Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Czemu miałby się nie cieszyć? Nie wiedziała. Nie znała się. Dla niej to wszystko miało wręcz zerową wagę.
— A czemu miałbyś się cieszyć, tak właściwie? To tylko imię — mruknęła, grzebiąc coś łapą w ziemi z nudów. — I nie ma się co przejmować starszymi. Nie mają w życiu nic lepszego do roboty od narzekania. Starsze koty...a właściwie po prostu niektóre koty nie umieją zaakceptować tego, że coś się zmienia. A zmiany...są dobre, tak uważam — powiedziała, nie za bardzo wiedząc, o jaki temat zahaczyć, a skoro Węgorz już wspomniał o starszych i ich marudzeniu, to czemu nie. Miała wiele opinii na temat świata, ale nie wygłaszała ich niepytana, bo nie widziała w tym sensu. Ale chciała! Dlatego też miło prowadziło jej się rozmowy z Wróbelek, która często pytała ją o poglądy na różne sprawy.
On się naprawdę cieszył z miana wojownika. Może to i tylko zwykła zmiana imienia, ale dla niego oznacza wiele. To jak dać kociakowi piórko do zabawy. Inni będą się śmiać, że przecież to jest prawie że wielkości kociaka i jeszcze się z tego prezentu tak cieszy. Ale dla kociaka ten gest wiele oznacza. Dla niego to jest najlepsza zabawka, piórko latające w górę i w dół, które może z dumą przynieść mamie i oznajmić, że upolował wielkiego ptaka. - Może i tak, to zwykła zmiana imienia, ale zapracowałem sobie na nie. Trenowałem, poznawałem kodeks wojownika właśnie po to, aby otrzymać to imię i miano wojownika - odpowiedział mentorce, a zaraz wysłuchał jej słów dotyczących starszyzny. No, może i byli starymi kotami, co siedzieli i narzekali, ale pamiętają raczej lepsze czasy, kiedy jeszcze oni byli wojownikami. Może koty teraz popełniają jakieś banalne błędy, co irytuje starsze pokolenie? - Ale mają świetne opowieści, to im trzeba przyznać - zamruczał lekko rozbawiony czarny kocur i spojrzał po tutejszych drzewach. Ich opowieści może i nie są szczytem prawdy, a niektóre mogą być po prostu kłamstwem dla kociąt, ale mają do tego wyobraźnię. - A co to jest za miejsce? Byłem tu parę razy na patrolu z innymi kotami, ale nikt nie wspominał nazwy tego - pnie tutaj były naprawdę niepokojące. Wyglądały, jakby zaraz miały z ochotą zgnieść kota przechodzącego obok.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Szukała go. Od kilku księżycy nie mogła go uchwycić. Często go nie było w obozie a jak wracał to wydawało się burej, że Wschód ją unikał. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. Przeczuwała, że mógł być na nią zły ale nie spodziewała się, że do takiego stopnia. Przecież podczas rozmowy z głowami klanu Wichru przybliżył się do niej a nawet był chętny do obronienia jej mimo braku zagrożenia. Nie rozumiała. Może jedynie tak udawał przy nich opanowanego? Znała dobrze rudego wojownika. Wiedziała, ze potrafił się szybko zdenerwować. Jednak mimo wszystko zawsze przy niej był...łagodny. Był inny gdy była w pobliżu. Zawsze się o nią troszczył i starał się robić wszystko by było dla niej lepiej. Nie wiedziała co wojownik zobaczył w tej zapłakanej kotce. Zawsze uważała, ze nie jest godna posiadania takiego partnera. Zawsze uważała, że jest wspaniały i mógłby mieć każdą kotkę, o wiele ładniejszą od niej. Dlatego kiedy widziała go z biała wojowniczką z Wichru i również z jej siostrzenicą Brudną Stopą z która najwidoczniej się bardzo dobrze dogadywał, czuła się przy nich niczym. Jej samoocena strasznie spadła i Kukułka nie widziała nic w sobie pięknego. Mimo wszystko jednak nie chciała komuś go oddać. Chciała go mieć przy sobie dopóki sam nie chciałby od niej odejść. Dlatego starała się nieudolnie walczyć starała się pokazać Wschodowi jak bardzo Kukułce zależało na nim. Jednak nie mogła w pełni pokazać swoich uczuć przez traumę, która ją blokowała. Czuła się temu winna, że Wschód nigdy nie otrzymał od Kukułki całej miłości do niego. Może przez to że się bała? A może to przez niepewność? Wiele razy nie pozwalała wojownikowi niektórych rzeczy. Nie robiła tego umyślnie, to ciało jej na to nie pozwalało. Nie wiedziała jak przełamać tą barierę. Mimo iż Wschoda ogromnie kochała to i tak jej ciało uważało, że nie powinna znów doprowadzić do katastrofy. Ufała rudemu kocurowi ale w jej sercu pojawiły się wątpliwości czy Bursztynowy Wschód nadal jej ufał i tak samo kochał. Tak dawno z nim rozmawiała...Tak dawno nie widziała go w pełni...Czuła, ze przez to wszystko oddalili się od siebie i to mocno. Nie czuła tej przyjemnej więzi...Nie czuła ciepła w jej sercu. Czuła chłód i nie mogła dłużej tego znieść. Musiała wreszcie z nim porozmawiać w cztery oczy. Wiedziała, ze to nie będzie przyjemna rozmowa ale dłużej tak nie wytrzyma. Musiała go znów zobaczyć.
Szła za jego zapachem. Dotarła do zachodniej części Grzmiącej Rzeki. tam też go zobaczyła. Siedział i milczał. W pewnym momencie Kukułka się zatrzymała czując niepewność czy powinna się faktycznie odezwać. Przełknęła głośno ślinę a następnie podeszła do niego bliżej. Widziała jego plecy, nie wiedziała co ma w tej chwili czuć. Serce biło jej jak szalone i bura kotka nie wiedziała od czego zacząć. Może przeprosić? Może opowiedzieć co się ostatnio w jej życiu działo? Jak znalazła Kaczuszkę lub powiedzieć o powrocie jeszcze drugiej córki Pliszki.
Zabrała głęboki wdech i postanowiła w końcu się przełamać. -Wschód...-powiedziała ciszej niż zwykle, starała się brzmieć spokojnie ale można było usłyszeć niepewność w jej głosie. Bała się tego jak wojownik zareaguje. Co powie i jaki będzie finał tego wszystkiego. -J-ja...bardzo cię przepraszam...-odpowiedziała smutno. Wiedziała, że się o nią martwi i niepotrzebnie go przestraszyła tym wszystkim. - Nie powinnam wtedy t-tam iść...A-ale strasznie się m-martwiłam o moje d-dzieci. A-ale teraz już się powoli układa wiesz? Pliszka i Kaczuszka wróciły! O-okazało się, ze to co mówił I-iskra to naprawdę kłamstwo. O-odzyskałam n-nadzieje, że również Kaczorek wróci...-jej głos zaczął delikatnie drgać bo ta nieprzyjemna cisza ją bardzo niepokoiła. Naprawdę teraz odzyskała nadzieje i czuje się lepiej po tym jak jej dwie córki znalazły drogę powrotną do Klanu. Można było zobaczyć polepszenie na jej zdrowiu fizycznym i trochę psychicznym. - P-postąpiłeś s-słusznie Wschód...-dodała jeszcze ciszej by tylko on mógł to usłyszeć.
/mój boy Wschód :>
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Czy Wschód unikał Kukułki? Po części była to prawda. Wschód tak naprawdę unikał po prostu wszystkich. Umknął gdzieś jego nastrój śmieszka, a sam rudzielec zamknął się w sobie bardziej, niż po śmierci Deszcza. Nie szukał towarzystwa, wręcz czuł się źle w większej grupie kotów. Przeniósł się więc na stałe ze spaniem w trawy, gdzie zwykle nikt go nie zaczepiał. Preferował samotne patrole i długie polowania, podczas których też potrafił zaszyć się gdzieś tak po prostu i zdrzemnąć w korzeniach jakiegoś drzewa czy na miększym kawałku mchu. Zawsze jednak, kiedy słońce się zniżało, wracał do obozu ze zwierzyną, nikt więc mu nie mógł zarzucić tego, że nie wykonywał obowiązków.
Co w tym wszystkim z burą? Wschód sam nie wiedział. Pogubił się w swoim wnętrzu w tym wszystkim. Sam nawet nie wiedział, czy kochał Kukułkę, w końcu nikt nie nauczył go, na czym polega bezwarunkowa miłość. Kotka była jednak dla niego niesamowicie ważna, tak jak kiedyś ważny był Deszcz. Wschód mógłby skoczyć za nią prosto w ogień. W końcu, kiedy przyszło co do czego, to wykończył kocura, który kiedyś ją skrzywdził, prawda? A teraz sam płaci za krew na łapach swoim zdrowiem psychicznym. Cały czas zastanawiał się też, co na osty i ciernie Kukułka robiła poza granicami klanu, i to całkiem sama, kiedy Wschód myślał, że wie, że mogła na nim polegać. Czuł, że oddaliła się od niego, i nie wiedział, dlaczego.
Tego dnia jak zwykle przebywał sam poza obozem. Chciał połowić trochę ryb, jednak myśli znowu same przypełzły do jego głowy. Siadł więc nad rzeką i po prostu gapił się w płynącą wodę. Nigdy nie był wielkim myślicielem, nigdy nie roztrząsał niczego tak bardzo. Czemu więc nie mógł się pozbyć tego z łba? Wciąż i wciąż wracał myślami do tej walki. Postąpił słusznie, zabijając kocura? A może powinien go oddać w łapy dwunogów i patrzeć, jak ci go upokarzają?
Spiął mięśnie, kiedy usłyszał kroki. Nie poczuł jednak obcego zapachu, nie ruszył się więc, licząc, że ów kot zostawi go po prostu w spokoju. Jednak poczuł dość szybko woń Kukułki, co jeszcze bardziej go spięło. Odkładał w czasie rozmowę z kotką, bo czuł, że nie jest na nią gotowy, nie miał pojęcia, jak ubrać w słowa myśli, które tłukły się w jego głowie, jak przetłumaczyć na koci uczucia, które nim targały, kiedy o tym wszystkim myślał. A tu proszę, uciekał od konfrontacji, a ta sama do niego przyszła, niepytana, kiedy może wpaść. Nadal nie czuł się gotów, ale być może nigdy by się na to nie zebrał.
Zamknął oczy, kiedy usłyszał pierwsze słowo Kukułki. Uświadomił sobie w tym momencie, jak brakowało mu jej głosu, jej bliskości, kiedy sobie po prostu leżeli obok siebie. Zanim jeszcze to wszystko się wydarzyło. Jednak nikt nie potrafił zmienić przeszłości, nie było więc co żałować tego, co się stało, tylko należało się nauczyć żyć z konsekwencjami. Choć było ciężko.
Przepraszała. Wiedziała, że to, co zrobiła, było złe, ale mimo to poszła. Ogon Wschoda drgnął, choć kocur nadal się nie odwrócił, tylko siedział na brzegu. Układa się, jej życie się układa, a jego już dawno zostało pogrzebane i radośnie pod ziemią zjadają je robaki. Tyle kotów go opuściło, a on sam się poświęcił, by pomścić Kukułkę. Zrobił to dla ukochanej, czemu więc czuł gorycz na myśl o tym?
- Słusznie? - prychnął cicho, poruszając lekko głową, jednak nadal się nie odwrócił. Jego uszy za to przylgnęły do czaszki. - Zabiłem kota, Kukułko. To nie powinno być słuszne. - powiedział cicho, a jego głos drżał, choć wojownik chciał, by brzmiał pewnie. Odwrócił się w końcu do kotki, jednocześnie wstając. Jego oczy lśniły, pełne uczuć, których kocur nie potrafił zamienić w słowa. - Tyle razy ci mówiłem, że jestem dla ciebie, a ty i tak nic mi nie powiedziałaś, i poszłaś sama, i to za granicę klanu. Nie powinnaś, ale poszłaś. Gdyby mnie tam wtedy nie było... - w jego głosie było słychać złość. Nie mówił głośno, ale nie musiał podnosić głosu, by dać wybrzmieć tym słowom. Pokręcił głową, kiedy zabrakło mu oddechu, żeby skończyć to zdanie. Gdyby Kukułka została sama z Iskrą, nie byłoby tak kolorowo. Mogłaby nawet już nigdy więcej nie wrócić do klanu.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Serce biło jej jak szalone ale starała się mimo wszystko uspokoić. Chciała naprawić to co zepsuła. Wiedziała, że popełniła błąd ale nie miała innego wyjścia. Musiała tam pójść sama. Nie chciała kogoś narazić na niebezpieczeństwo a zwłaszcza Wschoda. Nie wybaczyła by sobie tego nigdy.
Patrzyła się na niego cały czas chcąc usłyszeć jego odpowiedź a gdy tylko usłyszała jego głos ona również poczuła ogromną tęsknotę. Wydawało jej się, że wieki go nie słyszała. Tak bardzo chciała się do niego przytulić i nigdy nie puszczać. Tak bardzo jej go brakowało. Jednak czuła, że nie powinna... Na pewno nie teraz.
Słysząc słowa swojego partnera wojowniczka naprawdę nie wiedziała przez chwilę co powiedzieć. Jednak zabrała głęboki wdech i powiedziała to co jej pierwsze przyszło na myśl. - Iskra nie był kotem. On był potworem. Klan Wichru już dawno chciał go zabić... On musiał być zabity Wschód i wiesz to! Był zagrożeniem dla każdego... Zasłużył na to. - ostatnie zdanie powiedziała nieco ciszej ale za to powiedziała wszystko pewniej niż do tej pory. Wiedziała, że tak musiało się stać. Nie było innej opcji. Nawet jeżeli zostałby ukarany przez dwunógów to przecież nadal mógłby siać strach i zagrażać innym kotom. Przecież miał pazury i kły. Mógł chcieć zabić kogoś dla zemsty... Zwłaszcza mógłby zabijać koty z klanu Rzeki. Dlatego też nie można było do tego dopuścić.
Kolejne zdanie bardziej ją dotknęło gdyż nie chciała być tylko jednym argumentem do zostania w klanie. Wiedziała, że tak jest ale naprawdę nie chciała. Bała się, że gdyby nagle jej zabrakło Wschód odszedł by i musiałby mieć styczność z życiem samotnika, które było straszne i ciężkie. Nie chciała żeby kiedykolwiek tak się stało. Wystarczy, że jej dzieci musiały się zmagać z takim życiem. - N-nie miałam wyboru... N-nie chciałam cię narazić na n-niebezpieczeństwo jak również i innych. Nigdy bym sobie nie wybaczyła jakbym ciebie z m-mojej winy straciła. N-nie chciałam s-stracić i ciebie... - jej głos pod koniec się załamał. Naprawdę bardzo kochała Wschoda i chciała go chronić. Nie chciała go tracić. - A-ale i tak n-naraziłam cię... N-nawet nie wiesz j-jak się wtedy b-bałam o ciebie... N-nie mogłam ci p-pomóc bo p-przyszła ta pieszczoszka... Tak strasznie się o ciebie b-bałam.-jej oczy również się błyszczały i patrzyła się w pomarańczowe oczy Wschoda, które tak bardzo lubiła.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Po raz pierwszy od księżyców Wschodowi zaczęły puszczać hamulce emocjonalne. Czuł gniew, czuł złość, które wypełniły go całego i przyćmiły inne emocje. Pozwolił im się napełnić; od dawna nie czuł aż tyle w sobie. Chciał wyrzucić, wręcz wyrzygać Kukułce wszystko prosto w pyszczek, hamował się jeszcze minimalnie, poza tym nie potrafił myśli szybko przepływających mu przez głowę przekuć w słowa.
- Klan Wichru to banda króliczych bobków, która nie potrafi sobie poradzić sama ze sobą. - syknął ze zniecierpliwieniem. - Jakby księżyce temu zajęli się Iskrą to ten rozlazły ślimak nie zrobiłby krzywdy tobie ani innym kotkom. A zamiast tego to ja musiałem wyciągnąć pazury i zająć się tą zawszoną kupą futra, to ja jestem mordercą. Oni powinni podkulić ogony i schować się w zajęczych norach, banda kretynów a nie klan. - jego głos był niewiele głośniejszy od szeptu, ale kipiał wściekłością. Rudy ogon dygotał niczym wściekły wąż, a rude łapy zrobiło krok do przodu, tak, że Wschód zbliżył się jeszcze bardziej do Kukułki.
- O, nie chciałam nikogo narazić, więc byłam głupia i poszłam sama. - zaczął przedrzeźniać burą wojowniczkę, a jego ogon smagnął w powietrzu. Czuł się źle z tym, co mówiła, czuł się źle z tym, co właśnie zrobił, ale schował wyrzuty sumienia na dno swojego umysłu, dopuszczając do głosu tylko całą złość i irytację, która w końcu zaczęła się z niego wylewać. - Nie. Jakbyś się o mnie bała, jakbyś w ogóle o mnie dbała, to na osty i ciernie, byś mi powiedziała gdzie leziesz, albo byś wzięła kogokolwiek na poszukiwania. - syknął, a jego oczy rozbłysły ze złością. - Nie wiem, o czym myślałaś, ale na pewno nie o mnie, ani nie o tych, co zostali w klanie.
Stał naprzeciwko Kukułki, górując nad nią wzrostem. Jego mięśnie drżały, czując buzującą w żyłach adrenalinę, a w łapach błysnęły pazury, jakby kocur nie potrafił już ich utrzymać schowanych.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Z każdą kolejną chwilą wojowniczka czuła że złość Wschoda narastała. Nie podobało jej się to bo chciała wszystko spokojnie wytłumaczyć i jakoś normalnie to ułożyć by było tak jak kilka księżyców temu. Chciała znów się wtulić w jego futro i zapomnieć o wszystkich złych rzeczach ale nie mogła. Nie mogła tego zrobić tak jak planowała gdyż jej partner kipiał ze złości a kolejne słowa burej wojowniczki tylko pogarszały sprawę. Słysząc słowa na temat klanu Wichru, Kukułka postanowiła zostawić to bez komentarza. Nie będzie się mieszać w to jak Wschód widzi pozostałe klany. Już dawno zauważyła że mało toleruje koty z innych klanów i po prostu za nimi nie przepada więc wystarczył mały błąd i dany kot z innego klanu bądź nawet cały klan zostałby dla rudego kocura jedynie bandą słabeuszy. Kukułka natomiast była bardzo otwarta i lubiła rozmowy z kotami z innych klanów. Szczerze to jako młoda kotka to więcej z takimi kotami rozmawiała niż z kotami z jej własnego obozu. Ale to były czasy gdzie była młoda, radosna i korzystała z życia robiąc różne rzeczy.
Dlatego więc jedynie co zrobiła to machnęła delikatnie ogonem nie dodając do jego słów nic.
Jednak kolejne słowa prosiły się o to by coś powiedzieć. Bardzo jej się nie spodobało zachowanie rudego wojownika. Przedrzeźniał ją i do tego nazwał głupią! Strasznie ją to zabolało i kocur mógł to zauważyć jak w pewnym momencie jej źrenice się zwiększyły z niedowierzania , że on, jej własny partner ją obraził. Nie wiedziała co się z nim działo ale nie podobało jej się to wszystko. Machnęła energiczniej ogonem a jej pysk...nie wiadomo co wyrażał tak po prawdzie. Ból? Gniew? Smutek? Chyba wszystko na raz. W jej oczach nadal były łzy ale zmarszczyła trochę brwi a jej uszy były trochę zniżone a ogon zaczynał się delikatnie zawijać. - Nie zachowuj się jak kociak. Tamtego dnia kiedy chciałam iść na tereny niczyje nie było cię w obozie. Nie miałam czasu na to. Wtedy każda chwila była ważna bo im dłużej bym czekała to by moje dzieci coraz bardziej by się oddalały od obozu. Poza tym nie chciałam byle kogo brać bo każdy ma swoje obowiązki i zajęcia na głowie. Dla innych to by było wyciąganie na siłę i strata czasu.-odpowiedziała nieco surowo. - I to był drugi powód dlaczego tego nie zrobiłam bo pierwszy to po prostu nie chciałam brać kogokolwiek ze sobą bo wiedziałam, że na terenach niczyich może być niebezpiecznie. Nie chciałam kogokolwiek narażać na niebezpieczeństwo a zwłaszcza moich najbliższych. -podniosła wyżej głowę patrząc się tylko na pysk kocura. Czuła od niego złość i przez to też jej łapy drgały niespokojnie jak i ogon. Mimo iż zwykle wojowniczka bardziej była łagodna i płaczliwa przez co co jej los zgotował to zostało jeszcze w niej trochę upartości i potrafiła być zła ale tylko wtedy kiedy był do tego powód. A teraz był duży powód do złości na rudego bo zachowywał się jak głupie kocię. Był innym Wschodem, nie znała takiego Wschoda dobrze. - Nie chciałam przypadkiem patrzeć na zimne, czerwone od krwi ciało KOGOKOLWIEK z moich najbliższych mi kotów rozumiesz!? I do tego targać to ciało do obozu! Nie wytrzymałabym gdybym zobaczyła jeszcze kolejnego trupa z MOJEJ rodziny słyszysz!? Już wolałabym sama ZDECHNĄĆ.-podniosła głos a po jej policzkach spłynęły kolejne łzy. Czemu wojownik nie mógł tego pojąć?
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Niestety, między nimi wcale nie było tak, jak parę księżyców temu. Główna zmiana? Wschód został zabójcą. Zmusiła go do tego sytuacja, tak jak i gniew, i choć wiedział, że to było w słusznej sprawie, bo Iskra był potworem, tak nadal go to mierziło jak drzazga w łapie, jak kolec w serduchu, i tak sobie to miało tam siedzieć i zatruwać jego ciało.
- Kto tu zachowuje się jak kociak? - syknął, a jego ogon poruszał się niczym niespokojny wąż. - Patrz, bo nie mogła poczekać kawałek dnia, aż wrócę, bo wypełniam obowiązki. Albo nie mogłaś mi powiedzieć dzień wcześniej. Nie było jej od księżyców, a ty nie chciałaś czekać. - parsknął. Otworzył już pysk, by kontynuować; jeszcze nie wiedział, co powiedzieć, ale gniew buzował w nim tak, że chciał powiedzieć cokolwiek. Kiedy jednak wciągnął powietrze, Kukułka znowu zaczęła mówić, wręcz krzyczeć. A jej słowa... Jej słowa sprawiły, że Wschód położył uszy płasko po czaszce. Sierść, która była zjeżona, opadła, a rudzielec zrobił krok w tył. W jego oczach zalśnił ból połączony ze złością.
- Twojej rodziny. - powtórzył cicho, o wiele ciszej, niż wszystko wcześniej. Ten głos jednak brzmiał o wiele gorzej niż jego krzyki. - Kukułko, straciłem wszystkich, dosłownie wszystkich z MOJEJ rodziny. Miałem tylko ciebie, a ty teraz mi mówisz że wolisz wyjść i zdechnąć poza obozem. - pokręcił głową i zrobił jeszcze krok w tył. - Poświęciłem wszystko dla ciebie, byłem kiedy potrzebowałaś, zabiłem dla ciebie innego kota. A ty mnie traktujesz jakbym był nikim, tylko kumplem do którego można się przytulić w nocy. Nie mówisz mi nic, nie ufasz mi... Widać ja nie jestem twoją rodziną. - w jego głosie po raz pierwszy pojawiły się nowe emocje. Na początku desperacja, jednak szybko została zastąpiona przez zrezygnowanie. - Nie, Kukułko, to koniec. - oh, jak bardzo znienawidził siebie za te słowa w momencie, kiedy opuściły jego pysk. Jakaś cząstka jego krzyczała, że popełnia błąd, ale większa część kazała jej się zamknąć.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Wschód nic nie rozumiał. W ogóle nie wiedział co czuje Kukułka. Nie mógł pojąć jej emocji, które sprawiły, że postąpiła tak a nie inaczej.
Syknęła na słowa wojownika. To co przed chwilą powiedziała chyba nie miało dla niego w ogóle sensu i znów próbował jej wmówić, że jej postępowanie było głupie. Nie prawda! Robiła to wszystko z powodem i to wielkim! Nie chciała żeby kolejny kot umarł na jej oczach a zwłaszcza ten kot który znaczył dla wojowniczki wiele. Najbardziej nie chciała brać Wschoda i swoich dzieci. Wykończyłaby się doszczętnie jeżeli, któreś z nich poniosło by śmierć. Już wolała ryzykować tylko swoje życie.
Nagle zobaczyła jak Wschód się zmienia. Nagle przestał krzyczeć i zaczął cicho mówić. Sama Kukułka wtedy przestała cokolwiek mówić i ucichła, słuchając tego co kocur miał do powiedzenia.
Nie mogła uwierzyć w to co mówi. Dlaczego tak w ogóle myślał?! Przecież należy do jej rodziny! Mówi mu praktycznie wszystko! - Co ty za brednie wygadujesz?! Należysz do MOJEJ rodziny. Ufam tobie najbardziej! Jesteś dla mnie WSZYSTKIM. - jej głos był coraz bardziej łamliwy a teraz w ogóle nie powstrzymywała swoich łez, które strumieniem wydostawały się na zewnątrz. - WOLĘ UMRZEĆ BO NIE ZNIOSŁABYM TWOJEJ ŚMIERCI. - krzyknęła załamana.
Niestety ale następne słowa sprawiły, że wojowniczka poczuła się jakby ktoś ją po prostu uderzył mocno w pysk. Te słowa ją zamurowały i nie pozwoliły przez chwilę nabrać powietrza do płuc. Jej krzyki przerodziły się teraz w ciche milczenie i szloch. Jej łapy drżały niespokojnie a ogon przylgną do jej boku. Po tym wszystkim co razem przeszli... On chce po prostu to skończyć...? Przecież mówił, że ją kocha! Mówił jej to cały czas! Dlaczego nagle mówi takie rzeczy!
Pokiwała przecząco głową i zrobiła nagłe kroki w tył. Czuła strach i ból. Nie chciała tego kończyć. Chciała być tylko z nim i nikim innym. Potrzebowała go. Chciała żeby przy niej był... - J-jak... J-jak t-to... K-kon-niec...? - powiedziała cicho załamanym głosem. Patrzyła się na pysk kocura chcąc odczytać jakąś nadzieję? Coś co sprawi, że powie Kukułce, że to jednak nie koniec ale niestety... Nic takiego nie zauważyła. Jej wargi się trzęsły i nie wiedziała jak się uspokoić. Bała się tego co miało zaraz nastąpić.
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Być może Wschód nie rozumiał tego, przez co Kukułka przechodziła, ale z drugiej strony bura wojowniczka też zapewne nie potrafiła w pełni pojąć tego, co czuł rudy wojownik. Ona miała rodzinę, miała rodziców, którzy ją kochali, rodzeństwo i dalszą rodzinę. Wschód natomiast nie miał nic, jego ojciec dla niego nie istniał od początku, szybko nauczył sobie radzić bez matki. Całe swoje przywiązanie pokładał w rodzeństwie, które beztrosko jedno po drugim go opuszczało, aż w końcu został sam. Zależało mu na Kukułce być może nawet bardziej niż na własnym życiu, nie potrafił jednak tego wszystkiego powiedzieć. W tym momencie jednak o tym nawet nie myślał. Wszystkiego jego uczucia przyćmiły negatywne emocje, które szalały w jego organizmie.
Pokręcił głową, kiedy usłyszał słowa Kukułki. Choć ta krzyczała, on już nie podnosił głosu, zamiast tego syczał, a w jego głosie było słychać wszystko to, co czuje, tą złość na burą wojowniczkę i samego siebie, cały gniew i ból. Wszystko to, co nawarstwiało się księżycami, teraz w końcu z niego wychodziło, a on nie potrafił tego powstrzymać.
- Gdybyś mi ufała, tak naprawdę, to powiedziałabyś mi gdzie idziesz, a nie robiła z tego tajemnicę. - stwierdził tylko. Kukułka ciągle powtarzała to samo, mówiła o umieraniu, a czy wiedziała o tym dużo? Wschodowi poumierali właściwie wszyscy, ona też chciała iść do piachu? A proszę bardzo, niemal chciał rzucić jej prosto w twarz, umieraj sobie. Jednak ta myśl przepłynęła przez jego łeb zbyt szybko, by zdążył ją zwerbalizować.
- No tak to. Koniec. Między nami. - wlazł w bagno i tylko dalej w nie parł, zamiast ratować się, póki może. Chciał to powiedzieć z chłodem, jednak nie mógł poradzić nic na to, że głos mu najpierw zadrżał, a potem się załamał. Przełknął więc ślinę. - Widać, że mnie nie potrzebujesz do niczego, a ja nie chcę być po prostu kimś, kto czeka w obozie i zastanawia się czy coś cię nie zeżarło. Skoro tak bardzo wolisz robić wszystko sama... - nie skończył. Zacisnął szczękę, a w jego wzroku zalśniło coś niezdrowego. A potem po prostu się odwrócił i ruszył przed siebie, byle dalej, byle uciec i schować się gdzieś, gdzie w spokoju będzie mógł zrugać sam siebie za to, co właśnie zrobił.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Pierzaste Serce [*] Ojciec: Trawiastooki [*] Partner: Bursztynowy Wschód (zawsze w sercu </3)
Kukułka jest burą, wysoką i szczupłą kotką z ciemnymi tygrysimi pręgami. Na nosie posiada białą odmianę. A sam nos jest ciemno brązowy. Na przednich i tylnych łapach ma białe skarpetki sięgające do palców,co dotyczy też klatki piersiowej która jest tego samego koloru. Ma krótką, miękką i gładką sierść która dodaje jej uroku. Kolor oczu odziedziczyła po matce, czyli przybrały one oliwkową barwę.
Kukułka jest mieszanką swoich rodziców. Jest uparta i stawia na swoim kiedy uważa to za słuszne,lecz nie często to robi. Nie lubi walczyć gdy nie ma ku temu powodu. Woli się nie kłócic ale czasem może komuś zajść za skórę. Jest przyjazna i miła. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi. Nie lubi gdy ktoś ją kłamie.
Coś ją zjadało od środka. Z każdą sekundą robiło jej się coraz ciężej na sercu. Naprawdę bolało ją to, ze kłóciła się ze Wschodem. Nie chciała żeby to tak wyszło. Chciała z nim na spokojnie porozmawiać a wyszło jak wyszło. Najwidoczniej tak musiało być i nie mogła tego tak jak planowała.
Słysząc jego słowa zaczynała się zastanawiać. Czy to co zrobiła jednak było słuszne? Przecież ona chciała jedynie ochronić innych przed dodatkowym niebezpieczeństwem. Czy jej argumenty nie są zbyt odpowiednie? Przecież ona to robiła dla dobra innych. Nie chciała by ktoś przypadkiem został ranny. Nie zniosłaby tego jakby przez nią ktoś zostałby ranny! A może po prostu naprawdę nie ufała tak w pełni Wschodowi? NIE! Przecież mu ufała bezgranicznie tak? Zaczynała mieć mętlik w głowie i nie wiedziała już kompletnie nic. Przecież cały czas go kochała, nadal kocha i starała się jak najlepiej to pokazać ale...Czy to było za mało? Czy nie potrafiła w pełni zaufać i oddać się cała Wschodowi? Miała tak wiele pytań w głowie i nie mogła na tą chwile sobie na nie wszystkie odpowiedzieć.
Kiedy kocur ponownie powtórzył te słowa, Kukułka poczuła jak ponownie obrywa mocno w pysk. Czyli jednak się nie przesłyszała. Naprawdę chciał to wszystko już zakończyć...Zostawić ją i uwolnić się od takiej okropnej kotki jaką ona była. Była dla niego ciężkim balastem który nie pozwolił mu normalnie funkcjonować wiecznie miał z nią problemy i musiał ją znosić. Więc dlaczego do tej pory z nią był? Wytrzymywał to wszystko? Chyba Kukułka mogła się domyślić, ze Wschód robił to wszystko z miłości a ona zamiast okazać również w pełni swoją miłość zamykała się i nie pozwalała mu na zbliżenie. Przez te słowa wojowniczka zaczynała powoli myśleć o tym wszystkim ale było już za późno. To był koniec i to bł koniec z jej winy. Wschód ją kochał bezgranicznie a ona bała się mu nawet powiedzieć tego że idzie na tereny niczyje. Kolejna fala łez spłynęła po jej policzkach.
Na kolejne słowa już mało co zwróciła uwagi. Wystarczyło już burej zwykłe "Koniec".Poczuła się jeszcze gorzej niż czuła się do tej pory. Poczuła ograną stratę i ból. Zaczynała siebie nienawidzić. wystarczyło tylko mu powiedzieć...Czemu tego nie zrobiła? Z jednej strony to co mówiła było prawdą ale z drugiej jedną rzecz ukrywała chyba głęboko w sobie. Nie powiedziała tego Wschodowi bo się bała mu powiedzieć. Bała się mu w pełni zaufać...
I dopiero teraz Kukułczy Puch przejrzała na oczy. Nie potrafiła w pełni się już komuś oddać. Za bardzo się bała.
Bura kotka usiadła i zaczęła długo płakać. Nie wiadomo ile czasu minęło. Płakała dopóki nie brakowało jej łez a gdy w końcu ich zabrakło poszła gdzieś daleko a wróciła do obozu późną nocą i schowała się w swojej małej kryjówce i nie wychodziła z stamtąd do następnego dnia.
/zt :"""D
you're nothingshortof magical and
beautiful to mei'll neverhit thebigtime.............
.without you sotheycan k e e p their .......................» treasure and their t i e s to the machine « .........'cause I am the mother of Evangeline
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Skrzące Słowo był wojownikiem, w dodatku bardzo poważnie biorącym swoje obowiązki, więc wykonywał je sumiennie, tak często, jak tylko był w stanie. Nie inaczej było w przypadku polowań, na które chodził z przyjemnością. Lubił to robić, czuł się wtedy wyjątkowo odprężony. Oczywiście, nie robił tego dla rozrywki - doskonale wiedział, że polowało się jedynie po to, by wykarmić klan, dlatego za każdym razem dziękował Gwiezdnym za zesłaną zwierzynę.
I liczyła na to, że tego dnia będzie miał za co dziękować. Ruszył w okolice Martwych Pni i tam, jak przystało, ruszył na ugiętych łapach pod wiatr, w poszukiwaniu potencjalnych ofiar.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Na razie nic nie zaskoczyło Skrzącego Słowa - żadnej zwierzyny i żadnych szczególnie interesujących zapachów. Najwyraźniej pora, która powinna w swej okazałości przyjść już dawno dawała się teraz we znaki? Cóż, na pewno kocur już na własnym doświadczeniu wiedział, że nie zawsze za pierwszym razem zwierzyna wpada mu w łapy (i mistrz gry też o tym wie, hhhh). Pozostało mu więc iść dalej, a nuż tam jest coś smakowitego!
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Czy tymczasowy brak zwierzyny jakkolwiek wojownika dziwił? No, niekoniecznie. Przywyknął do tego, że początki są trudne, zwłaszcza w jego przypadku. Dlatego po prostu szedł dalej na ugiętych łapach pod wiatr, licząc na to, że los się w końcu do niego uśmiechnie i coś złapie. Albo chociaż znajdzie. W końcu nawet najgorszy pech nie może trwać wiecznie, prawda?
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Tym razem kocurowi się naprawdę poszczęściło - nie musiał błądzić bez celu długie uderzenia serca, bo przeszedł raptem parę kroków i mógł usłyszeć...Pluskanie. Gdy spojrzał bardziej na bok, by móc dojrzeć kątem oka rozciągającą się po jego prawej Grzmiącą Rzekę, mógł również dojrzeć kaczkę, która wraz z dalej pływającymi koleżankami w najlepsze szukała czegoś do jedzenia. Cieplejsza pora nieco zdezorientowała zwierzynę, a więc i kaczki nie odleciały wtedy co zawsze mając w tym lekkie opóźnienie. Skrzące Słowo miał więc idealną okazję aby móc na ów kaczkę zapolować - był tylko jeden problem, kaczka była w wodzie, nawet jak blisko brzegu - to dalej w wodzie!