Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
- Mam nadzieję, że nie tylko pierwszy, ale i ostatni - skwitowałam jego słowa, przez chwilę pozwalając, by moja mina pozostawała nieco skwaszona. Mimo wszystko nie takiego powitania się spodziewałam, podejrzewałam oczywiście, że z początku wybranka brata może być nieco zdziwiona, jednakże... wybuch złości? Nie, na pewno nie sądziłam, że tak to się zacznie, spodziewałam się raczej, że kotka poczuje swego rodzaju wdzięczność za to, że osłaniam plecy jej partnera przed krzywymi spojrzeniami wszystkich, którym by się ich związek nie podobał. Chcemy mieć kocięta powiedział Wronia Łapa, a ja nie ukrywałam, że byłoby to coś dobrego. Rodzina by się rozrosła - i to nie za sprawą młodszego rodzeństwa, którego zdecydowanie nie chciałam mieć, a za sprawą bratanków i bratanic, dla których byłabym wtedy ciocią. I, ponownie, sytuacja się komplikowała - jeśli potomkowie Wroniej Łapy byliby członkami klanu rzeki, to całkiem prawdopodobne, że nie mogłabym ich nawet poznać, nie mówiąc już o nawiązaniu jakiejkolwiek relacji. ...ale dopiero, gdy zostaniemy wojownikami. Z jednej strony brzmiało to dość odpowiedzialnie, z drugiej jednak terminatorom wybaczało się więcej... no i Zachodzącej Łatwiej byłoby odejść do klanu, do którego należał ojciec kociąt w momencie, w którym ich ojciec nie składał jeszcze aż tak wiążącej przysięgi. - Nie wiem, czy czekanie na to, aż będzie od was wymagana znacznie większa odpowiedzialność jest dobrym pomysłem - powiedziałam mu zgodnie z tym, co uważałam za prawdziwe. -...problem? - owszem, kwestia zachowania kociąt przy sobie była w takim wypadku praktycznie niemożliwa, ale możliwe, że mój brat miał na myśli coś zupełnie innego, chociażby... mógł nie wiedzieć, jak się potomstwo tworzy. Jeśli tak, to w przeciwieństwie do niego byłam wyedukowana - swego czasu Malinowa Gwiazda - niestety - wszystko mi wytłumaczyła.
Wrona nie zgadzał się na początku z Gąską. Twierdził, że lepiej mieć kocięta po ukończeniu treningu i zostaniu wojownikiem, żeby mieć więcej czasu dla kociaków. Chociaż po zostaniu wojwonikiem dostaje się kilku terminatorów i prowadzi się zazwyczaj kilka treningów, więc tego czasu może być mniej... Zdanie dymka na ten temat zmieniało się co chwila i pewnie będzie się jeszcze zmieniać. Wiedział jedno, że na pewnie nie chce mieć kociaków tak wcześnie. Ma dopiero osiemnaście księżyców, a Zachód chyba... Dwadzieścia sześć? Jest trochę starsza od niego, ale chyba nie przeszkdzadza jej to. Wiek jest przecięć tylko liczbą.
-Martwię się bardziej o Zachód i o to co zrobiłby Świetlikowa Gwiazda. Boję się, że mógłby ją wygnać gdyby się dowiedział kto jest ojcem- powiedział. Żaden klan nie wiedział o władzy Czerwonej Gwiazdy, więc Wronek mówił dalej o Świetliku. Gdyby dowiedział się o Czerwii, to pewnie bałby się jeszcze bardziej, bo słyszał od niektórych kotów jaka ona jest. Ostrzejsza od swojego poprzednika i na pewno nie zostawiłaby tego tak po prostu.
-Tak... Chciałbym wychować kocięta, ale jest to niemożliwe. Żadne z nas nie chce zmienić klanu, a porwanie kociąt byłoby czymś... Nie na miejscu- powiedział, patrząc na siostrę. Co można w takiej sytuacji zrobić? Szczerze to liczył, że ona znajdzie jakieś rozwiązanie lub przynajmniej doradzi mu coś.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
- A musiałby to wiedzieć...? - spytałam się, patrząc na niego porozumiewawczo. Nikt nie powiedział, że Zachodząca Łapa ma opowiadać wszystkim, z kim właściwie stworzyła swoje kocięta. - Z tego, co się orientuję, nie wypada pytać kotki o to, kto jest ojcem jej miotu - co znacznie ułatwiało kwestię tego, by czekoladowa urodziła potomstwo mojemu bratu, tym samym pozwalając drzewu naszej rodziny na głębsze zanurzenie korzeni w ziemi okolicznego lasu, nawet, jeśli byłaby to ziemia Klanu Rzeki. Przy okazji tych przemyśleń cały czas pozostawałam czujna, by przestać mówić, jeśli ktoś znalazłby się w pobliżu, tak, by nie mógł usłyszeć naszej rozmowy, nie mówiąc już o tym, że cały czas wysławiałam się bardzo cicho, ot, na wszelki wypadek. Nie chciałam, żeby ktoś poznał sekret brata, zwłaszcza, że ukrywanie go było dla niego bardzo ważne. - Chodź, przejdźmy się wzdłuż granicy. Siedząc w miejscu możemy wzbudzać podejrzenia - powiedziałam kocurowi. Z jednej strony skończyliśmy już patrol, z drugiej z całą pewnością wyglądaliśmy dziwnie stojąc tuż przy granicy z rzeką i wpatrując się w jej tereny, zwłaszcza, że czekoladowa ostrzegała nas, że wkrótce może pojawić się ich patrol, któremu nasze zachowanie mogłoby się nie spodobać. Wstałam i, jeśli brat zrobił to samo, ruszyłam dalej niespiesznym krokiem, cały czas pozostając czujna. - Gdyby urodziła je na granicy, mogłaby oddać ci część z nich, wtedy nikt by się nie zorientował - powiedziałam Wroniej Łapie, choć podejrzewałam, że rzeczniaczce ten pomysł mógłby się niestety w ogóle nie spodobać, co wcale nie napawało mnie entuzjazmem. Mimo tego było to jedyne rozwiązanie tego problemu, jakie przychodziło mi do głowy, choć zdecydowanie bardziej wolałabym, żeby czekoladowa postanowiła jednak zmienić klan. Sprawy okazałyby się wtedy zdecydowanie mniej skomplikowane. Oczywiście nie było nawet mowy o tym, by do rzeczniaków dołączył Wronia Łapa - był częścią mojej rodziny i jego potrzeby były dla mnie o wiele ważniejsze, niż poglądy tamtej. - Tyle tylko, że byłoby to niebezpieczne... chyba, że w pobliżu byłby ktoś zaufany, kto pomógłby jej zanieść kocięta do obozu, zwłaszcza, że byłaby osłabiona. Ewentualnie... musiałaby przeczekać razem z kociętami kilka dni, żeby odzyskać siły i dopiero wtedy wrócić do obozu. W międzyczasie możnaby zawiadomić rzeczny patrol o tym, że jedna z ich klanowiczek znajduje się na granicy razem z kociętami... i to rozwiązałoby problem, nie musielibyśmy szukać nikogo zaufanego - powiedziałam kocurowi. Jeśli chciał zatrzymać przy sobie chociaż jedno czy da kocięta, to był na to tylko jeden sposób. Pytanie tylko, jak zareagowałaby na niego Zachód. Występowała przy tym jeszcze jedna komplikacja... jednakże na mówienie o niej przyjdzie czas za chwilę. Za kilka uderzeń serca.
Wrona przygryzł dolną wargę, słysząc odpowiedź siostry. Nie wiedział, że nie wypada pytać matki kto jest ojcem jej kociąt. On... On by tak zrobił! Może i dobrze, że mu to powiedziała, bo teraz przynajmniej będzie wiedział, że tak nie wypada. To ułatwiało sprawę, bo dzięki temu rzeczniczka nie musiałaby wciskać innym kitu, że ojcem jest jakiś rzeczniak. Przy następnym spotkaniu będzie musiał jej o tym powiedzieć!
Ruszył za złotą, bo siedzenie na granicy rzeczywiście było podejrzane, chodzenie będzie przynajmniej wskazywało na to, że idzie patrol. Tak jak Wrona chciał, siostra zaproponowała by mu co zrobić aby mógł wychować kociaki. Zachód musiałaby urodzić na granicy. To byłoby trochę niebezpieczne, szczególnie, że nie byłoby medyka. Dymkowi wpadł wtedy do głowy pewny pomysł... Jednak postanowił o nim powiedzieć później, gdy siostra skończy. Wytłumaczyła mu wszystko, powiadomiła o problemie jaki byłby z tym związany. Zostawianie kociąt na granicy razem z matką wydawało się mu lekko nieodpowiedzialne. Mógłby być przy partnerce przez cały ten czas i pomagałby jej, w razie gdyby jakiś drapieżnik by tam przylazł. Ale drapieżnik na granicach?
-Trzeba jeszcze nadzorować poród, gdyby coś było nie tak. Ale... Nie powiem Lśniącej Sadzawce, bo wiesz jaka ona jest.- nie chciał obrażać medyczki, nie potrafił po prostu znaleźć słowa, którym mógłby ją opisać. Wiedział, że na pewno nie spodobałoby się jej to, że ma partnerkę w innym klanie i zrobił jej kocięta. Może i nawet powiedziałaby wszystko Malinowej Gwieździe!
-Ktoś zaufany? Zachód ma siostrę, mówiła mi o niej. Może to ona mogłaby jej pomóc?- powiedział z entuzjazmem. Nie zorientował si, że tą siostrę już dawno poznał! Co prawda czekoladowa jej nie przedstawiała, Wrona poznał ją zanim zobaczył Zachodzącą. Było to także na granicy. One są takie podobne...
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
- Wronia Łapo, czy kiedykolwiek słyszałeś o tym, by jakakolwiek kotka czy też jakiekolwiek kocięta zmarły podczas porodu? - ja nie przypominałam sobie takiej postaci, a przecież nie przy każdym z nich był obecny medyk. Był czas, w którym medyka w ogóle nie było... a jednak kotki rodziły zupełnie bez problemu. - Ja nie słyszałam. Jeśli jednak chcesz... mogę spróbować zaobserwować, jak się to wszystko odbywa - co prawda nie rozpoznam żadnych medykamentów i nie będę znać ich zastosowania, jednakże... cczegoś zapewne w wyniku tych obserwacji będę mogła się dowiedzieć. Medyka zawsze można było wezwać w razie komplikacji, a Zachodząca Łapa mogła powiedzieć kotom z Klanu Rzeki, że urodzenie na granicy klanu było jedynie wypadkiem. - Jaka jest, bracie? - Musiałam przyznać, że nie do końca wiedziałam, o co dokładnie mu chodziło, aczkolwiek nie znaczyło to, że zamierzałam tej prawdy unikać, o ile oczywiście kocur postanowi się nią ze mną podzielić. - Myślisz, że naprawdę mógłbyś jej zaufać w kwestii [i] kociąt...?[/i zabranych do innego klanu? - ja byłam pewna, że taka możliwość absolutnie nie powinna być brana pod uwagę, że lojalność wobec klanu może z łatwością przezwyciężyć uczucia nieznanej mi kotki wobec siostry... a wtedy wszyscy będą w tarapatach. - Patrol wzbudzałby najmniejsze podejrzenia - powiedziałam cicho. - Zwłaszcza, że Zachodząca nie musi urodzić miotu na terenach swojego klanu. Może zrobić to kilka lisich długości dalej, a wtedy znalezienie jej i cała historia byłaby bardziej wiarygodna - a ponieważ miałaby naszą dwójkę, nie byłaby w zbyt wielkim niebezpieczeństwie. Miałam tylko nadzieję, że mój brat zrozumie, że jest to najlepsze rozwiązanie... i że nikt nie usłyszy naszej rozmowy. Cały czas pozostawałam czujna by, jeśli tylko ktoś pojawi się na horyzoncie, zmienić temat na rozmowę o pogodzie tak, by nie zostało to zauważone.
Nie słyszał. Mimo, że nie słyszał o takiej sytuacji to nie oznacza, że takie coś nie jest możliwe. Wrona myśli... W inny sposób niż inni i jest na pewno bardziej uważny niż inni. W większości sytuacji, bo gdy jest przy Zachód to mu odbija i staje się debilem. Czy tak działa miłość? Spojrzał na Gąskę. Wzrok siostry sprawił, że kocur jej zaufał. Partnerka nie umrze przy porodzie, nie może umrzeć.
-No tak, rzeczywiście.- powiedział. -Nie, nie musisz- odpowiedział jej po chwili. Skoro umieranie przy porodzie nigdy nie nastąpiło, to raczej czekoladową poradzi sobie sama. Chyba. W razie potrzeby będzie można lecieć po medyka. Albo próbować robić coś samemu, ale to na pewno byłoby niebezpieczne.
Gąska zapytała jaka jest Lśniąca Sadzawka, a on nie wiedział co ma jej powiedzieć. Jeżeli nie odpowie, to wyjdzie na to, że chciał obgadywać medyczke i jej nie lubi. Jest przeciwnie, lubią się. Odpowiedział dopiero po chwili, tak jakby wczesniej się wahał.
-Ona nie zrozumiałaby, na pewno byłaby zła i mogłaby wytykać mi wierność klanowi. Nie wiem czy powiedzenie jej o kociakach byłoby mądre- powiedział, przygrywając dolną wargę. Nie wiedział w jakich relacjach jest Gąska z Lśniąca, więc nie mówił nic więcej. Wiedział jednak, że są koty, które nie przepadają za medyczną, sam nie wiedział dlaczego. Może znał ja ze złej strony? Albo był taki sam jak ona i nie dostrzegał tego. Możliwe, że inne koty mówiły o nim tak samo jak o Białkę kocicy.
-No tak. To byłby najlepszy pomysł jeżeli chodzi o urodzenie poza obozem. Muszę zapytać następnym razem Zachód co o tym sądzi- Bo zawsze istnieje szansa, że ona się na to nie zgodzi. Wrona bardzo chciał, by było inaczej. Chociaż urodzenie na granicy nie oznacza, że matka oddałaby jedno czy dwa ze swoich kociąt, na to też ma prawo się nie zgodzić. Jeżeli jej decyzja będzie na "nie" to nie zmieni to decyzji dymka. W dalszym ciągu będzie chciał mieć kociaki.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
W ciszy słuchałam słów brata, gotowa przerwać mu w momencie, w którym ktoś pojawiłby się w zasięgu wzroku. Z jakiegoś powodu zależało mi na tym, żeby pomóc bratu - skoro chciał mieć kocięta i chciał je wychowywać, a ja nie chciałam go stracić, a na pewno tak by się właśnie stało, gdyby dołączył do Klanu Rzeki, musiałam uciec się do tego typu rozwiązań. Nie mogłam pozwolić na to, by mnie opuścił tylko dlatego, że się zakochał. Kochałam go. Jeśli musiałam doprowadzić do tego, by z tego powodu powstawało nawet i takie zamieszanie, to byłam gotowa to zrobić... chociaż wątpiłam, bym faktycznie mogła sama te kocięta zabrać. Udawanie silnej nie było aż tak trudne, jeśli chodziło o słowa. Szkoda, że nie mogłam powiedzieć tego o czynach. - To ty znasz ją lepiej - odpowiedziałam mu. Zachodząca ewidentnie za mną nie przepadała, a i mi zależało jedynie na bracie, nie na niej. To on musiał zadecydować, co zechce zrobić, to była jego relacja. Cały czas pamiętałam o tym, by mówić ściszonym, tak, żeby mógł usłyszeć to jedynie mój brat i rozglądałam się wokół siebie, by prędko zmienić temat na rozmowę o pogodzie w wypadku, gdyby ktoś się pojawił. - A ona najlepiej zna swoją siostrę - a mimo tego wolałabym, żebyśmy się na tej znajomości nie zawiedli. Kolejne ewentualne konsekwencje... - Powiedziałam tylko to, co przychodziło mi do głowy, bracie. Ostateczna decyzja należy do ciebie - bo I nie mogłam go do czegokolwiek zmusić, zwłaszcza, że nie miałam żadnego wpływu na jego partnerkę. Patrząc na to, jakie zrobiła na mnie pierwsze wrażenie, wtedy, zanim jeszcze się odezwała... chyba wolałabym go nie mieć.
No fakt. Wrona niestety nie znał siostry Zachód aż tak bardzo jak ona, więc nie mógł stwierdzić, czy nadawałaby się ona do pomocy przy porodzie. To znaczy do noszenia kociąt do obozu. Może i nadawałaby sie, ale istnieje opcja, że jest aż taka okrutna, że potrafiłaby porwać kocięta i nikt więcej by ich nie zobaczył. Wrona musi więc zapytać czekoladową o siostrę. A jak usłyszy jej imię, to na pewno będzie wiedział o kogo chodzi i jego obawy trochę zmaleją. Liliowa Łapą wydawała się być fajna i miła, na pewno nie miałaby złych zamiarów.
-Do mnie i do Zachód.- Ale bardziej do niej, to ona jest matką. Nie wypowiedział tego zdania na głos, bo wyszłoby na to, że jest uległy i nie potrafi zawalczyć o swoje. W sumie to w tej kwestii nie miał za bardzo nic do gadania, gdyby czekoladowa powiedziała, że kocięta urodzi w klanie i zostaną one w klanie Rzeki, to nawet nie będzie protestował. Nie chodzi o to, że mu nie zależy, po prostu sądził, że nie wygrałby kłótni jeżeli takowa by wybuchła. Z resztą nie ma co się kłócić...
-Wracamy?- zapytał, po chwili ciszy. Temat najwidoczniej ucichł, nic chyba nie miał nic wiecej do dodania. W obozie nie było ich już długo, więc powinni wracać, by nikt nie zaczął ich szukać. Węszenie innych kotów mogłoby się dla nich źle skończyć, szczególnie dla Wroniego.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
I do Zachód. Ta sugestia mi się nie podobała, jednakże nie mogłam zaprzeczyć temu, że była prawdziwa - to Zachodząca miała urodzić kocięta mojego brata i w każdej chwili miała prawo do zmiany zdania co do ich przyszłości, a on - nie mówiąc już o mnie - mógł się temu jedynie przyglądać, co było... przykre. Miałam jedynie nadzieję, że nie zmieni ze względu na kotkę klanu, bo mimo wszystko był moim bratem i naprawdę nie chciałabym myśleć o nim jako o kimś z innego klanu. O kimś, kto może być dla mnie ważny, a z nim może przyjść mi walczyć w przyszłości, jak mówił o tym kodeks. - Niestety - powiedziałam cicho, nie mogąc się od tego powstrzymać. Kwestia charakteru Zachodzącej i fakt, że mój brat wybrał sobie na partnerkę kotkę pochodzącą z innego klanu zdecydowanie mi się nie podobała... ale nie mogłam mu tego pokazać, zwłaszcza, że najwyraźniej wpadł już w to wszystko po uszy i próbując to odkręcić, mogłabym go jedynie stracić. Musiałam spróbować mu pomóc. - Jest jeszcze jedno utrudnienie - dodałam po chwili, orientując się, że kocięta muszą przecież mieć co jeść. O tym najwyraźniej oboje zapomnieliśmy. - Chciałabym zostać tu jeszcze chwilę - bo nigdy nie wiadomo, kiedy dopadnie mnie kolejny atak paniki zabraniający mi wyjść z obozu, nie mówiąc już o tym, że wiedziałam, kto najprawdopodobniej oczekuje w nim, by mnie dręczyć...
Było jeszcze jedno utrudnienie... Jakie? Wrona nie widział żadnych przeciwwskazań, ten pomysł wydawał mu się idealny. Może i był głupi i nie myślał. Może interesowało go tylko wychowanie kociąt. A może w ogóle zależało mu tylko na tym, aby te kociaki mieć. Lub nie przemyślał jednej kwestii, która przeoczył lub które wydawała mu się łatwa. I raczej to ostatnie jest najbardziej możliwe.
-Jakie utrudnienie?- zapytał, przenosząc wzrok na siostrę. Myślała szerzej niż on... Rozejrzał sie, bo przeszli już granicę klanu Rzeki i teraz trzeba było skręcić w lewo, wprost wzdłuż Cienia. Wronek nie narzekał na ból łap, uwielbiał podróżować, ale nie wiedział co o tym myśli siostra. Jednak kiedy powiedziała, że chciałaby zostać tu jeszcze chwilę, to przestał się martwić i po prostu szedł dalej przed siebie.
-Dobrze- powiedział i kiwnął głową.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Och, to akurat nie było coś, czego trudno się było domyślić, choć Wronia Łapą mógł po prostu nie wiedzieć o tym, co jest niezbędne do prawidłowego rozwoju kociąt, albo uznać to za zbyt oczywiste, by o tym powiedzieć... czy też by w ogóle o tym pomyśleć. Na całe szczęście miał mnie, a ja byłam tu po to, żeby mu pomóc. İ zatrzymać go przy sobie, to przede wszystkim, bo nie chciałam, by zmienił klan że względu na partnerkę i ewentualne kocięta. - Mleko, bracie. Kocięta piją mleko - powiedziałam mu, dalej posługując się szeptem, by nikt nie mógł podsłuchać naszej rozmowy. Miałam wystarczająco dużo problemów już teraz i dołożenie mi kolejnych nie byłoby zbyt mile widziane, a kogoś, kto zacznie podejrzewać mnie ( bezpodstawnie z resztą ) o jakąś konspirację na podstawie jedynie kilku wyrwanych z kontekstu słów do rangi problemu z całą pewnością mógł się zaliczyć. - W związku z tym musiałbyś przyprowadzić je do obozu w momencie, w którym byłaby w nim karmiąca matka. Musiałbyś je stworzyć w momencie, w którym wiedziałbyś, że któraś z kotek jest w ciąży - bo musiałaby przyjąć takie kocięta w momencie, w którym zostałyby przyjęte do klanu. Mało tego, musiałaby je wykarmić, inaczej byłaby odpowiedzialna za ich śmierć.
A przynajmniej tak mi się wydawało.
Ah tak... Mleko. To jest przecież takie ważne! Jak on mógł o tym zapomnieć! Dobrze, że Gąska mu o tym przypomniała, bo gdyby nie ona to pewnie kociaki by nie jadły. To znaczy Wrona by je wziął, a w obozie okazałoby się, że nie ma matki, która mogłaby je wykarmić. Wtedy umarłby z głodu, a Zachód na pewno by mu tego nie wybaczyła. Mógłby jej w sumie wcisnąć jakiś kit, ale nie potrafiłby jej okłamać w takiej sprawie. W sumie to w ogóle nie potrafiłby jej kłamać, bo po pierwsze nie potrafi, a po drugie prawie nigdy nie kłamie. Jest uczciwy, nie boi się prawdy.
