Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos już teraz wiedziała, że tą wyprawą co prawda wykazała się i przydała się Nowemu Świtowi, jednak te wszystkie problemy, niezadowolenia, które wystąpił pomiędzy nimi będą rysowały się twardą kreską jeszcze długie księżyce, jak nie sezony. Najlepsze relacje miała chyba z Voodoo, ale i z nią będzie musiała pogadać, tak dla pewności. Później Pokrzywa, której uśmiech był dość słaby, a ta wiedziała, że z całej pewności nie był on spowodowany zmęczeniem fizycznym. Chociaż może i też? Na końcu był Roche, które poniekąd nawet się obawiała. Skoro odszedł dalej, a za nim poszła nowicjuszka, musiał być potwornie zły, wściekły na nią... Bała się tej rozmowy i nawet nie była pewna, czy chce ją przeprowadzić. Na pewno nie teraz, dopiero za jakiś czas, kiedy cały obóz będzie przygotowany i wyszykowany, jednak kiedyś będą musieli pogadać. Nie mogą się ciągle unikać, mieć negatywnych relacji... Nie mogła pozwolić, aby mieć kogoś wrogiego w Klanie. Nie mogła pozwolić, aby ktoś pomiatał nią tak samo jak Olcha...!
- Jasne, już zaraz idziemy, tylko ustalimy jedną rzecz... - w zasadzie potrzebowała jedynie potwierdzenia od Wieszczego, że się przyłącza. Wzdrygnęła się delikatnie, a nawet jej głos brzmiał dość drżąco, kiedy ten na nią warknął. Dalej nie ustalili, czy ktoś zostaje, ale równie dobrze, mogli kogoś zawrócić. Miała coraz bardziej dość tego wszystkiego.
Srebrzysta kocica zmrużyła gwałtownie ślepia, słysząc słowa bengala. Nie podobało jej się to, co powiedział i tu już nawet nie chodziło o nią. Roche najwyraźniej wiedział o życiu w grupie dużo więcej. Długi ogon machnął gniewnie, uderzając o ziemię.
Teren, który widzieli, wydawał się całkiem dobry, sporo miejsca do biegania. Kocica kiwnęła łbem, na gest kocura, oczywiście, że poszła za nim.
Zerknęła na pozostałe koty. Rozsądnie byłoby, gdyby ktoś z nich został i zajął się już ogarnianiem, choć tymczasowych legowisk, droga tu była męcząca jak jasna cholera, a na pewno stresująca, zwłaszcza dla kociąt.
Kocica zerknęła jeszcze raz na pozostałych, po czym uważnie zmierzyła starego kocura spojrzeniem. Czekała na odpowiedź, jeśli Wieszczy zdecydował się dołączyć, Żuczka sama się odezwała. - Dobrze by było gdyby choć jedno z nas zostało i spróbowało przygotować choćby tymczasowe legowiska, nie jestem pewna, jak wyglądają te klanowe, ale mogę zostać i coś spleść.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xxx - Tak. Nie mam nic do stracenia - wzruszył barkami, ale nie był w stanie za bardzo powiedzieć czegokolwiek więcej, bo wtedy wrócił Roche. Starzec po rozmowie z Kos i Pokrzywą chyba się trochę uspokoił, bo zastrzygł tylko uszami, ale zignorował młodego bengala i nawet na niego nie spojrzał, zamiast tego wbił wzrok w Kos. xxx - Na waszym miejscu uważałbym na twojego kociaka. Może nadejść dzień, gdy tak jak o mnie, zacznie mówić o was. -Powiedział do najstarszej kocicy w grupie. Nie był pewien czemu trzymają ze sobą kogoś tak niepoczytalnego, ale w tym momencie nawet Wieszczy zaczął się martwić o swoich nowych towarzyszy niedoli. Następnie spojrzał na VooDoo - Mogę ci pokazać gdzie między skałami są jaskinie na tyle duże, by mogły spać w nich koty. Razem przyniesiemy trochę mchu pod ich nieobecność, co ty na to, kotko o futrze w kolorze księżyca? - zaproponował jej, podnosząc się i przeciągając swoje stare kości. W budowie był lekki, ale wyższy niż wyglądało na to, gdy leżał na skale. Miał długie łapy i długi ogon a na brzuchu niewielką, białą plamkę, która wcześniej była ukryta przez pozycję, w jakiej się znajdował. xxx - Cóż za przygoda na starość mnie spotkała.
//jeśli w tym momencie nie macie już nic do dodania, możecie pisać, że odchodzicie, a ja opiszę waszą drogę powrotną. W czasie jak będziecie informować grupę oraz załatwiać techniczne sprawy ja wymienię jeszcze kilka postów z VooDoo, skoro zostaje, ale sama Wyprawa będzie już zakończona.
Są takie>>DNI<< [są takie dni, takie dni] Kiedywiatr, kiedy deszcz i tęskniędo ciebie Są jeszcze ciągle takie dni
Są takie>>SNY<< [są takie sny, takie sny] Kiedyja, kiedy z niąbiegniemy do siebie Są jeszcze ciągletakiesny.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Trzepnął poszarpanym uchem, trzymając wzrok na starym. Gdyby nie reszta, nie to że się spieszą, najchętniej wydłubałby mu oczy i kazał je zeżreć. Ale niestety, czas mu na to nie pozwalał. - P###### się - splunął bezpośrednio pod łapy Wieszczego. Niech się #####, tyle można mu powiedzieć. Nic nie mówił, każdy go słyszał. Każdy kto miał. A jak ten sobie dopowiadał, był to jego problem. Nie Rocha. - Idziemy.
Po tym niedelikatne szturchnął Kos w bok, na znak że pora na odwrót. Nie czekał na nią w każdym razie, po prostu szedł. I tak wiedział gdzieś podświadomie, że skoro raz się wypięła, to teraz niedużo się zmieni i być może nawet uzna, że jeszcze nie idzie. Nie siedział jej we łbie. On już miał dość. Był o krok od zamordowania kogoś.
W grobowej ciszy szedł w stronę Szuwaru Turzycy. W końcu, do cholery, mieli spokój. W końcu mógł iść gdzieś odpocząć. Do miejsca mniej toksycznego niż to.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kos odetchnęła, kiedy ten zdecydował się dołączyć. Mieli to, czego potrzebowali. Miejsce idealne, daleko od Klanów, bezpieczne i.. ich. Z historią, jednak oni i tak napiszą własną. Aż dziwne, że to ona należy prawieże do grona założycieli Nowego Świtu. Czy kiedyś ich organizacja będzie na tyle duża, że przerośnie Klany? Że... Imiona Kos, Rocha, Pokrzywy i Voo będą jakoś wyjątkowe...? Miała mętlik w głowie, jednak do tego przywykła, więc nie była aż tak słaba. Teraz trzeba wrócić.
- Dziękujemy, niedługo wrócimy z resztą... - przeciągnęła, rozglądając się po reszcie. Nim zdołała cokolwiek powiedzieć, stały się dwie rzeczy. Ona już otwierała pysk, aby zaproponować Pokrzywie, by to ona została i przyszykowała miejsce na ich przyszły obóz, jednak to Voodoo wysunęła się na przód. Powstrzymała głośne westchnięcie. Pokrzywa i Roche mieli ze sobą okropną relacje, a ona będzie musiała być pomiędzy nimi... Skinęła kotce głową. Nie chce już mieszać, nic zmieniać, chce po prostu paść na mech i przespać cały dzień. Później Roche, którego słowa, a bardziej gest zwaliły Falę z łap. Cudem nie upadła, tylko szeroko rozstawiła pysk, spoglądając na kocura dużymi oczami. Tego na pewno nie spodziewała się. Posłała przepraszające spojrzenie Wieszczemu, omal nie potknęła się kiedy, została popchnięta przez kocura. Zamarła. Roche zachował się okropnie! Przełknęła głośno ślinę i skierowała się w drogę powrotną. Osłupiała. Po prostu osłupiała.
//zt?
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Chciała zostać i odpocząć... Nawet najcięższa praca wydawała się być istnym rajem w porównaniu do spędzania czasu w pobliżu Rocha. Voodoo ją jednak uprzedziła z propozycją przygotowania legowiska. Szlag by to. Zmrużone, nieufne spojrzenie padło na nowicjuszkę. Była z nimi ledwie kilka dni, to za mało, żeby móc zadecydować ile jest warta. Wcześniej Pokrzywie zdawało się, że srebrna jest cennym nabytkiem Nowego Świtu, ale teraz... Nie była tego taka pewna. Czemu kocica tak ochoczy zgłosiła się do zostania? Chyba nie planowali nic z Rochem za ich plecami, gdy udali się na swój mały spacerek? Z drugiej strony Wieszczy był kotem jeszcze bardziej obcym i nie należało mu tak bezwzględnie ufać. Nawet jeżeli kilka słów z jego pyska było więcej warte niż tysiąc słów kotów, z którymi przyszło jej robić zwiad. Trudno, najwyżej się pozabijają.
Była... zmęczona, a cętkowany znów zachowywał się, cóż... jak on. Gdyby to ją zdecydował się szturchnąć w taki sposób jak w tej chwili Kos, to zostałby bez łapy.
- Uważajcie na siebie - mruknęła im na pożegnanie, lecz jej wzrok zatrzymał się chwilę dłużej na czarnym kocurze. Później zamilkła i ruszyła w drogę powrotną, marząc tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźć się przy Dyni i Żurawiu. Upewnić się, że nic im się nie stało podczas ich zdecydowanie zbyt długiej nieobecności.
Czemu Voodoo zgłosiła się do zostania? Bo najwyraźniej nikt inny nie zamierzał tego zrobić. Kocica zmrużyła zaskoczona ślepia, na nazwanie Roche kociakiem i na reakcje samego Roche. Ostro.
Voo kiwnęła pozostałym łbem i zawahała się przez chwilę, miała wrócić tak szybko jak to możliwe. Szlag nie pomyślała o tym wcześniej. - Wy również uważajcie na siebie i Kos? Przekaż Dettlaffowi, że tu czekam, proszę.
Zaraz zwróciła się w kierunku Wieszczego, czemu do diabła wszystkie koty, które do tej pory spotkała, nie licząc jej wuja, były wysokie. - Jestem Voodoo. To brzmi jak dobry pomysł Wieszczy. Prowadź.
Córa Błyskawicy delikatnie skinęła kocurowi łbem. Mieli całkiem sporo do zrobienia.
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Księżyce: 134 Mistrz: Zachodzące Światło [*] Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: każdy i nikt Trwałe urazy: blizna na podgardlu po ataku borsuka, blizna na karku, blizna na tylnej łapie i zadrapanie pod prawym okiem
Duży, masywny kocur o szerokich barkach i silnych łapach. Ma garbaty nos, skośne, zielone oczy i pędzelki na uszach. Jego umaszczenie jest ciemne, bure tygrysio pręgowane i około połowy jego ciała pokrywa biel, charakterystycznie przecinając mu lewe oko. Ogon jest gruby, średniej długości, zakończony czernią.
[pełny charakter w KP] Bystry i uważny kocur, obserwuje wszystko, co się wokół niego dzieje i nie pozwala, by coś umknęło jego uwadze. Towarzyski i uśmiechnięty, z łatwością nawiązuje nowe znajomości. Bywa wścibski i lubi się przyjacielsko droczyć. Nie lubi granic, zasad i religii, skrycie tym gardząc. Jest elastyczny i często dostosowuje się do sytuacji i rozmówcy. Zależy mu na jego najbliższych - czy to przyjaciołach czy rodzinie.
Rybołowi Lot, Liliowa Łapa. Bratek [KRz]
xxx - Bezpiecznej podróży - powiedział Wieszczy i skinął Kos i Pokrzywie głową, natomiast Roche zignorował, najwyraźniej stwierdzając, że nie ma co się przepychać z niemowlakami. Odczekał chwilę, obserwując, aż ci się oddalili, by w końcu przenieść spojrzenie na srebrną kotkę która z nimi została. xxx- Najpierw pokażę ci niektóre miejsca. Skały nie są jakieś szczególnie wysokie, ale ciągną się kawałek w krzewy. Znajdują się w nich dwie większe jaskinie i kilka mniejszych. - zaczął, zeskakując z płaskiej skały na której siedział. Wyglądał, jakby nie robiło na nim wrażenia to, że jest sam na sam z kotką, którą dopiero co poznał, a już na pewno nie wyglądał, jakby się jej bał. Mimo, że był chudy i patykowaty a jego futro wypłowiałe, to poruszał się sprawnie i gibko. Gdy zaczął chodzić, Voodoo łatwo mogła się zorientować, że tym, co go postarzyło, to była samotność i jego przeszłość. Najpewniej, gdyby był otoczony swoją rodziną i opieką nie wyglądałby tak, jak wyglądał. Nie poruszał się jak ktoś starszy od Dyni, ale gadał jakby miał 150 księżyców. xxx- Pierwsza jest tutaj - wskazał łapą na szczelinę między dwoma skałami, w której bez problemu mogły się zmieścić dwa stojące obok siebie koty - jaskinia jest trochę pod ziemią, pomiędzy dwoma dużymi skałami. Po prostu ziemia się tam nie dostała. Zmieści się tam trochę kotów, ale jest tam dużo pajęczyn, bo z reguły tam nie sypiam i trzeba ją uprzątnąć. Wejście do drugiej znajduje się między skałami tam na prawo, jest ukryte pod krzewami, więc trudniej je znaleźć. Jeśli jest was dużo, do pod krzewami również da się zrobić szczelne legowisko, jeśli odpowiednio umocnić gałęzie. Są dobrze chronione przez gęstwinę i trudno się przepchać do środka. Jest jeszcze kilka mniejszych jaskiń między skałami z drugiej strony oraz trochę wyżej. No i wspomniana przeze mnie nora pod jarzębiną. Chcesz zobaczyć te miejsca od środka zanim pójdziemy szukać mchu, kotko o imieniu Voodoo? - zapytał ją, kierując na nią swój blady wzrok.
Natomiast Kos, Roche i Pokrzywa wyruszyli w drogę powrotną. Idąc przez łąki i Wysokie Trawy, Pokrzywa miała możliwość wyczuć zapachy różnych ziół, co świadczyło o tym, że na pewno będą mogli znaleźć to różne medykamenty potrzebne do leczenia. Niestety, gdy dotarli do skał było już po południe, więc podczas drogi powrotnej zastała ich noc i musieli zrobić przystanek niedaleko Samotnej Wierzby przy brzegu Topiołek. Tam też zapolowali, i po przespaniu się trochę o świcie wyruszyli dalej. Fragment musieli przejść Grzmiącą Ścieżką, jednak o tak wcześniej porze nie było na niej praktycznie żadnych potworów. W ten sposób dotarli aż do Wrzosowiska, gdzie musieli przeprawić się na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki, z czym, na szczęście, tym razem nie mieli problemu, gdyż w przeciwieństwie do momentu gdy szli w stronę Wysokich Traw tym razem nie pojawił się żaden potwór.
Gdy dotarli do Szuwaru Turzycy był już późny wieczór, i słońce praktycznie zachodziło, a Roche i Kos zaczęli czuć dotkliwy ból łap po tak długiej podróży. Chodzili praktycznie trzy dni bez przerwy, w dodatku często po trudnym i nieznanym terenie a fragment po twardej i gorącej Grzmiącej Ścieżce. Nie było to przyjemne uczucie. Jednakże udało im się żywym wrócić do domu.