Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawendowa Gwiazda przez chwilę zastanawiała się, co z Kusą zrobić. Cieszyła się, że wróciła i chce zostać w Klanie, jak większość, których przyjmuje z powrotem. Ogromnym plusem jest też to, że Wierzbowa Gałązka ukończyła trening i na pewno wesprze Klan w przeciwieństwie do przyjmowanych terminatorów. Oni często wracają, a potem znów znikają marnując czas i wysiłek Mistrza, co jest przykre. Mimo różnych doświadczeń Lawenda da Kusej szansę, jak to często powtarza, każdemu się ona należy. - Witamy z powrotem!- wydała swój werdykt uśmiechając się ciepło. Kusa będzie im bardzo potrzebna, oby tylko z entuzjazmem wróciła do codziennych obowiązków. Po takich przygodach życie w Klanie może jej się wydawać nudne. Chociaż nudy w Wichrze? Nie możliwe!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion nie miał żadnych konkretnych planów zjawiając się dzisiaj przy Wichrowej granicy. Związane było to z tą prostą przyczyną, że mając określony cel narażał się na czekanie. I to bez gwarancji, że się doczeka. Znacznie mniej upokarzająco było oddać wszystko w łapki losu i zobaczyć jak się sytuacja potoczy.
Gdyby był nieco bardziej zdecydowany, mógłby zaczepić najbliższy patrol i poprosić o wezwanie Lawendowej Gwiazdy, a następnie ruszyć z wesołym cyrkiem. Potrzebował do tego lepszego przygotowania. Gdyby nie zależało mu na odpowiednim rozpoczęciu rozmowy z Jaśniejącym po długiej przerwie, prosiłby patrol o wezwanie burasa. Zdążył jednak wymyślić zbyt wiele genialnych pierwszych słów, by móc się teraz zdecydować na coś konkretnego.
Oskubywał przygraniczną łąkę z kwitnących tam roślin. Z chabrów o niezbyt ulistnionych łodyżkach, z firletek o poszarpanych płatkach i dzwonków o wiechowatym kwiatostanie. Mając czas do namysłu i wysnuwania żądań wzgledem gwiazd, doszedł do wniosku, że najchętniej spotkałby Korzenia, bo z szaraczkiem bardzo wygodnie się spiskowało i to jeszcze z poczuciem, że robi coś dobrego. Nie żeby jakikolwiek głos rozsądku był w stanie zniechęcić go do najnowszego pomysłu, ale i tak (na wszelki wypadek) nie wspominał o niczym Kąkolowi. Miło byłoby również spotkać Izabelę i wypytać o przebieg jej ponownego przyjęcia w szeregi Wichru. Ewentualnie nie pogardziłby nawet wpadnięciem na Jodłę, ponieważ miał jej do przekazania kilka ciekawych informacji dotyczących klątw. Nie myślał jednak o tym zbyt intensywnie. Delikatna, zwiewna woń świeżych łąkowych kwiatów; wieczorne słońce, zawieszone nisko nad horyzontem, przyjemnie ogrzewające jasny grzbiet; nieskazitelna sierść, której udało się już odzyskać po ostatniej burzy pełną, pozbawioną kołtunów i odstających kłaczków, zjawiskowość. Ogólnie – czilera i utopia.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Minęło wiele księżyców, od kiedy po raz ostatni widział Oriona. I nie jest mu z tego powodu przykro. W zasadzie jest mu z tym nijako; tak to jest z samotnikami, przewijają się nowi, a starzy nie mają w zwyczaju wracać. I choć faktem jest, że cynamonowy oriental jest osobistością wyjątkowo upartą - dwa spotkania (plus trzecie... symboliczne, powiedzmy) z tym samym włóczęgą w długim odstępie czasu to anomalia w życiu burego - to Jaśniejący Płomień w niczym mu nie ustępuje. I on, równie uparcie, co Orion czepia się granic Wichru, zapomina o egzystencji kocura o eleganckiej aparycji i wnętrzu wypełnionym mrówkami, które momentalnie włażą pod futro, ilekroć zbliży się doń zbyt nieostrożnie, zbyt blisko. Nikt o zdrowym rozsądku nie wypatruje tęsknie mrowiska.
Kiedy jednak kolorowe oczy wyłapują niezgodny z krajobrazem element, to jest jasną postać po drugiej stronie granicy, chyba grzebiącą coś przy roślinności, niepamięć mija mu jak łapą odjął. Na moment staje w miejscu, pozwalając, by jedynym ruchem na jego ciele było subtelne falowanie futra przy większych podmuchach wiatru. W wyobraźni jawi mu się Korzeń, niezaprzeczalnie uszczęśliwiony spotkaniem z niejakim Orionem i możliwością dostarczenia kwiatów od niego. Kwiatów, dobre sobie, niech to borsuk splunie.