-Oh... Ale jestem głupi. Nie przemyślałem tego- Przez chwilę pożałował, że sam nie mógłby ich jakoś wykarmić. Ale wizja karmiącego mlekiem kocura mu się bardzo nie podobała, więc szybko odsunął ją... Okropne. Wtedy dymek pierwszy raz poczuł zawód. Wiedział, że to nie wyjdzie, jest niemożliwe i za trudne do zrobienia. Nawet nie wiedział czy warto próbować. Cena byłaby ewentualną śmierć kociaków, gdyby coś nie wyszło.
-To się nie uda- westchnął. Jego głos był cichy i było w nim słychać, o dziwo, lekki smutek.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Oczywiście, mój brat z góry stwierdził, że jego plan się nie powiedzie, ja zaś nie mogłam się z nim w tym wypadku zgodzić. Jeśli to miałoby go zatrzymać w klanie, to byłam gotowa podjąć to ryzyko i nie hamować go przed takim zachowaniem, zwłaszcza, jeśli Zachodząca Łapa była skłonna mu tego jednego czy dwa kocięta oddać. - Cóż, wszystko to jest twoją decyzją - powiedziałam mu zgodnie z prawdą. Nie obchodziło mnie do końca, jaką właściwie podejmie, dopóki kocur pozostanie w klanie wichru, przy mnie, tam, gdzie bylo jego miejsce. To z nim byłam najbliżej, jeśli liczyć koty należące do mojego rodzeństwa, nawet pomimo tego, że kilka księżyców temu oszukał mnie w dość ważnej sprawie. - Ale... nie zostawisz mnie dla niej, prawda? - w gruncie rzeczy to właśnie ta kwestia była dla mnie najważniejsza. plany dotyczące jego kociąt w naszym klanu mogły runąć, jeśli tylko okazałoby się, że nadal pozostanie członkiem klanu wichru.
Gąska spytała, czy Wrona nie zostawi jej dla Zachód. Niby odpowiedź była oczywista, tak mu się też wydawało, ale kiedy chciał odpowiedzieć, zawahał się. Czy potrafiłby odejść z klanu Wichru specjalnie dla rodziny? Po krótkiej chwili stwierdził, że nie, to niemożliwe.
-Nie, oczywiście, że nie zostawię. Jestem wierny klanowi Wichru, a nie Rzeki- odpowiedział. Jego głos był pewny i zdecydowany. Nie chodziło mu z resztą tylko o wierność, ale także o swoją rodzinę. Kochał ich i nie potrafiłby ich opuścić. Musiałby być naprawdę głupi lub za bardzo oślepiony miłością. Na szczęście myślał trzeźwo. Jak na razie. Bo zawsze coś może się zmienić. W tym przypadku byłaby to zmiana na gorsze, o wiele gorsze. Przestałby myśleć i w ogóle!
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Póki co mój brat uważał, że jego lojalność pozostaje w naszym klanie, a przynajmniej tak mi mówił, chociaż wrażenie, że mógłby opuścić nas - mnie - tylko i wyłącznie dlatego, że się zakochał, wcale mnie nie opuściło - te kilka słów nie mogło mnie umocnić w wierze, że Wronia Łapa pozostanie częścią Klanu Wichru. On sam zapewne nie byłby w stanie do czegokolwiek mnie w tej kwestii przekonać, chyba, że rozstałby się z brązową... a tego raczej na pewno by nie uczynił. Z resztą, nie ośmieliłabym się go o to poprosić, w końcu rzeczniaczka zapewne by że mną wygrała, a nawet, jeśli by tego nie zrobiła i dymny kocur zrezygnowałby z relacji między nimi, to najprawdopodobniej mógłby żywic do mnie żal do końca swojego życia. Wtedy byłoby jeszcze gorzej. - Wracajmy do obozu - powiedziałam niegłośno, po czym z cichym westchnięciem podniosłam się i ruszyłam w kierunku najważniejszej części naszego terytorium. Na całe szczęście resztę dnia miałam już wolną - i mogłam spędzić ten czas myśląc o tym, co się tu przed chwilą wydarzyło.