życiu nie zgadzała się z nim, po raz pierwszy odezwała się, nie będąc po jego stronie. Do tego słowa Wroniego Pióra, których nie umiała właściwie zinterpretować i nie umiała zdecydować, czy nie byłoby lepiej, gdyby się nie odezwał wcale. A jeśli o nim mowa... Popiołka ucieszyła się, że postanowił ruszyć za nią mimo, że wcale o to nie poprosiła. No, w każdym razie na pewno nie na głos. Jej spojrzenie jednak miało bardziej dać znać, że będzie rada z jego towarzystwa. Mógł jej pomóc uporać się z natłokiem myśli, który teraz harcował w jej głowie na mocno nakrapianej imprezie.
Jeżynowy Cierń szła dość długo w ciszy, prując przed siebie szybkim marszem i raczej utrzymując niewielkie prowadzenie nad wojownikiem. Mimo, że wydawała się być nieobecna duchem i machinalnie brnęła do przodu, to wciąż strzygła uszami upewniając się, że Wronie Pióro wciąż za nią podąża. Może się domyślił, że Jeżyna chce znaleźć się poza obozem, w bardziej ustronnym miejscu gdzie mogli w spokoju pogadać. I gdzieś, gdzie szum wody ukoi jej nerwy.
Wskoczyła na jeden kamień, potem na następny i jeszcze następny. W końcu usiadła na jednym z większych kamieni i owinęła łapy ogonem. Wyprostowała się, czekając aż kocur się do niej zbliży. Milczała przez chwilę, wpatrując się w dół, na szumiącą wodę opływającą kamienie, na rozpiścierający się przed nimi widok terenów, a jej wąsy i sierść falowały lekko od łagodnego wiatru.
- Wiem, że słowo przywódcy jest prawem. I nigdy nie sądziłam, by jego osądy miały by być dla wszystkich... sprawiedliwe. - powiedziała w końcu twardo, wciąż patrząc przed siebie w gniewie i skupieniu. Jej głos nie był jednak tak palący jak jej spojrzenie. Sapnęła cicho. Po dłuższej chwili znów podjęła - Nigdy nie wątpiłam w dobre intencje Świetlikowej Gwiazdy i ta sytuacja tego nie zmieni, ale nie ukrywam, że jestem głęboko rozczarowana. Nie wiem, co mam myśleć. - dodała i dopiero wtedy obróciła głowę i przeniosła spojrzenie na Wronę. Nie było już ono jednak pełne gniewu i frustracji jak przed chwilą. Bardziej jakby mówiło, że czeka na jakąś odpowiedź, najlepiej taką, która pomoże jej uporać się z tym wewnętrzym rozłamem. Czuła się źle i dziwnie z myślą, że wyraziła głośną niechęć w stosunku do decyzji przywódcy. Nie taka chciała być. A jednak w środku była zbuntowana.
Według wszelkich dostępnych ksiąg byłby kategoryzowany jako idealny pomocnik czarownicy. Jak samo jego imię wskazuje, jest czarny jak najciemniejsza noc, pozbawiona wszelkich gwiazd, a także blasku księżyca. Jego sierść jest gęsta i krótka, co wcale nie przeszkadza jej wyglądać, jakby chodzący omen przed paroma uderzeniami serca wyskoczył z czyjejś dzikiej paszczy. Tak na prawdę spośród innych czarnych kotów wyróżniają go oczy. Oczy, które brązowo-niebieskim spojrzeniem omiatają świat. Ich kolor jest lustrzanym odbiciem tych Mroza. Kocur jest równie wysoki co jego brat, posiadający proporcjonalną sylwetkę i długi, równie smolisty co reszta ciała ogon. Do tego zdaje się poruszać, jakby jego łapy nie dotykały ziemi, a sam ruch wykonywały dla zasady - wydaje się płynąć, pełen wrodzonej elegancji i gracji, do czasu gdy nie rozbije się o jakieś drzewo, albo wpadnie w zdradziecki dół.
Rozerwane lewe ucho.
Chodzący pech i destrukcja, szczególnie dla samego siebie. Wrona cierpi chyba na jakąś wrodzoną przypadłość, która każe mu pakować się we wszystkie możliwe pułapki, jakie zastawia na niego życie, albo zaliczać co drugie drzewo. Sam jednak zdaje się tym w ogóle nie przejmować, jakby w żadnym stopniu nie było to od niego zależne. Do tego często zdarza mu się obarczać winą innych, a co do wyrzutów sumienia w tym temacie... stwierdzono brak.