Wojownik ugina łapy do pozycji łowieckiej, umyka z Wydeptanych Ścieżek w trawy i sunie przed siebie, gładko i bezszelestnie, jakby z największą precyzją podchodził zwierzynę. Zauważony zawczasu czy nie (aczkolwiek liczy na to drugie; wierzy we własne umiejętności, a zachodzące słońce działa na jego korzyść), wyprostowuje się dopiero stanąwszy za orientalem.
- A tobie nie za bardzo się nudzi przypadkiem? - rzuca lodowato prosto w przydługie uszko. - Tak nachodzić moją rodzinę?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Było miło i przyjemnie. Do czasu. Niespodziewanie koło Oriona zmaterializowała się obecność, a idylliczny nastrój towarzyszący zrywaniu kwiatków prysnął w ułamku sekundy. Temperatura spadła o kilkanaście stopni, jak to często miało miejsce w przypadku zjawisk paranormalnych, zaś zjawa (zamiast poruszyć trawami i odejść, pozostawiając po sobie złowrogą aurę) odezwała się tonem, przez który serce skoczyło orientalowi do gardła, a ułożona sierść zjeżyła się wzdłuż linii kręgosłupa.
Już mniejsze szanse na szok termiczny miałby, gdyby po całym dniu beztroskiego wygrzewania na słoneczku, postanowił rzucić się w mroźną toń.
– Osz kur- – połowę okrzyku zdusiły wypluwane kwiatki, a nieobeznane z miastowymi powiedzonkami dzikusy, mogłyby zgadywać, że chodziło zapewne o młodego kurczaczka, ewentualnie o kurkę wodną i jej szaroczarne piórka, a może nawet o całą rodzinę kokoszek. Kierowany atawistycznym lękiem przed śmiercią obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, by znaleźć się oko w oko z zagrożeniem; chociaż gdzieś w kącie umysłu pojawiło się już rozpoznanie dla usłyszanego głosu. A wraz z nim świadomość, że nie zobaczy przed sobą złowróżbnego (ale jakże przystojnego) wampira, któremu dałby się ewentualnie ugryźć, a pana sceptyka, który sam niech się ugryzie.
W błękitnych oczach nie odbijał się już popłoch dyktowany zaskoczeniem, gdy zwrócił je w stronę rdzawego pyska, a przede wszystkim zdrowa dawka nieufności – kto wie czy Jaśniejący celował tylko w zaskoczenie (przestraszenie) go, czy może w morderstwo poprzedzone króciutkim dialogiem. Witaj, zdrówko dopisuje? Nękasz moją rodzinę, masz pięć sekund na wybranie boga i modlitwę, a potem ciebie zabiję. To nawet by nie był dialog, a jakaś decyzja, od której nie szło się odwołać.
– Ehe, pomówienia. Nikogo nie nachodzę, dziękuję bardzo. – mruknął, otrzepując krótko sierść. Napięcie nie chciało opuścić cynamona przed upewnieniem, że nie ciąży nad nim groźba ataku w przeciągu najbliższych paru sekund. I to napięcie działało jak skuteczna blokada na wszelkie wybieganie myślami pięć kroków do przodu i planowanie jak obrócić rozmowę, by się prezentowała jakoś korzystniej.
Niesprawiedliwe w ogóle, że wszystkie swoje pomysły z ostatnich księżyców mógł teraz co najwyżej wyrzucić do śmieci, bo ktoś podle odebrał mu radość rozpoczęcia rozmowy.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Totalnie wbrew sobie czuje iskierkę rozbawienia, obserwując (ledwie przez moment, kolejne wydarzenia wydają się rozgrywać w ułamkach uderzeń serca) Oriona, który, niewykluczone, że po raz pierwszy łapie kątem oka dotychczas abstrakcyjną, a teraz dziwacznie realistyczną ideę, jakoby jego życie mogło być zagrożone. I nie jest to rozbawienie podyktowane pełnym wyższości politowaniem, a pochodzi z dawno zakopanej, swawolnej cząstki osobowości być może nie Jaśniejącego Płomienia, nawet nie Płomiennej Łapy, a Płomyczka. Miłe, ale zupełnie nieproszone uczucie znika tak szybko, jak się pojawiło, a dokładniej - w chwili wydobycia się z cynamonowego pyska składniejszej od urywanego krzyku wypowiedzi.
- Nie? A z Korzeniem to kto rozmawiał? Twój brat bliźniak, którego matce zabrakło weny twórczej do wymyślenia dwóch różnych imion dla swoich pociech? - pyta, wrzynając się świdrującym spojrzeniem w dwa lodowce oczu rozmówcy; gdyby wzrok mógł wyrządzić fizyczną krzywdę, rozłamałby je w pół. - Co to za mamienie go kwiatowym podarkiem? Robienie sobie z niego chłopca na posyłki? Hm? Co to w ogóle miało znaczyć? Co sobie myślałeś w tym durnym łbie, wysyłając mi bukiet?
