Srebrzysta kocica przekrzywiła delikatnie łeb, patrząc jak kocur, wstawał i się przeciągał. Kiwnęła łbem, słysząc, że samotnik wybiera się na obejrzenie tych terenów. Im szybciej, tym lepiej co?
Złote ślepia podążały za kocurem, kiedy ten zaczął odchodzić. Cóż chyba tyle było z pogawędki co?
Kiedy padło pytanie, Voodoo podniosła wysoko uszy, otworzyła szerzej ślepia i machnęła zaskoczona ogonem, niczym pełen nadziei szczeniak. Po uderzeniu serca posłała kocurowi wesoły uśmiech. - Jasne, złapie Ci coś, jak będę polować.
Kocica kiwnęła łbem na pożegnanie. Dettlaff był przyjemnym towarzyszem i jak na razie jedynym, z którym mogła porozmawiać więcej niż raz.
Kiedy samotnik ruszył w swoim kierunku, Voodoo dokończyła czyszczenie, zakopała resztki i ruszyła w sobie tylko znanym kierunku.
Voodoo była, delikatnie powiedziawszy zagubiona. Rozmawiała ze swoim wujem, który okazał się przywódcą klanu i wydawał się inny, niż go sobie kocica wyobrażała. Przekazała wiadomość. Wyciągnęła Dettlaffa z krzaków, w których zaplanowali zasadzkę, gdyby coś poszło nie tak. Jak mówiła, wszystko poszło po jej myśli w tym aspekcie i nie trzeba było przelewać żadnej krwi. Będzie musiała mu jakoś porządniej podziękować, że krył jej ogon w razie czego. Więc teraz srebrzysta znów była tutaj. Przy powalonym drzewie, gdzie zdarzało jej się sypiać.
Właściwie zarówno jej jak i orientalowi bliżej było do włóczęgów, niż samotników z prawdziwego zdarzenia. Czasem wędrowali razem, czasem osobno. Ale no, było z kim pogadać w razie czego. Jeśli kocur zdecydowałby się wpaść, pogadać dzisiaj, miała dla niego wyjątkowo tłustego gołębia.
Sama kocica natomiast ostrzyła pazury na pniu biednego drzewa. Jakiś czas tego nie robiła i już zaczynały ją swędzieć palce.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Dettlaff zdecydowanie wyczekiwał tego “w razie co”. Wyciągnięty z krzaków był bardziej nastawiony na walkę, niżeli spokojne odejście. Pazury na wierzchu, cały napuszony, nos zmarszczony. Gdyby przebiegł koło niego jakiś inny, przypadkowy kot, najpewniej skończyłby jako ofiara, bo oriental wziąłby go za ewentualne zagrożenie. Na szczęście, tak nie było, a widok całej i zdrowej Voodoo powoli zaczynał go uspokajać. - I co? - rzucił zaciekawiony, choć bardzo skrótowo. Byli już na wyjściowym miejscu spotkań, tu mógł pytać jej o wszystko, byli sami. Nie musiała mu rzecz jasna sprzedawać wszystkich informacji o Cieniu, ale liczył na to że dowie się czegokolwiek na ich temat. - Byli źli, że przychodzisz?
Nadstawił uszu. Liczył na to, że nie było źle - że byli szczęśliwi, że pozytywnie się nastawili do spotkania i że każdy odszedł wesoły. Tylko, że liczyć mógł źle bo nie wiedział nic, nie słyszał nic i... może zagrozili kotce, że jak nie pójdzie w tej chwili to ją zabiją? Wtedy Dettlaff zabiłby ich! Nie trzeba było jednak skakać to jakichś przesadnie głębokich myśli, przecież mogło być dobrze, tak. Mógł sobie wyobrażać zbyt wiele, na pewno nie było tak źle. Skupił się już na kotce. Sam się nie domyśli za nic w świecie.
Voodoo na szczęście była cała i zdrowa, no może trochę zmieszana. Posłała orientalowi zadziorny uśmiech, kiedy zaczął dopytywać. Skończywszy wykonywaną czynność, kocica usadowiła się wygodnie, owijając ogon wokół łap. - Dobrze jak sądzę. Przekazałam wiadomość, dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy.
No dobra, raczej powinna zacząć od początku nie? Lepiej dla Detta, żeby usiadł sobie wygodnie. - Długo na patrol nie czekałam. Miałam też to szczęście, że patrolował jeden kot. Bury postawny, ewidentnie silny. W miarę przyjaźnie nastawiony. Okazało się, że znał koty, których szukałam. - Kocica uśmiechnęła się psotnie, zatajając chwilowo, dość istotny szczegół. - Najwyraźniej mało z rodzeństwa mojego ojca zostało w klanie. Sowiooka zaginęła księżyce temu... Natomiast jeśli chodzi o mojego wuja. Polny Chwast nazywany jest teraz Polną Gwiazdą, jest przywódcą Cienia i to właśnie jego spotkałam. Szczerze mówiąc, spodziewałam się chyba kogoś bardziej, bo ja wiem groźnego w stosunku do samotników? No i starszego. Poza tym powiedziałam mu co i jak z ojcem i chyba tyle.
Biedny Dett mógł zostać przygnieciony ilością słów kocicy, ale czy po wspólnej włóczędze nie powinien się już przynajmniej trochę przyzwyczaić? Zostało jej oczekiwać na jego reakcje.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Gdzie tam biedny! Dla kocura zbawiennym było, że przejął rolę słuchacza. Preferował kiedy ktoś mówił, a on mógł tylko komentować, potakiwać i wysuwać wnioski. Nie chciał przejmować inicjatywy tak długo jak nie było to w zupełności potrzebne. A teraz chyba nie było, Voodoo była gwiazdą tej rozmowy. Zaciekawiony wysłuchiwał jej słów. - To dobrze, że nie był groźny! Gdyby był, musiałabyś uciekać, a ja musiałbym się z nim bić - skomentował w parę sekund po tym jak skończyła tę część wypowiedzi. Bardziej trafnym byłoby powiedzieć "zabić", ale nie chciał brzmieć zbyt niegrzecznie czy strasznie! Poprzednie przemilczał, dopiero teraz zbierając myśli i układając zdania w głowie. - W miarę przyjaźnie. Czyli był niemiły, opryskliwy? Czy co...?
Położył po sobie uszy. Nie rozumiał określenia "w miarę przyjazny", czy nie powinno iść to w jedną lub drugą stronę? Kot powinien być tylko dobry lub tylko zły. Po chwili zastanowienia, chyba jednak podobała mu się bardziej wersja Voodoo. Gdyby on osobiście coś zrobił nie tak, byłby wtedy "w miarę dobry", a nie byłby po prostu zły. - Przykro mi, że tamci już nie ten... I dobrze rozumiem, że ten Polny to twój... wuj? - przechylił łeb na bok. Mógł nie pojąć, to byłoby zrozumiałe. Przyszło tyle treści, że mógłby się zatracić. Nawet gdyby była kimś z rodziny "ważnych", nie zmieniałoby to nic. Dettlaff działał stadnie, nawet kota z rynsztoku traktowałby tak samo jak Przywódcę. Po prostu był ciekaw, rozmawiał by nie ignorować. - I było coś jeszcze? Czy tyle się działo?
Dobrze się w takim razie dobrali towarzysko, gaduła i słuchacz. Kocica opuściła uszy, słysząc jak kocur, deklaruje się do bicia w jej imieniu. Trochę musiała towarzysza poprawić. - Gdyby był groźny, bilibyśmy się z nim razem.
Słysząc pytanie, zmrużyła ślepia, no tak dość niefortunny dobór słów. - Był przyjazny i grzeczny, ale po jednej rozmowie nie mogę określić czy jest taki cały czas, czy był taki tylko przez jedną rozmowę, stąd w miarę przyjazny.
Dettlaff nie miał się co martwić na określenie go przez Voodoo jako tego złego. Pomógł jej, mogła tylko spróbować się w jakiś sposób odwdzięczyć. Machnęła głową przecząco, słysząc kondolencje, to nie tak, że ich znała. - Nie trzeba. Wiedziałam o śmierci i zaginięciu części z nich, informacja o Sowiookiej jest nowa, ale z tego co słyszałam, ta kocica bez problemu dałaby sobie radę poza klanem.
Czy Żuczek czuła się inaczej, teraz kiedy wiedziała, że jej wuj jest wielkim przywódcą klanu cienia? Niezbyt, nie znali się poza imionami i tym jak byli połączeni przez więzy krwi. - Tak, Polny to mój wuj.
Potwierdziła, aż dziwnie było jej to mówić. Dziwnie leżało to na języku, gdy przez większość życia mówiła o rodzinie tylko w osobie jej ojca.
- Właściwie to chyba tylko tyle. Spytał mnie jeszcze, co zamierzam zrobić, teraz gdy już przekazałam wieści i się pożegnaliśmy.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Machnął mocniej łbem. Owszem, mogliby walczyć razem. Piękna scena walki by to była, chociaż wyszłoby dość nie równo. Nawet jeśli ten Chwast był wielki i silny, to dwóch na jednego... nie fair! I jeszcze zdrowie Voodoo by narażał... ale nie mógłby jej zabronić sobie pomagać, to byłoby bardzo niemiłe. Ostatnio już powiedziała mu coś w stylu tego, że ma przyjmować to co mu się daje. Tamto było w kontekście jedzenia, ale z pomocą było pewnie bardzo podobnie. Bez problemu przyjął też do wiadomości, że Polny był miły teraz ale nie wie jaki może być na co dzień. Zrozumiałe, nawet bardzo. Dla obcych można udawać, by w śnie im odebrać życie. - Myślisz, że ona tu jest? Gdzieś w tym lesie? - zagadał. Skoro miała sobie dać radę, może żyje i ma się świetnie? Może na nią trafią? Uroczystym by było, gdyby Voodoo przedstawiła go rodzinie. Im więcej kotów w spokojnych warunkach by poznał, tym lepiej dla niego. Wszak zawsze dobrze jest mieć kogoś "na wszelki na wypadek" gdyby potrzebna była pomoc w czymkolwiek. - Może dlatego był milszy.
Dodał na koniec. Nie wiedział jak inni, on był rodzinny. Wśród bliskich czuł się najlepiej, im ufał - przypuszczał, że reszta ma podobnie. Mógł się bardzo mylić, ale kto wie? Nie poznał nigdy kota, który z góry na dół zlałby brata, siostrę czy matkę. Zawsze się pomaga, choćby dla zasady. I też z tej zasady szanuje się rodzinę i toleruje. - No... i co zamierzasz? - zagadał kolejnym pytaniem. To było istotne, chciał wiedzieć co chce zrobić. Gdyby postanowiła jednak odejść... byłoby dziwnie. Dettlaff z pewnością czułby się oszukany, zraniony i zagubiony, a potem trudno powiedzieć co on by zamierzał. Pewnie nie przeszedłby obojętnie koło tego.
W pełni wyszkolony wojownik wraz z mitycznym darem dziewięciu żywotów kontra dwóch włóczęgów? To mogłaby być ciekawa do obstawiania wygranej walka.
Słysząc pytanie, zamruczała zamyślona. - Raczej wątpię, gdyby była tu w lesie, ktoś by ją w końcu zauważył prawda? Może skończyła porwana przez ludzi w ich gnieździe i jak mój ojciec zdecydowała się żyć w mieście? Ponoć pod względem charakteru byli dość podobni, nie byłabym tym zaskoczona.
Właściwie, gdyby Dettlaff bardzo chciał, mogła go przedstawić Polnemu, w końcu to też była rodzina. - Może.
Słysząc pytanie, kocica westchneła ciężko. No i padło, to nad czym się zastanawiała. Opuściła zdenerwowana uszy i zamiotła ziemię długim ogonem. Do tej pory jej włóczykijstwo z Dettlaffem przebiegało wyśmienicie, pytanie brzmiało czy teraz tego nie zepsuje. - Właściwie to nie do końca nad tym myślałam, powiedziałam Polnemu, że może zostanę w okolicy.- Do diabła, naprawdę krążyła wokół tematu i była zdenerwowana. Co innego krótka współpraca, a trochę dłuższe towarzystwo. - Hej, wiem, że jestem gadułą i potrafię być męcząca, ale czy mogę zostać z tobą? Wiesz tak jak do tej pory? Możemy razem poszukać większej grupy jeśli chcesz. Chyba że nie chcesz... - kocica zmieszała się, nim dodała. - to wtedy nie będę cię niepokoić.
Końcówka ogona, drgała nerwowo, kiedy srebrzysta oczekiwała na reakcje towarzysza. Był jej pierwszym bliższym kolegą, jakiego miała, nie chciała go zostawiać, ale on mógł to odbierać inaczej. Voodoo nie chciała znów być sama.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
U ludzi?... Ojej... to chyba jej współczuł. On bardzo nie lubił ludzi. Byli nudni, zgnili, męczący. Sami w sobie mu nie przeszkadzali, istoty jak wszystkie inne, ale... ale żeby tak żyć z nimi? On już miał tego dość do końca swoich dni. Zamiast przy nich się wyciszyć, uspokoić - zdziczał do końca. Przez nich nie rozumiał kotów, nie umiał się przy nich zachować. Na samą myśl o ludziach otworzył szerzej oczy, oblizał się nerwowo po mordzie. Nie odpowiadał, po prostu słuchał. Nerwowo wyczekiwał tego, co ona postanowi i... i nie wiedziała, jak sam to określił. Obiecała pozostać w okolicy. Nabrał powietrza do płuc, obserwując jej reakcje - i zaraz znowu przemówiła. Ojeju, zaproponowała mu bycie razem na... na dłużej? To bardzo poważne, jakże bardzo poważne. Czyżby zyskał towarzysza? Partnera? Ale znali się tak krótko! Nie ma to znaczenia, skoro mu się ofiarowała, znaczyło to że mu ufa. Bestyjka patrzył na nią jak wół w malowane wrota, czując jak szybko mu bije serce. Raz ze stresu, raz ze względu na to że siedział z napchanymi powietrzem płucami i zapomniał o oddychaniu, tak się przejął jej prośbą pajac głupi. - Tak... Tak. Zostaniemy razem - odparł w końcu, czując jak słabo się mu robi. W tej chwili też zaczerpnął w końcu powietrza tak łapczywie, jakby miał zaraz zemrzeć. Nie rozumiał co się dzieje, ani trochę. Zyskał stado, jednoosobowe, ale jego. Posiadał kogoś, więc teraz będzie się musiał troszczyć i dbać o nią może nawet bardziej nich dotychczas. Nie "sprzedmioci" jej, bo to było bardzo niechwalebne, ale na pewno będzie traktował ją... ważniej. Zezwierzęciały pajac z dozą ostrożności stuknął policzkiem o jej skroń, co miało być aktem wrażliwości i wielkiego oddania. Przyzwyczai się, nauczy się jak robić to poprawnie. Póki co nie chciał Voodoo zezłościć zbyt dużą bliskością. On rozumiał po swojemu i liczył się z tym, że ona mogła patrzeć na świat ciut inaczej. Niemniej wiedział, że był dla niej ważny - dlatego pozwolił sobie na czułość. - Znajdziemy. Nie wiem gdzie, nie wiem jak - ale znajdziemy. I będziemy tam też razem, prawda? Tylko nie chcę grupy zbyt dużej...
Zaznaczył nieśmiało, uszy położył po sobie. Mówili o tym raz, był pewien - wolał jednak podkreślić to na wszelki wypadek. "Większa grupa" w oczach Dettlaffa liczyła do dwudziestu osobników. Potem były już tylko olbrzymie i ogromne, przytłaczające w których kocur czułby się jak więzień. - Nie, skąd! Nie niepokoisz. Nie masz czym, chcesz dla nas dobrze. I ja też chcę - oświadczył z lekkim uśmiechem. Nieśmiałym jak cały Dettlaff, aczkolwiek zupełnie szczerym. Chciał by było im dobrze, nie chciał by czasem wyziębli, zmarli z głodu czy się przegrzali. Nie chciał by myśleli o atakach psów czy lisów, borsuków. Chciał dla nich spokoju.
Dwie kocie włóczęgi łaknące towarzystwa, mogło się to rozwinąć tylko w interesujący sposób. Ogon kocicy drgał nerwowo, kiedy oczekiwała na odpowiedź, prawdopodobnie, gdyby miała pełną dowolność, skubałaby go nerwowo. Czuła jak krew szumiała jej w uszach. Obawiała się odmowy, tak samo jak odtrącenia. Oczywiście, że ufała kocurowi co prawda jeszcze nie do końca, ale to wymagało czasu, na początek i tak było bardzo dużo ufności z jej strony. Pomógł jej, chronił jej ogon i nie wystawił jej na pożarcie cienistemu patrolowi, nawet jeśli finalnie okazało się, że nie trafiła na zbyt agresywnego przedstawiciela cienia.
... Zaraz co?
Kocica zaskoczona podniosła uszy, próbując dokładnie przetrawić to co powiedział drugi samotnik. Zgodził się, zgodził!
Odetchnęła głęboko i posłała Dettlaffowi radosny uśmiech. Podniosła delikatnie łeb, kiedy kocur pochylił się, by stuknąć policzkiem o jej skroń, by nie musiał schylać się aż tak. Nie do końca była przyzwyczajona do takiego zachowania, ale było to miłe.
Zyskała towarzysza, partnera i kolegę? Być może jeszcze trochę i nazwie go pierwszym przyjacielem.
Słysząc kolejne słowa kocura, przytaknęła głową, rozumiała, z resztą już o tym rozmawiali. Zostało jej tylko potwierdzić, że plany się nie zmieniły. - Wiem.
Jak śmiesznie to brzmiało, wcześniej była ona, teraz byli oni, kocica nie mogła narzekać.
Kocica umiechneła się ciepło, słysząc oświadczenie.
Tak, chcieli dobrze oboje.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Zaakceptowała dotyk bestii, sama uniosła łeb i nie cofnęła się gdy już był przy niej. Było to oficjalne, Voodoo w pewnym stopniu należała do dwuosobowego stada Dettlaffa. Jeśli teraz dojdzie do zdrady w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, cholera wie co się stanie. I to już nie będzie coś, co oriental będzie w stanie kontrolować... ale Voo najpewniej z czasem się nauczy jak zachowywać się, żeby wielkiego znajomego nie wyciągać na próby opanowania, gdzie może w końcu nie dać sobie rady i faktycznie kogoś zabić z zimną krwią. Najpewniej jednak kotka tego nie chciała, prawda? Gdyby miała zamiar go porzucić, na pewno nie próbowałaby nawet pozostać z nim na dłużej! Nie zdradzi go, na pewno. Ufał jej.
Odsunął się w końcu, spojrzał na nią. Co teraz. Podrapał się prędko za uchem, krzywiąc do tego mordę. Był to swego rodzaju znak, że mimo zapewnień i chwili czułości, Dettlaff nie ma pojęcia co należy robić teraz. Przejść do zwykłej rozmowy? Zacząć słodzić i obiecywać, że będzie z nią na zawsze? Zabrać ją na jakieś ceremonialne polowanie? Teraz sobie zdał sprawę z tego, że pomijając że już od początku zawsze trochę dziwnie się przy niej zachowywał, to Voodoo za wiele o nim nie wie. Może jedynie tyle, że jest dość nieśmiały i łatwo się stresuje. - Czyli teraz będziemy spać razem? - rzucił w końcu. To ważne, bardzo ważne. Nie wiedział czy ma się przenieść na nieco inny teren, dużo bliższy kotki, czy może ma unikać jej legowiska. Nie chciał decydować z góry. Mogła być częścią jego stada, ale nie miał zamiaru nią władać. To nawet dla tego dzikiego zwierzaka było ohydne. - I jeść? Mogę pójść po jedzenie, a ty możesz przygotować legowisko. Albo iść szukać grupy, żeby nie próżnować jak ja będę biegał jak oszalały.
Zapewnił zaraz. Tak, TAK. Przyniesie jej wielkiego zająca. Tak wielkiego, że na parę dni jej starczy. A jak się uda, to nawet i znajdzie kości, które porozrzucał kiedyś po lesie i też jej je podaruje. Prezenty są oznaką bycia miłym, bo w końcu dla byle kogo by się nie starał przynieść czegokolwiek. Tylko, czy rzucanie jej propozycji zajęcia nie było złe? A może miała inne plany? Nie chciał jej brać ze sobą w każdym razie. Bo inaczej... bo inaczej nie byłoby prezentu przecież.
Cofnąć się? Teraz? No na pewno nie w tym życiu. Biedny Dettlaff, już raczej nie wyplączę się z uścisku srebrzystej przylepy.
Kiedy kocur się odsunął, kocica mruknęła zaskoczona. Voo nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Wrócić do normalnej rozmowy? Chętnie dowiedziałaby się więcej o jej towarzyszu, ale sama poza koneksjami rodzinnymi niewiele mu zdradziła. Słysząc pytanie, zmrużyła zaskoczona ślepia. No tak, mogła spodziewać się tego pytania. Kocica posłała towarzyszowi ciepły uśmiech. - Jasne, jeśli chcesz.
To, że dwa koty spały ze sobą w jednym legowisku, było normalne. Zyskiwało się ciepło i wygodę, a skoro byli partnerami w zbrodni, to nie było w tym raczej nic wielkiego. Oczywiście zależało to od chęci kocura, jej pasowało.
Voodoo obróciła delikatnie łeb w ciekawskim geście, słysząc propozycje planów. - Pasuje mi pierwsza opcja. Powiększę trochę to legowisko, bo się nie zmieścimy. Później może do ciebie dołączę? Co ty na to?
Kocica zamruczała cicho, zastanawiając się przez chwilę. Tylko teraz jak pociągnąć tę rozmowę dalej?
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Gdy się zgodziła, machnął szybko łbem. Wyjątkowo szybko - jakby zaraz jednak miała zmienić zdanie i kazać mu iść. On nie myślał w żadnej kategorii, poza tym że skoro byli swoim własnym stadem powinni trzymać się razem. W kociarni spał z mamą i rodzeństwem - teraz śpi z nią. Zaraz po tym nastąpiła odpowiedź na jego kolejne pytanie, na co Dettlaff się uśmiechnął delikatnie. - Jak znajdziesz. Ale nie za szybko, daj mi jakiś moment. Dobrze? - bo to było ważne. Nie wiedział jak pójdzie mu polowanie, a broń boże nie chciał jej zawieść i się ośmieszyć. Nie ucierpiałby na tym zbyt bardzo - jedynie zżarłby go wstyd i poczucie, że jest niewystarczający, które pewnie w przeciągu paru godzin by mu minęło. Po umówieniu się co dokładnie będą robić, stuknął ją jeszcze raz łbem o skroń, równie delikatnie jak wcześniej. - Postaram się pośpieczyć.
Zapewnił ją, po czym bezceremonialnie pognał w swoją stronę, Niedługo znów się zobaczą i znowu będą gadali razem, był pewien. Nie musiał się więc martwić o to, że za prędko mu zniknie. Nie mogła!
No i tyle było z rozmowy. Kocica kiwneła łbem potwierdzająco, posyłając kocurowi butny uśmiech. Ona go nie znajdzie? Jak nie, jak tak? - Jasne.
Srebrzysta obserwowała, jak Dettlaff pogonił w swoją stronę, by po chwili odwrócić się i udać się w stronę legowiska. Poszerzenie go na oko dla ich dwójki, mogło jej chwilę zająć. Trochę miało jej to zająć, zwłaszcza że jeszcze wygodnie by było skołować jakiś mech. Tak, żeby drzazgi im się nie wbiły w zady.
Córka Śnieżycy wyszła w porze przed górowania słońcem ze stodoły, kierując swoje kroki... W pierwszą lepszą stronę. Od tak, jak ją kierował instynkt. Zamierzała dzisiaj wybrać się na polowanie, bo w sumie jakby nie patrzeć... Już dawno nie polowała. Ale chwila, chwila, przecież Kłoda mieszka w stodole, w której podobno są myszy, więc jak to dawno nie polowała? Tak to, że kiedy łapie myszy w starym budynku nijak można to nazwać polowaniem. A przynajmniej nie prawdziwym polowaniem. Bo myszy w stodole mimo zamieszkiwania jej przez dużą, pulchną ragdollkę było co nie miara, więc czasami jej się... No brzydziły. A złapać jedną jest bardzo łatwo.
Dlatego też błękitnooka przelazła po Powalonym Drzewie na drugą stronę, rozglądając się na moment dookoła, po czym zwolniła kroku, aby ostrożniej i ciszej iść przed siebie - pod wiatr, skręcając lekko w bok i oddalając się od Powalonego Drzewa i jeszcze bardziej od Szorstkich Skał i ich okolic, starając się iść na brzegu lasu. Na razie nie przyjmowała pozycji łowieckiej, wolała poczekać, aż cokolwiek znajdzie. O ile cokolwiek znajdzie.