Jest nieco zamknięty w sobie i nieśmiały, jednak mimo wszystko uwielbia zawierać nowe znajomości. Do tego wetknie nos wszędzie tam gdzie niekoniecznie powinien, narobi sobie kłopotów, a potem z uporem maniaka nie raz zrobi to samo. Uczenie się na błędach? Hmm...
Jest dość łasy na wszelkie pochwały i miłe słówka, a jego rywalem numer jeden jest oczywiście nikt inny jak Mróz. Za którego też, bez wahania, oddałby życie.
Wrona poczłapał za Jeżynowym Cierniem niczym skazaniec - krok miał sztywny i kiedy opuszczał miejsce ceremonii, widać było że niezbyt kwapi się do podążenia za wojowniczką, a jednak coś w środku kazało mu to zrobić. Gdyby miało fizyczną formę to zapewne złapałoby go za wszarz i nakopało do zadka, żeby się szybciej ruszać. Z czasem jednak krok zrobił bardziej rozluźniony, co nie znaczyło, że zrównał się z kocicą. Nie, szedł za nią, może jakąś lisią długość, rozglądając się dookoła ponuro, z głową dość nisko i nie wykazując żadnego zaangażowania. Kiedy zaś zaczęła wspinać się na Błyszczące Głazy, ten może wskoczył na dwa, może trzy i tam się zatrzymał, nie kwapiąc się by znaleźć się koło niej.
Nie miał nastroju.
Wronie Pióro przyzwyczaił się do tego, że ma inne zdanie jak wszyscy. Inne zdanie jak wszyscy jego terminatorzy, jak jego matka, większość wojowników w klanie, a także Mroźny Nos, Świetlikowa Noc czy Czerwony Mak. W szczególności to ostatnie. Zauważył jednak, że czarny kocur, jego brat, który piastował stanowisko przywódcy, przeszedł jakąś magiczną metamorfozę, która sprawiła że przestał klepać swój ukochany klan po główkach tylko zaczął rzeczywiście podejmować decyzje. Decyzje, które były słuszne według niego, a nie miały zadowolić gawiedź. Wszystkie przemyślenia na temat bezbrzeżnego oburzenia, które zapanowało na ceremonii, można było podsumować krótko - głupota.
- Może to dlatego, że sprawa dotknęła ciebie personalnie. - odpowiedział gorzko, spoglądając jej w oczy. Nawet nie ukrywał, że cały ten jazgot go rozdrażnił. Doskonale też pamiętał, że kiedy to on się awanturował i jeżył futro na decyzje brata, większość siedziała cicho. Jeżyna natomiast przynajmniej miała jako takie poparcie siostry. Bo Batek grała w zupełnie innej drużynie.
- Na twoim miejscu też przeformułowałbym te dobre intencje. Świetlik zrobił to, co uważał za właściwe i żadne z was nie może tego zmienić. Nie rozumiem tylko trochę, dlaczego nie poszłyście do niego... same.
Hewasa»lost«boywithholloweyes Hewasthenight D A R K °•★Butfilledwithstars★•°
Jeżynowy Cierń jest dość drobną, niedużą kotką o smukłej budowie ciała, bez wyraźnie zaznaczonych mięśni. Sylwetkę ma zgrabną i proporcjonalną, z całą pewnością więc miłą dla oka - dopóki nie przeniesie się spojrzenia na jej zwykle skwaszoną mordkę. Kotka porusza się z zwinnie i z gracją, kroki stawia zdecydowanie i bez wahania. Jej szara, krótka i gładka sierść niezmiennie nie ustępuje miejsca żadnej innej barwie. Charakterystyczną cechą futerka jest to, że nie błyszczy w słońcu, sprawiając wrażenie bardzo matowego. Kanciasto wyrzeźbioną głowę kotki zdobią owalne ślepia o barwie zimnej, rozbielonej mięty, niemal czarny nosek i długie, srebrzyste wąsiki. Bardzo ruchliwe uszy są długie i szpiczaste, ogon natomiast cienki i biczowaty, często z impetem przecinający powietrze.
