Logo Artemidy
Wyprawa Kosowej Pieśni
#16
Czuła każde uderzenie serca i przez moment myślała, że je wypluje. Gdzieś z tyłu głowy pojawiał się obraz osiedla, uwięzienia, bólu, ale udało jej się go odrzucić. Z ulgą poczuła pod łapami trawę i popatrzyła na swoje towarzystwo. Uśmiechnęła się blado, tyknęła Mętlik nosem w bark, powtórzyła ten sam gest na Łabędziu.
— Najgorsze za nami — mruknęła, robiąc jeszcze kilka kroków do przodu, żeby oddalić się od ciemnego niebezpieczeństwa. Odetchnęła delikatnie, poczuła jak lekko zadrgała jej końcówka ogona. Najgorsze za nimi. Najtrudniejszy etap podróży do celu, prawda? Coraz bliższe stawało się spotkanie z przodkami. Do Kos dotarł fakt, że uderzające dziko serce zwolniło tylko trochę, teraz po prostu zaczęły dochodzić do niej niepewności, emocje. Co ona właściwie robiła? Tak dobrze brzmiały jej słowa poprzedniego dnia, w jej głowie był pewien cel, który miał sprawić, że wszyscy będą zadowoleni... ale zanim ten cel się stanie, zanim ten plan zostanie zrealizowany, to Klan będzie skazany na nią. Imię przywódcy, dary, życia? Nigdy tego nie chciała i uświadomiła sobie, że czuje się jak impostor idąc po to wszystko. Z szacunku dla tradycji. Zamrugała kilka razy. Popatrzyła na syna przyjaciółki.
— Prowadź Łabędziu — powiedziała, wyrzucając się z przemyśleń. Uniosła trochę głowę, starając się wyglądać trochę dumniej. Nawet jeśli przy tej dwójce nie musiała niczego udawać, chciała wykrzesać z siebie trochę życia, nie tyle przed nimi, tylko dla nich. Ruszyła za kocurem, gdy tylko zaczął się gdzieś kierować.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Nie wychwycił żadnego śladu obecności potworów ani przed przekroczeniem Grzmiącej Ścieżki, ani po nim. Mimo to, znalazłszy się na bezpiecznym pasie trawy, odetchnął z ulgą. Łapy miał jak z waty, uniesione futro na grzbiecie nie chciało miękko opaść na swoje miejsce, pozostawało subtelnie nastroszone. Dotknięcie nosem w bark nieco ukoiło zszargane nerwy i Łabędź uśmiechnął się do swoich towarzyszek, następnie kiwnął krótko głową na oświadczenie, że najgorsze za nimi. Tak, też tak myślał. Najgorsze za nimi, dopóki nie będą wracać, rzecz jasna. Lecz to zbyt odległa przyszłość, by się nad nią roztkliwiać.
- To już niedaleko - zapowiedział miękko. Niedaleko było pojęciem względnym i bardzo dobrze, bo wojownik bynajmniej nie czuł, jakby już-zaraz mieli znaleźć się przy Szepczącej Sadzawce. Od celu dzielił ich niemały kawałek, ale ponad połowa drogi za nimi, prawda?
Wątły płomyk optymizmu prędko go opuścił, gdy stało się jasne, że to on teraz przejmuje stery. Owszem, niecały obieg pór temu brał udział w wyprawie do miejsca spotkania z przodkami, nie powinien był zapomnieć, którędy szli, jednak czy istotnie pamiętał drogę? Wyciągnął szyję i zaczerpnął świeżego powietrza. Wszystko wyglądało inaczej, nie było roztopów, woda grzecznie trzymała się rzeki. Nie musieli zbaczać z głównego toru. Zapachy również się zmieniły. Na całe szczęście, Borsucze Pagórki nie przestały być charakterystyczne. Łabędź przypomniał sobie, jak się przez nie przeprawiali.
Odetchnął krótko, zbierając wewnętrzne siły do kupy, po czym pewnym krokiem zaczął prowadzić ich skromną delegację, podążając utkaną nićmi pamięci ścieżką.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Wyhamowała w zmrożonych resztkach, które pozostały po trawach po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, próbując uspokoić oddech. Jeszcze nigdy nie było jej po tej stronie. Przypomniała sobie jak podczas treningu uznała czarną powierzchnię jako punkt graniczny między tym co ichnie, naturalne, Rzeczne, a tym, co było przeciwieństwem przyrody i praw, które nią rządziły, praw które panowały na ziemiach Czterech Klanów.
A było, przynajmniej teraz, tak jak po ich stronie, w tym konkretnym uderzeniu serca wręcz paradoksalnie bezpieczniej, bo gdy spoglądała na cuchnący grunt z tamtej perspektywy, jej żołądek skręcał się ze stresu, a teraz, gdy potencjalnie drżąca od potwornych łap powierzchnia znajdowała się za jej plecami, poczucie, być może złudnego i krótkowzrocznego, ale bezpieczeństwa, zaczęło wypierać pulsujący w jej żyłach strach i adrenalinę.
Otrzepała się prędko, jakby chciała wyzbyć się z płomiennorudego futra grzmiących resztek. Zmrużyła lekko ślepia, spoglądając z bliska na Kosową Pieśń o nieco zmienionym obliczu. Zmiękczony wzrok Mętnej Łapy wyrażał ukontentowanie, jakby chwalił całą grupę, przez moment triumfował z powodu powodzenia. Gdzieś pod jej pikawą zamruczała duma, gdy usłyszała polecenie przyszłej przywódczyni. Teraz będzie je prowadził jej partner. Kącik jej warg automatycznie uniósł się do góry, gdy zmierzyła wojownika wzrokiem. Trzepnęła spuszczonym nisko ogonem, który połaskotał ją w pięty.
Gdy Łabędź ruszył, a za nim czarna kocica, otarła się o jego bok, po czym wróciła na pozycję przy drugim boku drobnej, przyszłej Gwiazdy.
.
[Obrazek: VsSF295.gif]
I'M SURE THE CURRENT WON'T MIND IF WE

rest our bodies for the night and leave before sunrise
no one else to disturb us, we enjoy the night
[Obrazek: EFcdnXr.png]
⚓⚓⚓

THE WATER'S COLD AND IT'S DANGEROUS
b u t.. i t.. b r i n g s.. m e.. t o.. l i f e
.
LVL 4 205 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
"Niedaleko" było bardzo optymistycznym stwierdzeniem ze strony Łabędziej Szyi, gdyż czekała ich wędrówka przez całe Borsucze Pagórki i jeszcze kawałek dalej, bo to tam ukrywała się Szepcząca Sadzawka. Tak czy inaczej ekspedycja ruszyła przed siebie, przemierzając otwarty teren, który tylko gdzieniegdzie porastały pojedyncze drzewa albo krzewy. Teren nie był specjalnie równy, składał się z licznych synklin i antyklin, jednocześnie męczących wędrowców, gdyż trzeba było co róż iść w górę to w dół, i utrudniających widoczność, bo jak tu zobaczyć co ukrywa się kawałek dalej skoro przed twoim pyskiem był zasłaniający wszystko pagórek.
Na szczęście ze względu na późną Porę Opadłych Liści praktycznie nie było traw ani liści, przez które trzeba było by się przedzierać. Powietrze robiło się coraz ostrzejsze, a mróz ciął nieprzyjemnie futra kotów. Dopiero jednak po chwili doszło do czegoś całkowicie nowego, mianowicie prosto na nos Kosowej Pieśni spadł mokry płatek śniegu. Nie był on jedyny, gdyż za nim powędrowały kolejne, dziesiątki, setki, tysiące. Z nieba zaczął padać śnieg.








Są takie >> DNI <<
[ są takie dni, takie dni ]
Kiedy wiatr, kiedy deszcz i tęsknię do ciebie
Są jeszcze ciągle takie dni

[Obrazek: zZLnUUK.png]








Są takie >> SNY <<
[ są takie sny, takie sny ]
Kiedy ja, kiedy z nią biegniemy do siebie
Są jeszcze
ciągle takie sny.



