Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Śnieżna po raz pierwszy od wielu księżycy. Zbliżała się właśnie do granicy z klanem Wichru gdy w jej nozdrza uderzył silnym, nieprzyjemny zapcha. Podeszła bliżej i zauważyła kota z klanu Wichru. Trochę się go przestraszyła ale i tak podeszła bliżej aby się zapoznać. -Witaj kocie z klanu Wichru! - powiedziała pełna ekscytacji. Nie mogła uwierzyć, że zagadała z kotem z obcego klanu. Jednak przypomniała sie jej uwaga, aby nie mówić informacji dla kota z innego klanu.
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
Wesołe fikanie od górki do górki przerwał obcy dla żytniego ucha głos. Kocur zachłysnął się powietrzem, przestraszony i zerknął w stronę obcej kotki, na jego szczęście nastawionej dość pozytywnie. x– Witaj, Rzeczniaczko! – odpowiedział, poruszając z rozbawieniem wąsami i zamaszyście świsnął ogonem w powietrzu. Całkiem elokwentne powitanie, nie mógł zaprzeczyć. Ostatnio ciągnęło go do granic, z resztą chyba nie tylko jego. Cienisty kocur nie był aż tak przyjemnym rozmówcą, przynajmniej nie z początku, jednak... może tym razem będzie nieco lepiej. Chociaż trochę. Widział błyszczącą ekscytację w oczach nieco młodszej kotki o przyjemnym dla oka, śnieżnobiałym futerku. Świetnie wtapiała się tło, musiał to przyznać. Przeskoczył parę susów w jej stronę, jednak zachował stosowną odległość od granicy. Wątpił, by terminatorka zbiła go po pysku, zbyt zajęta nowym doświadczeniem, ale przecież nie tylko ona tworzyła swój klan. – Jestem Żyto, a ty? – Przechylił nieco głowę, strząsając łapę ze śniegu i usiadł, modląc się w duchu do Gwiazdnych, żeby nie przemókł.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
Kocur się odezwał. Biała się przestraszyła, że chce ją zaatakować lecz i on był przyjaźnie nastawiony. - Żyto, bardzo ładne imię. Jestem Śnieżna Łapa. Chyba jesteś kociakiem skoro nie nadano ci jeszcze "Łapy". Zgaduję, że twoje prawdziwe imię to Żytnia Łapa.- powiedziała z delikatnym śmiechem. Biała chcąc przypatrzeć się kotu z Klanu Wichru podeszła delikatnie bliżej granicy. Nadal pamiętała o zachowaniu odległości. Wątpiła, że kocu ją zaatakuje, lecz na wszelki wypadek zachowała odległość.
wysoki kocur, o krótkim, burym ticked futrze i piwnych oczach | Dorósł - to pierwsze, co można powiedzieć o Życie po tym, jak wyszedł z lecznicy. Wystrzelił w górę, upodabniając się do swojego ojca, wciąż jednak pozostając za nim w tyle (nie oszukujmy się - trudno dorównać najwyższym Wichrzakom). Puch przeistoczył się w śliskie, przylegające futro z ciemniejszą pręgą na grzbiecie, łagodnie przechodzącą w rdzę w okolicach brzucha. Mocniejszy kolor pojawia się również na pysku, tworząc pręgi na policzkach i czole (gdzie przybrały one kształt litery "M"), a także końcówce ogona, gdzie płynnie zmienia się z czarnego na miedziany. Drugą rzeczą, jaka bije w oczy po porównaniu kocięcego Żyta z tym dorosłym jest fakt, że zmizerniał. Przez długą chorobę znacząco wychudł robiąc z pulchnej kulki zapowiadającej siłacza tyczkę, która ma mięśni jak na lekarstwo. Zmienił się też kolor jego oczu, z kocięcego błękitu przeistaczając się w piwne, bijące podejrzliwą ciekawością świata.
Niemal pół roku po wyjściu z lecznicy Żyto zmienił się nie do poznania. Wraz z przemijaniem pory nagich drzew odeszła cała jego gburowatość i zamknięcie, ukazując światu całkiem nowego, lepszego kota. A może zwyczajnie zaczął odczuwać więcej radości, wciąż funkcjonując zgodnie z zasadą "ze skrajności w skrajność"? Przeżył swoją nienaturalną wręcz obojętność, zmieniając się w kompletną przeciwność. Nie zmieniła się również jego wybuchowość. Nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie wściekłością, nie hamując się przed ostrzejszymi słowami i mocniejszą reakcją. Nie uderza to jedynie w jego personalnych wrogów, ale też wrogów rodziny, przyjaciół i przyjaciół przyjaciół - wróg mojego przyjaciela jest i jego wrogiem. Nie zapomina łatwo o przewinieniach, skrupulatnie pamiętając o każdej urazie, by w odpowiednim momencie wyciągnąć ją na światło dzienne i tym samym otworzyć dawno zasklepione rany.
x– Kociakiem? Prędzej duchem, ale rangą już nie! I dobrze zgadujesz, ale mów mi tylko Żyto – miauknął, próbując odzwierciedlić delikatny uśmiech Śnieżnej Łapy. Nieco koślawo, jednak z powodzeniem. Nie był wprawdzie tak delikatny i ulotny, jednak dało się to zaliczyć jako rodzaj uśmiechu. Terminator miał nadzieję, że przekazuje tym dość prostą wiadomość: "nie skrzywdzę cię". Nie miał takiego zamiaru, upychając z tyłu głowy świadomość, że prędzej przez przypadek wyrwie sobie wszystkie wąsy, niż pobije się bez powodu. Biała nie zapowiadała się na miłośniczkę sparingów, zatem nie było potrzeby bić się po twarzach. – Przyszłaś szukać czegoś ciekawego, czy było ci nudno? Chociaż jedno nie wyklucza drugiego, tak – miauknął, wyciągając pysk z ciekawością. Czyżby we wszystkich klanach pora nagich drzew przywiała ze sobą nienaturalne pokłady rutyny? Najwyraźniej, skoro nie tylko on nie umiał usiedzieć na tyłku i kręcił się gdzie tylko mógł.
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
- Przyszłam z zamiarem polowania. Ale kiedy w moich nozdrzach zawitał twój zapach postanowiłam się nim skierować i natrafiłam na ciebie. - powiedziała spokojnym głosem. Teraz Śnieżna postanowiła zadać mu najtrudniejsze pytanie. - Żyto jeśli nie masz zamiaru mi nic zrobić to ja nic nie zrobię tobie. Moglibyśmy się lepiej zapoznać, prawda? Ja przychodzę w pokoju. A ty? - chciała lepiej zapoznać Żyto. Wydawał się jej ciekawy kocurem do rozmowy. Bo przecież warto mieć przyjaciela w innym klanie.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Zgodnie z obietnicą, jaką dałam bratu, kilkanaście uderzeń serca po górowaniu słońca stawiłam się przy wyjściu do obozu, czekając na niego. Jeśli już się zjawił, przywitałam się z nim i w milczeniu ruszyłam w kierunku granicy z Klanem Rzeki. Nie wybrałam najkrótszej drogi - uznałam, że bezpieczniej będzie znaleźć się na samym skraju naszych granic, w miejscu, w którym z jednej strony będziemy mieć własne tereny, z drugiej - tereny Klanu Rzeki, zaś z trzeciej - Ziemie Niczyje. Skoro obiecałam bratu, że mu pomogę, nie mogłam obierać najłatwiejszej ścieżki - dymny kocur ryzykował w tej sytuacji zdecydowanie zbyt wiele. Było widać, że poza obozem czuję się jeszcze bardziej niekomfortowo, niż wewnątrz niego - rozglądałam się z zaniepokojeniem, czasem zbyt szybko, szłam jeszcze sztywniejszym krokiem, niż miało to miejsce zazwyczaj... ale szłam, zaciskając szczęki.
Przez kilkanaście lisich długości nie odezwałam się do brata ani słowem, dopiero później podejmując próbę jakiegokolwiek odezwania się. - Mam nadzieję, że się wyspałeś, Wronia Łapo - powiedziałam mu w momencie, w którym upewniłam się, że nikogo nie ma w zasięgu słuchu, licząc na to, że czekanie niemalże dwa dni na to, by poznać jego partnerkę - o której jeszcze praktycznie niczego się nie dowiedziałam - miało jakikolwiek sens. Gdyby kocur zmarnował dany mu czas, byłabym mocno zawiedziona. - Jeśli następnym razem będziesz miał jakieś kłopoty, przyjdź do mnie od razu - dodałam jeszcze. Gdyby pojawił się obok mnie w momencie, w którym zrozumiał, że będzie się musiał potajemnie wymykać z obozu, jeśli chciał zachować swoją relację w tajemnicy, zapewne w tej chwili byłby znacznie bardziej wyspany. Dwie noce nie mogły zrekompensować długiego czasu pozbawionego odpowiedniej ilości snu - sama wiedziałam o tym dość dużo. - Jak długo się już znacie...? - spytałam się go, chcąc odgonić niepokój rozmową... a przy okazji dowiedzieć się nieco więcej, zanim dotrzemy na granicę.
Gąska pojawiła się przed obozem pierwsza. Wrona co prawda nie spóźnił się, był na czas. Wyspał się przez te dwa dni, było nawet widać różnicę. Nie był już aż taki zmęczony jak ostatnim razem, teraz był... Normalny. Taki jak wcześniej, zanim poznał Zachód. Nie wychodził z obozu, bo obiecał Gąsce, chociaż go to kusiło. Chciał, ale nie mógł. Tak samo nie mógł się doczekać aż zapozna siostrę z partnerką.
Gdy szli przez tereny klanu, Wrona zauważył, że Gęsia cały czas się rozglądał. Trochę go to zaniepokoiło, może czegoś się bala? Ale jak na razie postanowił o to nie pytać, może mu się wydaje. Po prostu będzie częściej patrzeć na nią i ją obserwować.
-Dobrze, przyjdę, ty do mnie też możesz, będę starał się ci pomóc.- odpowiedział. Nie chciał wykorzystywać za dużo siostry, ale nie mógł jej odmówić. Znowu by miał jakieś kłopoty i znowu zacznie się to co wcześniej, czyli wyrywanie nocek i wychodzenie z obozu... -Znamy się... Nie długo. Poznaliśmy się na granicy może z dwa, trzy księżyce temu- to było dla niego krótko. Nie wiedział dokładnie ile minęło od ich poznania, ale nie więcej niż pięć księżycy i nie mniej niż jeden.
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
Dwa, trzy księżyce temu, a on już był w stanie poświęcić dla niej klanowe życie. Będę musiała przeprowadzić z nią poważną rozmowę... choć Wronia Łapa zapewne się już tego spodziewał, a jeśli tak nie było, to miałam nadzieję, że nie będzie miał mi za złe tego, że próbuję to wszystko poukładać. - To faktycznie dość krótki czas - przyznałam mu rację, nie odzywając się na temat jego propozycji pomocy. Nie mógł mi pomóc w przypadku syna Zawilcowej Skórki, tego nie była w stanie osiągnąć nawet Malinowa Gwiazda, bo chociaż owszem, kocur nie zbliżał się do mnie, to czułam na sobie jego wzrok w momencie, w którym oboje znajdowaliśmy się w obozie. Patrzył się na mnie bez przerwy w taki sposób, że czasem zastanawiałam się, czy mruga... jednakże tego wolałam nie wiedzieć. Wolałabym, żeby swoje oczy również trzymał z dala ode mnie. W takim wypadku mógł je skierować na kogokolwiek innego - nawet na własną siostrę, która - takie przynajmniej odnosiłam wrażenie - za nim nie przepadała.
W końcu dotarliśmy do granicy, a ja upewniłam się, że w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby nas podsłuchiwać bądź obserwować, dopiero potem usiadłam blisko miejsca, które sprawiało, że Klan Wichru był klanem Wichru, zaś Klan Rzeki... nie - Mam nadzieję, że wkrótce się zjawi - powiedziałam bratu. Jeśli chodziło o spotkanie Zachodzącej Łapy... nie tylko on- oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu - się niecierpliwił.
Iiii... Doszli na granicę! Gąska powiedziała, że ma nadzieję, że Zachód zjawi się szybko. Wrona pomyślał przez to, że siostrze nie chce się tu czekać ani w ogóle być, ale odrzucił tą myśl, bo gdyby nie chciała to by nie szła lub nawet by nie proponowała pomocy. Dymek usiadł obok niej, widać było, że się niecierpliwił. Nie mógł się doczekać aż ujrzy znajome czekoladowe futerko i wtuli się w nie.
-Nie mogę się doczekać aż was zapoznam. Na pewno ją polubisz, jest cudowna.- powiedział, rozglądając się za partnerką. Obawiał się, że Gąska mogłaby skrytykować wygląd rzeczniaczki, chodzi szczególnie o kształt pyska i sylwetkę. Dymkowi się podobał taki wygląd, taki niecodzienny... -Zachód jest piękna, wygląda inaczej niż my.- uświadomił ją, by potem nie było zdziwienia. Nie wiedział czy Gęsia już kiedys widziała kota orientalnego, jeżeli tak to pewnie zrozumie o co chodzi.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachodząca Wiedźma już od jakiegoś czasu, wychodziła zdecydowanie częściej na granice z Rzeką. Starała się jednak robić to na tyle dyskretnie, aby nikt nic nie widział. Albo brała więcej patroli. W sumie to to, akurat nie musiało być zbyt dziwne, gdyż przecież wszyscy znali jej zdanie na temat przekraczania granicy. Poza tym, to charakterek jej się nie zmienił, także nic chyba nie widział w tym nic podejrzanego. I dzisiaj właśnie, był jeden z takich dni, w których to chodziła przy granicy z nadzieją, że spotka swojego partnera. Tak więc szła przy skraju swoich terenów. Szła tak trochę dłużej, przy okazji znacząc granicę, w końcu jakiś obowiązek też miała. I wreszcie, jej zielony wzrok napotkał sylwetkę dymka na horyzoncie. Serce kotki zabiło momentalnie szybciej, zabierając jej dech w piersiach jednakże... zaraz potem to uczucie ustało, gdy spostrzegła, że obok niego ktoś jest! Położyła po chwili po siebie uszy, nim ponownie nie stanęły one na sztorc. Okej, czyli najprawdopodobniej jest na patrolu. Tak więc, trzeba zachować dumę, schować uczucia do kieszeni i... i udawać, że się nie znają. Tak byłoby dla nich obojga najlepiej, więc stanęła nagle, aby tak jak zwykle na swoich patrolach, przypomnieć o granicy. Chociaż... czy podczas patrolu się siedzi?
- Mam nadzieję, że nie kusi was przekraczanie granicy - mruknęła po chwili, pozostając w swojej naturalnej, dumnej postawie. Wzrok zielonych oczu, jaki skierowała na Wronkę, był niemalże ciepły i tęskny, ale ten, którym obdarzyła złotą nieznajomą, był chłodny, niemalże mrożący, jak wiatr i śnieg podczas Pory Nagich Drzew. Nie wiedziała kto to jest, ale jednocześnie, lepiej dla tej tam było, aby nie zarywała do JEJ Wronki. Inaczej mogła skończyć z pazurami w gardle, bo córka Śliwkowej Gałązki nie da sobie tak szybko Wichrzaka zabrać.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
- Inaczej...? - spytałam się go, zastanawiając się, co to mogło oznaczać. Czyżby mój brat wyznawał inne kanony piękna? Miałam tylko nadzieję, że nie wpadł na pomysł, by romansować z jakimś szopem, bo jakkolwiek chciałam poznać jego partnerkę, tak z całą pewnością wolałabym, żeby - skoro już znalazł swoją miłość poza klanem - była ona kotem. Chwilę później zrozumiałam o co mu chodziło, choć nie mogłam być pewna, że to ona - długonoga, szczupła kotka o barwie sierści, której nigdy wcześniej nie widziałam, ruszyła w naszym kierunku. Serce zabiło mi szybciej, jednakże nie okazywałam tego na zewnątrz - bo w końcu to mogła być wybranka Wroniej Łapy, chociaż... nie miałam pewności, przynajmniej nie do czasu, w którym obdarzyła go spojrzeniem zupełnie innym, niż to, które posłała mnie. - Nie lubię nawet deszczu, moja drroga, po cóż miałabym moczyć swoje łapy w waszej wodzie? - spytałam się jej, choć, oczywiście, było to pytanie retoryczne. Gdybym chciała udać się na jakieś podmokłe tereny, poszłabym w kierunku Czarnego Ogona albo jeziora, które ponoć znajdowało się w pobliżu naszych terenów. - Faktycznie wygląda inaczej - powiedziałam, zwracając się do mojego brata. Nie zamierzałam przyznawać, że jest piękna, chociaż, niestety, podzielałam tę opinię. Z drugiej strony, to dobrze, że mój brat nie ryzykował swojej reputacji dla jakiejś maszkary. Dobrze, że przynajmniej miała urodę... i choć trochę inteligencji, biorąc pod uwagę to, jak udawała, że nas nie zna. Szkoda tylko, że zdradziło ją spojrzenie. - Jesteś tą słynną Zachód, jak mniemam...? - spytałam się kotki, ponownie skupiając się na jej osobie i zastanawiając się, jaka będzie jej odpowiedź.
I... Zobaczył ją. Nie był pewny czy ona go też, ale na szczęście tak, bo już po chwili przyszła do nich. Wrona momentalnie się szeroko uśmiechnął, bo znowu ją zobaczył. Gdyby był na prawdziwym patrolu, to pewnie miałby kłopoty... Albo po prostu ktoś zapytałby go czemu się cieszy o tyle. Przywitanie nie należało do najlepszych, ale to pewnie dlatego, że Zachód nie wie, że dymek przyszedł z siostrą i myśli, że patroluje granicę z inną kotką.
-Zachód!- powiedział wesoło i skoczył w stronę kotki, aby się do niej przytulić. Widzieli się niedawno, ale dla niego to za długo. Swoją drogą ciekawe co by było jakby ona nagle odskoczyła w bok, a on upadłby na ziemię i się potłukł (xD). Gdy przytulił się do terminatorki, spojrzał na Gąskę. -Gęsia Łapo to jest Zachodząca Łapą, moja partnerka. Zachód, to jest Gęsia Łapa moja siostra- Jeszcze nie wyjaśniał dlaczego powiedział komukolwiek o ich związku. Jeżeli czekoladową będzie chciała to wtedy jej powie.
Księżyce: 118 Mistrz: Rudzikowy Ogień | Czarny Bez Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka[*] Ojciec: Zakurzony Grzbiet[*] Partner: Kornik Trwałe urazy: blizna przechodząca przez prawe oko, blizna na barku
Szczupła, ale umięśniona, wysoka kocica o czekoladowym futrze i zielonych ślepiach. Widać oznaki starzenia się - siwiejące włosy na mordce.
Charakter Zachodzącego Światła jest nie do zdarcia. Cały czas pozostaje pewna siebie. Jej ambicja nadal jest niespełniona, chociaż jest jeszcze bliżej celu, niż wcześniej. W końcu wreszcie została wojowniczką, na co czekała bardzo, bardzo długo. Jej pyskata natura nadal pozostała. Przykleiła się w sumie jak rzep! Podobnie jak mówienie swojego zdania na cały głos. Ma prawo wyrażać swoje myśli na głos nieprawdaż? Oczywiście. Pozytywne emocje prawie całkowicie z niej zniknęły. Jedyne jakie czuje to... to takie dziwne uczucie przy jednej z wojowniczek Klanu Rzeki. Ale co to? Ona sama w sumie nie wiem...
Zachodząca starała się już nie kierować wzroku na partnera. To nie było wcale tak, że nie cieszyła się z jego obecności. Po prostu za dużo już zdradziła swoim spojrzeniem, a aby to zatuszować wolała już więcej na dymka nie spoglądać. Tak więc zmrużone, zielone ślepia, utkwione były w złotej terminatorce. Zastanawiała się kto to jest, ale słysząc jej odpowiedź... ah. Ogon czekoladowej zaczął machać powoli na boki, strzelając lekko w powietrzu, niczym bicz. Nie miała zamiaru odpowiadać, chociaż, jednocześnie w głosie Wichrowej terminatorki, słychać było, że tej jakże odpowiedzi nie potrzebuje. Tak więc nie miała zamiaru już zajmować sobie nią głowy. Ten ostatni komentarz jednak mogła sobie darować. Co prawda, fakt, wyglądała inaczej niż reszta, ale nie trzeba tego było tak głośno podkreślać. Jedyne, co ją ratowało to granica. Granica między ich klanami, bo córka Śliwki nie miała zamiaru jej przekraczać.
- No proszę, czyżby moja sława mnie wyprzedzała? - chrząknęła po chwili. Nigdy kotki nie widziała, a tu proszę, ona ją jednak zna. To zaczynało się robić coraz bardziej dziwne i podejrzane. Starała się jednak tego po sobie nie pokazywać, bo przecież ej, to jednak jest... czy to w ogóle był patrol?
Zaraz jednak zamrugała zdziwiona, gdy Wrona od tak podskoczył do niej, aby się przywitać i przytulić. Od tak, na prawdopodobnym patrolu. Kotka przełknęła ślinę, starając się zachować naturalnie, ale... ale nie potrafiła. Chciała ukrywać coś, co było dla niej najważniejsze. Dlatego też zamruczała cicho, po czym liznęła go między uszami zaczepnie.
- Siostra? - zapytała po chwili, dalej przyglądając jej się, jakby była podejrzana w sprawie o morderstwo. Zaraz potem ponownie zielone ślepia, spojrzały w stronę dymnego kocura. - Mieliśmy nikomu nie mówić - mruknęła po chwili, mrużąc oczy, patrząc cały czas na Wronę.
She, Queen of the Kings Broken her cage, threw out the keys She will be the warrior of NorthandSouthern seas
Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
Apatyczna, pozbawiona woli do życia, mało rozmowna.
- Och, mam nadzieję, że tak nie jest - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jeśli sława Zachód faktycznie wyprzedzałaby ją tak daleko, mogłaby mieć problem w utrzymaniu relacji z moim bratem w tajemnicy... nie mówiąc już w ogóle o tym, że zapewne nie byłaby go w stanie poznać. A mi przecież zależało na tym, by mój brat miał jakąś partnerkę, o czym mówiłam mu już dawno temu... choć nie spodziewałam się, że jego wybranka nie będzie należała do naszego klanu i że będzie taka ładna. - To przysporzyłoby nam nieco... kłopotów - końcówki moich wąsów drgnęły, podczas, gdy uniosłam głowę nieco wyżej, by spojrzeć jej w oczy, jako, że była ode mnie wyższa. Za to jej ślepia... cóż. Żałowałam, że wtedy, kiedy zniszczyłam swoje życie na zapewne długi, długi czas, udałam się w kierunku Jasnych Skał. Gdybym wtedy nie poszła za Iskrzącą Łapą, zamiast tego idąc na spacer na rzeczną granicę, może... może to wszystko lepiej by się dla mnie skończyło. - Siostra - powtórzyłam za nią, kładąc nacisk na to słowo. Czyżby była o mnie zazdrosna? Oczywiście wiedziałam, że - na moje nieszczęście - wzbudzałam zainteresowanie - i że zdążyłam wzbudzić je już ten jeden raz za dużo - jednakże wyciąganie tak daleko idących wniosków nie wydawało mi się rozsądne. - Miło mi cię poznać, Zachodząca Łapo - skinęłam jej głową, licząc na to, że to uspokoi ją na tyle, byśmy mogli porozmawiać w normalnym, adekwatnym do zaistniałej sytuacji tonie. - Owszem, mieliście - powiedziałam kotce zgodnie z prawdą, bo w końcu ich relacja miała być sekretem... jednakże nie przewidzieli faktu, że ktoś mógł zauważyć, że jedno z nich zachowuje się inaczej. Mieli szczęście, że byłam to ja, nie zaś ktoś, kto mógłby zniszczyć ich związek - a takich osobników nie trzeba było długo szukać. Już teraz byłam w stanie wymienić co najmniej dwójkę, która mogłaby zechcieć się do tego przyczynić. - Ale nie przewidzieliście tego, że ktoś może zauważyć, że mój brat znika nocami z obozu, a potem ledwo utrzymuje się na łapach, próbując wypełniać swoje obowiązki tak samo, jak wcześniej - powiedziałam jej. Dziwne, że sama wcześniej o tym nie pomyślała, bo na pierwszy rzut oka wydawała się należeć do kotów inteligentnych. - Teraz przynajmniej mógł się wyspać i wyjść z obozu pod pretekstem patrolu - dodałam, zniżając nieco głos. Bo w końcu i mi, i jej powinno zależeć na jego zdrowiu... prawda?
Kotka położyła go między uszami, a on do odwzajemnił. Lubił się do niej tulić i na nią patrzeć, była taka piękna. Ciekawe czy jedyna w lesie z bo w klanie Wichru on takich nie widział. No a z Rzeki poznał już kilka kotów i nic. Może źle szuka? Kiedy przypomniała mu, że mieli nikomu nie mówić, dymek był przygotowany do wyjaśnień i chciał jej je przedstawić, ale Gąska zrobiła to pierwsza. I w sumie powiedziała prawdę. Ale on nie mógł się tak teraz nie odzywać, bo to by wyglądało tak, że siostra za niego załatwia problemy.
-Gęsia mówi prawdę. Zauważyła moje zmiany i inne koty także zaczęły to zauważać. Co by było gdyby się same domyśliły? Cały klan. A ona zaproponowała mi pomoc. Nie jesteś zła?- zapytał. Nie chciał tym zdenerwować partnerki, bo na kochał, a zerwanie nie byłoby teraz dla niego dobre. Jeszcze tylko by się bardziej stresował i zapewne leżałby w swojej kryjówce całymi dniami.