Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Zawstydzenie i zakłopotanie kocura najwyraźniej nie mijało. Z tego względu nawet Brzoza zaczynała czuć się nieco nieswojo. Zazwyczaj koty reagowały na nią obojętnością, chłodem, a nie w ten sposób.
- Może i tak. - miauknęła cicho. - Ale nie ma to teraz większego znaczenia. Jeśli chcesz możemy zapakować razem, wtedy więcej uda nam się znaleźć dla Klanu, a akurat mam dziś dobry humor, więc nie będę gryźć.
Z tym humorem to akurat prawda. Gdyby była nie w nastroju pewnie zareagowalaby w bardzo dziwny, kontrowersyjny i typowy dla cętkowanej sposób. Zauważyła, że kot ukrywa jedną ze stron pyska. Stronę z wywieszonym językiem. Jednak dla Brzozowej nie miało to większego znaczenia. Nigdy nie zwraca uwagi na takie rzeczy, więc Czarny Bez nie miał się czym martwić.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
No już Czarny, wdech wydech, wdech i wydech. Pozbądź się choć raz tego pesymistycznego myślenia i zaprzestać obrażania swojej osoby w myślach. Jakbyś był taki beznadziejny Winko NIGDY nie wyznałaby ci miłości. Nikt by NIGDY tego nie zrobił. Udało mu się odrobinę rozluźnić napięte mięśnie. - Możemy z-z-z-zapolować - rzekł i nawet udało mu się podnieść prawy kącik ust. No już, więcej optymizmu. Wciąż jednak nie ukazał bardziej swojego lewego boku. Czuł się o wiele bardziej komfortowo gdy nie skazywał koty na patrzenie w to „gorsze” oblicze. Jak nic więcej nie mieli sobie do powiedzenia, skinął głową Brzozowej Łapie, po czym odszedł kawałek i przybrał pozycję łowiecką. Zgiął łapy, pilnując by brzuchem nie dotykać ziemi, stawiał łapy ostrożnie, pamiętając by nie nadepnąć na drobne przeszkody i wyostrzając zmysły ruszył przed siebie.
//po twoim poście możesz zgłosić po Mg ;D
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Uh, nareszcie. Czarny Bez wyglądał już na mniej zakłopotanego. Kiedy kocur skinął głową, Brzozowa odwzajemniła gest i sama również oddaliła się o kilka długości lisiego ogona, aby w spokoju zapolować. Ostatnio znów trochę gorzej się czuła, więc polowanie dobrze jej zrobi. To będzie taka mała odskocznia. Przygrała pozycję lowiecką - łapy zgięte, ciężar na tylnych i ogon z linią grzbietu. Przy tym pilnowała, żeby czasem brzuchem nie dotykać ziemi czy nie wdepnąć na jakiegoś "śmiecia" pod łapami. Bacznie węszyła i rozglądała się, nie chciała przeoczyć żadnego dźwięku ani mignięcia między krzewami.
Mimo swojej wielkiej ostrożności, mimo to iż starał się ze wszystkich sił i był doświadczonym wojownikiem, to kocur nie znalazł tego co chciał. Idąc przed siebie, niestety nie natrafił na żaden zapach zwierzyny. Dokoła było pusto, jak makiem zasiał. W oddali jedynie można było usłyszeć jakiś szelest drzew, krzewów i gwiezdni wiedzą co jeszcze, ale na pewno nie byli to przeciwnicy bądź zwierzyna na której Czarnemu tak zależało. Cóż, możliwe iż zwykły pech, albo ktoś już tu wcześniej był na polowaniu.
W podobnej sytuacji znalazła się kotka, która mimo swojej ostrożności nie natrafiła na zwierzynę. W powietrzu nie mogła wyczuć żadnego zapachu, zaś dokoła było pusto, zupełnie jakby wszystko pochowało się przed nią i Czarnym Bzem. Jedyne co jej również towarzyszyło to jakieś szumy z oddali, prawdopodobnie drzew bądź krzewów. Zwykły pech, albo brak doświadczenia, kto to wie.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Nie ma co się zniechęcać. Wystarczy tylko, że poszuka nieco dalej. W Porę Nagich Drzew na ogół zwierzyny jest mniej. Dlatego nie zamierzając rezygnować – przynajmniej na razie – odszedł jeszcze dalej. Obowiązkiem wojownika jest codzienne polowanie, więc jako pełnoprawny członek klanu musiał polować. Nawet jak zwierzyny było tak mało. Nie zmieniając pozycji szedł przed siebie, czujnie obserwując teren.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Ugh, jak na razie nie zapowiadało się na udane polowanie, ale srebrna nie zamierzała rezygnować tak szybko. Nie zmieniając pozycji prześlizgnęła się jeszcze dalej między krzewami pilnując, żeby czasem nie zahaczyć o jedną z rozłożystych gałęzi. Całkiem skupiła się na wszystkim w okoł, żeby nie pominąć ani jednego dźwięku czy widoku, który mógłby należeć do zwierzyny. Może dalej coś znajdzie, a może nie. Przynajmniej na razie nie będzie się zniechęcać.
Jak widać wojownika prześladował póki co jakiś pech. Znów w powietrzu nie mógł wyczuć żadnego świeżego zapachu, a w okolicy było jak makiem zasiał. Pustka. Żadnego zwierzęcia, żadnego przeciwnika, czyżby pochowali się przez porę nagich drzew, a może ktoś tu już był? Któż to wie. W między czasie nadal można było usłyszeć lekki szelest krzewów i drzew, prawdopodobnie poruszanych przez wiatr.
Terminatorka mimo iż mniej doświadczona to jak widać szczęście bardziej jej dopisywało. Po niedługiej chwili w powietrzu w końcu uniósł się zapach jakiejś zwierzyny. Gdyby kotka podążyła za nim, to po paru uderzeniach serca udałoby jej się dostrzec brązowoszare stworzenie kryjące się kilka lisich długość od niej zza krzakami. Zwierzyna ta była średniej wielkości i posiada nie tak krótkie, zaokrąglone uszy. Łatwo było go pomylić z zającem szarakiem, który do złudzenia przypominał tego oto królika. Oczywiście tylko z daleka, bo tak to z bliska łatwo dostrzec różnice. W gruncie rzeczy - królik nie przejmując się otoczeniem kicał sobie po tym małym terenie.
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Po niedługiej chwili skradania się w powietrzu uniósł się zapach zwierzyny. Kotka idąc pod wiatr podążała za nim przy tym całkiem skupiając swoją uwagę na zapachu i na pozycji, która pozostała niezmienna. Nie chciała żeby pod jej duże łapy coś wpadło, więc kroki kotki były raczej uważne i delikatne. Minęła krótka chwila, Brzozowa Łapa zdołała dostrzec szaro-brązowe zwierzątko kryjące się za jednym z krzaków. Z daleka może i do złudzenia przypominało zająca szaraka, ale znajdującą się bliżej kotka łatwo stwierdziła, że to dziki królik. Mięso tego zwierzęcia jest niezwykle kruche i smaczne, jeśli uda się jej je złapać będzie miała wyśmienity posiłek na dzisiejszy dzień. Nikt nie będzie mógł jej zarzucić lenistwa, bo przecież sama je złapie. Szykowała się do skoku, musi się pospieszyć, bo lada moment królik może zorientować się, że nie jest tutaj sam. Po istnym ułamku sekundy skoczyła na zwierzątko z wysuniętymi, ostrymi jak ciernie pazurami z zamiarem złamania mu karku Już uszami wyobraźni słyszała charakterystyczny dźwięk łamania karku, już prawie że czuła smak królika.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Nie chciał się poddać. Nawet nie mógł. Obowiązkiem wojownika jest codzienne polowanie, więc tak czy inaczej musiał zapolować. Nawet jak na nic się nie natknął, a zwierzyna najzwyczajniej w świecie gdzieś się pochowała. Chować się przed nim? Cóż za... absurd.
