Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Słuchał, a raczej starał się słuchać. Do podziwiacza drzew było mu daleko, chociaż lubił przyrodę i w ogóle no ładne rzeczy. Tak. W głowie jednak zawsze miał po prostu, że on był od bicia, a Huba od medykamentów, sam jedyne co lubił z roślin to fakt, że ktoś go umiał opatrzyć jak była potrzeba. Nie żeby od razu miał zapomnieć wszystko co mu Ważka powie, ale po czasie… no możliwe, że lepiej jakby nie pytała. – Uwierzę ci na słowo. – Bo za siebie ręczyć nie mógł, ani trochę. – Och… nie. Nie tym razem – oznajmił i umilkł. W sumie czemu on go przedstawił jako przyjaciela? Dobre pytanie, speszył się aż. Nie wiedział czy powinien kontynuować ten temat po tym. Zamilkł na razie.
– To prawda. – Przytaknął z uśmiechem. – Cóż… właściwie dzięki przyjacielowi, który niedawno został moim partnerem - wybacz za dziwne skłamanie przed chwilą. Chyba się nie przyzwyczaiłem jeszcze, że po tylu księżycach nie jestem sam – zaśmiał się, ale kontynuował – jest lepiej. Czuję się żywszy, chociaż ta zasługa jest również w Wędrujących Światłach i tobie. – przyznał bez mrugnięcia okiem, chociaż poczuł się dziwnie otwierając się aż tak. – Także na ogół daję radę i pomimo zniknięcia tego durnia, dalej sobie radzę. – Westchnienie opuściło jego pysk, a on z pewnego kroku przeszedł w bardziej przygarbioną postawę, jakby realia świata dotarły pomimo tylu pozytywów. – Mam też duża rodzinę. Siostry, kuzyna, ich dzieci, a mimo to czasami mam wrażenie, że rola bycia podporą dla Roziskrzonej Gwiazdy przypada tylko mi. – Co tu mógł więcej powiedzieć? Tak na dobrą sprawę każdy widział jak się trzymał jego rodzic, każdy zdawał sobie sprawę ze słabnącego zdrowia, czy mniej obecnego bycia. A mimo to wydawało się jakby to już była “plakieta” Przywódcy, że taki właśnie był. Od zawsze. Co było obrzydliwym i okropnym kłamstwem. Iskra był wesoły, odważny, nierozważny, głupkowaty, wiecznie gotowy do roboty. Teraz każdy widział namiastkę tego kim był jego rodzic tyle księżyców temu oraz tyle księżyców zanim zaczął być cieniem własnej osoby. Korzeń czasami nie mógł patrzeć, odwracał wzrok i wmawiał sobie to samo co reszta - taki był Iskra. Czasami przerastało go oglądanie jak choroba zabiera mu to co znał od kociaka. Jedynie czasami łapał się na myśleniu, gdzie jest moja mama?. – A ty jak się czujesz? Tak naprawdę?
Wróbelek swoje imię zawdzięcza umaszczeniu: buremu, jak grzbiet tego ptaszka. Na tym jednak kończą się wszelkie podobieństwa, kocur bowiem pod względem gabarytów jest wykapanym synem tatusia. To prawdziwy olbrzym, o mocnych i szerokich łapach, baryłkowatym tułowiu i grubym karku, na którym osadzona jest okrągły łeb. Jego potężną sylwetkę dodatkowo podkreśla gęste i długie futro, w którym czerń i jej jaśniejsze odcienie układają się w klasyczne prążki... A przynajmniej w teorii, bo w praktyce sprawia ono po prostu wrażenie mieszaniny ciemnych i nieco mniej ciemnych kosmyków. Jedynymi bardziej kolorowymi niuansami są jasnozielone, okrągłe oczy, długie białe wąsy i nos o ceglanym odcieniu.
W jego ruchach próżno doszukiwać się gracji. Są raczej ciężkie, a sam Wróbelek jest zdecydowaną niezdarą, jakby nie do końca panował nad wielkością swojego ciała.
