Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Na szczęście ślad zapachowy jaki zostawił za sobą nieproszony gość w żadnym miejscu się nie urywał, nie rozdwajał, a jego właściciel dodatkowo wyraźnie zostawiał za sobą ślady. Gdy Wirek doszedł już do Czarnego Ogona przystanął na moment, uważnie węsząc i mając nadzieję, że to nie jest żaden potomek rzeczniaków, który na szalonego po prostu przepłynął ów rzekę, ale nie, ślad, który po sobie zostawił, wyraźnie skręcał, w stronę miejsca, które umożliwiło mu przejście, a teraz dokładnie to samo umożliwi przejście Puchaczowi, który nie zamierzał odpuszczać. Wpatrując się więc w ślady na piasku, które zauważył, a także węsząc uwaznie by nie zgubić również zapachu, ruszył znów przed siebie, przez ów kładkę, mając nadzieję, że samotnik ten nie zawędrował specjalnie daleko, bo nie widziało mu się go gonić przez następne parę księżyców, a miał przecież zamiar go dopaść, bo i nie zamierzał tego zostawiać, skoro na ich terenach przebywał jakiś samotnik, marnował zwierzynę i jeszcze jej potem nie zakopywał.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kocur przekroczył kładkę i nagle...Został z niczym! Trop zanikł i nie było to spowodowane tym, że wiatr zawiał w innym kierunku; po prostu kota który go zostawił najzwyczajniej w świecie nie było na terenie za Kładką! Wirujące Pióro w swym zawziętym tropieniu intruza chyba trochę się zagalopował i zrobił parę kroków za daleko. W rzeczywistości poszukiwany kot w dalszym ciągu znajdował się na terenie Klanu Cienia, ba! Obserwował buro-białego z ukrycia. Wykorzystując to, że wojownik przeszedł na drugą stronę intruz wskoczył na przeciwległą część Kładki, unosząc wysoko biczowaty ogon. — Mnie szukasz, przystojniaku? — Wirek mógł usłyszeć rozbawione mruczenie...Kotki! Dokładnie tak, na Kładce stała smukła i wysoka kotka o długich, sarnich łapach a jej ciało było pokryte śnieżno-białą i krótką sierścią, która jedynie na ogonie i sierści pomiędzy trójkątnymi uszami była ruda w ciemniejsze pręgi. Na kształtnym pyszczku samotniczki, który wizualnie przypominał trójkąt malował się rozbawiony i subtelny uśmieszek, a jej brew uniosła się lekko chwile przed tym jak zachichotała. W jej niebieskich ślepiach coś błysnęło, kiedy sunęła spojrzeniem po kudłatym ciele cienistego wojownika. — Ojć, a ty przypadkiem nie jesteś po nie tej stronie, hm?? — rzuciła słodko, robiąc niewinną minkę, przy okazji również robiąc krok w stronę burego, a jej chudy ogon zafalował w powietrzu. Nie wyglądała na przestraszoną spotkaniem - ba, zdawało się, że była z niego zadowolona, chociaż...Zdecydowanie tego nie planowała. No, ale cóż! Wirujące Pióro znalazł co tropił!
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Nagle zapach się urwał, jakby kot wyparował, zniknął, rozpadł się, cokolwiek. Bury zaczął węszyć uważniej, póki co nie ruszając się z miejsca; wolał zostać gdzie jest i upewnić się, że zapach zniknął faktycznie, niż łazić w kółko i po chwili go zadeptać czy zgubić całkowicie. Wtedy też tuż za nim odezwał się głos - cóż, wojownik faktycznie nie skupił się na otoczeniu, zbyt zajęty szukaniem zagubionego zapachu, gotów się nieco cofnąć już, więc nie usłyszał nawet, że ktoś się do niego zbliża. Odwrócił się szybko, delikatnie unosząc sierść na karku i grzbiecie, oraz ukazując kły. Nawet nie brał pod uwagę taryfy ulgowej, czy zwykłej rozmowy - jeśli to faktycznie był samotnik, którego szukał. Szczerze, trochę spodziewał się kocura, a nie kotki, ale to absolutnie nic nie zmieniało, jeśli kotka kradła im zwierzynę i - cóż - nadal była na ich terenie.
- A jakże - odparł spokojnie, aczkolwiek widać było, iż jest zirytowany na pierwszy rzut oka. - A czy TY nie jesteś czasem na nie swoim terenie? - spytał uszczypliwie, choć niespecjalnie czekał na odpowiedź. Zamierzał dać samotniczce nauczkę - bo nie dość, że kradła im zwierzynę, to jeszcze stała nie po tej stronie granicy po której powinna - a to dawało mu prawo do zaatakowania jej w celu bronienia granic.
Tak więc chwilę po wypowiedzeniu tych słów raźno ruszył do przodu, z ostrzegawczo uniesionym ogonem i rzucił się w stronę kotki, wysuwając pazury i celując nimi mniej więcej w jej szyję. Może to ją nauczy, żeby szanować granice a przede wszystkim - zwierzynę?
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak Wirka: Udany! (100%) Unik samotnika: Krytyczny! (150%) Ostateczny atak Wirka: 100 - 150 = Nieudany! (0%)
Ojej, chyba bury kocur faktycznie był zły, chociaż na kocicy nie robiło to większego wrażenia, aż do momentu kiedy ten nie wystrzelił w jej stronę z pazurami i pianą kapiącą z pyska. Jej ślepia otworzyły się szeroko, jednak nim Wirujące Pióro zdołał dobrać się do jej szyi i zadać na pewno dość poważne i bolesne rany - biała samotniczka mocno wybiła się z tylnych łap przeskakując nad szarżującym burym, odbijając się od jego grzbietu by wylądować za nim - a co za tym idzie, po odpowiedniej stronie kładki. Westchnęła z teatralnym niedowierzaniem, zafalowała ogonem i uśmiechnęła się niewinnie, odwracając się ku niedoszłemu agresorowi, unosząc lekko brew. — To tak się traktuje damy w twoim klanie? — mruknęła cicho, przejeżdżając językiem po białej piersi. — A to niby my jesteśmy waszym zdaniem dzikusami. — wywróciła ślepiami, siadając w odpowiedniej odległości od burego, przyglądając mu się dość uważnie. Miała więc furiata za możliwego rozmówce. A już myślała, że będzie za prosto! — Wiesz, mogłeś zwyczajnie poprosić o zmianę stron, kochaniutki. Czy teraz, jak jesteśmy na dobrych miejscach, otrzesz piane z pyska i uraczysz mnie kulturalną rozmową, lojalny wojowniku? — zaszczebiotała, uśmiechając się subtelnie w jego kierunku, bo po chwili powiedzieć. — Taki silny i przystojny kocur na pewno ma o wiele więcej do powiedzenia niż marne warknięcia, nie mam racji?
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
O tak, był zły, można powiedzieć bardzo zły. Może, ale tylko może, gdyby kocica tylko weszła na ich tereny, to nie zostałaby od razu zaatakowana, tylko grzecznie by jej powiedział, że ma opuścić ich ziemie i choćby podenerwować Gromiaków, bo oni na pewno bawiliby się z nią lepiej, ale nie w sytuacji, gdy wytropił jej zapach na martwej, niezjedzonej do końca myszy, by następnie zobaczyć ją nadal panoszącą się na ich terenach. W tej chwili nie było taryfy ulgowej. Szczególnie, że chwilę potem jeszcze zaczęła się wymądrzać!
Ale, od początku - atak mu się nie udał, kocica odbiła się wręcz od niego i wylądowała po tej stronie terenów, po których powinna, więc póki co Puchacz nie ruszył się z miejsca, choć ogon nadal miał uniesiony ostrzegawczo, a także nieco go napuszył, podobnie jak z sierścią na grzbiecie, obserwując ją uważnie spojrzeniem spod zmrużonych powiek. Nie, to nie był koniec jego ataków, przynajmniej dopóki kocica nie okaże chociaż cienia skruchy.
- Damy? - prychnął. - Żadnej tu nie widzę - dodał, marszcząc nos. Odpowiedź godna kociaków, ale przynajmniej w całości szczera. A po następnych jej słowach znów prychnął, przyśmiewczo. - Przypomnieć ci o tym, że nie jest to twoje jedyne przewinienie? Po pierwsze, mam prawo cię zaatakować, jeśli jesteś na terenach mojego klanu, a po drugie, mam prawo cię zaatakować, jeśli podbierasz nam zwierzynę. Och, a ty zrobiłaś i to i to, a teraz liczysz, że ci się upiecze? Nie sądzę - odpowiedział jej, napinając mięśnie. Co prawda, teraz faktycznie znajdowała się poza granicami, więc teoretycznie nie mógł jej nic zrobić, ale czy praktycznie, hmm?
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kotka trzepnęła lekko uchem puszczając mimo uszu słowa wojownika, których spodziewałaby się raczej po kocięciu, a nie dorosłym kocurze na jakiego to wyglądał jej Wirujące Pióro. Jednak kto wie czy też karmi się te leśne koty, może ma teraz do czynienia z przerośniętym kociakiem, który bardzo chce pokazać jaki to nie jest dorosły? Jednak jego pazury wyglądały dość...ostro i niebezpiecznie! Mimo, że biało-ruda samotniczka nie miała własnych kociąt to trochę ich widziała i wiedziała, że ich kły i pazury nie były zbyt groźne. Nastroszony buras wyglądał groźnie, chociaż nie robiło to wielkiego wrażenia na samotniczce. — Prawo? A no tak, wy macie te śmieszne zasady do przestrzegania, coś słyszałam — ziewnęła lekko i owinęła chudy ogon wokół długich łap nieco ciaśniej, chociaż jej szczupły pysk dalej był oblany jedynie subtelnym uśmiechem a w jej ślepiach błyskało rozbawienie. — Nie, nie, wielki wojowniku. Nie ja podbieram wam jedzenie. — pokręciła delikatnie łebkiem i zachichotała pod nosem unosząc łapę z lekko wysuniętymi pazurkami na których to się skupiła, po czym szorstkim językiem przejechała po białym futrze, przenosząc ponownie spojrzenie prosto na Wirujące Pióro. Nastroszona szczota o napiętych mięśniach - no cóż, czasem trafiają się nieco głupsi rozmówcy, co poradzić. — Chodzi o te...mysz, tak? No to była już martwa jak na nią natrafiłam. Skosztowałam jej trochę i uhh, jadłam lepsze, więc uznałam, że nie macie nic ciekawego do zaoferowania i powoli zbierałam się do domu. — ile w tym było prawdy wiedziała tylko samotniczka, jednak wyszczebiotała to bez ani jednego zająknięcia, nie spuszczając wzroku z syna Krogulec. Odstawiła łapę z powrotem na kładkę i lekko przechyliła głowę na bok. — Zdradzisz mi swoje imię przystojny wojowniku? Abym mogła na przyszłość wiedzieć kto chciał mnie rozerwać?
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Sam Puchacz zdawał sobie sprawę, że to nie było zbyt dorosłe, ale przynajmniej prawdziwe, prawda? Kocica oprócz szorowania się językiem w każdym możliwym miejscu nie wyglądała absolutnie na żadną damę. Nie zachowywała się jak taka, oprócz może jeszcze panoszenia się jak tylko mogła. Bowiem nie dość, że znalazł ją na ich terenach, to jeszcze wokół myszy była jej wyraźna woń, to teraz próbowała się wybielić jak tylko mogła. Bo Puchacz absolutnie jej nie uwierzył, jej zapach był świeży i znajdował się wszędzie dookoła, a sama kocica nawet nie próbowała ukrywać swojej obecności, ocierając się o wszelkie krzaki na których pozostawiała kępki kłaków.
- Ach, tak? - spytał, unosząc brew i delikatnie podnosząc się na łapach, już nie wyglądając jak wściekły borsuk leżący niemal na ziemi i syczący na prawo i lewo. Nawet jego sierść nieco oklapła, choć ogon nadal wyglądał jakby poraził go prąd, no i nadal bujał się na prawo i lewo wyrażając niesamowite zirytowanie gościem zza granicy. - W takim razie, może mnie oświecisz kto to, skoro to nie ty, jaśnie damo? - spytał kpiąco. Za grosz jej nie ufał. Była samotnikiem, który nie pokazał mu się z najlepszej strony od samego początku - dlaczego miałby jej więc ufać i przeprowadzić sobie z nią jakąś miłą pogawędkę? - Nie wiem, czy ta informacja jest ci potrzebna - dodał na koniec, tym samym jasno dając jej do zrozumienia, że nie wyciągnie od niego nawet jednej litery swojego imienia. - A teraz zmiataj stąd, zanim nie pogorszysz swojej sytuacji jeszcze bardziej, niż aktualnie - dodał, niemal wysyczawszy te słowa. Tak, był gotów ją puścić, gdyby odeszła jak najdalej stąd, lecz mogła być pewna, że i nie odpuści od razu, a radośnie będzie codziennie sprawdzał tę jak i inne granice z ziemiami niczyimi, gotów rozerwać ją na miejscu, gdyby jeszcze choć raz ją wyczuł.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
— Oh, może jeden z twoich, hm? — uniosła brew i niewinnie przekręciła kształtny łebek chichocząc pod nosem. — Czy wszyscy są tacy święci jak ty i ganiają za każdym kto próbuje te zwierzynę skubnąć? Straszna nuda! — westchnęła teatralnie udając wielki zawód. Naprawdę myślała, że coś z tego wyjdzie, że będzie mogła się chwile pobawić a tu...Przyszedł dziecinny, nastroszony i nieprzyjemny kocur który miał kij pod ogonem! No i jak ona miała się tu niby dobrze bawić? Trzepnęła lekko uszami i pokręciła głową udając smutek po czym podniosła się i odwróciła falując szczupłym ogonem. Zawiodła się. Może spróbuje na innej granicy następnym razem? Bo nawet myszy mają tu...sztywne! — No cóż, może masz racje? — zaszczebiotała, schodząc z kładki i odwracając jedynie łeb w stronę kocura, posyłając mu niewinny uśmiech z dziwnym połyskiem w ślepiach. — Jeszcze by mnie to imię zamieniło w taka samą kłodę jak ty. Bywaj, sztywniaczku! Oby kij pod twoim ogonem nie zostawił drzazg, bo będzie...Boleć — zachichotała i trzepnęła jedynie ogonem w geście pożegnania i lekkim truchtem oddaliła się od miejsca ich "przyjemnej" wymiany zdań, i tyle ją Wirujące Pióro tak naprawdę widział.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Jej słowa uznał za widoczną prowokację, która niemal zadziałała, bowiem kocur odsłonił swoje zęby nieco bardziej, gotów podskoczyć do niej w paru susach i zadrapać jej ten pysk, którym mówiła takie głupoty, nawet nie potrafiąc kłamać. Że niby on i kij w tyłku? Pf. A co on, Topniejący Lód? Ten to dopiero miał długiego kija, oj tak. Wirek po prostu, cóż, prezentował się tak, jak każdy wojownik powinien, widząc samotnika na swojej części granicy, jeszcze po tym, jak zajumał im zdobycz. Uderzył wściekle ogonem parę razy po piętach, odprowadzając samotniczkę wzrokiem, nim nie odwrócił się na pięcie, ruszając w przeciwną stronę, w stronę zdobyczy, które dzisiaj złapał. Bilans miał dobry, złapał całkiem dobre, duże kąski, którymi mógł się pochwalić w klanie, a dodatkowo przegnał samotniczkę z ich ziem. Nic tylko całować go po łapach, doprawdy.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostra tak jak miała w zwyczaju postanowiła pójść dzisiaj na polowanie. Powoli była pora posiłku i trzeba było coś upolować dla klanu. Dziś jednak zabrała kogoś ze sobą. Młodą wojowniczkę Kurze Ziarno. Nie miała jeszcze okazji ją bardziej poznać więc uznała że polowanie to dobry wstęp do zapoznania.
Zaproponowała jej czy nie chciałaby dołączyć do polowania i się szybko zgodziła! Może po polowaniu popadają sobie na spokojnie. Kierowały się w stronę Jeżynowych Chaszczy. Chciała sobie zmienić miejsce polowania. Może tam coś się ciekawego znajduje? Chętnie by upolowała coś dużego!
Gdy były blisko miejsca, szylkretka uśmiechnęła się do Kury i machnęła delikatnie ogonem. - No dobra czas się rozdzielić w razie problemów krzycz jak najmocniej potrafisz. Mam nadzieję, że jednak nie będzie takiej konieczności. - mruknęła i szturchnęła kotkę w bok łapą dając jej trochę otuchy. Następnie oddaliła się kawałek w prawo i zaczęła tak oto swoje polowanie. Wytężyła wszystkie swoje zmysły szukając jakiejkolwiek poszlaki, która mogłaby ją naprowadzić do jakiejś zwierzyny. Obserwowała, wachała, nasłuchiwała uważnie. Szła spokojnie pod wiatr starając się uważać by nie zrobić jakiegokolwiek hałasu. Patrzyła pod łapy i oddychała spokojnie.
/zapraszam Kurę i MG uvu
Jej futro jest gęste, długie i trudne w pielęgnacji. Pokrywa włosowa otacza mało umięśnione ciałko które mimo tylu księżyców spędzonych w kociarni nie zdołało wyrosnąć. Sierść na brzuchu prawie (ale to prawie) styka się z ziemią. Mordka kotki jest splamiona wieloma barwami- mieszanina rudego, czarnego i gdzieniegdzie białego walczy o dominacje, sprawiając że cała sierść kotki jest pstrokata niby abstrakcja. Ponad małym noskiem znajdują się duże, okrągłe oczy, które już dawno się wybarwiły - teraz Kurka może na świat spoglądać swoimi jasnymi jeszcze bardziej niebieskimi ślepiami. Skupmy się teraz na pozostałych częściach ciała - brzuch, przednie łapy i grzbiet są ciemne, gdzieniegdzie przedostają się pasami kępki rudego futra, na ciemniejszych częściach ciała widać pręgi - tak samo dzieje się na rudym. Na wysokości stawu skokowego futro jest jasne wręcz białe, a z zewnętrznej strony ponownie ciemne. Na rudym widać pręgi które są klasyczne.
Stara się być uprzejma i trzyma język za swoimi zębami - chociaż wcale nie zgadza się z większością Klanu. Zdaje sobie sprawę z tego, że w oczach innych kotów może wydawać się słaba, jednak jeżeli ktoś z jej "rówieśników" narzuci jej się w oczy wcale nie będzie pokorna i milutka. Jest uparta, nie da jej się tak łatwo przekupić, czy też zmienić jej światopogląd. Nie chce okrywać swoich uczuć i czasem może wydawać się zbyt obojętna - co oczywiście nie jest prawdą. Kura bowiem przeżywa wszystko na swój odmienny sposób. Chodzi z gracją, dużo czasu spędza na pielęgnowaniu swego futerka, niczego nie odkłada na potem - a zadania wykonuje pilnie i rzetelnie - nie jest jednak wielką służbistką.
Kurze Ziarno (KC) Sum (KR)
Ten dzień dla Kurki był całkiem zwyczajny... właśnie spożywała jakiegoś piszczka, kiedy podeszła do niej wojowniczka - Ostry Kwiat. Kurkę zdziwiła nieco jej propozycja jednak zgodziła się to z grzeczności to z radości. Przecież lubiła polować, a Ostrego Kwiatu jeszcze nie poznała. Warto zwiększać ilość swoich znajomych no nie? A córka Gwiazdy nie wydawała się być jakąś złą towarzyszką, byłą zadbana i miała ładne futerko, również szylkretowa. Wojownika parła za starszą kotkom, uśmiechając się delikatnie i rozglądając po okolicy.
- Jak tylko coś mnie zaniepokoi dam znać. Powodzenia, Ostry Kwiecie - mruknęła, chyląc delikatnie swój łepek, po czym oddaliła się od długowłosej - ułożyła się w pozycji łowieckiej, wiatr wiał jej w pyszczek, była nisko na łapach ogon na równi z kręgosłupem, uważała na różne gałązki i inne przeszkody, zmysły powoli się wyczulały - kotka miała nadzieję, że będzie miała się czym pochwalić przy starszej, doświadczonej wojowniczce.
<div class="tlokurka">
<div class="kurka1">you know I am not the one to follow through
all these city streets people all look the same
and i can see your face and i can hear your name
<span class="kurka2">I wasn't asking for the world</span>
</div></div>
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Duet łowiecki w Klanie Cienia - dużo starsza wojowniczka z młodszą, mniej doświadczoną, ale także wojowniczką u boku. Zobaczymy, jak pójdzie.
Doświadczenie nie było wszystkim, bo w polowaniach zawsze potrzebna była choć odrobina szczęścia... a tego, na ten moment, Ostremu Kwiatowi brakowało. Może ruszyła w złym kierunku, albo poprzedni patrol zdążył przepłoszyć zwierzynę. Nie wiadomo.
Kurze Ziarno miała więcej szczęścia. Może to ona obrała lepszy kierunek, miejsce, w którym faktycznie jest czego szukać? Trzepot drobnych skrzydeł dotarł do uszu szylkretki, a niebieskim ślepiom zaraz ukazał się ich właściciel, który wylądował nieopodal. Dwie lisie długości od niej, drobny ptak, brunatny z intensywnie rudym gardłem - rudzik!
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Nic. Nic nie widać, słychać ani czuć no po prostu siwy dym. Chciała upolować coś wielkiego a zamiast tego dostała wielkie nic. Wzdychnęła i skręciła tym razem w lewo szukając dalej jakiegoś tropu. Szła sobie spokojnie pod wiatr, uważała na to gdzie chodzi i starała się być jak najciszej tylko umiała. Rozglądała się wszędzie uważnie szukając jakiejś sylwetki swojej przyszłej ofiary. Szukała nosem też jakiegoś świeżego zapachu a uszami nasłuchiwała wszystko dookoła. No dalej... Niech chociaż jakiś gryzoń wyjdzie ze swojej kryjówki. Ostra nie będzie wiecznie chodzić bez celu, chce w końcu coś przynieść dobrego do obozu a nie wrócić z niczym.
Jej futro jest gęste, długie i trudne w pielęgnacji. Pokrywa włosowa otacza mało umięśnione ciałko które mimo tylu księżyców spędzonych w kociarni nie zdołało wyrosnąć. Sierść na brzuchu prawie (ale to prawie) styka się z ziemią. Mordka kotki jest splamiona wieloma barwami- mieszanina rudego, czarnego i gdzieniegdzie białego walczy o dominacje, sprawiając że cała sierść kotki jest pstrokata niby abstrakcja. Ponad małym noskiem znajdują się duże, okrągłe oczy, które już dawno się wybarwiły - teraz Kurka może na świat spoglądać swoimi jasnymi jeszcze bardziej niebieskimi ślepiami. Skupmy się teraz na pozostałych częściach ciała - brzuch, przednie łapy i grzbiet są ciemne, gdzieniegdzie przedostają się pasami kępki rudego futra, na ciemniejszych częściach ciała widać pręgi - tak samo dzieje się na rudym. Na wysokości stawu skokowego futro jest jasne wręcz białe, a z zewnętrznej strony ponownie ciemne. Na rudym widać pręgi które są klasyczne.
Stara się być uprzejma i trzyma język za swoimi zębami - chociaż wcale nie zgadza się z większością Klanu. Zdaje sobie sprawę z tego, że w oczach innych kotów może wydawać się słaba, jednak jeżeli ktoś z jej "rówieśników" narzuci jej się w oczy wcale nie będzie pokorna i milutka. Jest uparta, nie da jej się tak łatwo przekupić, czy też zmienić jej światopogląd. Nie chce okrywać swoich uczuć i czasem może wydawać się zbyt obojętna - co oczywiście nie jest prawdą. Kura bowiem przeżywa wszystko na swój odmienny sposób. Chodzi z gracją, dużo czasu spędza na pielęgnowaniu swego futerka, niczego nie odkłada na potem - a zadania wykonuje pilnie i rzetelnie - nie jest jednak wielką służbistką.
Kurze Ziarno (KC) Sum (KR)
Kotka posłała jeszcze Gwiezdnym krótką modlitwę, kiedy to jej wyczulone uszy wyłapały trzepot skrzydeł sygnalizujący to, że jakiś ptaszek wylądował nieopodal. Kotka przystanęła lokalizując najpierw pierzastego, którym okazał się być Rudzik, a później ruszyła, nadal nisko na łapach, futro na brzuchu nie stykało sie z podłożem, ogon był na równi z grzbietem. Kotka nie wybrała najbliższej i najłatwiejszej trasy - okrążała go cały czas biorąc pod uwagę wiatr, który wiałw jej pyszczek. Wiedziała, że ptak może łatwo ją zauważyć dlatego też podczas swego wolnego marszu kryła się za krzakami no i oczywiście uważała, by nie zrobić zbytnio wiele hałasu, stawiała łapy dokładnie i nie nadeptywała na suche liście czy gałązki. Gdy kotka była już blisko wybiła się z tylnych łap chcąc pochwycić pierzastego.
<div class="tlokurka">
<div class="kurka1">you know I am not the one to follow through
all these city streets people all look the same
and i can see your face and i can hear your name
<span class="kurka2">I wasn't asking for the world</span>
</div></div>
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Raczej omijał to miejsce z daleka. To znaczy, nie to, żeby chodził specjalnie naokoło, żeby ominąć kawałek granicy, na której przecież mógł się czaić wróg; jakiś kot z klanu wichru, który uzna, że sobie granicę przekroczy i będzie fajny. Chodzi o same zarośla, właśnie. Dla niego były specjalnie niebezpieczne, biorąc pod uwagę jak długą i rozczochraną na boki miał sierść, oraz to, ile rzeczy się w niej znajdowało i potencjalnie mogło się w coś wplątać, a to nie było zbyt korzystne, ponieważ próbowanie wyplątać się z jednego krzaka od razu mogło spowodować wplątanie się w inny, a przejście się między krzakami, tym samym, mogło zająć wieczność.
Niemniej, dzisiaj głupio dał się złapać, aż wstyd. Bowiem gonił właśnie wybitnie pulchną wiewiórkę, jak na te czasy głodu i nie mógł sobie jej odpuścić, nie, dopóki nie przekroczyła jeszcze granicy. I, mimo że był wyczulony na jakiś zapach graniczny z jednym z klanów, bo jakby przebiegł przez granicę z niczyimi to miałby to gdzieś, ale niekoniecznie się rozglądał i... Po prostu wpadł między jeżynowe krzaki i, mimo że początkowo całkiem dobrze mu szło unikanie ich, już niekoniecznie w pogoni za wiewiórką, tak oczywiście, w któryś w końcu musiał się wplątać. No jasne, czemu nie, hehe, los z niego zakpił. Poczuł nagle, jak kłaki w okolicy karku boleśnie go pieką, a po chwili po prostu został pociągnięty do tyłu. Syknął wściekle, rozglądając się dookoła za rudą prowodydorką tego wszystkiego, przeklinając w myślach wszystkie wiewiórki na tym świecie, bo już drugi raz doprowadziły do jego upadku moralnego, i wściekle się szamocząc, spróbował się uwolnić. Doprawdy, ostatnio błoto, teraz zaplątanie się w krzaki, czemu nie, któż tym razem wyjdzie mu na spotkanie? Bo ktoś, żeby się ośmieszył, na pewno!