Logo Artemidy
Zapłakany Kojec
#31
Uniosła prawą brew i spojrzała w znużony sposób na biuro-białego kocura. W milczeniu lustrowała go przez chwilę, po czym wzięła głęboki, niedowierzający wdech.
- Ty nie jesteś moją ciocią - uświadomiła mu beznamiętnie, w razie gdyby potrzebował tej informacji. Nawet się z nim nie przywitała, a już była dla niego prawie że rodziną. Dziwny ten wicher, bardzo uczuciowy, szybko się przywiązuje - Ale możesz być moim łącznikiem z Twoimi królikołapami - monotonne słowa wydostały się na zewnątrz, kiedy zorientowała się, że królikołap może brzmieć źle w uszach białej matki Buka i Dęba. Cóż. Chyba nic w życiu jej już nie pomoże i nic bardziej nie dobije. Lawirowała na skraju przepaści. Wystarczył silniejszy powiew wiatru, by straciła balans i runęła w czarną otchłań. Jeszcze raz spojrzała na kocura, który co chwila się cofał, tak jakby obecność obcych go parzyła. Ty jeszcze nigdzie nie idziesz. Była gotowa nadepnąć mu na ogon i stanąć na łbie, byleby leżał w miejscu.
- Nie jestem już Jad - wycedziła przez zaciśnięte zęby, czując, jak żółć wzbiera się w jej gardle gęstymi grudkami - To imię jest przeszłością, tak jak i moja przynależność do tej kupy gnoju pełnej zapchlonego tałatajstwa - pilnie strzeżonej przez Wężowego Ścierwojada. Przymknęła oczy i policzyła do pięciu. Musiała zachować spokój, mimo tego, że ostatnimi czasy emocje brały górę, co było niewskazane. Spojrzała na Króliczy Pląs z współczuciem i winą wypisaną na pysku.
- Przykro mi, ciociu. Po Twoim brutalnym wygnaniu Wężowa Gwiazda został zaślepiony bezmyślnym okrucieństwem... Dąb i Buk nie żyją - przełknęła ciężko ślinę i przymknęła ślepia, czekając, aż ta informacja dotrze do kotki - Zginęli z łap Olchowego Szeptu na rozkaz Gwiazdy. Ciernisty Kwiat próbowała ich ratować, ale... Wszystko to na nic - w jej ślepiach błysnęła jawna złość i odraza, zupełnie tak, jakby sama uwierzyła w to, co mówi. Zdziwiła się, że tak to pochłaniała. Spojrzała w stronę Orlika.
- Fajnych macie sąsiadów, czyż nie? Lepiej pilnujcie obozu. Cień ma mało wojowników. Nie zdziwię się, jak wykradną Wam nocą kocięta od matek. Tak, jak zabrali je mojej ciotce. Szkoda tylko, że jej dzieci już nie zobaczą słońca przez głupi kaprys Węża - zjeżyła lekko futerko na grzbiecie i uderzyła ostrzegawczo o ziemię ogonem.
[Obrazek: WT81BFp.png]
Somewhere deep in the dark
A h o w l i n g beast hears us talk
I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Ta miła uwaga, dotycząca jego przywitania, również nie dodała mu skrzydeł i pewności siebie. On tylko chciał być grzeczny, bo od dzieciństwa wiedział, że nieładnie jest nie witać się z kimś nowo przybyłym. A tu proszę – chcesz być miły i uprzejmy, a ktoś daje ci do zrozumienia, że twoje odezwanie się totalnie nie miało sensu. Że równie dobrze możesz sobie wsadzić pysk w piach, bo i tak nikt cię tu nie chce.
Królikołapami. Jakże urocze określenie jego ukochanego klanu. A do tego wszystkiego na pewno upewniające go, że musi tutaj jeszcze pozostać, że te kotki zdecydowanie są godne poznania. Och, chęć odwrócenia się i wystrzelenia przed siebie, haniebnej ucieczki z podkulonym ogonem, wzrastała z każdą chwilą. O ile zdążył wywnioskować, ta pierwsza kotka, biała i zaniedbana, przeżyła jakąś koszmarną tragedię, która załamała ją oraz zupełnie zamknęła na obcych. Ta druga, kremowo-biała, zdawała się po prostu… dziwna. Ciężko było określić jej charakter po zaledwie paru wypowiedziach. Tak czy siak, wyglądała na taką, która raczej nie dba o odczucia innych. Przynajmniej takich innych, którzy nie byli z nią spokrewnieni, bo "ciocię" próbowała podnieść na duchu. Rozmawiały tak, jakby Orlika tutaj nie było i w sumie dobrze… Bo go tu nie powinno być.