Jeżynowy Cierń jest kotką przede wszystkim dumną, kapryśną i despotyczną. Brak jej moresu, co okazuje najczęściej niedomiarem dobrych manier, wybuchowością i przekonaniem o swojej wyższości. Łatwo można ją rozdrażnić i wywołać negatywne pierwsze wrażenie. Nie znaczy to, że traktuje wszystkich jak gorszych od siebie, ale na prawdziwy respekt i przychylne spojrzenie trzeba sobie u niej po prostu zasłużyć. Jeżyna jest również pewna siebie i szczera, nie waha się przed wyrażaniem własnego zdania ani okazaniem komuś dezaprobaty. Jest ambitna, zależy jej na byciu dobrym wojownikiem i mistrzem, lubi zdobywać wiedzę tak samo jak się nią chwalić. Choć jej charakter jest trudny i ma w sobie dużo z choleryka, to w głębi jej lodowatego serca nie mogło zabraknąć miejsca na ciepło i troskę dla najbliższych. Kocha swoich krewnych i jest gotowa bronić ich mimo, że nie wszyscy jej zdaniem na to zasługują. Jest jednak śmiała oraz lojalna wobec Klanu Rzeki i swojej rodziny.
Szepczący Pył (KC/GK), Chłodna Łapa (KW)
Jeżynowy Cierń z niezadowoleniem zauważyła, że Wronie Pióro zachowuje się tak, jakby Popiołka ciągnęła go za sobą na siłę, na niewidzialnej smyczy. Wcale nie chciała, by czuł się zmuszony do podążania za nią. Mogli się tak czuć jej terminatorzy lub koty na których jej nie zależało. Jeśli czuł, że jego łapy najchętniej poniosłyby go w inne miejsce, mógł to zrobić. Jeżyna może oczekiwała jego obecności i wsparcia, ale i bez tego by sobie jakoś poradziła. Jak zawsze. Może zajęłoby jej to nieco więcej czasu, ale przetrawiłaby to po swojemu. Zmrużyła ślepia, gdy wojownik nie usiadł obok niej, jak tego oczekiwała, a zadowolił się innym podestem gdzieś poniżej. Pozostawiła to jednak bez komentarza, bo rozdmuchiwanie takich błahostek nie leżało w jej naturze. - Być może. – odburknęła na sugestię kocura, również spoglądając mu w oczy, jednak zaraz potem oderwała od niego spojrzenie, które znów powędrowało ku wodzie. Miał trochę racji... znowu. Jeżyna nigdy nie była z żadną podobną sprawą związana osobiście, przez co nigdy wcześniej nie reagowała z takim rozmachem, a już na pewno nie w opozycji do Świetlikowej Gwiazdy. Teraz była, cóż, poirytowana i rozczarowana. Właściwie całą swoją karierą jako mistrza. Płotkowy Plusk zniknęła bez słowa, Jaśmin również gdzieś przepadła, Klon robiła sobie dzieci bez zastanowienia. Toń zaś został wojownikiem pod okiem Popiołki, był Klanowi Rzeki oddany, a został… usunięty. Czuła się tym ugodzona, a duma i pycha, które były wręcz podwalinami Jeżynowej egzystencji, poważnie ucierpiały. W końcu to ona go wytrenowała i potwierdziła, że nadaje się do roli wojownika. Rozpierała ją duma, że wytrenowała go na lojalnego i wytrwałego kocura, a teraz nagle takie coś. Zupełnie, jakby sama równie mocno zawiodła. Może powinna żyć myślą, że to właśnie dzięki swojej mistrzyni będzie mógł sobie teraz poradzić w samotnej walce o przetrwanie… ale było jeszcze za wcześnie na podjęcie takich rozważań. Czuła zbyt głębokie rozczarowanie wyjaśnieniami przywódcy, w ogóle całą tą sytuacją, by nagle zacząć myśleć pozytywnie. Musiała ochłonąć, co nie było proste. A Wronie Pióro wbrew jej oczekiwaniom, chyba nie zamierzał jej tego ułatwić.
Nie uważała, by odwaliła na ceremonii jakiś cyrk czy awanturę. Jedynie głośno zapytała co takiego sprawiło, że kot, którego bardzo dobrze znała i uważała za dobrego wojownika, nagle okazał się być ciężarem dla Klanu… wróć, dla przywódcy. Popiołka nie jazgotała, nie wydzierała się jak Bławatek, nie klepała dennej litanii jak Perłowa Muszla, której poparcie, swoją drogą, było dla Jeżyny tak ważne i cenne, jak zeszłoroczny śnieg. - Bo takie sprawy nie powinny być… przemilczane. – mruknęła, jeżąc lekko sierść na karku, gdy o tym myślała. –O tym, że wojownik został wygnany z Klanu powinien wiedzieć cały Klan. Świetlikowa Gwiazda powiedział tylko, że Tonące Słońce nie jest już wojownikiem Klanu Rzeki. To niewiele wyjaśniało. Widziałeś chyba ogólne zaskoczenie tą informacją, a nie była ona przecież świeża. – dodała z powagą i ziarnem gorczycy pod językiem, jednak głosem pozbawionym już pretensjonalności. Nie była w nastroju, podobnie jak Wrona. Nie uśmiechało jej się więc z nim pokłócić, nie teraz, gdy dopiero co spojrzeli na siebie inaczej. I nie chciała się z nim poróżnić, ale musiała wylać swoją frustrację i wątpliwości w rozmowie z kimś, kogo opinia ją obchodziła i komu potrafiła przyznać rację na głos.
Według wszelkich dostępnych ksiąg byłby kategoryzowany jako idealny pomocnik czarownicy. Jak samo jego imię wskazuje, jest czarny jak najciemniejsza noc, pozbawiona wszelkich gwiazd, a także blasku księżyca. Jego sierść jest gęsta i krótka, co wcale nie przeszkadza jej wyglądać, jakby chodzący omen przed paroma uderzeniami serca wyskoczył z czyjejś dzikiej paszczy. Tak na prawdę spośród innych czarnych kotów wyróżniają go oczy. Oczy, które brązowo-niebieskim spojrzeniem omiatają świat. Ich kolor jest lustrzanym odbiciem tych Mroza. Kocur jest równie wysoki co jego brat, posiadający proporcjonalną sylwetkę i długi, równie smolisty co reszta ciała ogon. Do tego zdaje się poruszać, jakby jego łapy nie dotykały ziemi, a sam ruch wykonywały dla zasady - wydaje się płynąć, pełen wrodzonej elegancji i gracji, do czasu gdy nie rozbije się o jakieś drzewo, albo wpadnie w zdradziecki dół.
Rozerwane lewe ucho.
Chodzący pech i destrukcja, szczególnie dla samego siebie. Wrona cierpi chyba na jakąś wrodzoną przypadłość, która każe mu pakować się we wszystkie możliwe pułapki, jakie zastawia na niego życie, albo zaliczać co drugie drzewo. Sam jednak zdaje się tym w ogóle nie przejmować, jakby w żadnym stopniu nie było to od niego zależne. Do tego często zdarza mu się obarczać winą innych, a co do wyrzutów sumienia w tym temacie... stwierdzono brak.
Jest nieco zamknięty w sobie i nieśmiały, jednak mimo wszystko uwielbia zawierać nowe znajomości. Do tego wetknie nos wszędzie tam gdzie niekoniecznie powinien, narobi sobie kłopotów, a potem z uporem maniaka nie raz zrobi to samo. Uczenie się na błędach? Hmm...
Jest dość łasy na wszelkie pochwały i miłe słówka, a jego rywalem numer jeden jest oczywiście nikt inny jak Mróz. Za którego też, bez wahania, oddałby życie.
- Dla mnie to było tak, jakby jeszcze wczoraj Toń pałętał się po obozie. - rzucił kocur w odpowiedzi, bo graczka nie mogła jakoś przełknąć faktu, że wszyscy próbują wmówić, że między ceremonią, a wygnaniem Toni minęło więcej jak jeden dzień. - Z resztą... mam wrażenie, że Świetlik liczył na to, że jego klan umie... słuchać. Sam usłyszałem to od Piórka. Przekazywanie informacji to jakby... fundament każdej społeczności. - dodał jeszcze, na koniec nieco wykrzywiając wargi w niezadowoleniu. Bo czasem na prawdę go to męczyło, że wewnątrz klanu informacje tak na prawdę się nie przemieszczał. Słowa Świetlika miały tak na prawdę utwierdzić wszystkich w przekonaniu, że informacja jest prawdziwa. W końcu pierwsze co pewnie czarny królewicz zrobił to było poinformowanie tych, którzy mieli mieć warty i czuwanie w nocy jaki jest los Tonącego wypłosza. A przynajmniej Wrona by tak zrobił.
- W każdym razie nie bronię go. Raczej po prostu przyzwyczaiłem się do pewnych rzeczy i dziwię się, że niektórzy zauważają je dopiero teraz. - spojrzał na nią. Trochę tak, jakby znowu była jego terminatorką i jakby wymagał od niej nieco więcej... samodzielnego myślenia i inicjatywy? Jakby nieco rozczarował się tym, że dopiero teraz coś w niej drgnęło, jakby oczekiwał że to coś już wcześniej było w niej obudzone.
Hewasa»lost«boywithholloweyes Hewasthenight D A R K °•★Butfilledwithstars★•°
Wschód obudził się skoro świt, jak zwykle zresztą. Przeciągnął się, prostując kolejno wszystkie cztery kończyny, uprzednio wygrzebując się z kupki rodzeństwa. Poza niemrawym miauknięciem któregoś z braci nie usłyszał nic. Ha! Udało mu się nikogo nie obudzić!
Wierzbowa Gałązka oraz Mysi Krok z kociętami też spały, rudy postanowił więc wyjść na zewnątrz Chruśniaku i przysiąść przy wejściu. Po niebie błąkało się kilka białych chmurek, a i temperatura była jakaś cieplejsza niż w ostatnich dniach. A mimo to tak wcześnie zbyt wiele kotów nie kręciło się w okolicy, rudasek więc, z nudów, zaczął przyglądać się uważnie obozowi. Jego uwagę przykuły skały. A może zobaczyć, co jest za nimi?
Rudy wrócił więc do legowiska i trącił łapką szarego brata.
- Deszczyk! Chodź! - miauknął tylko i pognał przodem, wierząc, że brat pójdzie za nim. W końcu ktoś musiał iść z nim i przeżyć niesamowitą przygodę!
Szczęśliwym trafem nikt ich nie zatrzymał w drodze do białych kamieni, ba, nikt nawet nie zwrócił uwagi na dwójkę kociaków, w tym jednego szczególnie rozemocjonowanego.
Gdy dotarł na miejsce, rozejrzał się, skały jednak były wysokie. Ruszył jednak wzdłuż nich, minął kilka drzew i tada! Oto znalazło się kilka mniejszych kamieni, na które rudasek potrafił wskoczyć. A później wspiął się, nie bez trudu, na jeszcze wyższy kamień, po czym się rozejrzał. Ups, znalazł się poza obozem. Ale to jak już tu jest, to może wejdzie jeszcze wyżej i rozejrzy się po okolicy. Może odkryje, gdzie znika Zroszony Listek, kiedy jej się nie chce siedzieć w kociarni?
Wspiął się więc na jeszcze jeden kamień wyżej. Mimo że nie był na najwyższym, ba, wiele do niego brakowało, to i tak widok z tej wysokości był o wiele bardziej interesujące niż oglądanie świata z poziomu własnych łapek!
- Deszczyk, chodź wyżej! Musisz to zobaczyć! - miauknął, unosząc ogon i patrząc w dal. Może wypatrzy stąd coś ciekawego?
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Sen w kociarni ostatnimy czasy był najbardziej stałym punktem życia Deszczu. Codziennie poznawał nowe koty albo uczestniczył w ceremoniach, jeśli tylko Świetlikowa Gwiazda jakieś zwoływał. Brał też udział w naukach, jakich udzielała mu Czereśniowy Wąż. Zasypianie blisko rodzeństwa było ulubioną chwilą w ciągu dnia kocurka. Ostatnimi czasy Deszcz nie widział jednak nigdzie Kwasu. Także mama i tata od dłuższego czasu nie pokazywali się w kociarni, co coraz bardziej niepokoiło. Deszcz jednak obiecał sobie, że jeszcze jedną noc prześpi bez nich wszystkich.
Głos Wschodzika obudził niebieskiego kocurka. Było jeszcze bardzo wcześnie, jak dla Deszczyka, jednak nie mógł zignorować zachęty brata. Przeciągnął się i nie zdążył nawet przeczyścić pyszczka, ani łap. Skandaliczne zaniedbanie jego personalnej etykiety. Nie patrząc na to, że wyskoczyli poza granice obozu Deszczyk gnał za Wschodzikiem, wyciągając do przodu długie łapy. Na miejscu znalazł się tuż za Wschodzikiem. Rozejrzał się dookoła. Usłyszał dziwny szum, o wiele mocniejszy od tego, który słyszał w obozie. Szukał źródła, jednak wyraźnie było ono po drugiej stronie kamieni. Na jeden z nich wspiął się Wschodzik.
- Co tam widzisz? - miauknął Deszczyk.
