Nic w sumie więcej nie tu nie działo. Szli dalej w ciszy, chociaż nie był to długi czas. Najwidoczniej ten temat i w ogóle cała rozmowa były już skończone. Kocur miał zaproponować, by wracali do obozu, ale Gąska akurat to powiedziała. Bez wahania ruszył za nią, w dalszym ciągu nic nie mówiąc. Nie wiedział za bardzo z resztą co miałby powiedzieć, o czym rozmawiać. Był już zmęczony, łapy bardzo go bolały. Nawet po swoim wycieczkach nie miał takiej ochoty odpocząć, jak teraz! No ale co się dziwić, ważne sprawy były do omówienia. A skoro są już omówione, go zostało je omówić jeszcze z Zachód. Chociaż Wronek trochę się tego bał.
/Zt, dzięki
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Po spotkaniu z Bluszczowym Sykiem, nie miałam wątpliwości co do tego, co powinnam zrobić. Miałam już potwierdzenie tego, iż domniemany Gwiezdny wcale Gwiezdnym w rzeczywistości nie był, zatem pozostało mi jedynie zweryfikować prawdziwość twierdzenia, iż Iskra dopuścił się gwałtu na jednej z rzecznych wojowniczek. Nie powinnam mieć trudności ze złapaniem jej - znałam jej imię, a to chyba najważniejsza rzecz. W końcu kto wie, ile jest buro-białych kotek u sąsiadów.
Widząc więc nadchodzący patrol, poprosiłam, by przyprowadzili do mnie niejaką Kukułkę. Jedyne co pozostało mi teraz zrobić to czekać, aż ta się zjawi. Umierałam z ciekawości, co też takiego mi opowie. Czy dowiem się czegoś nowego.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Samotna matka została wezwana. Nie wiedziała o co konkretnie chodzi i komu jest potrzebna. Powiedzieli jej tylko, że musi się z kimś zobaczyć i najprawdopodobniej porozmawiać. Nie robiła wręcz sprzeciwu i poszła z innymi wojownikami tam gdzie miała spotkać tajemniczą osobę.
Gdy zbliżali się do granicy z klanem Wichru zaczęła się stresować, bać i złościć. Nie ufała... Nie ufała...
W oddali mogła już zobaczyć białe futro które nie rozpoznawała... Kto to jest?
Powiedziała wojownikom, że pójdźie porozmawiać a oni niech będą gdzieś w pobliżu. Nie chciała im niszczyć obowiązków a Kukułka na wszelki wypadek da sobie radę. Co z tego że była matką? Zranić też potrafi!
Podeszła niepewnie do kotki która była może trochę starsza od niej? - Um... To ty chciałaś się ze mną widzieć tak? - czuła jak jej serce bije a całe ciało reaguje strachem... Te wspomnienia... Te straszne wspomnienia...
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Uważnie lustrowałam swoimi lodowatymi oczami sylwetkę zbliżającej się do mnie kocicy. Nie wyglądała na taką co by była w ciąży, zresztą ciężko żeby wyglądała, całe to zamieszanie miało miejsce już jakiś czas temu. Nic nie robiłam w związku ze sprawą przez tyle czasu, ponieważ czekałam na stanowisko Malinowej Gwiazdy, jednak rozmowa z Bluszczowym Sykiem uświadomiła mi, iż muszę wziąć sprawy w swoje łapy. Jeśli chce się coś zrobić, należy zrobić to samemu.
- Witaj Kukułko - mruknęłam na przywitanie, mierząc ją lodowatym spojrzeniem. - Nie poznałyśmy się osobiście, ale na pewno o mnie słyszałaś. Jestem Lśniąca Sadzawka - przedstawiłam się na początek, coby nie stresować kocicy za bardzo. Pewnie i tak była nieco zaniepokojona całą tą sytuacją - w gruncie rzeczy się nie znałyśmy, a ja prosiłam ją o rozmowę. - Iskrząca Łapa to mój brat. Doszły mnie słuchy, iż cię skrzywdził. Chciałabym się dowiedzieć, czy to prawda i zapytać, jak się trzymasz - nie zamierzałam owijać w bawełnę. Nie miałam w końcu całego dnia, a nie widziałam także sensu w prowadzeniu jakiejś przyjemnej konwersacji, by wtedy przejść do tej nieprzyjemnej części. Miałam konkretny cel - dowiedzieć się, czy do gwałtu doszło i tego zamierzałam się trzymać.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Znalazła jej imię? Ale... Jak...
Nie musiała długo czekać na odpowiedź bo dowiedziała się kilku ważnych informacji. Po pierwsze była to Lśniąca Sadzawka... Medyczka klanu Wichru. Trochę się uspokoiła ale nadal była niepewna. Od ostatniego czasu mało wychodziła na patrole i nie zamierzała do tego szybko wracać.
Słysząc to imię Kukułka nie wiedziała teraz jak zareagować... Była przestraszona i to bardzo... Dlatego jej agresja była prawie że nie widoczna. Nie chciała słyszeć tego imienia... Nigdy już więcej... Szkoda, że taka na pozór normalna kotka ma takiego okropnego brata. Niech jego imię będzie przeklęte na zawsze. Słysząc pytanie od medyczki nie musiała się zastanawiać. Wykorzystał jej słabość... Zaatakował ją z zaskoczenia... Był to i wyłącznie gwałt... - Tak... Skrzywdził... Próbowałam się bronić ale... - zamknęła pysk bo było to dla niej bardzo bolesne. - U mnie... Czasem jest lepiej czasem gorzej... Najgorsze jest to, że moje dzieci nigdy nie zobaczą taty który byłby prawdziwym tatą... I tak. Mam młode. Pięcioro i nie zamierzam nikomu ich oddawać... Bardzo je kocham mimo tego incydentu... Boję się, że to co powiedział w tedy gwiezdny będzie prawdą... Że moje dzieci są stworzone do wielkich celów... Jednak nigdy nie zapomnie tego dnia kiedy mi to zrobił i jak okropnie mnie potraktował... - przełknęła ślinę i popatrzyła się na kotkę poważnie. - Niech kara go za to nie ominie...
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Szurałam nerwowo ogonem po ziemi, czekając na odpowiedź. Były to zaledwie uderzenia serca, a ja czułam się, jakbym czekała całą wieczność. W końcu jednak to usłyszałam. Usłyszałam te słowa, na które czekałam tyle czasu, które były właściwie wyrokiem na mojego brata. Już nie mogłam się doczekać, aż o wszystkim opowiem Malinowej Gwieździe, aż klan się o tym dowie. Na pewno nie pozwolą, by ktoś taki oddychał, by żył beztrosko w lesie, a ja z przyjemnością się go pozbędę. Z trudem udało mi się powstrzymać cisnący na pysk uśmiech. Nie była to jednak oznaka jedynie radości. Byłam też wściekła. Na wieść o kociętach, sierść na karku mi się zjeżyła. To niedobrze. Nie powinno tak być.
- Osobiście dopilnuję, by już nigdy więcej nikogo nie skrzywdził. Nie musisz się o to bać. Musisz jednak uważnie obserwować swoje dzieci. Krew Chmielograba wróciła do klanu Rzeki. W ich żyłach płynie krew nie jednego, a dwóch gwałcicieli. Uważaj, aby któreś z nich nie wyrosło na kogoś podobnego - ostrzegłam ją, nie zmieniając obojętnego wyrazu pyska. Źrenice jednak zwęziły mi się do tego stopnia, iż przypominały igły. Nas była tylko czwórka, z czego jeden wdał się w ojca. Aż strach pomyśleć, co stać się może w przypadku aż piątki kociąt. Powinna uważnie ich pilnować i reagować na każde niepokojące zachowanie. - O klątwę i przepowiednię nie musisz się bać, moja droga. Rozmawiałam o tym z Gwiezdną. Zapewniła mnie, że nigdy nie planowali dla nikogo wielkiej przyszłości, nim się jeszcze narodził. Klątwa natomiast nie ma żadnej mocy, nie była prawdziwa - dodałam jeszcze, wstając. Zdobyłam informacje, na których mi zależało. Nic tu po mnie.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Wojowniczka od tamtego czasu trochę się zmieniła i nie była już taka czuła dla wszystkich. Chciała by Iskrzącą Łapa zapłacił za to i żeby była to bardzo zła kara.
Jeżeli chodzi o krew tych dwóch gwałcicieli... Kukułczy Puch od samego początku pilnuje swoje dzieci by właśnie nie wyrosły na kogoś takiego. Oglądała ich zachowanie i wiedziała już jaki im się buduje charakter i może otwarcie powiedzieć, że nie będą tacy jak oni. - Nie pozwolę na to by moje dzieci były takie jak on. - jednak nie nad wszystkim ma kontrolę bo ta krew ech... Ale będzie starać się z całej siły by nigdy nie powtórzyła się kopia Iskrzącej Łapy i Chmielograba.
Słysząc następne słowa kamień spadł z jej serca. Nic co mówił tamten nie było prawdziwe... To znaczy, że nie był gwiezdnym! - To dobrze... Zanim jeszcze pójdziesz to podziękuj tym którzy przyszli mi z pomocą... - poprosiła medyczke jeszcze o to po czym pokochała ogonem i sama chciała jak najszybciej stąd iść. - Moje dzieci mają przynajmniej dobrą ciocię... Choć tyle... - powiedziała cicho i bardziej do siebie. Popatrzyła się ostatni raz na Lśniącą Sadzawkę i lekko się uśmiechnęła. - Dziękuję i dowodzenia. - pożegnała się i szybko jak najbardziej potrafi wróciła do obozu. Tym razem nie z powodu strachu. Z powodu radości. Kamień spadł z jej serca i może być teraz pewna, że żółto Oki kocur dostanie to na co służył od początku...
/z.t >:)
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Niezbyt chętnie, jednak wysunął nos z obozu. Dlaczego? Nie miał właściwie zielonego pojęcia, jednak był już terminatorem, mającym na swoim karku już 12 księżyców, więc pod względem kodeksu, był prawie dorosły! Tylko rangi wojownika mu brakowało i ukończonego treningu, chociaż o to się niezbyt martwił. U boku Czerwonego Pazura i jeszcze jednego wojownika którego nie kojarzył, wybrał się na patrol. Nie był przekonany co do tego, jednak słysząc, że Czerwony Pazur właściwie go na niego zabiera, nie miał większych sprzeciwów. Szedł u boku swojego taty, praktycznie się z nim równając. Tak, w wieku 12 księżyców, koty podobno osiągały już swój docelowy wzrost, a Dynia zwyczajnie stał się gigantem po swoim ojcu, tak, jak to planował z góry dymny wojownik, będąc akurat z tego bardzo zadowolony. Rudy pręgus miał masywne barki oraz kark, co również tyczyło się jego łap - wyglądał jak chodzący czołg! No...może prawie. Jego masywną i groźną dla niektórych sylwetkę psuło nic innego jak - wyraz pyska! Tak, pyszczek ozdobiony biała plamką na nosku cały czas wyglądał tak samo pogodnie i przyjaźnie, jak zresztą zawsze. Była to cecha wyglądu, która skutecznie niweczyła wielkie plany jego ojca, na wykreowanie silnego i groźnego pierworodnego. Najwyraźniej sobie odpuścił, bo przez cała drogę nie rzucił w kierunku Dyni większym zgryźliwym komentarzem, tyczącym się jego wywalonego ozora - przyzwyczaił się. Kolejnym rażącym sygnałem, że z Dynią coś jest nie tak, było jego zachowanie. Każdy kocur w jego wieku, powinien być już dojrzały pod względem emocjonalnym albo chociażby psychicznym. Pierworodny Pomarańczowej Skórki... Nadal tkwił gdzieś pomiędzy 5 księżycowym kociakiem, a 6 księżycowym, gdzie już poważnie przekroczył tę barierę wiekową. Czy mu to przeszkadzało? Nie! Nawet nie do końca to zauważał, nie odczuwał niczego złego w swoim zachowaniu. W pewnym momencie, dwójka starszych kocurów dala mu sygnał, by poczekał przy granicy z Klanem Rzeki, kiedy to oni poszli zapolować. Skinął energicznie łbem, siadając ciężko ze sporym zadem wśród traw. Odprowadził ojca wzrokiem, z szerokim uśmiechem, po czym rozejrzał się wokół siebie, nie wstając z miejsca. Jak mu kazali, tak też zrobi! Był znowu przy granicy z rzeką, jednak to nie było miejsce, które pamiętał za kociaka. Jak to nazwał jego ojciec, były to Kępy Traw, a za sporymi kamieniami, między którymi niegdyś się chował, nie było ani śladu! Uśmiechnął się wesoło, obserwując jak płynie woda w korycie, niezbyt zwracając uwagi na to, cz ktoś się tam porusza na drugim brzegu - nie ego interes! Siedzi z zadem na Wichrowej części, więc...nic mu nie grozi zbytnio. Pochylił się na przednich łapach i zaczął wąchać pachnącą wilgotnością i świeżością trawę przed nim, pomrukując przy tym radośnie. Szkoda, że jego pierwszy wypad w te okolice, nie był zbyt przyjemny...
