xxSłuchała kocura z uwagą, próbując wyobrazić siebie samą w tych wszystkich scenariuszach. Rodzeństwo brzmiało fajnie. Jak przyjaciele, którzy są z tobą od urodzenia i nie musisz ich szukać. Jak przyjaciele, którzy cię nie zostawią. Chciałaby mieć rodzeństwo. xx— Brzmi bardzo miło... — stwierdziła, uśmiechając się na uderzenie serca, po czym zaraz przypomniała sobie, że Węgorz nie ma już rodzeństwa. — Przykro mi, żeee już ich nie ma... — dodała szybko z zakłopotaniem, skacząc wzrokiem między pyskiem wojownika a śniegiem obok. Ona była przyzwyczajona do takiego dość samotnego życia, Węgorz nie był, więc musiało mu być ciężko. Rosa jednak nie wiedziała, czy cokolwiek może z tym zrobić. Miała tylko nadzieję, że nie uraziła kocura w żadnym stopniu. Życie w klanach było tak rożne od życia samotnika, jakie prowadziła kremowofutra. Tymczasem gdy ona dochodziła do wniosku, że czasem czuje się trochę samotna, to teraz wyobrażała sobie jak to jest mieć dużo bliskich, aby w pewnym momencie ich już nie mieć. Może więc to dobrze, że nie miała rodzeństwa?
— Nie powinno być ci przykro. Faktycznie, to nic przyjemnego. Ale staram sobie tym myśli aż tak nie zaprzątać - powiedział. Przez chwilę utkwił spojrzenie w czarnych łapach, jakby nad czymś się zastanawiał. Z Ciernikiem i Płotką miał najlepszy kontakt, a z Płotkowym Potokiem szczególnie. Ciężko mu było tak przebywać w tych kilku ścianach legowiska wojowników przez rodzeństwa obok. Może i matka dalej była w jednym obozie, ale nie czuł tak dobrze tego ciepła. Brakowało mu tych wspólnych wygłup z Płotką, nawet jak byli wojownikami. Tarzali się jak głupi, kiedy spotkali się pierwszy raz od długiej nieobecności ciemnego wojownika. Teraz nie ma z kim tak robić. — Mniejsza z tym. Wspomniałaś, że jesteś samotniczką. Jak wygląda życie takiego samotnika? Znaczy, co robisz, na czym bardziej się skupiasz.
xxNa moment cofnęła uszy w tył, słysząc słowa kocura. Mogła jednak nie mówić, że jej przykro i po prostu to zostawić. Ale już trudno. Nie cofnie czasu. Na pytanie Węgorza musiała zastanowić się przez chwilę. Nie była pewna, jak powinna odpowiedzieć i jakiej odpowiedzi oczekiwał rzeczny wojownik. xx— Cóż... zazwyczaj jestem sama, żyję sama, przez ostatnie księżyce nie miałam stałego miejsca pobytu, byłam w podróży... — zaczęła mówić, mając nadzieję, że jej odpowiedź będzie wyczerpująca i satysfakcjonująca dla czarnego kocura. — A skupiam się na... nie wiem. Na przetrwaniu. — na prawdę nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć, nic innego nie przychodziło jej do głowy. Być może po prostu nie było na to prostej odpowiedzi. Może po prostu ona nie zastanawiała się zwykle nad takimi rzeczami. Zawiesiła wzrok gdzieś na śniegu z boku, by po chwili spojrzeć z powrotem na Węgorza. — Mogę spróbować odpowiedzieć na jakieś konkretniejsze pytania, jeśli... chcesz... — dodała nieco niepewnie, rysując przednią łapą po śniegu.
Nie wyobrażał sobie życia samotnie. Ale Rosie może to przyjść z łatwością. Nie miała dużej rodziny, do której mogłaby się przywiązać, więc nie odczuwa braku bliskich, bo wcześniej nie poczuła tego ciepła rodziny. Czy może jej zazdrościć? Chyba nie, nie chciałby odczuć takiej samotności. — Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak wygląda takie życie. Pewnie dlatego, że nigdy takiego nie prowadziłem dobrowolnie. Zdecydowanie wolę życie w grupie - uśmiechnął się lekko wzruszając ramionami. Chciał, aby ta niezręczna rozmowa na temat jego rodziny odeszła w niepamięć. Po co to roztrząsać? — Nie pamiętam czy pytałem o to, ale jak z twoim... Pobytem? Masz gdzieś legowisko, w którym sypiasz? Takie, stałe. Czy zmieniasz często miejsce, gdzie mieszkasz? - życie samotnika niezwykle go zaintrygowało. Ale sam nie ma zamiaru takowego prowadzić.
xxNie odpowiedziała nic na pierwszą wypowiedź czarnego kocura. Zwyczajnie nie wiedziała, jak to skomentować, więc postanowiła to zostawić. Nawiązała jedynie kontakt wzrokowy, aby dać znak, że nadal słucha. Na kolejne słowa zdecydowała się już odezwać. xx— Nie znalazłam sobie jeszcze konkretnego miejsca... Póki co sypiam w różnych miejscach, w zależności, gdzie jest wygodniej, bliżej i bezpieczniej. — odpowiedziała, starając się wyczerpująco odpowiedzieć na pytanie rzecznego wojownika. Przestała rysować łapą w śniegu i westchnęła cicho (w nadziei, że rozmówca nie usłyszy), odwracając wzrok na moment gdzieś w bok. Powinna niedługo znaleźć jakieś lokum na stałe, albo przynajmniej na dłuższy czas, skoro zamierza tu zostać. Po chwili znów zwróciła wzrok na Węgorzowe Gardło. xx— A w klanie? Każdy ma swoje legowiska czy jak to wygląda? Bo wiem, że mieszka się w obozie, ale nie znam szczegółów. — spytała.
Wysłuchał uważnie tego, co Rosa miała do powiedzenia. Nie znał życia samotnika, więc każda rzecz z tego bardzo go ciekawiła. Na miejscu samotniczki wpierw by znalazł stabilne miejsce do snu, aby nie martwić się o swojego legowisko. Ale to też jej sprawa, jak chce życie prowadzić. A Węgorzowe Gardło nie miał nic do tego. — U nas każdy może sobie znaleźć taki własny kącik, ale w dużej mierze mamy wspólne legowiska. Terminatorzy mają swoje wspólne, wojownicy, opiekunowie z kociętami. Wtedy to jest dopiero ciepło jak śpi się jeden obok drugiego - powiedział z zadowoleniem mrucząc. Czarny wojownik poświęcił jeszcze chwilę na spokojną rozmowę z samotniczką. Ale zbliżał się jego czas by odejść. — Wiesz co, muszę się zbierać. Jeszcze mi uszy oberwą za to, że nie dokończyłem patrolu - powiedział i już się odwrócił by odbiec w inną stronę, ale zatrzymał się. Jest coś, o czym lepiej powiedzieć Rosie. Kotka nie sprawia problemów, jest spokojna. I powinien ją ostrzec. — A, jeszcze jedno. Z Klanu Rzeki został wygnany kot, Czarna Łapa. Uważaj na niego, jednemu z naszych kotów wydłubał oko. Jest czarny, wysoki, szczupły, chudy i długi pysk. Rozpoznasz go. Trzymaj się - powiedział pośpiesznie i obrócił się do granicy truchtając w kierunku swoich terenów, co jakiś czas obracając się za siebie spoglądając na kremową terminatorkę. Może jeszcze przyjdzie im się spotkać.
xx— Oh, rozumiem. — odpowiedziała na informacje na temat legowisk klanowych kotów. Wspólne legowiska brzmiały ciekawie i jakoś tam... mało prywatnie. Na pewno coś zupełnie innego, niż to, czego doświadczyła Rosa. Ale nie wiedziała też, czy może takie życie w grupie nie było przyjemne i lepsze niż w pojedynkę. xxRosa miała chyba talent do przeszkadzania rzecznym wojownikom w ich obowiązkach. Najpierw Karasiowa Ość, teraz Węgorzowe Gardło. Miała nadzieję, że nie będą mieć przez nią dużych kłopotów. Wstała, gdy czarny kocur uznał, że musi już iść i zastanawiała się już, co będzie teraz robić, ale rzeczniak jeszcze zatrzymał się, by przekazać jej pewną informację. Wygnany kot, który wydłubał komuś oko. Kremowa samotniczka otworzyła szerzej oczy w zaskoczeniu i zaniepokojeniu. xx— Dzięki, będę pamiętać. — odpowiedziała, potakując głową. — Ty też — dodała na odchodne i patrzyła chwilę, jak Węgorz oddalał się w stronę rzecznych granic. Ciekawe spotkanie. Tym bardziej to, co usłyszała na końcu. Musi uważać, wolała nie spotkać tego kota na swojej drodze. Zastanawiało ją jednak, czemu popełnił on takie czyny. Brzmiały brutalnie. Po dłuższej chwili Rosa oddaliła się z tamtego miejsca, uznając, że zapoluje gdzieś bliżej Topiołek.
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa wyszedł poza granicę Klanu Rzeki tak naprawdę na wpół nieświadomie. Co prawda łapy nie pociągnęły go zbyt daleko od rzecznego zapachu, jednak mimo wszystko to chyba się liczyło jako wyjście, nie? Miał teraz wiele rzeczy w głowie, myśli biegały chaotycznie po jego umyśle jakby ścigały się w jakimś wyścigu, o którym wiedzą tylko one i to właśnie sprawiło, że zagapił się i przekroczył granicę, krocząc przez jakiś czas w stronę Grzmiącej Ścieżki dopóki nie ogarnął się i nie zatrzymał się w połowie kolejnego kroku.
Srebrny kocur wyprostował się i rozejrzał dookoła. Zamknął na chwilę pozostałe mu złote oko, pozostawiając widoczną na jego twarzy, rzucającą się w oczy jedynie ziejącą nieprzyjemnie dziurę i wciągnął głęboko powietrze w płuca. Tu nie czuć było zapachu Rzeki, a przynajmniej nie jakoś specjalnie mocno jeśli już, nie czuć było też innych Klanów… czy wyszedł na Ziemie Niczyje? Oj to niedobrze. Kwiatek nie chciał wychodzić poza tereny swojego Klanu. Nie wiedział co może poza nimi spotkać, no i co jeśli ktoś będzie czegoś od niego potrzebował, a jego nie będzie, bo akurat gdzieś se wylazł? Oj niedobrze. Kwitnąca Łapa otworzył oko i znów się rozejrzał, żeby obczaić jakąś optymalną drogę powrotną na rzeczne tereny.
//Muza
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Kotka po rozstaniu z Gromowym kocurem, postanowiła powędrować na własną łapę. Już wie, że te granice nie są tak niepokojące jak na początku myślała. Tak długo jak nie przekroczy granicy cudzego klanu, może czuć się bezpieczna. No, przynajmniej ze strony kotów z klanu. Na samotników musi mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Idąc wzdłuż granicy, za którą widziała spore połacie wilgotnych miejsc, dostrzegła szarą sylwetkę. Sylwetkę, która oddalała się od znaków zapachowych i powoli zawędrowała przed nią, jak zaczarowany. Było to trochę dziwne. Do tej pory nie miała okazji spotkać za wiele kotów poza Siedliskiem. Stąd też zaciekawienie osobą srebrnego kota. Powoli, ale i ostrożnie, zaczęła się do niego zbliżać. Nie skradała się by przypadkiem nie wystraszyć kota, ale szła zdecydowanie za cicho. Oby nie zszedł na zawał!
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa nie chciał akurat nikogo spotykać. Nie wiedział jak koty poza Klanami będą się zachowywać. Może w każdej chwili natrafić na jakiegoś nienormalnego narwańca, który go zaatakuje. Kwiatek nie miał zbyt dobrego mniemania o samotnikach żyjących jak im się tylko podoba. Syn Ślimaczej Muszli postanowił się w końcu odwrócić i wrócić na rzeczne tereny po swoich śladach i wtedy właśnie ujrzał jakiś ruch. Ruch, który był już bardzo blisko.
-Na Gwiezdny Klan! -zawołał zaskoczony i machnął łapą przed sobą kilka razy, żeby odgonić albo chociaż odsunąć od siebie kogokolwiek kto praktycznie chyba skradał się w jego stronę z niewiadomymi mu zamiarami. Nie obchodziło go czy trafi, czy nie, chciał po prostu wygonić niespodziewanego spotkanego poza zasięg łap, na w miarę bezpieczną odległość- Kim jesteś?! Tłumacz się! -zawołał.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Nie robiła nic złego, przynajmniej w jej odczuciu. Gapienie się jeszcze nie było zakazane, a kotka właśnie to robiła. Kot zdawał się jej nie dostrzegać, ale kiedy tak się stało, to zachowywał się jak szalony! Wrzasnął, wymachiwał łapami, no istna paranoja. Stała tak z uniesioną łapą z zaskoczenia i zmrużyła oczy zaskoczona jego zachowaniem, ale nie długo. Zaskoczenie ustąpiło irytacji i złości, na które zareagowała głośnym syknięciem i najeżyła ogon. — Ej, hola hola! - warknęła prostując się i wyciągając szyję. — Po pierwsze: nie mam ci się z czego tłumaczyć, barani łbie. Nic nie zrobiłam, tylko stałam i patrzyłam. To raczej ty powinieneś tłumaczyć się mi co ty odwalasz. Po drugie: jestem wilkiem w skórze kota, który ci zaraz odgryzie ten pusty łeb, skoro z niego i tak nie korzystasz - syknęła spięta mrużąc oczy na srebrnego kocura. No trafiła na świra, wspaniale!
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa machnął ogonem z irytacją na słowa tajemniczej nieznajomej. Nie dość, że się do niego skradała jakby próbowała go upolować to jeszcze dodatkowo się do niego rzucała. Co za tupet! On się tylko bronił przed groźnym samotnikiem, niech się lepiej cieszy, że był na tyle pokojowy, że nie machnął jej przed nosem pazurami a nieuzbrojoną łapą.
-Czemu się do mnie skradałaś w takim razie? -zapytał z nieufnością i podirytowaniem, jednak mając w pamięci wydarzenia z przeszłości postanowił powstrzymać się od rzucania obelg czy umniejszających jej zwrotów w stronę samotniczki- Czegoś ode mnie chcesz? -wziął głęboki wdech, żeby się trochę uspokoić, jednak nie opuszczał gardy w razie gdyby nieznajoma postanowiła, że jednak rozmowa nie jest pomysłem w jej stylu.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Wywróciła oczami, kiedy kocur przed nią próbował odzyskać dobrą twarz. Ona nie była z kolei spięta, ale z deka poirytowana na takie zachowanie ze strony jednookiego. — Nie skradałam się tylko spokojnie i wolno podchodziłam. Jakbym zaczęła do ciebie biec, a ty jeszcze bez oka, to i tak rzuciłbyś mi się na mordę bo "wystraszyłaś mnie i chciałaś się na mnie rzucić" - przedrzeźniła go trochę chcąc jakoś odreagować własne zdenerwowane. Nie postanowiła też zaprzestać tylko na tym, kiedy Kwitnąca Łapa pytał dalej. — Chciałam pana "skradałaś się" spytać, czy nie kojarzy jakiś innych grup kotów poza tymi... No, klanami - rzuciła wskazując głową na teren za nim, który znowu pachniał inaczej niż tereny, na których była.
_________________ I wannasinga song,that’dbejustours ButI sang‘em alltoanotherheart And Iwannacry,I wannafallinlove
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Zmarszczył brwi jeszcze bardziej kiedy usłyszał sarkastyczne odpowiedzi samotniczki, a potem jeszcze pytanie jakby nigdy nic. Miał ochotę teraz odwrócić się na pięcie i sobie po prostu odejść, ale tak czy siak nie miał żadnych informacji o jakiś podejrzanych grupach, o które ona pytała, więc tego nie zrobił, bo nie dałoby mu to żadnej satysfakcji.
-Nie wiem o czym mówisz -odparł w końcu kiedy już zebrał jako tako myśli- Nie posiadam informacji o jakiś dziwnych samotniczych grupach -to teraz jak widać samotnicy również zakładali grupy. Oby tylko sobie za wiele nie myśleli, bo Kwitnąca Łapa byłby tym pierwszym na linii frontu do obrony Klanu Rzeki- A co? Jakieś w okolicy się tworzą?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Cóż, w te okolice przyszła tylko po to, by dowiedzieć się czegoś o tej dziwniej grupie kotów. Ale nic nie ma - ani widu, ani słychu. A skoro jednooka czujka nic o tym nie wie, to nic tu po niej. — Sama nic nie wiem o tej grupie. Wiem tylko, że takowa istnieje - powiedziała lekko od niechcenia. Sama wiedziała tyle że nic, i jeszcze takie pytania jakby znała na nie odpowiedź. Ale coś czuła, że nie powinna wspominać więcej kocurowi o tej grupie co sama wie. — Ale jak nie wiesz to znajdę sama. W zasadzie, tylko tyle potrzebowałam - i bez zbędnych ceregieli podniosła się sztywno z ziemi i otrzepała futro, aby następnie spokojnie je ułożył wzdłuż linii ciała. Znajdzie sama, albo z kimś. Ale ten kot jest na pewno jej ostatnią opcją.