Bo że nic dobrego, to nie ma grama wątpliwości, nawet przez mrugnięcie okiem nie brał innej opcji pod uwagę. To miała być psychologiczna zagrywka, ciekawe jedynie, czego dotyczyła. Co, miał poczuć się zagrożony wiedzą, że Orion nadal szwenda się w pobliżu granic? To nonszalancki znak, że samotnik może robić sobie, co chce, włączając w to swoją (niebezpośrednią, oczywiście) obecność w obozie? Jaśniejący Płomień nie posądza go o celowe odłowienie Korzenia spośród wichrzaków, by to właśnie jego użyć do własnych celów, niemniej w czasie ich rozmowy z pewnością dowiedział się o rodzinnych więzach łączących go z terminatorem. Och, i jemu w to graj; obraz chytrego uśmieszku na pysku samotnika jest w oczach burego tak żywy, że mógłby być reprezentacją rzeczywistości.
Po co to wszystko, na osty i ciernie?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Rozsądny kot dobierałby kolejne słowa z należytą ostrożnością i rozwagą. Orion jednak nie chciał mieć nic wspólnego z tymi przymiotnikami i wcale nie zamierzał minimalizować strat. Mord w dwukolorowych oczach zdecydowanie był zjawiskiem niekorzystnym, gorszym niż zwyczajowa niechęć, ale dopóki intensywne spojrzenie nie wiązało się z wysuniętymi pazurami czy zjeżoną sierścią, oriental nie musiał się płaszczyć. Zresztą nie żeby w przypadku rzeczywistego zagrożenia musiał unikać starcia – jakkolwiek lubił stawiać Jaśniejącego wyżej od pozostałych klanowych burków, tak wciąż znajdowała się między nimi wystarczająca przepaść, by samotnik nie bał się o swoje życie. Nie w tej chwili w każdym razie, więc – chwilo, trwaj.
– Może to był jakiś złodziej tożsamości, który się pode mnie podszywał. – wzruszył barkami, puszczając mimo uszu, że typ mu się przywalił do matki i jej kreatywności. Nawet jeśli poniekąd miał ochotę mu za to przywalić. – Zresztą rozmowa to nie nachodzenie. – podkreślił spokojnie. Niczym ten kwiat lotosu na niezmąconej tafli jeziora, który niegdyś służył za wzór opanowania.
Pytań ogólnie było dużo. Tak żywe zainteresowanie poczynaniami cynamona zwykle cieszyło, ale musiał przyznać, że część tego wywiadu była raczej nieciekawa. Za to ostatnie zagadnienie sprawiło, że przyduże uszy powędrowały do przodu, a na pysku pojawił się zalążek uśmiechu godny kota wybitnie zadowolonego z siebie.
– Jak to co sobie myślałem? Wydaje mi się, że to oczywiste. Że taki prezent złożony z kwiatów to uniwersalny język i nawet w tym waszym zacofanym lesie to bardzo prosty do zrozumienia gest. – prędko zadbał o to by obecny grymas nabrał bardziej niewinnego charakteru; nawet zatrzepotał rzęsami dla podbicia efektu. Przecież co złego to nie on, nie? Zero ukrytych, nieczystych intencji. Co prawda początkowo celował kwiatkami w najczystsze zdegustowanie, ale nie zamierzał teraz nic sugerować, zbyt ciekawy jak to się potoczy. Nie potrafiąc jednak utrzymać zbyt długo obecnej maski na cynamonowym pysku, przewrócił oczami i wrócił do poprzedniej kwestii. – Poza tym nikogo z niego nie robiłem. Sam zaoferował swoją pomoc, wzruszony myślą, że wreszcie znalazłeś przyjaciela. Wiedziałeś, że był na tyle zaniepokojony twoim brakiem znajomości, że już planował szukanie ci kolegów na własną łapę, hm? Myślę, że to bardzo słodkie z jego strony, ale tragiczne z twojej, że doprowadziłeś do takiej sytuacji. – z każdą chwilą coraz wygodniej wślizgiwał się w swoją ulubioną rolę drzazgi w łapie, stopniowo zapominając o towarzyszącym mu napięciu.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Spojrzenie kolorowych oczu szybuje w górę, jakby ich właściciel chciał powiedzieć "gwiezdni, widzicie i nie grzmicie". Chętnie spytałby Oriona, czy naprawdę jest taki głupi, czy bawi go udawanie. Tyle że nie ma potrzeby pytać, tak naprawdę doskonale zna odpowiedź - i jedno, i drugie. Taka lekko paradoksalna, dość komiczna, a zarazem żenująca mieszanka, idealnie na miarę długouchego. W burej głowie rodzi się podejrzenie, że kocur nie ma większego planu, zwyczajnie, kierowany nudą, zawraca głowę przypadkowo spotkanym kotom. I ta myśl, zamiast uspokoić go w kwestii nękanej rodziny, dokłada cegiełkę do ogólnego zdenerwowania. Nie lubi poczucia marnowania czasu, a czym innym jest walka z wiatrakami? Gdyby trochę wysilił wyobraźnię, usłyszałby uderzenia kropel przeciekającego mu przez palce czasu.
