Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Jego łapy drżały przy każdym kroku zbliżającym go do granicy, jednak parł nieugięcie przed siebie, nie opuszczając boku Cis. Jego wzrok ani na moment nie opuszczał podłoża, jakby spojrzenie gdziekolwiek indziej groziło... czymś. Bliżej nieokreślonym, irracjonalnym niebezpieczeństwem. Gdy do jego nosa dotarła znajoma woń, z trudem powstrzymał się przed przystanięciem. Mimowolnie przestał iść bok w bok ze starszą siostrą, zamiast tego pozostając nieco z tyłu. Nie obawiał się tak bardzo popielatej przywódczyni, którą darzył szacunkiem, a samego przebiegu rozmowy i jej konkluzji. Nie chciał zmuszać Cisowej Jagody do niepotrzebnego poświęcania się dla niego. Nie chciał by, w razie gdyby jego obawy okazały się prawdą, zdecydowała się pozostać z nim poza klanem. Oczywiście, nie był tak egoistyczny by uważać takową decyzję z jej strony za pewnik, w końcu nie był szczególnie ważnym kotem, ale... wiedział, że był dla niej dość ważny, może nawet tak samo jak ona dla niego.
Zatrzymał się trochę za liliową kotką, gdy wreszcie dotarli na miejsce. Stał zgarbiony i ze wzrokiem wlepionym w ziemię, czekając. Kiwnął niemrawo głową na zapewnienie z jej strony. To się jeszcze okaże.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Jadła akurat płoć, gdy przez Ciemny Szlak do obozu wbiegł Lodowy Kieł. Podniosła łeb znad posiłku i postawiła uszy, czujna, czy tak gwałtowne nadejście wojownika zwiastowało kłopoty. Ten od razu do niej podszedł i przekazał jej, kto też czeka na granicy. Kocica otworzyła szeroko oczy, patrząc na jasnego kocura, po czym porzuciła napoczętą przez siebie rybę i wystrzeliła z obozu, biegnąc w stronę Ptasich Krzewów tak szybko, jakby odjęło jej parę księżyców z licznika.
Już z daleka dostrzegła jasną sylwetkę Cisowej Jagody i drugą, chudą, wysoką sylwetkę pokrytą biało-czekoladowym futrem. Przyspieszyła jeszcze, zatrzymując się z poślizgiem przed dwójką dzieci jej najlepszej przyjaciółki. Przez krótki moment milczała, wpatrując się z nieukrywanym bólem w Małego Liścia, jakby nie mogła uwierzyć w to, że widzi go całego i zdrowego, i, jakby jego widok wywoływał w niej jakieś przykre, bolesne odczuci czy wspomnienia. Lubiła Małego Liścia. Sądziła, że jest zbyt strachliwy, zbyt wycofany, zbyt pesymistyczny... ale lubiła go, tak, jak lubiła Czarnego Bza. Byli lojalnymi wojownikami, członkami Klanu Rzeki, którzy nigdy nie zrobili nic, co mogłoby spowodować, że jej zdanie o nich by się posypało. xx - Byłam pewna, ze nie zyjesz - powiedziała w końcu tonem płytkim i neutralnym, jakby wciąż nie zaakceptowała tego, co się wydarzyło. - Dlaczego nie było cię w Klanie 'zeki, Mały Liściu?
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka Ojciec: Zakurzony Grzbiet Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Cisowej serce zabiło mocniej, widząc zbliżającą się postać Czerwonej Gwiazdy. Czekali chwilę, i podczas tej chwili wydawać by się mogło, że to nigdy nie nadejdzie - tak bardzo oczekiwanie na najgorsze się ciągnęło w nieskończoność, sprawiając psychiczne tortury liliowej kotce. Chciała, by było już po wszystkim. Chciała wybuchnąć płaczem pełnym ulgi lub pełnym rozpaczy, ale byleby już wszystko było za nimi. Nic jednak nie zmieni tego, że jej zaginiony i domniemanie martwy brat powrócił.
Obserwowała Przywódczynię i widziała uczucia odbijającej się nie tylko na jej mordce, lecz również w jej oczach. Zapewne sama nie mogła uwierzyć, gdy usłyszała o nowinie od dwójki wojowników. Ale czyż to nie była podobna sytuacja, gdy wróciła Cis? Powrót, który zdawał się być niewyobrażalny i niemożliwy?
Gdy jednak Czerwona Gwiazda odezwała się, jej słowa uderzyły ją mocno. Był prostolinijne i po prostu - szczere. Każdy myślał że nie żyje. Tak samo jak każdy myślał, że Cis nie żyje.
Cisowa powoli odwróciła głowę w stronę swojego brata i położyła swoją łapę na jego łapie. On to musi wyjaśnić. Po prostu, szczerze - opowiedzieć wszystko. Ona tu będzie z nim, niezależnie od wyniku tego spotkania.
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Nie sądził, że ktokolwiek mógłby przybiec po niego tak szybko; nie potrafił określić co dla niego zwiastował pośpiech Czerwonej Gwiazdy. Mimowolnie podniósł na nią wzrok, gdy ta się zatrzymała i spojrzała na niego... i poczuł, jak oczy zaczynają go piec od łez. Zgarbił się jeszcze bardziej, niemal pochylając głowę ku ziemi. Nie potrafił spojrzeć kocicy prosto w oczy. Zawiódł, och, jak bardzo zawiódł! Myślał, że utracił dom w Klanie Rzeki w momencie śmierci ostatniego z bliższych mu kotów, po czym zrozumiał, że nigdzie indziej nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. Był skończonym mysim móżdżkiem o mysim sercu. Gdyby nie Cisowa Jagoda, w życiu nie zaszedłby tak daleko, by faktycznie stanąć przed popielatą przywódczynią. Szanował ją... i właśnie dlatego nie chciał, by wiedziała, jak wielkim tchórzem i głupkiem był. A z drugiej strony po zobaczeniu jej i tego, z jakim bólem na niego patrzyła, nie potrafił się zdobyć nawet na najmniejsze, niewinne kłamstwo - choćby chciał. Zacisnął mocno oczy i wziął głęboki oddech.
- Po śmierci Łososia... pogubiłem się. Nie wiedziałem co robić. Ja... uciekłem. Po prostu. N-nie mam nic na swoje u-usprawiedliwienie. Myślę... że chyba chciałem znaleźć swoje miejsce. Z-zaginioną część rodziny, przyjaciół. - Położył uszy po sobie, czując wstyd, bo żadnego z tych celów nie udało mu się osiągnąć. - O-okazało się, że to zły pomysł. Jeszcze bardziej n-nie umiałem się odnaleźć. Ale chciałem chociaż... n-nie wiem. D-dalej znaleźć kogoś znajomego. Kto zaginął. I może... pomóc mu wrócić do klanu. A-ale nie znalazłem nikogo. Ani Kostki, ani Śnieżnego, D-dreszcza, t-taty... Nikogo - wyrzucił z siebie, czując jak jego każdy oddech zaczyna drżeć coraz bardziej, a do oczu, mimo zaciśniętych powiek, napływają łzy.
Otworzył pyszczek, by mówić dalej, ale żaden więcej dźwięk nie był w stanie wydostać się z jego zaciśniętego gardła. Przetarł łapą oczy i pociągnął cicho nosem; nie chciał się rozklejać przed Czerwoną Gwiazdą. Wiedział, że za każdy z jego czynów, nawet ten nieprzemyślany, musiał ponieść konsekwencje. Teraz, gdy już stał przed popielatą kocicą, nie zamierzał uciekać czy błagać o litość. Zawiódł ją, zawiódł swój klan. Nawet jeśli nie był gotów na usłyszenie tego prosto od niej, chociaż tyle był jej winien - by powiedzieć jej całą prawdę, zostać w miejscu i wysłuchać tego, co miała mu do powiedzenia. Z lekkim oporem, powoli, podniósł głowę i otworzył swoje skośne oczy, zawieszając wzrok w okolicy szarej sylwetki.
- Przepraszam - powiedział cicho, nie mając nic więcej do zaoferowania przywódczyni poza tym jednym, szczerym słowem.
Jeśli była rzecz, której żałował najbardziej na świecie, to opuszczenia domu.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
W ciszy i z kamiennym pyskiem słuchała słów Małego Liścia obawiając się tego, co usłyszy. Znała go. Znała go, i... po części spodziewała się tego, co powiedział. W jakiś sposób oczekiwała po nim właśnie czegoś takiego i nie mogła powstrzymać gorzkiego uczucia zawodu, zdrady i rozczarowania które zalało całe jej wnętrze. Rozumiała samotność i rozumiała ból utraty bliskich. Rozumiała uczucia bycia całkiem samemu ze sobą i swoimi problemami tak, jakby w Klanie nie było nikogo, kto mógłby ją zrozumieć i dać odpowiednie wsparcie. To uczucie towarzyszyło jej już od dawna, w zasadzie od śmierci Łabędziej Pieśni gdy zaczęła czuć, jak ściana między nią a resztą Klanu coraz bardziej się pogrubia. Ale... to nie był powód i to nie było wytłumaczenie. Mały Liść nie był jedynym kotem, któremu było źle, który stracił bliskich, przyjaciół i rodzinę i który czuł się samotny i opuszczony. Ba, nawet ona i on nie byli jedynymi takimi kotami; ich było mnóstwo. To nie był powód do opuszczenia Klanu, do ucieczki i do zostawienia jej. Klan nie był instytucją charytatywną. Nie był od leczenia kotów i zapewniania im opieki, nie był schroniskiem ani szpitalem w którym można byłoby sobie siedzieć gdy ci wygodnie, ale gdy ci niewygodnie to sobie pójdziesz w siną dal szukać szczęścia. A gdy znowu będzie niewygodnie, to wrócisz. Klan Rzeki to odpowiedzialność do końca życia każdego wojownika. Przysięgasz mu lojalność zostając wojownikiem i dostając nowe imię, a opuszczenie go z własnej woli było tej przysięgi złamaniem. Jak miała takiemu kotu ufać? Jak miała na nim polegać? Jak miała wiedzieć, że znowu nie zniknie i ich nie zostawi, że znowu nie ucieknie w nie wygodnym dla siebie momencie? Nie mogła. xx - To nie jest wysta'czające wytłumaczenie dla twojego pow'otu do Klanu 'zeki - powiedziała, czując się trochę, jakby te słowa wypowiadała jakaś inna, stojąc obok niej kocica a nie ona sama. W głębi duszy pragnęła powrotu Małego Liścia, kogoś, kto kojarzył jej się z jej młodzieńczymi czasami, syna Śliwkowej Gałązki, kogoś, kto powodowałby, że Klan Rzeki bardziej by przypominał ten Klan Rzeki, którym był wcześniej. Ale jej zasady się na to nie zgadzały, czuła moralny opór przed puszczeniem tego tak po prostu płazem - Nic mi po twoich p'zep'osinach. Nie zalezało ci na Klanie 'zeki, Mały Liściu. Chciałeś tylko czuć się don'ze, zalezało ci na Łososiowej Łusce, K'uchej Łapie, D'zącym Płomieniu, Śliwkowej Gałązce... a ja w Klanie pot'zebuję czegoś więcej. Nie pot'zebuję kota, któ'y jest w nim, bo jest w nim jakiś jego p'zyjaciel. Pot'zebuję kota, któ'y będzie dla Klanu 'zeki w dzień czy w nocy, w kazdą po'ę obiegu pó', w kazdej kondycji. Ty nie byłeś w stanie zagwa'antować tego Klanowi 'zeki, skupiając się tylko na sobie i swoich uczuciach. My wszyscy st'aciliśmy bliskich, p'zyjaciół, 'odzinę. St'aciłam Świetlika. Wiele z nas nie jest lubianych albo jest poga'dzanych p'zez innych. Słyszałeś na własne uszy jakie 'zeczy padały w moją st'onę, Mały Liściu - kocur powinien wiedzieć, do czego piła przywódczyni. Do tego, jak wiele się wydarzyło w ich życiach - Ale jestem p'zywódczynią i mój Klan na mnie polega właśnie dlatego, ze od'zuciłam coś takiego jak smutek, zal czy upoko'zenie w kąt. Jesteśmy wojownikami i nie mozemy sobie pozwolić na to, by takie 'zeczy nami kie'owały i odciągały nas od dob'a Klanu 'zeki... a ty do tego dopuściłeś - powiedziała ta druga, stojąca obok niej Czerwona Gwiazda twardym, zdecydowanym tonem. xx - Zostawiłeś - mnie - Klan 'zeki gdy - Ja - Klan 'zeki cię pot'zebował. Powiedz mi zatem, Mały Liściu, co ja mam z tobą z'obić...?
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Nie kłamał, nie naginał prawdy, niczego nie pominął, choć wiedział, że nie przyniesie mu to sukcesu w powrocie do klanu. Nie zdziwił się więc, gdy Czerwona Gwiazda zaczęła mówić. Część jej słów znał - słyszał je, gdy snuł w głowie scenariusze identyczne do tego, który się właśnie odgrywał. Z całych sił zmusił się do tego, by nie wbić znów spojrzenia w ziemię, mimo palącego wstydu jaki czuł. Był słaby i samolubny, działał pod wpływem emocji, zostawił Klan Rzeki. Wiedział, że nie mógł tak po prostu wrócić. Zaprzepaścił swoją szansę w momencie, gdy sam podjął decyzję o tym, by odejść. Rozumiał to... a jednak czuł od środka rozrywający ból, a jego gardło zacisnęło się na parę długich chwil, szczególnie przy ostatnim zdaniu, które padło z pyszczka popielatej kocicy. Chciał zaprotestować, ale ostatecznie nie mógł wydobyć z siebie ani słowa. W swojej głowie zawsze uważał siebie za kota, o którym wszyscy łatwo zapominali. Myśl, że Klan Rzeki go potrzebował wydawała mu się tak prawdopodobna jak to, że jeże latają. Był zbędny, od zawsze, niezmiennie. Nie odgrywał żadnej znaczącej roli w tym życiu, niczym szara masa, która tylko zapełniała przestrzeń dla samego faktu zapełniania jej. Rozrywający ból przeszedł w uczucie pustki, które tak doskonale znał - w końcu nosił je w sobie od kiedy pamiętał.
- Tak jak powiedziałaś... z-zawiodłem Klan Rzeki. Nie mam nic na swoją obronę. I nawet jeśli obiecam więcej nie popełnić tego błędu... nie wymaże to przeszłości, Czerwona Gwiazdo. Nie ważne jak bardzo tego żałuję - powiedział wreszcie cicho, przesuwając spojrzenie bliżej popielatej mordki, mimo oczu piekących od łez, które jednak nie wypłynęły na powierzchnię.
Jeśli nadzieja była matką głupich, Mały Liść zdążył już zmądrzeć. Nie zamierzał błagać o przebaczenie; kocica jasno powiedziała, że nie potrzebowała jego przeprosin. Nie zamierzał tym bardziej próbować wzbudzić w niej litości. Nawet jeśli oznaczało to, że Cis nie da rady dotrzymać złożonej mu obietnicy. Nie miał jednak prawa mieć jej tego za złe. To była jego wina, jego błąd i jego konsekwencje. Miał tylko nadzieję, że jego siostra nie podejmie przez to niewłaściwej decyzji. Nawet jeśli jego życie nie miało większego znaczenia, dla niej wciąż był... ważny. Bardziej niż się tego spodziewał, biorąc pod uwagę upływ czasu. Ona również była dla niego ważna. Dlatego tym bardziej nie chciał, by zrobiła coś głupiego, szczególnie jeśli miałoby to być przez niego.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka Ojciec: Zakurzony Grzbiet Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Cisowa nie mogła patrzeć na całą tę sytuację. Wbiła wzrok w swoje łapy, z mocno zamkniętymi oczami słuchając całej konwersacji. Oczy piekły od łez, ale powstrzymywała się z całych sił, mimo iż jej łapy zaczęły lekko dygotać.
Traciła nadzieję. Nie można było tego inaczej nazwać - tylko nią się tu kierowała, przyprowadzając go na granicę. Sytuacja wyglądała zupełnie beznadziejnie i Cis czuła, jakby po raz kolejny jej serce zostało rozdarte i spalone. Miała ochotę zawyć we własne łapy z bezsilności, jaką teraz odczuwała - bo nie wiedziała, co może zrobić. Jak ma zmienić przeszłość, która już się wydarzyła.
Po kolejnych słowach pochyliła się delikatnie, nie mogąc znieść ciężaru słów. Cała ta konwersacja... trawiła ją od środka. Dzień, na który wyczekiwała, zamienia się w koszmar, wszystko przyjmuje najgorszy obrót.
Chciała wypowiedzieć błagam ale nie mogła, nie potrafiła - jej gardło ścisnęło się, próbując powstrzymywać łzy. Brat, którego uważała za martwego, wrócił do żywych, ale nie pozostanie z nią, nie będzie mogła z nim żyć ramię w ramię w miejscu, które kocha z całych swoich sił, w miejscu, które utożsamiała z Mistrzem i osobą, którą kochała jak rodzinę.
Cis też straciła Świetlika. Straciła rodzinę, znajomych, połowę życia. Ale znalezienie brata... było niczym ukojenie częściowego bólu, zasklepienie się jednej z wielu ran, które nosiła. Teraz jednak rana znów się otwarła i zaczęła krwawić.
Stała bez ruchu z pochyloną głową walcząc z rozpaczą, która chciała rozedrzeć ją na strzępy od środka. Jest w stanie zrobić wszystko, co w jej mocy, by wrócił. Ale czy to wystarczy, by przekonać Gwiazdę?
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Kocica trochę ponad średni wzrost, umięśniona, ale sucha i raczej szczupła, trochę "kanciasta". Ma trójkątną głowę z wystającymi kośćmi policzkowymi i garbatym nosem. Jej oczy są skośne i ogniście pomarańczowe, ogon długi i cienki a pazury u przednich łap zawsze wysunięte. Jej futro jest krótkie, gęste i brudne oraz rozczochrane w kolorze popielatym, szaro-niebieskim. Jest cała pokryta drobnymi bliznami, a z tych większych ma jedną przecinającą jej nos, jedną rozrywającą jej lewe ucho, jedną wielką na grzbiecie po walce z borsukiem i dwie duże na szyi po walce z lisem. Kocica wyraźnie siwieje na pysku oraz innych częściach ciała.
Niecierpliwa, brak jej empatii, pewna siebie, łatwo się irytuje, wymaga bezwzględnego posłuchu, prostolinijna, troszczy się o swoją rodzinę i Klan, obowiązkowa, pracowita i lojalna ponad życie, bardzo nastawiona na Klan. Stara się być sprawiedliwa. Bardzo dużo mówi i ogólnie uwielbia gadać, bywa oschła, nie wie co to uczucie strachu. Ma poczucie wyższości nad pozostałymi Klanami, czasem wybucha gniewem i ma skłonności do agresji słownej (fizycznej względem kotów spoza jej Klanu). Jest godnym zaufania towarzyszem i dobrze jest mieć ją po swojej stronie, ale łatwo zmienia swoje zdanie na temat innych kotów. Jest decyzyjna i szybko myśli jeśli chodzi o Klan, bardzo nierozgarnięta w kwestiach emocjonalnych i uczuciowych. Jako przywódczyni wzoruje się na swoim bracie, Świetlikowej Gwieździe.
Zignorowała to, co robiła Cisowa Jagoda tak długo, jak się nie wtrącała i nie odzywała. Na szczęście kotka postanowiła zachować przyzwoitość i nie ingerować z jej rozmowę z Małym Liściem, co pozwoliło Czerwonej Gwieździe się w spokoju zastanowić, co ma zrobić z kocurem. Prawda była taka, że nie miała żadnego powodu by przyjąć go z powrotem do Klanu Rzeki poza ewentualnie sympatią i zwykłą litością. Ona jednak nie była kotem litościwym, któremu byłoby żal Małego Liścia. Lubiła go, ale była też zła, rozczarowana i dotknięta jego zdradą i brakiem odpowiedniej lojalności. Czy taki kot mógłby być w ogóle przydatny dla Klanu Rzeki? Czy mogłaby mu zaufać? Powierzyć zadania, dać obowiązki, terminatorów? Co on by dał Klanowi Rzeki od siebie, poza swoją łaskawą obecnością?
Logika podpowiadała jej, by go jak najszybciej ostawić i zapomnieć o całym zajściu, ale kocur był synem jej najlepszej przyjaciółki i coś jej na to nie pozwalało. Zaczęła czuć złość na siebie i wykrzywiła nieprzyjemnie pysk w oznace niezadowolenia. Milczała dłuższą chwilę, co było do niej niepodobne, bo z reguły podejmowała decyzje błyskawicznie, teraz jednak była w kropce.
W końcu jednak wpadła na jakiś pomysł i postanowiła podjąć jakąś decyzję. Machnęła długim ogonem i spojrzała na kocura, zastanawiając się, na ile to, co zrobi, będzie dobre. Ale w tym momencie i tak nie było nikogo, kto mógłby jej czegokolwiek zabronić. xx - Chodź ze mną do obozu, Mały Liściu. Tam usłyszysz decyzję względem tego, co cię czeka. - Poleciał mu płaskim tonem i odwróciła się, ruszając w stronę obozu i dając znak ogonem obojgu dzieci Śliwkowej Gałązki by ruszyli za nią.
//zt
★
Gdyemocjejuż opadną Jak po wielkiej bitwiekurz
Gdy nie można mocą żadną Wykrzyczanychcofnąć słów
Czy w milczeniubiałych, haniebnychflag Zejść z barykady
Czy podobnym być doskały Posypując soląból Jak posąg pychysamotnie stać
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść ┍━━━━━━━━━━━━━━━┑ N IE PO KO NA N Y M ┕━━━━━━━━━━━━━━━┙
Wśród tandetylśniąc jak diament Być zagadką której nikt Niezdążyzgadnąć nim minie czas
Kocur zdecydowanie przypomina Zakurza. Ma trójkątne, duże uszy, garbaty nos i długi, cienki ogon. Jednak jego czekoladowa sierść, choć równie jednolita jak u ojca, w wielu miejscach odstaje od ciała i jest matowa. Brak mu również gracji i elegancji, z którą poruszał się liliowy kocur. Odróżniają go też białe znaczenia, które nierównomiernie pokrywają jego mordkę, szyję, brzuch, łapy i spód złamanego przy końcówce ogona. Po obu stronach różowego nosa znajdują się splątane wąsy, zaś nad nim lekko skośne oczy o barwie złoto-zielonej. Znakiem rozpoznawczym łaciatego kocura są blizny, których w trakcie pobytu poza klanem nabył jeszcze więcej, a także wzrost. Jest jednym z najwyższych kotów w klanach.
Depresyjny, nerwowy i wycofany, ale w środku przejmujący się innymi kotami kocur.
Również i on milczał, coraz bardziej spięty, czekając na słowa, po których będzie mógł odejść, utwierdzony w tym, że nie było już dla niego miejsca w Klanie Rzeki. Już dostatecznie długo uciekał... więc skoro już tu był, zamierzał zostać do samego końca. Dopóki nie zostanie przegoniony przez Czerwoną Gwiazdę. Wręcz oczekiwał, że tak się stanie, dlatego polecenie ze strony przywódczyni go zaskoczyło. W pierwszej chwili jego serce zabiło szybciej, a oczy rozjaśniła nadzieja...
... tylko po to, by po kolejnych słowach gwałtownie zgasnąć, jakby jej nigdy na pierwszym miejscu nie było. Zacisnął z całej siły zęby, aż go rozbolała szczęka. Tam usłyszysz decyzję względem tego, co cię czeka. Te słowa nie zwiastowały nic dobrego. Sierść na jego grzbiecie uniosła się lekko, a masa czarnych scenariuszy zaczęła się snuć po jego głowie. Publiczny lincz, pokazanie reszcie klanu kota, którego powinny przeganiać z granic? To było... okrutne. Szanował i lubił Czerwoną Gwiazdę, i nie sądził by zrobiła mu - albo komukolwiek - coś takiego, ale dla ziaren niepewności umysł łaciatego kocura był niezwykle żyzną glebą. Brał pod uwagę każdą, nawet najbardziej absurdalną opcję i sprawiał, że brzmiała jak racjonalny, logiczny scenariusz, który miał prawo się wydarzyć. Kocur przełknął ślinę, z trudem łapiąc oddech. Wpierw tkwił w miejscu, mając świadomość, że miał za sobą wolną przestrzeń. Mógł wciąż uciec i nie skazywać się na to, co wymyśliła dla niego przywódczyni. Wreszcie jednak ruszył do przodu, niepewnie stawiając kroki i unikając rozglądania się po otoczeniu, które wciąż tak doskonale pamiętał, że to aż bolało. Bał się także spotkać kogoś, kogo znał z dawnych księżyców. Nie chcę więcej uciekać. Może i nie był odważny, ale zdecydował przyjąć na klatę to co go czekało. Nawet jeśli nie będzie to nic dobrego. Czerwona Gwiazda nie zasługiwała na to, by widzieć jak Mały Liść po raz kolejny ucieka od niej - i Klanu Rzeki - niczym żałosny tchórz, nawet jeśli faktycznie nim był. Chociaż tyle był jej winien.
zt.
x
x x
- ̗̀ ✿. ̖́- na zakrętachs m u t k uw biegutychwydarzeń jakmogliśmysiętak szybkopo prostuzestarzeć każdy t y l k ogorzkosamsiebiep r z e k l i n a zestarzałem siępo cichu.................................... ....................................trudno towytrzymaćjest
bijenamzaklęty dzwon w święconejwodzie...... ........palcebrudnychrąk bliżejpodszedł podnaszpróg zimnyod śmierciduch
niektórzyz nasżyciemjużzmęczeni jak staliśmyrazem............................. ..................................tak leżymypodzieleni jedni poszliw prawolub zostaliwmiejscu drudzycałkiemw lewoinni zaśs t a n ę l i
≡w przejściu≡
x
✿czasem tylkozerkamyza siebieu k r a d k i e m...................... ...................i to co nasbardzo boliżyje w nasnajbardziejwiem✿ xxx
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka Ojciec: Zakurzony Grzbiet Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Podniosła nagle głowę. To niemożliwe. Ona zdążyła już stracić całą nadzieje, a tutaj... czyżby naprawdę? A może zemdlała i to jej się śni? A może jej uszy słyszą to, co chciałaby usłyszeć? Co prawda, wtedy by usłyszała, po prostu, że jest przyjęty... Ale to, że daje tą jedną, małą szansę...
Cis odwróciła pyszczek w stronę brata, mając łzy w oczach. Wysłała do niego uśmiech pełen radości i zarazem obawy, a jedna łezka wymknęła się z oka i popłynęła po policzku. Pospiesznie wstała i dogoniła Przywódczynię, bojąc się teraz jeszcze bardziej - bo jeśli teraz się nie uda... Ona już chyba tego nie przeżyje.
Poza tym, co ona kombinowała? Nie powiedziała nic o przyjęciu do Klanu, jednak... tak, udają się w tą stronę. Czy prowadziłaby ich teraz do serca Rzeki wiedząc, że zostanie odtrącony? Może Czerwona Gwiazda nie była najmilsza, ale na pewno nie znęcałaby się nad nimi w taki sposób.
Niezależnie od tego, co planowała, Cis jej ufała i podążała za nią. Nie chciała już dłużej rozmyślać nad tym, co może się stać, dlatego tylko zerkała na brata z miłością, trzymając się tej iskierki nadziei, która przed chwilą prawie zgasła.
/zt
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Ach, męczyła ją ta konieczność wykonywania obowiązków. Na stosie było mało zwierzyny, ona musiała zapolować... a wcale nie miała na to najmniejszej na to ochoty. Nigdy nie była zbytnio zaangażowana w klanowe sprawy, a odkąd okazało się, że wszyscy jej terminatorzy zniknęli... cóż.
Nie, żeby chciała jakiegoś wytrenować - w takim wypadku mogliby dorzucić jej więcej obowiązków mianując ją zastępczynią, co byłoby tragicznym obrotem spraw. Oczekiwaliby, że codziennie pojawiałaby się w obozie, zamiast szwendać się po szeroko pojętej okolicy. W klanie była przede wszystkim dlatego, że stanowił on wygodę... i było jej to na łapę. Zawsze miała dostęp do pożywienia, mogła liczyć na wsparcie podczas walk... nie wspominając już o tym, że obóz stanowił bardzo dobrą bazę wypadową, do której zawsze można było powrócić i porządnie wyspać się po zwiedzaniu okolic bliższych i dalszych.
Teraz jednak, żeby nikt nie miał do niej pretensji, że nic nie robi, tłumiąc ziewnięcie, ruszyła pod wiatr, obserwując okolicę, nasłuchując oraz węsząc. Starała się poruszać cicho - w takim wypadku znalezienie zwierzyny nastąpi szybciej, więc szybciej wyląduje ona na stosie. A po tym, cóż... najwyższy czas, żeby wybrać się na jakąś kolejną wędrówkę. I, cóż, może poznać kogoś... ciekawego?
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Coś w życiu trzeba robić, a tym czymś może być, chociażby, polowanie. Ot na rozgrzewkę i żeby faktycznie nikt nie miał pretensji. I do tego ów polowanie zapowiadało się stosunkowo owocnie, tak długo, jak Deszczowa Dolina się głupio nie potknie. Bardzo szybko po znalezieniu się przy Ptasich Krzewach namierzyła wzrokiem potencjalną ofiarę - i nie był to ptak. Co tutaj robił królik? Zgubił się i przypadkowo znalazł tu, a nie na terenach Klanu Wichru? Lepiej dla córki Płonącego Świtu. Długouchy znajdował się między krzewami, skubiąc w spokoju trawę, nieświadomy obecności kocicy. Jeszcze.
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Och, oto i pojawiło się nieszczęsne zwierzę, którego szukała. Królik. Tłumiąc ziewnięcie - wszak był dzień, pora na spanie, nie na chodzenie po terenach i uganianie się za zwierzyną - ugięła kończyny, ciężar przenosząc na te tylne. Następnie cicho ruszyła w kierunku długouchego, w dalszym ciągu kierując się pod wiatr. Uważała na to, gdzie stawiała łapy, nie chciała bowiem nadepnąć na żaden szeleszczący element podłoża, ściszyła również swój oddech. Ogon i głowę trzymała w tej samej linii, co resztę ciała. Brzuch trzymała blisko ziemi, nie chcąc nim jednak po niej szurać. Pomijając fakt, że była chuda na tyle, że taka sytuacja zbyt prawdopodobnie nie brzmiała.
Jeśli udało jej się podejść na odpowiednią odległość do zwierzęcia, odbiła się łapami od podłoża, wysuwając pazury. Zamierzała wylądować na zwierzęciu, przyszpilając je nimi do ziemi, a następnie szybko złapać długouchego za gardło i rozszarpać je tak, żeby szybko się wykrwawił. Naturalnie, nie zamierzała go przy tym wypuszczać.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kocica zakradała się do uszatego stworzenia bardzo... cóż, poprawnie, to z pewnością. Ze swego rodzaju wyrafinowaniem, cierpliwością, wytrwałością i może udałoby jej się owego królika schwytać, gdyby nie odwrócił się mordką w jej kierunku tuż przed skokiem. Szarak rzucił się do ucieczki, umykając Deszczowej Dolinie spod łap; jednak wojowniczka dalej mogła go gonić. Jeszcze nie zniknął między krzewami doszczętnie.
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Och, co za porażka! Poczuła nawet nutę zirytowania, która absolutnie nie zniknęła nawet w momencie, w którym ruszyła w pogoń za długouchym stworzeniem. Nie zrozumcie jej źle - nie miała nic przeciwko bieganiu, niemniej jednak wolałaby złapać zwierzę bez żadnych większych trudności i ruszyć dalej, przed siebie. Im szybciej złapie to wszystko, co złapać miała, tym szybciej zrobi sobie kolejną drzemkę, a w nocy... będzie miała mnóstwo uderzeń serca do poświęcenia na szukanie wrażeń poza granicami rzecznego terytorium.
Nie była szybkim kotem, ale nie miało to w tej chwili aż takiego znaczenia - gdyby nie spróbowała pogoni, to byłaby zwyczajnie głupia. Jej głównym celem było w tej chwili podbiegnięcie do zwierzęcia na odpowiednią odległość, wybicie się z ziemi, wysunięcie pazurów i przyszpilenie zwierzaka do podłoża, a następnie rozszarpanie jego gardła.