Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
- Wiem, widać... Przecież jesteś n a j l e p s z ą terminatorką - puściła do niej oczko i zaczęła kontynuować swoją wypowiedź, o tym, co jeszcze robią dwunogi
- Więc, dwunodzy do używania różnych rzeczy wykorzystują prąd, jak cię prąd kopnie, to możesz umrzeć, albo zostać kaleką. Widziałaś kiedyś burze? Te pioruny też przewodzą prąd i jak cię uderzą to będziesz miała okopcone futerko i może ci się coś stać, nawet dorosłemu, wyćwiczonemu wojownikowi. Dwunożni do wyprowadzania psów używają smyczy, którą przypinają do obroży psów. kolorowe futro dwunogów, które na sobie noszą nazywają się ubrania, są sukienki, spodnie, czapki, majtki, skarpetki, bluzki... Sporo wymieniać. To, na czym śpią dwunodzy nazywa się łóżko. Jak wejdzie się do domu dwunogów, to można zobaczyć pare części ich domu - kuchnię, gdzie mają jedzenie, salon, sypialnie, w której śpią i łazienkę... Załatwiają tam potrzeby fizjologiczne. Dwunodzy posiadają telefony, to takie kamienie, na których są wyświetlane obrazy, tylko, że mają więcej opcji. Głównie używają ich do komunikacji, ale też robią sobie nimi zdjęcia... Czyli uchwycają siebie i robią takie nieruchome wspomnienie, nieruchomą scenę, którą mogą potem oglądać na nich. Są jeszcze komputery, które działają prawie tak samo jak telefony. Mają jeszcze lampki, które mają takie fajne pstryczki... Czyli takie coś, co jak się uderzy, to jest światło i można je zgasić. A co to znaczy Ringo?.. Bo ja wiem, dwunóg sobie coś wymyślił, mi się wydaje, że to oznacza kółko, czy coś w ten deseń. - odpowiedziała szybko, zbierając się na odwagę, by chociaż trochę wytłumaczyć, co mniej więcej znaczy jej imie - A u was pieszczoszkami czasem nie można pomiatać? Pasuje nawet do mnie
Zaśmiała się nerwowo, poruszając chuderlawymi barkami.
- I tak, to też był samochód... Tak mówił kolega z sąsiedztwa. - spojrzała się na Grzmiącą Ścieżkę, razem z Grzmiącą łapą.
- Samochody mają różne fantazyjne kolory, niektóre są czerwone jak cisowe jagody, inne niebieskie jak borówki... Różnie bywa - dodała krótko, dalej wlepiając wzrok w Grzmiącą Ścieżkę z zaciekawieniem.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
To wszystko było... dziwne. Trudno było ogarnąć to umysłem tak od razu, pomimo, że szylkretka naprawdę bardzo starała się nadążać za tamtą. Wiedzowo zdecydowanie znacznie ją przewyższała... ale nie umiała polować. Niezależnie od swoich informacji więc umrze z głodu bez swoich dwungów i ta teoria na nic się jej nie zda. Za to dla Ryk, która umiała zadbać o zdobycie pożywienia, mogła tu teraz siedzieć i uczyć się tego typu ciekawostek bo... głód jej nie groził. Nawet, jeśli ona sama nic nie złapie, to na stosie zwierzyny z pewnością będzie jej całkiem sporo. Brzuch będzie miała pełny, czego o drugiej kotce... no cóż, ona niedługo zapewne zacznie odczuwać skutki swojej decyzji. Bo przecież nikt jej karmić nie będzie.
