Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Nie wyczuł zbliżającego się zagrożenia, dlatego poczuł jak serce dosłownie podskoczyło mu do gardła, gdy coś nie wiadomo skąd na niego skoczyło i wręcz na niego ryknęło. Jego chuderlawe ciało jak zwykła kulka dosłownie ślizgnęła się po korze. Teraz czekać tylko na Strike. Jego klatka piersiowa gwałtownie zaczęła się unosić i opadać, a futro zjeżyło. Jednak mimo wszystko nie zasyczał; trzymał język za zębami. Czasami lepiej po prostu się zamknąć, niżeli przepłacić za coś naprawdę głupiego życiem i zdrowiem. Fakt, że piekielnie bał się nieznajomych i każde spojrzenie, dotyk przyprawiał go o motylki w brzuchu zupełnie nie pomagał, wręcz pogarszał cały scenariusz. Milczał, zaciskając oczy. Czuł jak zbiera mu się na zwykłe, kocięce łzy. Bardzo się bał, a z minuty na minute czuł jak czas coraz bardziej się dłuży, a jego świat dosłownie wiruje. Ból mieszał się z chłodem powalonego drzewa. Zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo żałośnie teraz wyglądał i z resztą czuł. Przełknął ślinę, a jego pysk wygiął się w bolesnym, wystraszonym grymasie. Bał się, bał, bał bał. Proszę zostaw mnie, zostawzostawzostaw. Popadał w drobną paranoje. Zaledwie parę uderzeń serca mogło sprawić że praktycznie zupełnie postradał zmysły i zwykły strach i słaby system samozachowawczy przejął nad nim kontrole.
- J-Ja- N-Naprawdę nie ch-chce ci p-przeszkadzać, p-proszę cię-... - wydukał swoim zachrypniętym głosem, o mały włos nie krztusząc się własną śliną, z powodu dosyć mrożącej dla niego krew w żyłach sytuacji, w sumie może i ostatniej w jego życiu.
Mistrz: Żubrze Gardło Płeć: kotka Matka: Nakrapiany Liść[NPC] Ojciec: Ukruszony Kieł [NPC] Partner: Szuka szuka i znaleść nie może
Rudo- biała (Białe znaczenia na brzuchu, pyski końcówce ogona i łapach) o pręgowano klasycznej rudej sierści. JeJ oczy są koloru niebieskiego z odrobiną zieleni, a nosek jasno różowy.
Pracowita i dalej rozbrykana, charakter kotki się zmienił jest czasem poirytowana oraz niezbyt przyjemna gdy się wkurzy. Dalej jest przyjaźnie nastawiona do innych i często che im pomagać.
Brzozowa Łapa [KC] Ares [P]
Spojrzała powstrzymując śmiech na kocura...nie no bez jaj! Uśmiechnęła się i zeszła z Pieszczocha, siadła i uśmiechnęła się po czym się zaśmiała.
- Oh! Przestań proszę! - zakrzyknęła - Nie mów że się mnie wystraszyłeś! Nic ci nie zrobię wstawaj. Jestem Orle Skrzydło wojowniczka Klanu Gromu. - powiedziała dalej się śmiejąc, trochę minęło kiedy kotka przestała się śmiać i zamknęła mordkę. Westchnęła ciężko wycierając łapą łzy śmiechu, ostatni raz się tak śmiała jako terminator!
- Tak w ogóle czemu się nie broniłeś? Przecież mogłeś mnie w każdej chwili kopnąć w brzuch...miłe z twojej strony że tego nie zrobiłeś - powiedziała uśmiechając się, po chwili poruszyła różowym noskiem - Jesteś pieszczochem? Dla czego nie jesteś u swoich dwunogów? - zapytała zaskoczona,
Wręcz odstrasza wyglądem; chorobliwie chudy, z żebrami na wierzchu, nogi praktycznie jak pałeczki, jednak mimo wszystko widać na nich zarys mięśni. Niezbyt przybrał na wadze, futro nadal pozostaje matowe, gładko i równo przylegając do jego ciała; niemalże jakby było przylutowane. Odznacza się na nim każdy szczegół; przebarwienia, brud, gdzieś tam odstający włos; chociaż mimo wszystko Kwitnący stara się o siebie dbać jak najbardziej, aby nie wyglądać jak kocmołuch, chociaż czasami po prostu nie ma na to siły. Chociaż jest jeden wyjątek; Ma dłuższą sierść na pysku, która przypomina ''kozią bródkę'', delikatnie zakręconą do góry. Niebieskie futro, praktycznie podchodzące pod jasnoszary odcień, przez które przechodzą wszelkiego rodzaju o wiele ciemniejsze zakrętasy i zawijasy. Pysk, brzuch oraz górna i dolna część oczu jest koloru beżowego. Ma również dosyć ciemne, oliwkowe oczy, które przy źrenicach podchodzą pod kolor brązowy.
Jest naprawdę strachliwy z mocno wyczuloną strefą prywatną. Ma naprawdę duże kompleksy na własnym punkcie, dlatego czasami stara podbudować sobie morale dosyć sztucznymi gadkami, tylko po to aby zaraz po nich spanikować, chcąc się jak najszybciej ulotnić. Pamiętliwy, praktycznie ciągle obwiniający się za wszystko, przypisujący sobie niezbyt istniejące wady. Chorobliwie wręcz wstydzi się własnej osoby, dlatego z pewnością woli siedzieć w ukryciu, chociaż tutaj pojawia się jedno wielkie zderzenie. Ma w sobie ciągle coś z duszy kociaka; naprawdę lubi podróżować i jest naprawdę ciekawski, o wiele bardziej wyczulony na działania fizyczne, niżeli na słowa, a co z tego wychodzi? Jest również małomówny i prowadzi często konwersacje w własnych myślach, gdyż średnio potrafi faktycznie dobrze i przyjemnie przeprowadzić konwersacje; a to nie pasuje mu to, że ktoś się na niego patrzy, a to coś zbyt głośno zaszeleści i już odłącza się od rozmowy, nie ma. Dosyć zmęczony własnym sobą; własnym ciężarem.
Ringo {NKT}||Kulka;Czekoladka {GK}
Gdy tylko Orle skrzydło z niego zeszła, momentalnie zerwał się na równe nogi. Zdziwił się, gdy wojowniczka zaczęła się śmiać. Jego brwi mimowolnie uniosły się ku górze. Wziął parę głębokich oddechów, aby się uspokoić. Oho, klan gromu. Klan. Momentalnie przypomniało mu się te wszystkie strachy, które non stop łapały go, gdy rezydował jeszcze w Wichrze. Gdy miał przy sobie jeszcze Strumyczek. Zacisnął zęby, jeszcze mocniej się krzywiąc, z powodu niezbyt przyjemnych wspomnień. Otarł łzy łapą, przez chwile zostawiając kotkę bez odpowiedzi, jak z resztą przywykł. Często zastanawiał się nad odpowiedziom, gdy tylko miał okazje. Odsłonił pysk, delikatnie się uśmiechając.
- N-Nirvana - przedstawił się swoim cóż, nowym imieniem. Zdążył się do niego przyzwyczaić, chociaż w pośpiechu czasami mógł gdzieś wypalić, że nazywa się Kwitnąca łapa, ale to każdemu się zgadza, co nie?
- Nie ch-chce z nikim krzyżować p-pazurów - albo broni, mówiąc bardziej po ''ludzkiemu''. Nie szukał problemów, dlatego nie chciał z nikim walczyć, ani nawet się bronić, chociaż problem tkwił mimo wszystko gdzieś głębiej, był gdzieś głęboko pod skórą i niezbyt chciał wyjść.
- W-Wole się w-włóczyć, n-niżeli l-leżeć do góry s-sadłem na kanapie
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Było na co czekać. A Rydzowe Futro czekał na coś bardzo, ale to bardzo konkretnego. Ostatni wieczór spędził na myśleniu o tym i teraz miał cały plan w głowie. Świtało. Rudo-biały kocur wstał i odbył poranną toaletę. Potem ruszył w stronę kociarni, skarcił się w myślach za błąd i wrócił do Skalistej Pieczary. Znalazł tam, obok swojego posłania, piękną, białą kotkę. Promienie słońca nadawały jej futerku jeszcze wspanialszy odcień. Zdaniem Rydza wyglądała jakby zesłali ją sami gwiezdni. Uśmiechnął się w duchu, schylił się i polizał ją w czoło. - Hej, skarbie. Co powiesz ma mały spacerek? - spytał troskliwie. Zmrużył oczy, machając puchatym ogonem na boki i zerknął na wyjście z legowiska wojowników. Już na nich pora. Miał pewien pomysł na punkt docelowy małej, jednodniowej wycieczki, jeśli oczywiście Wierzba się na to zgodzi. No i to przecież nie będzie nieróbstwo, bo mogą zapolować w drodze powrotnej czy coś. Także na razie patrzył wyczekująco na kotkę swoimi wielkimi, błękitnymi oczami. Bo teraz wszystko zależało od jej decyzji. Czy raz da się poprowadzić partnerowi czy nie. Rydz miał nadzieję, że tak, ale nie śmiał nic więcej mówić. W końcu po tak długim siedzeniu w Złocistym Wgłębieniu może trochę rozprostować łapy.
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Zamarznięta posiada długie, gęste i białe futro. Koteczka jest mniejsza od innych kotów w jej wieku. Pomarańczowe duże i nieco skośne oczy wwiercają się zazwyczaj w rozmówce.
Ciekawski uparciuch patrzący na świat w różowych okularach. Psoci, knoci i łomoci, ale tylko jak się nudzi. Łagodna i cierpliwa, chyba że ktoś tą cierpliwość nadwyręży.
Nietoperza Łapa [KG], Ostra Łapa [KR]
Biała kocica z radością powitała pierwszą noc w legowisku wojowników po małej przerwie. Jej legowisko pozostało niezmienne i po prostu przed pójściem spać wymieniła w nim mech. Co prawda mogła się wpakować do Rydza i pewnie nie miałby nic przeciwko, ale szczerze mówiąc Zmarźluch, tęskniła trochę za tą niezależnością, od której miała całe sześć księżycy przerwy.
Kocica spała, gdy rudzielec pomylił się i chciał z przyzwyczajenia iść do kociarni ją odwiedzić, lecz kiedy polizał ją po czole, zaspana kocica zamachała tylko jak kocię łapami, próbując odgonić natręta, kiedy przypadkiem palnęła go w nos, otworzyła pomarańczowe ślepia i jeszcze zaspana spojrzała na swojego partnera, którego to nos miała pod łapą.
No cześć.
Nie było żadnym sekretem, że kocica lubiła sobie pospać dłużej, ale żeby wstawać skoro świt? Jest partnerką aż takiego okrutnika? Słysząc jednak o spacerze, rozbudziła się i spojrzała na rudzielca uważniej.
- Cześć Grzybku. Bardzo chętnie, ale z jakiej to okazji?
Kocica przeciągnęła się leniwie i wstała na cztery łapy. Wierzba nie miała absolutnie nic przeciwko temu, by to rudzielec poprowadził ich małą wycieczkę, dlatego też, jeśli miał zamiar wychodzić, to kocica podążyłaby za nim.
F r e e z e your brain
Swim in the ice
Get l o s t in the pain
Shut your eyes tight
‘Till you vanish from sight
Let nothing r e m a i n
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Nie spodobało mu się specjalnie, że dostał łapą w nos, ale nie odezwał się tylko uniósł brwi, patrząc na Wierzbę z wyrzutem, czekając, aż zabierze to łapsko z jego pyszczka. Najpierw wyglądała na niezbyt chętną do pobudki, ale zaraz wyraźnie się ożywiła i Rydz uśmiechnął się mimowolnie. - Drzewko. - odburknął w jej stronę, udając obrażonego. - Coś się zmieniło? To kocur teraz musi mieć jakiś pretekst, żeby wyciągnąć ładną kotkę z obozu? No proszę, proszę. - zamruczał zaczepnie, strzygąc uszami z białym, puchatym futerkiem w środku. - No chodź, będzie śmiesznie. - rzucił i zdecydowanym krokiem ruszył w stronę wyjścia ze Skalistej Pieczary, a potem wyjścia z obozu. - Mam nadzieję, że nie umawiałaś się dzisiaj na nic, bo cóż... Planuję raczej późny powrót. - odchylił głowę do tyłu, obracając się z uśmiechem do kotki. - No chyba, że tchórzysz i wolisz wrócić wczeeeśniej. - zawołał, ziewając przy ostatnim słowie. Rydz lubił wstawać wcześnie, ale czasem trochę go to kosztowało. W obozie było zaledwie kilka kotów, a on był pewien, że żaden z nich nie patrzył w ich stronę. Randka? Być może. No co? Mieli ponad sześć księżycy do nadrobienia!
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Zamarznięta posiada długie, gęste i białe futro. Koteczka jest mniejsza od innych kotów w jej wieku. Pomarańczowe duże i nieco skośne oczy wwiercają się zazwyczaj w rozmówce.
Ciekawski uparciuch patrzący na świat w różowych okularach. Psoci, knoci i łomoci, ale tylko jak się nudzi. Łagodna i cierpliwa, chyba że ktoś tą cierpliwość nadwyręży.
Nietoperza Łapa [KG], Ostra Łapa [KR]
Nie spodobała się rudzielcowi łapa na nosie? Trzeba było kocicy nie budzić, jego wina. Rano obudzona kocica to marudna kocica. Rydz po tych paru czy parunastu księżycach, bo kto by to liczył, powinien się tego nauczyć, zwłaszcza że jej legowisko znajdowało się bardzo blisko tego jego.
Zabawne, że mimo takiej relacji kocica nadal na komplementy syna Słonecznego Poranku reagowała rumieńcem.
Śmiejąc się z zaczepki, ruszyła truchcikiem za nim, doganiając go, przebierając łapami. Była niższa, ale nie znaczy, że wolniejsza.
- Nie jestem na nic umówiona Grzybku, ale czy ty przypadkiem nie masz treningu?
Uśmiechnęła się psotnie, słysząc następne jego słowa. Czy on próbował się z nią drażnić?
- Ja stchórzyć? No coś ty? Prędzej to ty uciekniesz z podkulonym ogonem.
Biała kocica miała w nosie czy koty, które aktualnie były w obozie na nich patrzą. Mogą sobie zazdrościć jej partnera.
F r e e z e your brain
Swim in the ice
Get l o s t in the pain
Shut your eyes tight
‘Till you vanish from sight
Let nothing r e m a i n
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Uśmiechnął się do partnerki, kiedy przypomniała mu o istnieniu kogoś takiego jak Korzenna Łapa. Chciał coś powiedzieć, ale zaschło mu w gardle. Treningi były takim drażliwym tematem. Zadrżał, przełknął ślinę i spojrzał na Wierzbę. - Nie. Nie dziś. - mruknął, ale jego uśmiech trochę osłabł. Pokręcił powoli głową, zaciskając powieki. Pomyślał sobie, że jej w sumie może się z tego wyżalić. - Tygrys przepadł... - wychrypiał z bólem w głosie, kładąc po sobie uszy. Spróbował się otrząsnąć, ale głos mu drżał i nie chciał się rozpłakać. Usiłował zmienić temat. - Ja miałbym uciec? No tak, ty byś nie dała rady. Zakładam, że nie masz już kondycji, co? - rzucił, śmiejąc się. Po wyjściu z obozu, szli sobie spokojnie, a Rydz nieważne jakie przeżywał emocje, nie zatrzymywał się. - Uprzedzam, wyjdziemy poza granice. - powiedział, tak aby uniknąć przykrych niespodzianek. Najpierw wędrowali po piasku, ale zaraz wkroczyli do cienia Kępy Drzew. Pora nie była jakoś specjalnie gorąca, jak można się spodziewać i wiał zimny wiatr, który zapewne nie przeszkadzał ani Zamarzniętej Sadzawce ani Rydzowi. Ich futra były długie i skutecznie ich chroniły. - Muszę z tobą porozmawiać o twojej siostrze. Zgadnij o którą może chodzić. - mruknął trochę gburowato. Uczucia, które żywił do Lampart po ostatnich zdarzeniach były świeże i nadal wyraźnie odczuwalne. A jak można było się domyśleć, to nie były przyjemne uczucia.
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Zamarznięta posiada długie, gęste i białe futro. Koteczka jest mniejsza od innych kotów w jej wieku. Pomarańczowe duże i nieco skośne oczy wwiercają się zazwyczaj w rozmówce.
Ciekawski uparciuch patrzący na świat w różowych okularach. Psoci, knoci i łomoci, ale tylko jak się nudzi. Łagodna i cierpliwa, chyba że ktoś tą cierpliwość nadwyręży.
Nietoperza Łapa [KG], Ostra Łapa [KR]
Zmrużyła oczy, widząc reakcje rudzielca na jej pytanie. Nie miała pojęcia, że jeden z podopiecznych jej partnera zniknął. Kiedy jednak się o tym dowiedziała i usłyszała, ile bólu sprawia to synowi Słonecznego Poranka, przytuliła go. Nie miała przecież zamiaru pozwolić, by Rydzyk nie miał komu się wyżalić, była przecież jego partnerką.
Zauważyła niezbyt sprawną zmianę tematu, jednak nie miała nic przeciwko niej.
- Oczywiście, że mam kondycje, pilnowanie owocków pozwoliło mi jej nie stracić.
Kiwnęła głową, słysząc, gdzie rudzielec ich prowadził. Nie wychodziła za granice Gromu jeszcze nigdy i szczerze cieszyła się, że skoro to był jej pierwszy tak daleki spacer, to właśnie rudzielec jej towarzyszył.
Oho znała ten gburowaty ton Rydza. Nastawiła, uszu chcąc dowiedzieć się o, co chodziło.
- Lampart?
Dawno nie widziała cętkowanej siostry, lecz nie było żadnych znaków, że siostra Wierzby zniknęła wbrew własnej woli. W takim wypadku chyba przecież byłoby to zauważalne prawda? Zastanawiała się jednak czy trafiła i co właściwie zrobiła kocica, że jej partner zazwyczaj pokojowo nastawiony odzywał się w ten sposób.
F r e e z e your brain
Swim in the ice
Get l o s t in the pain
Shut your eyes tight
‘Till you vanish from sight
Let nothing r e m a i n
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Rzeka za niedługo zamarznie, a ziemię pokryje biały puch. Koty z Klanu będą musiały przebijać cienką warstewkę lodu, by dobrać się do tłustych ryb stanowiących podstawę ich diety. Będą wtulały się jeden w drugiego w legowiskach, byle wyssać z siebie nawzajem jak najwięcej ciepła. Pod Mroźną Skałę będą zaciągać nowe trupy, a kopanie dla nich dołów w zamarzniętej ziemi będzie coraz trudniejsze. Kto wie, może i Czerwony Wrzód wyciągnie kopyta.
Ale to jeszcze nie teraz. Jeszcze trochę czasu upłymie, zanim będzie spędzać więcej czasu w swoim legowisku, pożytkując swoje zapasy - i być może niekiedy w jej futrze zanurzy się Mrok, a potem - miejmy nadzieję - Pustułka. Jak na razie jeszcze nie padał śnieg, a temperatury były całkiem znośne.
Szła przez Siedlisko, tym razem nie niosąc nic w pysku - bo i nie wybrała się na polowanie, a jedynie na marsz zdrowotny. Mięśnie śmigały pod jej skórą, a niebieskie oczy mierzyły wszystko wokół. Kto wie, co może czekać ją tym razem.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Noc maszerowała żmudnym tempem w kierunku wielkiej rzeki. Nie miała nic całymi dniami do roboty więc...zwiedzała! Brzuch miała napełniony ostatnim posiłkiem, a wodę piła kilka chwil temu z pobliskiej kałuży. Z każdym dechem oddalała się od Siedliska Koni - jedynego punktu orientacyjnego jaki znała. Co prawda, zapach granic Klanu Gromu był mocny, i była w stanie powiedzieć gdzie się kończą, a gdzie zaczynają, jednak ona potrzebowała czegoś, co jest wyjątkowe i potrafi to określić wzrokiem w krótkim czasie - w razie nagłej ucieczki. Takie kryteria spełniało miejsce pobytu wielkich zwierząt kopytnych.
Idąc, i spoglądając co jakiś czas w prawo, Noc nagle dotarła do...kotki?! Ugh, kolejna samotniczka! Była terminatorka podbiegła do niej i zaczęła iść obok jej boku.
- Cześć - mruknęła lekko poddenerwowanym tonem - Czego tu szukasz? Nie widywałam cię w tej okolicy. Noc jestem - miauknęła już pogodniejszym głosem
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Zmrużyła ślepia na krócej niż uderzenie serca, kiedy tylko do jej nozdrzy dopłynęła woń samotniczki, która też zaraz do niej podbiegła i zaczęła rozmowę. No cóż, ostatnimi czasy rzadko się jej zdarzało spotykać koty, które mówiły do niej z własnej woli. Przeważnie to ona ciągnęła za język - albo za pomocą sztuki wynowy, albo używając waluty Osiedla. Kilka upolowanych piszczek czy ukradziony smakołyk zazwyczaj wystarczały, by dowiedzieć się czegoś interesującego. Wiedziała też, że dysponuje innym dobrem, które może łatwo sprzedać w zamian za pomoc, jednakże do tak desperackiego i obrzydliwego kroku Żurawina nie zamierzała sie posuwać. Przynajmniej do czasu, aż nie straci nawet poczucia własnej godności.
- Witaj - odpowiedziała, jak na razie starając się brzmieć dość neutralnie. - Chcę nacieszyć się ostatnimi wschodami słońca, zanim spadnie śnieg. Idzie najcięższa pora, oby nie okazała się zbyt surowa - rzekła, przybierając zatroskany wyraz pyska. Faktycznie Pora Nagich Drzew nie była łatwa dla kotów - kto nie zadbał o aprowizację, musiał się liczyć z widmem śmierci głodowej. W tej porze na nieostrożnych czyhało dużo więcej niebezpieczeństw, niż w innych porach (ach, chętnie zobaczyłaby Rzeczniaka topiącego się pod lodem pokrywającym taflę rzeki!). - Miło mi. Możesz mi mówić Niepokój - przedstawiła się wymyślonym imieniem. Od czasu pamiętnego spektaklu na granicy Cienia dopracowała biografię, osobowość i poglądy swego alter ego w najdrobniejszych szczegółach. Jakby były dwie w jednym ciele. - Pochodzisz stąd czy przybywasz z daleka? - zagadnęła.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Kotka miała rację. Nadchodzi nieubłaganym krokiem Pora Nagich Drzew. Noc nie miała żadnego, ciepłego legowiska, a co dopiero mowa o stałym dostępie do żywności i picia! Będzie musiała zebrać futro do kupy i ruszyć zadek, żeby coś przygotować. Nie ma zamiaru odmrażać sobie łap, leżąc gdzieś na trawie albo mchu. Oprócz tego pasowałoby upolować kilka piszczek na przynajmniej dwa wschody słońca do przodu. Czarno - futra musi zrobić sobie swój własny, mały, stosik ze zwierzyną.
- Mhm... - przytaknęła nieznajomej - Niepokój? No dobrze... - mruknęła z lekko zdziwionym tonem
Niepokój? Co to w ogóle za imię? Na pewno nie zostało ono nadane w jakimś klanie. Która matka nazwałaby swoje kocię Niepokój?! Byłoby to co najmniej idiotyczne i...krzywdzące dla przyszłego terminatora.
- Stąd. Nie chciałoby mi się ruszać tyłka, żeby się gdzieś przenieść - zaśmiała się - A ty? Miejscowa? - spytała spokojnym tonem
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Bycie samotnikiem wiązało się z odpowiedzialnością za samego siebie i samodyscypliną. Jeżeli wieczorem nie upolowało się piszczki, rankiem następnego dnia się głodowało. W Klanie można było żyć jako pasożyt, okazyjnie przynosząc na stos chudą mysz czy kościstą nornicę - odejście zeń równało się nałożeniu na swoje barki jarzma odpowiedzialności za swój żołądek. Słabi psychicznie i fizycznie nie byli stworzeni do życia włóczęgów: bezpieczniej im było na łonie Klanów.
- Mam nadzieję, że nie umrę z głodu albo zimna - rzekła do siebie, nadal tym samym zatroskanym tonem. - Bez sensu, prawda? Nie wiem, co kierowało moim ojcem, kiedy mi je nadawał - podzieliła się stwierdzeniem. Zapewne, gdyby usłyszała myśli Nocy, uśmiechnęłaby się pod wąsem - Niespokojna Łapa, a to dobre! Brakuje tylko Niespokojnej Nogi.
- Pochodzę z daleka, ale już się tu zadomowiłam - odparła, coraz lepiej wpasowując się w skórę swego alter ego. Jaskółcze myśli ustąpiły tym Niespokojnym. Były dwie w jednej.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
No tak...zimno i jedzenie. Najgorszy wróg kota w Porze Opadających Liści. Zimno można zwalczyć ciepłem, tylko skąd takowe wziąć, jeśli jest się samotnym jak palec? Nie można się przytulić do nikogo. Jedyną szansą na przetrwanie jest przygotowanie inteligentnego legowiska, który nie będzie wprowadzał chłodnego powietrza z zewnątrz i jednocześnie zastrzymywał ciepło w środku. Tylko jak? Owszem, można go wyłożyć różnymi roślinami jednak nigdy to nie da optymalnego efektu. No cóż, tak los samotnika! Co do jedzenia jest różnie. Raz jest, raz nie ma. Raz głodujesz, a raz masz wypełniony brzuszek mięskiem.
- Albo rozerwana przez jakiegoś drapieżnika - dopowiedziała z lekką nutą rozbawienia - Serio? Ojciec ci je nadał? Jak można kociakowi dać na imię Niepokój? Gdybym ja miała wybierać...to nazwałabym cię Motyl. Motyle są ładne...jak ty - zaśmiała się i z uśmiechem popatrzyła na kotkę - A masz tu jakąś rodzinę? Rodziców, albo rodzeństwo? - spytała spokojnym tonem