Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Ognistopręga[*] Ojciec: Rudzikowy Ogień[*]
Najogólniej rzecz ujmując, Kałuża sprawiedliwie upodobnił się trochę do matki, a trochę do ojca. Po Ognistopręgiej odziedziczył, a to ci dopiero, ognisty kolor futerka i ciemniejsze nań tygrysie pręgi, natomiast z Rudzikowym Ogniem łączy go krótka, gładko przylegająca do skóry sierść. Nie jest jednak idealną kopią kolorystyczną rudej kotki, bo brak mu białych znaczeń, albo chociaż jaśniejszych przebarwień, które w jakiś sposób koiłyby intensywną, płomienną barwę puchatego futra. Nos ma w typowym dla rudzielców, ciemnoróżowym odcieniu. Jedynej odskoczni od ciepłych tonów można szukać w bystrych oczach kocura, bowiem te zawsze z porównywalną dozą wesołkowatości błyszczą raz bardziej zielonkawo, raz bardziej niebiesko - w zależności od światła. Po ojcu wyrósł na wysokiego, szczupłego kocura o sprężystym kroku, lubiącego wywijać zwartym ogonem w powietrzu.
Niezwykle tolerancyjny kocur, który równie chętnie co przystaje na dziwactwa kociąt, widzi też w klanie Rzeki miejsce dla samotników i zbłąkanych pieszczochów. Jest opanowany w tym sensie, że praktycznie nie da się go wytrącić z równowagi, ani sprowokować. Kompletnie nie przejawia wobec innych agresji, ponieważ wierzy, że absolutnie z każdym da się zawsze dogadać. Z drugiej strony nie boi się zwrócić uwagi, jeżeli ktoś jego zdaniem przegina. Przy tej okazji widać, jak Kałuża jest kontaktowy, otwarty, wręcz naturalnie charyzmatyczny. A poza tym troskliwy, pomocny i odpowiedzialny wobec wszystkich! Nigdy nie ma dość towarzystwa, każdy może sobie z nim uciąć pogawędkę, gdyby tego akurat potrzebował, a i on sam chętnie inicjuje rozmowy. To również kocur, który potrzebuje dużo ruchu oraz wielu bodźców. Spontaniczny i dynamiczny wulkan emocji, które tak szybko jak przychodzą, tak i odchodzą.
Przeżyta w bardzo wczesnym wieku rozłąka z bliskimi, choć traumatyczna, jedynie wzmocniła u niego bazowe cechy. Stąd nie brak mu optymizmu i hartu ducha napędzających do żywego działania na przekór przeciwnościom losu.
Szara Kora, Goryczka, Aronia
Czasem po prostu od pierwszych chwil łapało się z kimś wspólny język, a czasem trzeba było docierać się okrągłymi księżycami. W tym przypadku jednak Kałuża miał podobne odczucia względem Śliwki co ona wobec niego; z miejsca została jego przyjaciółką, którą może i należało kiedy niekiedy leciutko popchnąć do przodu, ale każdy, kto chociaż raz słyszał, jak słodko się śmieje wojowniczka wiedział, że warto.
Ale teraz nikt nie oczekiwał od Śliwkowej Pestki śmiechu. Było ciężko, bardzo ciężko. On pożegnał matkę, ona siostrę i jedyne co mieli, prócz oczywiście żalu, który w Śliwce był naprawdę świeży i niewygojony, to obowiązek polować. Uniósł nieco łeb i zastrzygł uszami, poruszony słowami wymykającymi się po cichu z pyszczka kotki. Za co mu dziękowała? Nie zrobił nic, absolutnie nic, żeby jej ulżyć, przegapił nawet pogrzeb Niedźwiedziego Kła, przebywając wówczas na dalekim patrolu. Nie zaoferował jej również swojego barku do wypłakania się, zresztą może słusznie, wszak Kornikowe bary były szersze, łzy miały w co wsiąkać...
- Przecież od tego są przyjaciele, daj spokój, Słońce - miauknął, podczas gdy po jego wargach przebiegł blady, miejmy nadzieję chociaż trochę dodający otuchy uśmiech. Wojowniczka jednak nie wyglądała na skorą do wykłócania się o to, czy Kałuży należały się podziękowania, czy też nie, bo w kilka chwil zajęła pozycję łowiecką i nieco oddaliła się od rudzielca.
- Gdyby coś się działo to wołaj! - zakrzyknął jeszcze do Pestki, po czym sam wybadał, skąd wieje, żeby dobrze się ustawić, ugiął lekko łapy, skorygował położenie ognistego ogona i ruszył ostrożnie na poszukiwania zwierzyny.
Szczerze? To Śnieżna Zamieć ani trochę nie podrosła! Dalej wygląda jakby dopiero co została terminatorką. Jej białe futerko, układane przez Ognisty Żar, ani trochę nie chce się dostosować i cały czas rozkłada się na boki, dalej upodabniając kotkę do chmurki, bądź też śnieżnej zaspy. Stało się jednak... puszyste! Gdyby ktoś zechciał się przytulić, to mógłby to poczuć, a ona do tulenia jest skora. Teraz już ładne, błękitne oczy spoglądają na bawiące się w kociarni, kociaki.
Kotka teraz już praktycznie w ogóle nie rozmawia z cudami natury. W końcu Śnieżna Zamieć ma teraz na głowie żłobek! Tak, tak ona zdecydowała się na zostanie matką. Z racji tego, iż kociaki są słodkie i śnieżnobiała ukocha każdego, nie sprawia jej to problemu a frajdę. Na jej mordce zawsze gości uśmiech. Jej głos zawsze jest spokojny i pełny miłości, zwłaszcza, jeśli jest skierowany do najmłodszych członków Klanu Gromu!
Śliwkowa Pestka była silna. Udowodniła to już wiele razy, a dzięki wsparciu przyjaciół, na pewno miała szansę szybciej wykaraskać się ze swoich zmartwień. Kto wie, może również Gwiezdny Klan chciał ją w jakiś sposób uszczęśliwić, więc kiedy tylko wojowniczka ruszyła na poszukiwania, mogła spostrzec brunatnoszare zwierzę, nieco większe od myszy oraz o długim, łysym ogonie. Szczur nawet nie zauważył córki Kosowej Pieśni a jedynie dreptał przed siebie.
lvl: 5 | S: 9 | Zr: 16 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60
Niestety kolega Śliwki nie miał już takiego szczęścia. Rudy kocur szedł i szedł... I nie potrafił nic znaleźć! Jedynie nad jego głową przeleciało stadko ptaków, które zrobiło na niebie ładne kółko i zawróciło. Niestety Kałużowy Krok musiał jeszcze chwileczkę poszukać, nim dostanie należną mu nagrodę, jaką była upolowana zwierzyna.
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Nigdy nie nazwałaby się silną, jednak...Powoli wychodziła z dołka w który sama się wpędziła. Po pożegnaniu z Kałużą i skinieniu mu łebkiem co do tego, że będzie go informować w razie zagrożenia. Po tym w całości skupiła się na polowaniu i o dziwo jej się to opłaciło! Uśmiechnęła się słabo pod nosem widząc drepczącego szczura. Bez wahania przystąpiła do skradania; sprawdziła, czy jest prawidłowo ustawiona, a gdy upewniła się, że łeb i ogon ma równy z grzbietem, łapy ugięty i ciałem jest ustawiona pod wiatr; ruszyła! Kontrolując głośność swoich kroków jak i oddechu, kontrolowała również trasę, co jakiś czas zerkając pod łapy. Przeniosła ciężar na tylne kończyny i gdy była w odpowiedniej odległości od szczura, wybiła się z łap tak, by przednimi pochwycić stworzenie i przygnieść do ziemi. Rozwarła szczeki gotowa ukręcić piszczakowi kark i tym samym jak najszybciej go zabić. Nigdy nie chciała by zwierzyna cierpiała, więc...Cóż, teraz liczyć, że jej się uda!
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Po wyjściu z Ceremonii - i ogólnie, z Obozu - Rabarbar automatycznie skierował swoje kroki w stronę Błotnistej Wysepki. Oczywiście, z powodu roztopów trzymał się suchej części lądu i nie zamierzał rzucać się w błoto jak ta świnia, zwłaszcza, że nie był sam (co oczywiście nie znaczyło, że totalnie by to zrobił, gdyby był sam!). Przez chwilę nie wiedział od czego zacząć, dlatego zanim nie wyszli na tereny, szli raczej w ciszy, ale z pewnym wahaniem w końcu się odezwał: - To pytanie... odnośnie partnerstwa. Nie mogłem na nie wtedy odpowiedzieć... Przepiórka wtedy zniknęła a ja nie wiedziałem co zrobić - nie mogłem jej odnaleźć. Nie wiem nawet czy o tym wiesz, ale... podkochiwałem się w twojej siostrze. Dlatego... miałem nadzieję że kiedyś będziemy razem. Ale teraz szczerze w to wątpię - nie widziałem jej tak długo... A ona... ona nie wraca- - głos załamał mu się pod koniec zdania, jednak odchrząknął. - Rozumiem jednak, że pytałaś mnie wtedy o to, bo... pewnie zastanawiałaś się nad czymś, prawda? Przepraszam - zawiodłem cię jako przyjaciel, nie wysłuchałem cię w tamtej chwili! - powiedział żywiołowo, z żalem i przeprosinami wypisanym na całym pyszczku, patrząc się na Kaczuszkę - Teraz, oczywiście, jestem na każde zawołanie - jeśli coś- AH! - potknął się o wystający korzeń - o ironio - i wylądował nosem w błocie.
Dopiero po kilku sekundach oderwał pysk od podłoża, po czym popatrzył na Kaczą Łapę - tym razem jednak jego pysk nie był rudy, ale błotnisty.
Kaczuzka przede wszystkim jest mała. Na pewno jest jednym z najmniejszych kotów Klanie Rzeki, jeśli nie najmniejszym. W okresie, w którym koty szybko rosną i zmieniają się, ona nie zmieniła się zbyt wiele. Poza niskim wzrostem, ciało kotki jest szczupłe i delikatne; ze względu na księżyce spędzone w Lecznicy nie ma wyrobionych mięśni, więc jej postawa sprawia wrażenie wręcz wątłej. Sierść kotki jest miękka i krótka, w jednolitym, szaro-niebieskim kolorze. Pyszczek ma dość długi, zakończony szarym nosem. Uwagę przyciągają oczy Kaczuszki, które są w kolorze intensywnej zieleni.
Jest ciekawa świata i lubi dowiadywać się nowych rzeczy. Czasami jednak wstydzi się zadać pytanie czy po prostu porozmawiać - przez to, że męczyła ją choroba, nie udało jej się nawiązać zbyt wielu kontaktów z Rzeczniakami i będzie musiała nadrobić umiejętności komunikacyjne. Stara się jednak przezwyciężać swoją nieśmiałość, aby móc swobodniej zdobywać wiedzę i umiejętności. W stosunku do innych kotów jest bardzo empatyczna; zawsze stara się zrozumieć, jak drugi kot się czuje i co może sobie pomyśleć. Chce być dla wszystkich miła i nie sprawić nikomu przykrości.
Ognistopręga, Dymne Niebo, Kamienna Łapa
Na początku szli w ciszy. Kaczuszka być może chciałaby ją jak najszybciej przerwać, zagadać Rabarbara o cokolwiek, zadać jakieś pytanie, opowiedzieć coś. Gdyby tylko była w lepszym nastroju. Teraz wszystko jakby jej zobojętniało, i po prostu podążała za kocurem, zerkając na niego tylko co jakiś czas - głównie patrzyła się przed siebie lub w ziemię. Udawała, że tak bardzo się skupia, żeby nie stanąć łapami w błocie, żeby za długo nie patrzeć wojownikowi w oczy.
W końcu jednak wojownik odezwa się, o ile na początku słuchała go ze średnim zaangażowaniem, tak gdy wypowiedział imię jej siostry, Kaczuszka nagłym ruchem odwróciła głowę w jego stronę. Nie wiedziała. Patrzyła teraz na kocura z wyraźnym zaciekawieniem.
- Ja... nie wiedziałam. Przykro mi, że się zgubiła ja też za nią bardzo tęsknię - zwykle piskliwie radosny głos drobnej kotki zaczynał się łamać. - Ja często jej szukam, z mamą, albo bez, jak chcesz to możemy kiedyś poszukać razem, chociaż spróbować - mówiła nerwowo.
- Och, wtedy, to nic, nieważne, ja rozmawiałam z kimś i się zastanawiałam, czego mi nie chce powiedzieć. A potem ty też uciekłeś, gdy zapytałam o partnerkę, to było dziwne, ale teraz już rozumiem, czemu nie chciałeś o tym rozmawiać - głos jej drżał cały czas, ale zmusiła się do małego, smutnego uśmiechu w stronę kocura, chcąc jakoś dać mu znać, że między nimi wszystko w porządku, że dalej mogą się przyjaźnić.
Gdy wojownik epicko przewrócił się w błoto, Kaczuszka nie mogła pohamować krótkiego chichotu. Mimo powagi sytuacji, wywrotka nieco ją rozbawiła. - Chyba chciałeś mi poprawić humor wywrotką, co? Daj, pomogę Ci, żebyś znowu miał swój kolor pyszczka - po tych słowach przybliżyła się do syna Owocowej Gałązki. Przednią łapą zaczęła ostrożnie, drżącymi ruchami ścierać błoto z jego mordki.
<center><table><tr><td>
W nozdrzu gdzieścośłaskocze mnie Źrenice do rozmiarów g i g a n t a Eksplozja mych obszarów
f a t a l n a
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Widział jej obojętność - i to go przerażało. Co stało się z tą pogodną i poczciwą Kaczuszką? Rozumiał, że utrata najbliższych bolała... Ale dopiero ostatnio zaczęła przejawiać takie zachowanie. Czy naprawdę miało to coś wspólnego z Przepiórką? A może z kimś innym?
Widział, że przykuł jej uwagę swoim wyznaniem i speszył się tym odrobinę - jasne, może i miał pstro w głowie, ale wciąż, wypowiedzenie na głos tego, co się czuje... Było niezręczne. Nawet dla niego.
Przytaknął. - Chętnie... pójdę szukać z wami. Zwykle szukałem sam, zachodziłem czasami nawet na osiedle... Ale nic z tego. Nie znalazłem... nic. - zjadała go bezsilność. Co z tego całego treningu, jeśli nawet nie może teraz ochronić Przepiórki? Co, jeśli jej porwali? Nie może zrobić... nic...
Widział, że jej siostra również to przeżywa. Przynajmniej w tej chwili poczuł... że nie jest w tym sam. Ach, będzie musiał porozmawiać z Kukułką - biedna musi to przeżywać. A odkąd ona zniknęła... Nie odważył się z nią porozmawiać. Miał wrażenie, jakby zawiódł ją... Jakby nie dotrzymał obietnicy.
Podnosząc się z tego upadku lekko się uśmiechnął, widząc, że chichocze. - O taaaak, gdy tylko widzę, że trzeba komuś poprawić humor, nurkuję w błocie! - dokładnie tak było. Zaśmiał się i pozwolił Kaczuszce sobie pomóc. Zauważył że drżą jej łapy - co tylko zwiększyło jego niepokój.
Chwilę potem odwrócił pysk i wykasłał trochę błota. - Bleeeeee! Niedobre! - powiedział, jeszcze ostatecznie przecierając łapą pysk - Czy teraz wyglądam lepiej? Oczywiście, wiem, że zawsze świetnie wyglądam, ale mniej... błotnie? - wyszczerzył do niej białe kiełki.
Kaczuzka przede wszystkim jest mała. Na pewno jest jednym z najmniejszych kotów Klanie Rzeki, jeśli nie najmniejszym. W okresie, w którym koty szybko rosną i zmieniają się, ona nie zmieniła się zbyt wiele. Poza niskim wzrostem, ciało kotki jest szczupłe i delikatne; ze względu na księżyce spędzone w Lecznicy nie ma wyrobionych mięśni, więc jej postawa sprawia wrażenie wręcz wątłej. Sierść kotki jest miękka i krótka, w jednolitym, szaro-niebieskim kolorze. Pyszczek ma dość długi, zakończony szarym nosem. Uwagę przyciągają oczy Kaczuszki, które są w kolorze intensywnej zieleni.
Jest ciekawa świata i lubi dowiadywać się nowych rzeczy. Czasami jednak wstydzi się zadać pytanie czy po prostu porozmawiać - przez to, że męczyła ją choroba, nie udało jej się nawiązać zbyt wielu kontaktów z Rzeczniakami i będzie musiała nadrobić umiejętności komunikacyjne. Stara się jednak przezwyciężać swoją nieśmiałość, aby móc swobodniej zdobywać wiedzę i umiejętności. W stosunku do innych kotów jest bardzo empatyczna; zawsze stara się zrozumieć, jak drugi kot się czuje i co może sobie pomyśleć. Chce być dla wszystkich miła i nie sprawić nikomu przykrości.
Ognistopręga, Dymne Niebo, Kamienna Łapa
Zachodziłem czasami nawet na osiedle (...). Drobna terminatorka zadrżała słysząc te słowa i spojrzała na kocura jeszcze bardziej zmartwionym wzrokiem. - Na Osiedle... sam... przecież Dwunodzy, oni mogli cię porwać, przed nimi nie jest się tak łatwo obronić, nie jest łatwo uciec... - ton jej głosu wyraźnie zdradzał zdenerwowanie. Och, jeszcze tego brakowało, żeby i Rabarbar zniknął z Klanu! Straciłaby kolejnego ważnego dla siebie kota, kolejnego towarzysza...
Taplanie w błocie nieco poprawiało jej humor. Rudo-biały bardzo starał się przy tym wszystkim być zabawnym. - Czego się spodziewałeś, że błoto będzie smakować jak wiewiórka? - zapytała, a na jej mordce pojawił się słaby uśmiech. - Tak, nie masz już błota na pyszczku - zaczęła uważnie przyglądać się wojownikowi, wodząc wzrokiem po jego ciele. - Ale jeszcze trochę kawałków utknęło tu i ówdzie... - powiedziała, drżącym ruchem przykładając łapę w okolicy barku kocura, aby i stamtąd usunąć błoto.
<center><table><tr><td>
W nozdrzu gdzieścośłaskocze mnie Źrenice do rozmiarów g i g a n t a Eksplozja mych obszarów
f a t a l n a
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar zaś nic wiele sobie z tego nie robił, rzucając nonszalancko: - Och, spokojnie. Dosyć szybko biegam, a jak któryś chce podejść, zaczynam drzeć się w niebogłosy. I to tak serio - głooooośno. Piszczę jak kociak, tylko tak super-bardzo-całkiem głośniej! Wtedy zwykle zakrywają te swoje dziwne uszy i zamykają oczy. Wtedy tez mam dobrą chwilę żeby zwiać! - powiedział, liżąc łapkę i jeszcze przecierając bok pyska, by porządniej go domyć.
Nawet porwaniem Rabarbar zbytnio by się nie przejął - po części tym, że żył w przekonaniu, że dałby radę uciec sam, a po części również dlatego, że nawet jeśli by go złapali, to miałby może większe szansę dostać się tam, gdzie Przepiórka. A przynajmniej... w tamte okolice. Gorzej tylko, jeśli Dwunodzy chcieliby go ukrócić... o przyszłe potomstwo... - Myślałem, że będzie smakować... mniej... źle...? Nie no wiem, jakby było dobre, to pewnie byśmy to jedli! Ale no, nie spodziewałem się, że będzie aż tak złe! - zachichotał - o, tam też? Jakim cudem? - zdumiał się, jednak zesztywniał, czując łapę Kaczuszki we wspomnianym miejscu. Dziwne uczucie, jednak cierpliwie poczekał, aż skończy, po czym wstał okręcił się dookoła i z zadowolonym uśmieszkiem zapytał: - I jak wyglądam? Oprócz tego, że mam futro wylizane we wszystkie możliwe strony?
Węgorzowe Gardło nie był przekonany, czy podczas ostatniego polowania miał zwykłe szczęście czy wykazał się beztalenciem. Ale po uwagach Bawełnianej Nici, to prędzej sprawdziło się to drugie. Postanowił spróbować swoich sił, teraz samemu. Nie chciał, aby cudze oczy były ku niemu zwrócone. Teraz tylko on sam i jego... Prawdopodobne umiejętności. Po to przyszedł na Błotnistą Wysepkę. Wziął głęboki wdech, zaciągając się zapachem lodowatego powietrza, i wydech. Na moment przed jego pyszczkiem pojawiła się para od ciepła. Wpierw spróbuje swoich sił na lądzie, wątpi by coś dało się ugrać z wodą z powodu takiej pory. A jak już ma moczyć łapy to lepiej aby to zrobić na końcu. Przywarł nisko do ziemi i zaczął węszyć, powoli idąc przed siebie by złapać trop zwierzyny.
// MG
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
No i proszę! Dopiero co wyruszył, a już miał okazję na złapanie pierwszej zdobyczy. Może to dzisiaj szczęście się do niego uśmiechnie? Może zrekompensuje tamto poprzednie polowanie, na którym nie szło mu zbyt dobrze? Oby! Kocur szukał, ale nie długo, bo w szybko udało mu się natrafić na... Kopiec! Nie było to mrowisko, a raczej lokum kreta, którego... Na ten moment nie było widać, ale może warto tutaj zaczekać? Jest szansa, że za chwilę zwierzątko pojawi się na powierzchni. Ziemia przy kopcu lekko drży, a więc mały budowniczy musi być gdzieś blisko.
Węgorzowemu Gardłu faktycznie się poszczęściło. Dostrzegł mały kopiec kreta i czuł świeżą woń kreta. Być może będzie szykować się do wyjścia na powierzchnie. Żal stracić taką okazję! Przywarł nisko do ziemi i powoli, krok za krokiem zmienił położenie by wiatr nie poniósł jego zapachu do nory kreta. Nie podchodził też za blisko, aby kret nie wyczuł jego kroków. Zamarł w bezruchu, wlepiając wzrok w kopiec oczekując na wyjście kreta. Ugiął łapy by być jak najbliżej ziemi, a tym samym jak najmniej zauważalnym. Teraz wystarczy poczekać.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Nie tędy droga! Węgorzowe Gardło nie był wystarczająco ostrożny, gdy podchodził do kreciego kopca. Popełnił kilka błędów, które może i wydają się drobnostkami, ale potrafią bardzo zepsuć polowanie. Nie wystarczy przecież tylko przypaść ciałem do ziemi. Po pierwsze, kocur nie przypilnował, by jego ogon był zrównany z linią grzbietu, przez co szurał nim lekko po śniegu. Ale to jeszcze nic! Po drugie, nie zwrócił uwagi na podłoże, więc ryzykował, że jakaś krucha gałązka albo szeleszczący liść spowodują hałas. Na szczęście do tego nie doszło. No i po trzecie, najważniejsze, nie przerzucił ciężaru ciała na tylne łapy. Przez to kret, który rył korytarz pod ziemią, wyczuł drgania podłoża i zapewne czmychnął z tego miejsca, zmieniając je na inne. Węgorz mógł teraz siedzieć i czekać w nieskończoności! Z tej dziury zwierz prędko nie wyjdzie! Ale spokojnie, jeszcze nie wszystko stracone! Wojownik mógł bowiem zauważyć, że niedaleko niego tworzy się kolejny kopiec. Ziemia rozstąpiła się i zapewne za moment kret wychyli stamtąd główkę. To co, jeszcze jedna próba?
Cóż, nie udało się za pierwszym podejściem, ale nic mu się nie stanie, jeśli podejdzie do próby złapania zwierzęcia drugi raz. Nie zniechęcał się tak szybko. Zawęszył i rozejrzał się dookoła dostrzegając kolejny kopiec. Może należy do tego samego kreta? Tym razem postanowił zrobić tak, jak należy, czyli nie spartolić. Przybrał odpowiednią pozycję łowiecką. Ogon na linii grzbietu, ciężar ciała przeniesiony na tylne łapy, postura nisko przy ziemi i zwracał uwagę na to, czy na coś nie nadepnie. Chociaż, mógł dostrzec plusy w tej sytuacji. Nikt nie obserwuje jego poczynań i nie będzie wiedział o tej jednej porażce.
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Teraz było... Lepiej. Lepiej, ale nie idealnie. Węgorz pamiętał o koniecznych zasad, które wykorzystuje się do podchodzenia do zwierzyny oraz o tych dodatkowych, które trzeba przybrać, gdy poluje się na wyszczególniony typ zwierzyny. Krety stoją zaraz obok gryzoni oraz gadów, więc podchodząc do nich należy przenieść ciężar ciała na tylne łapy. Można to zrobić, rozstawiając trochę szczerzej tylne łapy. Wtedy właśnie stąpa się ciszej. Ale... Kocur zrobił to. Zrobił to nawet prawidłowo! Pojawił się za to inny problem- nie sprawdził kierunku wiatru i może na początku wiał mu on prosto w twarz, ale gdy tylko czarny ruszył, zdradziecki wicherek zmienił swój kierunek. Ale... Kret siedzi pod ziemią, więc dla niego pewnie jest to nieistotne. I dobrze, bo w przeciwnym razie znów zacząłby uciekać i kto wie, czy udałoby się go złapać. Teraz jednak Węgorz ma jeszcze jedną szansę. Musi tylko stanąć przy kopcu i czekać, aż zwierzątko wyjdzie na powierzchnię.
Wiatr o mało co go nie zdradził, ale całe szczęście nie zmieniło to jego szczęścia i dalej ma okazję pochwycić kreta. Zaczął podchodzić coraz to bliżej kopca, tym razem ustawiając się pod kierunek wiatru. Nie był to silny wiatr, ale był strasznie mroźny. Z zimna szczypała go cała mordka, ale nie da za wygraną! Pilnował, aby ciągle trzymać odpowiednią pozycję łowiecką, i aby wiatr nie zdradził jego położenia. Znalazł się przy kopcu, pozostaje tylko czekać.