Nie zmieniając swojej pozy, wciąż szedł przed siebie. Węsząc i obserwując teren. Oby Brzozowej Łapie szło lepiej niż jemu.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
A Czarnego jak prześladował pech tak nadal to robi. Wciąż na terenie wokoło Wojownika panowała kompletna cisza, żadnych zapachów, żadnych śladów, nic. Szum nie zmieniał się, lecz nie oznaczał on zwierzyny, a tylko jakieś drzewa kołyszące się na wietrze. Cóż, jak zwierzyny nie było, tak nie ma. Może to wina pory, może po prostu pech, tylko Gwiezdni wiedzą.
Cóż, Brzoza ewidentnie o czymś zapomniała. Królik szybko zorientował się iż nie jest sam, dlatego gdy tylko usłyszał teoretycznie skradającą się kotę, to szybko rzucił się do ucieczki. Terminatorka przez to uderzyła tylko łapami o ziemię, zaś zwierzę było już kawałek przed nią i dalej pędziło z całych swoich sił. Na całe szczęście jeszcze nie zniknęło z jej pola widzenia, więc miała jakąś szansę na pogoń, oczywiście o ile będzie chciała.
Dawniej jej wielkość można było porównać do wysokości jakiegoś zająca, ale z wiekiem zdołała osiągnąć chociaż tę średnią wielkość przeciętnego kota. Po swojej ucieczce z Klanu Rzeki sporo schudła, choć nadal jest dość krągła(choć w większej części to wina genów i budowy). Posiada srebrną sierść poprzecinaną czarnym cętkowaniem. Na pysku, klatce piersiowej i brzuchu można dostrzec białe znaczenia, które nie wiedzieć czemu zawsze są brudne i mają lekko żółtawy kolor. Ślepia mienią się w zielonych, oliwkowych odcieniach w jaśniejszych miejscach przechodzącą w żółć. Pysk jest wyjątkowo okrągły i pucołowaty, ogon średniej długości, a łapy stosunkowo krótkie. Szczyci się długimi, wprost ptasimi pazurami, które częściowo ułatwiają jej jakość ciosów.
Niewiele zmieniło się po jej ucieczce z Klanu Rzeki. Nadal jest oschła, zimna i szorstka, a także nadal ma skłonności do agresji i bicia nieważnych kłaków, którzy myślą, że będą sobie spokojnie chodzić po jej terytorium i łapać jej zwierzynę. Jednak zmieniło się jej samopoczucie względem innych kotów. Chodzi głównie o jej wcześniejszy lęk przed innymi. Teraz zdążyła przyzwyczaić się do obecności większej liczby współplemieńców, z którymi musi rywalizować o każdy kawałek jedzenia czy terytorium, które wiecznie należy patrolować, bo wszyscy czuwają tylko na jej nieuwagę. Nie jest już tak roztrzepana jak kiedyś i łatwiej przychodzi jej skupienie. O Gwiezdnyn Klanie zapomniała zupełnie, podobnie o Kodeksie Wojownika. Jak przewidywała, nie przydał jej się w późniejszym życiu. To oczywiście nie oznacza, że jest niemoralną kupą futra, o nie. Szanuje kocie zasady, jednak nie całkiem te Klanowe. Za Klanem Rzeki nie tęskni, nie hamuje się również, kiedy niechciany gość wejdzie na jej rewir, bez wahania przegryzie mu kark, jeśli będzie mieć okazję. Ha, srebrnej również zmieniło się lekko poczucie humoru, teraz potrafi używać żartów, choć niekoniecznie w dobrych sytuacjach. Dawniej tępy wyraz pyska przypomina teraz krzywy, głupi uśmiech, który tak często prezentuje swoim gościom
Grzmiąca Łapa[KG], Czermieniowa Łapa[KW], Tomasz [P]