Usiał i zaczął czyścić pyszczek, zaraz jednak wstał, by dołączyć do brata.
- Jak to jest... - miauknął, napinając wszystkie mięśnie i podciągając się na kolejne, pomniejsze kamyczki. - ...że zawsze, gdy mamy przygody, to gdzieś się wspinamy? - zaśmiał się. Udało mu się wspiąć na kamień obok kamienia Wschodziku. Spojrzał w kierunku, w którym patrzył Wschodzik. Wstrzymał oddech.
- Jak tu pięknie - miauknął i stał z otwartym pyszczkiem. Zapomniał już nawet poszukać źródła szumu. Przypomniał sobie jednak o zaginionym bracie i rodzicach.
- Wschodzik? Widziałeś Kwas albo rodziców? Od dawna nie było ich ani w obozie, ani w kociarni. Martwię się o nich. Musimy ich znaleźć.
Deszczyk zwykle się nie otwierał, ale w tej sytuacji już sam nie wiedział co robić. Czuł się ze Wschodem najbardziej zżytym z całego rodzeństwa i najbardziej mu ufał. Muszą odszukać swoją rodzinę. Jeśli stało im się coś złego, kociaki musiały o tym wiedzieć.
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Czy było rozsądne opuszczać obóz? Kociaki, które jakimś cudem zdołały przekraść się między matkami, wkroczyły na tereny Klanu Rzeki. Zostawiły bezpieczny obóz za sobą i zdecydowały zmierzyć się z czyhającymi zagrożeniami samotnie. Na obecną chwilę nic nie wskazywało, by zaraz miało coś ich zaatakować. Nawet nie pojawiła się żadna zwierzyna, najwyraźniej ich rozmowy skutecznie odstraszyły wszystko z okolicy.
Oj, Deszczyk, Deszczyk. Ty nie pytaj, co widzę tylko wleź i sam zobacz! Chyba o to mi chodzi?
Może i jego słowa zabrzmiały, jakby naprawdę coś wypatrzył, ale nie o to chodziło rudemu kociakowi. Chodziło mu raczej o to, jak świat wygląda z tej perspektywy!
Roześmiał się z uwagi brata.
- Już niedługo będziemy najlepszymi wspinaczami w klanie! - zawołał, przymierzając się do skoku na wyższy kamień, ale zastanawiając się, czy doskoczy. Jednak przed skokiem powstrzymało go pytanie szarego.
- Kiedy się obudziłem, Zroszony Listek akurat wychodziła, widziałem jej ogon jak znikał. A Brudny Kamień - wzruszył ramionami - pewnie gdzieś kręci się w obozie, albo jeszcze śpi! Możemy go potem poszukać i opowiedzieć gdzie byliśmy. - położył ogon na grzbiecie brata. Sam tak naprawdę nie przepadał zarówno za matką, która praktycznie z nimi nie rozmawiała, jak i za ojcem. Niby w obozie rozmawiał z nimi i dbał o nie, ale nie odwiedzał ich w kociarni. Czasem nawet mylił imiona! Niee, Wschodzikowi coś w nim nie pasowało, ale sam nie wiedział, co.
- Jak chcesz to zostań, ja idę wyżej. Może wypatrzę gdzieś węża, zaatakujemy go i zaniesiemy Czereśniowej Łapie żeby udowodnić że umiemy sobie z takimi poradzić! - miauknął, lekko napierając na brata barkiem - nie chciał go przecież zrzucić! - po czym spiął mięśnie i potężnym jak na niego susem gładko wylądował na kamieniu, który obrał za cel.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Optymizm brata go zadziwiał. Ale miał rację. Jeśli widział mamę, jak wychodzi z Chruśniaka to nie było o co się martwić. Niebieski kocur zaczął się zastanawiać jak wcześnie Wschodzik wstaje, skora widzi tyle rzeczy, a do tego taki pełen energii skacze po obozie. Deszcz zaczynal się zastanawiać, czy aby na pewno nie jest jakimś strasznym leniuchem. Doszedł jednak do wniosku, że o tym będzie mógł się przekonać dopiero trenując.
Ośmielony dotykiem brata poruszył wąsami.
- Nie ma mowy, że tutaj zostaję - miauknął i rozejrzał się po kamieniach, szukając najlepszej drogi, by ruszyć za bratem. - Ja wypatrzę węża dla Czereśniowej Łapy! - Albo inną zwierzynę, którą będzie mogła zjeść i tak udowodnię, że umiem już świetnie zabijać.
Dostrzegł kamień, który go interesował i nie wydawał się nieosiągalny. Kotek zrobił krok w tył, na tyle daleko ile umiał, po czym wykorzystując cały swój spryt skoczył do przodu, przyparł do krawędzi kamienia i wyskoczył, lądując nawet zgrabnie na kolejnym głazie. Był płaski, ale nie aż tak śliski, jak Deszczykowi się zdawało na samym początku.
- Wschodzik. Może upolujemy jakiegoś gryzonia? Wtedy przysłużymy się klanowi i zrobią nas od razu Wojownikami.
Ten plan szczególnie podobał się niebieskiemu kocurowi. Będzie wtedy mógł walczyć przeciwko klanowi Gromu na granicy!
Niższa niż typowe koty, nie jest ani za gruba, ani za chuda. Właściwie, nic jej nie wyróżnia pośród tych wszystkich kotów, kotka jak każda inna. Szylkretka, której czarna sierść pokrywająca całe ciało, tu i ówdzie zdobiona jest rudymi plamkami. Choć nic szczególnego w jej wyglądzie nie ma co mogłoby sprawić, że rzucałaby się w oczy, jest zauważalna. Nie jest tylko tłem dla innych, jeśli ktoś potrafi patrzeć na pewno dostrzeże ją w tłumie, może to wina jej dużych, złotych oczu? Albo długiego ogona latającego na boki? Albo tego, że w tłumie się jej nie zobaczy.
Oddana swojemu klanowi, stara się wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Najczęściej widzi się ją siedzącą, bądź spacerującą, gdzieś samotnie, z dala od wszystkich. Kiedy jednak nadejdzie moment kontaktu z innym kotem, nie chce być sama, chce rozmawiać, nawet o bzdetach, oby jak najdłużej być z kimś. Może stała się samotniczką tylko dlatego, że stresuje się zagadać do innych? Woli by to oni zagadywali do niej. Stara się być miła, pomocna, ale nie zawsze to wychodzi. Nie zawsze dajemy radę z czymś czego od nas wymagają, przez co cały czas się obwiniamy. A problem z okazywaniem uczuć tego nie ułatwia.
Kociaki wskoczyły bez problemu na skałki. Ich plany dotyczące aktualnej przygody zakłócił jednak świergot. Jak tylko któryś z nich zdecydował się spojrzeć w kierunku dźwięku, jego oczom ukazał się ptaszek. Malutki, bez wątpienia widzieli takiego nie raz na stosie. Wróbelek siedział nad ich głowami, więc gdyby mieli w planach złapać go, musieliby wdrapać się jeszcze wyżej.
Gryzonia? W sumie to dobry pomysł, chociaż Wschodzik osobiście wolałby węża. Już miał odpowiedzieć na słowa brata, gdy usłyszał... Coś. Przekręcił ucho w tę stronę, a kiedy dźwięk znów do niego doleciał, zerknął. I dostrzegł małego ptaszka! I on jeszcze się ruszał! Żywa zdobycz!
- Cicho bądź, poluj na gryzonie, a ja złapię to. - szepnął w stronę brata, pokazując wróbla ogonem. Nie czekając na odpowiedź, zdecydował się wskoczyć wyżej, by dosięgnąć do potencjalnej ofiary. Oczywiście starał się być najciszej jak potrafił.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Wschodzik wydawał się bardzo entuzjastyczny. Deszczykowi wcale aż tak się nie podobał pomysł wspinania po śliskich kamieniach. Wróbelek jednak był bardzo kuszącym rozwiązaniem. No i złapanie ptaszka już na samym początku - to byłoby coś! Brat jednak był pierwszy. Niebieski kocur zmarkotniał na chwilę, jednak postanowił odpuścić.
- Połam mu skrzydła - miauknął cicho. - I uważaj na siebie. - Ostatnie zdanie dodał już bardzo cichutko, bo Wschodzik zdążył się od niego oddalić.
Deszcz powoli zaczął zeskakiwać na niższe głazy dokładnie przyglądając się wodzie uderzającej o twardą powierzchnię. Łapać gryzonie? Tutaj? Kiedy Wschodzik się wspina? Deszcz już był na najniższym z głazów, gdy odwrócił się, by spojrzeć na brata. Poczuł się winny, że go zostawił i zawahał się, czy tam nie wrócić.