Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Na jej pysk też wypełzł uśmieszek, gdy przypomniała sobie ostatnie bycie króliczkiem doświadczalnym Złotookiej. Jej samej całkiem spodobała się grudkowata skóra zwierzęcia (jedynie nieco mniej spodobała się jej pod względem gastronomicznym), Cytrynka odmówiła taktownie odmówiła, natomiast co do Zwichrzonego Ogona...
- Ano, nie strułam się nią. Ale to, co się z ojcem działo, to było straszne. Jak nie powiedział "raz kozie śmierć" i jak nie połknął tej ropuchy na raz, jednym haustem, o tak! - tu trudnym do zapisania odgłosem Pomurnik zaprezentowała to, jak szybko Zwichrzony Ogon zabrał się za konsumpcję - Przeżuł, połknął, potem oczy zrobiły się mu wielkie, zakaszlał, jęknął "Klanie Cienia, otruła mnie!" i pobiegł w krzaki rzygać. Potem, jak wrócił, powiedział nam, że jeszcze mu się ta ropucha w brzuchu ruszała. Boczył się na matkę aż do wieczora - dokończyła relację z najnowszych wydarzeń i okrasiła ją dodatkowym rechotem. Trudno zaprzeczyć, że było wtedy całkiem zabawnie. - Od naszych ropuch jaskółki lepsze na pewno, tyle to mogę powiedzieć bez wyrzutów sumienia - o ile oczywiście sumienie Pomurnik kiedykolwiek robiło jej problem z powodu kwestii związanych z Klanem Cienia.
- Wieczorami przychodziliby do nas wędrowcy i opowiadali, gdzie byli i jak im tam było - dołączyła się, a jakże. Alternatywne, a może i przyszłe, życie na Osiedlu było czymś, o czym Pomurnik marzyła, ilekroć obóz Klanu Cienia wydawał się jej za mały, straszliwie ciasny, zatęchły i duszny od nagromadzonych zapachów wszystkich kotów mieszkających tu od księżyców. - I wspólnie byśmy zrobili jakiś numer Postrach, tak, żeby się już nie pozbierała!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Sam nie mógł powstrzymać rechotu, mimo iż gdzieś w głębi serduszka żal mu było każdego kto struł się jedzonkiem. No ale, tu chodziło o ROPUCHĘ, z tą dwuznacznością, która cały czas drzemała z tyłu jego głowy, sytuacja była po prostu komiczna. - Kurce Pomurnik, wiesz, mam wrażenie, sze te to ciężko dobić wiesz? To się ani trochę nie dziwie, że mu się jeszcze ruszała w brzuchu, ale jak wykumkała, czy co one tam robią, no wiesz, mu z pyska z powrotem, to nie ma się o co obrażać – stwierdził z zdecydowanie zbyt psotnym uśmieszkiem. W końcu mówili o ojcu przyjaciółki, który obawiał się o swoje życie. Temat jak najbardziej poważny.
Skinął jedynie łebkiem na jej słowa o jaskółce. Jeszcze jej udowodni, że najlepsze, musiał tylko naumieć się samodzielnie polować, był tego pewny. Poza tym, jak już sobie coś ubzdurał i postanowił, to ciężko było mu wybić jakiś, nawet najdurniejszy pomysł z głowy.
Czarna kotka przyłączyła się do opowiadania, a złote ślepka podlotka obserwowały ruszające się chmury na niebie, kiedy rzężący głos wypowiadał kolejne słowa. Pyszna wizja spotkań z wędrowcami i poznawania ciągle nowych kotów, nowych psiapsi i kumpli, którzy może zostawaliby na jakiś czas, dotrzymując towarzystwa tak długo jakby chcieli, do puki serduszko nie powiedziałoby im, że znowu pora ruszać, a łapy zaczynały świerzbić, podobała mu się, aż za bardzo. Jeżeli ci kiedyś postanowiliby wrócić witaliby ich, wysłuchując nowych i nowych historii. - No, a jak by nas naszła ochota, to sami byśmy szli, a potem wracali. Wiesz Pomurnik, może znaleźlibyśmy, gdzie kończy się tęcza… - uniósł lekko kąciki warg, na wspomnienie kocurka, któremu kiedyś to obiecał. Może, kto wie, kiedy zniknął z klanu, to właśnie po to, żeby ją znaleźć? Może siedział tam, niczym ten mityczny skarb witając go z uśmiechem. - Numer? – Złote ślepka powędrowały na Pomurnik, czy raczej jej brodę, bo siedząc górowała nad jego leżącym ciałem. – Ah! No kurce, można by jej napierdzieć w mech, żeby się zastanawiała co z jej posłaniem… albo wiesz, jakoś ją inaczej nastraszyć – zarechotał po raz kolejny.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
- No, na pewno łatwiej niż żaby - przynajmniej ropuchy nie skakały tak, jakby lada chwila miał nastąpić koniec świata. - Ale mama powiedziała mu, że jak się mu nie podoba, to może łapać muchy na ścianie legowiska i je jeść do końca życia, no i tak się pogodzili - dodała jeszcze, śmiejąc się w kułak z idei Zwichrzonego Ogona żywiącego się wyłącznie owadami. Zwłaszcza, że ten nigdy nie był dobry w trafianiu w cokolwiek małe i ruszające się obiekty i prawdopodobnie na takiej diecie skonałby z głodu.
- O, tak. I nikt by nam nic nie mógł kazać, ani zabronić - rzekła tęsknie. Byłoby wspaniale żyć wolno: mówić o czymkolwiek, jeść cokolwiek, znać kogokolwiek chodzić gdziekolwiek, żyć jakkolwiek się tylko chciało. A tego luksusu nie dawał jej Klan Cienia. - Albo dowiedzieć się, jak to jest oswoić potwora. Może one myślą, jak my?
Znowu zachrobotało w niej od śmiechu, kiedy Aszka wymyślił tak genialną zemstę na Postrach. Ale by się stara zdziwiła! - Zapamiętajmy to. Jak już będziemy na Osiedlu, musimy to wykorzystać - nadal delektowała się wyobrażeniem tego dowcipu. Zemsta jest rozkoszą terminatorów medyka... - Albo byśmy jej dali jakiegoś szczura, że niby jako darmowy prezent. Zdziwiłaby się, ale tak jest łakoma, że by zjadła na pewno. Ale my wcześniej byśmy umoczyli szczura w mysiej żółci, żeby paskudnie smakował!
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
- Myślisz? – Jego brewki uniosły się, zdradzając, że nad czymś się zastanawia. W takim razie, możliwe, ze jego matka i wuj zostali niepoprawnie nazwani? Skoro ich rodzinna Żaba siedział już gdzieś na srebrnej skórce. Z drugiej jednak strony nie mógł sobie wyobrazić, że Opucha nie byłaby Opuchą… na szczęście ten kalejdoskop myśli na temat poprawności imion i ich sensowności w powiązaniu do zwierząt od których pochodzą, przerwały kolejne słowa czarnej kotki, na które musiał po prostu zaśmiać się, a jego ogon zamiótł trawę. – Oj, kurce! Twoja matka jest całkiem klawa! – Jej złośliwość zupełnie przypadła rudzielcowi do gustu, na pewno znaleźliby wspólny język i pewnie nawet mogliby się zakumplować.
- Oj, potwora? Wiesz Mróweczko, one strasznie śmierdzą – mruknął marszcząc różowy nosek na wspomnienie głośnych stworzeń, które zdawały się zupełnie przyjaźnić z ludźmi. - No, ale w sumie, niektóre koty to tesz czasem zapominają się porządnie umyć, więc może nie byłoby tak źle. Wiesz, jakby go oswoić, to musielibyśmy go jakoś nazwać… - stwierdził, z lekkim rozbawieniem, ale jednocześnie myśląc zupełnie poważnie jak by to było posiadać potwora, który by się ich obu słuchał. Były takie szybkie, jak błysk podczas burzy na niebie, a jednocześnie większe, niż największy pies! Biegać w takim potworze to musiało być coś! – Kurce, mam! Nazwiemy go Puszek. Wiesz, jak taki puszek z kłaków, co jest taki mięciutki. Tak, żeby nikt się go nie bał, co nie? Skoro będzie oswojony, byłoby szkoda, gdyby przed nim dalej uciekali - nawet taki potwór nie powinien być sam, zwłaszcza jeżeli byłby już miły i przyjazny, nawet jeżeli inni wciąż widzieliby w nim potwora.
Jeżeli ktoś przechadzał się po okolicy musiał mieć niezłą rozkminkę cóż to za rzężące odgłosy, którym raz po raz wtórowały inne, chrypiące, głośno rozdzierały powietrze. Aszka bowiem wcale nie miał zamiaru powstrzymywać wybuchu złośliwego chichotu, na kolejny pomysł Pomurnik. Jak tak dalej pójdzie może nawet awansują z swoimi niecnymi planami z Flipa i Flapa do roli leśnych Bonnie i Clayda. - Albo, weźmiemy i opowiemy jej, sze jakiś ten no, kurce, amant na nią czeka - zamachał łapkami w powietrzu. Cegła zawsze zdawała się być jeszcze bardziej czerwona, kiedy jakiś przystojny kocur uśmiechał się do niej z drugiej strony drogi i jak na kogoś, kto wyjaśnił dwuksiężycowy kocięciu skąd biorą się dzieci, naprawdę łatwo zdawała się ulegać ich urokowi. To jej córki zresztą wyjaśniły mu, że to są amanci ich matki i czasem była jakoś niezadowolona, kiedy któryś nie pojawił się na płotku, aby pogadać z nią, udając, że wcale nie słyszy przekrzykujących się wokół niej kociąt. - Wiesz taki jakiś ładniuchny, szeby poszła i się zdziwiła, bo nikt nie będzie czekał.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Pokiwała głową umieszczoną na patykowatej, suchej szyi. - Ano, bo w końcu żaby skaczą niedościgle, i żeby taką capnąć, trzeba się namęczyć, że ho-ho! A ropuchy się po prostu mniej ruszają, i nie tańcują przy tym tak, jakby się bez tego miał świat zawalić - przynajmniej z tego, co ona miała okazję widzieć. - He-he, myślę, że to z zemsty! Ale skoro ojciec aż tak marudził, kiedy zjadł ropuchę, to co by było, jakby zjadł żabę? - zastanowiła się na głos. Trudno zaprzeczyć, że wizja Zwichrzonego Ogona trzęsącego się w rytm podskoków żaby była nadzwyczaj zabawna.
Znowu kiwnęła głową, słysząc o smrodzie potworów. Ten zapach tak do niej przyległ po wyrzuceniu, po porwaniu, po podróży - że nie sądziła, że kiedykolwiek go z siebie zmyje. A potem okazało się, że cała feeria odoru Osiedla wystarczy, by zapomnieć o bolesnej przeszłości. - No, i jakby go poujeżdżać tu i tam, to może by przestał tak śmierdzieć? Kto wie, z czego się ten smród bierze - rozmyślała dalej. - Puszek? No, tak to by się faktycznie nikt nie wystraszył. Ej, ale ty wiesz, że potwory umieją wydawać z siebie dźwięki takie, jak Dwunożni? Jak wejdziesz do środka, to mogą nagle zacząć wewnątrz wyć, a i to różnymi głosami! Raz cicho, jakby ptaszek czy jakie inne coś, a innym razem... Mówię ci, jakby usłyszeć krzyki potępieńców z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd, to tak przeraźliwe by jeszcze nie były! Może nauczylibyśmy potworów naszych piosenek?[/b] - podzieliła się nowym, genialnym konceptem. Za pierwszym razem, kiedy usłyszała to piekielne wycie, niemal zeszła na zawał - potem dopiero nieco się nim zainteresowała.
Ryknęła śmiechem razem z Aszką, gdy wyobraziła sobie reakcję Postrach na ten fantastyczny żart. Ten tłusty pysk dosłownie skręciłby się wpół ze złości i zaskoczenia! A jeszcze gdyby ktoś patrzył na całą tą scenę, to całe Osiedle miałoby o czym gadać przez następny tydzień. - I jeszcze powiemy, że ten amant czeka na nią w jakimś miejscu, w którym będziemy mogli wepchnąć ją w błoto! - po tej propozycji zaniosła się takim śmiechem, źe mało nie wypluła sobie chwilę potem płuc na ziemię, nadal krztusząc się ze śmiechu od wizji wściekłej samotniczki.
Księżyce: 44 Mistrz: Chaotyczny Lot Płeć: kocur Matka: Ropusza Łapa Ojciec: Tate! (Fiołkowy Świt, nie biologiczny)
Na pierwszy rzut oka Traszka przypomina raczej kogoś, kto powinien spędzać czas w kociarni, a nie na treningu. Okrągła główka z równie okrągłymi, złotymi ślepkami, krótka szyja, przysadzista postura i zapas dziecięcego tłuszczyku nadają mu dość słodkiego wyglądu. Ponad to, mimo iż udało mu się co nieco urosnąć, wciąż pozostaje kieszonkowych rozmiarów i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek dobił wyżej, niż do tej niższej granicy średniego wzrostu. Zaskoczeniem nie jest, że jego długie futro pozostało rude z białą plamą na bródce, jednak zaczęło naturalnie się układać, a przestało puszyć. Tygrysie pręgi są teraz niemal niewidoczne na grzbiecie, za to można je dojrzeć na głowie, szerokich łapach i wciąż ruchliwym ogonie.
Niektóre dzieci dojrzewają szybciej, inne wolniej i w tej drugiej kategorii znajduje się Aszka. Rudy urwis, mimo iż zyskał już miano Terminatora wciąż jest głośny, uwielbia biegać, wygłupiać się i bawić, a siedzenie zbyt długo w jednym miejscu, zdaje się być dla niego najgorszą karą. Co prawda widać, że horyzonty jego rozumowania z każdym dniem nieco się poszerzają, można nawet porozmawiać z nim na tematy, które wykraczają poza tarzanie w błocie i łowienie ślimaków, ale do miana filozofa czy poety jeszcze mu sporo brakuje. Poza tym pozostał wesołym, nieco zadziornym kotem, który szybciej robi i mówi, aniżeli myśli, dlatego, mimo braku wady wymowy, zdarza mu się pewnych głosek nie wymawiać, albo robić to źle.
Żabia Łapa (GK) | Popiół (KR)
Oj, słowa Pomurnik miały sporo sensu! Kurcze, czy raczej kurce, mądra była, nono, sam nigdy nie wpadłby na pomysł, aby spojrzeć na ropuchy i żaby w ten sposób, ale i teraz bardziej był zajęty rechotaniem wesoło do rozpuku, aniżeli zapamiętaniem jakże przydatnych informacji o płazach.
- O! To brzmi jak plan, Mróweczko! – Zawołał podekscytowany na wzmiankę o nauczeniu Potworów ich piosenek. W sumie to nie był nawet pewny, że potrafią mówić jak dwunożni, ale skoro Pomurnik tak twierdziła to tak musiało być. Kto wie, może faktycznie i on jedynie o tym zapomniał? Albo Potwory w jego okolicy, znaczy okolicy z której pochodził jeszcze się tego nie nauczyły? Albo kto wie, może nawet go przechytrzyły i wierzył, że to tak dwunożni znowu się drą, a to były one! – Puszek na pewno szybko zakapuje co jak, co nie? No bo wiesz kurce, ja to nawet nauczyłem mojego małego kuzyna polować! – Rzucił z dumą, chociaż nieco przekłamując fakty. W końcu upolowanie przez Łopiana ogonu Czerwonego Pazura ciężko było określić jako szczyt wyczynów łowieckich, ale nic na to nie potrafił poradzić, że był z swojego małego braciszka bardzo, bardzo zadowolony. Nawet jeżeli został przez to wytargany za ucho.
Ostatnie słowa Pomurnik, sprawiły, że poczuł w brzuchu łaskotanie. To łaskotanie, które zwiastowało wielki wybuch śmiechu, który musiał po prostu uciec z jego pyszczka, gdyby nie nagły szelest okolicznych krzaków i widok futra zupełnie nieznajomego kocura. Przez uderzenie serca gapił się na niego, wciąż leżąc na plecach, po chwili jednak podniósł się i z uśmiechem skinął mu łbem, zerkając jedynie psotnie kątem oka na przyjaciółkę. Czy mu się tylko wydawało, czy musiał to być jej ojciec, pożeracz ropuch? Musi mu kiedyś przedstawić własną matkę, będzie śmiesznie.
- Hej, hej! – Pomachał mu łapką. – Aszka jestem i… będę się zbierał – oświadczył przez nowy pyszczek uświadamiając sobie dopiero jak późno się zrobiło. – Ahoj Mróweczko! Widzimy się – rzucił machając jej nie ogonem na pożegnanie.
Był pewny, że się zobaczą, najpóźniej, kiedy znowu ruszy na kolejną wyprawę przybliżającą go nieco do osiedla.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem postanowił po raz kolejny przejść się i przy okazji znowu poszukać roślin do swojej "kolekcji". Na zewnątrz robi się coraz chłodniej i kocur doszedł do wniosku, że niedługo może nie mieć już zbyt wielu szans na znalezienie czegoś. W końcu zimno i śnieg dużo roślinek zakryje lub wybije. Trzeba było korzystać z okazji póki było to możliwe. Na pewno zapas na mroźniejsze dni się przyda, a poza tym nie mógł prowadzić eksperymentów z pustymi łapami. Coś musiał przy sobie mieć, żeby to robić.
Ciemnobrązowy point rozglądał się za znajomymi mu już roślinami oraz za czymś co mogłoby potencjalnie być w jakiś sposób lecznicze. Pomyślał, że nawet jeśli nie zna jakiejś rośliny, ale nie pachnie ona ani nie wygląda niepokojąco czy podobnie do znanych mu trucizn to mógłby taką zebrać i coś z nią popróbować jeśli zajdzie kiedyś taka potrzeba. A może pewnego dnia natknie się na kogoś kto jakieś tajniki mu zdradzi? Może nawet któryś z tych całych klanowych Medyków o których mówiła Antylopia Łapa się nad nim zlituje i coś mu powie? Wtedy będzie mógł zadać konkretne pytania, a nie kręcić się w temacie po omacku.
Tym razem zdecydował się przyjść w jakieś miejsce, które posiada bujną roślinność. Tak właśnie znalazł się w Dużym Grądzie. Wyglądał on obiecująco, więc kocur od razu zabrał się za szukanie.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Kocur nie zaszedł daleko, nie musiał się wyjątkowo rozglądać, by natknąć się na dość pospolite drzewo, jakich wiele rosło w tym mieszanym lesie. Było liściaste, to na pewno. Nie było niesamowicie wysokie. Z gałęzi opadały kolorowe, jajowate liście o lekko postrzępionych brzegach. Wyszkolony medyk rozpoznałby w drzewie olchę. Tylko czy Artem mógł mieć pojęcie o jakichkolwiek uzdrawiających właściwościach pewnego wytworu, pochodzącego z tego drzewa?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Uzdrawiających? Jeszcze raczej nie. W końcu dopiero co tak naprawdę poznawał i eksperymentował z leczeniem. Wiedział, że wyszedł na zioła, jednak nie to teraz przykuło jego uwagę jeśli chodzi o to drzewo. Jako zapalony zbieracz Artem lubił interesujące rzeczy, kolorowe o ciekawych kształtach, zastosowaniach i tym podobnych atrybutach, a te liście właśnie takie się wydawały. Nie wiedział czy one mają jakieś właściwości czy nie, nie miał pojęcia czy może jakieś inne części tego drzewa mają jakieś właściwości lecznicze, jednak nie przeszkadzało mu to jakoś specjalnie, miał czas na dalsze szukanie. Jeśli te liście do niczego się nie nadadzą, bo się pomylił czy coś przeoczył albo zebrał nie to co trzeba to po prostu wystroi nimi swoje legowisko przy Siedlisku Koni, żeby było bardziej przytulnie. Z tym postanowieniem Artem pozrywał kolorowe liście z drzewa i poszedł dalej szukać innych roślin, najlepiej takich które wyglądają faktycznie jak zioła.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Z liśćmi, którymi Artem wystroi sobie jedynie legowisko, ruszamy dalej. Niestety poza dywanem z owych i kępek drugiej świeżości trawy, w okolicy nie ma wiele (nie licząc oczywiście drzew). Trzeba szukać dalej, może rozglądać się baczniej.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem zmarszczył brwi, jednak nie zamierzał szybko się poddawać. W końcu po to wyszedł w tę pogodę na zewnątrz, żeby zebrać to co mu się uda przed nadejściem chłodu i mrozu. To był już tak naprawdę ostatni czy tam przedostatni gwizdek na zbieranie roślin. Tak więc ciemnobrązowy point zwolnił trochę i zaczął uważniej rozglądać się na boki w czasie swojego marszu dalej. Miał nadzieję, że uda mu się wypatrzeć coś ciekawego, coś co mógłby zebrać i z czego mógłby zrobić jakiś większy użytek.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Niestety szczęście nadal nie dopisywało kocurowi. Nie mógł wypatrzeć na ziemi nic szczególnego poza liśćmi, a większość z nich była bardzo typowa, choć różniły się barwami i kształtami. Zaczynało robić się coraz chłodniej, więc podłoże skrzypiało ze względu na wilgoć, a niektóre liście dawno się pokruszyły. Na szczęście nie padało, ani nie wiał wiatr, a to rzadkość. Plusem też był brak drapieżników w okolicy, cóż, przynajmniej był jakiś plus.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem pokręcił głową do samego siebie szeleszcząc przy tym trochę liśćmi, które miał w pyszczku. Dalej nic mu nie wpadło w oko czy w łapy. Te rośliny to chyba go unikały w jakiś swój roślinny sposób. No, ale nie uda im się to na długo! Bo Artem jeszcze nie zrezygnował z poszukiwań i szybko raczej tego zrobić nie zamierzał, skoro z bolącym siniakiem już szukał to gdyby zawrócił się tak szybko teraz kiedy jest zdrowy byłoby hańbą. Nie odstraszała go również pogoda, tragedii dzisiaj z nią nie było i warto było to wykorzystać. Dopóki nie lało można było przeć naprzód.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Szedł, szedł i trafił. Znalazł w cieniu charakterystyczną roślinę, którą mógł rozpoznać każdy początkujący medyk. Była pokryta włoskami, słabo rozgałęziona, całkiem wysoka. Listki rosły na krzyż, były wyraźnie ząbkowane, zielone i nie było ich wiele. Zupełnie tak, jakby ktoś już roślinę jakiś czas temu obskubał. By dokładnie sprawdzić ile jest liści, trzeba było podejść bliżej, dokładniej się przyjrzeć.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem podszedł bliżej do rośliny i przyjrzał jej się. Znalazł pokrzywę, znał ją, więc wiedział jak się nazywa. Najpierw trochę zdziwiło go to, że jest już trochę oskubana, bo nie myślał, że jakiś kot mógłby tutaj przyjść i ją pozbierać, ale potem pomyślał, że to mogło być jakieś zwierzę, które po prostu je roślinki. W końcu istnieje zdobycz, która woli rośliny od mięsa.
Ciemnobrązowy point obejrzał roślinkę z każdej strony, żeby spojrzeć, z której strony mógłby urwać listki, które by się jeszcze do czegoś nadały. Jeśli znalazł jeszcze takie na roślince to ostrożnie zerwał je, a potem rozejrzał się dalej, próbując zdecydować, w którą stronę mógłby się teraz wybrać na dalsze poszukiwania.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.