Choć widok kota o aparycji potężnego głazu może na pierwszy rzut oka onieśmielać, szybko okazuje się, że Wróbelek jest łagodnym olbrzymem. Należy do tych, którzy emocje mają wypisane na pyszczku, a serce noszą na wyciągniętej łapie. Kocurek jest zwykle chętny do rozmowy, opiekuńczy i przyjacielski. Trzeba jednak przyznać, że z powodu niewielkiego doświadczenia w kontaktach społecznych bywa w nich nieco niezgrabny. Czasem brakuje mu ogłady, potrafi zaśmiać się zbyt głośno albo zareagować przesadnie emocjonalnie. Później często wraca do takich sytuacji myślami, wyrzucając sobie, że nie wypadł najlepiej.
Pisklę (S) Jajko (KW)
Gwiezdne: Żabia Łapa..
Czy jeżeli coś wydarzyło się dwa razy, można już nazwać to tradycją? Wróbelek zmarszczył lekko nos, zastanawiając się nad tym, kiedy jego jasne ślepia padły na szylkretowy profil Skalistą Łapę. Chyba jeszcze nie. Ale podobała mu się myśl, że może właśnie teraz rodziło się coś, co kiedyś będzie można tak nazwać. W końcu już drugi raz szli wspólnie zbierać mech. - To miła odmiana, tym razem móc porozmawiać tylko we dwójkę - powiedział z lekkim uśmiechem.
Ostatnim razem czas minął im przyjemnie, jednak nie do końca tak, jak sobie wyobrażał. Bijąca Niedźwiedzica postanowiła jednak zrezygnować z polowania i nie zostawiać ich samych. Tak właśnie, wraz ze Złota Gęsią, stali się częścią konwersacji i bury kocur nie miał wrażenia, że udało mu się szczególnie dobrze poznać kotkę.
Thenthere isYou-u! You makethe summerso much nicer, thanks toYou-u! The mockingbirdssing likea choir They go: *Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*
NowI know! There'sno needtobe afraid Youmake the sun rise up.
Na pierwszy rzut oka można zauważyć długie, trzykolorowe futro koteczki, ze zdecydowaną przewagą bieli, którą można zauważyć już od czoła i pyska, aż po wszystkie łapy, brzuch, boki, kończącą się zaraz przy ogonie. Rude i czarne plamy przewagę zaś mają na głowie, grzbiecie, oraz wyjątkowo puchatym ogonie. Na tych rudych plamach dostrzec za to można delikatne, ledwo prześwitujące, i ciemniejsze, niż reszta rudości, klasyczne pręgowanie. Uszy kotki zakończone są pokaźnymi pędzelkami; jedno czarne, a drugie zakończone bielą. Na świat patrzeć będzie dzięki żółtym oczom, choć jeszcze niewybarwionym, w kolorze szaroniebieskim. A pyszczek zakończony jest jasnoróżowym noskiem. Pysk ma szeroki, wiecznie przybrany neutralny wyraz wygląda za to, jakby była bardzo nieprzyjemna, wręcz niemiła dla innych, ale to wcale nie tak, musicie uwierzyć! Na razie ciężko cokolwiek powiedzieć o jej sylwetce - wszak to kociak! - ale zdecydowanie wygląda na taką, co to urośnie duża i ciężka.
Taki promyczek słońca, który żyje, żeby tobie się żyło lepiej, serio!
Ale, dopóki cię nie zna, to trochę skryta, nieśmiała i wycofana; trochę wygląda jakby cię nienawidziła, ale wcale tak nie jest, ona tylko wygląda!!