Siedziała w ciszy jeszcze przez kilka ładnych uderzeń serca po wypowiedzi kotki, nie mogąc pozbierać myśli. Prąd był rzeczą abstrakcyjną, której nie mogła w ogóle pojąć... ale też uznała, że nie będzie dopytywać, bo jeszcze bardziej wszystko pokomplikuje. To, czego się dowiedziała, było póki co wystarczające. Na razie koniec tej wymiany informacji, jednostronnej wymiany oczywiście. Bo Ryk tamtej żadnych informacji w końcu nie podawała. - MOŻNA, ALE POMIATANIE SAMĄ SOBĄ TO PRZESADA - stwierdziła cienista, a w jej oczach błysnęła mieszanka zirytowania i zdziwienia. Tak, obu na raz. Tak, Ryk nie miała pojęcia, dlaczego tamta to sobie robi. Ale z drugiej strony... nie zamierzała jej tego zabraniać. Niech sobie robi, co chce. Resztę informacji, jakie podała jej tamta, pozostawiła bez komentarza, bo w sumie... nie było niczego więcej, czego mogłaby się dowiedzieć w tej kwestii. A Ryk chyba póki co wolała poukładać sobie w głowie wszystkie informacje, które otrzymała przed chwilą, niż dopytywać o kolejne, które przemieszałyby się z tymi pierwszymi, tworząc tym samym jeden wielki bałagan.
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
- Jaka znowu przesada? Każdy może robić co uważa - skomentowała dość kąśliwie, a na jej pysku zagościło drobne niezadowolenie, które jednak po chwili znikło.
Wzięła pare głębokich, ostrych oddechów, dość zmęczonym wzrokiem patrząc na kotkę, jednak potrafiła wydusić z głębi siebie uśmiech
- Nauczyłabyś mnie polować? Nie chcę być już u dwunogów chcę, no wiesz... Trochę samowolki - powiedziała, naciskając dość mocno na słowo ''samowolka'', najwidoczniej zależało jej na odrobinie wolności.
Wciągnęła powietrze, dość ciężko wzdychając, prawdopodobnie dlatego, że musiała się prosić młodszych od siebie kotów o tak banalną rzecz.
- Jeśli chcesz, to w rekompensatę mogę ci coś opowiedzieć, jedną z historii, którą opowiadał mi ojciec - zaproponowała z cichą nadzieją, że kotka się zgodzi. W sumie Ringo lubi opowiadać wymyślone historię, nawet sprawia jej to przyjemność.
W wymyślała już historię, która zadowoliłaby kotkę. Może opowie jej o dawnych przywódcach w klanie Gromu? Lepiej nie - wymyśli coś innego.
Zaczęła wymyślać historię, z błyskiem w oku wlepiając wzrok w pysk kotki. Nie mogła się doczekać, aż w końcu opowie jej wymyśloną historię. Być może nie będzie tak fajna jak te, które opowiadał jej ojciec, ale warto spróbować.Wzięła pare głębokich oddechów, przygotowując się do opowiadania historii, o ile oczywiście Grzmot będzie jej chciała wysłuchać w zamian za nauczenie pręgowanej polować.
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Owszem, każdy mógł robić to, co chciał, ale poniżanie samego siebie było co najmniej żałosne. Nazywanie siebie od jakiejś tam zabłoconej, zamulonej kałuży było żałosne. Cała ta Kałuża była co najmniej żałosna. Żałosne, żałosne, Ż A Ł O S N E. No, ale tamta była pieszczoszką, więc w sumie można się było tego po niej spodziewać, nie? Tego, że zrobi coś, co jest ŻAŁOSNE. I głupie. G ł u p i e!
[b]- O CZYM JEST TA HISTORIA? - spytała się Ringo, siadając i zaczynając lizać długą sierść na swojej prawej przedniej łapie. Szybko jednak zrezygowała z tego pomysłu, jako, że przecież miała utrzymywać ją splątaną, aby wrogowie nie byli w stanie prowadzić celnych ataków, aby ich pazury wplątywały się w porastające jej ciało włosy. Jej wrogowie mieli bezradnie patrzeć, wplątani, a ona miała ich zabijać! Orać ich skórę jak kombajn pole, z tym, że na boki nie miały latać ziemniaki, a krew tych głupawych durniów, którzy odważyli się z nią walczyć! Z nią, z Przyszłą Najlepszą Wojowniczką Klanu Cienia! Już oni sobie popamiętają!
Odstawiła łapę z powrotem na ziemię. Łapę. Ona sama była Łapą. Ryczącą Łapą - ha, to w sumie dziwne, bo jakie niby łapy, takie normalne łapy, nie Łapy, potrafią ryczeć! Można było w zasadzie uznać, że terminatorzy, Łapy, byli siłą klanu, taką łapą, która umożliwiała utrzymanie się przy życiu, w końcu to łapy zadawały śmiertelne ciosy wrogom i ofiarom, umożliwiały zdobycie jedzenia, dzięki któremu dało się ż y ć... Terminatorzy byli łapami klanu, wojownicy brzuchem, zastępca szyją, przywódca głową, a matki macicą. Wszyscy tworzyli jeden organizm. Organizm, którego osobniki spoza klanów, tacy, jak Ringo, nie były w stanie utworzyć. Jedna łapa, albo jeden brzuch, czy też jedna głowa lub ogon, żadne z nich pojedynczo nie utworzy całego organizmu. Nigdy.
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
***
Znowu zrobiła to samo. Opuściła schronienie bez pytania.
Ruszyła w stronę rowu, ze spuszczonym łebkiem, lecz niemalże od razu się rozchmurzyła, gdy przypomniała sobie o dość miłych wspomnieniach. Uniosła głowę wysoko do góry, skocznymi krokami ruszając przed siebie, gdy nagle się zatrzymała... Ah tak! Pamiętała to miejsce. Gdy szukała drogi do klanu Gromu tędy przechodziła. Spojrzała na rów, w którym była kałuża oczywiście... Z niezbyt zdatną do picia wodą. Zmarszczyła lekko nos, gdy dotarł do niej zapach niezbyt ładnie pachnącej Grzmiącej ścieżki. Położyła się obok rowu, przy okazji próbując otoczyć jego całość swoim ogonem i oparła swoje łapy o brodę.
Ziewnęła cicho, gdy nagle coś wydało z siebie przerażający krzyk, brzmiący mniej więcej tak; ''PIP PIP''. Odskoczyła od Grzmiącej Ścieżki, przy okazji orientując się, że to jeden z potworów wydał z siebie taki krzyk. Położyła uszy po sobie, cicho sycząc, lecz w końcu Potwór cudem ją zignorował i odjechał, pozostawiając za sobą pamiątkę w postaci zapachu spalenizny i benzyny. Uniosła jedną ze swoich łap do góry, wmawiając sobie, że potwór chciał po prostu przekazać jej, aby nie spała, bo jest jeszcze wiele innych rzeczy do zrobienia. Jaka świetna historia, i to w dodatku prawdziwa! Oj będzie miała o czym opowiadać swojemu braciszkowi. Zdecydowała się już nie zasypiać i usiadła, prostując się i wlepiła wzrok w Grzmiącą Ścieżkę, mrużąc przy okazji oczy, aby woń, którą roznoszą potwory nie piekła ją tak w oczy.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Miał nie opuszczać terenów rzeki. Obiecał.
Jak widać nie dał rady. Zarzekał się, że sytuacja panujące w JEGO rodzinie już go nie obchodzi. Kłamał. Wszystko to go przytłaczało. Czuł się jak takie piąte koło u wozu. Właściwie co go trzymało w klanie? Winogrono? Najwyraźniej. Obiecał jej, że zostanie. A w tej chwili właśnie przekracza granice, bez zawahania. Wkracza na nieznane mu tereny, ogarnięty tylko jedną myślą.
Musi zobaczyć jak to jest. Nie chciał stać się samotnikiem, JESZCZE nie teraz. Kiedyś to nastąpi, jest tego pewien, jednak nie jest to TA chwila. Teraz tylko zwiedza, musi poznać przyszły dom, poznać dom rodzeństwa, które zapewne już wymarło.
Zapachy były całkowicie inne, woń klanu została za nim, a teraz do jego nozdrzy docierały nowe, kompletnie nieznane mu zapachy. Był ich ciekaw, a również czuł strach na myśl, że właśnie tak może pachnieć potencjalne zagrożenie. Zatrzymał się. Czarna rzeka, wygląda na brudną i nad wyraz twardą, a do tego daje od niej nieprzyjemny zapach. To musi być ta... Grzmiąca Ścieżka, to tędy poruszają się potwory dwunożnych. Przeszedł wzrokiem po czarnej tafli i ruszył wzdłuż niej. Nie miał zamiaru przechodzić przez Grzmiącą Ścieżkę, przynajmniej jeszcze nie teraz. Ponownie się zatrzymał, jego nos wyłapał KOLEJNĄ intrygującą woń. Kot, nie z rzeki i raczej nie z żadnego klanu... samotnik. Zmarszczył brwi. Wątpił, aczkolwiek cichutki głosik gdzieś tam z tyłu głowy mówił mu, że może to być ktoś z jego rodzeństwa... Nikłe szanse, aczkolwiek nadzieja była, była i się wypaliła. Jak tylko złote ślepia zatrzymały się na posturze kotki. Zupełnie mu nieznanej kotki. Nie miał zamiaru podchodzić, nie pierwszy. Także jedynie stał, skryty za trawą i obserwował.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Dalej wlepiała wzrok w Grzmiąca Ścieżkę, gdy nagle do jej nozdrzy dotarł jakiś dziwny, nietypowy zapach, z którym jeszcze nigdy się nie spotkała. Albowiem był to zapach wody, błota i jeszcze czegoś, jakiejś dziwnej zwierzyny, z którą styczności Ringo nigdy nie miała. Zastrzygła uszami, przypominając jakiegoś koniowatego zwierza i dalej rozmyślała, tak jakby nieznajomy przybysz nie był dla niej tak dużym zagrożeniem, jakim był. Wykluczyła już dwa klany; Klan Gromu i Klan Cienia. Kocurek zupełnie nie nosił ich zapachu. Został jej tylko klan Wichru i Klan Rzeki, jednak jeśli kotka dłużej pomyśli, to łatwo się domyśli, że kocur jest z Klanu Rzeki, nawet nazwa tego klanu mówi sama za siebie i zapach kocurka, bo raczej klan Wichru nie posiada żadnych zbiorników wodnych, ani żadnych nowych zwierząt, które nie występują w klanie Gromu. No jedyne co różni te dwa klany względem zwierzyny jest to, że w klanie Wichru częściej występują szaraki, a na terenach klanu Gromu trzeba się bardzo postarać aby je znaleźć. W końcu ze światem nabrała powietrza do nozdrzy odwracając łebek w stronę "nowego" zapachu, którego pochodzenie zdołała rozgryźć.
- Wyjdź, nie bój się - zaczęła, lecz coś w jej masywnym łebku podpowiadało jej, że to za mało aby zdobyć jego zaufanie i odważyła się dodać parę słów - Nie.mam zamiaru z tobą walczyć. Niepotrzebny rozlew krwi to żadna rozrywka. W dodatku jeszcze nigdy z nikim nie walczyłam i nie mam zamiaru tego robić
Momentalnie na jej pyszczku zawitał promienny uśmiech, a jej wąsy delikatnie zadrgały. Teraz jedynym co ją interesowało była trawa, w której skrywał się "tajemniczy" gość. W końcu w jej główce zrodziła się duma z samej siebie, z racji iż nie poszła w ślady połowy samotników i nie została maszyną do zabijania z bliznami dosłownie wszędzie. Nie została kimś z dziesiątkami kotów na sumieniu i z krwią na łapach. Ale za to była kimś, który opuścił swój klan z marnej "ciekawości" i bardzo tego żałuje, i w dodatku była jeszcze kimś, który zostawia swojego brata bez opieki aby sobie wyjść i iść gdzieś daleko od niego, aby poukładać myśli. Nie była to co prawda postawa idealna, ale chociaż kotka nadrabiała to przestrzeganiem kodeksu wojownika i silną wiarą w klan Gwiazd. Chciała, aby jej rodzina; gdziekolwiek jest wiedziała, że ich córka wyrosła na "kogoś", a nie plugawego zdrajcę, którym pierwszy lepszy pierdek może pomiatać. Również wkładała jak najwięcej siły w to, aby zrobić dobre wrażenie na innych i również znaczyć dla nich coś więcej niż zwykłe, "miłe" popychadło które zdradziło klan Gromu tylko dla ładnych kolorków obozu dwunożnych. Mimo niezbyt przyjemnych czynów, które zrobiła w przeszłości kotka stara się żyć teraźniejszością. Ma przecież brata u boku, jedzenie, schronienie... Ma wiele rzeczy, za które wielu oddalony wszystko co ma.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Zacisnął szczękę. Słowa kotki, wnioskuje iż to kotka po głosie, mogą być zwykłą podpuchą. On wyjdzie, a ta rzuci się na niego z pazurami. Jest też możliwość iż rzeczywiście nie ma złych zamiarów. Trzeba postawić sobie jedno pytanie, ryzykujemy? Nigdy nie należał do odważnych kotów. Jednak skoro odważył się opuścić tereny klanu czy... czy to nie zwie się odwagą? Zresztą, jak ma zostać samotnikiem nie może się bać byle czego. Z zawahaniem, wyłonił się ze swojej kryjówki. Kotka mogła teraz ujrzeć jego chuderlawą sylwetkę, jednak oczy wszystkich rozmówców skupiają się głównie na jednym, lewa strona pyszczka wojownika. Pozbawiona kilku zębów, a skutkiem tego jest zwisający język.
Zdecydował się postąpić dwa kroki w stronę samotniczki, wciąż jednak zachował bezpieczną odległość. Nie odezwał się ani słowem, pierw musi wybadać czy jest to nieuniknione.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Uśmiechnęła się pod nosem, przejeżdżając ogonem po ziemi, przy okazji zbierając z niej wszelakiego rodzaju brud i kurz. W końcu zauważyła brak zębów kocura, ale nie zamierzała się na nim zbytnio skupić podczas rozmowy, nie chciała go do siebie zrazić, a sama ciekawość nie doskwierała jej aż tak bardzo, żeby zacząć się go wypytywać szczegółów odnośnie jego braku zębów. Szybko skierowała wzrok na oczy kocura, czyniąc z nich w ten sposób główny punkt skupienia. Oczy też miał dość śmieszne, takie skośne i złote.
- Nigdy nie widziałam tak ładnie wyglądającego kota! Jeszcze nie spotkałam się z takim ładnym pyszczkiem i oczami! Nie masz co się ukrywać! - od razu dostała coś w rodzaju turbo, ale tym razem przybyło jej naprawdę dużo śmiałości, nawet zapomniała o pa- chwila, gdzie jej maniery! Nerwowo uderzyła grubym ogonem o ziemię - Pan
Westchnęła ciężko. Zapomniała o własnych manierach i teraz aby uratować resztki swojego marnego honoru musi zacząć przepraszać
- Przepraszam, że nie powiedziałam do pana na "ty", ale ucieszyłam się, że nareszcie zobaczyłam kota, który naprawdę bardzo się wyróżnia od innych i ten.. - niezbyt dobrze ułożona wypowiedź, ale co tam, ważne że jest i jest zgodne z prawdą. W sumie Pajęczyna też podobnie wyglądał do niego, dlatego postanowiła podsumować ten wątek, przy okazji wdrążając go w swoją dość długą wypowiedź - Mam młodszego brata i on też wygląda tak jak pan!
Na myśl o swoim bracie niemalże od razu rozpromieniała. Nie mogła się doczekać, kiedy wróci do schronienia i znowu będzie mogła mu opowiedzieć bajkę, w dodatku miała już ją przygotowaną! Ha, zupełnie nową i w dodatku samodzielnie wymyśloną! Gdyby tylko jej ojciec ją usłyszał, pewnie od razu zaczęłaby rozpierać go duma.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
- Yy.... - tylko tyle wydobyło się z jego krzywego pyska, na słowa samotniczki. Wzrokiem uciekł na bok, błądząc nim po trawie, kamyczkach i innych drobnych przedmiotach. Kolejna, która się z niego nabija? Nie wiedział czy jej słowa są szczera, czy mają za zadanie zakpić z wojownika. Czarny Bez nie zareagował jakoś szczególnie na owe słowa, Ringo bez problemu mogła dostrzec zakłopotanie, które w nim aktualnie kotłowało. - Yyy... Czarny Bez... w-w-w-wystarczy - zakasłał. Chciał choć odrobinę zatuszować swoje jąkanie. Czuł się dość nieswojo. Nie chodzi już o ziemie niczyje, ani to, że rozmawia z samotniczką, a przez jej słowa. ”Pan”, przecież to tak do niego nie pasuje... Ma już swoje księżyce, jednak... wciąż był takim samym zagubionym i tchórzliwym kociakiem...
Zastrzygł uchem. Jakiś kociak również wygląda tak samo? Biedny malec, mieć aż tak zniszczone życie... No chyba, że Ringo nie chodziło o wybite zęby i zwisający język. A o budowę pyszczka i ogólnie sylwetki. W Rzece wiele kotów szczyci się takim wyglądem. Zapewne też by się szczycił... Gdyby nie należał do tej paskudniejszej części - O to chodzi, że j-ja nie chcę się w-wy-wyr-wyróżniać - ponownie zakasłał.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Zamknęła na chwile oczy i pokręciła bezradnie łbem, gdy zauważyła zakłopotanie na pysku wojownika.Widać było, że jakiejś większej relacji niż zwykła znajomość z tego nie będzie, ale trzeba próbować.
- Imię też masz ładne, nie masz się czego wstydzić. Sądze, że wielu oddałoby naprawdę dużo, aby nosić takie imię - mruknęła, delikatnie kiwając głową, aby okazać wojownikowi jakikolwiek szacunek. Niedość, że był klanowym kotem to jeszcze piastował dość pokaźną rangę!
Może wiele kotów uważa, że bycie wojownikiem to nic wielkiego, a sama ranga jest już naprawdę powszechna i pospolita, ale tak nie jest. Nawet najmniejszy wojownik jest naprawdę ważny dla klanu, bo co klan zrobiłby bez wojowników? Brak jedzenia, nikt nie odpędzałby dzikiej zwierzyny z terenów... Można podsumować to jednym, prostym słowem; chaos.
Podniosła swoją łepetyne, niemalże nie dowierzając słowa, które właśnie wypuścił ze swojego pyska czarny. Lekko poddenerwowana nawet nie zwróciła większej uwagi na to, że jej ogon właśnie zamiata wszelaki brud z ziemi.
- Sądziłam, że każdy klanowy kot chce się wyróżniać. Przecież każdy chciałby też zostać medykiem, aby się wyróżnić... Mam racje? - znowu wtrąciła do rozmowy swoje przemyśle nie, które o dziwo było dość prawdziwe i szczere. A znając życie potem kotom, które nie dostały się na to niezwykłe stanowisko odbija, i kończą jako zdrajcy. Ringo uważała, że nie ma nic niezwykłego w wąchaniu ziółek i udawaniu doktora. Przecież równie dobrze jakiś samotnik może się nauczyć jak posługiwać się tymi całymi roślinkami i też zostanie medykiem, nie ma w tym nic wielkiego i nadzwyczajnego, no ale życie samotnika nie jest tak kolorowe i bez znajomości podstawowych umiejętności takich jak polowanie i walka, taki ziołochlej sobie długo nie pożyje i zginie w szczękach jakiegoś samotnika.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Uprzedzenia Czarnego skutecznie odstraszały potencjalnych znajomych. Nie zdziwiłby się gdyby i teraz nie wypaliło, a owe spotkanie zniknęłoby z pamięci czym prędzej. Nawet fakt, iż napotkana kotka jest samotniczką, nie był aż tak ważny, jak wycofanie wojownika. - Imię tak... - mruknął, wzruszając barkami. Imię miał ładne. Ale co mu po imieniu, jak sam wygląda niczym koci Quasimodo. Przesunął powoli, jedną łapą po piasku. Wzrok skierował na linię, która powstała. Znów trudno mu utrzymać kontakt wzrokowy. Nie jest niczym dziwnym, że nie potrafił reagować na jakiekolwiek komplementy. - Niektórzy chcą się w-wy-wyróżniać... - a są i takie koty, co wolą być TŁEM i niczym więcej - Znaczy...m-me-medykiem zostaje kot, który chce leczyć... Chyba nie p-po-po to by się wyróżniać(?) - w końcu w swoim czasie sam chciał piastować tę rangę... czyżby jako kociak skrycie chciał się wyróżniać?
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Wysłuchała go, niczego nie komentując, nie miała nawet po co komentować, no chyba, że chce być wręcz trującą innych osobą, która będzie nakładała innym do głów różne głupoty, aby ich poniżyć. Smutna, ale prawdziwa prawda, bo niektóre koty właśnie takie są; zatruwają otoczenie i żerują na szczęściu innych jak sępy, które czekają aż padniesz bez życia na ziemie, aby zbeszcześcic twoje zwłoki, przy okazji napełniając swoje brzuchy twoim dobrym mięśniem. Co prawda Ringo jeszcze nie spotkała aż tak okropnego kota, ale w końcu z pewnością znajdzie - na świecie jest pełno kotów, podobnie jak much i innych dziadostw, uchodzących za piękno natury. Oczywiście nie wliczając w to dwunożnych, bo oni niszczą to piękno. A chwila, przecież potwory niszczą i nie zawachają się też zabić, ironia. Na jej pyszczek ponownie wstąpił uśmiech, gdy jej mózg przetworzył to, że musi wygłaszać kocurowi otwarcie swoje zdanie.
- Hipokrytyzm... Spotkałeś się kiedyś z takim stwierdzeniem? - mruknęła. Nie było to zbyt dobre porównanie, ale za to była to krótka piłka; albo gadasz do rzeczy, albo każdy ma twoje zdanie gdzieś - Medyk przykładowo nigdy nie będzie walczył za klan, bo woli siedzieć w swojej lecznicy i leczyć "obłożnie" chorych, a szczyci się tą rangą tak, jakby walczył o nią z jakimś niedźwiedziem
Przedstawiła krótko swoje zdanie, które zdążyła sobie wyrobić podczas bycia w klanie o tamtejszej medyczne; Gwieździstej ścieżce, która idealnie odzwierciedlała osobę z dużym ego. Po tylu księżycach siedzenia w lecznicy i leczenia się pod jej opieką miała prawo wyrobić sobie właśnie takie negatywne zdanie o medykach, a sam strach przed tym, że też taka będzie skutecznie odpychał ją od piastowania tej "ważnej" rangi.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Czuł się... niezręcznie. Podobno samotnicy są nieprzewidywalni i skrajnie niebezpieczni. A on, właśnie teraz, udziela sobie pogawędkę z jedną z nich. Starał się tuszować swoje zakłopotanie, poprzez wyraz obojętności, nie miał jednak na co liczyć. Obojętność pojawiała się na sekundę, by chwilę potem znów wstąpiła na jej miejsce, owa niepewność. Przesunął łapę w przód, stawiając tym samym coś na wzór „kroku” w przód. Chyba... nie ma się czego obawiać?
Na pytanie samotniczki, pokręcił głową. Czym jest ten cały Hipokrytyzm? To pytanie miało go w jakiś sposób obrazić? Na jego pyszczek wpłynęło zastanowienie, a wręcz zakłopotanie. Co ma więc o tym myśleć? Jak się zachować? - U nas tak nie ma - rzekł dość – jak na niego – pewnie. Łosoś taki nie jest. Nie wiedział skąd kotka wzięła takie informacje, ale jeśli chodzi o Klan Rzeki – myli się.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Niebieska, pręgowana kotka z miodowymi oczami (kp)
Charakter Ringo nie uległ jakimś wielkim zmianą. Kotka nadal jest szczęśliwa i pełna optymizmu, próbująca zawsze znaleźć wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji. Uwielbia opowiadać wiele wymyślonych historyjek, lecz czasami są niezbyt trafne. Lubi pocieszać innym i dodawać im otuchy, przez co czasami nieświadomie zaniedbuje samą siebie. Ceni swojego ''brata'' ponad wszystko i jest zdolna wskoczyć za nim w ogień. Niezbyt lubi wspominać dawne czasy, które trochę boleśnie wspomina, ale mimo tego zależy jej na tym, aby żyć teraźniejszością, nawet jeśli może się okazać gorsza niż przeszłość. Nie przejmuje się zbytnio swoim wyglądem, dlatego często chodzi brudna, z piaskiem w swoim futerku i krwią zmieszaną z futrem swojego jedzenia między pazurami. Rzadko jej coś przeszkadza i toleruje nawet najgorsze zachowanie i dość mocną pogardę, obiecując, że się poprawi. Nie lubi wdawać się w kłótnie i bardzo często ich unika, zmieniając temat na przyjemny i wesoły. Jest nadopiekuńcza i nie potrafi mieć złego zdania o innych, stara się oceniać tylko ich dobrą stronę, reagując na wszelakie zaczepki z uśmiechem. Zawsze marzyła i do tej pory marzy o założeniu rodziny i nienawidzi samotności, dlatego obecność jej brata podnosi ją zawsze na duchu.
Kulka; Czekoladka {GK} ||
Z pokolenia na pokolenie - coraz głupsi. Na pysk kotki wstąpiło zmieszanie, gdy tylko kocur pokręcił głową. Nie wie? Być może to jej tata rozwijał jej ''słownik'', a w klanie rzeki najwidoczniej każdy miał gdzieś, że przyda im się też ważna wiedza o znaczeniu niektórych wyrazów, a nie ćwiczenie mięśni i jedzenie ryb. No i oczywiście pływanie, chociaż dla pieszczoszki pływanie nie powinno nawet znajdować się w zwyczajach leśnych kotów. Dla kotów jest przeznaczony ląd, a nie wodniste tereny. Podrapała się za uchem, delikatnie mlaskając, co miało być przygotowaniem do dłuższej wypowiedzi, bez żadnych przerw, aby to co powiedziała było jasne i przejrzyste dla mózgu wojownika. Musiała jednym słowem wszystko ubrać w słowa, aby chociażby malusieńki szczegół niósł ze sobą jasne znaczenie i nie musiał wymagać zbyt dużego myślenia. Praktycznie każdy lubi, jak ktoś tak mówi - bez jąkania, wyraźnie i mądrze. Przestała się drapać, pozwalając aby jej ciało przeszedł delikatny chłodzik.
- Hipokrytyzm... To jest taka cecha charakteru, która objawia się tym, że ktoś ciągle zwala na ciebie winę, sam nie potrafi dostrzec własnych słabości. Często kłamie i chce mieć najlepszą opinię, tak naprawdę kłamiąc na czyjś temat za plecami... Niezbyt szczera osoba, jeśli się z taką osobą spotkałeś i ją znasz, to dobrze ci radzę, abyś zerwał z nią kontakt - wyjaśniła, starając się mówić jak najlepiej i jak najwyraźniej, ukradkiem zerkając na rzecznego wojownika - Jak chcesz, mogę opowiedzieć ci pewną historię o takim pewnym hipokrycie, ale nie prawdziwą.
Mruknęła coś pod nosem, słysząc, że niby u nich ''tak nie ma''. Czy tylko klan Gromu był tak ''znienawidzony'' przez gwiezdnych?
Kolejna z własnych historyjek, jak miło. Chciała zadbać o to, aby kocur również wzbogacił się o parę słówek i ich znaczeń, będzie mógł później spróbować również wklepać trochę wiedzy do małych móżdżków kociaków, aby potem nie chodziły osłupiałe, z powodu usłyszenia jakiegoś dziwnego i nowego słowa. Ale raczej nie teraz, bo czas gnał jak szalony, a ona sama nie mogła sobie tak sterczeć i czekać na cud.
- Ale to kiedyś indziej. Nie mam tak trochę czasu, bo zostawiłam w moim schronieniu brata... - mruknęła, kierując się w stronę swojego schronienia. Zaszastała łapami o trawę i uśmiechnęła się na wychodnym
- Do zobaczenia, Czarny bzie - pożegnała się i ruszyła do swojego schronienia, masywnymi łapami depcząc trawę. Rozmowa była dość.. Krótka, no ale z pewnością jeszcze będzie miała okazje z nim pogadać.