Królik na nieszczęście Brzozowej Łapy szybko zorientował się ojej obecności i najzwyczajniej w świecie wziął nogi za pas. Cętkowana teoretycznie nie miała szans go dogonić - była raczej powolna, ale spróbować zawsze można! Skacząc uderzyła grubą łapą o ziemię rozbryzgując biały śnieg na boki. O nie, tak łatwo nie puści królika wolno. Biegła za nim najszybciej jak tylko mogła mocno odpychając się od ziemi przy każdym ruchu łapami. Spróbuje dobiec dostatecznie blisko, żeby kolejny raz skoczyć i tym razem złapać za tylne łapy burego zwierzęcia i przyciągnąć go blisko do siebie, aby następnie dobić zatapiając owalne, ale silne kły w karku zdobyczy. Sam fakt, że na początku jej się nie udało nieco ją zdenerwował. No cóż, jest jeszcze typowym początkującym w sprawie polowania. Już chciała usłyszeć charakterystyczny chrupot łamanych kości, już chciała poczuć ciepłą krew uszatego.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Cóż za pechowy dzień.... przynajmniej dla niego. Czyżby Gwiezdni chcieli mu przekazać, iż nie powinien dzisiaj polować? Ale przecież... tak nakazuje kodeks wojownika. Polować. By wykarmić klan i zadbać o najmłodszych, jak i najstarszych.... Choć jego brak szczęścia prędzej wziął się z tego, iż... właściwie to nigdy nie był posiadaczem większych zbiorowisk owej esencji, a w tym momencie właśnie wychodzi to na jaw.
Jednak nie miał zamiaru się poddać, wciąż utrzymując pozycję, kroczył uparcie przed siebie. Węsząc i rozglądając się na boki, a uszy ukierunkowywał w stronę, z której usłyszał jakikolwiek dźwięk.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Jeśli kiedyś zobaczysz srebrną kotkę o smukłej sylwetce i długich łapach z czarnymi cętkami na sierści, to właśnie Czaple Skrzydło. Jej wzrost jest nieco większy od przeciętnego, ale nie można też jej nazwać najwyższym kotem w Klanie Rzeki. Krótkie, gęste futro jest zazwyczaj starannie wyczyszczone, a końcówkę ogona zdobi biała plama. Wskutek treningu mięśnie zarysowały się u niej wyraźniej niż wcześniej. Nieodłącznym elementem jej postaci jest też uśmiech. Na świat spogląda parą bystrych oczu, które można określić jako złociste lub bursztynowe. Jej nos przybrał ceglastą barwę, za to poduszki łap są ciemne.
Zdarza jej się działać impulsywnie, ale zazwyczaj kilka razy przemyśli swoje działanie. Albo kilkadziesiąt. Dużo myśli, analizuje i zastanawia się nad wszystkimi możliwymi i niemożliwymi scenariuszami. Jednakże niejednokrotnie racjonalne myślenie niewiele zmieniło i dała się ponieść emocjom. Jest raczej ostrożna. Pomimo upływu czasu pozostała ciekawa świata i lubi odkrywać nowe miejsca, a także wracać do starych, z którymi wiążą się wspomnienia. Łatwo jest ją zdenerwować czy urazić, ale równie łatwo wywołać uśmiech na jej mordce. Raczej optymistycznie nastawiona do wszystkiego. Spoważniała nieco i już nie jest energicznym, rozbrykanym kociakiem, a spokojną wojowniczką. Stara się wszystkim pomóc i być użyteczną dla klanu. Zniknęła niepewność, czy poradzi sobie jako wojowniczka. Stąpa po ziemi bardziej twardo niż za kocięcych czasów, lecz wciąż może się pochwalić bujną wyobraźnią i kreatywnością. Dzięki wybujałej imaginacji wymyśla nieistniejące problemy i martwi się na zapas w zaciszu swojego legowiska, ale stara się tak jak wcześniej uśmiechać się do wszystkich i tryskać optymizmem. Uwielbia czasem wyjść samotnie z obozu i słuchać śpiewu ptaków czy patrzeć na rzekę - słowem, mieć kontakt z naturą.
Zdradliwa pora nagich drzew dała się we znaki naszej dzielnej wojowniczce, która przez kilka księżyców leżała w Królikarni i smarkała w mech. Kiedy wreszcie odzyskała pełnię sił, mogła wybrać się na polowanie.
Ziemia była zamarzniętą, a gdzieniegdzie leżały resztki sniegu. Dwie kotki szły w kierunku Ptasich Krzewów.
Płonący Świt swoim gadaniem zagłuszała świergot ptaków, ale za to opowiadała właśnie śmieszną historię, której Czapla słuchała z przyjemnością. Chyba nawet już się przyzwyczaiła do piskliwego głosu ryżej wojowniczki, którego ton nie był przecież jej winą.
Nastrój psuł tylko zapach, jaki doleciał do kotek i zdecydowanie nie powinien się tu znaleźć. Znana córce Kolczastej Mordki, złowroga woń psa. Przed oczami nagle stanęła jej Biedronka, przyjaciółka rozszarpywana przez straszliwą bestię. Czapla nie mogła jej uratować. Czyżby ten ogromny pies wrócił po nią? Nie, to głupie! Otrząsnęła się i wróciła do rzeczywistości. Pomiędzy krzakami błysnęło płowe cielsko. Sierść na karku kotki uniosła się ostrzegawczo. Najwyższa pora wziąć nogi za pas.
Zerwała się do ucieczki. Pies był od niej większy i szybszy, na dodatek już ją zobaczył i obrał za cel. Poczuła kły drapieżnika zaciskające się na jej ogonie. Krzyknęła, podobnie jak jej towarzyszka. Biało-ruda zdecydowała się pobiec po pomoc. Mknęła ile sił w długich łapach, lecz gdy przybyła odsiecz, było już za późno.
Srebrna Rzeczniaczka drapała i gryzła, próbując się uwolnić z uścisku szczęk większego i silniejszego przeciwnika. Pies ugryzł ją w grzbiet, w brzuch... Traciła krew i czuła, jak staje się coraz słabsza. Nie mogła teraz odejść! Miała w rodzinę, przyjaciół, terminatorkę do wytrenowania... Musiała wytrzymać, dopóki Świt nie wróci z pomocą. Jak poczuje się Kolczasta Mordka, gdy w klanie zostanie tylko jedno dziecko z jej poprzedniego, tak licznego miotu? Czaple Skrzydło syknęła i uskoczyła przed kolejnym ciosem, chwiejąc się na łapach. Widziała się dzisiaj z Dreszczem wychodząc z obozu i do głowy by jej nie przyszło, że już do niego nie wróci. A przecież każde polowanie niesie ze sobą ryzyko. Przyszła pora i na nią, tym razem to ona jest zwierzyną. Zęby psa rozerwały jej skórę na szyi. To koniec.
W jednej chwili zrobiło się ciemno i mordka kotki zetknęła się z zamarzniętym gruntem. Boki wojowniczki unosiły się coraz słabiej, aż znieruchomiały. Odgłosy walki ucichły. Chłodny wiatr mierzwił cętkowaną, splamioną posoką sierść.
A pies? Trącił nosem zesztywniałe i ciało. Usłyszał wołanie zaniepokojonego dwunoga, więc pobiegł do swojego właściciela, zostawiając upolowaną właśnie zdobycz.
This ishome Now I'm finallywhere I belong, where I belong Yeah, this is home NowI've found it, maybe, this ishome Yeah, this ishome
Biedronka to urokliwa młoda kotka, której drobne i smukłe ciałko skryte jest pod miękkim, półdługim futerkiem, posiada długi puchaty ogon. Jej drobne ciało, niekiedy można stwierdzić że wręcz wychudzone zdobi futerko o kolorystyce jakby z jej matki, Śliwkowej Gałązki, zetrzeć prawie cały kolor czekoladowy zostawiając go tylko na uszach i lewym udzie, a resztę zastąpić śnieżną bielą. Prawdziwą ozdobą kotki są jednak jej oczy - duże i błękitne niczym niebo, nadające jej postaci absolutnie rozbrajający wyraz uroczej niewinności.
Jest typową miłą kotką, nic z charakteru ją nie wyróżnia z tłumu, może jest jedna taka cech. Nie lubi być w centrum uwagi. Dzięki temu się wyróżniała, niektóre koty aż się pchają by świecić być widocznymi, błyszczeć, a Biedronka robiła wszystko by ona nie była tym kotem, chociaż niekiedy nie dało się ominąć takiej sytuacji. Za klan, podobnie jak i reszta jego członków, oddała by życie, jej drobna postura może mówić że jest płochliwa, strachliwa, dlatego jej wygląd nie zgrał się idealnie z charakterem, nigdy nie uciekłaby z podkulonym ogonem w czasie jakiejś potyczki, chyba że byłoby to nieuniknione. W jej życiu jeszcze nie zdarzyło się nic takiego co by wpłynęło na jej charakter, nigdy nie doświadczyła przykrego zdarzenia, które by zapisało się na zawsze w jej psychice, dlatego została tą samą kotką co na początku swojego istnienia. Radosną Biedroneczką.
Żmijowy Pgon (GK) | Rozerwane Ucho i Łasicza Łapa (KG)| Czarny Bez (KRz) | Ciepła Łapa (KC)
Czy Czapla spodziewała się, że jest obserwowana? Może przez kilka ślepi, ale my skupimy się na tych błękitnych. Należących do córki – zmarłej już – Śliwkowej Gałązki. Brązowe uszy słuchały, oczy obserwowały, a nos marszczył co chwila, obserwując poczynania wojowniczki. Pies. Jakie te stworzenia bywają natrętne, a jakie niebezpieczne. To przechodzi kocie pojęcie, jak można takie potwory hodować? Zanim się obejrzysz, a taki zabije ci matkę.
Szczęka gwiezdnej, zaciskała się z każdym ruchem, coraz to mocniej. Czyżby... nie. Nie możliwe. Przecież Czapla ma tyle do zrobienia! Tyle terminatorów czeka na mistrzynię o tak dobrym sercu. Tyle osób czeka by poznać jej osobę! Czemu... czemu więc ten pies to wszystko przekreśla? Jaki ma powód swoich działań? Czym się kieruje?
Jakby to było możliwe, serce Biedronki stanęłoby i jeszcze raz. Moment, w którym Czapla padła – martwa – był widokiem... tak bardzo strasznym, tak bardzo niechcianym. Czemu więc musiała na to patrzeć? Czemu więc musiała obserwować jak przyjaciółka podziela jej los? Ale jak to się mówi, w Gwiezdnym Klanie koty są szczęśliwe... dlatego należy Czaplę przywitać należycie, bez zbędnych smutasów. To był ten moment, w którym wkroczyła. Moment gdy ciało srebrnej wojowniczki padło martwe, Biedronka weszła na scenę, by raz, a dobrze, ugościć wojowniczkę w gwieździstych progach. - Psy bywają naprawdę zaskakujące, nie sądzisz? - radosny głos. To pierwsze co Czapla usłyszała po... właściwie to po śmierci. Jak tylko zaczęła się rozglądać, jej oczom ukazała się postać... postać zmarłej wojowniczki, która nawet po śmierci nie potrafiła przestać się uśmiechać. Spokojny, a jakże szczęśliwy, uśmiech trwał na pyszczku błękitnookiej i za żadne skarby, nie miał zamiaru z niego schodzić - Witaj na Srebrnej Skórce, Czaple Skrzydło - wyprostowała się nieco, poruszając delikatnie ogonem na boki. Czy takie przywitanie jest odpowiednie?
Jeśli kiedyś zobaczysz srebrną kotkę o smukłej sylwetce i długich łapach z czarnymi cętkami na sierści, to właśnie Czaple Skrzydło. Jej wzrost jest nieco większy od przeciętnego, ale nie można też jej nazwać najwyższym kotem w Klanie Rzeki. Krótkie, gęste futro jest zazwyczaj starannie wyczyszczone, a końcówkę ogona zdobi biała plama. Wskutek treningu mięśnie zarysowały się u niej wyraźniej niż wcześniej. Nieodłącznym elementem jej postaci jest też uśmiech. Na świat spogląda parą bystrych oczu, które można określić jako złociste lub bursztynowe. Jej nos przybrał ceglastą barwę, za to poduszki łap są ciemne.
Zdarza jej się działać impulsywnie, ale zazwyczaj kilka razy przemyśli swoje działanie. Albo kilkadziesiąt. Dużo myśli, analizuje i zastanawia się nad wszystkimi możliwymi i niemożliwymi scenariuszami. Jednakże niejednokrotnie racjonalne myślenie niewiele zmieniło i dała się ponieść emocjom. Jest raczej ostrożna. Pomimo upływu czasu pozostała ciekawa świata i lubi odkrywać nowe miejsca, a także wracać do starych, z którymi wiążą się wspomnienia. Łatwo jest ją zdenerwować czy urazić, ale równie łatwo wywołać uśmiech na jej mordce. Raczej optymistycznie nastawiona do wszystkiego. Spoważniała nieco i już nie jest energicznym, rozbrykanym kociakiem, a spokojną wojowniczką. Stara się wszystkim pomóc i być użyteczną dla klanu. Zniknęła niepewność, czy poradzi sobie jako wojowniczka. Stąpa po ziemi bardziej twardo niż za kocięcych czasów, lecz wciąż może się pochwalić bujną wyobraźnią i kreatywnością. Dzięki wybujałej imaginacji wymyśla nieistniejące problemy i martwi się na zapas w zaciszu swojego legowiska, ale stara się tak jak wcześniej uśmiechać się do wszystkich i tryskać optymizmem. Uwielbia czasem wyjść samotnie z obozu i słuchać śpiewu ptaków czy patrzeć na rzekę - słowem, mieć kontakt z naturą.
Otworzyła oczy. Zdumienie i dezorientacja trwały kilka uderzeń serca. Zniknął pies i ból, zniknęło wszystko, a Czaple Skrzydło znalazła się w nowej, nieznanej rzeczywistości. Przed wojowiczką pojawiła się jej przyjaciółka, zabrana ze świata tak samo nieoczekiwanie jak ona. I to również przez psa. Rzeczywiście zaskakujące. Tak dawno nie słyszała jej głosu! - Biedronka! - miauknęła radośnie, może nieco za głośno - Tęskniłam za tobą - oczywiście, że przywitanie jest odpowiednie. Przytuliła się do Rzeczniaczki. Radosnej i życzliwej, dokładnie takiej, jaką ją zapamiętała. Tylko wtedy, księżyce temu, jej postać nie błyszczała w ten sposób. Córka Jastrzębiopiórego spojrzała na własne łapy, które również nabrały gwiezdnego blasku. A więc umarłam. Dotarło to do niej z całą mocą. Smutek z powodu rozłąki z rodziną mieszał się z radością ze spotkania i ekscytacją wywołaną nieznanym środowiskiem. Na pewno na Srebrnej Skórce jest wiele zakamarków do odkrycia, a może nawet poprzednie tereny, z którymi wiązało się tyle wspomnień? Bzyczek też na pewno gdzieś tu jest. Czapla będzie też miała okazję poznać osobiście koty, które na nią patrzyły w każdym momencie jej życia, choć często zapominała o ich cichej obecności, pochłonięta sprawami żywych. Teraz to ona miała się opiekować Klanem Rzeki pozostałym tam, w dole. Szczególnie bratem i rodzicami. Chętnie pojawiłaby się kiedyś w ich snach. Jak to się robi? Wszystko stało się takie inne...
Uśmiech na mordce Biedronki zapewniał, że teraz już nie ma się czym martwić. Będzie dobrze. Cętkowana Gwiezdna pozwoliła, żeby wypełniło ją uczucie ciepła i spokoju. I ruszyła na spotkanie z wiecznością.
/zt
This ishome Now I'm finallywhere I belong, where I belong Yeah, this is home NowI've found it, maybe, this ishome Yeah, this ishome