Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Lekko drgnęła zaskoczona, widząc nieoczekiwane nadejście towarzysza - chociaż nadejście było zbyt dużym słowem. Zwyczajnie... pojawił się, jakby był tu cały czas, chociaż Jezioro wcześniej go nie zauważyła, przez co było jej trochę głupio. Czy naprawdę była tak mało spostrzegawcza?
Uśmiechnęła się delikatnie, oczekując aż się dosiądzie, po czym, bardziej odprężona, skinęła główka. - Prawda. Pogoda jest cudowna - śnieg i słońce to naprawdę piękne połączenie, chociaż jedno stapia drugie. Dobrze, że jeszcze możemy nacieszyć tym oczy. - powiedziała swobodnie, przenosząc wzrok na omawiany śnieg. Tak, uwielbiała iskrzący się śnieg - Jezioro bardzo lubiła rzeczy iskrzące się, a zwłaszcza... skrzące...
Zamrugała, po czym oburzona własnymi manierami zwróciła się do tajemniczego kocura - nie była do końca pewna, czy to właśnie on, jednak z opisu wszystko się zgadzało. - Dzień dobry, nazywam się Księżycowe Jezioro. Ciebie zwą Szkiełkiem, prawda? - przedstawiła się uprzejmie, po czym zaciekawiona obserwowała, czy potwierdzi jego słowa. Nawet jeśli nie, obcy towarzysz wydawał się przyjaźnie nastawiony, co odebrała z ulgą.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Skinął delikatnie głową, całkiem jakby z Jeziorem znał się od dawna i jakby teraz odbywali sobie zwyczajną, przyjacielską pogawędkę. Może na takie traktowanie innych kotów pozwalał mu jego szósty zmysł, a może miał po prostu taki naturalny sposób bycia - traktować wszystkich jak starych przyjaciół?
- Owszem; to piękne, że w mroźne dni słońce czerpie trochę z panującego zimna, aby pozostawić śnieg przy życiu - zgodził się z wojowniczką swoim łagodnym, melodyjnym głosem. Uśmiechnął się przy tym delikatnie, dokładnie w momencie, w którym przez myśl kocicy przeszedł Skrzące Słowo.
- Tak, przynajmniej niektórzy mnie tak zwą. Miło mi Cię spotkać, Księżycowe Jezioro - potwierdził równie uprzejmie, co wojowniczka. - Czyżbyś przyszła tutaj w poszukiwaniu wiedzy o swojej przyszłości?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Przytaknęła na jego słowa. Zdawał jej się kimś mądrym i na pewno doświadczonym, dlatego nie miała wątpliwości, że trafiła na dobrego kota. Odwróciła do niego głowę, gdy ten skierował do niej kolejne słowa. - Mi również miło cię poznać, Szkiełko. Zgadza się, poszukuję... cóż, odpowiedzi. Tak jak pewnie każdy, kto się do ciebie zwraca. - uśmiechnęła się delikatnie, przekręcając lekko łebek w bok. Czuła, że wie o co jej chodzi - o tych nieszczęsnych samców, a przede wszystkim o jednego, głównego bohatera jej własnego życia. Długo była trzymana już w niepewności, a wyznanie uczuć mogło skończyć się tak, jak skończyło się z Rysiem - dużą dozą niezręczności i zamieszania. Czy potrzebuje więcej zamieszania? Pewnie nie, ale sama nie wiedziała, czy kocur obok niej wyprości dla niej sprawy, czy zagmatwa jeszcze bardziej.
Przesunęła łapką zająca w jego stronę, zerkając nieśmiało. - Upolowałam to dla ciebie. - szepnęła, jakby bała się, że przeszkodzi mu w myśleniu lub mówieniu.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Enigmatyczny wyraz pyska Szkiełka nie mówił absolutnie niczego, w tym tego, czy i ile kotów przybywa do niego po porady, ani też tego, czy zdaje sobie już sprawę z tego, co dręczyło Księżycowe Jezioro. Jedynie pokiwał delikatnie głową, sięgając po zająca podanego mu przez wojowniczkę; gdy tylko ten znalazł się w jego łapach, szybkim gestem rozpruł jego brzuch i zajął się patroszeniem zwierzęcia. Zajęło to mu dłuższą chwilę, podczas której kocica mogła przyglądać się przedziwnemu spektaklowi kocura rozkładającego organy na śniegu w przeróżne kombinacje. Dopiero po tym, jak znalazł najwidoczniej idealne ułożenie, podniósł znad nich łeb i zwrócił świdrujący wzrok na Jezioro.
- Słyszałaś kiedyś, jak płaczą rysie? Nie, nie możesz zapytać o to kogokolwiek. Tylko księżyc ich słucha, bo rysie płaczą po cichu, w nocy. Mało kto je widzi, chyba tylko śnieg - rzekł zniżonym głosem. Stał na rozkraczonych nogach, ogon kołysał się powoli i majestatycznie, wzbijając w powietrze drobne iskierki śniegu. - Rysie płaczą bardzo cicho. Niekiedy zagłusza je wiatr.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Patrzyła z lekko szeroko otwartymi oczami, jak kocur zwinnym ruchem patroszy zwierzę. To... nie był przyjemny widok, jednocześnie jednak wiedziała, że to na tej podstawie... cóż, wróży. Chwilę zajęło, zanim ułożył wszystkie... części, ugh, w spójną dla niego układankę. Jezioro nie widziała w tym nic - równie dobrze mógłby rozrzucić je w innej kombinacji i to także nie powiedziałoby jej zupełnie nic. Cóż, jeśli taka jest jego zasada działania...
Odwzajemniła świdrujące spojrzenie, wstrzymując oddech. Co jej powie? Co ją czeka? Kto ją czeka?
Wypuściła powoli powietrze. Och, doskonale wiedziała, o co mu chodzi. Powoli przeniosła wzrok z powrotem na wypatroszone zwierzę, nie odzywając się przez dłuższą chwilę. Miała mimowolnie nadzieję, że o nim nie usłyszy - jakby wypierała ostatnie wydarzenia ze swojej pamięci. Nie mogła jednak odeprzeć tego odległego krzyku, pełnego bólu i cierpienia, gdy już wracała od Czterech Dębów - i tak, jak modliła się do Gwiezdnych, żeby to nie był Ryś, tak teraz już doskonale widziała, że to był on. I że płakał. - Czy rysie płaczą przez księżyc? Co, jeśli księżyc nigdy nie chciał żeby przez niego płakały? - zapytała cichutko. Nie jest odpowiedzialna za niczyje uczucia - nigdy nie chciała, aby to zamieniło się w coś takiego. - Co, jeśli księżyc długo patrzył na... kogoś innego...
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Szkiełko wyraźnie ucieszył fakt, że kocica wydawała się podchwycić jego słowa i że odezwała się do niego w podobnej manierze, co on. W jego oczach zalśniły na chwilę jakieś radosne iskierki; głos jednak pozostał taki sam, jak chwilę przedtem.
- Jest wiele powodów, dla których rysie płaczą. Ale niekiedy pragnęłyby, by księżyc pozostawał dla nich w nowiu, by był pełnią dla kogoś innego... Bo do tego stopnia brak im już nadziei, że woleliby wiedzieć już, iż nigdy nie zobaczą jego światła, niż czekać i wpatrywać się w nocne chmury, zastanawiając się nad tym, czy kiedyś zza nich wychynie - wróżbita trochę zmienił pozycję, luźniej przysiadając nad zwłokami zwierzęcia i nadal wpatrując się świdrującym wzrokiem w Księżycowe Jezioro złaknioną wróżb. - Księżyc nie może ocalić świata. A przecież niekiedy chciałby tego, prawda? - powiedział z enigmatycznym uśmiechem, patrząc jej prosto w oczy. Z powrotem spojrzał w wnętrzności, przesunął kilka organów w jakąś dziwną kombinację, dopiero potem znowu się odezwał. - Niekiedy mówią, że jest szlachetne pokochać jednego kota, aby ten tak bardzo nie cierpiał. Ale nie mogę ci o tym nic powiedzieć. Zupełnie nic, o nie, o nie, zupełnie nic nie mogę o tym powiedzieć.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Jeziorko nie zauważyła tego zadowolenia towarzysza, wpatrując się przede wszystkim w parujące na śniegu, ciepłe organy zwierzęcia. I mimo iż widok był nieprzyjemny, nie mogła oderwać od niego oczu. Rozmawiała z nim tak, jak on rozmawiał z nią - zawsze tak robiła, dopasowując się do osoby towarzyszącej jej. Cóż, prawie zawsze... Była osoba przy której była zwyczajnie... cóż, sobą...
Jej oczy się zamgliły, po czym błysnęły, po chwili ciszy, rozumiejąc słowa Szkiełka - a przynajmniej tak się jej wydawało. "woleliby wiedzieć już, iż nigdy nie zobaczą jego światła, niż czekać i wpatrywać się w nocne chmury, zastanawiając się nad tym, czy kiedyś zza nich wychynie..." Zatem zrobiłam źle, nie odrzucając go natychmiast? Skrzywdziłam tym go jeszcze bardziej? Nagłe zrozumienie tego sprawiło, że mechanicznie popatrzyła na towarzyszącego jej, dziwnego kota, jakby próbując znaleźć potwierdzenie jej myśli, mimo iż nie powiedziała niczego na głos. Och, cóż ona zrobiła! Przecież... nie chciała źle... Nie wiedziała zwyczajnie co zrobić i powiedziała zgodnie z prawdą - że musi pomyśleć. Mimo iż podświadomie oboje znali odpowiedź. - Księżyc... chce świecić dla wszystkich... - szepnęła smutno, czując, jak przepełnia ją poczucie winy - zarówno wobec Rysia, jak i Skry. Będzie musiała wszystko wyprostować. I powiedzieć mu - och, jak tego nie cierpi! - że miał rację.
Zaskoczona podniosła wzrok. - Zatem... - odchrząknęła, szukając odpowiednich słów - imiona na nic się nie zdadzą Szkiełkowi - Ten, dla którego przez cały ten czas świeci Księżyc... Jest zupełnie nie do rozczytania? - zapytała boleśnie. To było... rozczarowujące. Przyszła tutaj głównie z nim na myśli. Wiedziała że nie poradzi nic na to, że wróżbita nie odczyta tego, czego ona chce - jednak mimo to wpatrywała się we wnętrzności zająca, jakby sama szukając odpowiedzi. Jakby szukając upewnienia się - w jej własnych uczuciach.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Polizał plamkę krwi pozostającą na nosie, ścierając przy tym zeń ślad szkarłatu; mimo to, cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z Jezioro. W jego ślepym oku jasno lśniło światło słoneczne rozproszone na śniegu.
- Ale wtedy każdy będzie miał mniej księżycowego światła - wyszeptał niemal natychmiast, nawet nie spoglądając w karnawał wnętrzności rozsypanych na śniegu, jakby wiedział to od początku. - Ten, wokół którego słów krążą iskry? Ach, wiem o nim. On odczuwa coś, ale sam nie zna nazwy tego uczucia. Są sprawy, które nie mają imion. Na pewno nie byłby uszczęśliwiony, wiedząc, że księżyc ociera łzy rysia. Gdyby wiedział, że wasze imiona są zapisane w konstelacjach... - zadumał się zupełnie niespodziewanie. Stali tak, dwa koty, jeden zagubiony w rozterkach miłosnych, drugi - wróżbita, na bieli skalanej konstelacją organów spoczywających na ziemi. Cóż za interesujący obrazek!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Jak zahipnotyzowana patrzyła w jego oczy. A w sumie... starała się skupić na jednym oku. Tym lepiej działającym. Zmarszczyła brwi, gdy ponownie się odezwał i swój wzrok przeniosła z powrotem na śnieg. Mniej... No tak... Nie mogę mieć wszystkiego. Zwyczajnie... Muszę wybrać. Ale właśnie dlatego tu jestem. Właśnie dlatego.
Podniosła gwałtownie głowę. Tego, wokół którego krążą iskry. To musi być o Skrze! To musi być o nim! Czas zatrzymał się dla Księżyc w dosłownie tej samej chwili, gdy wypowiedział to zdanie na głos. Ten, wokół którego słów krążą iskry. Ona sama straciła oddech, wysłuchując każdego z jego słów - nie, spijała to tak, jakby nie piła od dwóch dni, jakby wędrowała przez wieki i nareszcie odnalazła to, czego szukała - tak, to jest dokładnie to, po co tutaj przyszła. Po informacje, które właśnie jej przekazuje...
Ech? Nie wie... co czuje? Przekręciła łebek, skonsternowana, zerkając raz na zwłoki, raz na Szkiełko, raz na swoje łapy, jakby szukając odpowiedzi we wszystkich tych rzeczach. Uczucie jednak zaparło jej dech w piersiach, gdy usłyszała kolejne słowa - nie byłby zadowolony, gdyby wiedział.
Zapowietrzyła się. Miała ochotę pędzić na granicę, aby w stronę Klanu Wichru wykrzyczeć do Rysia, żeby nie robił sobie nadziei, bo ona kocha innego i żeby się więcej nie spotykali, a potem pędzić do Skry i wyjaśnić mu wszystko, ale... och, nie! Nie może! Nie byłby zadowolony... och, oczywiście, co ona sobie myślała?! Po drugie, nie, nie może zrobić czegoś tak okropnego wobec przyjaciela - och, chciała, żeby się przyjaźnili, ale teraz... to chyba nawet nie jest możliwe. Dlaczego dała mu nadzieję? Bo chciała się nad nim zlitować? Czy sama - tak jak Skra - nie jest pewna? Och Gwiezdni, och Gwiezdni, co ja narobiłam, co ja narobiłam, on mi nie wybaczy...
W rozpaczy schowała pyszczek w łapy, kładąc się na zimnym śniegu. Co ona narobiła? Czy właśnie zepsuła wszystko, co mogłoby wydarzyć się ze Skrą? Tylko dlatego, że nie chciała brutalnie odrzucać Rysia? Ale - jest jeszcze iskierka nadziei - on coś czuje, prawda? Prawda?
Zamarła. Chwila, co? - Czyje... imiona są zapisane w konstelacjach? - wyszeptała cicho, podnosząc powoli łebek ku Szkiełkowi. Ten zapewne miał niezły ubaw, patrząc na wszystkie fazy załamania nerwowego Księżyc.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Histerię kocicy Szkiełko przyjął zz niezwykłym spokojem, to jest: nawet nie zareagował na jej zachowanie, zauważył bowiem właśnie coś interesującego w układance wnętrzności i pilnie się w nią wpatrywał, przegrzebując całą mieszaninę i delikatnie przekładając jedne organy nad drugie, marszcząc brwi i pomrukując pod nosem coś o meduzach wyrzuconych na brzeg morza.
- Któregoś dnia gwiazdy spadną na ziemię i uczynią ją niebem - ogłosił niespodziewanie śmiertelnie poważnym tonem. - Może zobaczymy to jeszcze za życia - po tej uwadze ponownie zanurzył się we wnętrzności. Tym razem jednak nie milczał długo, bo gdy tylko Jezioro zadała mu pytanie, podniósł głowę i odpowiedział jej tak luźno, jakby wcale nie była to kwestia, nad którą kocica niemal wypłakała sobie oczy:
- Wszystkie - po długiej chwili szperania wysunął z układanki jeden z organów, i - nakrywając go łapą - przesunął go po śniegu w stronę Jeziora z szerokim uśmiechem na pysku.
- Ten, Wokół Którego Słów Krążą Iskry głęboko wierzy we wszystko, co powie Rada Błyskotek Z Nieba. Mógłby kiedyś do mnie dołączyć, dogadalibyśmy się. Jeżeli ktoś go przekona do tego, że to wy jesteście połączeni wyrokiem przeznaczenia, to wysłucha tych słów. Być może wysłucha - podniósł łapę; na śniegu spoczywało serce myszy. - Każdy robi, co może najlepszego. Niestety nie każdy robi to, co najlepsze.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Skupiona trawiła każde słowo Szkiełka - te wypowiedziane wcześniej i te wypowiedziane teraz. Gwiazdy spadną na ziemię... i uczynią ją niebem... W tym kontekście Jeziorko przychodziło do głowy Gwiazdy - jako zmarłe koty, ale raczej nie będą nagle wstawać z grobów, prawda? Gwiazdy... Przywódcy, ale oni są już na ziemi. Czy może chodzi o jakieś nawiedzenia? Mózg kotki pracował na najwyższych obrotach. - W-wszystkie?! - zakrzyknęła cicho, a gdyby tylko nie miała sierści, strzeliłaby ogromnego buraka, czerwieniąc się cała. Ponieważ jednak była kotem, jej łapy zaczęły się pocić, a ona sama latała wzrokiem dokoła, przestępując z łąpy na łapę. W-wszystkie trzy?! T-t-t-t-o zn-znaczy że-e my w-we trójkę?! Jej myśli latały w bardzo niepokojące miejsca, jednak szybko się otrząsnęła. Nie, to na pewno nie miał na myśli. Nie mogła brać jego słów dosłownie - wszystko co mówił, było niedokładne i nieprostolinijne. Dlatego musiała to dobrze przemyśleć i przeanalizować. Czyżby właśnie teraz stała nad wyborem, w którą z konstelacji się wpisać?
Słabo dotknęła łapą organu, który przesunął ku niej. Na swojej łapie zauważyła nowe plamy krwi, które nie przeraziły ją - cóż, podczas polowania również musiała się ubrudzić. Ale... co to oznacza? Czy ich losy naprawdę będą się tak splatać?
Szerokimi oczami popatrzyła na Szkiełko. Czy on właśnie sugerował... żeby wcisnąć Skrze kit, że Gwiezdni chcą ich związku? To znaczy... to zdecydowanie by zadziałało, i sama Jeziorko musiała się przyznać, że ten pomysł niegdyś chodził jej po łebku, ale zawsze odtrącała go z obrzydzeniem - nie chciała, by ktoś był z nią z poczucia, cóż, obowiązku, że musi spełnić wole Gwiezdnych. Wolała... - ...chciałabym, aby mnie pokochał, a nie był ze mną, żyjąc w przekonaniu, że tego chcą Gwiezdni.
- powiedziała cichutko, wręcz ze złamanym sercem. Czy to było w ogóle możliwe? Żeby pokochał ją tak - sam od siebie?
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Gwiazdy? - odpowiedział Szkiełko na jej wykrzyknienie, wyraźnie nie rozumiejąc. - No, kilka zostanie, a niektóre pospadają na inne planety. Ale nie martw się, to tutaj będzie najpiękniej - dopiero po chwili doszło do niego, że Jezioro chodziło o coś zgoła innego i cicho roześmiał się, zanim odpowiedział. - Ależ tak. Absolutnie wszystkie. Nie zawsze są w parach, ale każde z nich ma swoje miejsce - pazurem rozchlastał mysie serce i akurat przyglądał się kropli krwi spływającej powoli z jego pazura, gdy Jezioro po raz kolejny przemówiła. - A, to nie jest wykluczone. Nic nie jest wykluczone. Musisz spróbować, czy to możliwe, ale pamiętaj, że iskry bardzo lubią parzyć. I słowami, i czynami - rzekł tonem takim, jakby udzielał jej wykładu.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Mrugnęła kilkakrotnie, żeby potem uśmiechnąć się zakłopotana, rozumiejąc, że prawdopodobnie użyła złych słów, które kocur nie zrozumiał. Skinęła głową już smutniej, rozumiejąc jego kolejne słowa. A więc nie wszystkie są w parach... Teraz tylko zależy, które... westchnęła cicho sama do siebie, rozmyślając nad jego słowami. Jej oczy zamgliły się, słysząc kolejne, wychodzące z jego ust.
Iskry lubią parzyć... czy to oznaka niepowodzenia? Czy to z góry jest skazane na porażkę i jedyne, co będzie miała z tego Jeziorko, to ból i cierpienie? Kto wie - teraz starała się odpychać od siebie wszelkie myśli o niepowodzeniu - zbyt bardzo się go bała.
Podniosła wzrok na kocura, kiwając mu łebkiem. - Dziękuję za tę wróżbę, Szkiełko. Myślę... że dowiedziałam się odpowiednio dużo rzeczy. A czego się nie dowiedziałam... to przekonam się na własnym futrze. Jeśli tak ma być, to tak będzie! - powiedziała, uśmiechając się szeroko do kocura.
Odeszła kilka kroków, po czym przystanęła i powiedziała: - Do widzenia, Szkiełko. Bardzo miło się z tobą rozmawiało. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. - pożegnała się uprzejmie i kiwnęła znowu łebkiem kocurowi, którego łapy były zbryzgane krwią. Niemniej jednak, jej słowa były szczere - i ufała mu, ponieważ nie było to możliwe, aby znał tak dużo szczegółów. Jej rodzina nie znała tyle szczegółów, co on.
Zapewne jeszcze tu wróci - kto wie, czy po wróżbę, czy po towarzystwo. Ale wróci.
/zt dziękuję owowowowowowo
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Splątane futerko [NPC] Ojciec: Waniuszka [NPC] Trwałe urazy: Blizny: Lewy policzek :: Naderwane lewe ucho :: Lewa Łapa :: Lewy bok :: Ogon
Rudy pręgowany kocur o sporej masie, barczystej budowie i zarysowanych pod futrem mięśniach. Futro ma kolor płomienno-pomarańczowy, o klasycznym pręgowaniu i widać częściowo po jego stanie trudności jakie go spotkały w życiu. W okolicach pyska, piersi, łap i końcówki ogona pojawiają się jaśniejsze odcienie, przechodzące nawet w biel. Oczy kocura są koloru zieleni. Ciało Dyni pokryte jest licznymi bliznami z walk. Najbardziej widoczne znajdują się na lewym policzku, urwanym kawałku prawego ucha, lewej przedniej łapie, jednej stronie żeber i ogonie. Na ciele dyni także zaczęły się pokazywać efekty jego wieku, w postaci nielicznych srebrnych włosów na futrze.
Kocur jest zahartowany przez trudne warunki. Jest poniekąd znieczulony na brutalną rzeczywistość i dość cyniczny. Nie łatwo także otwiera się przed obcymi, póki nie zdobędą jakoś jego zaufania lub szczególnej fascynacji. Jednakże Dynia pozostał kotem o dużej determinacji i specyficznej osobowości. Ceni sobie lojalność i determinację u innych. Ceni sobię także różnorodność wiedzy, jaką zyskał przez własne doświadczenia i pozostaje przy zdaniu że każdy kot może wnieść coś wartościowego.
Mrucząca Łapa [KW], Powojnik [KG]
Dynia był wojownikiem, ale dość dużo czasu spędzał także polując. Czasami zapuszczał się i dalej, jeżeli nie mógł akurat znaleźć zwierzyny. Także w związku z tym, Dynia tym razem musiał przenieść się bardziej na północ, wzdłuż zachodniej granicy Klanu Cienia. Nie zbliżał się za bardzo do granicy, nie chcą kłopotów. Było mnóstwo wolnego terenu na którym mógł polować. W końcu w okolicach Dużego Grądu mu się poszczęściło. Po jakimś czasie skradania i obserwacji udało mu się zaskoczyć wronę, która szukała czegoś w ziemi. Jeden mocny zacisk szczęk i po siwo-czarnym ptaku. Mając zwierzynę w pysku, Dynia usiadł chwilowo by odpocząć. Jego ciało męczyło się ostatnio dość szybko. Być może wiek zacząć dawać o sobie znać.
Co teraz? Wracać może do obozu? Czy zagrzebać ptaka i szukać dalej. Wroną powinien się najeść na jakiś czas, ale trzeba było im więcej jedzenia niż wcześniej, jako że mieli dwójkę kociąt, które musiały zostać wykarmione. Rudy kocur jednak uważnie obserwował otoczenie, zwłaszcza słysząc plotki o tym że w pobliskich okolicach czasem pojawiały się psy. Musiał zachować ostrożność.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Tuż za plecami Dyni rozległ się gwałtowny trzepot kilku par ptasich skrzydeł; odwracając się w tamtą stronę, ujrzał najpierw stado gołębi podrywające się z ziemi w panice. Dopiero, gdy ptaki odfrunęły, wyraźnie zobaczył postać, która zapewne przyczyniła się do ich nagłej ucieczki.
Rudy kocur, pozbawiony blizn i bieli, stał przed nim. Wyprostowany, sztywny, zdawał się patrzeć gdzieś w dal, nad głową wojownika Pożogi. Miał półotwarty pyszczek, jakby w jakimś transie; nie poruszał się i zdawało się, że nawet nie oddycha, jakby zamrożony.
- Jam jest posąg kota na posągu świata. Krew płynie wieloma drogami, a rzeki krążą w moich żyłach - podzielił się wreszcie uwagą wypowiedzianą niskim, głębokim tonem; po tych słowach dopiero zmienił pozycję, przeciągnął się lekko i w kilku tanecznych krokach doskoczył do Dyni. - Witaj, towarzyszu niedoli zwanej niekiedy życiem. Przyniosłeś mi ofiarę, prawda? Tak, tak, żeby zobaczyć, jakie jeszcze cierpienia krążą po tym świecie i czyhają, by ugryźć niewinne koty?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