Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Jak widać medycy w innych klanach nie istnieli, dlatego też wszyscy tak ochoczo wędrowali do mnie. Nie zamierzałam narzekać - w końcu w ten sposób zdobywałam cenne doświadczenie, a w dodatku nawet jeśli zrobiłam coś źle, co było niemożliwe, ale kto wie, to nikt mnie o to nie mógł obwiniać w rodzimym klanie, ponieważ o tym nie wiedział. Idealnie.
Usłyszałam więc, jak wyglądała rana na ciele kocicy z klanu Cienia i wzięłam potrzebne medykamenty - szypułkę nagietka i motek pajęczyny. Gdy zjawiłam się na miejscu, nie siliłam się nawet na żadne przywitanie, po prostu zrobiłam to, co do mnie należy.
Najpierw oczyściłam dokładnie ranę i upewniałam się, że nie wdała się infekcja. Następnie przerobiłam szypułkę nagietka na maść i nałożyłam na ślad po zadrapaniu, a całość owinęłam pajęczyną. - Przekaż Ćmiej Łapie, albo Ciernistemu Kwiatu, że jesteśmy kwita - mruknęłam, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę obozu. - I staraj się nie ruszać za dużo, bo ci opatrunek spadnie - rzuciłam na odchodne. No, to tyle.
Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
Ciemna Toń zatraciła w sobie wysokie ambicje, stała się cichsza, a także wolipo przystawać przy czyjejś racji niżeli wyrazić własne zdanie. Dla niektórych, w szczególności swoich kociaków może wydawać się natrętna i nadopiekuńcza, mimo iż nigdy nie ma złych intencji. Jednak pomimo tego wciąż nie zatraciła swej pogodnej natury. Lubi pomagać innym w rozwiązaniu ich problemów, wdać się w przyjemną rozmowę z innymi Klanowiczami, pójść na spacer, polowanie, czy po porstu pożartować, choć nie zawsze jej to wychodzi.
Poszło szybko i sprawnie. Gdy tylko Lśniąca Sadzawka zawitała do kocicy, nie zwlekała ani chwili dłużej. Z ziół, które zabrała ze sobą zrobiła jej opatrunek i tyle. Zrobiła to, co miała zrobić i sobie poszła. Na odchodne rzucając jeszcze, aby Ciemna Toń nie nadwyrężała łapy. Sama również rzuciła za odchodząca białofutrą kocicą podziękowania i wróciła do obozu, wcale się nie śpiesząc i uważając na łapę.
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Postanowiłam wybrać się w stronę Wysokich Drzew. Miałam nadzieję, że kocurkowi spodoba się ta lokacja, było tu, oczywiście, wiele drzew, gdzie chowało się więcej zwierzyny niż wśród terenów trawiastych, ponieważ aktualnie było to jedynie łyse pole. Musimy dać naturze czas, ona już to załatwi.
Szłam przez las obok rudego kocura, uważnie niuchając powietrze. Jednak co kroć jakiś ptak przefrunął nad naszymi głowami, ja musiałam na niego popatrzeć. O właśnie, o wilku mowa! W jednej chwili dotarł do nas trzepot skrzydeł, a nieopodal przeleciała sylwetka kremowego, niedużego ptaka - S-samica wróbla - Skwitowałam, jako taką... ciekawostkę? Nie chciałam się przechwalać lub popisywać wiedzą, ale lubiłam gawędzić o ptakach - Wr-róble s-są wyt-trwałe! Przecz-czekuj-ją zim-mę w les-się i nigdzie nie l-lecą. Cz-czasam-mi rozm-myśl-lam nad ty-tym, gdz-dzie ucie-ciekają te wsz-szystkie ptaki. - Mruknęłam, spoglądając do góry na rozmówce. Nie chciałam go w ogóle przynudzać, bo wiele kotów denerwuje moja gadanina o skrzydlatej zwierzynie. Na jakby co jednak zboczyłam na trochę inny temat, który dotrzyma nam towarzystwa dopóki nie dotrzemy w pełni do Wysokich Drzew - W s-sumie... jak my-myślisz, jak-kim zwierz-rzęci-ciem byś b-był, jak-kbyś nie u-urodził si-się kotem? - Ale zadałam pytanie! Sama będę musiała namyśleć się nad odpowiedzią. Pewnie jakąś zwierzyną łowną jak już, taką niewielką, to dobrze by mnie odzwierciedlało.
//Słońce ty moje
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Zdałem się całkowicie na kotkę, bo sam niestety nie zwiedzałem za bardzo terenów. Nie interesowały mnie od kiedy dostałem tą absurdalną karę, a kiedy po nich się przemieszczałem z Sokolim Cieniem nie chciałem przykuwać większej uwagi do tych miejsc, by nie mieć zbytnio negatywnych odczuć. Teraz, z taką towarzyszką było nawet ciekawiej, jakoś tak przyjemniej ze świadomością, że obok ciebie nie toczy się gburowate monstrum, a nieco strachliwa kotka.
Przyglądałem się złotymi ślepiami otoczeniu, odnotowując jakieś bardziej charakterystyczne widoki, by później nie mieć problemu z powrotem, po lawirowaniu między drzewami. Łatwo tak zgubić pewnie orientację w terenie, więc myślałem przyszłościowo, cała filozofia.
