Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
Podczas gdy Pokrzywa zastanawiała się nad jego propozycją, Alojzy kołysał się na piętach w przód i w tył, oczekując na jej odpowiedź. Wyraźnie nie interesował się dylematem, który zielarka teraz roztrząsała.
- Oczywiście, nie musisz się spieszyć. Nauka nie zając, nie ucieknie - roześmiał się ciepło i tubalnie. Nachylił się nad pokazanymi mu ziołami i od razu, niemal mechanicznie, wymienił ich nazwy. - To jakubek, a to podbiał. Jakubek jest dobry na obicia i sińce, a podbiał pomaga w leczeniu popękanych łap i leczeniu kaszlu - wyjaśniał, wskazując nosem najpierw liście, a potem kwiatek. - Z kolei to jest nagietek, który nakładamy na rany, by zapobiec infekcji. Za to ogórecznika używamy, aby zbić gorączkę; możemy też go podać karmiącej, by miała więcej odżywczego mleka. Oczywiście, można też używać go jako łagodniejszy zamiennik kocimiętki na uspokojenie. Jest od niej o tyle lepszy, że nie uzależnia.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXNauka nie zając, huh. Chciałaby żyć w takim świecie, gdzie miałaby dozwoloną ilość czasu na nauczenie się tego, co potrzebowała. Nie miała czasu. Nowy Świt już i tak zbyt długo czekał na kogoś, kto wiedziałby coś więcej niż przyklejenie plasterka z pajęczyny i złagodzenie objawów zatrucia. Wierzyła, że Alojzy wyleczyłby jej rodzinę nawet i za zwykła obietnice zapłaty w przyszłości, ale nie mogli wiecznie polegać na innych. Ona nie mogła polegać na innych. Wyłącznie na sobie. XXX- Rozumiem. Dziękuję, rzeczywiście znasz się na rzeczy... - przyznała, notując sobie w głowie wszystkie nowe informacje. Wśród ziół znalazło się jedno - jakubek, którego znała zastosowanie, choć jego nazwa dotąd pozostawała tajemnicą. To pomogło jej w ustaleniu, że Alojzy nie kłamie o swojej wiedzy i umiejętnościach. - To kogo mam odnaleźć? - zapytała w końcu. Dostała pewną porcję wiedzy, dużo więcej, niż zdołała się nauczyć do tej pory, ale to niestety nie wystarczy. No i chciała się odpłacić za to, czego już zdołała się dowiedzieć.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
- Wątpisz we mnie? - niby to nadąsał się Alojzy, by zaraz potem roześmiać się tubalnie, tak by dać jej do zrozumienia, że nic a nic się nie złości.
- Na Osiedlu jest kot, który nazywa się Onufry Gałganek. Szukałem go długo, lecz bezskutecznie, jakby się pod ziemię zapadł. A on jako jedyny może mi powiedzieć, gdzie teraz jest mój biedny... - na chwilę jego uśmiechnięty szeroko pysk przysłoniła chmura jakiegoś zmartwienia, smutnej myśli. Szybko jednak odegnał obłok z czoła i spojrzał na nią swoimi szczerymi iskrzącymi oczyma. - No, chciałbym, żebyś go znalazła, a przynajmniej dowiedziała się, gdzie dokładnie jest. Za to nauczę Cię czego tylko zechcesz. Umowa stoi?
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXWyjaśniła już dlaczego z taką nieufnością podchodzi do samozwańczego Znachora, nie chciała się powtarzać. Na szczęście nie musiała, bo nadąsany ton kocura był jedynie żartem. Dość dziwnym w mniemaniu Pokrzywy, ale to nieistotne. Być może rzeczywiście poczuł się odrobine urażony i próbował to obrócić w dowcip. Poruszyła jednym z uszu, nieco skonfundowana. XXX- Onfury Gałganek - powtórzyła cicho pod nosem, starając się zapamiętać to nietypowe imię. Brzmiało trochę jak jedno z tych imion, które mogliby nadać ludzie. - Oczywiście. To bardzo uczciwy układ. Powiedz mi tylko, jak on wygląda? Wiesz może gdzie był widziany ostatnio? - dopytała, aby nie błądzić zupełnie po omacku. Znając szczęście był najpospolitszym czarnym albo burym kotem, a przebywał w dzielnicach, gzie zalegało najwięcej śmieci, a co za tym szło - przebywało tam najwięcej kotów. To też nie było takie złe, im więcej ciekawskich oczu, tym prędzej się czegoś dowie.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Mistrz: Nietoperze znów mają Skrzydła [*] | Śliski Brzeg Płeć: kotka Matka: Świerki znowu obrosły Igłami... Ojciec: Wypłowiała każda Łata na Skórze. Partner: Zatrzepotała Skrzydłami i odleciała.
Była to niewysoka, chuda kotka, której brak wysokiego wzrostu rekompensowała długość ciała, naturalnie przystosowująca ją do biegu, oraz długi ogon...chwila, moment. To ostatnie nie opisuje najlepiej wymiarów tej części ciała u tej wojowniczki. Ogon Grzyb był nieprawdopodobnie, szokująco wręcz długi. Jak i reszta ciała, porośnięty był czarnym, krótkim futerkiem pozbawionym jakichkolwiek białych znaczeń. Natura wyposażyła ją w złote, bystre oczy, w których od niedawna błyszczy uśmiech przez łzy. Jej nawykiem było trzymanie zwieńczonych frędzelkami uszu postawionych. Szyję szpeciła sporych rozmiarów blizna - ślad po oderwanej przez lisa skórze. Jako Gwiezdny powróciła do wieku kocięcego: znowu jest maleńkim kociakiem o ledwo wybarwionych ślepkach.
Z zewnątrz nadal jest tą samą cichą i oddaną wojowniczką, jednak jeśli bliżej się ją pozna, otrzyma się portret kotki o ogromnym sercu równie złotym co jej oczy. Sercu, które jest złamane. Grzybowa Polana już dawno przyjęła rolę pokornej obserwatorki otaczającej ją rzeczywistości - teraz zarzuciła jednak korygowanie wad i czynienie życia znośnym. Pozwala życiu płynąć obok siebie, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie, żeby wierzyła, że któregoś dnia znowu wszystko będzie dobrze - po prostu konfrontacja ze światem realnym jest dla niej zbyt bolesna. Wręcz bije z niej zmęczenie wszystkim, co ją otacza. W dalszym ciągu można przyjść do niej po pomoc, wtulenie się w czarne futerko czy po prostu by pogadać na jakikolwiek temat - jednak Grzyb, co widać na pierwszy rzut oka, sama potrzebuje terapii.
Jaskółczy Śpiew [MGBG], Jeziorna Mgła [nkt]
- Ma czarne futro. Niewysoki, ma szeroki pysk, naderwane lewe ucho. Mrukliwy, ale serce gołębie, oczy mu się śmieją - pospieszył Alojzy z wyjaśnieniem. - Ostatni raz ponoć był w okolicach wielkich pól rzepaku - wiesz, gdzie to jest? Jeżeli długo iść tam, o tam - wykonał łapą gest wskazujący mniej więcej na północ - to dotrzesz do tego miejsca. Proszę, wypytaj o niego, spróbuj go znaleźć. Byłbym szalenie wdzięczny.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXCzarne futro. Oczywiście, że miał czarne futro. Od czarnych kotów chyba tylko częściej spotykało się te bure... Na szczęście Onfury miał pewne cechy, które go wyróżniały. Niewysoki, szeroki pysk i naderwane lewe ucho. To cenne wskazówki, które ułatwią jej poszukiwania — na które jeszcze w tej czasoprzestrzeni zamierzała się wybrać. Czas nieco zweryfikował jej plany, ale w tym momencie Pokrzywa chłonęła każdą nawet najmniejszą dawkę informacji. Potrzebowali wiedzy. Dużo wiedzy. Wiedzy, której nie otrzymają od klanów. Wiedzy, której Pokrzywa nawet od klanów nie chciała. Wciąż żywiła do nich urazę, nawet jeżeli wierzyła, że największą winę ponosił w tym wszystkim Rojst. Tsk... XXXPola rzepaku. Tak, to tam się uda, gdy tylko powiadomi członków rodziny, że wybiera się na małą wyprawę z misją zleconą przez Alojzego. Podziękowała za udzielone informacje i obiecała wrócić, gdy tylko czegoś się dowie. Zawróciła z powrotem w kierunku terenów Nowego Świtu.
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Zgniła Łapa była grzeczna i posłuszna, słuchała się zasad i nie wychodziła ponad szereg... Całe swoje życie siedziała uwięziona w obozie i próbowała grać przedstawienie idealnej córki. Podlizywała się, targała mech do lecznicy, starała się być wzorowym terminatorem. A mimo to pozostawała niezauważona. Nie do końca wiedziała, czego tak właściwie oczekiwała od innych kotów. Uznania? Pochwały? Ale czuła jednak, że chciała czegoś, jednocześnie sama siebie podświadomie przekonując, że w klanie była właściwie nikim. Była córką dwójki starych wojowników, których reszta kociąt przepadła, lub nie spełniła oczekiwań ich ojca. Nie płynęła w niej krew ani medyczki, ani przywódczyni, jej przodkowie nie byli podziwiani w lesie... a ostatnimi dniami spędziła zdecydowanie zbyt długo rozmyślając na ten właśnie temat.
Minęło parę dobrych dni od ich ceremonii na terminatorów. Jej trening szedł całkiem dobrze, nie mogła szczególnie narzekać na Nietoperze Niebo, bo o ile starsza siostra nie była szczególnie asertywna, to jednak nauka szła im w miarę gładko. Albo może Zgnilec w to chciała wierzyć? Jakkolwiek by im nie szła ta nauka, to na pewno jedną rzecz szylkretka sobie zapamiętała i rozmyślała o niej codziennie przed zaśnięciem. A było to luźne podejście czarnej kocicy do kodeksu. Do tej pory młoda terminatorka była ślepo wpatrzona w ojca i jego miłość do zasad, nie biorąc przy tym nawet pod uwagę, że być może nie wszystko było tak czarno-białe jak do tej pory myślała. O czym jeszcze mogła się mylić w swej głupiej adoracji i próbie zdobycia uznania Wietrznego Dnia? I o czym właściwie sobie myślała, kiedy tamtej nocy, nie będąc w stanie zasnąć, postanowiła szturchnąć nikogo innego, a Borsuka i szepnąć mu parę słówek do ucha?
Mieli szczęście, bo obozu akurat pilnował nikt inny jak Klekoczący Bocian oraz Trawiasta Polana, którzy chętnie przyjęli ofertę wspólnej przekąski w postaci jaszczurki i zamiany paru słów, tłumacząc zaciekawionej terminatorce ważność nocnego stróżowania nad obozem, zupełnie nieświadomi, że podczas gdy ich uwaga była skupiona na pstrokatej, pewien inny smarkacz miał szansę wyślizgnięcia się za ich plecami. Wkrótce Zgniła Łapa zakończyła ich pogawędkę i poinformowała matkę oraz czarno-białego, że przejdzie się wokoło obozu, rozprostować łapy, oraz pomóc im w nocnej straży, upewniając się, że nikt podejrzany nie kręci się po okolicy. I tyle ją widzieli. W oczach była w tym momencie ambitną, chętną do nauki i pomocy terminatorką, podczas gdy w rzeczywistości pędziła w tej chwili przez Bzyczącą Polanką z Borsuczą Łapą, z szerokim uśmiechem wymalowanym na mordce.
Granica okazała się być nieco dalej, niż Zgniła Łapa początkowo zakładała, więc po drodze musieli zrobić parę cichych przystanków by złapać oddech i nie grzmotnąć z wyczerpania. Szczęście im jednak przypisało i nie natknęli się na żadne nocne patrole ani polujących wojowników. Wkrótce też dotarli do celu swojej ucieczki, kiedy zapach ich terenów i granicy został zastąpiony przez inny, gorzki i gryzący w oczy. Pomimo, że nigdy wcześniej go nie czuli, to nie było wątpliwości do czego należał.
-O fuj! - uleciało kwaśno z pstrokatej, wykrzywionej mordki. -Gorzej jak mech Owsianej Łuski! - rzuciła, a mimo to nie przerywając kroku, zbliżając się do rzędu drzew, za którymi kryła się Grzmiąca Ścieżka.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Po ostatniej konfrontacji Borsuk nie był specjalnie dobrze nastawiony do swojej siostry Zgnilizny. Uznał, że szylkretka jest po prostu zbyt nudna i zbyt potulna, żeby być dobrym kompanem do czegokolwiek, zwłaszcza do zabaw i figli. Skoro jest tak zapatrzona w Wietrznego Dnia i jego standardy to niech się z nim bawi i rozmawia. Dymny kocurek nie chciał za bardzo się z nią zadawać.
No… a przynajmniej do czasu nocy, w której Zgniła Łapa zaczęła go szturchać i budzić. Borsucza Łapa mruknął pod nosem kilka niezadowolonych słów a potem spojrzał na siostrę z równie niezadowolonym wyrazem pyszczka, który jednak poprawił się i rozchmurzył kiedy usłyszał propozycję siostry. Oh do takich rzeczy to on zawsze był chętny.
Nie czekał zbyt długo kiedy Zgnilizna zagadała nocnych stróżów, wypędził z obozu z szybkością przestraszonego królika. Nie chciał, żeby nagle Klekoczący Bocian i Trawiasta Polana odwrócili się i go zobaczyli. Biegł razem z siostrą kiedy tylko ta do niego dołączyła. To był dość ciekawy obrót spraw, że akurat ona zaproponowała mu takie wyjście a nie na przykład Krzyk, która była raczej bardziej zabawowa od Wietrznego Dnia części drugiej.
-Bleh! -również wykrzywił mordkę i zmarszczył nos. Grzmiąca Ścieżka śmierdziała gorzej niż wszystko co do tej pory udało mu się powąchać -a uwierzcie, było tego wiele, jako iż Borsuk lubił wsadzać pyszczek we wszystko co się dało kiedy mu się nudziło. Dymny podążał jednak za siostrą. Chciał zobaczyć tą straszliwą i przerażającą ścieżkę, na której stała kiedyś Nietoperze Niebo na własne oczy. Ciekawe czy zobaczą dzisiaj jakiegoś nocnego potwora- Śmierdzi gorzej niż wszystko co możliwe w obozie!
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Niestety relacje pomiędzy dymną dwójką nie były najlepsze po tamtym nieciekawym poranku, który zawsze gdzieś snuł się na końcu myśli Zgnilizny, a teraz Zgniłej Łapy. Szylkretka chciała wierzyć, że była to po prostu nic nie znacząca sprzeczka, ale nie dało się zaprzeczyć, że jej skutkiem było ich oddalenie się. Borsuk był narwany i buntowniczy, ona starała się być ułożona i posłuszna, lecz... ostatnimi dniami coraz bardziej dochodziła do wniosku, że popełniła błąd. W tym momencie jednak nie myślała ani o tym, ani to każe, jaka mogłaby ich czekać, jeżeli by zostali przyłapani. W tym momencie jej umysł przepełniała ekscytacja, a w żyłach buzowała adrenalina. Uczucie zdecydowanie lepsze niż jakieś tam pochwały od niechcenia.
-I pomyśl sobie, że! - odezwała się i przyśpieszyła kroku, truchtem podbijając do rzędu drzew oddzielających ich od Grzmiącej Ścieżki. -Ktoś kiedyś tu przyszedł, popatrzył, powąchał i powiedział "mhm, tutaj właśnie zamieszka Klan Wichru"! - I w końcu mogła zobaczyć ten okropny, czarny jak burzowe chmury szlak i szczerze mówiąc... był mniejszy niż się spodziewała. Znaczy no i tak duży, ale tak ich tym straszyli, a zdawało jej się teraz, że dałaby radę przebiec na drugą stronę w kilku susach! A ona głupia oczekiwała, że ta dróżka będzie przynajmniej cztery razy szersza. No cóż, to bo jej brakowało w wielkości, to na pewno nadrabiała smrodem! Im bliżej była, tym bardziej wykręcało jej nos. -Małe to. - rzuciła gdy już się napatrzyła, zerkając na brata i jego reakcje.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
-Hmpf, ciekawe miał preferencje -zażartował z nutką złośliwości w głosie. Nie wiedział kto wybrał takie miejsce, ale musiał mieć naprawdę dziwne poczucie humoru skoro obrał sobie na cel tereny obok tego śmierdzącego czegoś... szkoda że Borsucza Łapa nie mógł go poznać. Pewnie by się dogadali i zrobili razem wiele żartów. No, ale ten pewnie dawno już jest pod ziemią. Szkoda.
Dymny kocur polazł przez granicę drzew za siostrą i kiedy już zobaczył Grzmiącą Ścieżkę... rozejrzał się dookoła jakby szukał czegoś więcej niż to co miał właśnie przed nosem. I to była ta straszliwa Grzmiąca Ścieżka, którą przez całe kocięce życie straszył ich Wietrzny Dzień? Śmiechu warte. Co prawda śmierdziała jak szlag, ale dalej była... mało imponująca.
-I to niby ta ścieżka, na której stała Nietoperze Niebo? Z tej co ją trzy koty ratowały? Ta o której tak jęczał Wietrzny Dzień? -powiedział z krzywym grymasem -ze smrodu i zawodu- na pyszczku i poszedł bliżej, żeby dotknąć dziwnej powierzchni łapą, jednak nie wchodząc przy tym na jezdnię. Materiał był dziwny, taki... śliski, jednak nie taki śliski jak na przykład ślimaki bez skorupek, i gładki, ale gładszy niż najgładszy kamyk w lesie- Ale śmieszne -prychnął, rozbawiony nieznajomym uczuciem.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Ktokolwiek postanowił, że świetnym pomysłem będzie osadzenie się przy grzmiącej ścieżce i ustaleniu granic zaledwie rzut myszą od niej, musiał mieć na serio powalone w głowie... albo nosie. Bo albo mu się podobał ten smród, albo wizja zeskrobywania współklanowiczów z ciemniej nawierzchni. No właśnie, właśnie! Borsuk powiedział coś, co szybko przykuło uwagę jego plamistej siostry.
-Czekaj, co? Nietoperze Niebo tu stała? - miauknęła, przekonana, że albo się przesłyszała albo... albo co właściwie? Bo to nie tak, że jej mistrzyni miała imię, które łatwo by było pomylić z jakimś innym w ich klanie. -Po co niby? - mruknęła, jednak nim nawet dokończyła pytanie, Borsuk już wyrwał do przodu. No cóż, nie przyszli tu przecież na miłe pogawędki... ruszyła więc chwilę za nim, dobiegając do niego w momencie gdy ten kładł akurat łapę na jezdni. No i proszę, nie odpadła mu, ani się nie rozpuściła! -Hm. - mruknęła z zainteresowaniem, pozwalając nawet by na jej mordkę wpełzł drobny uśmieszek, następnie ustawiając się obok niego, poderwała w górę obie przednie łapy, balansując moment na tylnych, by następnie opaść w przód, z głuchym impetem uderzając w jezdnie.
-AAH! - jęknęła w momencie, kiedy jej opuszki weszły w kontakt z asfaltem, jej głos przepełniony grozą i agonią. Wyskoczyła w górę, odpychając się od grzmiącej ścieżki, jeżąc futro od łba po czubek ogona. Nie minęło nawet uderzenie serca, a jej ciało opadło bezwładnie na ziemię niczym szmaciana lalka, lądując na boku, gdzie pozostało w bezruchu zdecydowanie zbyt długo. Niestety samokontrola nie dała rady i zaraz z mordki kotki uleciało rozbawione prychnięcie, a ona wierzgnęła się, przekręcając się na grzbiet. -Heh, żartowałam. - mruknęła, nie racząc nawet zerknąć na brata, ale miała cichą nadzieję, że podniosła mu tym nieco puls. -Trochę jak ciepłe skałki w sumie, tylko hm... bardziej szorstkie? - wyraziła swoją opinię na temat tego, co udało jej się poczuć przez ten ułamek sekundy, jednocześnie wyciągając łapy w górę, raz po raz rozprostowując i zginając palce.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
-Ta, Wietrzny Dzień coś tak gadał kiedyś -mruknął, skupiając się bardziej na czarnej drodze niż na pytaniach siostry. Później będzie się zastanawiał jak ominęła ją ta informacja, o której ojciec trąbił przez przynajmniej pół księżyca. Zwłaszcza jemu kiedy mówił jaki to Borsuk jest głupi i nieodpowiedzialny. Phi- a ja nie wiem po co. Jej się zapytaj. Wiem tylko, że tam sterczała po jakieś nie wiadomo jakie licho.
Krzyk go zaskoczył, to musiał przyznać. Potem Zgnilizna cofnęła się i upadła. W głowie dymnego kocura pojawił się wręcz ekran ładowania, który zamroził go na chwilę. Przecież on sam cały czas dotykał Grzmiącej Ścieżki i nic mu się nie działo, a nagle jego siostra została... porażona? Czy coś w ten deseń? Co tu się przepraszam bardzo odgwiazdnieklaniło? Borsuk mrugnął kilka razy a potem zaczął obchodzić siostrę dookoła, starając się zauważyć czy wszystko jest w porządku... i musiał przyznać, że ciśnienie mu się podniosło kiedy usłyszał jej rozbawione prychnięcie. Dymny kocurek usiadł obok siostry i chwilę później kilka razy uderzył ją delikatnie łapką po głowie -nie chciał jej w końcu przyprawić tu o wstrząs, nie miał ochoty jej targać na plecach do obozu- a gdyby Borsuk wiedział co to takiego śmieszne ludzkie filmiki o kotkach to mógłby to spokojnie do nich porównać.
-Przestraszyłaś mnie! -wykrzyknął i dał jeszcze siostrze po przednich łapach- Oż ty! -potrząsnął głową z niedowierzaniem- Wyszło ci to, muszę ci to przyznać -wypuścił powietrze nosem i uśmiechnął się- nie myślałem, że tak potrafisz. A co do tej ścieżki... może coś w tym jest... dziwne to to takie.
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Misja okazała się być sukcesem. Zanim Zgnilizna dojrzała mordkę brata i jej wyraz, to najpierw zobaczyła jego łapę, którą następnie została porządnie zdzielona po mordce i wystawionych w górę kończynach, co szczerze mówiąc - należało się jej. Jej pyszczek, na co dzień niewzruszony, chłodny i sztywny, teraz rozwarł się i wypuścić z siebie krótki, choć szczery śmiech. Trwał on może z trzy uderzenia serca, zanim zniknął za rządkiem wyszczerzonych kiełków.
-Wybacz! - sapnęła i przekręciła się na brzuch, by następnie podnieść się z ziemi, jednocześnie starając się zmusić mięśnie mordki do zrelaksowania się i powrócenia do swojego neutralnego stanu. No wystarczy już tego pajacowania na ten moment. -Szkoda, że nie widziałam twojej mordki, źle mi się upadło. - ogłosiła lekko i otrzepała się niczym mokry pies, pozbywając się z futra wszelkiego brudu, który postanowił się jej uczepić. Podeszła żwawym krokiem te niewielką odległość, którą odskoczyła i ponownie, tym razem na spokojnie dotknęła zbitego... kamienia? żwiru? piachu? W dotyku było trochę jak każde z wyżej wymienionych, a jednocześnie zupełnie inne. I okropnie równe. Zdecydowanie nie coś, co oczekiwałoby się spotkać w lesie. -Ciekawe z czego to. - mruknęła i odwróciła łeb w stronę dymnego kocura. -Ciekawe czy dużo kotów tu umarło? Może teraz dotykam miejsca czyjejś śmierci? - odezwała się ciszej, wpatrując się w niego zaczepiająco, oczekując jego reakcji, poruszając z ekscytacją końcówką ogona. -W ogóle to gdzie niby te potwory? Myślała, że będzie tu ich tyle co krzaków u nas w obozie.
średniej wielkości, długie, puchate, dymne futerko głównie w odcieniach czerni i szarości z lekkimi pręgami, białe znaczenia, żółtawo-zielone oczy
problematyczny, zdziecinniały, łobuz, nie ma szacunku do starszych, nie ma problemów z kłamaniem i wyśmiewaniem się z innych, praktycznie nieistniejący kompas moralny, dobrze traktuje tylko przyjaciół, pewny siebie, trzyma się tylko tych zasad, które mu się podobają
Faktycznie. Należało jej się i Borsuk cieszył się, że Zgnilizna nie wykłócała się z nim o to bicie, bo jeszcze po raz kolejny rozeszliby się w złości i negatywnych emocjach. Bo on nie zamierzał przepraszać, nawet za to. Należało jej się za tak okrutny żart i tyle w temacie.
Postanowił zignorować wypowiedź o swoim wyrazie mordki. Nie przyzna się przecież, że uruchomienie w tamtym momencie szarych komórek go zamroziło na chwilę, bo musiał przeanalizować co się w ogóle zadziało. Zgniła Łapa wcale nie musi o tym wiedzieć! Z taką myślą podążył za siostrą i znowu stanął przy Grzmiącej Ścieżce. Przyglądał się zielonkawymi oczkami jak szylkretka dotyka jezdni tak jak on to zrobił kilka uderzeń serca temu i obserwował jej reakcję. Wtedy mógł ujrzeć, że ją też zainteresował ten materiał.
-No... ciekawe, czy ktoś w Klanie wie z czego jest zrobione? Tylko wtedy trzeba by było jakoś podejść takiego, żeby nic nie podejrzewał -Borsuk już w myślach zaczynał układać niecny plan działania. Widać to było po jego mordce.
-Skoro tak nas straszą to może wiele, inaczej by trochę rżnęli głupa jeśli by to tylko wymyślili -powiedział, przyglądając się czarnej drodze z zaciekawieniem. Nie wiedział czemu siostrę tak ciekawiło to pytanie, ale skoro już wisiało w powietrzu, Borsuk uśmiechnął się zaczepnie- założę się, że tak. W końcu skoro tyle tu umarło to cała ta droga zaschła ich krwią, boooo! -dymny kocurek usiadł na tylnych łapkach i zamachał przednimi jakby udawał bezrozumnego ducha. Po kolejnym pytaniu już usiadł normalnie i zastanowił się- Może potwory też śpią?
a nas wiedzie trójka demonów con a m isię karmią:
na przedziexxx,,pychaxx,,podąża ztańczącą latarnią chciwośćwczepiła się wsiodłoi grzebie po sakwach broipod zbrojąxxxxlubieżnośćxxxxpokusa niełatwa
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
Najprościej by im było się po prostu dopytać kogoś właśnie, tylko pytanie kogo? Miała wątpliwości, czy młodsi z wojowników mieliby taką wiedzę, a jeżeli chodziło o starszych to... no cóż, być może nie był to najlepszy pomysł by wypytywać się akurat ich o grzmiącą ścieżkę, bo jeszcze im żyłka pęknie czy coś, że w ogóle ktoś śmie się interesować czymś tak niebezpiecznym.
-Z takim podejściem? No nie wiem. - westchnęła i gdyby mogła to wzruszyłaby teraz barkami. -Jak ktoś by miał wiedzieć, to pewnie samotnicy albo pieszczochy. - stwierdziła, rozglądając się powoli po okolicy, jak gdyby oczekiwała, że zaraz z mroku gdzieś wyskoczy na nich jakiś włóczęga z taką właśnie wiedzą, jednocześnie faktycznie zastanawiając się nad możliwością poznania takowego oraz zapoznania się z jego wiedzą na tematy obce czterem klanom. Końcówka jej ogona zadrżała z ekscytacją w reakcji na tę myśl. -No na razie to raczej rozczarowująca trochę bez głównej atrakcji. Od smrodu raczej nikt nie umarł. - mruknęła, wywracając ślepiami i zaciskając mocniej mordkę na uderzenie serca, nieświadoma, że tym stwierdzeniem wywoła wilka z lasu. Gdzieś w oddali pojawiły się dwa białe światła, przywodzące na myśl księżyc w pełni, jednak w przeciwieństwie do niego, te były jasne jak słońce i pomimo, że wydawały się pozostawać praktycznie w jednym miejscu, to z każdą kolejną chwilą rosły większe i większe. Nie, nie rosły. Te światła pędziły prosto w ich kierunku. -Uważaj! - szylkretka zawyła, kiedy tylko to do niej dotarło i pomimo, że i tak nie stała na ścieżce, to odskoczyła od pobocza, zerkając na brata i upewniając się, że ten zrobi to samo, bo za zaledwie kilka chwil, ich uszy wypełnił ryk, a następnie powietrze i drobny żwir z jezdni buchnął w ich mordkę, by potwór śmignął tuż obok. Tym razem futro Zgniłej Łapy miało prawdziwy powód, by zjeżyć się od jej łba po sam koniuszek ogona. Chwilę stała tak otumaniona, z oczami okrągłymi jak talerze, wpatrując się w oddalającą się bestie, która jak się okazało - również i na zadzie posiadała roziskrzone "ślepia". -Hoho! - odezwała się w końcu z drżącą ekscytacją, kiedy zaskoczenie zaczęło się roztapiać i mogła ponownie zacząć trzeźwo myśleć. -Ten chyba nie mógł usnąć. - mruknęła i klapnęła na ziemi by złapać na spokojnie oddech. Nie przestraszyła się, nie, nie! Nic z tych rzeczy! Po prostu ją to zaskoczyło. Tak ją to zaskoczyło, że aż jej się lekko w głowie zabujało, a serce chciało wyskoczyć z piersi, ale na pewno się nie bała!