Nie wiadomo co go powstrzymywało przed ucieczką. Może to, że jeszcze nie usłyszał wyrażonego wprost 'spadaj stąd'? Tak czy inaczej, wszystko wskazywało, że albo ktoś powie to za chwilę, albo bury wichrzak samoistnie zwieje.
Lecz choć czuł gigantyczny dyskomfort w całej zaistniałej sytuacji, zostało mu nieco kocięcej ciekawości i półuchem wyciągał informacje z rozmowy kotek. Zdążył zorientować się, że one raczej nie są samotniczkami, które wiedzą co nieco o klanach z woli przypadku. Wszystko wskazywało na to, że ma przed sobą dwie banitki, ewentualnie jedną wraz z jej towarzyszką.
Czego dowiedział się o białej kocicy? Wciąż nie znał jej imienia. Miał jednak pewność, że w przeszłości spotkała ją jakaś tragedia, sądząc ze słów pointki, została ona wygnania ze swojego klanu. Wężowa Gwiazda ją przegnał? Rozpoznał imię lidera Klanu Cienia, z którego też pewnie pochodziła. Do tego wiązało się to z jakimś Bukiem i Dębem, którzy zostali zabici z rozkazu tego samego kota. Kim byli? Nie miał pojęcia, lecz imiona takie kojarzyły mu się z kociakami bądź samotnikami, do tego musieli mieć duże znaczenie dla zabiedzonej wygnańczyni. Nie mógł nawet podejrzewać, za co spotkała ją taka kara, ale w tej chwili nie odczuwał tego braku wiedzy dotkliwie. Aktualnie większość jego myśli skupiała się wokół powrotu do domu.
A ta kremowo-biała, nazywana przez banitkę 'Jad'? Sama przyznała, że to już nie jest jej imię. Również złorzeczyła Cieniowi, choć nie dało się stwierdzić, czy odeszła sama, czy została wygnana. Była spokrewniona z kocicą, która uprzednio zwyzywała Orlika od potworów. Więcej nie dało się o niej powiedzieć.
Wtem kotka, nosząca niegdyś imię Jad, niespodziewanie zwróciła się do Orlikowej Łapy. Ostrzegała go przed Klanem Cienia, właściwie ostrzegała wszystkich Wichrzaków… Jak to powiedziała, ma on być jej łącznikiem z królikołapami. Czy robiła to z czystych intencji, aby rzeczywiście rodzimy klan pręgowanego miał pojęcie o zagrożeniu, czy po to, aby swoją odrazę do podwładnych Wężowej Gwiazdy przelać na inne koty? Nie miał pojęcia, ale nie dało się ukryć, że w tej chwili bardziej boi się tej przeciętnego wzrostu kocicy niźli jakiegoś klanu, odległego w tym momencie o bardzo wiele długości lisa. Chociaż tej dużym niedopowiedzeniem byłoby tu nie wtrącić, że słowa kremowo-białej wlały nieco niepokoju w jego serce.
Uznał, że nadszedł właściwy moment na to, by się wycofać. Jeżeli miał zwiać, to teraz, albo nigdy.
– Ma-Masz rację – powiedział drżącym głosem, wciąż cofając się, krok po kroku. – Lepiej będę pilnować obozu.
Gdy tylko oddalił się tym sposobem na jakieś trzy długości lisa, odwrócił się tyłem do nich i zaczął pędzić, prosto przez trawiastą równinę. Huczało mu w głowie poczucie ulgi. Nawet nie miał czasu pomyśleć, że jego marzenie z okresu kociaka się spełniło, chociaż zupełnie inaczej niż chciał. Pragnął wtedy zapoznać się z kimś spoza Wichru, jednak… tę rozmowę z dwiema samotniczkami (czy kim one były) ciężko nazwać zapoznaniem.
Zwolnił dopiero wtedy, gdy znalazł się blisko krańca trawiastego placu. Kiedy upewnił się już, że nikt go nie goni, ale właściwie… po co komukolwiek byłoby biec za nim? Ruszył po swoich śladach, ostatecznie szczęśliwie i bezproblemowo docierając do granicy wichrzanych ziem, w głowie cicho dziękując Gwiezdnym za to, że nie podzielił losu zaginionej Bieliczek, którą właściwie i tak kiedyś znajdzie.


z/t. [size=67]bawcie się dalej beze mnie, i tak za wszystko bardzo dziękuję!
LVL 4 185 / 300
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
- To... to dobrze, J... O-owieczko, n-nie chciałabym, żeby zrobili ci jakąś krzywdę, jak... jak... - jak Dębowi i Bukowi, czego nie potrafiła nawet wymówić. Jej synowie... byli najlepszymi kociętami jakich widział ten las, byli wspaniali, byli cudowni, byli jedyni w swoim rodzaju, piękni, i d e a l n i! A jednak na samym początku zabrano im matkę i pokarano głodem. Dlaczego? Dlaczego postąpili w taki sposób? Chciała pochwalić jej imię, chciała powiedzieć coś więcej, jednakże... nie była w stanie.
Przykro mi, ciociu.
Oczy Króliczego Pląsu rozszerzyły się w niemym przerażeniu. Było jej... przykro? Ale... ale dlaczego? Co takiego się stało, czyżby jej synom stała się... krzywda? Ale niby jaka? Przecież... przecież kodeks ich chronił, wszyscy powinni ich chronić, chociaż... na samym początku przecież skazali ich na głód, na zimno, na cierpienie, na...
Gonitwa myśli nie była w stanie opuścić jej głowy.
- C-co t-takiego? - nie była w stanie uwierzyć w te słowa. Nie, nie, nie, nie. Wypierała je ze swojej głowy jak tylko mogła. ŻYJĄ. Jej synowie ŻYJĄ. Żyją i NA PEWNO mają się dobrze, przecież... przecież nie było żadnej innej opcji, ŻADNEJ!!! - N... nie... - łapy zatrzęsły się pod nią, a ona sama miała wrażenie, że zaraz się przewróci. Przewróci i... i nigdy nie wstanie. - NIE! - wrzasnęła na całe gardło, które już wcześniej zachrypnięte - bo i rzadko używane - w pewnym momencie odmówiło posłuszeństwa. W momencie, w którym wydawała swój dziki wrzask rzuciła się przed siebie, wysuwając pazury, chcąc rzucić się w pogoń za odchodzącym wichrzakiem i rozszarpać go, rozszarpać go tu i teraz, ZNISZCZYĆ. Zabił je kocięta. Był jednym z NICH! Nie widziała już jakiegoś terminatora z klanu wichru, NIE, z pola widzenia starał się w tej chwili ujść Trzcinowa Sadzawka, głupia, przebrzydła maszkara, która PORWAŁA jej synów, która zrobiła WSZYSTKO, żeby to JEJ synowie dostali się pod jej łapy, a potem NIE OBRONIŁA ich, kiedy Wężowa Gwiazda ich ZABIŁ. ZABIŁ ich. ZABIŁ jej synów. Zamordował. Z zimną krwią.
Siatka zablokowała skutecznie pogoń kotki, która z pyskiem zastygniętym w bezgłośnym wrzasku rzucała się na jej metalową istotę, szarpiąc i drąc, cały czas, bez przerwy, aż upadła na ziemię. Zdawało się, że straciła siły... ale tylko pozornie, bo zaraz potem wstała, rzucając się w kierunku wyjścia z kojca, w którym żaden normalnych rozmiarów kot się nie zmieścił.
I biegła.
Przed siebie.
Zabili
jej
sy
nów.
Zabili ich.
Zabili Dę-ba i Bu-ka, Dę-ka i Bu-ba, Ka-ba i Dę-bu, Ba-Ka i Bu-dę.
Nie wiedziała już nawet, które imię było prawdziwe.

z/t
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Odprowadziła znużonym spojrzeniem uciekającego w popłochu terminatora Klanu Wichru. Faktycznie byli szybcy, najszybsi w całym lesie, szkoda tylko, że odnosiło się to do tchórzliwego brania nóg za pas. Nie rozumiała takiego zachowania. Odnosiło się do ofiar, do piszczków, gdyby miała silniejszy instynkt drapieżcy zapewne potraktowałaby Orlika jak zwierzynę łowną, którą można dorwać i rozszarpać. Króliki zdychają. W tej sytuacji i w obecnym gronie brzmiało to nad wyraz... okrutnie i prawdziwie.
Patrzyła z obojętnością na ciotkę, której nie widziała tak dawno, że jej istnienie stało się mitem, istną bajką dla dzieci. Sądziła też, że spotka zdrową kocicę, która dzięki pragnieniu zemsty i wściekłości stanie na nogi ze zdwojoną siłą, gotowa unicestwić tego potwora. Tymczasem córka Kukułczego Jaja zaszyła się w jakimś czarnym kącie ze śmierdzącym psem i brudnym kotem, przypominając teraz co najwyżej kupkę przygniłych odpadków pośród kompostu.
Odsunęła się na bok, patrząc na nagłą furię ciotki. Dała jej szerszą drogę biegu, większą scenę. Oh, czyżby terminator wichru miał zaraz zakończyć swój żywot? A to pech! Niestety siatka była silniejsza.
- Dopiero teraz się wściekasz? - uśmiechnęła się chłodno z malującą się na pysku pobłażliwością - Już dawno temu, Ciociu, powinnaś była się zemścić na Klanie Cienia, a zamiast tego zmarnowałaś swój czas... tutaj - a co. Niech teraz biegnie i naprawia swój błąd. Patrzyła chłodno na miotanie się białej kocicy, która po wydostaniu się pobiegła przed siebie.
- Oko za oko, Króliczy Pląsie! Pomścij synów! - jej jasny pysk wykrzywił się w chorobliwie szaleńczym uśmiechu, a z gardzieli wydobył na wierzch niemalże hieni chichot - pierwszy raz w życiu się zaśmiała, ponieważ pierwszy raz w życiu coś ją rozbawiło. Wyprostowała się bardziej i z rozpromienionym spojrzeniem patrzyła w stronę, w którą uciekła króliczek. Może i króliki zdychają, ale istnieje szansa, że zabiorą kogoś do grobu ze sobą.
Podniosła się w końcu i poczłapała w stronę Łanu Rzepaku.