Na szczęście miejsce do zbierania mchu, jedno z wielu, znajdowało się blisko obozu, więc choć na początku wizja pójścia tam tylko z Wróblową Łapą wydała jej się dość przerażającą wizją, to ostatecznie się zgodziła, bo jednak mimo wszystko miło byłoby pójść właśnie z kimś z rodziny na wspólną przebieżkę po mech, porozmawianie, faktycznie poznanie siebie bliżej, bo nadal miała wrażenie, że średnio idzie jej socjalizowanie się w klanie. Nie dość, że nie znała wielu kotów w klanie, przez to że wyjątkowo bała się zagadać, mimo że cały czas starała się z sobą walczyć, a znane jej koty jakoś tak albo ginęły, albo zapominały o jej istnieniu (nie żeby dawała im podstawy do tego, by nie zapominać, albo robiła cokolwiek w tym kierunku). A rodzina... cóż. Też nie szło jej najlepiej, więc cieszyła się, że Wróblowa Łapa chociaż się stara utrzymywać z nią kontakt; było to miłe, naprawdę, doceniała. I dlatego właśnie stwierdziła, że co złego może się stać?
Szkoda tylko, że nie pamiętała o tym po wyjściu z obozu, gdzie od razu lekko nastroszyła futro i zaczęła się bacznie rozglądać dookoła, mając nadzieję, że to wyjście faktycznie nie będzie jednym z ostatnich, no i nic nie przegryzie jej tchawicy.
- Prawda - powiedziała, może nie do końca szczerze, ale postarała się po tym wcisnąć na pyszczek lekki uśmiech, no i nawet głos nie zdradzał, że się trochę bała. Nie żeby postawa ciała dawała sto procent pewności, że ona się czuje, jakkolwiek bezpiecznie. Nie odezwała się jednak póki co więcej, nadal rozglądając, bo jednak nie potrafiła do końca zmusić głowy, by przestała się kręcić.
Wróbelek swoje imię zawdzięcza umaszczeniu: buremu, jak grzbiet tego ptaszka. Na tym jednak kończą się wszelkie podobieństwa, kocur bowiem pod względem gabarytów jest wykapanym synem tatusia. To prawdziwy olbrzym, o mocnych i szerokich łapach, baryłkowatym tułowiu i grubym karku, na którym osadzona jest okrągły łeb. Jego potężną sylwetkę dodatkowo podkreśla gęste i długie futro, w którym czerń i jej jaśniejsze odcienie układają się w klasyczne prążki... A przynajmniej w teorii, bo w praktyce sprawia ono po prostu wrażenie mieszaniny ciemnych i nieco mniej ciemnych kosmyków. Jedynymi bardziej kolorowymi niuansami są jasnozielone, okrągłe oczy, długie białe wąsy i nos o ceglanym odcieniu.
W jego ruchach próżno doszukiwać się gracji. Są raczej ciężkie, a sam Wróbelek jest zdecydowaną niezdarą, jakby nie do końca panował nad wielkością swojego ciała.
Choć widok kota o aparycji potężnego głazu może na pierwszy rzut oka onieśmielać, szybko okazuje się, że Wróbelek jest łagodnym olbrzymem. Należy do tych, którzy emocje mają wypisane na pyszczku, a serce noszą na wyciągniętej łapie. Kocurek jest zwykle chętny do rozmowy, opiekuńczy i przyjacielski. Trzeba jednak przyznać, że z powodu niewielkiego doświadczenia w kontaktach społecznych bywa w nich nieco niezgrabny. Czasem brakuje mu ogłady, potrafi zaśmiać się zbyt głośno albo zareagować przesadnie emocjonalnie. Później często wraca do takich sytuacji myślami, wyrzucając sobie, że nie wypadł najlepiej.
Pisklę (S) Jajko (KW)
Gwiezdne: Żabia Łapa..
Odwrócił wzrok ponownie przed siebie słysząc słowa... och czy mógłby zacząć nazywać ją w myślach kuzynką? Brzmiało to dla niego dużo lepiej niż siostrzenica. Ktoś kto był prawdziwym wujkiem powinien być w końcu mądry, doświadczony. Jego starsze rodzeństwo, którego poza Bitką nie udało mu się zbytnio poznać na pewno lepiej spełniało wymagania związane z tą rolą. - Och, tam chyba będzie dobre miejsce - przerwał chwilę milczenia dostrzegając zielony skrawek ziemi, wokół próchniejącego pnia i przyśpieszył nieco kroku.