//Ćmok! Ćmok!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Nadal wesoło pomrukując, obserwował i wąchał trawę. Nie było to przecież istnie ciekawe zajęcie - jednak kocurek upodobał je sobie w kilka uderzeń serca. Zapach lekko zmoczonej i wilgotnej od rzeki trawki, po której wspinały się drobne owady w postaci mrówek czy nawet biedronek, były istnym skupiskiem uwagi rudego pręgusa. To i tak cud, że zajął się tym na dłuższą chwilę! Z wiekiem przychodziło mu to łatwiej, nie to co w wieku młodzika, ledwo opuszczającego Splątane Korzenie, podczas trwającej Pory Nagich Drzew. Było wtedy tyle śniegu, którym dało się bawić, bić się z nim i skakać, by go łapać! Wspaniałe dni dzieciństwa, a to jedynie kilkanaście księżyców temu! Kiedy miał już unosić pysk, by zmienić obiekt obserwacji, do jego uszu doszedł dziwnie znajomy głos. Jego trójkątne uszy poruszyły się, a zielone ślepia dostrzegły na przeciwległym brzegu ciemną sylwetkę. A to co? Jakiś Rzeczniak wołał go po imieniu? Po chwilowym ładowaniu informacji, na pysku młodzika pojawił się wesoły i szczery uśmiech - przecież to nie byle jaki Rzeczniak, tylko Ćmia Łapa! xx- Ćmia Ła-pa! - powiedział wesoły, unosząc się z siadu, przy okazji prostując puszysty ogon, ustawiając go jak flagę. No nie mógł uwierzyć! Kotka, która uratowała go w dniu ucieczki z obozu i zabłądzenia, nadal go pamiętała! Nawet po tylu księżycach? Nie do wiary! Chcial już startować, by przywitać się ze starą znajomą, ale wtedy przypomniał sobie rozkaz ojca i fakt, że dzieliła ich rzeka, oraz fakt bycia z innych, różnych klanów! xx- Ociwiście, zie cię pamiętiam! Tylko mysi bobek by ziapomniał! Nawet nie wiesz...jak się cieszę! Ale wyrosłaś! Na kumkające żabki i pluskające rybki, ale maś przesliczne futerko - pochwalił już na starcie przyjaźnie nastawioną koteczkę. Widział, jak przybliża się do granicy i sam by najchętniej wskoczył w wodę, by tylko porozmawiać z Ćmą jednak... Poruszył ogonem, ponownie siadając ciężko z zadem, teraz znacznie bliżej rzeki. xx- Tatuś kaział mi siedzieć tu i na niego ciekac, kiedy poluje. Nie na łapę mi psiekracianie rzeki. Nie wolno! Moziemy porozmawiać tak? Nie uwierzysz, ale straśnie się stęskniłem! - powiedział, nie spuszczając uradowanego spojrzenia z ciemnej, zgrabnej sylwetki. A to heca! Idealnie wyszło z tym zabraniem go na patrol! Chyba częściej będzie na takie rzeczy przytakiwał ojcu. Było warto, bez dwóch zdań!
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Radość ze spotkania Ćmy, nadal nie opadła, a Dynia radośnie podrygiwał. Posłuchanie tym razem taty, co do wybrania się na patrol było słuszną decyzją. Widząc, jak kotka szybko przemieszcza się w jego kierunku, ponownie ustał, unosząc wysoko puchaty ogon. Zastanawiał się teraz jak powinien się przywitać z koteczką - polizać ją pomiędzy uszami? Dotknąć noskiem jej noska? Może policzka? Albo polizać w ucho? Jego myśli jednak przerwał przyjazny gest Ćmy, kiedy to była już tuż tuż przy granicy. Zamruczał wesoło i oddał gest, szczerząc się uradowany. No nie mógł sobie naprawdę wyobrazić lepszego momentu na spotkanie po księżycach, do tego, że Ćma zdawała się być naprawdę miła i również szczęśliwa ze spotkania. Zachichotał na słowa o tym,że go nie poznała. Dlaczego niby? Dużo się przecież nie zmienił! Jedynie podrósł i...tyle. Może przez to że urósł? Przybyło mu trochę masy, barki stały się masywniejsze, kark grubszy...Po prostu zmieniał się w Czerwonego Pazura 2.0! xx- Oj nie psiesadziaj! Tio nadal ja, tylko tloskę więksi - zauważył, szczerząc rządek kiełków, a jego uszy poruszyły się, tak samo jak wibrysy. Ćma również przecież się zmieniła, jej futerko ładnie lśniło i układało się na smukłym ciele. Ja mogła tego nie widzieć! Dyniak już od chyba kocięcia wszystkich komplementował, bo widział w wielu kotach wiele, naprawdę wiele pięknych cech. xx- Tak tak, juś jestem terminatorem! A ti? Skońciłaś juś trening? Jesteś wojowniczką?? Ci nadal Ćmią Ła-pą? - dopytał, obserwując ją zatroskanym i szczęśliwym spojrzeniem w dalszym ciągu. Urosła, na pewno ma już imię wojownika! No cóż, dopóki go nie zdradzi, będzie musiał nazywać ją Ćmią Łapą, nie ma problemu, a raczej się na to nie obrazi.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Wpatrzony w nią kocurek niezmiennie się szczerzył, a kiedy usłyszał o ukończonym treningu, aż zadreptał kierowany pozytywną energiom. Polizał przyjaźnie kotkę w ucho i pomrukując ponownie usiadł na ziemi, klapiąc potężnym zadkiem o ziemię. Ten to ma chyba jakieś robaki w tym zadku, ciągle tylko wstaje i drepcze, a potem siada! Co też z tym Dyniom się dzieje? xx- Ojejuniu! CIo za śliczne imię ja nie mogę! Ćmi Zmie-rzch! Tfoja liderka ma naprawdę łepek dio imion - pochwalił. Rzeczywiście, imię czarnej koteczki bardzo przypadło mu do gustu. Teraz będzie musiał kilku innym kotom sprostować fenomen zapoznania się nie z Ćmia Łapą, a już ZMIERZCHEM! Właściwie to sprostować będzie musiał jedynie trzem kotom - Borsuczemu Futru, Sokolemu Cieniowi i Iglastemu Pazurowi. Oj jak ich dawno nie widział, a przynajmniej tych dwóch ostatnich. Nie można tak nie dbać o swoich przyjaciół, ba! Nawet starszego brata, a kimś takim dla Dyniaka był właśnie Igła. Znał go 1 księżyca praktycznie, do tego kocur prowadził mu nauki, a na ceremonii kiedy otrzymywał imię terminatora, brązowy syn Burzowego Pomruku otrzymał swoje wojownicze, tak bardzo podobne do tego które nosił ojciec pręgusa. Jednym słowem - Igła był dla niego bardzo ważny i zajmował w jego serduszku jedno z ważniejszych miejsce! Z rozmyślania wyrwał go głos i pytanie Ćmy. Czyżby znowu odleciał? Kurcze, myślał, że już się tego oduczył! Chwile mu zajęło domyślenie się o co kotce chodziło, bowiem dosłyszał tylko słowa ''u ciebie'', ''mistrz'' i ''Leszczynowa Gałązka''. Dopiero po kilku uderzeniach serca zrobił minę jakby go olśniło i zaczął gadać xx- A bardzo, bardzo dobrze! Ziaciołem trening, moje wszystkie siostry wysżły juś z lecznicy i siom terminatorkami... I nie nie! Moją mentorką nie jest Le-szczy-no-wa Ga-łą-zka! Od nasiego ostatniego spotkania, praktycznie jej unikam. Jest nim Bor-su-cze Fu-tro. Bardzo go lubie wieś? Jest cierpliwy i wyrozumiały - wymruczał, nic nie wspominając o swoich marnych postępach w nauce. Powie jak koteczka zapyta, na razie...nie powinien! xx- Jak tio być wojownikiem? Fajnie? Maś jakiegoś terminatora? Na pewno maś, tio ociwiste
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Dwójka terminatorów? Jak kotka ma taka podzielność czasu, by móc trenować aż dwójkę młodych kotów? Dynia słyszał, że wojownik może trenować więcej niż jednego terminatora, jednak..brzmiało to dla niego niezwykle trudno. Do tego podzielność uwagi, zapamiętywanie kto skończył na czym, na pewno by go przytłoczyła. Tym bardziej, że on sam ledwo co potrafił skupić się na czymś dłużej, chociaż szło mu coraz lepiej. Poruszył puchatym ogonem i uśmiechnął się szeroko. Ważkowa Łapa i Niedźwiedzia Łapa. Jeju! xx- Gratuluje! Czer...tak Czerwona Gwiazda nia pewnio musi ci baldzo ufać, skolo dała ci aż DWÓJKĘ terminatorów - pochwalił wesoło. Nawet jeden z wymienionych, ukończył już trening a był w wieku Dyni gdzie on...kulał z treningiem. Delikatnie się speszył na samą myśl o swoim treningu i przypomniały mu się słowa ojca. Nie były one zbyt przychylne jeżeli chodzi o postać Borsuczego Futra, którego młody pierworodny bronił cały czas przed gniewem dymnego wojownika. Każdy kończy trening w swoim czasie tak? Rudemu nie przeszkadzało tempo w jakim poznawał informacje, chociaż powoli go to martwiło. Tym bardziej że jego rodzeństwo zdawało się być bliżej zostania wojownikiem, niż on kiedykolwiek będzie! Tylko....dlaczego? W końcu padło pytanie którego najbardziej się obawiał - tan jego wiedzy. Wbił spojrzenie w łapy i poczuł, jakby coś swędziało go pod skórą. To było nieprzyjemne uczucie..bardzo! Na treningu przerobił niewiele, a z wyglądu przypominał wyrośniętego wojownika. Przynajmniej tym mógł przepłoszyć prawdopodobnego przeciwnika! xx- Ja...nio mam jeście przed sobą długą drogę - przyznał niechętnie, po czym podniósł łeb i uśmiechnął się ponownie, spoglądając w ślepia czarnej Rzeczniaczki. - Ale moja mamusia mówi, zie każdy uci się w swoim tempie. Bor-su-cze Fu-tro po prostu...potsiebuje. Niedawno zmalła mu mama i lozumiem to. Jestem bardzio dobry w ciekaniu! - pocwalił się, wypinając puszystą pierś. Pomarańczowa Skórka wraz z Czerwonym Pazurem niepokoili się o syna coraz bardziej, gdzie Czerwony Pazur odczuwał coraz większy strach, że jego pierworodny nigdy nie zostanie wojownikiem. Nie z winy Borsuczego Futra a jego...odmienności.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Chciałoby się powiedzieć prepare for trouble and make it double, problem w tym, że ani z Dyni ani z Sadzy problemu nie było żadnego. Największym niebezpieczeństwem bijącym od dwójki latorośli Czerwonego Pazura była co najwyżej ewentualność zasłodzenia się na śmierć przy dwóch naiwnych, nieświadomych niebezpieczeństw świata zewnętrznego kwiatuszkach, wiecznych kociętach zamkniętych w ciele już dorosłych osobników. To był najgorszy scenariusz dla delikwenta który miał okazje spotkać oboje na raz.
Sadzowa Łapa nie zdążyła wiele przerobić na treningu z Chmurnym Niebem. Na dobrą sprawę nie zdążyły przerobić porządnie nic, a Sadza z cierpliwości też dużo nie miała i musiała wszystko badać na własną łapę. A łażenie za Dynią, tym mądrym bratem który był terminatorem dłużej niż ona, w większości przypadków skutkowało jakimś ciekawym doświadczeniem życiowym. Szylkretka ciągnęła się za Dyniową Łapą jak jego cień, on nie zawsze mógł być tego świadom, ale gdy koteczka nie miała nic do roboty to po prostu śledziła rudego braciszka. Ot. Tak po prostu, z nudów, z ciekawości, gdzie ten się wybiera. Może i nie powinna oddalać się tak bardzo od obozu, na samą granicę, ale hej, była z Dynią! Co mogło pójść nie tak? Gdzieś po drodze w kierunku Kęp Traw, śledząc dziecię kwiatów, Sadza ze swoją bardzo haha podzielną uwagą pobiegła za motylkiem przez co jej przybycie tu zostało...opóźnione. A gdy już się pojawiła, gdy namierzyła z powrotem Dyniową Łapę i jakąś dziwną, obcą kotkę, która pachniała zupełnie inaczej, zamiast przywitać się jak normalny cywilizowany kot, obwieściła swoją obecność głośnym zachłyśnięciem się powietrzem i zszokowanym piskiem.
- DYNIAAA! - zza pagórków wyłoniła się sylwetka wielobarwnego taranu w postaci Sadzowej Łapy. Kotka potknęła się o własne łapy w trakcie biegu, przekoziołkowała i wpadła prosto do Płytkiej Dziury i chwilę zajęło jej, zanim się z niej wygrzebała. W podskokach jednak znalazła się przy rudym bracie i jego czarnej, drobnej znajomej z Rzeki. Zielone ślepia terminatorki Chmurnego Nieba lśniły podekscytowaniem, no bo przecież nigdy nie widziała kota z innego Klanu! I ta kotka znała jej brata! Jak super! - Cześ, dzień dobry, co tam robisz Dynia? Z kim rozmawiasz? Znaczy widzę, że z kimś rozmawiasz, ale KIM ona jest?! Z jakiego jest Klanu! - wciągnęła w pstrokaty nos zapach który unosił się w okolicy. Wicher, jej własny brat, i coś takiego dziwnego nieznanego, od czarnej kotki. - Nie nie nie mówcie sama zgadnę, jesteś z Cienia, prawda? - wykrzyknęła, przebierając w miejscu pulchnymi łapami. Wbiła zielone oczy w drobną, rzeczną Daji. - Ojej, przeszkodziłam wam pewnie, prawda? Przeszkodziłam? O czym rozmawialiście?! JEJU Sadza ale ty głupia jesteś, gdzie ja mam mózg dzisiaj, zostawiłam w obozie chyba wiecie...gdzie maniery, Sadzowa Łapa jestem, o, a to Dyniowa Łapa ale jego to pewnie znasz! W ogóle to bardzo ładna jesteś, wiesz, mówił Ci to ktoś kiedyś? Jak masz na imię, jesteś wojowniczką, wojowniczką?!
Drugim najgorszym scenariuszem przy spotkaniu z Sadzą jest zostanie zagadanym na śmierć.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Ucieszył się jak nigdy, kiedy Ćmi Zmierzch potwierdziła słowa jego mamy. Wiedział, że Pomarańczowa Skórka by go w życiu nie okłamała, a słowa od Ćmok tylko to potwierdziły. Każdy przecież uczył się w swoim, niezachwianym tempie i...nie można go pośpieszać! Kocurek douczał się co nie co u innych. Na przykład teorie polowania i walki poznał od Węgielka, a trochę informacji o terenach i innych potrzebnych sprawach od Lawendowego Kwiatu. Bardzo lubił Borsucze Futro, szanował go i w stu procentach szanował jego żałobę, a tym samym przymykał oko na opóźniający się trening. Nie to co Czerwony Pazur, jasno zaznaczający swoje niezadowolenie faktem, iż jego pierworodny nie zostanie wojownikiem w odpowiednim wieku. xx- Ciesie się, zie ty teś tak mówisz! - powiedział i zamruczał wesoło, czując się coraz bardziej podniesiony na duchu. Mimo akceptacji, nadal odczuwał lekki dyskomfort, ponieważ młodsze od niego koty zapewne wiedziały więcej niż on sam! I gdzie taki kocur ma prowadzić nauki jakiemuś szkrabowi? A o późniejszym treningu, to on nawet nie wspomni! Wysłuchał czarnej wojowniczki do końca i pokiwał z potwierdzeniem łebkiem. Oczywiści że o tym wiedział! Przecież pałał się takiej techniki, by potem zaskoczyć Borsucze Futro swoją wiedzą i sprawić, by ten był z niego zadowolony. Co...chyba idzie mu dość średnio, bo czasem widzi na pysku kocura zmęczenie i niechęć? Nie wiedział, był dość kiepski w rozróżnianiu emocji! Kiedy już zbierał się do odpowiedzi na temat stanu wojowników klanu Wichru, usłyszał znajomy głos i...swoje, wykrzyczane imię. Sierść mu się nieznacznie uniosła a ten obrócił się i dojrzał... xx- Sa-dza? - poruszył uszami w zaskoczeniu poznając w pstrokatej swoją siostrzyczkę która w dość nieumiejętny sposób zbiegła z pagórka, zaliczając kilka przewrotek by na końcu jeszcze wpaść do jakiejś dziury. Na szczęście jednak już niedługo ustała tuż obok niego cała i zdrowa! Nim się obejrzał, lawina słów i pytań spadła zarówno na niego, jak i stojącą blisko Ćmi Zmierzch. Otworzył nieco szerzej zielone ślepia i zaśmiał się z siostry. Byli tacy podobni! Tylko ta...była nieco mniejsza, bardziej kolorowa, mówiła ładniej i była kotką! Kiedy kici zbierało się na kolejny wylew słów i pytań, kocurek zasłonił jej pyszczek ogonem - tak dla dobra Ćmy, on był do tego przyzwyczajony, ba! Nawet sam tak kiedyś robił jednak...może lepiej nie narażać, smukłej kici na utratę uszu? Przejechał czule językiem między uszami swojej świergoczącej pociesze w postaci siostry i zamruczał z rozbawieniem, promieniującym wręcz od jego pyszczka xx- Nie psieśkodziłaś! Milo zie wpałaś i...tak tak, tio jest moja przyjaciółka Ćmi Zmie-rzch - przedstawił kocurek, wskazując delikatnie łebkiem w stronę córki Czerwi - I nie z Cienia, a z Rzeki! Ulatowała mnie wiele księżyców tiemu, jak się niedaleko tiu zgubiłem. Psisiedłem tu z Czer-wo-nym Pa-zy-rem, ale tieraz pewnie gdzieś dalej poluje hm...W kaźdym razie! Ćmo, tio jest moja siostrzyczka, Sa-dzo-wa Ła-pa! - przedstawił jeszcze raz i odsłonił swojej siostrze pyszczek, by mogła mówić. Cieszył się z jej przybycia. Przynajmniej mógł przy kimś zachwalić Ćmę! Tylko Leszczynowa Gałązka, Sokoli Cień i Wronia Łapa wiedzieli, kto go uratował na granicy z Klanem Rzeki, a to...to jest warte poznania! xx- A tiak po księżycach siobie rozmawiamy wieś? A ty? Cio tu robisz?
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Sadza mało co w swoim życiu potrafiła robić...poprawnie, czy chociażby udolnie. Albo chociaż udawać, że umie coś robić. W jednym była doskonała, w paplaniu trzy po trzy na prawo i lewo. W tym, w tym córka Pomarańczy była mistrzynią, to miała we krwi, to była jedna z tych cech które miała w genach i których nie dało się u niej wyzbyć. Miała długi język. Szkoda tylko, że pamięć krótką, więc może i była cennym kontaktem w mniemaniu Ćmy...na pierwszy rzut oka. Pewnie za kilka dni zapomni, kim w ogóle jest Ćmi Zmierzch i że kiedykolwiek z taką kotką rozmawiała.
I nagle gdzieś w połowie jej monologu poczuła (i zobaczyła!) przed swoją mordką rudą kitę swojego brata. Ściągnęła brewki, próbując wyglądać na zdenerwowaną, groźną, i pochwyciła ogon Dyniowej Łapy między ząbki, zaciskając lekko i szarpiąc łebkiem kilka razy, ale równie szybko rudy ogon uwolniła. Zachichotała świergotliwie; momentalnie wyraz mordki Sadzowej Łapy z powrotem się zmienił. Mrugnęła wielkimi, zielonymi oczyma i zerknęła z powrotem w kierunku Rzeczniaczki.
- ĆMI ZMIERZCH, nawet imię masz prześliczne! Mi też bardzo miło Cię poznać! - miauknęła w kierunku Daji kolejny komplement, szczery, płynący prosto z głębi Sadzowego serduszka. Wszystkie słowa ze strony pstrokatej terminatorki były szczere. Pyszczek koteczki uformował się w wielkie "O" w przypływie szoku, gdy wysłuchała historii Dyni. Ojej! - Rany, uratowałaś mojego braciszka! Jak to mało powiedziane, a gdyby trafił na drapieżnika zamiast Ciebie, to co wtedy by było? Może uratowałaś mu życie! Dynia musisz mi kiedyś opowiedzieć jak to wyglądało dokładniej, swoją drogą! - Sadza zaśmiała się przerośnięta koteczka, wymachując pierzastym ogonem na prawo i lewo. Wbiła wzrok zielonych ślepek w starszą, ale zdecydowanie, o ironio, mniejszą kotkę. - Ćmi Zmierzchuuu, jak to jest tam w Klanie Rzeki? To prawda że potraficie pływać, i łowić ryby?! Nie jest wam zimno w tej wodzie, bo pewnie nawet w obozie macie pełno wody, racja?? - przekrzywiła łebek w manierze zaciekawionego gówniarza, którym. Cóż. Była.