Zastrzygłem uchem na, chyba tysięczny, trzepot skrzydeł. Zerknąłem w górę, podobnie jak Poranna Łapa przyglądając się zwierzęciu. Poruszyłem wąsami na słowa znajomej. Ciekawa informacja, nie ma co. – Znasz się na nich. I masz dobry wzrok – stwierdziłem krótko, nieco ciszej niż normalnie. Sam niezbyt dobrze widziałem, resztą moich zmysłów też zdawała się być jeszcze niewprawiona. Eh. A z głosem myk był taki, że mimo wszystko, chciałem coś dzisiaj złapać, więc wolałem niepotrzebnie nie płoszyć potencjalnej zwierzyny hałasem. Bo chyba tak to działało? Tym samym mogłem jej zasugerować, by zrobiła podobnie, nie raniąc tym jej tych całych delikatnych uczuć i nie wywołując kolejnych humorów. – Może gdzieś, gdzie jest cieplej? Pora Nagich Drzew potrafi dopiec. Pewnie też mają problem ze znalezieniem pożywienia – rzuciłem, jakby to było oczywiste, wręcz wyryte gdzieś tu przed nimi. Jakbym był takim ptakiem i miałbym skrzydła, też bym gdzieś stąd uciekł. Mróz źle działał na moje stawy i łatwo było się przeziębić. Przez niego też zwierzyna była chuda i ciężko było się należycie najeść. No i gdzieś daleko stąd nie byłoby Sokolego Cienia.
Zmarszczyłem nos w zamyśleniu, kiedy kotka zadała pytanie. Nigdy o tym nie myślałem, nie widziałem siebie za bardzo jako inne zwierzę. – Sam nie wiem. Mógłbym być kamieniem, ale to nie jest zwierze. Wiesz, kamień tylko leży i nic nie robi. Pewnie fajnie by było tak się lenić – stwierdziłem nie do końca poważnie, co było wyczuwalne w moim głosie. – A ty pewnie byłabyś czymś małym, delikatnym. Może motylem? Nie widziałem ich chyba nigdy, ale podobno są barwne i ładne – może zadziwiający był ten fakt, że nie było dane mi podziwiać takich stworzeń, ale cóż. Bywa.
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Zauważyłam, że kocur szczegółowo rozglądał się po otoczeniu, badając każde drzewo, każdy krzew. Lekko podkuliłam ogon, na myśl, że muszę sie teraz nieco wykazać swoją orientacją w terenie i nie mogę go zawieść. Oczywiście, na takie spacerki wybierałam się bardzo często, ale jakoś nie zwracałam uwagi na konkretne zabytki natury. Same granice rozpoznawałam po zapachach, tam gdzie poczułam inną, niecodzienną woń, tam zawracałam. Mam nadzieję, że niedługo z Sokolim Cieniem obejdę dokładnie granice, by być bardziej doinformowaną.
Uśmiechnęłam się porządniej na komplementy ze strony rudzielca. Sama nie wiem co dokładnie teraz czułam, ale było to bardzo miłe i nie chciałam tego przerywać. Nawet te wszystkie lęki, które ogarniają mnie co chwile, nie zawracały mi teraz głowy. To naprawdę nietypowe, zapomniałam już jak to jest, a to wszystko przez jedno, z początku niemiłe spotkanie. Widocznie niewiele mi potrzebne do szczęścia, wbrew temu co może się wydawać. — O-oj tam. Kw-kwestia wp-prawy. — Mruknęłam, machając na to łapką. Zauważyłam, że kocur mówi nieco ciszej, więc także ściszyłam swój ton. Nigdy wcześniej nie byłam na polowaniu, tym bardziej z kimś, dlatego mogłam popełniać małe wtopy. Mam nadzieję, że kocur się na mnie nie zdenerwował... nie chce tak szybko zakończyć tej znajomości.
— Zaz-zdroszcze im. Chc-ciałabym um-mieć lat-tać. T-tak zwiedzać ter-reny poza ty-tymi Klanow-wymi, n-na pewno ta-tam coś jest. — Mruknęłam ze spokojem, wbijając spojrzenie w niebo nad sobą, co poskutkowało zmrużeniem powiek. Chmury leniwie przesuwały się po niebie, jakby niosąc za sobą Porę Nowych Liści. Tak, bycie ptaszyną miało wiele nowych plusów i doświadczeń. Nie miałabym też takiego problemu z pożywieniem, ponieważ z tego co zauważyłam, to ptaki najedzą się roślinami i ziarnkami, ewentualnie owadami. To... jest łatwiejsze niż łowienie.
Parsknęłam śmiechem na odpowiedź Słonecznej Łapy, mrużąc miło oczy, rzeczywiście, w pytaniu nie chodziło mi o kamień, głaz czy listek. — G-głupio marn-nować tak ży-życie. Ni-nie wiad-domo, czy będz-dzie coś po-po śmierci, nie? J-jakb-by nie mo-moja... paranoja, t-to by-byłabym bardziej ak-ktywna. — Stwierdziłam, spoglądając na masywniejsze łapy rudzielca. — My-myślę, że mógłbyś by-być jak-kimś drap-pieżnikiem. Tak-kim, który at-takuje, gd-dy musi. Bo tak-kto mu si-się nie chce. — Zaśmiałam się cicho, od razu patrząc na reakcję kocura, mając nadzieję, że się na mnie nie obrazi... przepraszałabym go od razu, jakby mu coś nie podpasowało. — M-może... lis? M-mało o nich w-wiem, ale ch-chyba tak-kie są. I... na-nawet fut-terko się zgadz-dza — Oświadczyłam, patrząc na jego ładne, poukładane, rude włosie. Było śliczne, tylko mu zazdrościć.
— Mo-motyl... On-ne są zbyt ko-kolorow-we i bar-rwne, troch-che za nud-dna jest-tem n-na nie. Po-poza tym, one od-dlatują, jeśli c-coś im si-się nie podoba. My-myślę, że by-byłabym myszą. Nie z-za ciekawa, st-trach-chliwa, a j-jak ją złap-piesz... — Chwilowo przerwałam, wbijając wzrok w ziemie przed sobą, lekko spinając łapy — T-to ko-koniec. — Dodałam poważniej, chwile milcząc. Jednak moment później się otrzepałam i nieco rozpromieniłam, próbując odpuścić te ciemniejsze myśli. — O-oh, już jest-teśmy — Mruknęłam pod nosem, nieco przyspieszając kroku. — Tut-taj będz-dzie duż-żo gryzoniów. To... j-jak do-dokładn-nie się pol-luje.
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Nigdy nie pomyślałbym, że życie takiego ptaka mogłoby być super. Chociażby patrząc po tym, że ptaszyny nieraz lądują na stosie, pewno niezbyt szczęśliwe ze swojego losu. Nie negowałem jednak marzeń kotki, i po prostu pokiwałem lekko głową, na znak że jej słucham.
Zerknąłem kątem oczu na terminatorkę, kiedy ta parsknęła. Wydawała się bardziej wesoła niż wcześniej co było dość dziwne. Takie zmiany humoru mogły później sprawiać problemy, ale pożyjemy i jeszcze zobaczymy. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Naprawdę potrafiła być spoko, nawet nie taka strachliwa, a mimo to się nie wymądrzała. Słonecznik, czemu tak nie potrafisz? – Paranoja? – poruszyłem uchem powtarzając zaraz po niej.
Teoria mojej towarzyszki odnośnie mnie była ciekawa. Na pewno nie byłbym żadnym rodzajem zwierzyny łownej, a do drapieżnika byłoby mi z pewnością bliżej. – No, możliwe. Ciekawie by było – powiedziałem poruszając uchem.
Wysłuchałem też opinii Porannej Łapy odnośnie niej samej. Nudna? Była na pewno mniej nudna od Słonecznik, czy Chmury, a już w szczególności ciekawsza niż Borówka czy Goździk. Chyba, że chodziło jej o wygląd. Zmierzyłem znowu jej futerko wzrokiem, zgadzając się ze sobą w myślach. Wyglądem nie powala, ale zawsze mogło być gorzej. Taki Jabłko jest brzydki jak noc, o. – Nie jesteś taka nudna. A mysz...wiesz, zawsze może taką myszkę złapać ktoś, kto nie chce wcale jej skrzywdzić, a jej pomóc – powiedziałem powoli dobierając słowa, niby odwracając łebek w kierunku jakiegoś szelestu gdzieś w oddali. W rzeczywistości nadal kątem oka sprawdzałem jej reakcje, czy zalapiemy cichą sugestię. Muszę zdążyć złapać tyle jej zaufania, by nikt później nie podburzył mojego obrazu w jej oczach.
Zastrzygłem po raz kolejny uszami, kiedy chyba w końcu dotarliśmy do celu. Zmarszczyłem nos, próbując przypomnieć sobie jak to kiedyś wyglądało. – Wydaje mi się, że trzeba uważać na wiatr. O ile dobrze pamiętam, idzie się pod wiatr, żeby nic nas nie wyczuło – miauknąłem, zaraz po tym sprobując wywnioskować skąd wieje. – Czyli na ten moment idziemy tam – wskazałem ruchem głowy. – Idziesz cicho, spokojnie, żeby nie wydać żadnych dźwięków i...jakoś się ustawiało, ale nie jestem pewien jak. – wzruszyłem barkami mówiąc do kotki. Poczekałem chwilę na jej propozycje, razem coś jeszcze może się wymyśli.
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Sama byłam zdziwiona, na to jak mój humor przeskakiwał jak wróbel z gałązki na gałązkę. Tym razem w dobry sposób, byłam niemal radosna, ale... co jeśli w przyszłości będzie na odwrót? Te złe stany będą nawracać, atakować mnie znikąd, a ja naprawdę chciałam być taka jak moje rodzeństwo... szcześliwe, bez głębszych problemów, spokojne. Drgnęłam niespokojnie uchem, gdy Słońce zadał mi pytanie o wcześniej wspomnianią "paranoje". Myślałam, że już dawno zauważył moje zachowanie i niecodzienne reakcje na pewne sytaucje.
- N-no wiesz... - Zaczęłam cicho, spoglądając po świeżo rosnących źdżbłach trawy. Nie umiałam na niego spojrzeć, mówiąc o tych tematach - P-paranoja. C-ciągł-ły st-trach i st-tres, nerw-wowość, ob-barcz-czanie si-si-sieb-bie w każd-dej syt-tuacji, widz-dzenie wsz-szędz-dzie swoj-jej win-ny, nis-ska sa-samo... - Przerwałam po chwili, przez moment idąc w milczeniu z towarzyszącym szumem wiatru przy koronach drzew. Poczułam jak moje oczy zachodzą łzami, co nie było nowością przy wspominaniu tego tematu. Mój głos bardziej się trząsł, słychać było w tej chwili moją nerwowość, którą trudno mi było opanować. Wzięłam głęboki wdech, powoli wypuszczając ciepłe powietrze przez pyszczek - Prz-rzeprasz-szam. Ni-nikt nigd-dy teg-go nie zrozum-miał, nie wy-wymag-gam teg-go od ci-ciebie. T-to chyb-ba... trud-dniejsze ni-niż może się w-wydawać. Gł-łówn-nie to przez-ze mn-nie, s-sama dopr-rowadz-dziłam się d-do takieg-go stanu, cho-chociaż... brak-kuje mi troch-chę wspar-rcia ze st-trony rodz-dzeńst-twa. Od ma-małeg-go był-łam tą... o-odos-sobnio-nioną, niec-ciekawą i sł-łabą. Cz-czasam-mi myś-ślę, że n-nawet nie pr-róbują mn-nie zroz-zumieć, b-bo myśl-lę troch-chę inaczej o-od nich. Każd-dy mów-wi, jest-teś siln-niejsza niż m-myśli-lisz, wyliżesz si-się, to le-lenist-two. A-ale cz-czy przez l-lenist-two cz-czasam-mi my-myślę, b-by... - Ponownie się zacięłam, poruszając nieco głową na boki. Szybko otarłam łzy łapą. Koniec tych zażaleń, przez to nawet nie spoglądałam na rudzielca, nie wypatrując jego reakcji. Oh, czy myśli o mnie to samo, co każdy inny? Pewnie teraz uznaje mnie za wariatke... to był bardzo głupi pomysł, to wszystko wyszło ze mnie nieświadomie. Zatrzęsłam się chwilowo w oczekiwaniu na jego reakcję, modląc się w duchu, by nie była najgorsza.
- N-no... ci-ciekawie. Lis i mysz, d-dobra para. - Mruknęłam, uśmiechając się nieco, po uderzeniu serca dodając - p-przyjaciół.
Popatrzyłam na terminatora, gdy wypowiadał kolejne zdania, tym razem przenośnię o myszy. Przez chwilę myślałam, że chodziło mu o to, jak nie łapę stworzeń, bo wolę im pomagać. Po kilku momentach zajarzyłam, że miał tu na myśli siebie, a myszą byłam ja. Poczułam ponowne ciepło na policzkach, bardzo miłe, a za razem dziwne. Jednak mimo tej nietypowej sytuacji, postanowiłam też odwdzięczyć się, wypowiadając kolejną metafore - R-racja... niekt-tórym drap-pieżnik-kom też możn-na pomagać.
Przysiadłam ze spokojem, słuchając tego, co mówi mój rozmówca. Wydawał się być w tym ogarnięty, nawet jak na kota, który nie wychodziła od dawna z obozu. - D-dobrze. - Odpowiedziałam, pokazując że zrozumiałam. Odwróciłam się w stronę, z której wiał wiatrm chociaż nie był on dzisiaj za ostry. - J-ja... zaw-wsze się ugin-nam na łap-pach, jak podchodz-dzę do ptak-ków, tak-ki nawyk. I je-jeszcz-cze uw-ważam by og-gon o ni-nic nie zahaczył, bo ki-kilka raz-zy tak spł-łoszyłam zwierz-rzynę. - Dodałam swoje trzy grosze, zapamiętując rady rudzielca. Był bardzo mądry.
//też sorencja za gniota, ale padnięta jestem (tho wena mi dopisuje xD)
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Widać było, że temat jej problemów i życiowych rozterek był dość niewygodny i raniący jej biedną duszę. Dobrze, a więc będę miał na nią haczyk. Ciekawe, czy będę musiał go wykorzystywać. Widziałem malujące się łzy w oczach kotki, więc zbliżyłem się odrobinę nadal dotrzymując jej kroku, lekko przejeżdżając puchatym ogonem po jej boku. Nie musiałem znowu się jakoś bardzo do niej zbliżać, a jednocześnie było to na tyle dobre, by uznać jako takie poklepane po pleckach sugerujące, że wszystko będzie dobrze
Im dalej brnęła w te wyznania, tym bardziej uświadamiałem sobie jak głębokie było to, w co się pakowałem. Nie mogłem też z drugiej strony od razu się wycofać, przyjdzie kolejny kot i usłyszy jakąś złą opinię o mnie, jak tak zrobię. A wtedy byłoby to daleko od mojego planu. – Przeprosiny przyjęte. Nie przejmuj się, przy mnie możesz być taka, jaka tylko chcesz. Każdy ma tą swoją nieco gorszą stronę odstająca od norm. Trzeba ją po prostu zaakceptować, a to przychodzi powolutku, małymi kroczkami – miauknąłem bezmyślnie, chcąc znowu zabrzmieć inteligentnie. – A ja jestem bardzo zainteresowany twoją osobą! Jeszcze nigdy nie było mi dane spotkać kogoś takiego – dodałem. Głównie ze względu na to, jak szybko zaraz po tym urwała temat. Będę chciał jeszcze kiedyś do tego wrócić.
Lis i mysz na pewno byłaby dobrą, jak to ona ujęła, parą przyjaciół. Widziałem, że zanim dodała "przyjaciół" minęła chwila, jednak nie zamierzałem się zastanawiać czy to celowe czy nie. Byle, żeby sobie na ten moment za dużo nie wyobrażała. Wyszczerzyłem się znowu, na przychylną odpowiedz Porannej Łapy. Wszystko szło wyjątkowo według planu!
Zastanowiłem się chwilę, kiedy kotka dzieliła się tym swoim sposobem. Zaraz po tym również chcąc wykorzystać to w praktyce, ugiąłem łapy, mimowolnie ogon zrównując z linią grzbietu. Zauważyłem, że kiedy tak się stoi, przednie łapy są nieco bardziej odciążone, dzięki czemu mogę lepiej się poruszać. Może nawet trochę szybciej? – Dobra. Tyle nam wystarczy, tak myślę. Teraz poszukajmy czegoś ciekawego, jak chcesz to na ten moment możesz tylko wypatrywać, a jak coś zobaczysz to daj mi znać. Wtedy spróbuję coś złapać – zasugerowałem, od razu zaczynając powoli dreptać. Nieco komiczna była ta poza, ale miałem nadzieje że się sprawdzi. Zacząłem węszyć i nasłuchiwać, delikatnie stąpając po ziemi, omijając wszelkie źródła niechcianych dźwięków.
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
W ciszy, która była wręcz przepełniona trwogą, przynajmniej dla mnie, oczekiwałam na reakcję kocura. Mogło być wiele dróg, w które ta rozmowa się potoczy, a ja go dalej do końca nie znałam. Nie wiem nawet ile księżyców ma już na karku, może czternaście, albo siedemnaście? Był ode mnie wyższy i masywniejszy, też wydawał się być rozważny, może dlatego dało mi to obraz starszego kota. Nie chciałam go jednak pytać w tej chwili, chociaż ciekawiło mnie, na ile księżyców on by mnie oszacował. Zapewne dosyć mało, nie ma co, jak nie przez charakter, to przez wygląd. Zauważyłam że kocur bez słowa podszedł nieco bliżej mnie, co nie powiem, speszyło mnie z początku, ale jego celem było przejechanie swoim ogonem po moim boku. Przeszedł mnie lekki dreszcz, chyba głównie od tego, że nie mam na codzień zbyt dużego kontaktu fizycznego z kimkolwiek. Jednak dla niego nie było to coś wielkiego, jak wyczytałam z jego wyrazu twarzy, więc też udawałam, że się tym nie przejęłam.
— Dz-dzięk-kuję. — Mruknęłam cicho i skinęłam mu łebkiem z wdzięcznością. Był wyrozumiały, bardzo wyrozumiały, to miłe. — Ni-nigdy nie p-próbo-bowałam teg-go zaakc-ceptować. Wi-wiesz... ka-każdy mi mów-wił, że musz-szę sie zmieni-nić, w ko-końcu powin-nnam jak naj-najszybciej zostać Wojow-wniczką. Ch-chociaż obowiązki Wojow-wnika są d-dla mnie... trud-dne. — Westchnęłam, spoglądając na kocura, gdy mówił kolejne zdanie. Podniosłam brwi z zaskoczeniem, co może być we mnie interesującego? — "Takiego"... j-jakiego? — Zapytałam, mając nadzieję, że nie będzie zły na moją ciekawość. Czy będzie w stanie określić cokolwiek, co we mnie widzi?
Patrzyłam chwilkę na towarzysza, jak próbował mojej techniki, po czym go wysłuchałam. Pokiwałam kilka razy głową i poszłam przed siebie, przyjmując nieco ugiętą pozycję. — Chodź, r-razem coś po-powęszymy. — Mruknęłam cicho, i podniosłam głowę w górę, wciągając szybko powietrze. Przez kilka dłuższych chwil nic do mnie nie dochodziło, żadnych woni nie było, gdy... nagle coś poczułam. Dałam Słonecznej Łapie znak, by tu został, a sama zaczęłam się zbliżać do źródła zapachu. Skradałam się powoli, kątem oka skupiając się, by przypadkiem nie nadepnąć na patyka lub liścia. W jednym momencie ugięłam się na tylnych łapach i skoczyłam za krzew, znikając rudzielcowi z pola widzenia. Nie minęła chwila, gdy był on w stanie usłyszeć ponownie mój głos — S-słońce! — Zawołałam szybko. Trzymałam... mysz! Była w moich łapach i smutno piszczała. Próbowałam jej nie zabić, nie zaciskając za mocno pazurów, jednak długo tak nie potrzymam, bo gryzoń bardzo się wiercił. Co... co teraz terminator planował zrobić? Pozbawić ją życia swoimi kłami, czy pazurami? Rozedrzeć ją, udusić... to wszystko brzmiało tak brutalnie. Wątpię bym ja była w stanie to zrobić.
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Zamyśliłem się na chwilę. – Takiego. Takiego, który będzie dla mnie miły i nie będzie od razu starał się mnie ciągle poprawiać, upominać i udowadniać mi swoją rację. Nikt by nie chciał się ze mną zaprzyjaźnić od tak. – odpowiedziałem po paru uderzeniach serca. – A...jeśli chcesz wiedzieć więcej, może jeszcze kiedyś ci odpowiem – dodałem, wcale nie planując niczego. Wcale i w ogóle. Mogę porzucać jej wieloma faktami odnośnie jej osoby, ale niekoniecznie miłymi. Natomiast szczerymi, ale jakbym to powiedział, jestem pewny że by się zraziła.
Cóż, szliśmy dłuższy moment nie znajdując niczego interesującego, przez co powoli zacząłem się denerwować. Może za bardzo się spieszyłem, bo terminatorka wkrótce coś wyczuła i dała mi znak, bym zaczekał moment. Jak poprosiła tak zrobiłem, ciekawy czy serio coś tam było.
Kiedy tylko usłyszałem ponownie jej głos zza krzewu, nie musiała dwa razy powtarzać, a zwinnie w paru susach znalazłem się obok niej. Uśmiechnąłem się, niby to przyjacielsko i z uznaniem, przejmując po tym gryzonia z jej uchwytu. Wiedziałem, że pewnie nie chciałaby za bardzo na to patrzeć, więc zasłoniłem mysz łapami, z łatwością skręcając jej kark. Życie prędko ulotniło się z małego ciała, a i nie wyglądała na zmasakrowaną, więc może traumy żadnej się nie nabawi. – Nie martw się, nie cierpiała. Zrobiłem to szybko – spróbowałem jakoś pocieszyć podopieczną zastępcy. – Spisałaś się. Pomyśl, dzięki temu jakiś maluch nie będzie chodził głodny. Chcesz, żebym złapał coś dla ciebie? – by nikt z nas nie wrócił z pustymi łapami, bo kolejne teatrzyki przed wejściem do obozu były nierozsądne.
Dosyć przeciętna krótkowłosa, niebieska, tygrysio pręgowana kotka, ze złotymi oczyma. Jej delikatnie zaokrąglony pyszczek zdobi malinowy nosek, za którym ukazują się długie wibrysy. Jej włosie jest matowe i niezadbane, a ciało pokazuje wyraźne ślady wychudzenia. Jedno ucho jest nieco naderwane, a skóra w niektórych miejscach jest przecięta przez nieduże rany, które nie powinny zostawić blizny [kp pls!!]
Poranna Łapa przeszła już wiele zmian w swoim charakterze przez życie, jednak ten wyjątkowo trudny do przetrwania okres nie dodał wiele cech do jej wyjątkowo żałosnej osobowości. Kotka aktualnie jest lękliwa o wszystko, z pozbyciem się ciągłych zamartwień o gwiezdnych, przyszły lęki dotyczące aktualnego przeżycia. Codziennie musiała grzebać po śmieciach dwunogów by przetrwać na odpadkach, chociaż na dziczy była aż cztery księżyce, to nie mogła nauczyć się polować z ciągłym strachem że podczas dłuższego wyjścia do lasu napadnie ją jakiś dziki zwierz.
Z każdym dniem mierzy się z myślą by odpuścić i pewnego poranka nie uciec przed nadjeżdząjącym autem. Wśród ulicznych kotów była traktowana jako najsłabsza jednostka, dodatkowo... i tak nie zostało jej dla kogo żyć. Kilka razy odwiedziła granice między Klanem Wichru a Ziemiami Niczyimi, jednak nigdy nie natknęła się na jakiegoś kota, a tym bardziej bliskich jej Klanowiczów. Aktualnie jest jeszcze wrażliwsza niż wcześniej, a świat zewnętrzny zamiast zrobić z niej jakiegokolwiek brutala, pomógł jej się "rozpaść". Łatwiej płacze i coraz rzadziej ma chwile, gdzie po prostu nie czuje nic. Brakuje jej ciepłego boku swojej siostry i wsparcia kogokolwiek, jednak nadzieje na powrót dawno sobie odpuściła. Chociaż nadal robi co jakiś czas wycieczki do rodzinnych ziem, to boi się, że Klanowicze za nic nie przyjmą ją z powrotem.
Górska Rosa [nkt] Zamieć [nkt]
Z większym spokojem wsłuchiwałam się w słowa kocura, analizując każdą z wymienionych przez niego cech z osobna. Oczywiście, z reguły nie byłam kotką, która rozwodzi się nad każdym usłyszanym słowem, ale rzadko kiedy słyszę pozytywne opinię na mój temat. Dlatego też ciekawił mnie ten przypadek, wręcz bardzo ciekawił. Słońce wymienił kilka konkretnych negatywnych cech, mówiąc, że ja ich nie posiadam. Podniosłam lekko brwi, wyglądało na to, że żywił dosyć dużą urazę do tego typu osobowości, tylko skąd? Nie wiedziałam kto mógł tak wypominać rudzielcowi błędy i udowadniać przy tym swoją rację, ale podejrzewałam że opisywał w tamtej chwili wcześniej wspomnianą Słonecznik. Zauważyłam, że nie darzył jej zbyt dużą sympatią, dodatkowo to ona kiedyś obróciła całe rodzeństwo przeciwko rudzielcowi.
— N-nie trzeb-ba. Po prost-tu... byłam ciek-kawa. — Odpowiedziałam mu cicho. Nie chciałam wyglądać w jego oczach na pyszną, która z chęcią by chłonęła takie komplementy, dodatkowo czułam się... nieswojo, gdy ktoś w ten sposób rozmawiał o mnie. W ten dobry sposób. Widocznie za bardzo przyzwyczaiłam się do krytyki.
Nie czekałam długo, nim kocur pojawił się tuż przede mną i szybko rozprawił się z myszką. Wziął ją zwinnie z moich łap i zasłonił jej szare ciałko swoimi łapami, tym odcinając mi dostęp do zobaczenia jej śmierci. Wbrew temu, musiałam tak czy siak odwrócić głowę, jakbym miała zobaczyć tam scene okropnej egzekucji. Nie wiem, czy to już mój mózg płata mi figle, czy tak było naprawdę, ale nerwowo zastrzygłam uszami, gdy dotarło do nich niemiłe strzyknięcie, prawdopodobnie świadczące o złamaniu karku ofiary. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, a gdy ponownie popatrzyłam na kocura, to mysz nadawała się już na stos ze zwierzyną — Myśli-lisz... myślisz, że dług-go ju-już żyła? — A co, jeśli była małym, niewinnym gryzoniem, który nawet nie zaznał ćwiartki swego życia? Tyle dobrze, że nie cierpiała aż tak przy śmierci.
— M-masz rac-cję. — Co do tego malucha. Pomogłam Klanowi, jakkolwiek się przydałam. Przynajmniej moje sumienie będzie spokojniejsze.. — Je-jeśli t-to nie pro-problem. — Ponownie się krzywo uśmiechnęłam, próbując nie być przybitą kupą sierści. Jak pokaże to Irys albo Wilkowi... jak zareagują? Hebanowy wojownik ma teraz Zaśnieżoną Łapę, więc pewnie będę mniej go obchodzić, ale może moja siostra będzie ze mnie... dumna? Jak nisko zeszłam, że ktoś może być dumny, bo w wieku 13 księżyców złapałam mysz, śmieszne.
- I-ile masz ks-księżyców? - Zapytałam po chwili, patrząc na niego w górę.
thenI see the colorsfading <br>gentleness o flight escaping <br>shadows of m yfear invading<br> have I seenthis all before? <br><br>I knowthat there'ssomething residing <br>A TERRORDEEP INSIDE M E<br>maybeI'll findmyself smiling ..............<br>............................on thatdistant shore<br> M A Y B EI'M NOT A L O N E <br>
Skinąłem głową na odpowiedź kotki. Jasne, sam byłem ciekawy co o mnie sądzi i czemu nie uciekała jak żałosna Chmureczka, tylko spędzała już tak dużo czasu ze mną. A w sumie...czemu by nie zapytać? – Ja z kolei jestem ciekaw, jaką masz opinię o mnie, co? – zapytałem, dość neutralnym tonem głosu. Ciekaw byłem co odpowie i czy znowu się jakoś nie spłoszy
Znowu poruszyłem nieznacznie ogonem na kolejne pytanie kotki. Na osty i ciernie, czemu ona tak się przejmowała jakimś głupim, małym gryzoniem? Sam dał się złapać komuś takiemu jak ona, a ja go tylko dobiłem. Nie przeżyłby dużo i tak i tak, po co tak histeryzować.. – Nie zaprzątaj sobie tym tak głowy, nie warto. Przeżyła już tyle, ile powinna – odpowiedziałem starając się brzmieć łagodnie. Chociaż zrozumienie tego typu zachowań bywało ciężkie, to dam radę. Nie zrażę jej siebie, bo jest mi potrzebna.
Nim odszedłem poszukać czegoś do złapania, kotka spytała się o mój wiek. Doprawdy, nie szło tego wywnioskować? Chyba nie sądziła, że jestem starszy, prawda? Byłoby to conajmniej głupie z jej strony. – Jedenaście – odpowiedziałem obojętnie, po czym obróciłem się zostawiając przy niej myszkę. Zacząłem iść ponownie pod wiatr. Trochę mi to zajęło znowu, ale ostatecznie udało mi się napotkać kolejnego gryzonia i z lekkimi trudnościami złapałem go i zabiłem. W czasie, gdy schylałem się by zgarnąć martwe truchło, moim oczom ukazała się niewielka roślina o białych płatkach i żółtym środku. Zdaje się, że chyba była to stokrotka? Chociaż taka jakaś dziwnie duża... Wzruszyłem sam do siebie barkami, ostrożnie zrywając kwiatka z kawałkiem łodyżki. Zgarnąłem oba fanty, powoli dreptając spowrotem do Porannej Łapy. Dostanie chwasta to może przestanie płakać nad martwymi myszami. – Wybacz, że tyle zeszło – ale powinnaś się cieszyć, że to nie tobie kazałem to zabić. Nie miałbym tyle czasu i cierpliwości, więc wyręczyłem cię podwójnie. Odłożyłem pożywienie obok tego drugiego, a sam znowu zbliżyłem się do terminatorki z roślinką, wcześniej ją jej pokazując. Bezproblemowo ułożyłem ją na głowie kocicy, zaraz obok ucha. Proszę, tym samym jeśli nie chce zbezcześcić mojego prezentu musi być wyprostowana, o. Ile korzyści z tego!
Odsunąłem się i krytycznie spojrzałem na jej pyszczek. Nie było tak masakrycznie, ale już nawet to zielsko wyglądało ciekawiej niż ona, pfft. – Ładnie ci – miauknąłem tak samo obojętnie jak wcześniej. Ah, ale ze mnie kłamca! A ta głupia w to uwierzy.
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
* * *
Lubiła przebywać z wujkiem Zającem, a wydawało jej się, że ten potrzebuje jakiegoś wsparcia i czyjejś obecności, więc postanowiła wybrać się z nim na spacer i zarazić go nieco swoim optymizmem, bo była pewna, że z tego powodu zrobi mu się tak przyjemniej, w końcu zawsze miło było sobie z kimś porozmawiać. Nie bardzo wiedziała, jak mogłaby go pocieszyć, czy coś podobnego, ale starała się ze wszystkich sił, bo nie lubiła, gdy inni się smucili. Wojownika naprawdę bardzo lubiła, zwłaszcza, że nie traktował jej jak jakiegoś głupiutkiego podlotka i pozwolił jej obejrzeć lecznicę, chociaż podobno było to takie zakazane i nieodpowiednie. Nic zatem dziwnego, że opowiadała mu teraz o tym, że umie już polować, a w ogóle to widziała Czarny Ogon i wyobrażała go sobie zupełnie inaczej, a Wilk zdradził jej niesamowitą tajemnicę.
- Wujku? A widziałeś kiedyś gąsienicę? - zapytała spoglądając na niego z rozchylonym nieco pyszczkiem. Jej jeszcze nie udało się trafić na tego robaka, nie wiedziała, gdzie dokładnie miałaby go szukać i była niesamowicie go ciekawa. Podejrzewała zaś, że starszy kocur widział już w życiu bardzo, ale to bardzo wiele, a co za tym idzie, mógł jej o tym wszystkim opowiedzieć.
- I powiedz mi... Czy to naprawdę źle mieć przyjaciół w innym Klanie? - dopytała spoglądając na Zająca z niesamowitą wręcz uwagą. Wiedziała już, że Kodeks tego nie zakazywał, ale miała niejasne przeczucie, że nie wszystkim musi się podobać to, że ona będzie robiła coś inaczej niż wszyscy. Nie chciała się ograniczać, zresztą, nie czuła takiej potrzeby, by się jakoś wstrzymywać, czy coś podobnego. Z Rozmaryn w końcu rozmawiało się jej naprawdę przyjemnie, ale wolała jeszcze poznać opinię kogoś starszego, a ponieważ mama i tata byli strasznie zajęci, uznała, że przy okazji wykorzysta to spotkanie, a skoro pociągnie Zająca za język, to może ten przestanie tak o wszystkim złym myśleć.
//Zając
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Było coraz lepiej, coraz łatwiej, jednak nic nie powróciło do dawnego porządku. Brak Miętowookiej wciąż był niczym wielka dziura w jego sercu. I chociaż powoli się do tego przyzwyczajał, to wciąż przyłapywał się na tym, że bierze zwierzynę ze stosu i niesie ją do legowiska starszyzny, jakby miał tam zastać matkę i z nią trochę posiedzieć… po to tylko, by zatrzymać się w pół kroku przed wejściem i zdać sobie sprawę, że na pewno tak nie będzie, że spotkać to się mogą dopiero na Srebrnej Skórce. Takie wypadki zdarzały mu się jednak coraz rzadziej, a w takim czasie jak ten bardzo doceniał towarzystwo innych kotów – więc na spacer z Raczek udał się z przyjemnością.
– Gąsięnicę? Och, pewnie. Na pewno się niedługo pojawią, także sama zobaczysz. Wiesz, że one wyglądają trochę obrzydliwie, dziwnie się poruszają i w ogóle, ale że one potem się stają pięknymi, kolorowymi motylami? – odparł z dosyć dużą łatwością, chwytając się podsuniętego tematu nieco niczym tonący brzytwy. W pierwszym okresie po śmierci matki mówił naprawdę niewiele, nie znajdował słów na wiele spraw, teraz jednak było już nieco inaczej. Zerknął z pewną rozwagą na córkę Maliny i Fiołka, gdy ta zadała kolejne pytanie.
– Hmm? Nie, to nie jest… złe – zaczął. – Widzisz, Miękki Obłok ma partnerkę i kocięta w innym klanie, a są też koty, które się przyjaźnią z Rzeczniakami i Gromiakami. To nie jest coś złego, ale wiesz już, co na ten temat mówi Kodeks Wojownika?
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Młoda aż tak dobrze nie znała się na tym, jak koty zachowują się po stracie bliskich i chyba jeszcze nie do końca docierało do niej, że każdy może reagować inaczej, że nie wszyscy są tacy sami. Mimo wszystko obserwowała zatem uważnie wujka, by w każdej chwili móc zareagować, gdyby uznała, że nie podoba jej się to, jak się smuci czy jak ciężko wzdycha. Odnosiła jednak niejasne wrażenie, że jej obecność jakoś mu pomaga. Nie wydawał się już również być aż tak przygnębiony, co Raczek przyjęła z radością. W końcu, chociaż coś bolało, to inne rzeczy mogły nas cieszyć. Bała się trochę, że wujek już się nie uśmiechnie, ale może Mięta przyszła do niego we śnie i poprosiła go, żeby jednak szedł dalej na przód? A może czuwała nad nim, tak jak dziadkowie nad tatą, o czym jej mówił?
- W motyle? O ja! Nie widziałam jeszcze motyla! A Wilk to mi mówił, że te gąsienice to siedzą na drzewach i to takie puszyste, pokryte futrem dżdżownice, no ale ja nie wiem do końca, czy mu wierzyć! Jakie one są według ciebie? A możemy jakiś poszukać? Czy jest na nie za wczas? Bo ja to bym chciała znaleźć taką, ale by była heca! - wypaliła z miejsca. Spojrzała na Zająca dość mocno błyszczącymi oczami zastanawiając się, co wujek jeszcze może jej opowiedzieć, bo nie dość, że był naprawdę fajny i rozmowny, to na pewno miał w głowie bardzo, bardzo dużo wiadomości, jakimi mógł się z nią podzielić! Co do tego nie miała najmniejszych nawet wątpliwości.
- No... - zaczęła wystawiając język i przymykając ślepia, myśląc o tym, co do tej pory jej mówiono o Kodeksie, granicach i całej tej zabawie. Nie pamiętała może dokładnie, ale była chyba w stanie oddać sens zasady, jaka dotyczyła innych Klanów. - Że można się przyjaźnić, ale jeśli będzie jakiś problem i się zrobi kiszka, to wtedy trzeba być lojalnym wobec Klanu. Znaczy... że nie mogę pomóc przyjacielowi, nie? Ale... Nie bardzo rozumiem, co miałoby się stać, żeby do czegoś takiego doszło. W końcu żyjemy w pokoju, no nie? - dodała jeszcze i znowu spojrzała na niego uważnie, bo była pewna, że Zając wyjaśni jej to wszystko na tyle dobrze, by nigdzie się nie pomyliła. Była chętna do tego, by dowiadywać się nowych rzeczy, ba, zdawało się, że chwyta je niczym gąbka.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see