Przykucnął, ostrożnie dotykając mchu końcówką łapy. Był miękki, gęsty i sprężysty, a kępki, które porastały zarówno pień jak i ziemię powinny wystarczyć na wymianę do kociarni. - Wydaje się czysty i dość suchy od spodu, jak myślisz? - Zagadnął kierując jasne spojrzenie na Skalistą Łapę, której zdenerwowania nie udało mu się jeszcze dostrzec.
Thenthere isYou-u! You makethe summerso much nicer, thanks toYou-u! The mockingbirdssing likea choir They go: *Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*
NowI know! There'sno needtobe afraid Youmake the sun rise up.
Na pierwszy rzut oka można zauważyć długie, trzykolorowe futro koteczki, ze zdecydowaną przewagą bieli, którą można zauważyć już od czoła i pyska, aż po wszystkie łapy, brzuch, boki, kończącą się zaraz przy ogonie. Rude i czarne plamy przewagę zaś mają na głowie, grzbiecie, oraz wyjątkowo puchatym ogonie. Na tych rudych plamach dostrzec za to można delikatne, ledwo prześwitujące, i ciemniejsze, niż reszta rudości, klasyczne pręgowanie. Uszy kotki zakończone są pokaźnymi pędzelkami; jedno czarne, a drugie zakończone bielą. Na świat patrzeć będzie dzięki żółtym oczom, choć jeszcze niewybarwionym, w kolorze szaroniebieskim. A pyszczek zakończony jest jasnoróżowym noskiem. Pysk ma szeroki, wiecznie przybrany neutralny wyraz wygląda za to, jakby była bardzo nieprzyjemna, wręcz niemiła dla innych, ale to wcale nie tak, musicie uwierzyć! Na razie ciężko cokolwiek powiedzieć o jej sylwetce - wszak to kociak! - ale zdecydowanie wygląda na taką, co to urośnie duża i ciężka.
Taki promyczek słońca, który żyje, żeby tobie się żyło lepiej, serio!
Ale, dopóki cię nie zna, to trochę skryta, nieśmiała i wycofana; trochę wygląda jakby cię nienawidziła, ale wcale tak nie jest, ona tylko wygląda!!
Rozmyślenia na temat tego, czy coś zaraz nie przyjdzie i ich nie zje, dość prędko zostały rozwiane w uderzenie serca, gdy tylko Wróblowa Łapa nagle się odezwał. Krótko zerknęła w stronę, w którą tak chętnie potuptał, żeby po chwili do niego dołączyć, starając się już nie myśleć o niczym złym. Doszli do celu, to prawie tak, jakby tu nie mogło się im nic złego stać, prawda? A o drapieżników będzie się znów martwiła w drodze powrotnej, tak, zdecydowanie.
Pochyliła się nad porastającym pień mchem, krótko analizując, przyglądając się też temu fragmentowi, który Wróbel podważył pazurem, jak największy znawca mchu w okolicy.
- Mhm, wydaje mi się, że będzie perfekcyjny. Zawsze można go chwilę zostawić na słońcu, dla pewności, są takie upały, że na spokojnie wyschnie, a wtedy się zobaczy, czy się nadaje - przytaknęła, przysiadając obok i zaczynając powoli, ostrożnie, odrywać mech od ziemi, którą pokrywał, ostrożnie, żeby nie popsuć tak ładnego mchu, bez słowa, póki co.
Wróbelek swoje imię zawdzięcza umaszczeniu: buremu, jak grzbiet tego ptaszka. Na tym jednak kończą się wszelkie podobieństwa, kocur bowiem pod względem gabarytów jest wykapanym synem tatusia. To prawdziwy olbrzym, o mocnych i szerokich łapach, baryłkowatym tułowiu i grubym karku, na którym osadzona jest okrągły łeb. Jego potężną sylwetkę dodatkowo podkreśla gęste i długie futro, w którym czerń i jej jaśniejsze odcienie układają się w klasyczne prążki... A przynajmniej w teorii, bo w praktyce sprawia ono po prostu wrażenie mieszaniny ciemnych i nieco mniej ciemnych kosmyków. Jedynymi bardziej kolorowymi niuansami są jasnozielone, okrągłe oczy, długie białe wąsy i nos o ceglanym odcieniu.
W jego ruchach próżno doszukiwać się gracji. Są raczej ciężkie, a sam Wróbelek jest zdecydowaną niezdarą, jakby nie do końca panował nad wielkością swojego ciała.
Choć widok kota o aparycji potężnego głazu może na pierwszy rzut oka onieśmielać, szybko okazuje się, że Wróbelek jest łagodnym olbrzymem. Należy do tych, którzy emocje mają wypisane na pyszczku, a serce noszą na wyciągniętej łapie. Kocurek jest zwykle chętny do rozmowy, opiekuńczy i przyjacielski. Trzeba jednak przyznać, że z powodu niewielkiego doświadczenia w kontaktach społecznych bywa w nich nieco niezgrabny. Czasem brakuje mu ogłady, potrafi zaśmiać się zbyt głośno albo zareagować przesadnie emocjonalnie. Później często wraca do takich sytuacji myślami, wyrzucając sobie, że nie wypadł najlepiej.
Pisklę (S) Jajko (KW)
Gwiezdne: Żabia Łapa..
Obserwował jak kuzynka bada znaleziony mech, zanim wydała na niego wyrok - skazujący na śmierć przez zebranie. Przynajmniej jednak jego zwłoki - jeżeli będzie się nadawał - posłużą szczytnemu celowi. Kilka kolejnych księżyców pozwolą najmłodszym Wichrzakom śnić wygodniej. A przynajmniej ta jego część, która nie zostanie zbrudzona zbyt mocno, aby była możliwa do wysuszenia i ponownego użytku.
Przytaknął jedynie dużym łbem i wbił wysunięte pazury w ziemię, podkopując roślinę. Tak, żeby łatwiej było zebrać jak największe jej płaty. Mech lubił się w końcu kruszyć na małe kawałki. Nie robiło to róźnicy w samej kociarni, ale w transporcie i sprzątaniu już jak najbardziej. - Jak podobało ci się ostatnie święto Skalista Łapo? - Zagadnął po długiej chwili pracowania w ciszy, jeżeli kotka sama jej wcześniej nie przerwała.
Thenthere isYou-u! You makethe summerso much nicer, thanks toYou-u! The mockingbirdssing likea choir They go: *Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*
NowI know! There'sno needtobe afraid Youmake the sun rise up.
Na pierwszy rzut oka można zauważyć długie, trzykolorowe futro koteczki, ze zdecydowaną przewagą bieli, którą można zauważyć już od czoła i pyska, aż po wszystkie łapy, brzuch, boki, kończącą się zaraz przy ogonie. Rude i czarne plamy przewagę zaś mają na głowie, grzbiecie, oraz wyjątkowo puchatym ogonie. Na tych rudych plamach dostrzec za to można delikatne, ledwo prześwitujące, i ciemniejsze, niż reszta rudości, klasyczne pręgowanie. Uszy kotki zakończone są pokaźnymi pędzelkami; jedno czarne, a drugie zakończone bielą. Na świat patrzeć będzie dzięki żółtym oczom, choć jeszcze niewybarwionym, w kolorze szaroniebieskim. A pyszczek zakończony jest jasnoróżowym noskiem. Pysk ma szeroki, wiecznie przybrany neutralny wyraz wygląda za to, jakby była bardzo nieprzyjemna, wręcz niemiła dla innych, ale to wcale nie tak, musicie uwierzyć! Na razie ciężko cokolwiek powiedzieć o jej sylwetce - wszak to kociak! - ale zdecydowanie wygląda na taką, co to urośnie duża i ciężka.
Taki promyczek słońca, który żyje, żeby tobie się żyło lepiej, serio!
Ale, dopóki cię nie zna, to trochę skryta, nieśmiała i wycofana; trochę wygląda jakby cię nienawidziła, ale wcale tak nie jest, ona tylko wygląda!!
Nie zdecydowała się przerwać ciszy, jaka zapadła między nią, a Wróblem. Z konkretnego powodu; po pierwsze skupiła się na pracy, a skupiona nieszczególnie miała jeszcze czas myśleć nad tym, jaki temat zarzucić, by nie było między nimi ciszy, a po drugie - lubiła pracować w ciszy. Nie czuła teraz skrępowania, że zapadła ona między nimi, bo oboje mieli zajęcie, a więc nie czuła się z tym źle. Jasne, w normalnych warunkach być może na siłę starałaby się znaleźć jakiś temat, włączyłby jej się jakiś overthinking w głowie, jeśli chodzi o to, o czym mogą porozmawiać, więc ostatecznie skończyłaby z wyrzutami sumienia, bo przez to, ile myśli, nie zebrałaby się w sobie, by dany temat w końcu wymyślić, a między nimi zapadłaby wyjątkowo niezręczna cisza; a przynajmniej w jej głowie.
Ale Wróbel w końcu przerwał tę ciszę, a ona w sumie nie miała nic przeciwko.
- Uch, bawiłam się w sumie dobrze, gdzieś w tle... bardzo fajnie się słuchało innych kotów, naprawdę, tylko uważam, że... heh, było nas za dużo - zdecydowała się na koniec na mały żarcik, bo przecież było oczywistym, że zbierze się cały klan, jak nie jego większość, a ona po prostu czuła się przytłoczona, ale siedząc na uboczu, bez kotów, które zwracały na nią uwagi, było... przyjemnie. Obserwować jak koty dziękują za różne rzeczy, opowiadają co tam u nich, no i... - I ten Gwiezdny. Nie sądziłam, że... kiedykolwiek jakiegoś zobaczę - dodała, z lekkim uśmiechem na pysku.
Wróbelek swoje imię zawdzięcza umaszczeniu: buremu, jak grzbiet tego ptaszka. Na tym jednak kończą się wszelkie podobieństwa, kocur bowiem pod względem gabarytów jest wykapanym synem tatusia. To prawdziwy olbrzym, o mocnych i szerokich łapach, baryłkowatym tułowiu i grubym karku, na którym osadzona jest okrągły łeb. Jego potężną sylwetkę dodatkowo podkreśla gęste i długie futro, w którym czerń i jej jaśniejsze odcienie układają się w klasyczne prążki... A przynajmniej w teorii, bo w praktyce sprawia ono po prostu wrażenie mieszaniny ciemnych i nieco mniej ciemnych kosmyków. Jedynymi bardziej kolorowymi niuansami są jasnozielone, okrągłe oczy, długie białe wąsy i nos o ceglanym odcieniu.
W jego ruchach próżno doszukiwać się gracji. Są raczej ciężkie, a sam Wróbelek jest zdecydowaną niezdarą, jakby nie do końca panował nad wielkością swojego ciała.
Choć widok kota o aparycji potężnego głazu może na pierwszy rzut oka onieśmielać, szybko okazuje się, że Wróbelek jest łagodnym olbrzymem. Należy do tych, którzy emocje mają wypisane na pyszczku, a serce noszą na wyciągniętej łapie. Kocurek jest zwykle chętny do rozmowy, opiekuńczy i przyjacielski. Trzeba jednak przyznać, że z powodu niewielkiego doświadczenia w kontaktach społecznych bywa w nich nieco niezgrabny. Czasem brakuje mu ogłady, potrafi zaśmiać się zbyt głośno albo zareagować przesadnie emocjonalnie. Później często wraca do takich sytuacji myślami, wyrzucając sobie, że nie wypadł najlepiej.
Pisklę (S) Jajko (KW)
Gwiezdne: Żabia Łapa..
Zajęty pracą, nie pomyślał nawet o tym, że od dłuższego czasu się nie odzywają. A gdyby zwrócił na to uwagę? Z większością kotów, zapewne poczułby coś podobnego, co trapiło również w takich sytuacjach Skalistą Łapę. Z samą kotką czuł się jednak przyjemnie milcząc we dwoje. Może przez to, że była małomówna już od ich spotkania w obozie, kiedy pierwszy raz zaproponował jej wspólne zbieranie mchu? A może po prostu w jakiś sposób czuł, że oboje nie mają chwilowo potrzeby przerwania ciszy.
W tym momencie jednak całe to rozkładanie tego, jak czuli się milcząc, na czynniki pierwsze było zbędne. W końcu rozpoczęli rozmowę. Wróbelekowe spojrzenie musiało odnaleźć, jednak pysk kotki, żeby upewnić się po jej mimice, że ta żartowała, zanim zaśmiał się krótko.
- Mnie też się podobało, każda opowieść miała coś w sobie - przytaknął na krótki moment wracając wspomnieniami do pojedynczych przemów wygłoszonych przez koty. Zaraz jednak jego myśli wróciły do innego punktu święta, które podniosła sama Skalista Łapa (nieomal jakby czytała mu w głowie!).
Wróbelek odchrząknął i przytaknął łbem, z widocznym zmieszaniem. Jasne ślepia uciekły na uderzenie serca w bok, zanim ponownie odnalazły spojrzenie kuzynki, a jedna z szerokich łap podniosła się bez sensu, zaraz ponownie opadając na podłoże. No nie sądził, że tak szybko przejdą do tego tematu, który chciał z nią poruszyć. - Tak. Nie sądziłem, że kiedykolwiek jakiegoś zobaczę - zaczął, a głos brzmiał mu nieco niepewnie. Jakby w przód chciał przeprosić za to co zaraz powie. - Mało kto podobno widział ich za życia, a tym bardziej żeby tak pojawił się przed całym klanem... Myślisz, że święto to naprawdę jedyny powód? Bo... Bo zastanawiałem się nad tym potem i pomyślałem, że może... No wiesz, że przyszedł specjalnie dla ciebie i Kryształ... - jasne spojrzenie utkwiło w jasnym pyszczku kotki. Czy rozumiała co chce przez to powiedzieć?
Thenthere isYou-u! You makethe summerso much nicer, thanks toYou-u! The mockingbirdssing likea choir They go: *Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*
NowI know! There'sno needtobe afraid Youmake the sun rise up.
Na pierwszy rzut oka można zauważyć długie, trzykolorowe futro koteczki, ze zdecydowaną przewagą bieli, którą można zauważyć już od czoła i pyska, aż po wszystkie łapy, brzuch, boki, kończącą się zaraz przy ogonie. Rude i czarne plamy przewagę zaś mają na głowie, grzbiecie, oraz wyjątkowo puchatym ogonie. Na tych rudych plamach dostrzec za to można delikatne, ledwo prześwitujące, i ciemniejsze, niż reszta rudości, klasyczne pręgowanie. Uszy kotki zakończone są pokaźnymi pędzelkami; jedno czarne, a drugie zakończone bielą. Na świat patrzeć będzie dzięki żółtym oczom, choć jeszcze niewybarwionym, w kolorze szaroniebieskim. A pyszczek zakończony jest jasnoróżowym noskiem. Pysk ma szeroki, wiecznie przybrany neutralny wyraz wygląda za to, jakby była bardzo nieprzyjemna, wręcz niemiła dla innych, ale to wcale nie tak, musicie uwierzyć! Na razie ciężko cokolwiek powiedzieć o jej sylwetce - wszak to kociak! - ale zdecydowanie wygląda na taką, co to urośnie duża i ciężka.
Taki promyczek słońca, który żyje, żeby tobie się żyło lepiej, serio!
Ale, dopóki cię nie zna, to trochę skryta, nieśmiała i wycofana; trochę wygląda jakby cię nienawidziła, ale wcale tak nie jest, ona tylko wygląda!!
Na szczęście sama Skalista Łapa na tyle pewnie czuła się w towarzystwie Wróblowej Łapy, być może ze względu na to właśnie, że był członkiem jej rodziny, i jakoś od razu czuła do niego większe zaufanie, że jej nie przeszkadzało ani milczenie, ani rozmowa, którą chwilę później zaczęli. Choć zdecydowanie nie można było powiedzieć, by czuła się tak pewnie, jak w towarzystwie Postrzępionej Sieci, czy powoli zaczynała czuć w towarzystwie nowej mistrzyni, tak... zdecydowanie czuła się swobodniej, niż w wypadku większości rozmów z wichrzakami, z którymi kontakt ograniczał jej się do ewentualnych patroli granicznych, czy polowań.
Skinęła głową, krótko, nieprzejęta tym, że być może bury kocur nawet nie spoglądał w jej stronę, gdy to czyniła, bo po chwili wydała z siebie również pomruk aprobaty, co do jego słów. Miło było widzieć tyle zaangażowanych w swoje historie kotów, oraz tłum, który z uwagą słuchał, tym samym na pewno dając mówiącym jeszcze więcej radości i chęci do dzielenia się swoimi opowieściami. Gdzieś w tle, w głębi siebie, zazdrościła tym kotom, że tak łatwo przychodzi im mówienie na forum klanu, bo ona chyba by się popłakała, jakby zaczęła mówić, nawet jeśli faktycznie wszyscy słuchaliby z uwagą, nawet jeśli jeszcze by jej gratulowali, bo mimo wszystko mówienie, kiedy tyle kotów słucha, było naprawdę trudne.
Drgnęła wyraźnie, kiedy Wróblowa Łapa zakończył swoją wypowiedź, niepewnie unosząc oczy znad kępki mchu, którą próbowała bardzo ostrożnie wyrwać z korzenia, by napotkać, czego się spodziewała, jasnozielone oczy terminatora, który wpatrywał się prosto w nią.
- Ja... nie... nie sądzę - wyjąkała niepewnie, odwracając od razu wzrok, wbijając go w mech i udając bardzo zajętą tym, by oderwać go tak, żeby go nie uszkodzić, podczas gdy widać było po nim, że on niespecjalnie z tym walczy, a ona po prostu musi się czymś zająć.
Owszem, domyślała się do czego pije kuzyn; prawdopodobnie do jej pochodzenia, o którym wszystkim mówiła matka. Że zesłał ich Gwiezdny Klan, że nie było w tym wszystkim ojca, jako ojca, że nie pochodzą od dwóch żywych kotów, a tylko od jednego, a drugim... rodzicem? Był Gwiezdny Klan. Ale szczerze... teraz nie wiedziała co o tym wszystkim sądzić, nie sądziła, by to było możliwe... a może? A może było? - Czy... wtedy... nie powinien dać jakiegoś znaku, że tak było...? - dodała. Nie łudziła się, że spojrzałby właśnie na nich, że powiedziałby że jest z nich dumny, że cokolwiek, nie, w ogóle. Przestawała wierzyć, że taka była historia, ale z drugiej strony matka tak się na to upierała i nigdy nikt w klanie nie wydał jej się tak podobny do nich, żeby móc myśleć, że jest ich ojcem, no i nikt się nie przyznawał, no i Bijąca Niedźwiedzica z nikim chyba nie miała takiego kontaktu, no i nigdzie nagle nie znikała i... uch. Ciężkie się wylosowało.