Logo Artemidy
Zapłakany Kojec
#1
Za Siedliskiem Koni, bliżej strony osiedla niż strony ziem Klanu Cienia, do którego niegdyś kotka należała, mieści się otoczona czarnym, żeliwnym ogrodzeniem niewielka działka z niewielkim, murowanym szaro-zielonym domkiem i starą szopą z ciemnego drewna, która otwiera się na sporawy kojec z dwoma budami i niewielkim otworem, przez który dwunogi wsuwają do środka miski dla Chmurki, starego kota bez ogona - Żaby i starego, ślepego i bezzębnego psa - Ślepego - który od szczeniaka wychowywał się z Żabą, przez co nie jest agresywny w stosunku do kotów, nie mówiąc o tym, że jest na to zbyt stary.
Królicza jest na tyle mała, że byłaby w stanie wyjść na zewnątrz przez otwór na miski, z jej wiadomych tylko przyczyn nie robi tego jednak, zazwyczaj jedynie leżąc na dachu budy lub podłożu pod nią.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Gdzie dokładnie była? Co tu właściwie robiła? Mieszkający z nią kot tłumaczył jej to wielokrotnie, jednakże… nie wiedziała. Jak się tutaj znalazła? Ostatnim, co pamiętała z czasów „przed” byli… Dąb i Buk. Buk i Dąb. Porwali jej synów. Jej malutkich, malusieńkich, bezbronnych synów. Malutcy, praktycznie bez szans na przetrwanie, na dobre życie. Zostaną tylko wykorzystani, klan zadba o to, aby już nigdy nie dowiedzieli się, kim była ich prawdziwa matka. Będą wierzyć w Traszkę. W Traszkę, która pewnie nawet ich nie kocha. Jak spokojny Dąb niby poradzi sobie z walką tylko i wyłącznie po to, aby zdobyć kolejny łyk pożywienia? I… ile oni w ogóle mieli księżyców? Kiedy… kiedy to się stało, nie miały nawet jednego, a teraz… ile ona właściwie tu była? Jak się tu znalazła?
Nie wiedziała.
Pierwszym, co pamiętała, było to, jak zasnęła. Jej sen nigdy nie trwał długo – kilka minut przerywane koszmarami. Buk. Dąb. Dąb. Buk. Wielki, bury kocur, który przyszedł wydać rozkaz, przez który u m a r ł a. Inne dwa wielkie kocury – jeden rudy, drugi bury, które przyszły ten rozkaz wykonać. Porwać jej kocięta. Zapach krwi wokół, czerwona posoka pokrywająca wszystko wokół… czyja była? Jej? A może cudza?
Kiedy się obudziła, była już tu. Za siatką. Z kotem i psem. Na początku część jej uznała, że to dobrze, że znalazła się tu z czworonożnym potworem – innym, niż koty, które porwały jej kocięta. Mogła umrzeć ponownie… tym razem naprawdę. Fizycznie. Tyle tylko, że… pies nigdy tego nie zrobił.
Zdawało się, że kot umiał się z nim porozumiewać. Ona nie umiała. Nie chciała. Zawsze jedynie leżała przed brzegiem siatki, wpatrując się przed siebie. Nie wiedziała, ile dni minęło. Nie wiedziała, czy śpi, czy nie. Kiedy obudziła się pierwszy raz, miała nadzieję, że to sen, och, naprawdę ją miała… potem jednak pulsujące dotkliwie rany uświadomiły jej, że wcale tak nie jest. A jeszcze bardziej uświadomił jej to brak synów. Kiedy tylko się obudziła, zaczęła szukać ich gorączkowo wzrokiem, popiskując panicznie, próbowała ich znaleźć, przytulić do siebie, żeby tylko byli bezpieczni, żeby tylko byli…
Ale Buka i Dęba nie było.
Nigdzie.
Czy żyli?