zt.
[Obrazek: WT81BFp.png]
Somewhere deep in the dark
A h o w l i n g beast hears us talk
I dare you to close your eyes
And see all the colours in disguise
LVL 2 15 / 150
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Mógł śmiało powiedzieć, że to miejsce jest jego domem... czy czymś w tym stylu. Spędzał tu czasu o wiele więcej, niż gdziekolwiek indziej. Chociaż własnego legowiska tu nie miał, to kręcił się po tym Kliszy, a przy okazji - po prostu sypiał gdzie popadnie. Było tu ciepło, miał myszy buszujące po stodole i innych miejscach, nie było tu "szczurów", ani niczego, co sprawiałoby, że chciałby się stąd wynosić.
Leżał. Wsłuchując się w delikatne szumy wiatru, jakieś odległe dźwięki życia siedliska koni, zupełnie nie interesował się tym, co się dzieje wokół. Nie bał się, nie miał czego... bo był tu przecież sam. Tak, jak być powinno, tak jak było idealnie i najlepiej! No, a przynajmniej teraz, kiedy sobie spokojnie drzemał.

[Jinx]
LVL 1 0 / 100
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
1
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Kocur postanowił, że skoro chciał w najbliższym być może czasie wrócić do Klanu Rzeki, to musiał swoje umiejętności polowania podszkolić. Dlatego też kiedy jego państwo go wypuścili udał się w pobliskie tereny, aby tam zapolować. I szukał. Znał wszystkie zasady, nie będzie się męczył. No, nie powinien, przynajmniej.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Jeśli Sol chciał wrócić do klanu i zabłysnąć swoimi umiejętnościami łowieckimi, to trening był całkiem dobrym pomysłem. Może jeszcze coś smacznego znajdzie na ząb? Fajnie by było! Tylko, zamiast znaleźć coś na ząb, to ząb znalazł go... Cały rządek, wraz z resztą czaszki. Z jakiegoś powodu pieszczoch natrafił na pozostałości po lisie, a raczej po tylko głowie rudzielca. Gdzie reszta? Nie wiadomo! Ale czacha sama w sobie była w całkiem niezłym stanie.

Sol - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45

⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Cóż, czaszka lisa go nie interesowała. Zmarszczył tylko zdegustowany pyszczek i ruszył dalej, szukając zdobyczy.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Była czaszka a teraz nie było nic. Może pozostałości po lisie były złym omenem? Jeśli Sol wierzył w przesądy, to mógł tak uznać, ale fakt był jeden, w okolicy nie było ani zapachów, ani dźwięków, ani jakichkolwiek innych śladów świadczących o zwierzynie.

Sol - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45
⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Nic. W porządku, Sol miał jakąś tam cierpliwość. Szedł dalej, szukając dalej zwierzyny.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Chyba Gwiezdni chcieli wystawić cierpliwość Sola na próbę, bo mimo okolicy, która wydawałoby się, obfitowałaby w piszczki, wciąż pieszczoch nie mógł znaleźć żadnych śladów. Ten trening polowania wspomniany wcześniej zdecydowanie się przyda...

Sol - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45
⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Sol westchnął cicho, ale szedł dalej, szukając zwierzyny. Coś gdzieś musi być, prawda?
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Rzeczywiście, była to na prawdę żmudna próba od Gwiezdnych. A może cisza przed burzą? Może gdzież za którymś zakrętem czaił się ogromny drapieżnik? Była mała szansa na to, ale jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zwierzyny to Sol napotkał zero...

Sol - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45
⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
No szukał dalej no. Nie miał co robić, to szukał dalej, w nadziei, że... cokolwiek się znajdzie, naprawdę. Chciał tutaj tylko przyjść, złowić jakąś myszkę i wrócić do domu, a nie.... że nic nie znalazł, cholera.
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
Forgive me for breaking my promise, I'm sorry
I'm heartless, I'm nobody, I feel like I'm Roxas
Th-that's why I o-only stick around them girls that's toxic
LVL 4 250 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
No niestety i musiał dalej szukać no. Chyba naprawdę ta część terenu była jakaś nawiedzona...

Sol - lvl: 2 | S: 7 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45
⋆⁺₊⋆ ☾ ⋆⁺₊⋆
I hold so many small regrets
and what-ifs down inside my head
some confidence it couldn't hurt me
my demeanor is often misread

LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
30
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości