Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
— Już myślałam, że będziesz nam kazać walczyć z dwoma kundlami — parsknęła luźno, chociaż w głowie nadal miała obawę...a jeszcze bardziej pogłębiło ją to, że pies był przy Szarych Brzozach, gdzie często przychodziła Wróbelek. To było dziwne uczucie; rzadko się bała, rzadko się martwiła, właściwie to prawie nigdy. To było nieprzyjemne. Ale nie panikowała - pozostawała spokojna, wiedząc, że pozbędzie się tych nieprzyjemnych odczuć, gdy zabierze się za tego psa.
Ruszyła więc za siostrą szybkim krokiem, szykując mięśnie do ataku. Pies był...wielki. Wielki w jej ocenie, bo nigdy nie widziała na żywo psa, a najwyżej nie tak dużego i nie biegającego samopas. Wzięła głęboki wdech i gdy już miała atakować...och, co za zaskoczenie, Niedźwiadka wyskoczyła PROSTO NA JEGO ZĘBATY RYJ i odwracała uwagę. Zanim zdążyła również wykonać swój ruch, Biała Burza przystąpiła do akcji i zabrała się za jego prawą stronę. To...zostaje jej lewa, tak?
Zaczęła się skradać na ugiętych nogach, ale nie dbała tak bardzo o szczegóły jak pstrokata wojowniczka, wierząc że Chaber i tak odwraca uwagę psiska. Ugięła się na łapach i skoczyła z pazurami na bark kundla, planując go tam ostro podrapać...i kto wie, jak jej się poszczęści, to może nawet wejdzie na tego psa w całości i będzie go ujeżdżać jak konika.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
atak chaber: nieudany [0%] » przerzut » słaby [50%] » (30-26) = 4 x ½ = 2 atak psa: udany [100%] » (32-19) = 13
Kamikaze, można by rzec. Gdy Niedźwiedzicy udało się zebrać kompanię i wszystkie trzy rzeczne amazonki zebrały się, aby urządzić obławę na psa, kundel nawet nie odszedł daleko, ani nawet nie wypuścił ze swoich szczęk lisich zwłok. Usłyszał jakiś bełkot, którego nie zrozumiał i odwrócił ośliniony łeb w tamtą stronę, aby zaraz zobaczyć przed swoimi oczami rozwścieczoną wojowniczkę. Zaskomlał zaskoczony, szybko jednak uświadomił sobie, że kocica nie jest zagrożeniem bo mimo skakania mu prosto do oczu tak naprawdę ledwo go drasnęła. Nie zaczepiła się nawet porządnie pazurami w jego pysku; psisko rzuciło łbem, ślepo chwytając w szczęki skrawek ciała Chaber jaki wpadł mu pod zęby - kawałek jej ucha, który już pozostał między jego kłami. Warknął ostrzegawczo, nie spodziewając się, że kotów jest tu więcej.
atak zimno: krytyczny! [150%] » (31-17) = 14 x 1½ = 21
Kundel tak skupił się na mięsie armatnim jakim była Niedźwiedzica, że Biała Burza prawdopodobnie nie musiała się nawet skradać aby wykonać tak spektakularny, w pełni udany atak. Mimo wszystko przewaga, jaką miały nad psem, w postaci kompletnej zasadzki i zaskoczenia swoje zrobiła. Jasna kocica przemknęła bez problemu pomiędzy tylnymi kończynami kundla, chwytając się pazurami cienkiej, delikatnej skóry pachwinowej. Przeciwnik zaczął ujadać, zaskoczony, w bólu i szoku, szarpiąc się i jedynie pogarszając swoją sytuację; szpony Zimno rozerwały jego ścięgna, krew trysnęła na trawę, oblewając leżące nieopodal truchło lisa.
atak bratki: krytyczny! [150%] » (24-12) = 12 x 1½ = 18
Bratkowa Łąka przybyła, będąc dodatkowym zaskoczeniem dla psa i dodatkową siłą w tej walce. I ona i Biała Burza miały o wiele więcej szczęścia niż Niedźwiedzica; szara kocica dała susa ku barkowi kundla, zatapiając w nim swoje pazury i zostawiając pokaźną, głęboką ranę. Może nie uszkodziła mięśni w takim stopniu, jak córka Kwiatowej Przełęczy, ale było to wystarczająco aby kompletnie zbić psa z tropu, zdezorientować i osłabić tyloma atakami na raz. Drapieżnik szarpał się, zrzucając z siebie w końcu wszystkie trzy kotki, obnażając kły rozwścieczony i teraz już w pełni gotowy na każdy kolejny atak. Patrząc na to, jak bardzo Rzeczne kocice go poturbowały, był albo wyjątkowo pewny siebie albo głupi, że jeszcze nie uciekł z podkulonym ogonem. Let us begin, then.
średni pies | S: 17 | Zr: 6 (9) | Sz: 9 | HP: 100-2-21-18=59/110 | W: 44-4=40/50
» rana 1. stopnia: ugryzienie na lewym nadgarstku; krwawi (od następnej tury; -1hp co turę)
» rana 0. stopnia: wyrwane kłaczki z policzka
» rana 2. stopnia: rozerwane pachwiny; uszkodzenie mięśni; krwawi (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» rana 2. stopnia: głęboka rana cięta na lewym barku; krwawi (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» obniżona zręczność z racji walki 1:3
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Szczerze? Chaber nawet NIE OCZEKIWAŁA, że pierwszy atak wyjdzie jakoś super. Przy ostatniej walce też na początku niezbyt dobrze jej poszło, a potem tak załatwiła tamtego lisa, że miał tak przeorany pysk, że nawet jego rodzona matka by go nie poznała. Ale to? To była PORAŻKA. W pierwszej chwili była zła, jednak złość ta nie potrwała długo. Szybko zastąpiło ją zaskoczenie... i ból. Ból? BÓL? Po raz pierwszy tak NAPRAWDĘ oberwała i w sumie nie spodziewała się, że to stanie się tak szybko, ale hej, ugryzł ją tylko w koniuszek ucha, nie? Zaraz... nie, on jej ODGRYZŁ koniuszek ucha. Zaskoczenie szybko ustąpiło miejsca przypływie ekscytacji i adrenaliny, kiedy zauważyła, że pies dosłownie urwał jej fragment ucha. Dla niektórych byłby to pewnie zły znak, ale dla niej? ANI TROCHĘ! Przeszło jej przez myśl, że z takim oderwanym koniuszkiem ucha będzie wyglądała KOZACKO i jeszcze bardziej GROŹNIE, a więc mogłaby nawet temu psu podziękować! Tyle że w walkach nie było miejsca na wdzięczność, a więc zamierzała mu się odwdzięczyć WYDŁUBANIEM OKA. Tym razem nim rzuciła się na psa, zgarnęła łapą ziemię i spróbowała cisnąć nią w jego pysk, a dopiero potem wyskoczyła w górę, łapą z wysuniętymi pazurami celując prosto w jego prawe oko. Nie zwracała nawet za bardzo uwagi na swoje towarzyszki broni, bo była za bardzo zaabsorbowana w swoją robotę do wykonania. A jej robota była taka, żeby bardzo brzydko uszkodzić psu pysk.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Wierzgający, galopujący i atakujący pies wcale nie był łatwym celem, zwłaszcza kiedy swoje ważył. Wymierzenie dokładnego ciosu, w dodatku silnego, było w tym wypadku raczej kwestią szczęścia, niż doświadczenia, zwłaszcza jeśli stawiało się na ostrożność, a i czasu na myślenie podczas tej całej farsy nie miały za wiele. Nie spoczywała na laurach, a działała stosunkowo szybko, od jednego ataku przechodząc do drugiego, chociaż miejsce, w którym się znajdowała, nie było ani trochę bezpieczne, a już tym bardziej wygodne.
⠀⠀⠀Delikatna skóra rozstąpiła się pod naporem jej pazurów niczym masło pod nożem, a krew po raz kolejny zabarwiła jej jasne futerko szkarłatnym odcieniem. Nienawidziła tego, tak bardzo nienawidziła. Juchę ciężko się zmywało, zwłaszcza kiedy zakrzepła, a już w szczególności z długiego futra. Warknęła pod nosem, przechodząc dalej. Sytuacja była o tyle niepewna, iże pies po prostu się oswobodził, toteż nie wiadomo która następnie zostanie potraktowana jego zębiskami, tak jak i ciężko było planować jakikolwiek atak, gdyby zwierzę niefortunnie się ustawiło. Przełknęła ślinę, ukradkiem zerkając na kawałek urwanego ucha Niedźwiedzicy, przez co swoje własne przytuliła płasko do czaszki, żeby kundel nie mógł ich sięgnąć, a pierzasty ogon ciasno utrzymywała przy boku, aby przypadkiem nie mógł za niego chwycić. Najpierw musiała zadbać o swoje bezpieczeństwo i ostrożność, nim ruszy do przodu, a reszta była kwestią szybkiego planu.
⠀⠀⠀Zauważyła, że czarna wojowniczka ponownie rzuciła się zwierzęciu prosto do pyska... odważnie. Sama zatem zamierzała wykorzystać fakt ich żywej tarczy, co by raz jeszcze ruszyć ku tyłowi jego ciała. Tym razem celowała w umięśnione udo, które chciała rozszarpać nie tylko za pomocą pazurów, ale także i kłów, jeśli sytuacja będzie tego wymagała, lecz utrzymanie się na boku kundla mogło nie być znowu taką bułką z masłem, jak mogłoby się wydawać. Już układała sobie w głowie potencjalny kontratak w razie niepowodzenia.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Jej atak się udał; pies dostał pazurami po barku, skomląc żałośnie, gdy trzy kocice zaatakowały go w tym samym momencie. Cały ten chaos był denerwujący i chciała jak najszybciej skończyć. Zauważyła kątem oka, że, oho, jej siostrzyczka traci kawałek ucha. Ciekawe zjawisko - zwykle widziala tylko rany na trupach, albo już pięknie wylizane. A tu, świeża, nowa, żywa, z ciepłą juchą lejącą się małymi strużkami. Nieźle. Nie było to coś wielkiego i niebezpiecznego dla życia i zdrowia Dźwiadki, a ona zawsze chciała mieć jakieś blizny, więc...dobrze dla niej?
W każdym razie została z psa zrzucona i nie mogła dalej wykonywać pięknych manewrów na swoim czworonogim, futrzastym koniku. Jaka szkoda. W każdym razie nie myślała za wiele i po prostu starała się coś temu psu zrobić, więc tym razem wyskoczyła do przodu, w kierunku psiej szyi, chcąc doskoczyć do gardła i ugryźć je zębiskami.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
atak chaber: krytyczny! [150%] » (33-18) = 15 x 1½ = 23 atak psa: nieudany [0%] XD atak zimno: krytyczny! [150%] » (29-14) = 15 x 1½ = 23 atak bratki: udany [100%] » (29-17) = 12
Wszystko działo się niebywale szybko i na korzyść Trzech Amazonek.
Pies skomlał wściele, oblizując pysk ze śliny i krwi, kompletnie osaczony i w furii. Kłapał szczękami obok tego, co miał najbliżej, mianowicie Niedźwiedzicy która ponownie skoczyła w kierunku jego zaślinionej mordy - tym razem jednak spudłował, sama kocica natomiast trafiła doskonale. Pazury przeorały ciemny pysk psa, kompletnie uszkadzając jego prawe oko. Pisnął żałośnie, cofając się i próbując na ślepo pochwycić zębiskami jakąkolwiek część ciała swojej oprawczyni, bezskutecznie. W międzyczasie Biała Burza i Bratkowa Łąka działały równie szybko i skutecznie, rozrywając kundla swoimi pazurami; szara kocica uczepiła się gardła, tuż nad czerwoną obrożą, a Zimno kompletnie rozorała szponami lewe udo przeciwnika, zostawiając tam ogromne, krwawiące ślady.
Kundel próbował się wycofać, kulejąc, warcząc i szczekając, jednak jego tylne łapy zostały zmasakrowane i po kilku chwiejnych krokach upadł. Szarpał się na trawie, aż w końcu opadł z sił i dysząc, tocząc ślinę z pyska zemdlał, aby zaraz kompletnie przestać się ruszać. Jego ciało drgało jeszcze w skurczach pośmiertnych kilka sekund.
No, cóż - to by było na tyle.
średni pies | S: 17 | Zr: 6 (9) | Sz: 6 (9) | HP: 59-23-23-12-1-3-3=ŚMIERĆ/110 | W: 40-3=37/50
» rana 1. stopnia: ugryzienie na lewym nadgarstku; krwawi (od następnej tury; -1hp co turę)
» rana 0. stopnia: wyrwane kłaczki z policzka
» rana 2. stopnia: rozerwane pachwiny; uszkodzenie mięśni; krwawi (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» rana 2. stopnia: głęboka rana cięta na lewym barku; krwawi (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» rana 2. stopnia: uszkodzenie prawej gałki ocznej, rana cięta przebiegająca przez pysk; krwawi (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» rana 2. stopnia: rozerwana skóra i mięśnie na lewym udzie; krwawi (-3hp w pierwszej turze, w kolejnych po -2hp do końca walki)
» rana 1. stopnia: ugryzienie na gardle (-1hp co turę)
» obniżona zręczność z racji walki 1:3
zimno: +25exp chaber: +20exp bratka: +15exp
odjęłam chaber hp bo nie zrobiłam tego w poprzednim poście XD nie zmieniałam temu psu nawet stat bo i po co. he's dead. good job mam nadzieję że expy ok XD
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Walka szła IDEALNIE. Początek w wykonaniu Chaber był porażką, ale hej, dzięki temu zarobiła SUPER bliznę, a w dodatku chwilę później praktycznie rozwaliła temu psu pysk, HA! Sprawiało jej to zdecydowanie dużo satysfakcji. Być może nawet więcej niż powinno, ale nie za bardzo ją to obchodziło. WYGRAŁY, miała niezły wkład w walkę, a w dodatku będzie się czym chwalić, bo uszczerbione ucho to nie byle co! Kiedy więc pies zdechł, spojrzała na swoje towarzyszki z uśmiechem.
– No, dobrze poszło, nie? Ale będę z tego miała superrr bliznę! – oświadczyła i strzepnęła prawym uchem. Chyba przestało krwawić, no i nawet już nie bolało, pfft! Nie rozumiała, o co było tyle krzyku z ranami, skoro ona praktycznie tego nie czuła. Chociaż powinna pewnie dość szybko udać się do medyka, cóż, głupio byłoby jej wracać bez żadnej zwierzyny, chociaż zabicie psa też było nie lada wyczynem! – Krrwawi mi jeszcze to ucho? Bo jak nie, to w sumie po zakopaniu tego psa poszłabym jeszcze na coś zapolować. Przez to całe trropienie nie zdążyłam jeszcze nic złapać, hmpf – mruknęła, a następnie, niezależnie od odpowiedzi, skinęła głową i zabrała się za kopanie dołu, do którego można by wrzucić tego kundla.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Kłapiąca paszcza psa nie potrafiła już nawet niczego złapać, trzaskając zębiskami raz po raz i chwytając przy tym co najwyżej powietrze, kiedy sam w swoim żałosnym ujadaniu i skomleniu począł się cofać, nie mogąc utrzymać ciężaru ciała na zmasakrowanych nóżkach, których ścięgna odmówiły posłuszeństwa i posłały właściciela na twardy grunt, gdzie po prostu wyzionął resztki ducha. Patrzyła na to z migoczącymi w rogach ślepiów iskierkami rozbawienia. Nie taki diabeł straszny, co? Niby wielki i groźny, a jednak rozłożony na łopatki przez nie tak znowu duże kicie. Przesunęła wzrokiem po jego ciele, a z jej gardła wyrwał się chichot, któremu towarzyszyło uniesienie się umazanych juchą kącików pyszczka.
⠀ - Mm? - Odwróciła się ku Niedźwiedzicy, mierząc ją intensywnym spojrzeniem, za którym czaiło się coś jeszcze, lecz nie było tak proste do określenia. - Możemy urwać Ci drugie ucho przy samej głowie, jeśli tak bardzo chcesz mieć fajne blizny - zaproponowała beztroskim tonem, mówiąc przy tym zupełnie poważnie, nawet jeśli jej uśmieszek poświadczał raczej o wysączającym się spod jej języka żarciku. Jeśli czarnej córce Kosowej Pieśni sprawi to radość, przyjemność i w ogóle umili resztę życia to... dlaczego miałaby tego nie zrobić? Należy dbać o dobre nastroje członków Klanu Rzeki, zwłaszcza w chwilach takich jak ta, kiedy zapewnienie upojnego uniesienia było niesamowicie proste i zajęłoby krótką chwilę i trochę zgrzytania zębów.
⠀⠀⠀Na pytanie wojowniczki po prostu do niej podeszła i przesunęła po rozerwanej, jeszcze świeżej zresztą ranie, nosem, widocznie się z nią drażniąc. Uniosła następnie brwi. Czy miała teraz jej krew na sobie? Nie. Szybko krzepło, więc należało wziąć się do roboty, jako że mieli kawał cielaka do zakopania. Nie przepadała za brudzeniem sobie łap w ziemi, lecz jeśli sytuacja tego wymagała... ugh. Najwyżej po tym całym polowaniu wybierze się znowu nad rzekę. Stanąwszy zaraz obok czarnej wojowniczki, poruszyła łapami, zachęcając mięśnie do pracy, do by rozpocząć rozkopywanie dość głębokiego dołu.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
Wbiła swoje kły w szyję psa, i chociaż nie dostała ani jednej rany i żadna krzywda jej się nie działa, to uwierzcie mi - cierpiała. Wszędzie był chaos, skomlenie, syki, wszystko się ruszało i jej nieprzyzwyczajone do takich zawirowań zmysły nie wytrzymywały. Na szczęście zanim mózg biednej wojowniczki się przegrzał, kundel padł na ziemię i najwyraźniej wesoło sobie zdychał. ...Wow, właśnie zabiły psa. Zbliżyła się do niego kilka kroków, chcąc popatrzeć, jak żałośnie drga w ostatnich momentach życia, jak bardzo go poharatały. To było fascynujące dla niebieskiej wojowniczki, widok umierającego drapieżnika. Jedyne martwe zwierzęta, jakie widziała to koty i zwierzyna, z czego kota nigdy nie widziała umierającego na żywo. A tutaj? Tu dokonała tego własnymi łapami. Ciekawe, jak trójka kotów potrafi sobie sprawnie poradzić z czymś, co tak często pozbywa pojedyncze koty życia. Gdy skończyła swoje obserwacje, znów wróciła do Białej Burzy i Niedźwiedziego Kła, która właśnie cieszyła się ze swojego urwanego ucha. Usmiechnęła się delikatnie pod nosem.
Miała już odpowiedzieć siostrze na pytanie, czy ucho jeszcze krwawi, ale Biała Burza była szybsza i postanowiła sprawdzić to samodzielnie. Nie mówiąc więc za wiele przyłączyła się do kopania dołu, chociaż przez cały ten czas ciekawiło ją jedno, kluczowe pytanie. Czy pies był jadalny? Jak smakował? Domyślała się, że jest powód, dla którego takich rzeczy nie znajduje się na stosie, ale nadal była ciekawa. Przysunęła się więc w stronę Niedźwiedziego Kła i szturchnęła ją barkiem, nadal kopiąc dół.
— Ej, Dźwiedź, myślisz że tego psa da się zjeść? — zapytała siostry, bo zgadywała, że Chaber bardziej ciekawiłaby zagadka psiego mięsa, niż raczej porządną i ułożoną Białą Burzę. Nie znała jej dobrze, ale na zewnątrz nie sprawiała wrażenia, jakby chciała babrać się w takich rzeczach.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Na słowa Białej Burzy zmarszczyła się lekko, jakby serio zastanawiała się nad jej ofertą. Z jednej strony, hej, blizny brzmiały KUSZĄCO, to trzeba było przyznać, ale jeśli były robione przez kota i to tak, no, poza walką, w dodatku jeszcze na PROŚBĘ, to już trochę słabo, nie? Pokręciła więc głową. Nawet jeśli Biała Burza mówiła to w żartach, to honor Niedźwiedzicy nie pozwalał na to, żeby się zgodzić.
– Nah, to już nie byłoby takie fajne. Prrawdziwe blizny to powinny być z walk, a nie – stwierdziła, a kąciki jej pyszczka uniosły się w lekkim uśmiechu. No i proszę bardzo, miała właśnie bliznę z cudownej walki na śmierć i życie! Co prawda temu kundlowi poszło jakoś, yy, podejrzanie słabo, ale to nie zmienia faktu, że bawiła się super i jakieś tam zagrożenie niby było. Zdziwiła się trochę, kiedy wojowniczka do niej podeszła i przejechała jej nosem po ranie, na początku nie za bardzo rozumiejąc, do czego w ogóle dąży. Chciała coś powiedzieć, ale musiała, zamiast tego, powstrzymać śmiech, bo z jakiegoś powodu całkiem to łaskotało. Kiedy już Biała Burza się odsunęła, a Niedźwiedzica nie zobaczyła ani śladu krwi na jej nosie, zrozumiała, o co chodziło i pokiwała głową w zrozumieniu. Super, no to może jeszcze sobie na coś dzisiaj zapoluje. Najpierw trzeba jednak było wykopać dół, a robota była dość mozolna, bo psisko wcale nie było takie małe... a przydałoby się tam zmieścić też lisa, który też leżał martwy gdzieś obok. Z zamyślenia na ten temat wyrwał ją jednak głos Bratki. Zjeść?
– Yy, nie wiem. Pewnie by się dało, ale rrraczej dobrre to nie jest. Sama pomyśl. Cuchnie, nie? No i nikt nigdy nie zawlókł żadnego psa na stos zwierzyny, więc pewnie nic fajnego – stwierdziła i wzruszyła ramionami. Dla chcącego nic trudnego. Kiedy w końcu udało im się wykopać ten dół i zakopać w nim martwe drapieżniki, spytała szybko, gdzie będą dalej polować, bo było jej w sumie obojętne, czy będą wracać do Mszaru, czy może udadzą się na końcówkę łowów gdzieś w okolicy. W każdym razie kiedy były już na miejscu, gdzie mogły się rozejść, ruszyła gdzieś na poszukiwanie piszczków, kierując się pod wiatr i starając się zachować ciszę. Nie wróci do obozu bez chociaż jednej zwierzyny.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Gdyby Niedźwiedzi Kieł chciała nabyć taką bliznę z walki, Zimno najpewniej by nie odmówiła, choć wizja wyrwanych kępek futra nieszczególnie jej się podobała. Długo by odrastało, o ile w ogóle, toteż w miarę możliwości wolała swego karku nie nadstawiać, jako że nie uważała, aby o doświadczeniu i sile świadczyły bitewne pamiątki... wręcz przeciwnie. Nie zwróciła nawet uwagi na szepczące do siebie siostry i może to i dobrze, że pomysł Bratkowej Łąki nie był przeznaczony dla jej uszu, jako że z pewnością nie odebrałaby czegoś takiego pozytywnie. Pies śmierdział. Śmierdział potwornie i bynajmniej nie z racji na to, że był martwy.
⠀⠀⠀Zdecydowała się wrócić do obozu, toteż skierowała się prosto na Mszar, aby zebrać złapane jaszczurki.
Okala ją krótkie, sztywne futerko o jasnej szarej barwie. Budowa smukła, niewielka; jest raczej kimś szybkim i kamuflującym się niżeli silnym, umięśnionym czołgiem. Trójkątna głowa, na niej turkusowe, zimne oczy; nos o zaokrąglonych krawędziach, przypominający rozpłaszczone serduszko, nieco ciemniejszy niż sierść. Broda mała, okrągła. Uszy trójkątne, tylko troszkę zaokrąglone.
Jest spokojna, introwertyczna i raczej małomówna. Lubi obserwować inne koty i ich zachowania. Nie jest kompletnym odludkiem i nie brak jej pewności siebie - po prostu nie czuje potrzeby wyróżniania się w tłumie. Ma słabą inteligencję emocjonalną; brak jej empatii i wyrozumiałości, chociaż próbuje to wszystko zrozumieć. Nie jest robotem bez emocji, jednak rozszyfrowanie ich znaczenia jest dla niej bardzo trudnym zadaniem. Lubi się szlajać i poznawać nowe koty czy rzeczy. Lubi się z wiedzą. Nie straszne jej martwe ciała, a na widok przerażających ran jej oczy lśnią zaciekawieniem. Przestrzega tylko zasad, których znaczenie i potrzebę rozumie. Ma dystans do siebie i świata, nie biorąc za wiele do siebie.
— Mn — mruknęła, chociaż żaden argument Niedźwiedziej nie sprawiał, że jej ciekawość opadała. Właściwie to jeszcze bardziej rosła, bo zaczęła się zastanawiać, czemu nikt go tam jeszcze nie przywlókł i czy to ma jakieś konkretne powody, niż zwykłe 'bo nie' albo 'bo śmierdzi'. Zapach psa był dla niej czymś nowym, czymś, co dopiero poznała, i może nie był przyjemny, ale nie uważała też, by był tak obrzydliwy, jak mówiła Chaber. Dało się go przeżyć.
Gdy skończyły, a Niedźwiedzia spytała, czy dalej chcą polować, zatrzymała się na chwilę. Czy chciała? Ta walka nieco ją zszokowała i zmęczyła. A i tak nie mogła za wiele znaleźć, oprócz zaskrońca zabitego na samym początku. Wypuściła ciężko powietrze. To było...szybkie, nagłe i chyba wolała teraz odpocząć. Może Chaber była przyzwyczajona do walczenia ze zwierzami, ale ona, cóż - nie.
— Ja sobie odpuszczę, wy polujcie dalej, jak chcecie — rzuciła więc w odpowiedzi. Spojrzała się kątem oka na zakopany już dół, wciąż pamiętając o swoich rozmyślaniach sprzed chwili...ale potem nie zwracając już na dwie kotki uwagi, czmychnęła szybkim krokiem do Mszaru, starając się przy tym zachować ciszę, coby nie przestraszyć dziewczynom zwierzyny. Wykopała zaskrońca i ruszyła z nim do obozu. Nie zależało jej na tym, by upolować jak najwięcej, by przynieść na stos jak najwięcej...bo kto wie, może nawet zjadła tego zaskrońca po drodze.
zt, dzięki za polo :lgbt: wychodzę bo umieram z postami i nie chcę was blokować czy coś
Stała się już dorosłym kotem, nie zmieniła się jednak aż tak bardzo. Po prostu przestała już rosnąć, gdy jej ciało chyba osiągnęło swój domyślny cel, czyli przerosnąć matkę, rodzeństwo i w zasadzie całą resztę swojego Klanu. Ma bardzo długie i tyczkowate łapy oraz wyciągnięty, szczupły grzbiet. Jej głowa jest trójkątna a uszy duże, natomiast nos szlachetne prosty. Oczy lekko skośne w jasnoniebieskim, bladym kolorze z widocznymi na nich drobnymi żyłkami, przez co przypominają oczy dziadka Pajęczej Łapy, Porywistego Nurtu. Nie nosi na sobie żadnych śladów walki, nie ma blizn ani rozerwanych uszu.
Zdystansowana, chłodna w obyciu i nieco arogancka kotka która maskuje tym swoje problemy w relacjach międzykocich. Większość życia miała kontakt tylko ze swoim rodzeństwem, co powoduje, że średnio radzi sobie z nawiązywaniem kontaktów. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu, brak jej jakichkolwiek ambicji i celów, co powoduje, że czuje się z tym źle. Dzięki pobytowi u dwunogów lepiej jej idzie rozmowa z innymi kotami ze względu na liczne kontakty z pieszczochami i samotnikami. Ma nadzieję, że powrót do Klanu spowoduje, że znajdzie jakiś sens w swoim życiu i będzie wiedziała, co sama chce robić.
Płonące Niebo, Rybołów [KRz]
~#~
Ostatnim razem, gdy Pajęcza Noga była w terenie, zdecydowała się na łowienie ryb. Nie poszło jej wtedy zbyt dobrze, po długim czasie męczenia się udało jej się w końcu złowić ledwie jedną płotkę, co było, jej zdaniem, niewystarczające, by była zadowolona ze swoje performensu. Tym razem zatem zdecydowała się spróbować swoich sił podczas zwykłego polowania.
Wyszła rano z obozu, korzystając z faktu, że nie miała i tak żadnego terminatora, przez co miała sporo wolnego czasu o dowolnej porze dnia. Dotarła na mszar, gdzie też ustawiła się pod wiatr i zaczęła uważnie węszyć w powietrzu. Ugięła swoje długie łapy i obniżyła głowę i ogon tak, by stały się przedłużeniem grzbietu. Wyciszyła oddech i przeniosła ciężar ciała na tylne kończyny, po czym ruszyła powoli do przodu, uważając na wszystko, co miała pod łapami, bo nie chciała na nic nadepnąć ani o nic zahaczyć, bo to mogłoby wywołać niepożądane odgłosy. Miała nadzieję, że pamiętała o wszystkim, co powiedziała jej Śliwkowa Pestka na temat polowania.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Mszar nie był najlepszym miejscem do polowań, ale to nie powstrzymało Rzecznej wojowniczki przed udaniem się tutaj właśnie w tym celu. Miejsce to było ciche i spokojne, jeśli nie liczyć świergotu ptaków znajdujących się poza zasięgiem kocicy. Nawet zestarzałe ślady i zapachy zwierzyny łownej zdawały się pojawiać zdecydowanie rzadziej i w większych odstępach niż gdziekolwiek indziej.
W pewnym momencie Pajęcza Noga poczuła coś na swoim grzbiecie. Nietrudno byłoby to zbyć jako muśnięcie liścia z pobliskiego krzewu, gdyby nie to, że zaczęło się przesuwać po czarnych plecach Rzeczniaczki, nieustannie wywierając delikatny, ledwo wyczuwalny nacisk.
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Tuż przed swoją Ceremonią Gesiopióry umówił się z Pajęczą Nogą, że pójdą razem na polowanie. Czuł jednak, że jego umiejętności, nabyte właściwie na samym finiszu Treningu, potrzebują jeszcze trochę doskonalenia, a że chciał pokazać się przed Wojowniczką z jak najlepszej strony, uznał, że przejdzie się samodzienie po terenach Klanu Rzeki - po raz pierwszy zupełnie legalnie - i spróbuje coś złowić. Miał w sobie pełno energii i wyjątkowo dużo, jak na swoje standardy, zapału. Czuł, że to jego dzień.
Jaki bardzo się zdziwił, gdy idąc w stronę Ptasich Krzewów ujrzał odcinającą się na tle jaskrawej zieleni mchów sylwetkę uwielbianej kocicy. Ewidentnie też rozglądała się za zwierzyną, a choć Mszar nie był najczęściej wybieranym przez Wojowników miejscem do polowania, przy suszach, jakie niedawno nawiedzały tereny Klanu Rzeki, mógł wbrew pozorom całkiem nieźle się sprawdzić jako teren łowiecki.
- Hej, Pajęcza Nogo! - zawołał ją głośnym szeptem, nie chcąc spłoszyć całej zwierzyny, ale też nie mając w zamiarze przestraszyć jej nagłym pojawieniem się tuż obok. Zadziwiająco lekkim jak na swoje krępe ciałko łowieckim krokiem, ewidentnie świeżo wytrenowanym, podszedł w jej stronę i uśmiechnął się pogodnie - Czyżby to była okazja na wspólne polowanie, na które się umówiliśmy?