Kiedy tylko dostrzegła, że ich nie ma… znowu zaczęła płakać. I nie przestała ani na chwilę. Nawet podczas snu łzy spływały jej ciurkiem po policzkach, a nieobecny wzrok wpatrywał się w siatkę przed nią, kiedy leżała nieruchomo na boku. Czasem łapy wysuwały się przed nią, pomiędzy ogrodzeniem, czasem jakiś ptak podszedł, dziobiąc ją w nie… ale nie reagowała. Nigdy. Zupełnie, jakby nie zauważała, że jakieś zwierzę uznało ją za martwą. Bo… ona była już martwa. Umarła. Nie żyła.
Płakała zawsze. Na jawie, we śnie, zawsze. Nie była już nawet świadoma tego, że płacze. „Jest jak chmurka, jak deszczowa chmurka, z której ciągle pada deszcz”, tak mówili do siebie dwunodzy, jednakże ona sama nie rozumiała ich mowy. I nie chciała. Chciała tylko, żeby… żeby ją zabili. Ale śmierć, prawdziwa śmierć… nie nadchodziła. Chmurka. Tym zlepkiem liter wołali do niej czasem, ale nie w ogóle na niego reagowała. Jedynym, co robiła, było leżenie i płacz – nawet wtedy, kiedy siłą wkładali jej do gardła wodę i… i jeszcze coś. Nie wiedziała, czym było. Wyglądało jak lisie bobki i na początku liczyła na to, że jeśli ją tym nakarmią, umrze, jednakże… śmierć nie nadchodziła. Nadal.
A najgorsza była świadomość, że dla jej synów zapewne dawno temu już nadeszła. I nawet wtedy żyli otoczeni przez potwory, zapewne głodni, zziębnięci i… niekochani.
A ona... nie mogła nic zrobić.
Nic.


/ Toń
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Po śmierci babci musiała go i ją znaleźć, lecz nie był to takie proste jakby się mogło wydawać.
Łań Rzepaku na pewno to nie była. Nie było tu nawet rzepaku, a dziwne zielone rzeczy i drewniane kawałki wbite w ziemię. Nie miała pewności czy jest tu bezpieczna.
Zaczęła w międzyczasie niuchać swoim ciemnym nosem w powietrzu, ale tego co wyczuła się nie spodziewała. Miejsce to miało wiele dziwnych zapachów, niektóre były przyjemne, a niektóre cuchnęły jak mech przemoczony nie wiadomo czym, a jednak jeden z nich był znajomy. Pachniało tutaj...Innym kotem? Co jeśli ten kot tu jest? Byłoby to szczęście w nieszczęściu. Chociaż nie wyglądało na to, żeby tu ktokolwiek był po za nią i tymi dziwnymi rzeczami.
A jednak miauknęła, chciała mieć pewność. -Halo?! Jest tu ktoś?! - W jej głosie nie było przerażenia, a raczej smutek.
Brązowa kotka przystała na chwilę, by wzrokiem pomarańczowych oczu przyjrzeć się nowym obiektom, których w klanie nie da się spotkać.
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Leżała, patrząc się prosto przed siebie. Na kraty. Na to, co było za nimi. Czy spodziewała się, że coś tam zobaczy? Nie wiadomo. Zapewne... zapewne nie, bo kto niby miałby tu przyjść? Wolałaby... wolałaby chyba, żeby nikt nie przyszedł. Żeby nikogo tu nie było. Żeby dwunogi nie wmuszały w nią wody i jedzenia każdego kolejnego dnia. To... to było niepotrzebne. I bolało. Przedłużało życie, podczas, gdy Buk i Dąb... pewnie już nie żyli. Na pewno... Zabili ich pewnie. Potwory. Potwory zabiły jej synów, dając je podstępnej potworzycy, która nie była ich w stanie wykarmić. Miała swoje kocięta, miała mnóstwo swoich kociąt, ale nie były tak dobre, tak wspaniałe, tak kochane, jak jej Dąb i Buk. Trzcinowa Sadzawka. Zazdrościła jej, zazdrościła, dlatego też... dlatego też postanowiła zabrać sobie cudze kocięta, dlatego, że były l e p s z e, nie patrząc nawet na to, że w ten sposób krzywdzi je wszystkie. Buk... może Buk przeżył? Dąb wydawał się mieć bardziej milszy charakter, radzić sobie mniej... zupełnie jak ona sama. Pozwoliła im ich zabrać. Pozwoliła. Powinna była umrzeć tam, obok nich, broniąc swoich potomków za wszelką cenę, nawet za cenę życia. Nic by to nie dało, to prawda, ale przynajmniej inni mogliby zrozumieć to, czego ona sama nie była w stanie. Że otaczają ich potwory. Nie, nie... oni sami też byli potworami. Patrzyli, jak skazują jej synów na śmierć. I nic z tym nie zrobili. Nic!
Halo? Jest tu ktoś?
Wszystkie mięśnie Króliczki stężały przerażone na dźwięk g ł o s u. Był... obcy! Obcy. Nie znała go, ale zapach... Błękitne oczy białej kotki rozwarły się szeroko w niemym przerażeniu. P... potwór! Zapach potwora...!
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Uszy kotki zastrzygły, przez chwilę wydawało się jej, że coś słyszy, lecz był to tylko szaro-żółty ptak przelatujący niedaleko. Brązowa nie poddała się jednak. Nie miała takiego zamiaru.
Jeśli tu ktoś był...Musiała zabrać go z tego okropnego miejsca! Nie dość, że było tu ciemno, śmierdziało, to jeszcze te dziwne zielone patyki w ziemi...
Nagle oczom kotki ukazał się nowszy widok. Coś się tam ruszało! Tylko co to mogło być? Musiała to sprawdzić...To było coś białego i...Puchatego?! Na pewno było z daleka ładne. Przypominało to trochę stertę pierza i innych puszystych rzeczy z kociarni.
Zmęczona, lecz nadal pełna nadziei, że spotka tu innego kota, szła przed siebie. Nie miała zamiaru zostawiać tak tego miejsca bez żadnego skutku, nie po to pół dnia próbowała się tu dostać i przegadać ojca,żeby się od niej odczepił.
Podchodząc do dziwnego obiektu zastukała w niego jedną z przednich łap. -...Halo?! Jest tu ktoś? Szukam pomocy i nie wiem... - Nawet jeśli była pewna siebie to...W jej głosie był smutek. Bała się tego miejsca. -Nie wiem gdzie jestem... - Opuściła zmęczony ogon na podłoże.
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Potwór. Potwór, potwór, potwór! Zapach stawał się coraz wyraźniejszy, a malutkie ciałko Króliczki drżało coraz bardziej z każdym uderzeniem serca. S t r a c h. Potwór. Potwór się zbliżał. Inny potwór, nie ten, który porwał jej kocięta, nie jeden z tych, które brały w tym udział, ani żaden z tej grupy potworów, nie, nie, nie, ale to był potwór, z całą pewnością to nadal był potwór, a ona nic nie mogła zrobić, tylko leżeć, leżeć na brzuchu nawet nie unosząc głowy. Płakała. Tak jak zawsze, jak każdego dnia, każdego uderzenia serca, tak, jak robiła to codziennie, dzień w dzień, nawet w nocy, bezwiednie, nie mogąc przestać, nie mogąc się ruszyć, jedynie leżąc... jedynie płacząc.
Cień.
Cień potwora zmaterializował się na jej łapkach, a przed nim... nie, nie. Bała się podnieść głowę żeby stwierdzić, co znajdzie nad sobą. Potwór. Znaleźli ją. Przyszli po nią. Najpierw zabili jej synów, porwali ich i zabili, porwali Dęba i Buka, a teraz... teraz przyszli dokończyć swoje dzieło mordując kota, którego puścili żywo, uznając, że pewnie dadzą mu nadzieję, dadzą mu ją a potem... a potem zabiją.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Stukała łapą dopóki swymi pomarańczowymi ślepiami nie ujrzała zapłakanej kotki.
Odskoczyła natychmiastowo gdy w końcu zrozumiała, że biała puchata rzecz to tak naprawdę kotka... I ona płakała? Na to wyglądało. Lwia nie wiedziała co za bardzo może zrobić. Otworzyła szerzej oczy i przymknęła ciaśniej swoją szczękę. CO ONA MA ZROBIĆ? CO ONA MOŻE ZROBIĆ? CZEMU TO SIĘ DZIAŁO?
Jedyne co wpadło jej do głowy to...Dać jej coś miękkiego. Miała dzisiaj jakieś szczęście, gdyż kilka skoków dalej leżały ptasie pióra, najprawdopodobniej tamten szary zgubił jedno.
Lwia szybkim susem pozbierała co się dało. Najpierw wskoczyła w stertę liści, która mogła zamaskować zapach śmierdzących ryb, przez które kotka mogła się rozpłakać...Niektóre koty po prostu nie rozumieją tego zapachu, a jak nie jest się przyzwyczajonym to tak się to kończy. Płaczem.
Lwia wzięła kilka ładniejszych liści, piórek i patyków z podnóża pobliskiego drzewa i zaniosła je białej kotce, po czym położyła je przed nią i z spokojno-smutnym tonem w głosie miauknęła. -Hej...Wiem, że śmierdzę, ale ten płacz to przesada... - Podsunęła Liście i patyki bliżej białej. -Lubisz patyki? Ja lubię. Ale jeśli nie to mogę ci coś innego przynieść. - Machnęła spokojnie ogonem na prawo.
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Poszła sobie. Poszła... odetchnęła z ulgą, a łzy, które płynęły z jej oczu przez chwilę zaczęły płynąć bardziej rzewnie... choć nie trwało to długo. Kilka uderzeń serca i kotka przestała się trząść, nadal z głową ułożoną na łapach. Malusieńka plamka w ogromie całego kojca i psa i kota, których akurat nie było, którzy akurat byli w szopie i zostawili ją tu samą. Zostawili. Owszem, wrócą następnego dnia, teraz spali, wiedziała to, ale...
Wszyscy ją zostawiali. Jej rodzina, jej klan, jej... wszyscy. Wszystko, co miało dla niej jakiekolwiek znaczenie. Nawet ten potwór... ten potwór ją zostawił, chociaż przecież mógł ją zabić. Mógł to skończyć raz na zawsze. Całe życie otaczały ją potwory. I to one powinny je zakończyć. Wtedy, tam, w liściastym gąszczu, w kociarni, w której zabrano jej wszystko, co kiedykolwiek się dla niej liczyło.
Umarła. Wtedy umarła, a jednak nadal żyła, ciągnąc tę marną egzystencję w nieskończoność. Leżała. Płakała. A śmierć, prawdziwa śmierć... nie nadchodziła. Jakby Gwiezdni chcieli ukarać ją za to, jaka była. Za to, że wierzyła w istnienie potworów, za to, że wierzyła w to wszystko, za to, że...
Pewnie już nigdy nie zobaczy Chmielograba. Gdzie był? Jak sobie radził? Może... może jego też dopadła śmierć, p r a w d z i w a śmierć? Może i on umarł, tak samo, jak pewnie nie żyli Dąb i Buk, podczas, gdy ona sama musiała żyć, dręczona tym wszystkim, dręczona koszmarem zwanym życiem? Tak bardzo chciała go zobaczyć, tak bardzo chciała wtulić głowę w jego sierść, pozwolić, by przytulił ją ponownie...
- P-porwali n-naszego syna - mówiła, płacząc. Była bezpieczna, prawda? Chmielograb... jej Chmielograb z pewnością jej pomoże, z pewnością odszukają razem synów, stworzą razem wielką, cudowną, kochającą się rodzinę tak, jak zawsze chciała, tak, jak zawsze pragnęła. W końcu... powiedział jej. Powiedział jej, że ją kocha. Nieprzytomne spojrzenie kotki wpatrzone było w przestrzeń przed nią, zupełnie nieświadome. Mogłaby nawet... mogłaby mieć kolejne kocięta. Dla niego. Z nim. Ona, Buk i Dąb... i Chmielograb... ale oni wszyscy pewnie już nawet nie żyli. Jej partner przecież z pewnością by ją odszukał... - Porwali... z-zabrali D-dęba... i B-buka...
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Położyła się zgrabnie przed białą kotką.
Nie wiedziała czemu nie odpowiedziała jej na pytanie w temacie patyków. Wielkie dzięki, ja ci tu patyki przynoszę, a ty co...NO PATYKI KOCICO! PATYKI I PIÓRA!Ale chociaż przestała tak intensywnie płakać. To było już coś, co sprawiało, że Lwia ucieszyła się z własnej umiejętności opieki nad innymi kotami. Może uda jej się namówić Księżycową Łapę, by pozwoliła jej pomagać chorym? Nagle coś wyrwało ją z swoich myśli.
Nie coś, a ktoś. Lwia ułożyła swój brązowy łeb na przednich łapach i słuchała. Głos kotki był...Nie tylko smutny, a także zmęczony i co chwila był przerywany płaczem, co sprawiało, że Lwiej trudno było cokolwiek zrozumieć. Zastrzygła uszami na słowa które w pewien sposób zrozumiała. Ta kotka miała kocięta?! Przecież ona wygląda, jakby mogła by być dopiero terminatorem! Bądź przynajmniej sprawia takie wrażenie.
Podniosła się natychmiastowo na cztery łapy, gdy usłyszała jej kolejne słowa. Zabrano jej kocięta? Ale..Tak nie można! Podobno zabierano kotkom kocięta tylko wtedy, gdy były chore ale kotka tutaj? Była dobra i...Nie była chora! A ciągły płacz można jakoś wyleczyć? Łososiowa Łuska pewnie coś by na ten temat wiedział...Lecz Lwia wiedziała co musi zrobić. -Wstań. - Miauknęła poważnym tonem. Nawet jeśli nie miała pewności, czy to...Ich kocięta? JEJ SYNOWIE? Ona tą kotkę pierwszy raz na oczy widzi! O..O czym ta biała kotka nawet mówiła? Ale...Lepiej jej pomóc, tak będzie najlepiej. -Wstań. Pomogę ci ich poszukać, wiesz kto ich porwał? - Machnęła zachęcająco ogonem. -Albo jak wyglądają...Nasi synowie?
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Chmielograb z pewnośią... z pewnością wiedziałby co zrobić. Jak temu wszystkiemu zaradzić, jak pomóc Dębowi i Bukowi, co zrobić, żeby nas nie rozdzielono, jednakże... jeśli i jego zabili, to nic nie mógł zrobić. I ona również... ona również nie mogła nic na to wszystko poradzić. Mogła tylko leżeć i umierać każdego dnia, wpatrując się we wmuszających w nią jedzenie dwunogów...
Oczy białej gwałtownie rozszerzyły się, a spojrzenie stało się bardziej przytomne. Był tu! Wrócił! Pełen i c h zapachu, był tu, był tu cały czas, tak blisko... pewnie zaraz zaatakuje! Leżał tak, podstępnie, mówił słodkim głosem, ale dobrze wiedziała przecież, jak zachowywały się inne potwory, te, pośród których się wychowała. One tylko wydawały się być miłe, wydawały się być przyjazne, ale wszystko to było po to, żeby wciągnąć się w spiralę swoich podstępnych działań, w spiralę zagłady. Widziała to już nie raz, widziała matki, które rodziły kocięta tylko i wyłącznie po to, aby te umarły, pamiętała Cis, którą zabiły szczury, pamiętała Nietoperka, który był kimś bardzo dla niej ważny, którego zabiły szczury, pamiętała Mroźną Łapę rozszarpaną przez jenota... wszyscy próbowali udowodnić swoją wartość polując albo walcząc, wszystko tylko i wyłącznie po to, aby zostać wojownikiem albo się na tym miejscu utrzymać... i tak to działało. Cały czas. A Gwieździsty Potwór stał na czele tej spirali, jedynie ją podsycając. Kręcąc błędnym kołem śmierci, które toczyło się w kółko i w kółko, i jeszcze raz w kółko...
-...p... potwór! - odezwała się po raz pierwszy przytomniej, a przerażone oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, niż wcześnie, przednie łapy drgnęły gwałtownie, jakby biała chciała się obronić, ale nie mogła się ruszyć. Jeden z nich. Tak blisko. Ponownie chcą ją w to wkręcić. Wkręcić ją w spiralę śmierci i zagłady albo... albo zabić.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Stała i patrzyła na kotkę z...Smutkiem i zdziwieniem. Przed chwilą miały iść szukać ich kociąt, a ta nagle zaczęła...Się jej bać? Odsunęła się od kotki, by dać jej trochę przestrzeni.
Co? Jaki potwór? przecież tu nie było nic takiego na czym te dziwne rzecz dwunogów mogłyby jeździć. O czym ona mówiła? Pokręciła kilka razy głową, by upewnić się, czy kotka nie ma racji...I nie miała. Nic tu nie było! Pomarańczowymi oczami pełnymi trosko spojrzała się jeszcze raz na białą. Co oni musieli ci zrobić, że...Tak się boisz? A najważniejsze...KTO CI TO ZROBIŁ? Spokojnie i powoli podeszła do kotki uchylając swą głowę, przy czym spojrzała kotce w jej błękitne ślepia pełne strachu. -Mogę ci pomóc... - Miauknęła cicho. Nie wiedziała już co innego może powiedzieć ani zrobić dla niej. -Nie. Ty możesz sobie pomóc, nie tylko sobie, a także naszym synom... -Jak jej kocięta miały na imię?...Ach no tak, Buk i Dąb. -Dąb i Buk. Zabrali ci ich, co nie? Ale...Możemy im pomóc. Możesz ich odzyskać, a oni mogą odzyskać ciebie... - Przysunęła się do białej kotki. -Musimy ich znaleźć! Ale...Najpierw musisz mi powiedzieć, kto ich zabrał...Albo gdzie ich widziałaś? - Nie miała zamiaru odpuszczać, nawet jeśli ta sytuacja była dziwna, a jakby ciotka Lwiej dowiedziałaby się, że ma kocięta? Na pewno nie byłoby fajnie, lecz...Tej białej musi pomóc, tak ich kociętom.
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Odetchnęła, widząc, że tamta odsuwa się nieco, nadal drżała jednak, wpatrując się w tamtą zapłakanymi oczami. Przyszli po nią. Przyszli, a teraz... teraz się z nią jeszcze drażnią. Przed śmiercią. Zapewne tak samo, jak pewnie drażnili się z moimi synami, z przemiłym, łagodnym Dębem, który był trochę taki, jak ja... i z silnym Bukiem, który przypominał ojca nawet własnym wyglądem. Buk... Dąb...
Praktycznie nie słyszała wszystkich tych słów, które mówiła obca kotka. Nie widziała nawet tego, że jej pysk się rusza, bo głowę miała cały czas na łapach. Nie ruszyła się ani o mysią długość, nawet jeden z jej wąsów nie drgnął... do momentu, w którym tamta nie przysunęła się bliżej.
Całym ciałem Króliczego Pląsu wstrząsnął gwałtowny dreszcz, a z wyciągniętych przed siebie łap wysunęły się pazury, choć jednocześnie zdawało się, że i tak się nie poruszyła, nie przestała również płakać. Chmurka. Nazwali ją Chmurka, bo ciągle lała się z niej woda...
- P-potwór - zachrypnięte od pozbawionych słów dni gardło byłej matki Klanu Cienia odmawiało posłuszeństwa. Kiedyś... kiedyś mówiła dużo, bardzo dużo, przelewała w to swoją radość i wszystkie te pozytywne emocje, które ją wypełniały, teraz zaś... - Potwory... porwały moich... synów... Porwały... Buka... i... Dęba...
Teraz zaś tych emocji nie było. Była tylko rozpacz. I strach. I wystające przez dziurę kojca, przez którą dwunogi zazwyczaj wysuwały miski łapy.
Teraz zaś tych emocji nie było.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Natychmiastowo odsunęła się, gdy ujrzała, że biała kotka wystawiła pazury.
Nie mogła nic poradzić, a biała ponownie zaczęła płakać jeszcze gorzej niż wcześniej. Było lepiej, gdy się odsuwała, więc...Lepiej utrzymać dystans. Nie miała zamiaru się jednak poddać z wypytywaniem białej kotki. -Jak...Jak masz na imię? Czy...Potwory to...Koty? Koty z klanu? - Może to przed tym ostrzegał ją kiedyś i klan rzeki Świetlikowa Gwiazda?! Może Klan Gromu porywał kocięta kotkom i porzucał je w takich miejscach, a ta kotka jest tego przykładem? Przywódca mówił, że zagrożenie ze strony Klanu Gromu minęło, lecz...Czy na pewno? -Klan...Tam są Dąb i Buk? Z klanowymi kotami? - Odsunęła się od białej jeszcze bardziej. Jeśli Grom robił takie rzeczy to...Czemu? JAKIM PRAWEM? Musi porozmawiać o tym z Świetlikową Gwiazdą, czemu...Czemu on pozwalał na takie traktowanie kotek? Nie wiedziała jak na razie...I może nie powinna?
Stojąc nie daleko białej kontynuowała smutnym tonem. -Buk i Dąb, Ty...Chcesz ich zobaczyć, co nie? - No chyba tak...Tylko o nich gada przez ten cały czas. -Ja...Ich znajdę, obiecuję. - Odwróciła swoją głowę, lecz nie opuściła kotki, nie miała takiego zamiaru. -Tylko schowasz te pazury? hehe...Trochę długie je masz...huh - Ciekawe było, że pieszczochowi dwunogów pozwolono takie mieć.
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Była przytomna. Przez chwilę... krótką chwilę. Lwia mogła to wykorzystać, albo zmarnować szansę, która może się już nigdy nie powtórzyć. Naprawdę nigdy. Kto wie, kiedy ponownie straci kontakt z rzeczywistością myśląc o rzeczach, które już minęły, o kotach, które najprawdopodobniej już nie żyły...?
Nie odezwała się ani słowem, nie ruszając się praktycznie, ale... można było powiedzieć, że było w niej coś, co to wszystko potwierdzało. Ta nagła cisza, lekkie drgnięcie podbródka, napięcie mięśni szyi nie do końca skryte przez białe futerko, wszystko to nie było trudne do dostrzeżenia. Nawet płacz kotki na chwilę stał się mniej intensywny choć zaledwie uderzenie serca później łzy zaczęły płynąć z jeszcze większą intensywnością. Porwali jej synów. Porwali Dęba i Buka. Wciągnęli ich w spiralę, w spiralę zagłady. Pewnie już nie żyli. A nawet, jeśli żyli... to nigdy, nigdy, przenigdy ich nie wypuszczą...
- Porwali... Dęba... i Buka... - wyszeptała cichutko, chowając pazury... i chyba ponownie zaczęła odpływać umysłem gdzieś daleko, daleko w świat niedostępny Lwiej Łapie.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Nic to nie dało. Biała kotka ponownie zaczeła mówić, że porwano jej kocięta i Lwia nie miała pojęcia, czy mówi już prawdę, czy kłamie. Co ona miała w tej sytuacji zrobić? Najchętniej położyłaby się u boku śnieżnej kotki i próbowała ją pocieszyć, lecz ta nie za bardzo znosiła jej obecność. Schowała pazury, lecz płacz nie ustał, co coraz bardziej dołowało Lwią, a w myślach pojawiało się coraz więcej pytań, lecz jednym, najbardziej szczegółowym w tej sytuacji zapytaniem, na które to nie dostała odpowiedzi było proste "Kto ci to zrobił?".
Nie wiedząc już co zrobić, brązowa podsuneła cicho puchate pióra i odunęła się jeszcze bardziej. Wyszeptała do niej z najbardziej spokojnym tonem jaki mogła z siebie wydobyć. -Lepiej będzie... Jak zaśniesz. - Często to robiły koty w lecznicy, spały, by ukojić sobie ból, a przynajmniej to mówił Trawiastooki.
Powoli kierowała się w kierunku z którego tu przyszła. Patrzyła się jeszcze chwilę na białą, czy ta nie zrobi sobie czegoś. Gdy upewniła się, że kotka jest bezpieczna, ruszyła z powrotem do klanu.
Lecz miała jeden cel... Albo dwa. Wypytać Świetlikową Gwiazdę i Odnaleść Buka i Dęba.


//ZT ? UvU
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości