Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Obudziłam się z sercem znajdującym się w gardle. Biło tak mocno, że czułam, jakby za moment miało mi wyskoczyć z piersi. Miejsce, w którym się znajdowaliśmy, było starym obozem klanu. Pamiętałam je jak przez mgłę, nie byłabym w stanie go opisać, gdyby ktoś spytał mnie, jak wyglądał, ale potrafiłam go poznać.
Rozejrzałam się po zebranych. Posłałam przepraszające spojrzenie Olchowej Gałązce i równie pogardliwe Przebiśniegowemu Zagajnikowi. To samo próbowałam zrobić także z Szałwią, którego nie sposób było dostrzec, ale po takim tchórzu można było się tego spodziewać. Bałam się tylko, że zamiast obserwować, zdecyduje się do nas przyjść. Na szczęście tak się nie stało i zjawił się przy nas Kusowąsy, któremu posłałam spokojne spojrzenie na przywitanie. Próbowałam także dostrzec Malinową Gwiazdę, ale musiała się gdzie kryć za resztą kotów, razem z Fiołkowym Świtem. I Krzykliwą Mewą.
Wstrzymałam oddech, gdy Gwiezdny przemówił. Nie zmierzył mnie wzrokiem pełnym pogardy, nie wydawał się mnie za nic karcić. Jakby... nie miał nic przeciwko temu, że mój bękarci syn, który nigdy nie powinien pojawić się na świecie zaraz złoży przed nim przysięgę. Może nie wiedział? A może nie chciał nic mówić dla dobra Krwawnika? A może to dopiero cisza przed burzą? Oby nie.
Odpowiedziałam na uśmiech terminatora.
- Kusowąsy, gdy będzie po wszystkim, chciałabym o coś zapytać. - oznajmiłam spokojnie, po czym przeniosłam wzrok na gwiazdę dzisiejszego wieczoru. Odchrząknęłam, po czym, patrząc na wszystkich zebranych, przemówiłam.— Ja, Lśniąca Sadzawka, Medyk Klanu Wichru, wołam do Przodków, by spojrzeli na tego Terminatorka. Ciężko trenował, by zrozumieć wasze ścieżki i z waszą pomocą będzie mógł służyć swemu Klanowi przez wiele księżyców. Krwawnikowa Łapo, czy obiecujesz postępować według Kodeksu Medyka, pozostawać z dala od rywalizacji między Klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia? - wyrecytowałam. Z każdym kolejnym razem ta przysięga miała dla mnie coraz mniej sensu.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Ciężko powiedzieć, jak zareagowałby Krwawnikowa Łapa na wieść, że wcale nie został znaleziony przez Malinową Gwiazdę, że został wciśnięty Zaśnieżonej Ścieżce, a jego biologiczne rodzeństwo nie było jego jedyną rodziną w klanie. Ba, przez pewien czas było jej całkiem sporo, w porównaniu z tym, co jest teraz. Z pewnością nie byłoby najlepiej, zwłaszcza że zawsze zależało mu na szczerości, a tutaj jego całe życie okazałoby się zbudowane na kłamstwie. Na szczęście wyglądało na to, że to jeszcze nie był czas na poznanie prawdy.
Kocur przełknął ślinę. Nigdy nie zależało mu na tym, żeby wszystko działo się jak najszybciej. Nie czuł się słaby tylko dlatego, że długo był terminatorem. Sam przecież wiedział, jak wiele potrafił, i jak bardzo przykładał się do nauki. Opóźnienie w treningu w większości przypadków nie zależało od niego, ale rozumiał, że wszystko mogło się zdarzyć. Niemniej, w takiej chwili, czuł lekki stres, ale również i podekscytowanie. Mimo że domyślał się, jakie prawdopodobnie dostanie imię, to wszystko było dla niego tak… trzymające w napięciu. Wiedział, że jest we właściwym miejscu. Odetchnął głęboko i spojrzał Lśniącej Sadzawce prosto w oczy. Miał nadzieję, że była z niego dumna.
– Przysięgam – oznajmił bez wahania. Niczego w życiu nie był bardziej pewien.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję Ci prawdziwe imię Medyka. Krwawnikowa Łapo, od tej chwili będziesz znany jako Krwawnikowy Liść. Gwiezdny Klan uznaje Twoje oddanie, zaangażowanie i inteligencję, a my witamy Cię jako prawdziwego Medyka Klanu Wichru — powiedziałam z pewnością siebie w głosie. Patrzyłam prosto w dwukolorowe oczy terminatora i czułam, jak rozpiera mnie duma. Pierwszy raz w życiu przy Szepczącej Sadzawce byłam z kimś, kogo wybrałam, kogo uważałam za odpowiedniego kota na swoim stanowisku, z kimś, kto mnie nie zawiódł, z kim łączyło mnie coś więcej niż wspólny trening. Wytrenowałam kilku wojowników, wiedziałam jakie to uczucie, ale to... to było coś innego. Czułam, jak łzy usilnie próbują wydostać się z kanalików, ale nie pozwalałam im wydostać się na zewnątrz. Nie wypadało mi płakać. Nie zamierzałam płakać. To było... głupie. Zawsze się od tego wstrzymywałam, zawsze stroniłam od okazywania emocji, zawsze uważałam to za słabość i w dalszym ciągu tak jest, nawet jeśli przez ostatnie księżyce trochę o tym zapomniałam i pozwalałam, by to właśnie one brały nade mną górę.
Obserwowałam i słuchałam jak wszyscy skandują nowe imię Krwawnika, a na moim pysku, nawet nie zauważyłam kiedy, pojawił się delikatny uśmiech. Nie wiem kiedy stałam się tak żałośnie słaba, kiedy przestałam nad sobą w pełni panować. To właśnie dlatego Medycy nigdy nie powinni mieć kociąt?
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Gwiazdy pozostawały ciche i nieruchome przez cały czas składania przysięgi, jeżeli wyłączyć to, że ktoś, przy "wołam do naszych przodków, by na nas spojrzeli", rzucił niezbyt dyskretnie "spojrzymy, a jakże". Dopiero po tym, jak Lśniąca Sadzawka zamilkła, całe Drzewo zadrżało od rozlegających się wokół wiwatów. Głosy mieszały się ze sobą w różnych tonacjach, wysokościach, tembrach: słuchacze doznać mogli dziwacznego wrażenia, że są w stanie wyodrębnić z tej masy okrzyków każdy pojedynczy głos. Dopiero po chwili skandowania zrobiło się luźniej, koty zaczęły milknąć, przechodzić do rozmów ze sobą - a Kusowąsy wyglądał, o ile to było możliwe, na jeszcze dumniejszego z Krwawnikowego Liścia, niż wcześniej.
- No, i po wszystkim, mały, lub raczej - to dopiero początek wszystkiego! Masz przed sobą tak dużo, tyle życia, tyle wspaniałych rzeczy! - cieszył się teraz. - Będę kibicował! - obiecał jeszcze, po czym zwrócił wzrok na Lśniącą Sadzawkę. - Jasne, możemy mówić - odparł pogodnie. Jeszcze raz nachylił się nad kocurem i musnął go nosem po czole. - Czas już ci wracać na ziemię, mały. Napatrzysz się na Srebrną Skórkę jeszcze wiele razy... Teraz czas żyć. - i wraz z tym świat, przed oczyma Krwawnika, począł drgać, falować, rozmywać się i rozpływać. Jeszcze przed tym, jak sen ostatecznie zaniknął, Krwawnik usłyszał jadowite pożegnanie od Przebiśniegowego Zagajnika, który nie omieszkał rzucić, z okrasą parsknięcia śmiechem: - Kolejny fatalny medyk w tym Klanie! - które nadal dźwięczało mu w uszach, gdy ocknął się przy Szepczącej Sadzawce.
... Jego mentorka nadal była uśpiona, a jej dusza pozostawała na eterycznej matni Srebrnej Skórki, z której, jako żywa, miała przywilej odejść.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Słuchałam z dumą jak wszyscy zebrani skandują nowe imię Krwawnika. Skrzyżowałam także spojrzenie z Kusowąsym i nim odesłał gwiazdę dzisiejszej ceremonii przemówiłam.
- Jestem Medykiem Klanu Wichru od ponad siedemdziesięciu księżyców i choć zapewne wielu z zebranych tylko czeka, aż moich rządów nadejdzie kres, dopóki oddycham, będą one trwały. Mam już jednak swoje księżyce, mam spory bagaż doświadczeń i mam pełne prawo, by być zmęczona. Według niepisanej zasady, mogę odejść na spokojną emeryturę, czego wielu zapewne też oczekuje. Tego także nie zamierzam robić. Zamierzam jednak mieć przy sobie kogoś, kto będzie ze mną na równi. Kto nie będzie moim Pomocnikiem, a drugim Medykiem, z takimi samymi prawami. Krwawnikowy Liść nie otrzymał rangi Pomocnika Medyka, został on Medykiem, tak samo jak ja, wiele, wiele księżyców przed jego narodzinami. Kodeks tego nie zabrania. Przeżyłam wystarczająco wiele, by mieć pewność, że to słuszna decyzja. Kolejny terminator, który tutaj przyjdzie, będzie wybrany przez Krwawnika, być może z moją pomocą, z moją sugestią. Wyszkoliłam już rzeszę medyków, pora by tę pałeczkę przejął ktoś inny. Nie abdykuję, cały czas będę zajmowała się Ziołowym Wzgórzem, pomogę ci z wyborem ucznia, ale jego treningiem i przygotowaniem będziesz musiał zająć się sam. Nie wiem, czy czuję się na siłach, by brać na swoje barki kolejny trening, czy to aby na pewno dobry pomysł. - powiedzałam, na końcu zwracajac się bezpośrednio do Krwawnika. Miałam pewien pomysł, jak można było rozwiązać sprawę nowego terminatora Medyka, jak najłatwiej było wyłonić odpowiedniego kota, jak można go przygotować, ale musiała nadarzyć się ku temu okazja. Nie czułam się już dłużej odpowiednim kotem do szkolenia innych. Kodeks wydawał mi się absurdalny, Gwiezdni, ich poczynania, ich prawa była dla mnie absurdalne i chyba lepiej, jeśli ten obowiązek przejmie ktoś z czystą głową. Po tych wszystkich księżycach, po tym, jak mnie traktowali całe życie, po wszystkich treningach, byłam po prostu zmęczona. Wszystkim. Nie mogłam jednak zrezygnować z rangi, która była jedynym, co mnie trzymało w klanie, która była moim największym osiągnięciem, która była wszystkim, co miałam. Była wyznacznikiem mojej wartości i będę się jej zawzięcie trzymać pazurami do końca życia. Całe życia uczona byłam władzy, uczona byłam tego, jak ważna ona była. Zresztą, sama zdążyłam jej posmakować i było to na tyle wygodne, że grzechem byłoby z tego zrezygnować, zwłaszcza wtedy, gdy miało się tak mocny i silny charakter jak ja. Nie oznaczało to jednak, że nie zamierzał do niej dopuścić kogoś innego, kogoś, kto na to zaslugiwał. A mój syn, moje rodzone dziecko, zdecydowanie kimś takim było. Po to się urodził. Do tego był przygotowywany całe życie i byłby przygotowany jeszcze lepiej, gdyby od razu trafił pod moją opiekę. Gdy tylko zobaczyłam jego białe futro, gdy go urodziłam... wiedziałam. Patrząc na każde z urodzonych kociąt, od razu wiedziałam na kogo wyrosną i po cichu je obserwowałam, nawet jeśli nigdy nie nazwałam ich przed samą sobą swoimi dziećmi. W jakiś sposób rekompensowało to ból spowodowany brakiem możliwości uczestniczenia w ich życiach. Nawet jeśli na tamten moment ich nie chciałam, nawet jeśli ich część chciałam wtedy zabić, jeśli części nienawidziłam, teraz, po czasie, po tych wszystkich księżycach, wielu rzeczy żałuję i miałam bardzo dużo czasu, by to zrozumieć. By zrozumieć, że chowanie wszystkiego pod maską obojętności i chłodu było tylko złudzeniem, okłamywaniem samej siebie. Nie wszystko wtedy było kłamstwem - Przebisnieg był i będzie nieodrodną kopią wujka, wiele innych myśli z tamtego czasu powtórzyłabym i teraz, ale wielu z nich także by nie było. Wiele rzeczy zrobiłabym inaczej. Od śmierci Mięty, odkąd opuszczałam treningi Krwawnika, gorzej się czułam, wiele rzeczy zrozumiałam, dojrzałam. Było jednak zdecydowanie za późno by z wielu rzeczy się wycofać.
Gdy został odesłany na ziemię, z powrotem zwróciłam wzrok na Kusowąsego, kompletnie ignorując Przebiśniegowy Zagajnik, którego tak naprawdę nikt tu nawet nie zapraszał.
- Najpierw chciałam się spytać, jak wielu z was wie o rodowodzie Krwawnikowego Liścia. Jak wielu z was jest temu przeciwna, jaka jest szansa, że ktoś... w końcu mu powie. Jak bardzo tego nie popieracie - zapytałam z powagą, nerwowo rozglądając się po zebranych. Oczywistym, wydawało mi się, że każdy to wie, że każdy z przyjemnością obserwował mój upadek, moje niepowodzenia i z satysfakcją opowiadali o tym każdemu, kto tylko do nich dołączył, jednak wolałam mieć pewność, chciałam to usłyszeć. - I dlaczego nikt do mnie nie przychodził, gdy potrzebowałam rady w sprawie klanu Pożogi? Czy na dobre odwróciliście się od klanu Wichru? A może po prostu odwróciliście się ode mnie? - zapytałam z wyrzutem. To, że się ode mnie odwrócili wiedziałam już dawno, tak naprawdę. Mogliby jednak powiedzieć mi to prosto w pysk. Szkoda, że padło na Gwiezdnych winnego Kusowąsego, ale cóż... tak wyszło.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Gwiezdna, pylista mgła unosiła się wokół nich, kiedy Lśniąca Sadzawka przedstawiała swoje stanowisko Kusowąsemu. Jego uśmiech nie znikał, ale nieco stężał, stał się poważniejszy. Jak u kota, który jest wyrozumiały i ciepły wobec drugiej osoby, ale zarazem chce pozostać nieskazitelnie sprawiedliwy wobec drugiego.
- Ci, których to interesuje, wiedzą - udzielił enigmatycznej odpowiedzi równym tonem, pozbawionym jakiegokolwiek wyrzutu, gniewu, litości i przebaczenia. Na następne pytanie jedynie cicho parsknął, a jego uśmiech poszerzył się odrobinkę, ale wyraźnie. - Przeszłość jest przeszłością; już się wydarzyła, i nie można jej zmienić. Przyszłość jest przyszłością; nie można jej zatrzymać ani przewidzieć. Urodziłaś Krwawnikowego Liścia. Już za późno, by to zmienić. A ja nie kontroluję martwych, nikt nie kontroluje. Kiedy któryś z nich postanowi do niego przyjść, nie będę mógł go zatrzymać, tak samo jak i nie będę mógł wpłynąć na to, czy Krwawnikowy Liść postanowi uwierzyć w te rewelacje. Ja sam bym nie uwierzył! - zachichotał wesoło i wysoko, po czym posmutniał nieco. - To miejsce, Lśniąca Sadzawko, potrafi napełnić cię rezygnacją. Zbawienną rezygnacją. Jestem taki stary... Tak wiele, wiele widziałem, tak wiele chciałem zmienić, tak wiele mnie bolało za życia. Tutaj zobaczyłem wreszcie czas jako wiecznie płonącą iskrę, jako kroplę deszczu, jako skrzydło chroniące świat, jako wodę, jak wiatr szumiący w gałęziach drzewa wiśni, jako sklepione nad światem niebiosa. Czas nie jest jak tygrys, który jedynie czeka na to, by na nas skoczyć i zagryźć odpowiedzialnościami. Przeszłość już odpłynęła. Przyszłość jeszcze przypłynie. Pozwól jej płynąć, gdyż masz jedynie teraźniejszość - westchnął cicho. Uśmiech nie zniknął, gdy Lśniąca Sadzawka pytała o Klan Pożogi. - Bo co ja mogłem powiedzieć? To nie moja sprawa. Wątpię, czy to sprawa kogokolwiek spośród szeregów Gwiezdnego Klanu.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Odpowiedź Kusowąsego nie była ani satysfakcjonująca, ani też niesatysfakcjonująca. Dawała nadzieję, że będzie spokój, że wszystko będzie dobrze, ale zostawiała także możliwość, że ktoś w końcu pęknie i coś powie. Na odpowiedź o klanie Pożogi jedynie kiwnęłam głową.
— Jeszcze tylko jedno pytanie. Tym razem jednak do wszystkich. Czy punkt Kodeksu zabraniający Medykom posiadania kociąt jest potrzebny? Dlaczego nie możemy zakładać własnych rodzin? Rozumiem, że dobro klanu jest najważniejsze, ale to się nie wyklucza. Można mieć dzieci, partnerów i mimo to dbać o swoje obowiązki. Urodziłam, a jedno z kociąt praktycznie wychowałam. Wychowałabym też resztę, gdybym mogła. Kochałam. I nijak nie wpłynęło to na moje obowiązki. Jestem najlepszym Medykiem jaki widział las, tego jestem pewna, i gdybym jednak uznała, że pragnę naprawić swój błąd sprzed wielu księżyców, gdybym jeszcze raz zapragnęła posmakować macierzyństwa, tym razem jednak świadomie i nie kryjąc tego, zmusilibyscie mnie do rezygnacji z rangi? Nie wpuścili tutaj po śmierci? Zrozumialabym, gdyby punkt ten mówił, że Medyk może zostać pozbawiony rangi, jesli przez partnera i kocięta zaniedbuje swoje najważniejsze obowiązki, ale tak długo, jak tego nie robi… po co utrudniać życie i nakładać sztuczne ograniczenia? W dodatku takie, które egzekwowane są nie równo, bo jestem pewna że wielu medyków łamało te zasady i nie zostali ukarani. Czy nie uważacie, że ten punkt Kodeksu można zmienić i zastąpić innym, mniej restrykcyjnym? Mniej… bezsensownym? Bo dlaczego Medycy nie mogą się wiązać i rozmnazac, a przywódcy sprawujący pieczę nad całym klanem tak? — zapytałam jeszcze. Nie ciągnęło mnie do macierzyństwa, przynajmniej na razie, choć chciałabym naprawić swój błąd z przeszłości. Ten punkt kodeksu jednak wadził mi już od bardzo dawna i liczyłam na to, że jest realna szansa na zmianę. Czasy się zmieniły, może kiedyś faktycznie miał on jakikolwiek sens, ale teraz? W momencie, w którym mam następcę i mogę spokojnie udać się na emeryturę, dlaczego nie mogłabym pozostać medykiem i założyć rodziny? Dlaczego tylko Medyków ograniczały takie zasady? Dlaczego dalej ma istnieć coś, co prawdopodobnie zostało złamane już milion razy poza moim wybrykiem. Nie zdziwię się jednak, jesli przodkowie twardo zostaną przy swoim. Coz, ja nic nie stracę, ale będę miała świadomość, ze próbowałam wywalczyć przyszłym medykom równe prawa.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Drgnienie, jak długa, tocząca się fala, przeszło przez koty skupione nadal wokół drzewa. Nadal jednak jedynym, który mówił, był Kusowąsy; zwrócił jedynie na chwilę pysk ku reszcie, jakby obserwował nieznaczne zamieszanie, dopiero potem z powrotem skierował go ku medyczce.
- Nie jestem medykiem, i nie mogę wiele o tym powiedzieć. Jedni sądzą, że to dlatego, by medycy nie troszczyli się o dobro swoich bliskich więcej, niż pozostałych członków Klanu; inni sądzą, że pierwszy wielki medyk był bezpłodny - ktoś z tyłu zachichotał piskliwym głosikiem. Kusowąsy spojrzał krótko w tamtą stronę, po czym kontynuował wywód. - Prawda jest taka, Lśniąca Sadzawko, że pewnym kotom po prostu nie jest dane mieć rodziny, dzieci, kochającego partnera. Nie wiem, dlaczego tak jest. Po prostu nigdy się im nie udaje. Innym się udaje to osiągnąć, być szczęśliwymi w związkach, mieć dzieci. I część Gwiezdnych uważa, że jest to ich sprawa: ja tak nie myślę, i nie jestem jedynym. Wiedz tylko tyle: nie każda zasada w Kodeksie została wymyślona przez Gwiezdnych, i nie każdy Gwiezdny myśli tak samo. Jedyną zasadą jest to, że jeżeli po śmierci odnajdziesz drogę na Srebrną Skórkę, to będzie znaczyło, że masz tu otwarty wstęp i możesz spędzić tutaj wieczność... Dlaczego jednak ktoś miałby chcieć posyłać Cię na cierpienia Miejsca Gdzie Brak Gwiazd, i odmawiać rozkoszy Gwiezdnych łąk za to, że wychowałaś swoje kocięta na dobre, szczęśliwe koty?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
- W takim razie trochę się zmieniło. Jestem jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym Medykiem, jaki widział ten i poprzednio zamieszkały przez nas las i pokazałam, że z moja płodnością wszystko w porządku. Skoro zmieniliście jeden punkt Kodeksu Wojownika, uznając, że jest on już przedawniony i należy go zmienić... może pora, aby to samo zrobić i z tym punktem Kodeksu Medyka? Skoro wychodzi na to, że łamanie go jest niejako dozwolone. Po co w takim razie ma on zostać w takiej formie? Przekażcie moją propozycję pozostałym Gwiezdnym i zastanówcie się nad tym. Wszyscy, w tym i ja do przed chwili, są przekonani, że wszystkie zasady w obu Kodeksach są zesłane przez was. Jeśli tak nie jest, jeśli czasy się zmieniły i niektóre nie są już adekwatne, po prostu dajcie nam znak, że nie macie nic przeciwko zmianom. Koty na ziemi nic nie zrobią z Kodeksami bez waszej aprobaty, za bardzo się boją. - odpowiedziałam, dalej zwracając się do wszystkich i błądząc wzrokiem po zebranych. Kodeks Wojownika udało im się zmienić, gdy uznali, że jeden punkt nie ma sensu. To samo więc można było zrobić z Kodeksem Medyka. Można było to zrobić, tylko musieli o tym porozmawiać. Wszyscy. Chyba. Nie wiem, jak wyglądają zebrania trupów. W każdym razie, mogli coś z tym zrobić i przeanalizować sobie, czy to w ogóle miało jakikolwiek sens.
- W każdym razie, dziękuję ci, Kusowąsy. Ode mnie to już wszystko. Ja wzięłam sobie twoje słowa do serca, mam nadzieję, że ty i cała reszta również weźmiecie sobie do serc moje. - westchnęłam i zamknęłam oczy, by po chwili obudzić się obok Krwawnikowego Liścia. Obiecałam, że kiedyś mu opowiem, o czym rozmawiałam z przodkami, ale póki co, musimy wracać do obozu. Klan nie mógł być tak długo bez opieki.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Krwawnikowy Liść. Niby oczywiste, ale… podobało mu się. Nawet bardzo. Jedno było pewne: zakończył właśnie pewien rozdział w swoim życiu, wchodząc w kolejny. Nie był już „Łapą”, co i tak trwało zbyt długo: od teraz miał być pomocnikiem medyka… A przynajmniej tak myślał, dopóki znaczenie słów Lśniącej Sadzawki do niego nie doszło. Witamy Cię jako prawdziwego medyka klanu Wichru, rozbrzmiało w jego umyśle. Medyka, medyka… medyka. Miał wrażenie, że od tego wszystkiego rozbolała go głowa, a krzyki Gwiezdnych wcale w tym nie pomagały. Bynajmniej nie od niechęci, a zwykłego szoku. Przez chwilę podejrzewał, że było to zwykłe przejęzyczenie, a może kocica zwyczajnie z emocji zapomniała poprzedzającego słowa, ale dosyć szybko doszedł do wniosku, że to wszystko było zaplanowane. Spojrzał na nią zszokowanymi oczyma, próbując rozszyfrować, co to wszystko miało właściwie oznaczać. Był gotowy uszanować jej decyzję: bardziej obawiał się, co miało być dalej. Czy Lśniąca Sadzawka chciała przejść na emeryturę? A może w ogóle wolała zostać już w Gwiezdnym Klanie… na samą myśl czego Krwawnikowy Liść przełknął ślinę. Od zawsze uczono go, że śmierć to naturalna kolej rzeczy, ale łatwiej jest mówić, a gorzej rzeczywiście do tego podejść. Zwłaszcza kiedy kot, o którym mowa, jest dla Ciebie jak prawdziwy rodzic; ktoś, od kogo przejąłeś właściwe wzorce i ktoś, przy kim byłeś całe życie. Ktoś, kto umożliwił Ci realizowanie marzeń, sam był ich elementem… Na całe szczęście, żadne z podejrzeń, a szczególnie to drugie, nie okazało się prawdziwe. „Zamierzam mieć przy sobie kogoś, kto będzie ze mną na równi”. A chociaż Krwawnikowy Liść nigdy nie szufladkował kotów, a każdy był dla niego na równi, teraz poczuł przyjemne ciepło na sercu i nie krył poruszenia. Co więcej, nigdy też miał poczucia, żeby Lśniąca Sadzawka traktowała go z góry. Te słowa nie były potrzebne. A mimo to kocica wypowiedziała je przed Gwiezdnym Klanem.
Odetchnął, gdy było po wszystkim. Mistrzyni posłał uradowane spojrzenie.
– Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że mogłem Cię znowu zobaczyć. I was – spojrzał na swoje rodzeństwo ze wzruszonym uśmiechem. Nawet widok Przebiśniegowego Zagajnika, który miał co do tego spotkania zupełnie inne zdanie, uradował medyka. Mimo wszystko, był jego bratem. A przecież pojawienie się na tej ceremonii mogło oznaczać, że nie miał tak naprawdę białego kocura w zupełnym poważaniu, i w pewnym stopniu interesował go jego los. Takie myślenie mogło być nieco naiwne, ale w tym momencie ani trochę go to nie interesowało. Za to Olchowa Gałązka… miał nadzieję, że była tutaj szczęśliwa. – Dziękuję za taką piękną cerremonię, dziadku – zwrócił się ostatni raz do Kusowąsego, nim nie obudził się ponownie w świecie żywych. Już nie jako Krwawnikowa Łapa, a Krwawnikowy Liść. I zamierzał wziąć sobie słowa kocura do serca. Choć tak naprawdę od zawsze wiedział, że takie jest jego przeznaczenie.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Srebrna Skórka, jak eteryczny sen, rozmyła się i rizwiała przed oczyma dwojga kotów. Mistrzyni i uczeń, przebudzeni z dziwacznej wizji, wrócili do zwyczajnego świata - już nie jako medyczka i terminator, a jako dwoje medyków. Teraz mogli wracać, oboje odmienieni, do Klanu, korzystając z tego, że słońce jeszcze nie było w zenicie, a Gwiezdnym pozostawić sprawy gwiezdne.
+15 EXP dla Lśniącej Sadzawki +15 EXP dla Krwawnikowego Liścia
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