LVL 5 70 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Odwróciła trochę wzrok, nie chcąc zbyt mocno ingerować spojrzeniem w ten moment jakby nie było... bliskości, między dwójką młodych kotów, uśmiechnęła się jednak pod nosem. Szczerze lubiła obydwoje i miała nadzieję, że będą razem szczęśliwi, bo każde z nich zasługiwało na to co najlepsze.
Rozglądała się po okolicy uważnie, z ostrożności, ale też chęci zapamiętania drogi. Po pagórkach szło się dziwnie, ciągłe wspinanie i schodzenie angażowało w wędrówkę mięśnie, których Kos nieczęsto używała podczas normalnych pozbawionych przygód dni. Na szczęście nie było żadnych większych utrudnień. Nie było roztopów, nie było burz, z nieba nie leciały suche konary drzew.
Tylko śnieg. Czarne futerko nastroszyło się trochę na ten niespodziewany chłodny dotyk na nosie. W zielonych oczach zabłysło coś radosnego, jakby ten pierwszy płatek śniegu obudził w niej jakieś wspomnienia z młodości, z weselszych czasów, mniej obłożonych martwieniem się i obowiązkami. Końcówka ogona z kolei zakołysała się na bardzo przytomną myśl o tym, że jeśli to leniwe padanie zamieni się w śnieżycę, to będzie im trudniej iść i równie trudno wracać. Radosny błysk zniknął, ustępując miejsca zmartwieniu i zastanowieniu.
— Mam nadzieję, że niedługo przestanie — rzuciła lekkim głosem, chcąc zakamuflować zamartwianie, ale jednocześnie wyrzucić z siebie zatroskane przejęcie — Bo jeszcze cię zgubimy, biały Łabędziu — dodała, pozwalając sobie na niewinny żart, odsuwający wszystkie scenariusze tego, co mogłoby pójść nie tak.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Nim oficjalnie rozpoczęli "drugi etap" podróży, Łabędź zatopił pysk w rudym futerku, które ledwie na moment znalazło się przy jego boku, i które uderzenia serca później rozmyło się jak drobny płomyczek ugaszony podmuchem wiatru. Cóż, na niedostatek wichru nie mogli dziś narzekać, a w niedalekiej przyszłości kocur miał w myślach prosić Gwiezdnych, by nie zrobiła się z tego prawdziwa zawieja.
No i szli, a drogi pozornie nie ubywało. Przedzieranie się przez Borsucze Pagórki było uciążliwe i męczące, w dodatku wysiłek nie zostawał należycie nagradzany. Przez grube futro wojownika przedzierało się zimno, na jakie nie pozostawało obojętne rozgrzane ciało. Szata staczała nierówną walkę w jego obronie, dlatego nie czuł, żeby groziło mu przemienienie się w sopelek lodu, niemniej pozostawał narastający dyskomfort. Niestety nie można tak samo pochwalić futra na łapach. Przemoczonych, miernie owłosionych łapach zbierających tu największe bęcki. Jednak dzięki tej wątpliwej przyjemności, jaką było przechodzenie przez mocno nierówne ziemie, błękitnooki miał pewność, że szli dobrze. No, przynajmniej nie absurdalnie źle, a to już coś. Ostatnim razem też zachwycony nie był, ale to pozwoliło mu lepiej zapamiętać drogę.
A jakby zbyt dobrze im się podróżowało, z nieba zaczął spadać śnieg. Pierwszy śnieg tej pory. Łabędź spojrzał ku niebu mrużąc oczy oraz przypominając sobie z godną starca melancholią swój pierwszy śnieg, ledwie obieg pór temu. Miękki, ładny, prawdziwa uczta dla łaknących pięknych widoków oczu... i szukającego zabawy ciała. Po wspomnieniu pierwszego wrażenia, pojawiło się także inne: tego samego śniegu, który otulił jego ojca po raz ostatni, po tym jak Lodowy Kieł spadł z drzewa. I nigdy się nie podniósł.
Prędko wrócił do patrzenia na drogę przed sobą.
- Jeśli nie przestanie, to chyba będę musiał was poprosić, byście złapały mnie za ogon - pociągnął żart. Starał się nie pokazywać po sobie niepokoju. Powody do niego narastały proporcjonalnie do pokonanej drogi, a przecież powinien skupiać się na czym innym.
Prowadził dalej, ze wzrokiem twardo wbitym w kierunek ich destynacji. Na straży pozostawił tylko uszy gotowe wyłapać alarmujące odgłosy. Na szczęście póki co szło gładko. Niech tak zostanie.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Nie należała do kotów marudnych. Nie narzekała na nadmierne upały, a jeśli było już naprawdę nie do wytrzymania, starała się podmieniać frustrację na jakiś żart albo mamrotała zgryźliwe, ale zarazem zabawne hasła pod nosem, by nie trafiły do innych uszu, którym być może, jej negatywne nastawienie uprzykrzyłoby życie. Starała się do wszystkiego podchodzić pozytywnie, dostrzegać, że Rzeka poza tym, że płynęła, była do połowy pełna. Byleby tylko nie wylewała, bo, jasne, co za dużo to niezdrowo w prawie każdej ze sfer.
Nie czuła się dobrze na śniegu. Na jego tle nie mogła się zakamuflować, a często, wbrew pozorom, potrzebowała wytchnienia, spokoju, pozostawania niezauważoną. Nie zapadała się w zaspach, odkryła to już poprzedniej Pory Nagich Liści. A nawet jeśli, to miała pewną przewagę nad drobniejszymi kotami o krótszych łapach. Ale nie posiadała w całym swoim wspomnieniowym katalogu, w przeciwieństwie do towarzyszy, ciepłych myśli na temat zimnego puchu.
Gdy ten jeszcze zalegał po kątach, bodaj dzień po głośnej nocy, pełnej różnorodnych kształtów, które zlewały się ze Srebrnej (wtedy Barwnej) Skórki, zmarła Wysoka Fala. Nie lubiła mroźnej wilgoci, która niepostrzeżenie opanowywała jej grube futro. Pamiętała jak, chyba już pod koniec poprzedniej Pory Nagich Drzew, pierwszy raz rozmawiała z Kosową Pieśnią; jak pod stropem Jałowcowego Gąszczu odmrażały się jej wąsy i skapywała z nich woda.
Wiedziała, że zarówno dobrze, jak i źle: wszelako, może być niezależnie od Pory i mimo że koty miały w zwyczaju właśnie na pogodzie wieszać psy (ryby?) i wyładowywać swoje negatywne emocje, to ona przecież niczemu, ani nikomu nie zawiniła. Mętna Łapa widziała w niej jedną z sił, faktycznie rządzących losem, mającą na ten los wpływ. Pory, ich obieg był zarówno pewnikiem, jak i ciągłą zmianą.

Zmienne było ukształtowanie terenu, w jej żyłach nadał płynęła ciepła krew, morale uniosły się wyżej po zetknięciu z partnerem. Starała się zapamiętać trasę, a raczej może nie starała, co omiatała spojrzeniem okolicę, cykając niby-fotografie do pamięciowych katalogów. Nie wybiegała myślami w dal, liczyło się by oni parli naprzód, a nie czyjekolwiek myśli. Dotarło do niej jedynie, że niebawem będzie znów słyszeć dźwięk jaki jej łapy wydawały w kontakcie ze śnieżną powierzchnią. Skrzyp, trochę jak jej głos.
Na jej mordce właśnie z tego powodu pojawił się uśmiech, a następnie poszerzył, gdy dobił do niej żarcik Łabędzia. Był mocno w jej stylu! Nie wiedziała, że mógł mieć drugie dno, bo chyba nie wspominał jej o szczegółach akcji ratunkowej podczas wyciągania z błota. Czy wtedy też było ciągnięcie za ogon? Pomyślała za to o paru innych, zabawnych komentarzach w stylu: jak będziesz niewierny, to nie tylko złapię, co i przywiążę!
Zamiast jednak cokolwiek zdradzać na głos, jedynie z rozbawienia nastroszyła wąsy i szła dalej z ekipą, pozostając czujną.
.
[Obrazek: VsSF295.gif]
I'M SURE THE CURRENT WON'T MIND IF WE

rest our bodies for the night and leave before sunrise
no one else to disturb us, we enjoy the night
[Obrazek: EFcdnXr.png]
⚓⚓⚓

THE WATER'S COLD AND IT'S DANGEROUS
b u t.. i t.. b r i n g s.. m e.. t o.. l i f e
.
LVL 4 205 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Trójka kotów zaczęła przedzierać się przez Borsucze Pagórki, które na początku miały brązowawy kolor ziemi, starej, zeschłej trawy i gnijących liści. Teraz jednak, wraz z mijającym czasem, powoli zaczęły nabierać biało-szarych barw, po tym, jak zaczął opadać na nie śnieg. Było zbyt mroźnie, by od razu topniał, dlatego począł pożerać otaczający ich krajobraz. Przez to wszystko wydawało się, że jest jeszcze ciszej, niż wcześniej.
Jedynym, co przerwało ich spokój, był zapach lisa, ale bardzo zwietrzały, jakby zwierzę było tutaj ze dwa dni temu. Poza tym nie wyczuli prawie żadnej zwierzyny i tylko mieli do czynienia z pojedynczymi ptakami co jakiś czas latającymi nad ich głowami. Cała trójka musiała przyznać, że do ich żołądków zaczął docierać głód. Wraz z wędrówką słońce wędrowało bo niebie, aż znów zaczęło chylić się ku upadkowi.
Do Sadzawki dotarli, gdy już była noc. Chmury się nieco rozrzedziły, a śnieg zaczął padać dużo delikatniej i rzadziej. Ich oczom ukazała się tafla mętnej wody, pokryta delikatną warstwą cienkiego lodu.








Są takie >> DNI <<
[ są takie dni, takie dni ]
Kiedy wiatr, kiedy deszcz i tęsknię do ciebie
Są jeszcze ciągle takie dni

[Obrazek: zZLnUUK.png]








Są takie >> SNY <<
[ są takie sny, takie sny ]
Kiedy ja, kiedy z nią biegniemy do siebie
Są jeszcze
ciągle takie sny.



LVL 5 70 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
12
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Głód jej nie przeszkadzał. Znaczy irytował delikatnie, ale w gruncie rzeczy miała na głowie większe zmartwienia niż pusty żołądek. Bo przecież razem z zanikającym się dniem, kończyła się ich podróż. Połowa. Ta gorsza część. Ta niepewna część. Bo przecież teraz... teraz wszystko się wyjaśni.
Milcząco podeszła do zmrożonej tafli i przez moment zawiesiła się. O Szepczącej Sadzawce tylko słyszała. Ale i tak uderzyła ją jakaś pewność, że to to miejsce, jeszcze zanim obwieściłby to Łabędź. Nacisnęła łapą na cienki lód, czekając aż pęknie albo aż napłynie na niego taka ilość wody, by mogła wziąć łyk. Westchnęła i odwróciła się jeszcze do młodszych kotów.
— Postarajcie się też trochę odpocząć. W granicach rozsądku — powiedziała i popatrzyła na nich. Ufała, że nie pójdą spać razem z nią, ale podzielą się wartą czy wymyślą jakiś inny sposób na nabranie sił. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy znów obróciła mordkę w stronę wody. Pomyślała o przyszłości. Nie swojej. Ale o przyszłości Klanu. Dla którego od zawsze chciała jak najlepiej. Pomyślała o swojej najbliższej rodzinie, o kotach, które się do niej dostały, o najmłodszym pokoleniu... Zasługiwali na coś więcej.
Odgarnęła trochę śniegu przy Sadzawce, wzięła łyka wody i starała się nie otrzepać z ziemna, jakie oczekiwała poczuć na swoim przełyku, po czym ułożyła się, ciasno zwinięta i przymknęła ślepia, jako ostatni obraz zapamiętując biało-szare i rude futerka Łabędziej Szyi i Mętnej Łapy.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Pierwszy śnieg, chłód przedzierający się przez gęstniejące w ostatnim czasie futro, wreszcie narastający głód... Jeśli pora nagich drzew jeszcze oficjalnie nie nadeszła, to dostali wiarygodną próbkę tego, co na nich czekało w niedalekiej przyszłości. Łabędź nie zwalniał kroku, a idąc zastanawiał się, czy każda wyprawa po życia dla nowego przywódcy jest nasiąknięta mrokiem, czy może największy udział w tworzeniu atmosfery miały - kto by pomyślał - warunki atmosferyczne. Takie głupotki zawsze na niego wpływały, jak gdyby pogoda mogła przewidywać przyszłość, i jedyną znaną sobie formą ekspresji wyrażała, co udało jej się wyczytać.
Smętne rozważania przerwał znajomy - aczkolwiek nieco inny od zapamiętanego - widok Szepczącej Sadzawki. Lecz zanim kocur zdołał oficjalnie zakomunikować towarzystwu, że dotarli do celu, Kosowa Pieśń, jak poprowadzona przez samych Gwiezdnych, podeszła do wody, a jej intencje były jasne. Wojownik zatem zatrzymał się bez słowa, omiatając spojrzeniem Mętlik i posyłając kotce miękki uśmiech.
Przyszła Gwiazda nie marnowała czasu, a ciemna sylwetka stojąca przy sadzawce przypomniała Łabędziowi jej poprzedniczkę. Ciekawe jak różne będą ich przeżycia wśród Gwiezdnego Klanu; jak różnie potoczy się ich późniejszy los. Nie wątpił, że tych różnic będzie więcej niż podobieństw.
- Robi się coraz zimniej. Wiem, że sytuacja jest wyjątkowa, ale mimo to nie powinniśmy pozwolić jej spać takiej odsłoniętej, prawda? - wyszeptał do partnerki po tym, jak Kosowa Pieśń ułożyła się do snu. Tylko tego brakowało, by od nadmiernej paplaniny zostało przerwane śnienie z Gwiezdnymi. Jednakże w równym stopniu nie chciał, by Kosowa Pieśń wróciła do obozu chora; ani jako ich nowy przywódca, ani jako kot, po prostu.
Popatrzył na Mętną Łapę pytająco, i jeśli nie wyraziła sprzeciwu, poszedł ułożyć się u boku zastępczyni.
- Jak się czujesz? Wezmę pierwszą wartę, dobrze? Odpoczniesz i zmienisz mnie, jak poczuję, że odpływam - zaproponował jeszcze, nim postąpił krok w kierunku starszej albo położył się zachowując dystans.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Bardziej niż głód, zaniepokoił ją zapach lisa. Zwietrzały, bo zwietrzały, ale sam fakt, że zwierz niedawno kręcił się w tej okolicy, mógł oznaczać, że tu wróci. Zmarszczyła grzbiet nosa, zerkając ukradkiem na mordki towarzyszy, ale ich właściciele nie wyglądali na zaalarmowanych. Idąc, obserwowała niknące słońce i wsłuchiwała się w skrzypienie śniegu, które generowały jej krępe łapy w połączeniu ze słusznym ciężarem ciała. Mróz nie popuszczał. Zdawała sobie sprawę, że jest już ciemno, w zasadzie noc, gdy śnieg zaczął prószyć delikatniej. Gdy uniosła pyszczek, zorientowała się, że chmur jest mniej. Jedna nie wpadała na drugą, nie kłębiły się i nie walczyły o dominację na Srebrnej Skórce. Mętna Łapa zmrużyła podejrzliwie zielonkawo-złociste ślepia, czując w końcówkach palców u stóp pulsujący niepokój.
Taflę mętnej wody dostrzegła jako ostatnia, tak jakby coś przyćmiło jej spostrzegawczość. Z jednej strony nie wierzyła w znaki, z drugiej, miała poczucie, że to miejsce jest znaczące. Że to cel ich podróży. Potwierdzał to miękki uśmiech Łabędzia i spojrzenie, którym ją omiótł. Rudą kotkę, jak i... Szepczącą Wodę, która nie przypominała bagna, jak to zdarzyło się jej w myślach nazywać to miejsce, zanim go nie ujrzała na własne oczy. Ciekawe czy ta oblodzona powierzchnia jest w ogóle chętna do pogawędek.
Jednak Kosowa Pieśń wiedziała co robić, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Jakby była czymś wiedziona. Niepokój przeniósł się z palców i ogarnął całe, rude, kosmate stopy. Utrzymując się na łapach z widocznym trudnem, zdołała porozumiewawczo mrugnąć do czarnej kocicy. Przyglądała się jej jeszcze przez chwilę, po czym nerwowo zamrugała powiekami, jakby chcąc odpędzić od siebie niewygodne myśli. Skinęła łbem na słowa Łabędzia, które docierały do niej jakby przez mgłę. Była jednak świadoma ich znaczenia. Chwiejąc się, ruszyła zająć miejsce przy drugim boku przyszłej przywódczyni, chcąc ogrzać ją długim futrem. Wszystkim doskwierał głód, ale polowanie w ciemności, w nieznajomej okolicy nie było dobrym pomysłem. Wzmocni ją sen, choćby najkrótszy.
– Czuję, że opadam z sił. Obudź mnie zanim zaśniesz. – szepnęła tylko, utrzymując z partnerem kontakt wzrokowy, zanim jej głowa nie opadła na zaśnieżoną ziemię.
.
[Obrazek: VsSF295.gif]
I'M SURE THE CURRENT WON'T MIND IF WE

rest our bodies for the night and leave before sunrise
no one else to disturb us, we enjoy the night
[Obrazek: EFcdnXr.png]
⚓⚓⚓

THE WATER'S COLD AND IT'S DANGEROUS
b u t.. i t.. b r i n g s.. m e.. t o.. l i f e
.
LVL 4 205 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
xxxWraz z zimną wodą płynącą po gardle Kosowej Pieśni, pojawiło się też mrowiące, nieprzyjemne uczucie jakie dotknęło ciemną kotkę. Szare futro Łabędziej Szyi szybko rozpłynęło się w powietrzu, a ogniste futro Mętnej Łapy było już poza zasięgiem. Umysł zastępczyni został głęboko zanurzony w śnie, który leniwie rozpoczynał się i pokazywał swoje zakamarki. Przez parę pierwszych chwil nie potrafiła wyczuć jednak nic konkretnego. Unosiła się w pustej przestrzeni, czując jak chłodny, delikatny wiatr owiewa jej ciało. Trwała tak, dopóki powolne powiewy wiatru nie zaczęły przychodzić szybciej, dopóki nie zaczęły ciągnąć kotkę w jedną konkretną stronę. Gwałtownie rozwiewały futro na pysku kotki, na łapach i na grzbiecie, a ta, nieświadoma swojej sytuacji, nagle poczuła miękki puch pod nogami. Wietrzyk ponownie zwolnił, leniwie badając ciało zastępczyni. Kiedy Kosowa Pieśń otworzyła swoje zielone ślepia, otaczała ją mgła. Gęsta, kolorem przypominająca mleko. Powoli, nieśpieszno poczęła opadać, a z każdym kolejnym blednięciem ciemna kotka mogła dostrzegać coraz więc szczegółów.
xxxKosowa Pieśń rozejrzała się uważnie. Jej łapy stały pomiędzy miękkimi źdźbłami traw. Stała w rzadkim zagajniku, pełnym młodych drzew i winorośli. Każde drzewo, krzew i chaszcze wydawały jej się dziwnie znajome, choć nie potrafiła określić dlaczego, ani gdzie to miejsce znajduje się w klanowym lesie. Każdy pojedynczy listek był pod osłoną nocy, a także migotał leniwie, jakby był utkany z gwiazd. Rozglądając się po zagajniku zaczęła dostrzegać że wcale nie była sama. Przy młodej brzozie, jeżynowych chaszczach czy krzewach malin stały koty oddalone od Kosowej Pieśni, a jednak wpatrywały się prosto w nią. Nie potrafiła dokładnie określić kogo widziała, jednak rzeczny zapach wyraźnie utrzymywał się w powietrzu. Grupa kotów, która dotychczas trzymała się w cieniu starszych drzew, zaczęła zbliżać się do ciemnej kotki otaczając ją z każdej strony.
xxx- Witaj wś'ód Gwiezdnych, Kosowa Pieśni - rozbrzmiał głos popielatej Czerwonej Gwiazdy, a jej szczupła acz muskularna postura pojawiła się przed ciemną kotką. - Na szczęście tym 'azem nie zabawisz tu zbyt długo. Wie'zę, że jesteś gotowa na to, co ma za chwilę nastąpić i, że nie muszę się co do tego upewniać - miauknęła kotka. Oczy gwiezdnych były skupione na starszej kotce, która odczekała chwilę, następnie znów zabierając głos. - W'az z pie'wszym zyciem chcę ofia'ować ci da' Siły. Jest ona niezbędna by móc być p'zywódcą. I mówię tu tak o sile fizycznej jak i psychicznej, bo będziesz spotykać na swej d'odze naj'ózniejsze p'zeszkody. Takie, któ'ych nie byłabyś sobie w stanie nawet wyob'azić. Stój pewnie na swych łapach, nie daj sobą zachwiać, nie daj się pokonać. Bądź silna dla Klanu 'zeki - wygłosiła. Wraz z końcem słów Czerwonej Gwiazdy, a także dotknięciem kotki w czoło, Kosowa Pieśń doznała tak silnie gniotącego uczucia, że czuła jak dusi się z każdej strony, przyciskana przez niesamowicie silną, brutalną siłę. W płucach nagle zabrakło jej powietrza, a sama zaś nie wiedziała jak wyratować się z opresji. Uczucie po krótkiej, lecz dłużącej się chwili ustąpiło, a do zastępczyni z lekko rozmazanym obrazem przed oczyma doszło, że Czerwona Gwiazda zniknęła, osunęła się na bok ustępując miejsca kolejnemu członkowi Gwiezdnego Klanu, jak i kolejnemu członkowi rodziny zielonookiej.
xxxKolejna postać zbliżyła się do Kosowej Pieśni. Drobna, czarna, śliczna jak poranek i uśmiechnięta jak nigdy za życia.
- Hej, Kos - powiedziała Ćmi Zmierzch lekkim, nieobecnym niemal głosem. Roześmiała się cicho jak z dobrego żartu - nie tak miało być, prawda? Nie tak miało wyglądać.
Popatrzyła jej w oczy, wciąż uśmiechnięta.
- Byłaś dla mnie jak matka, wiesz? Jak mama. Jedyna mama, jaką miałam, tak naprawdę - przyznała Ciemka, a uśmiech na jej pyszczku zniknął w jednej chwili - dałaś mi tyle ciepła i miłości, zupełnie niepotrzebnie. Byłaś taka dobra, i miła, i słodka, i głupia, Kos, och, Kos, nie możesz dłużej być. Musisz zacząć o siebie walczyć. Nie możesz dawać sobie wejść na głowę, nie możesz dłużej, nie… nie możesz. Dlatego daję ci dar Determinacji - to mówiąc, Ćmi Zmierzch dotknęła noskiem kosowego nosa. W jednej chwili gardło Zastępczyni wyschło na wiór, a żołądek skręcił się w bolesnym uczuciu nienasyconego głodu. Głód i pragnienie, ból bez śladu ulgi... Ćmi Zmierzch uśmiechnęła się do Kosowej Pieśni po raz ostatni. - Dbaj o Rzekę, dbaj o siebie, walcz o siebie. Utul ode mnie Kornika - miauknęła. Oddaliła się po chwili, stając ponownie wśród tłumu. Zamiast jej wypatrzyła za to kogoś, kogo z pewnością nie widziała już bardzo, bardzo długo. Bury, stojący obok jednej terminatorki ruszył się niespodziewanie w jej stronę. Wraz z nim podchodzić zaczęła także Gołębia Łapa, kotka, która poprzednio stała z nim w tłumie. Łososiowa Łuska uśmiechnął się w kierunku ciemnej siostry, przystając w końcu tuż przed nią.
xxx- Kosowa Pieśni - zaczął swoim ochrypniętym głosem, nie odlepiając od niej swojego bursztynowego spojrzenia. - Wraz z moim, trzecim życiem, chcę ofiarować ci Wiarę. Nie tylko w gwiezdnych, którzy zawsze będą oświetlać ci drogę, ale i w klan, który staje się dzisiaj twoją nową, wielką rodziną. A przede wszystkim, Kos, w wiarę w siebie i w to co robisz. W to, że jesteś odpowiednim kotem na tym stanowisku, a twoje decyzje zawsze są słuszne. Zawsze - miauknął, a jego mokry nos dotknął czoła siostry. Przez ciało kotki przeszedł chłodny dreszcz. Dreszcz niepokoju, niepewności w to, co miało się wydarzyć, w to, czy zdoła podołać wyzwaniu i żyć zgodnie z swoimi darami. Przymknęła oczy, dając pochłonąć się temu nieprzyjemnemu uczuciu, aż to minęło, znów pozostawiając kotkę w spokoju. Gdy otworzyła swe ślepa, mogła dostrzec odchodzącego, niskiego brata, a także Gołębią Łapę która z delikatnym uśmiechem dodała: "wierzę w ciebie!". Odprowadzając wzrokiem dwójkę rodzeństwa, dostrzegła czarno-biały pysk Głogowego Cienia, który jednak nie wydawał się przeznaczony do podarowania jej życia.
xxx- Kos! - usłyszała nagle, a nim spostrzegła Kukułczy Puch pojawiła się tuż przy niej. Momentalnie w oczach przybyłej kotki pojawiły się łzy, a ogromny uśmiech na jej pysku zdradzał to, jak bardzo dumna była z tego co Kos osiągnęła. Nawet śmierć nie była w stanie na zawsze zerwać ich siostrzanej więzi. – Oh siostrzyczko! Tak tęskniłam! Wybacz, że Cię samą zostawiłam. Niestety ale nie było mi dane zostać z tobą na dłużej. Ale nie martw się! Zawsze byłam i będę przy tobie. Kocham Cię z całego serca i będę zawsze tuż obok. Nigdy Cię samej nie zostawię. Już nigdy więcej. – uśmiechnęła się delikatnie pod koniec i Kukułka spróbowała swoja siostrę przytulić. Mimo iż Kukułczy Puch nie była w żadnym stopniu namacalną postacią, Kosowa Pieśń poczuła owiewające ją, miłe i ciepłe uczucie. – No ale już koniec tych czułości bo zaraz się rozkleję na dobre!- zaśmiała się a następnie odsunęła się kawałeczek od czarnofutrej. – Jako, że zostajesz przyszłą przywódczynią klanu Rzeki, chciałabym Ci podarować dar Wytrwałości. Napotkasz na swojej drodze wiele bolesnych wyzwań, będziesz musiała podejmować trudne decyzje, będziesz musiała robić o wiele więcej niż będziesz w stanie. Nigdy więc nie przestawaj wątpić że nie dasz rady, zawsze brnij w to, co uznajesz za słuszne. Nie poddawaj się. Nigdy – po tych słowach, dotknęła nosem nos przyszłej przywódczyni, a tą uderzyła siła szarpiąca ją brutalnie i bezlitośnie. Kos szarpała się i stawiała opór, jednak z każdym jej ruchem siła ciągnęła ją jeszcze mocniej. Ciemna kotka poczuła jak cały jej umysł napływa bezsilnością, poczuciem zupełnej bezradności. Nagle wstyd i poczucie winy trafiło do jej głowy, mieszanka bólu i złości z którą nie potrafiła walczyć. Wydawało się, że minęła wieczność nim Kosowa Pieśń przestała miotać się po szarpiącej ją otchłani i wróciła do gwiezdnego zagajnika.
xxxWszystkie oczy były skierowane w jej stronę gdy powoli, eleganckim krokiem przed jej pyskiem pojawił się wysoki, przystojny kocur o bystrym spojrzeniu. Jego ciało było smukłe, olśniewające i idealnie ułożone. Nie mogła mieć więc wątpliwości co do tego, komu właśnie się przypatruje. Świetlikowa Noc. Gwiazda.
- Jeśli powiem ci, że mianując twe imię na Kosową Łapę widziałem w tobie płonącą ambicję, nie uwierzysz mi - zaśmiał się, patrząc na niższą kotkę. - Jeśli zaś stwierdzę, że mianując twe imię na Kosową Pieśń wiedziałem, że się nie pomyliłem, wyśmiałabyś mnie gdybyś miała odwagę. Ja jednak wiem swoje i jestem pewny swojej opinii, a tego życzę także Tobie, wiesz, Kos? - spytał. - Z tym więc, piątym życiem, dostajesz ode mnie dar Pewności siebie. Każda twoja decyzja, każde twoje słowo i każdy czyn który wykonasz powinien być pewny. By klan wiedział, że robisz dobrze. Byś ty wiedziała, że robisz dobrze - jego donośny głos rozbrzmiał w jej uszach, a sens jego słów wbił jej się do głowy w momencie, gdy poczuła jego nos przy czole. Uczucie które ją ogarnęło wcale nie było bolesne. Jej serce zaczęło bić szybciej, a ona sama czuła, jak wypełnia ją determinacja. Pewność. Poczuła, jak każdy jej krok, każda myśl przeradza się w piękną historię. Historię, którą ona sama buduje, dzięki której jej klan staje się silniejszy. Staje się silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
xxxJej ciemny wujek odwrócił się i ponownie stanął wśród tłumu. Przez dłuższy czas nikt nie przychodził, a Kosowa Pieśń z każdym kolejnym uderzeniem serca nabawiała się nowych obaw, że to ona coś zrobiła źle. Że nie zasługuje na kolejne życia, że to koniec. W końcu jednak, wśród rzecznych kotów pojawił się nieśmiały ruch. Smukły, czarno-biały kocur wyłonił się w końcu spośród futer rówieśników, podchodząc wolnym krokiem w jej stronę. Kiedy zaś przystanął przed nią, zawahał się na chwilę. Chwilę, bowiem zaraz uśmiechnął się ciepło w jej stronę, a jego oczy lśniły dumą i niesamowitą radością.
- Kos, moja mała Kos - miauknął Trawiastooki. - Powinnaś otrzymać swoje kolejne życie. Wyrozumiałość. To dar, który pozwoli ci sprawiedliwie sądzić innych. Wyrozumiale oceniać każdy błąd, każdą tragiczną historię i zbieg zdarzeń które nie były pod niczyją kontrolą - miauknął cicho, krótko, po dłuższej chwili nachylając się i dotykając czoła zastępczyni. W ciele ciemnej kotki zaczął płonąć ogień, który powoli wyżerał ją od środka. Dawał poczucie odpowiedzialności, powagi tego, że każda jej decyzja będzie sądzona, każda będzie uznawana za nieadekwatną do sytuacji, każda będzie odciskać piętno na tym co tak właściwie się dzieje. Ból, który rozchodził się po jej ciele rozprzestrzeniał się wolno, torturując ją bez końca. Bez końca, aż w końcu się skończył, a na miejscu Trawiastookiego stał ktoś zupełnie inny. Nowy.
xxx- Mamo - miauknęła głośno, a na jej pyszczek wpłynął ciepły uśmiech. Mknąca Łapa, córka Kosowej Pieśni odebrana jej przez okropne, czarne ptaszyska stała przed nią teraz. W jej oczach nadal gromadziła się rozsadzająca ją energia, tak, jak było to za życia. Nic się, najwyraźniej, nie zmieniła. Nic. - Mamo, mamo, mamo! Ja, z kolejnym już życiem, daję ci dar Ostrożności, bo lekceważenie swoich przeciwników to najgorsze co możesz zrobić, serio! Jeśli wiesz, że nie podołasz wyzwaniu, poproś o pomoc. Nie jesteś sama, a o siebie, no i innych, też dbać musisz! Nie chcę ciebie tutaj za szybko zobaczyć - zaśmiała się. Następnie podeszła do mamy i dotknęła jej całego ciała, wtulając się w ciemne futro kotki. Zastępczyni poczuła, jak powaga danego jej daru zaczyna mieszać się z tęsknotą, bliskością i czułością, co dostała w pakiecie od własnej córki. Chwila ta minęła szybko, a kiedy Mknąca Łapa odeszła w cień, czuła jak pragnie ponownie poczuć ją przy sobie.
xxx- No, no, sama Kos mnie odwiedziła - rozbrzmiał głos, a on prowadził do nikogo innego, jak jej siostry, Płotkowego Plusku. Jej szare futro pojawiło się przed oczyma zastępczyni, a to przedstawiało się wdzięcznie i schludnie, podobnie jak za życia wojowniczki. - Kos, po pierwsze, skończ być taką miękką kluchą bo nie pociągniesz długo. Po drugie, z ósmym życiem dostajesz dar Miłości. I tej matczynej, byś każdego w klanie traktowała tak dobrze, jak dobrze traktowałaś swoje dzieci. I tej rodzinnej, byś uznała ich wszystkich za swoją najbliższą rodzinę. Każdy z nich to twoja rodzina, każdy z nich to ktoś, o kogo jesteś odpowiedzialna. O kogo musisz dbać - powiedziała, choć kotka z pewnością była przekonana że Kos podoła temu zadaniu. Dotknęła więc nosem jej czoła, a serce Kosowej Pieśni nagle zostało wypełnione miłością, czułością i troską, która poczęła się wylewać gdy tylko to wszystko zrozumiało, że nie pomieści się w jednym, wielkim sercu kotki. Płotkowy Plusk odeszła w kierunku Słowiczej Łapy, z którą siedziała także poprzednio i od której nie odstawała na krok.
xxxKosowa Pieśń wiedziała że czeka już na ostatniego, dziewiątego kota. Ktokolwiek miał to być, podświadomie czuła że będzie to ktoś ważny. Ktoś warty tak długiego czekania. Wypatrywała więc z głuchą ciekawością i niecierpliwością tego, kto miał pojawić się tutaj już jako ostatni. Okazało się, że wcale nie musiała tak długo czekać. Spośród rzecznych osobistości nagle zaszeleściło tylko z jednej strony, z strony, z której ktoś nadchodził. Drobna, niska, lecz piękna kotka zbliżała się w jej stronę. W oczach przybyłej lśniły mokre łzy, a Kos zdawała się słyszeć jak radośnie i dumnie bije jej serce. Ostatni, dziewiąty kot. Córka Łabędziej Pieśni i jej własna, kochana mama, Pierzaste Serce.
- Kosowa Pieśń, moja piękna - uśmiechnęła się przez łzy, dotykając łapą jej pyszczka. Nie mogła ukryć tego ile emocji gościło w puchatym ciele mamy. Nie miała także słów by cokolwiek powiedzieć do swojej ciemnej córki, bowiem cokolwiek miała tutaj powiedzieć Kos z pewnością to wszystko wiedziała. - Twoje dziewiąte życie, córeczko, to dar Szczęścia. By prowadzić dumnie swój klan musisz codziennie dawać im nadzieję. Nie zapominaj o nich, nigdy, nigdy nie zapominaj że twój humor i nastawienie to odzwierciedlenie tego, co dzieje się w klanie. Zawsze miej swój piękny, szczery uśmiech i zawsze doprowadzaj do tego, by pojawiał się on bez przymusu. Idź i kochaj, Kosowa Pieśni. Kochaj i wierz w to, co słuszne, kochaj i czuj radość za wszystkich tych, którzy nie mogą jej w sobie wybudzić. Idź z dumnie uniesioną głową, córeczko - jej delikatny głos rozbrzmiał na sali, a Kosowa Pieśń poczuła palące ją szczęście zanim jej mama zdążyła dotknąć jej kruczoczarnego czoła. Emocje buzowały w ciele ciemnej kotki, czuła każde swe życie po kolei jeszcze raz, czuła jak te stają się jej częścią. Pierzaste Serce odeszła, nie przestając obserwować swojej małej, dzielnej córki.
xxxCzerwona Gwiazda ponownie wyszła naprzeciw ciemnej kotki. Wszystkie oczy wbijały w obie swój naciskający wzrok, a Kosowa Pieśń czuła tak wiele emocji, że nie potrafiła skupić się na żadnej z nich. - I stało się.Gdy wspominam twoje na’odziny, twoje ce’emonie… nie sądziłam, ze spotkamy się w takich okolicznościach. Ale to nie znaczy, ze nie jestem z tego ‘ada. Moja có’ka dob’ze wyb’ała. Masz dob’e se’ce i jesteś có’ką Pió’ka. Nosisz w sobie wielkie pokłady ciepła… i moze te’az to jest właśnie to, czego pot’zebuje mój… nasz Klan. Od dzisiaj nie będziesz juz nosić imienia Kosowej Pieśni. Od tej po'ry jesteś Kosową Gwiazdą, nową p'zywódczynią Klanu 'zeki! - ogłosiła dumnie i głośno popielata, poprzednia przywódczyni. Wszystkie obecne koty zaczęły wykrzykiwać imię nowej przywódczyni, najwyraźniej jeszcze bardziej rozemocjonowani niż ona sama. Kosowa Gwiazda nie była w stanie nawet rozpoznać wszystkich głosów, tak wiele ich rozbrzmiewało. Kotów, które zmarły niedawno, jak i tych, które pamiętała ze swych kocięcych i terminatorskich czasów. Nawet tacy, jak Krecia Łapa i Buropręgi, jak Łabędzia Pieśń i Porywisty Nurt, jak Ognistopręga i Księżycowy Pył, nawet takie, których nie miała prawa rozpoznać, a które przyszły uczcić jej sukces, jej dzień. W tle migotały sylwetki Błędnego Światła i Promiennej Gwiazdy, Ćmiej Gwiazdy, Lisiego Futerka i Omszałego Pazura, Jasnego Nosa i Wróblej Skórki, Drobnego Plusku i jej dziadka Starej Skórki. Nawet Iskrząca Gwiazda i Haniebny Czyn, nawet czarne futro Szepczącej Gwiazdy. Wszystkie pokolenia jak sięga pamięć przyszły powitać nową przywódczynię swej spuścizny, swego dziedzictwa. Brzmienie jej nowego imienia dudniło jej w uszach, a rzeczne koty wcale nie przestawały go wykrzykiwać. Słyszała je dobrze, kiedy piękny, utkany z gwiazd zagajnik zaczął powoli gasnąć, rozmazując się w jej pewnych oczach. Pomimo, że odpływała sama, a wiatr ponownie zabierał tylko jej ciało, czuła przy sobie bliskość wszystkich jej bliskich osób. Czuła ciepło bijące od Czerwonego Maku, od Ćmiego Zmierzchu, od Łososiowej Łuski, Płotkowego Potoku, Kukułczego Puchu, Mknącej Łapy, Świetlikowej Nocy, Trwiastookiego i Pierzastego Serca. Czuła, jak ich miłość gromadzi się przy Szepczącej Sadzawce. Widziała ich w każdym promyku leniwie wstającego słońca, a także przy futrach śpiącego Łabędziej Szyi i pięknej Mętnej Łapie. Ich troska i czułość buzowały z każdej strony, z każdego opustoszałego pola, z każdego drzewa, liścia, z każdego zakątku obozu rzeki. Stamtąd buzowały najbardziej. Z rzeki.

+15exp dla Kosowej Gwiazdy
+10exp dla Łabędziej Szyi
+10exp dla Mętnej Łapy


dziękuję kot która bardzo pomogła mi z postem<3
[Obrazek: C9NaquQ.png]
LVL 4 235 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
Na chwilę jej oddech, wcześniej upojony snem, przyśpieszył. Nie wiedziała czego ma się spodziewać. Przeróżne wyobrażenia o Srebrnej Skórce przypomniały się temu czarnemu kłębkowi, ale w żadnym nie występowała taka pustość. Przez moment zastanawiała się, czy to nie jakiś znak. Czy zaraz nie usłyszy, że nie powinno jej tu być. Odepchnęła od siebie to zwątpienie, zacisnęła szczęki. Musiała być silna. To nie był czas na brak wiary. Już nie mogła się wycofać.
Nie chciała się wycofać.
Może ten moment upartości spowodował opadnięcie mgły, może był to zbieg okoliczności, ale kotka nagle zrozumiała, że jest na miejscu i nieśmiało rozglądała się dookoła, wchłaniając całą sobą piękno tego miejsca. I obecność innych kotów. Przez moment patrzyła od jednego kota do następnego z niepewnością, ich sylwetki wywoływały w niej lekki strach, poza tym poczucie bycia w centrum wydarzeń zawsze ją stresowało. Ale w końcu zaczęła widzieć ich lepiej. I usłyszała pierwszy głos. Tak dawno nie słyszany głos kotki, którą podziwiała, szanowała i której nigdy nie spodziewała się zobaczyć jeszcze raz, jeszcze przed śmiercią. Wyglądała wspaniale. Dumnie, silnie, potężnie. Tak, jak ona, Kos, nigdy nie miała. Każda głoska dawnej przywódczyni wypełniała jej umysł i choć w ogólnym zaskoczeniu nie mogła odpowiedzieć, to udało jej się uśmiechnąć na potwierdzenie. Kiwnęła też sztywno głową. Była gotowa.
Więc dlaczego nagle poczuła, że chce uciec? Ten wspaniały dar, ten pierwszy dar i pierwsze życie były czymś, czego można się było spodziewać. Nigdy nie uważała się za silną, w najlepszych momentach miała wrażenie, że po prostu wystarcza, więc teraz, gdy miała być kimś więcej niż cieniem, potrzebowała siły. Dlaczego więc...? Zrozumiała, gdy Czerwonej Gwiazdy nie było już obok. Już nigdy nie miała poczuć się tak jak w tej krótkiej chwili. To miał być jej ostatni moment słabości. Blady grymas uśmiechu pojawił się na czarnej mordce, gdy popatrzyła w stronę ciotki. Szepnęła podziękowanie.
- Ciemko... - to były jej pierwsze faktycznie wypowiedziane słowa wśród przodków, to smutne, stęsknione kilka liter - to nie tak miało wyglądać - powtórzyła smutno, o wiele ciszej. Na pierwsze słowa kuzynki speszyła się trochę, całą siłę woli skierowała na niepatrzenie z poczuciem winy w stronę ciotki. To nie było coś, co jakakolwiek matka chciałaby usłyszeć. Ale każde następne słowo płoszyło Kos jeszcze bardziej. Niepotrzebnie? Miała teraz tyle pytań, chciała spędzić z Ćmą jeszcze chwilę, tylko po to, żeby porozmawiać... Poczuła jej nos na swoim i znów zalała ją fala odczuć silniejszych od niej. Mimo niewygody i bólu starała się stać równo, starała się zatrzymać swoją małą, wspaniałą przywódczynię jeszcze chwilę przy sobie. Poczuła łzy cisnące się do oczu, usłyszała jeszcze jej ostatnie polecenie i kiwnęła głową, starając się przełknąć ślinę.
- Bracie - odpowiedziała na kolejne powitanie i uśmiechnęła się do Gołąbek, czując jednocześnie ogromny ból, że widzi ją wśród zmarłych, ale też rodzaj ulgi, że jest w domu, wśród rodziny. Wysłuchała Łososia, czując jak jego spojrzenie świdruje jej umysł i zanim dotknął jej czoła, zdołała krzywo się uśmiechnąć. Gwiezdni wiedzieli czego potrzebowała i nie owijali w bawełnę, naprawiali jej niedoskonałości, miała przecież kierować klanem, nie mogła być taka jak teraz, nie była idealna... Wir emocji, jakie nią zawładnęły były jak dobrze znane przyjaciółki. Nie oznaczało to, że łatwiej było z nimi walczyć... ale w końcu jej się udało i spokój jaki dostała spowodował więcej ulgi niż się spodziewała. Nie był tylko brakiem niepokoju. Był czymś lepszym. Zdołała z wdzięcznością uśmiechnąć się do siostry, która towarzyszyła w tym dawaniu darów i odprowadziła spojrzeniem swojego brata-medyka. Na moment jej serce stanęło, gdy znajome futerko pojawiło się w polu widzenia i patrzyła na Głoga, na ojca jej wspaniałych kociąt, z mieszaniną uczuć przelewającą się przez jej wciąż wstrząsany umysł. Nie potrafiła tego przetrawić i odstawiła swoje pomieszanie na później. Bo on najwyraźniej nie miał się pojawić przed nią.
A przed nią pojawiła się o wiele wspanialsza istota. Ta, która faktycznie pomagała jej w wychowaniu dzieci. Ta, która faktycznie była wsparciem do ostatnich chwil. Ta, która wycierpiała tyle samo, a może więcej. Ta, która rozumiała. Najwspanialsza Kukułka. Do tej pory stała dość sztywno, nie chcąc w żaden sposób zaburzyć ceremonialnej etykiety, której kompletnie nie znała, teraz jednak tak zapragnęła wtulić się w futro siostrzyczki. I Kukułka najwidoczniej pomyślała o tym samym, bo utknęły w tym nierzeczywistym przytuleniu... a gdy pręgowana siostra mówiła o rozklejaniu się, mogła ujrzeć łzy w zielonych ślepiach Kos. Ona już była rozklejona. Rozczulenie ustąpiło miejsca przerażeniu, gdy wraz z darem siostry pojawiły się najokrutniejsze jak dotąd wyzwania. Już myślała, że nigdy się nie skończą. Ale przetrwała. Przetrwała to... przetrwała wszystkie uderzenia losu w swoim życiu. Czemu miałaby nie wytrwać tego wszystkiego, co jeszcze było dla niej zaplanowane?
Na widok wuja nie była w stanie się ruszyć ani odezwać. Był olśniewający, jeszcze bardziej niż za życia. Wyglądał jak ideał przywódcy, więc ona poczuła się przez chwilę bardzo nie na miejscu. Przez moment nie mogła się nawet zdobyć na popatrzenie mu w oczy, dopiero gdy wspomniał o wyśmianiu go i o potrzebnej do tego odwadze, podniosła wzrok, a delikatny uśmiech pojawił się na jej mordce. Wyśmianie Świetlikowej Gwiazdy zdawało się być czymś tak niemożliwym, jak pokonanie Czerwonej Gwiazdy w walce, czymś, na co nikt o zdrowych zmysłach nigdy by się nie zdobył. Jego dar, kolejny potrzebny, piękny dar, wcale jej nie przygniótł. Po raz pierwszy w życiu poczuła, że może dorównać swoim poprzednikom.
Dlatego wyczekiwanie na kolejnego kota dotknęło ją bardziej, niż mogła się spodziewać. Niezmierna radość, gdy zobaczyła tatę wymazała jednak to ziarno goryczy.
Znów się uśmiechnęła. On zniknął z klanu i nigdy już nie wrócił. Ona zniknęła i udało jej się wrócić, znów być w domu, odzyskać zaufanie klanowiczy, a teraz miała nawet nimi kierować. Tak wiele kotów znikało i wracało, tak wiele kotów traciło kontrolę nad swoim życiem i doskonale wiedziała, co tata miał na myśli. Ufnie nadstawiła głowę i niemal nie fuknęła wściekle, gdy znów poczuła, że dar niósł za sobą ból i okrucieństwo. Ogień. Słabość.
- Nurt! - widok córki był jak woda głaszcząca brzeg podczas upału. Nie była nawet świadoma tego, że podniosła głos, niemal wykrzyczała imię szaro-białej - och, moja kochana, moja biedna Nurt - wyszeptała jeszcze, gdy emocjonalna mieszanka zalewała ją jak jesienny deszcz. Znów płakała. Chciała zostać w uścisku na zawsze, chciała zatrzymać Nurt przy sobie, chciała zabrać ją do domu.
Nie mogła. Następny kot pojawił się przed nią, znów rodzina, kolejna siostra. Uspokoiła się natychmiast, dyskretnie pociągnęła nosem, żeby ukryć całkowite rozmemłanie w jakim się znalazła. Jej uszy na moment cofnęły się na dość specyficzną reprymendę, ale w końcu się uśmiechnęła, tym bardziej słysząc, co dostaje od Płotki. Kiwnęła głową w pełnym zrozumieniu, wiedząc, że ta jedna część nie będzie dla niej trudna. Nie powinna być dla niej trudna. Przez uderzenie serca bała się tego, co przyniesie dotknięcie kotki, co może poczuć, jakie przeciwieństwo miłości, czy może jej brak ją najdzie, ale nic takiego się nie stało. Poczuła po prostu, że ma jej więcej, że spokojnie wystarczy dla całego klanu, że będzie ich kochać mimo wszystko.
Pierzaste Serce wydawała się być piękniejsza niż za życia. Pozbawiona trosk, zmartwień, obdarta ze starości i braku sił. Nie zawsze miały łatwo. Czasem Kos wydawało się, że jest niewystarczająca, czasem, że nie jest akceptowana. Ale cieszyła się, ogromnie się cieszyła, że to matka zwieńczy jej ceremonię. Kochała ją. Była w stanie wybaczyć jej potknięcia i wrażenia, o których nie zdołały porozmawiać, rzeczy, których sobie nie wyjaśniły. Teraz nie było takiej potrzeby. Rozumiała. Rozumiała wszystko i nie mogła nie cieszyć się z dumy w oczach matki.
- Oczywiście, mamo - powiedziała miękko na koniec, uśmiechając się najbardziej jak mogła. Znów poczuła łzy, tym razem radosne, wyzwalające łzy. Łzy szczęścia.
Po raz kolejny stała przed nią Czerwona Gwiazda i teraz Kos czuła się dziwnie pewniej. Popatrzyła na ciotkę, prosto w jej przerażające zwykle oczy, uśmiechnęła się spokojnie, z obietnicą stanięcia na wysokości zadania, malującą się w oczach. Usłyszała swoje nowe miano i jej serce na moment zatrzymało się, słysząc jak chór kocich głosów skanduje, jak zalewa ją ich duma i energia. Poczuła dreszcz.
Chciała zostać jeszcze chwilę. Chciała móc porozmawiać, prawdziwie porozmawiać z tymi, za którymi tak tęskniła, zadać kilka pytań tym, których nie spodziewała się tu zobaczyć. Czuła jednak, że jej czas z Klanem Rzeki się kończy. Że musi wracać do żywych, bo to nimi miała się opiekować.

Obudziła się, wciąż jeszcze buzując emocjami ze swojej ceremonii. Zrobiła drżący, długi wdech i ostrożnie spięła mięśnie, żeby poczuć znów swoje ciało i życie, które ją otaczało. Zrobiła to. Została Gwiazdą. Teraz musiała wrócić do domu. Popatrzyła po towarzyszącej jej dwójce i nie myśląc zbyt wiele oparła się głową o rude futerko Mętlik. Poczuła kolejną falę łez, tych szczęśliwych, ciepłych łez, ale powstrzymała się przed nadmiernym rozsypaniem. Po prostu pojedyncza łezka, pełna skroplonych przeżyć, wsiąknęła jej w futro na policzku.
- Możemy wracać do domu - powiedziała spokojnie - powinniśmy nawet - uśmiechnęła się.
Poczekała aż się zbiorą, a potem pewnym krokiem wyprowadziła ich z Szepczącej Sadzawki i zaczęła iść w stronę klanu, prowadzona nie tylko swoją pamięcią, ale pewnie też losem i wolą przodków. Ostatni prezent.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
I tak rozpoczęło się jego czuwanie. Obie kotki zanurzyły się w ramionach snu - jedna w mistycznego, regeneracyjnego dla duszy, a ta druga; przyziemnego, regeneracyjnego dla ciała - pozostawiając go sam na sam z Szepczącą Sadzawką, portalem do Srebrnej Skórki. Właśnie tam przebywała aktualnie ich zastępczyni, prawda? Nie między światami, nie tutaj, gdzie spoczywało jej ciało. Była u Gwiezdnych jak jedna z nich.
Wykorzystał ten czas na myślenie. Patrzył w spokojną taflę wody i wracał wspomnieniami do Lodowego Kła, którego po raz ostatni widział obieg pór wcześniej, niemalże dokładnie w tym miejscu, w bliźniaczych okolicznościach. Wtedy też przy wodzie śniła czarna kotka, ale jego ukochana spała bezpiecznie w obozie, z dala od niego, nie będąc jego. Pragnął wtulić łeb w rudą głowę, była przecież tak blisko. W tym celu musiałby opuścić swój posterunek u boku Kosowej Pieśni, dlatego posłał Mętnej Łapie tęskne spojrzenie. Szepcząca Sadzawka miała w sobie coś przykuwającego uwagę i nie wiadomo kiedy znów patrzył ku niej. Czy po pełnym obiegu pór ojciec zyskał towarzystwo kogoś z rodziny? Jak miewały się jego dzieci? Gdzie były zaginione wnuki? Lodowy Kieł pewnie znał odpowiedź na każde z męczących Łabędzia pytań, jednak tym razem nie miał pojawić się w śnie syna. Nie każdy niepokój da się ugłaskać. Powinien nauczyć się z nim żyć; przyjdzie mu stracić bliskich nie raz, nie dwa, wiecznie nękany niepewnością. Nie może liczyć na taryfę ulgową za każdym razem.
Wreszcie Łabędzia Szyja przyłapał się na tym, że z coraz większym trudem kontroluje opadające powieki. Były niesamowicie ciężkie. Wydawało mu się, że w oczach ma piasek. Delikatnie zbudził partnerkę i gdy wrócił na swoje miejsce, od razu zapadł w sen. Był w obcym, niechronionym miejscu, a czuł się jak w domu. Był przekonany o braku zagrożenia, mimo że nie potrafił wyjaśnić tej pewności, nie miała logicznego podłoża. Po prostu wiedział.
Obudził się na poruszenie. Noc przeminęła, Kosowa Pieśń opierała się o Mętlik. W pierwszej chwili zaspany umysł wojownika zaniepokoił się, lecz rychło dostrzegł uśmiech na pysku zastępczyni. Zastępczyni? Przywódczyni.
- Kosowa Gwiazdo - wyszeptał z szacunkiem, pochylając głowę. A później... ziewnął. Zakłopotany potrząsnął głową i w następnej chwili był gotowy do drogi, nagle ożywiony.
Dokonało się. Klan Rzeki zyskał nową Gwiazdę. Najlepszą, jaką mogli mieć.

z.t.
.
.

[Obrazek: labondz.gif]
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹
uwu
x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x
˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx
uwu
xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx
✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx
xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚
xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖
uwu
xAnd all we'll ever need is another dayx
uwu
xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ-
-ˋˏ Tomorrow. is a mile away
xxxxxxxxx

╭───────────────────.★..─╮
܁. And live like shooting stars ⊹˚
╰─..★.───────────────────╯
. ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x
LVL 12 150 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości