Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Problemy Pajęczej Łapy były Kałuży tak obce, jakby leżały co najmniej w innej galaktyce. To znaczy widział, że kotka ciągle krąży gdzieś na uboczu klanu, nie mogąc za bardzo przebić się do jego centrum, ale niezbyt ogarniał, czy jej to w ogóle przeszkadza, czy mu się właśnie żali na brak atencji ze strony pozostałych Rzeczniaków, czy może wreszcie oczekuje od niego porady w sprawach, które dla niego były niemal tak naturalne co oddychanie - w sprawach towarzyskich. Z ewidentnym zakłopotaniem poruszył wibrysami, zastanawiając się, jak ubrać w słowa coś, co nie będzie kolejnym bezkrytycznym komplementem zaadresowanym do córki Gwiazdy. Na próżno. Nie minęło wiele uderzeń serca, a zadurzony po uszy wojownik uśmiechnął się tylko z rozczuleniem do jej osobliwych wywodów, kompletnie niezdolny do merytorycznego podejścia do tematu. W innym razie mógłby na przykład zauważyć, że Pająk niewystarczająco przykłada się do budowania relacji z innymi, a tak tylko tępo zawracał wszystko w wiadomą stronę, skrępowany przez miłosne kajdany.
- Ja jakoś jestem Tobą zaciekawiony i to się nie zmienia, a poznaliśmy się krótko po tym, jak wróciłaś! - zaczął się gwałtownie zarzekać, zanim ich uwagę skradł biały pajączek, który chwilowo skierował ich języki ku innym torom. To znaczy, jego na inne tory, a Pajęczej na jeszcze inne. Kotka bowiem, zresztą zdaniem Kałużowego Kroku z pełną premedytacją, zaczęła pleść coś od rzeczy, byleby uciec przed wiszącymi w powietrzu amorami. Skoro tak... Wybuchnął cichym śmiechem i zdmuchnął pajączka w trawy, zaglądając jej wreszcie prosto w oczy. Jego własne, o niebiesko-zielonych tęczówkach błyszczały i miały rozszerzone źrenice, jakby nawąchał się kocimiętki.
Postanowił wspaniałomyślnie nie gnębić przez jakąś chwilę Pajączka, skoro tak uroczo się krygowała, by przypadkiem nie zdradzić własnych uczuć.
- Aha, fajnie. No proszę! Ćma po Ćmiej Gwieździe i Gwiazdą zostanie. A jaki był przodek, po którym Ty masz imię? - zapytał, po czym klapnął zadkiem na ziemię, oczywiście blisko niebieskookiej, tak na wyciągnięcie nosa albo języka...
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
Czarna terminatorka była wyjątkowo kiepska w załapaniu tego, jaki klimat ich rozmowy Kałużowy Krok chciał wprowadzić. Może również dlatego, że zawsze żyła z daleka od czegoś takiego, jak idea miłości romantycznej. Jej matka nigdy nikogo nie kochała i Pajęcza Łapa wraz z jej rodzeństwem wychowywali się w rodzinie, w której nie było miłości romantycznej. Nie mieli wzorca. Nikt też jak dotąd nie był w czarnej zakochany, nie widziała też, by jej rodzeństwo było w kimś zakochane, żadne z nich nie miało partnera. To był dla niej obcy koncept i też dlatego nie brała go pod uwagę w takich momentach, jak ten. To, dlaczego Kałużowy Krok chciał spędzać z nią czas było dla niej zwyczajną zagadką której nie potrafiła rozszyfrować.
Na wiadomość, że Kałużowy Krok jest nią zaciekawiony przekręciła nieco głowę niczym sowa, jakby w zastanowieniu. Nie było w niej nic ciekawego, dlatego nie rozumiała, co też takiego może w niej ciekawić rudego kocura. xxx - Dlaczego Kałużowy Krok jest zainteresowany Pajęczą Łapą? - Zapytała, szczerze zainteresowana. Może coś takiego mogło jej pozwolić zmienić nieco swoje spojrzenie na siebie samą. Natomiast na jego pytanie najpierw otworzyła pysk, po czym go zamknęła, nie wiedząc za bardzo co odpowiedzieć. Znała tylko jakieś mgliste historyki o jej przodkach z Klanu Gromu, nie wiedziała na ten temat tak dużo, jak jej matka albo babka. Wiedziała tyle, że zwyczajnie od strony Łabędziej Pieśni pochodziła z Klanu Gromu i tam była jakaś Wronie Serce i, yyy. - Pajęcza Blizna? Albo Pajęcze Znamię? Albo coś podobnego. Był w Klanie Ghomu, ale Pajęcza Łapa nie wie za bardzo nic na jego temat - wzruszyła barkami nieco. Aż tak bardzo jej to nie obchodziło, ale całkiem podobała jej się idea nazywania kociąt po jakiś przodkach, to musiała przyznać. Nawet, jeśli jak na razie żadnych kociąt sama nie planowała.
Spojrzała na rudego kocura, nie bardzo wiedząc, co teraz mają robić, i czekając na jego odpowiedź.
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Wojownik poczuł, jak przez jego kręgosłup mknie prąd, unosząc co poniektóre rude włoski dęba. Dlaczego Kałużowy Krok jest zainteresowany Pajęczą Łapą? Gardło kocura ścisnęło się momentalnie, a on jakby zamienił się na miejsca z otwierającym bezgłośnie usta karpiem wyrzuconym na brzeg. Dobrze, wdech i wydech. Przecież sam tego chciał, no nie? Nie po to aranżował spacer, żeby teraz stchórzyć. Nareszcie odkryje przed terminatorką Śliwki swoje uczucia, przetrzymywane dotąd za jego żebrami jak zakładnicy. Zrobi to. Zrobi, zrobi, zrobi, zrobi. Dyskretne wzdychanie do Pajęczej nie wchodziło w grę; każda komórka jego ciała wyrywała się boleśnie do prawdy, powstrzymywana tylko przez tremę. Ale teraz, zaraz... Kałuża chrząknął i odzyskał głos... By wykorzystać go na wątek poboczny.
- O ja Cię, czyli masz przdkówwklnie Gromu? Nieźle. Ciekawe, czy naprawdę są tacsilni... Pajęcza Blizna, tk, to pasuje do Gromiaków - wybełkotał szybko, połykając pojedyncze głoski i zaglądając z żywym zainteresowaniem pod oderwaną od ziemi łapę. BĄDŹ KOCUREM. Huknął na siebie w myślach z taką mocą, że aż zagłuszył łomoczące serce. Oblizał szybko dolną wargę i postawił nieszczęsną kończynę na ziemi gwałtownie.
- A co do tego wcześniej... To... To dlatego, że Kałużowy Krok... Kocha Pajęczą Łapę - wymruczał miękko, naśladując jej styl mówienia i wbijając płonące turkusowym ogniem ślipia w te Pajączkowe, najpiękniejsze na całym świecie. Gdy tylko to z siebie wyrzucił, przecudowna ulga oblała go od stóp do czubeczków uszu. Troszkę nieśmiało przesunął ogonem, kładąc go na ogonku Pająk. Ale tylko troszkę, bo przecież ona... Go... Też.
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
Puściła mimo uszu bełkot Kałużowego Kroku dotyczący jej przodków w Klanie Gromu. Nie miała za bardzo jak tego skomentować, bo nie znała tamtych kotów i nie wiedziała zbyt wiele na ich temat. Nie poznała też chyba na razie żadnego Gromiaka, a przynajmniej sobie nie przypominała, żeby miała jakiekolwiek porównanie. Skupiła się zatem na pozostałej części wypowiedzi rudego kocurka i z każdy kolejnym jego słowem brwi Pajęczej Łapy wędrowały wyżej i wyżej, gdy ta wpatrywała się w kolegę. W sensie, że... kocha? Nie była pewna, co to słowo znaczy. To znaczy, jasne, znała jego definicję, ale co niosło ze sobą w praktyce? Nie miała pojęcia. Nigdy nikogo nie kochała i nie była kochana, a przynajmniej w takim świecie jak dotychczas żyła. Co to miało znaczyć? Czego od niej teraz oczekiwał? Co niby miała mu odpowiedzieć? Jak zareagować? Nie wiedziała. Dlatego wpatrywała się po prostu w rudego kocura bez ruchu. xxx - Kocha. Pajęczą Łapę - powtórzyła płaskim tonem, jakby przetwarzając informacje. Czy coś czuła? Nic nie czuła. Może... zaskoczenie, lekkie uczucie zmieszania i niepewności. Nawet nie zauważyła jego ogona, który został położony na tym należącym do niej. Spuściła powoli wzrok z jego pyska na ziemię przed sobą. xxx - Co to znaczy kochać kogoś, Kałuzowy Khoku?
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Są postępy. Jeszcze niedawno był znajomym, teraz już KOLEGĄ. Strach pomyśleć, gdzie to wszystko ich zaprowadzi, jak jeszcze trochę tu sobie posiedzą, zwłaszcza, że powoli się ściemniało, a noc, wiadomo, karesom sprzyja. Ale to tylko takie narratorskie czepialstwo, idźmy dalej, ponieważ dalej... O, jak różne było "kocham", a właściwie "kocha" wypowiedziane przez wojownika i długowieczną terminatorkę. Jego wersja niosła ze sobą jakieś znaczenie, uczucie lekkiej niepewności, gorącego przywiązania, tęsknoty za bliskością, a także opasłej nadziei. Pajęcza rozjechała to samo słowo swoim językiem niczym walcem, idealnie na płasko, nie zostawiając nic, czego można by się chwycić, tylko tę bezkresną, semantycznie obojętną równinę. Co na to rudy petent? Jak na lato. Nie słyszał, żeby czarnulka kiedykolwiek czymś się przejęła, więc raźnie dedukował, że jak zwykle tłumiła swoje uczucia i tyle, nic, absolutnie nic nie mogło w tym momencie zagrozić jego idyllicznej wizji odwzajemnionej miłości. Swoją drogą podziwiał strasznie Pajączek, że potrafiła mówić tak spokojnie o tym, co jest między nimi i utrzymywać mimo to nieruchomy wyraz na pyszczku, podczas gdy w nim samym wszystko śpiewało. Trzepnął uchem, nieco zbity z tropu po postawionym przez nią pytaniu. Zmieszanie objęło rudy pysk.
- Droczysz się ze mną, Pajączku? - zapytał cicho, z czułością zaplatając swój ogon wokół jej ogona i przypatrując jej się badawczo. Przecież wiedziała. Przecież go kochała, a on kochał ją i tylko głupie pytania stały na przeszkodzie ich szczęściu.
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
Nie zareagowała wcześniej na to, że Kałużowy Krok położył swój ogon na jej ogonie, ale teraz, gdy praktycznie splótł je oba ze sobą, to Pajęcza Łapa niemal niezauważalnie zmarszczyła brwi i zwinnym ruchem wysunęła swój ogon z jego, kładąc go po drugiej stronie swojego ciała. Nie przepadała za zbyt intensywnym i częstym dotykiem innych kotów i zaczęła czuć się niemalże klaustrofobicznie, gdy cała część jej ciała stykała się wbrew jej woli z częścią ciała drugiego kota.
Na słowa kocura jej uszy drgnęły, wędrując do tyłu w poirytowanym wyrazie. Czarna terminatorka zawsze mówiła serio. Nie potrafiła się droczyć a jej poczucie humoru było bliskie nieistnienia, w dodatku nie bardzo rozumiała, co tu było do droczenia się. Co nie tak było z jej odpowiedzią i czy serio aż tak trudno było odpowiedzieć na jej proste pytanie. A odpowiedzi nie usłyszała, zamiast tego zetknęła się z pytaniem ze strony rudego wojownika, w dodatku w jej mniemaniu zupełnie nie powiązaną z tematem. xxx - Pajęcza Łapa nigdy się nie droczy - odpowiedziała tonem twardszym i mniej eterycznym niż wcześniej, wyraźnie wskazującym na to, że bliska jest wejścia w stan irytacji. Wbiła w Kałużowy Krok intensywne spojrzenie swoich bladoniebieskich, okraszonych różowymi żyłkami oczu.
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Zerknął z żalem na odpełzający czarny ogon, ale nie skomentował głośno separacyjnych zakusów Pajęczej Łapy. Zamiast tego wypuścił ciężko powietrze nosem, bolejąc przez kilka uderzeń serca nad zerwaniem fizycznego kontaktu. Ech. Dlaczego musiała być taka niedotykalska? Gdyby to zależało od Kałużowego Kroku, byłby do niej przytulony non stop, a tak musiał zadowolić się przelotnym dotykiem. Z bólem bo z bólem, ale się na to godził, jak zresztą na wszystkie inne dziwactwa siostry Kornika, które nie przysparzały jej jak widać pokaźnego kręgu znajomych, a które kocur wytrwale ignorował. Można by odnieść wrażenie, że ślipia wojownika zaklejały plastry miodu, osładzając mu wizerunek mrocznej z natury Pająk. A czego oczy nie widzą, sercu nie żal...
Syn dawnej Zastępczyni zmarszczył lekko czoło na widok pokładających się czarnych uszu, oczywiście nie zauważając problemu, póki kotka go wprost nie nazwała. No przecież! Olśniony wojownik pacnął się bezlitośnie łapą w łeb, pobierając zasłużoną karę.
- No przecież! Wybacz Pajączku, zapomniałem – ukorzył się przed nią zapobiegawczo, nawet jeśli trochę naciągnął przy okazji fakty, bo nie tyle zapomniał, że Pajęcza Łapa się nigdy nie droczy, co zwyczajnie o tym nie wiedział. Drobiazg. – Już Ci mówię, ale się nie denerwuj, złość piękności szkodzi! – zapewnił z szerokim uśmiechem, gorączkowo przetrzepując głowę w poszukiwaniu odpowiedzi na to, co znaczy kochać kogoś.
- Hmmmm… - nadpobudliwie potarł swędzący podbródek o bark – Myślę, że to się po prostu WIE - miauknął odkrywczo, z kocięcą nadzieją, że tyle wystarczy terminatorce do uporządkowania myśli oraz pogubionych emocji, a nagrodą będzie jej wyznanie.
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
"To się po prostu wie" było definitywnie za słabym wytłumaczeniem dla kogoś takiego jak Pajęcza Łapa. Wpatrywała się najpierw ostrym spojrzeniem w kocura, by po chwili jej wzrok zaczął robić się coraz bardziej i bardziej nieobecny. Bardzo chciała się... zastanowić nad tym, co powiedział Kałużowy Krok, nad tym, co sama czuje i nad odpowiedzią, którą powinna udzielić, jednak im bardziej się skupiała tym większą i bardziej czarną pustkę miała w głowie, jakby wszystkie jej umiejętności do myślenia i składania zdać gdzieś pouciekały się pochowały w strachu przed wykorzystaniem. Dlatego milczała też przez chwilę, tracąc poczuci czasu i nie będąc pewną, jak długo milczała - czy tylko kilka sekund, czy minęło już pół dnia. Co miała na to odpowiedzieć? Co? "Kałużowy Krok kocha Pajęczą Łapę". Co to znaczy? Dlaczego ją kocha? Co on czuje? Czego od niej oczekuje? Co się z tym wiąże? Nie wiedziała, nie miała odpowiedzi na żadne z pytań które pojawiły się w niej po słowach rudego wojownika. xxx - Pajęcza Łapa nigdy nikogo nie kochała i nie wie jak to jest kogoś kochać - odpowiedziała w końcu tonem równie nijakim co jej nieobecny wzrok. Poczuła nagle straszny żal. Czy... była wybrakowana? Czy po raz kolejny jej czegoś brakowało? To o czym mówił Kałuża... ta cała miłość była kolejną emocją, której nie poczuła, tak, jak wiele, wiele innych. Zacisnęła mocniej zęby czując, jak zalewa ją fala chłodu. Gdzieś w głębi serca poczuła zazdrość, że Kałużowy Krok jest w stanie tak prosto, z pełnym przeświadczeniem stwierdzić, że kogoś kocha. Zazdrościła mu, bo czuł rzeczy, które jak na razie leżały poza jej zasięgiem. Czy nigdy ich nie poczuje? Czy już zawsze, aż do jej śmierci, będą dla niej niedostępne. xxx - Pajęcza Łapa musi być sthasznym rozczarowaniem.
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Niestety nie mógł Pajęczej Łapie dostatecznie rozjaśnić w głowie i lepiej opisać romantycznego zjawiska. Może dlatego, że jego tak zwana miłość do niej opierała się na tym, że była taka ładna, a może z zupełnie innych powodów. Ktoś bardziej sceptyczny określiłby pewnie uczucia Kałużowego Kroku silnym zauroczeniem, ale czy od razu ufundowaną w poznaniu, zrozumieniu oraz akceptacji miłością? Mało prawdopodobne, wszak kocur nie zrobił póki co zbyt wiele, aby przeprowadzić zagubioną czarnulkę przez uczuciowy labirynt. Widział natomiast, jak stopniowo wytraca zainteresowanie tym, co ją otacza. Za żadne skarby tego świata nie odgadnąłby teraz, o czym myśli i jakie to wszystko dla niej trudne. Była to o tyle fatalna sytuacja, że Kałuża do najcierpliwszych okazów nie należał, więc każde dodatkowe uderzenie serca drażniło go niczym skacząca po futrze pchła. Ognisty ogon nerwowo zaczął odmierzać przesiedziany bezczynnie czas, uderzając miarowo o ziemię. No szybciej, Pająk! Przetwarzaj, odwzajemnij i zostańmy wreszcie parą. Proszę, proszę, proszę. Przerzucę cię przez grzbiet i zaniosę do samego obozu! A potem wszystkim o nas powiemy! I zaśniemy wtuleni w siebie!
Krok niewątpliwie zaplanował całą ich wspólną, najbliższą przyszłość. Gdy wreszcie czarny pyszczek się otworzył, zielono-niebieskawe oczy zaświeciły radośnie, by zaraz potem... Zgasnąć zupełnie. Pajęcza Łapa nigdy... I nie wie jak to jest kogoś kochać... Uszy wojownika odskoczyły do tyłu, a z promiennej mordy odpłynęła cała krew. Odrzucenie zabolało go jak siarczysty, wymierzony w afekcie policzek. Nie, raczej jak pazury wbite prosto w serce. Przełknął z trudem ślinę, kierując piekące ślipia w dół. Teraz to on nie rozumiał. Przecież wszystko do siebie idealnie pasowało, wszystko się zgadzało! Dlaczego w takim razie...
- A... Mamę? Kornika? - zapytał cicho, aby tylko coś powiedzieć, chociaż wcale nie miał ochoty. Oczywiście, że ich tak, są jej rodziną. Po prostu CIEBIE ma gdzieś, rudy frajerze.
Surowe stwierdzenie Pajęczej Łapy sprawiło, że spojrzał na nią i na siłę uśmiechnął się bardzo blado, robiąc dobrą minę do złej gry, chociaż to, co zwykle przychodziło mu tak naturalnie, teraz szczególnie mu nie wychodziło, ba - uniesienie kącików warg o każdy kolejny milimetr przydawało więcej cierpienia.
- Nieprawda... - powiedział tylko, po czym zaraz westchnął, wbijając wzrok w dal.
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
Gdyby terminatorka była trochę bystrzejsza lub bardziej empatyczna lub zwyczajnie zwracała większą uwagę na otaczające ja koty to pewnie zauważyłaby zmiany jakie zachodziły na pyszczku jej towarzysza i wyciągnęłaby z nich jakieś wnioski co do tego, co ten czuje i myśli. No, ale tak nie było, więc kotka trwała w błogiej (powiedzmy, że błogiej) nieświadomości co do wszystkiego, co działo się w środku Kałużowego Kroku.
Na słowa rudego musiała się chwilę zastanowić. Czy to, co czuła do rodziny, to była miłość? Nie była pewna. Znaczy jasne, mogłaby tak powiedzieć, i w jakiejś części na pewno to była prawda. Jednakże jej uczucia względem rodziny bardziej przypominały potrzebę przynależności a nie coś, co Pajęcza Łapa określiłaby mianem miłości. Dzięki nim miała choć widmo świadomości, że gdzieś przynależy, jest częścią czegoś, a nie jest całkowicie sama. A to chyba nie o taki rodzaj miłości chodziło Kałużowemu Krokowi, a przynajmniej tak jej się wydawało. xxx - Są rodziną Pajęczej Łapy. Nawet, jeśli Pajęcza Łapa ich kocha, to nie jest to coś świadomego, w końcu nie wybierała sobie rodziny, po prostu ją ma - nie wiedziała na ile jej słowa były logiczne, a pewnie nie były, ale w tym momencie było jej już wszystko jedno. Nie była w stanie porównywać Kałuży do jej mamy albo brata.
Na "nieprawda" które kocur wypuścił ze swojego pyska zastrzygła uszami. Oczywiście, że była to prawda. Nie dorastała do pięt chociażby takiej Ćmie ani na wiele sposobów nawet Kornikowi. Nie czuła zawiści ani zazdrości względem swojego rodzeństwa, czuła raczej pewnego rodzaju pustkę i pogodzenie się ze swoim losem i swoją osobą. xxx - Może Pajęcza Łapa kiedyś kogoś pokocha.
Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Wątek miłości do rodziny był nieco filozoficzny, tak więc gdyby trafił na bardziej refleksyjnego kota, a przynajmniej na Kałużę w nieco lepszym nastroju, to mógłby zaowocować różnymi ciekawymi wnioskami. Tymczasem zatopiony w smutku syn Ognistopręgiej wpuścił słowa Pajączek jednym uchem, a wypuścił drugim, nie poświęcając im w ogóle należytej uwagi. Bez dwóch zdań przeżywał trudne chwile. Nie mógł trzeźwo myśleć. Jego zawód był zaś tym dotkliwszy, że terminatorka Śliwki wprost gdybała przy nim, że może kiedyś kogoś pokocha. Kiedyś. Kogoś. Nie Kałużę. Nie miała dla niego żadnej litości? Postanowiła się nad nim na koniec poznęcać? Zerwał się gwałtownie z miejsca, otrzepując pośpiesznie futro i prawie przy tym ignorując swoją towarzyszkę, na którą tylko co jakiś czas przelotnie zerkał. Musiał się stąd natychmiast ewakuować.
- Już prawie ciemno. Wracajmy – bąknął, ponaglając kotkę. W drodze do obozu praktycznie nie rozmawiali, najwyżej coś tam lakonicznie, w przerwach od ołowianej ciszy. I proszę. Przyszedł tu lekko jak motylek, a wracał z impetem wciskając główki traw w ziemię ciężkimi stąpnięciami.
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
Ostatnie o czym myślała Pajęcza Łapa to znęcanie się nad Kałużowym Krokiem. W zasadzie to nawet jej to przez głowę nie przeszło, może dlatego, że nie miała pojęcia o tym, co on do niej czuje i w jakim stopniu. To wszystko było strasznie abstrakcyjne w jej mniemaniu, w dodatku rudy kocur wcale nie chciał odpowiednio jej wytłumaczyć z czym si wiążą jego uczucia. "To się po prostu wie" tłumaczyło jej nic i nie ukazywało w ogóle ogromu i siły takich uczuć, dlatego nie wiedziała, jaki impakt miały jej słowa. Nie wiedziała, jak... krzywdzące mogły być, jak dużą ignorancją się wykazywała.
Zmarszczyła brwi, gdy kocur się podniósł i zarządził powrót. Przyprowadził ją tu tylko po to, by w zasadzie od razu wracać do obozu? No ale zerknęła na niebo, które faktycznie ciemniało i pomyślała, że w gruncie rzeczy to dobry pomysł wrócić do obozu aż całkowicie zapadnie noc. Sama również podniosła za z ziemi i ruszyła za synem Ognistopręgiej w kierunku obozu, w dalszym ciągu marszcząc ślepia w wyrazie szczere niezrozumienia, które zaczynało zakrawać o poirytowanie. Kałużowy Krok w ogóle nie odpowiedział na jej pytanie i nie wytłumaczył tego wszystkiego, co zaszło, nie powiedział, czego od niej oczekuje ani nic z tych rzeczy... więc przestała pytać, po prostu idąc za nim w milczeniu.
Węgorz po mimo aktywnego życia terminatora, nie miał okazji zwiedzić wszystkich zakamarków Klanu Rzeki. Nie był on wyjątkowo stary, a starsi wojownicy i terminatorzy pewnie dawno znają cały teren. On jest młody i cały teren jeszcze przed nim. Kiedy sumiennie wypełnił swoje obowiązki, postanowił udać się na własny spacer zwiedzając to i owo. Te tereny były dla niego intrygujące. Drzewa wiszące tuż nad wodą. Wydawało by się, że jak kot na nie wejdzie zaraz runą do wody. Sam nie chciał tego sprawdzać. Może i jest rzeczniakiem, ale pewnie wystraszył by się po tak nagłym upadku do wody i plum, po Węgorzu.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Akurat wybrała się na spacer - często to robiła. Planowała też trochę zapolować, coby nie marnować czasu, skoro i tak się nudziła. Lubiła satysfakcję odczuwaną po zabiciu ofiary. Zwykle jadła je prawie od razu po ubiciu, bo średnio obchodziła ją jedna regułka w kodeksie, jeżeli była głodna, a klan nie był jakiś głodujący. Są inni bardziej obowiązkowi wojownicy, którzy złapią więcej zwierzyny za nią, prawda? Klan nie upadnie, bo oho, Bratkowa przyniesie na stos trochę mniej.
Po przejściu Bobrowej Tamy zaczęła szybkie polowanie. Złapała wróbla, dwie myszy i jedną nornicę, która została jej dzisiejszym obiadem. Zakopała resztę pod jednym z drzew, a potem ruszyła w stronę Martwych Pni, planując zatrzymać się tam i napić trochę wody. Gdy zbliżała się do owego miejsca, zaczęła wyczuwać znajomy zapach. Na początku nie załapała, jaki to, ale im bliżej była, tym coraz bardziej rozpoznawała w tej woni swojego terminatora, Węgorzową Łapę. O. W sumie nigdy nie porozmawiała z nim poza treningiem - ograniczała się do ustalania pór następnych spotkań, gdzie wałkowali nudny treningowy materiał. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła się z tym trochę...źle? Większość kotów w klanie miała jakąś relację ze swoimi mistrzami, gorszą czy lepszą. A ona naprawdę, naprawdę nie umiała tych relacji nawiązywać.
— Cześć, Węgorz — mruknęła w przywitaniu, siadając obok — Czerwona Gwiazda mówiła mi, że na następnej ceremonii będziesz już wojownikiem. ...Cieszysz się? — zapytała, próbując zacząć jakoś rozmowę. Ona sama nie widziała wielkiej różnicy w byciu terminatorem a wojownikiem, oprócz imienia. A imię to tylko głupi, mały szczegół. Wiedziała jednak, że wiele kotów ekscytuje się myślą o byciu wojownikiem jak nie wiadomo czym. To tylko więcej odpowiedzialności. Może dawać też poczucie większej swobody, wolności, ale Bratek nigdy nie czuła się jakkolwiek ograniczona byciem Łapą.
Z zamysłeń na temat tego miejsca wyrwał go dość znajomy głos, który się z nim witał. Jakże dawno go nie słyszał. Odwrócił czarny łebek z delikatnym uśmiechem na pyszczku i odwrócił się w stronę mistrzyni. - Cześć - zamruczał w odpowiedzi i owinął puszysty ogon wokół czarnych łap. Na wieść o zostaniu wojownikiem już wkrótce podniósł uszy wyraźnie ucieszony na tą wieść. - Czemu miałbym się nie cieszyć? Przynajmniej starsze koty będą na mnie patrzeć może i milej... Chociaż starsi i na wojowników narzekają - zamruczał z rozbawieniem przypominając sobie dni, kiedy wymieniał im legowiska i wysłuchiwał ich skarg na temat dzisiejszego pokolenia wojowników.