- Ponoć wystawałeś pod granicą czekając na mnie - zauważa sucho. - To też nie jest nachodzenie?
Bo jak na jego - owszem, jest, i to bezczelne. Wypieranie się byłoby dobitnym naruszeniem dobrego smaku, ale to coś, czym oriental oddycha, nieprawdaż?
Unosi wyżej pysk, widząc kiełkujący uśmiech na pysku rozmówcy. Stoją tak blisko siebie, że i jeden, i drugi mógłby nie zdążyć zareagować w przypadku niespodziewanego ataku. Płomień nie lubi celowo stawiać się na niekorzystnej pozycji, nawet jeśli ta niekorzyść płynie równo i sprawiedliwie po obu stronach. Jednocześnie... Jest w tym coś ekscytującego. W świecie idei, bowiem w praktyce nie spodziewa się ataku, wbrew temu, co mogłyby sugerować spięte mięśnie łopatek.
- Taa? - zaczyna, nieżyczliwie mrużąc ślepia. Zaraz po tym geście mruga kilka razy, pozostawia oczy szeroko otwarte, a pytający akcent podkreśla przechyleniem głowy na bok, w które pcha całe dostępne mu pokłady niewinności. - Uniwersalne, mówisz? Och, jak to źle o mnie świadczy, że nie znam tak oczywistych gestów. Czy będziesz łaskawy mi go wyjaśnić? - kieruje do Oriona prośbę z miną wyrażającą bezbrzeżne zatroskanie. - Nie chciałbym pozwolić dać twoim staraniom pójść na marne, ale, widzisz, naprawdę nie wiem, co planowałeś osiągnąć.
I nie jest to do końca kłamstwo. Żadna z niego piękna kotka, a z Oriona beznadziejny romantyk, żeby odgrywali sceny godne kochanków żyjących zabronioną miłością.
- O widzisz, to też ciekawe. Powiedz no, kto mu nakładł kamieni do głowy, że jesteśmy przyjaciółmi? - dopytuje z uprzejmym zainteresowaniem.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Oczywiście oriental był w stanie wyjaśnić kwestię czekania na granicy, potrzebował jedynie... trzynastu sekund. Tyle właśnie zajęło mu sklejenie w kłamstwa, które niezależny obserwator uznałby za całkiem przekonujące. Rzecz jasna, nie na tyle wybitne by Jaśniejący uznał, że a jak tak to przepraszam, ale tutaj cała rozrywka leżała w niedoskonałych wymówkach. W wyjawieniu jedynie fragmentu tego co sobie utkał przed chwilą, a następnie w beztroskim zaszywaniu wszystkich dziur, które wytykał rozmówca. Czasem łatki były dopasowane do głównego materiału, innym razem wyraźnie się odcinały na jego tle, ale niezależnie od tego spełniały swoją rolę.
– A to widzisz, bardzo proste do wyjaśnienia akurat. – zaczął z pewnością przysługującą profesorowi fizyki, który miał wyjaśnić dzieciakowi sąsiadki czemu jabłko spada z drzewa zamiast lecieć na orbitę. – Zdradzę ci pewien sekret. Jak może zdążyłeś zauważyć, klanowe dzikusy nieco podejrzliwie patrzą na obcych w okolicach granic. Wiesz, tak trochę jakby wydawało im się, że trawa po ich stronie jest bardziej zielona i trzeba ją za wszelką cenę chronić, bo zaraz przebrzydły samotnik ją zeżre jak jakaś koza. Więc nie do końca ufają, gdy mówi im się, że akurat się tędy przechodziło, że miało się interes w okolicy i to taki niezwiązany z naruszaniem granic. Ale widzisz, odkryłem, że nie patrzą tak krzywo, gdy dowiadują się, że ten podejrzany typ na granicy po prostu czeka na jednego z nich. Jakby wtedy im łatwiej zaakceptować, że to nie jest zamach na ich kępę zielska. Albo po prostu nie jest już ich problemem.
W gruncie rzeczy? To nie było nawet kłamstwo. Orion często zasłaniał się Jaśniejącym, gdy zostawał przyłapany na granicy przez patrol. Chociaż, o ile dobrze pamiętał, akurat w omawianej sytuacji rzeczywiście odmrażał sobie tyłek na śniegu, czekając na burasa. Ale no właśnie – śniegu. To było tak dawno, że o ile wojownik nie żył tamtą sytuacją przez te wszystkie księżyce, nie będzie problemu z odpowiednim ukształtowaniem przeszłości.
Ach. I zaraz pojawiły się schody – Jaśniejący Płomień również potrafił udawać głupiego. Jednak Orion nie narzekał na problemy ze stawami, więc takie schody nie były dla niego przeszkodą nie do pokonania.
– Ależ oczywiście, z największą przyjemnością. – zgodził się, ponieważ skoro nie mógł zmusić typa do myślenia to równie dobrze mógł zmienić taktykę. – Po pierwsze co planowałem osiągnąć... otóż chciałem jedynie wywołać uśmiech na twoim zgorzkniałym pysku. Po to właśnie są prezenty, żeby dawać radość. –przechylił łeb w przeciwną stronę niż rdzawy. Nieznaczny ruch pomógł opanować mimikę i ukryć nieproszone ślady rozbawienia, więc zaraz głowa wróciła do pierwotnej pozycji. – Ale do rzeczy. Kwiaty. Postaram się wyjaśnić ci to w jak najprostszych słowach, żebyś rzeczywiście miał szansę zrozumieć. Otóż... kwiaty są ładne, to obiektywna prawda. Możesz nie być fanem kwiatów, ale ciężko zaprzeczyć ich walorom estetycznym. Więc jako, że wszyscy są co do tego zgodni, to przyjęło się takie wręczanie kwiatów komuś ładnemu. Dostałeś kwiaty, bo jesteś ładny. Prawda, że proste? – gdzieś w środku tych wyjaśnień nachylił się nieznacznie w stronę Jaśniejącego; cały czas, bez najmniejszego śladu zakłopotania, patrząc prosto w dwukolorowe oczy. Bo przecież się nie uzewnętrzniał, jedynie stwierdzał fakty. – No a co do przyjaźni to obawiam się, że ty. Ja tylko powtarzam twoje słowa, więc myślę, że jeśli chcesz kogoś tu obwiniać to niestety wypadałoby siebie samego.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Kilkanaście uderzeń serca to niewiele, z reguły. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i z pewnością kot, któremu w walce ofiarowano ten czas na atak bądź ucieczkę, nie uzna go za pozbawiony znaczenia. W kilkanaście uderzeń serca można stracić życie. Albo je odebrać. Kilkanaście uderzeń serca milczenia ciężko przegapić, gdy czekasz na tłumaczenia i Jaśniejący Płomień mruży oczy, utrzymując spojrzenie na niebieskich patrzałkach Oriona, który nie nosi żadnych oznak podenerwowania. Bawi go to, jak matkę kocham.
- Ta? I akurat tak wyszło, że zostałeś przyłapany na granicy i musiałeś się tłumaczyć? A co ty tam niby robiłeś, co? Zbierałeś kwiatki na bukiet? Ach, nie, chwila. Tak się składa, że w porę nagich drzew żadne kwiaty na naszych granicach nie rosną - tłumaczy z niezachwianą cierpliwością, bo być może samotnik wyniósł błędne informacje z tego swojego siedliska dwunożnych, czy gdziekolwiek on w zasadzie mieszka. Wypadałoby go uświadomić na przyszłość. Znając go, prędzej niż później będzie zmuszony składać wyjaśnienia przed mniej wyrozumiałym kotem; Jaśniejący wyświadcza mu przysługę. - Gwarantuję ci, że nikt nie podleciałby do ciebie z mordą, o ile przechodziłeś obok jak niewiniątko, nikomu nie wadząc.
Przewraca oczami, ostentacyjnie odchylając łeb na bok. No na pewno, uśmiech na jego pysku to dla samotnika największa nagroda, warta wysiłku, potu i łez, jakie dostarcza zdobywanie kwiatów, kiedy dookoła leży śnieg, później kręcenie się przy granicy jak pchła w futrze, kombinowanie, bo przecież wiadomo, że wojownicy wykazują się obawy godną krwiożerczością (dobre sobie, ci wichrowi to już w ogóle wybijają się na tym tle, zero ściemy)... A nie, momencik.
- Aha, to w końcu prezent w trosce o moje przyszłe zmarszczki czy pretekst wepchnięty w pysk wścibskiemu terminatorowi, byle się odczepił? Zdecyduj się może - mówi, na subtelne zbliżenie się orionowego pyska reagując wysunięciem swojego na niecały kocięcy krok, przy śladowym zmarszczeniu brwi. Niech sobie gówniarz za wiele nie wyobraża. Jak straci cierpliwość, to ugryzie go w ten nieskazitelnie czarny nosek. Ciekawe, co powie na to jego cwany uśmieszek. - Każdemu ładnemu kotu przynosisz takie prezenty? Niedługo ci łąk nie wystarczy. Dostałeś kwiaty, bo jesteś ładny. Co to za tekst? Rzygać się chce od tej obłudy. Ani to nie pierwszy, ani nie ostatni raz, kiedy Orion wygaduje coś z księżyca wziętego. Optymistycznie zakładać, że jeden procent z wypowiadanych przez orientala zdań ma jakikolwiek związek z tym, co naprawdę myśli. Tylko dlaczego, skoro Płomień doskonale o tym wie, te słowa wciąż znajdują sposób, by wprawić go w dyskomfort? Ma ochotę cofnąć się o krok, spuścić wzrok z cynamonowej gęby, ale to byłoby równoznaczne z przegraną. Na czym by ta gra nie polegała.
Nawet nie zauważył, kiedy dał się w nią wciągnąć.
Czy pamięta, jak w czasie ostatniego spotkania powoływał się na ich domniemaną przyjaźń? O ile nie wykonuje teraz popisu szczytowych umiejętności aktorskich, to nie.
Smaga powietrze ogonem - na szczęście gęstniejąca atmosfera nie oddziałuje na ten ruch, w innym wypadku bura kita najpewniej zastygłaby w miejscu.
- O nie, nie sądzę. Nic takiego nie wyszło z mojego pyska. Musiało ci się przyśnić. Powiedz, często mylisz marzenia senne z rzeczywistością? - pyta z troską.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion, zamiast docenić cierpliwość Jaśniejącego, zdecydował się dalej ją testować. Ponieważ ciekawość leżała w jego naturze, a teraz był zainteresowany tym na ile może sobie pozwolić nim oberwie.
– Nie rosną? A to ci zaskoczenie, zawsze myślałem, że gruba warstwa śniegu to wymarzone warunki dla kwiatków. – uniósł brwi w karykaturalnym zdziwieniu. Nie został jednak spytany o pochodzenie podarowanych chwaścików, a o to czym się tam zajmował, więc właśnie na tym się skupił. – Widzisz, akurat tym razem nie robiłem nic. Jedynie zupełnym przypadkiem zatrzymałem się niedaleko granicy by wygładzić futerko przed ostatecznym celem wycieczki. Więc właśnie w takiej sytuacji mnie zastał. Z bukietem przed sobą i poprawiającego fryzurę. Więc rozumiesz, tłumaczenie, że czekam na kogoś konkretnego brzmiało bardziej wiarygodnie niż prawda. – czy to miało sens? Taki sam jak śnieg w kwietniu. Żaden. Ale nastały takie czasy, że i takie sytuacje nikogo już nie dziwiły.
– A czemu nie dwa w jednym, hm? – uśmiechnął się szerzej. – Nawet jeśli to był tylko pretekst dla mojej obecności, kwestia twoich przyszłych zmarszczek jest dla mnie szalenie istotna. Więc skoro akurat miałem kwiaty ze sobą to mogłem zrobić dobry uczynek i przekazać prezent dla ciebie. Bo taki właśnie jestem. – zero ściemy. Krystalicznie czyste intencje, przy Orionie to nawet wszyscy święci wychodzili na zwykłych zbrodniarzy. Czy był świadomy jak bardzo narażał teraz swój szlachetny nos? Wbrew temu co sobą reprezentował, nie brakowało mu szarych komórek. Zazwyczaj jednak kurzyły się nieużywane, a oriental kolekcjonował radośnie kolejne wrażenia. – Otóż nie. Jesteś na liście szczęśliwych wybrańców. – większym zagrożeniem dla okolicznych łąk był gust Oriona jako dekoratora wnętrz. – Ale wiesz, wcale nie widziałem w okolicy aż tylu ładnych kotów. Więc czy to znaczy, że niewiele trzeba abyś określił kogoś mianem ładnego, czy może poukrywaliście ich gdzieś w głębi terenów, co? – przechylił lekko łeb, nie odsuwając się ani o krok. To by było nieintuicyjne. Już mniejsza z tym, że to wstyd być tym, który pierwszy ustąpi. Ale w tej sytuacji mógł się wreszcie przyjrzeć dwukolorowym tęczówkom, a nie tylko zerkać kątem oka w ich stronę.
Rzeczywiście argument bo jesteś ładny nie znajdował się w tym jednym procencie zdań mających związek z tym co naprawdę myślał. Bo zdaniem Oriona, tym zupełnie szczerym zdaniem, Jaśniejący Płomień przywodził na myśl witraże zdobiące okna opuszczonej kapliczki w Leśnych Ostępach. Oczywiście w czasach swojej świetności, nim czas pokrył je warstwą kurzu, która tłumiła przebijające przez nie światło. Z czasów, gdy nie sposób było przejść koło nich obojętnie – gdy przyciągały uwagę nawet najbardziej niewrażliwych na sztukę osobników. Orion, walcząc z Kąkolem na wykrzywionej posadzce, nie miał czasu by przyjrzeć się szklanej kompozycji trzymanej przez ołowiane kontury. Kątem oka widział na kamiennych cegłach malowane światłem obrazy. Cynamon mógł sobie jedynie wyobrażać jakie odczucia musiały wywoływać w pełni swojej okazałości. Potrafił jednak z niezachwianą pewnością stwierdzić, że żadna sztuka sakralna nie skrywała w sobie tyle nieziemskiego piękna co rdzawa szata Jaśniejącego. Skąpany w miękkich promieniach nisko zawieszonego słońca, wzbudzał w Orionie emocje, jakich nawet najbardziej zapierający dech w piersiach witraż nie byłby w stanie.
Ale szanujmy się – o pewnych rzeczach lepiej było nie wspominać na głos. Nawet jeśli oriental potrafił kłamać jak polityk z krwi i kości, obawiał się, że ktoś okazałby się dużo bardziej spostrzegawczy niż dotychczas i zwęszył to podwyższone stężenie szczerości w jego słowach. A to by było... niekorzystne. Przerażająca wizja, której nawet wolał nie rozważać.
– Rzeczywistość to iluzja, wiesz? – zaczął abstrakcją, bo mógł. Bo było to lepsze od odpowiadania wprost, pasowało do kreowanego wizerunku. Był przekonany, że Jaśniejący pamiętał tamtą rozmowę, ale zwyczajnie próbował się jej teraz wyprzeć. – Ale jestem pewny, że to nie był sen. Bo widzisz, tak mnie wtedy zdziwiłeś, że aż musiałem uszczypnąć się w łapę. I się nie obudziłem. Ale rozumiem, w pewnym wieku zaczynają się problemy z pamięcią, chociaż zawsze myślałem, że uda ci się ich uniknąć przez nieco dłuższy czas. – cmoknął ni to z dezaprobatą, ni to smutkiem. – Och, ale mam szczerą nadzieję, że pamiętasz chociaż o tym, że wisisz mi sparing.
Nie żeby Orion czekał z utęsknieniem na obiecane mordobicie, jednak miał cichą nadzieję, że z jego pomocą uda się zatrzymać burego na granicy trochę dłużej niż samą rozmową.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- No widzisz, nie rosną, więc przechadzanie się z bukietem akurat pod nosem wichrzaków jest jednak dość prowokacyjne - wyjaśnia z pewną dozą zatroskania przeplatanego z przejęciem. No jak ten Orion mógł, tak balansować na cienkiej linii między spokojem a ryzykiem przykrego wypadku, podczas gdy jedyne, czego chciał, to sobie przejść jak gwiezdni przykazali? Może na następny raz warto przemyśleć obranie innej ścieżki, takiej która nie wiąże się z możliwością spotkania wojownika? Oszczędzi mu to niezręcznych tłumaczeń. Kto by przypuszczał, że to tak proste. - No cóż, na przyszłość, jak już naprawdę terenów wokoło za mało i nie przeżyjesz przejścia dalej od granicy - jak mówiłem, nic ci nie grozi, jeśli tylko przechodzisz obok. Nikt cię nigdzie nie wciągnie i ze skóry nie obedrze, spokojna twoja głowa. - Nikt by z nim nie wytrzymał przechodząc przez proces obdzierania ze skóry; oriental zalazłby za skórę swojemu oprawcy, nim ten kiwnąłby palcem.
Wydmuchuje powietrze przez nos w geście gorzkiego rozbawienia. No łaskawca się znalazł. Altruista od siedmiu boleści. Wędrowny filantrop, wspaniałomyślny pan i władca, pochylający się litościwie nad napotkanym przypadkiem więźnia systemu, od którego on - szczęśliwiec - jest wolny. Cud, nie kot. Patrzcie, jakie ma wielkie serce. Oby mu tylko przez gardło nie wyszło jak się okaże, że jednak organy nie bez kozery są zwykle o dość określonych wymiarach.
- Szalenie istotna, mówisz? A z jakiego to powodu? - dopytuje w zasadzie bez większego celu. Obserwowanie, jak kocur wije się jak piskorz, byle wyszło na jego, jest w pewnym sensie rozrywką. Taką, która szybko się przejada, niemniej Jaśniejący Płomień nie zamierza pozostać dłużny komuś usilnie próbującemu go zagiąć.
Wymach ogona, krótki niczym wyładowanie atmosferyczne, stanowi reakcję na kolejne słowa samotnika. Czy może - pierwszą część reakcji, bowiem i tego wojownik nie zostawia bez odpowiedzi.
- Nie oczekuję, że masz nadmierne wysokie wymagania, to wszystko - odpowiada gładko; tak gładko, jak gładkie jest teraz jego czoło, niezmącone najmniejszą bruzdą. Sceptyczny wyraz nie zamieszkuje jego pyska, ale dwukolorowe oczy wciąż są otwarte szeroko, jakby ich właściciel rozważał pożarcie rozmówcy wzrokiem.
Orion uparcie się nie cofa, a jemu coraz mniej podoba się tak znacznie zawężone pole widzenia. Kieruje uszy na boki, chcąc jakkolwiek zrekompensować niepełną dyspozycyjność jednego ze zmysłów. O wiele prościej byłoby po prostu odpuścić - przecież nie są głupimi kociętami (on nie, w każdym razie, Orion niech sobie będzie kim chce). Tyle że istnieje całkiem spore ryzyko, że skwitowany kolejnym durnym uśmieszkiem czy jeszcze durniejszym tekstem, bury w końcu nie wytrzyma. A to coś, czego należy się obawiać.
Wzrusza barkami. A ten dalej swoje, kto by pomyślał.
- Nic ci nie wiszę - jeśli już, to cynamonowy jemu, nie odwrotnie - ale nie mam nic przeciwko sparingowi. Ostatnio ci się upiekło.
Dwunożni przerwali potyczkę, a szkoda - może gdyby naturalnie dociągnęli ją wtedy do końca, nie mieliby teraz w historii znajomości tych krzywych akcji zaserwowanych przez orientala. Jakże miłe byłoby to życie. I troszeczkę nudniejsze, ale o niektórych rzeczach nie mówi się głośno.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Och, no kto by pomyślał, szalenie ci dziękuję za te cenne informacje, z pewnością mi się przydadzą. – posłał buremu jeden z tych przesłodzonych uśmiechów, na widok których szkliwo samo pękało. Temat już się wyczerpał, więc mógł go zakończyć tym sympatycznym akcentem, zamiast rozgrzebywać resztki i szukać w nich punktu zaczepienia. Nie, gdy czekały jeszcze inne, dużo bardziej porywające kwestie do omówienia.
Z jakiego powodu szalenie istotna? To akurat było bardzo proste do wytłumaczenia i oriental już otwierał pysk by wyjaśnić jak się sprawy mają, gdy złapało go zwątpienie, które znalazło swoje odbicie w jego mimice na jedno, krótkie uderzenie serca. Nie, jednak inaczej musiał to ująć. Frustrujące, że istniały pytania, na które nie mógł odruchowo odpowiadać, bo pierwsza myśl była zbyt obciążająca.
– Domyśl się. – prychnął lekko z rozbawieniem. Ale zamiast dać kocurowi czas na zastanowienie, kontynuował. Tragiczne, że musiał wyjaśniać takie oczywistości. – Tak jak już wcześniej wspominałem, masz ładną mordkę. Więc szkoda by było, gdyby przedwczesne zmarszki ją oszpeciły. To wszystko. – wcale nie wszystko. Jednak reszta argumentów wprowadziłaby zbyt wielkie zamieszanie do ich rozmowy, więc w pewien sposób Orion wyświadczał im obu przysługę, nie mówiąc o wszystkim.
Uśmiechnął się krzywo na kolejne słowa, na ten przytyk. To ci krytyk się znalazł. Było w tym coś zabawnego; z naciskiem na coś, bo oriental nie do końca wiedział jak to określić. Westchnął ciężko, jakby ciążyły mu na barkach wszystkie troski tego świata.
– Wręcz śmiesznie niskie. – potwierdził, powracając spojrzeniem do dwukolorowych oczu. Jakkolwiek by się nie zarzekał, że w jego interesie był brak zmarszczek na burym pysku, tak widząc gładkie czoło, czuł się jak dzieci, które latem zauważyły księżyc w środku dnia. To nielegalne i tyle w temacie. – A jednak, nawet z tak śmiesznie niskimi wymaganiami, tutejsze koty, które je spełniają jestem w stanie zliczyć na palcach jednej łapy. Tragiczne, nie sądzisz? – dokończył, bo przecież nie przytakiwał tylko po to by obrazić swój gust. Znaczy w sumie to była prawda, miał świadomość tego, że wymagania miał śmiesznie niskie jak na kogoś idealnego, ale wychodził z założenia, że szukając kogoś na swoim poziomie skazałby się na pogoń za czymś nieosiągalnym.
Jakkolwiek to Orion był inicjatorem ich aktualnego położenia, w ostatecznym rozrachunku i jemu średnio to leżało. Jasne, mógł się bezwstydnie przyglądać fizjonomii burego, mógł udawać, że wcale nie widział w jaki sposób na niego patrzyły dwukolorowe oczy, ale nieco go to też rozpraszało. Również samo trwanie w zawieszeniu było męczące, bo wszystko wskazywało na to, że będą tak stać do świtu i żaden się nie cofnie. A poważniejsze naruszanie przestrzeni osobistej odpadało jeśli Orion chciał dożyć jutra. Albo raczej – przypuszczał, że spotkałoby się to z na tyle negatywnym odbiorem, że musiałby ostatecznie pogrzebać tę znajomość. Same niekorzystne opcje.
Rozwiązanie jednak przyszło poniekąd samo, gdy rozmowa zeszła na temat sparingu. A przynajmniej pojawiła się nadzieja, że nie będą tak sterczeć do rana.
– Jasne, mi się upiekło. Jeśli dzięki temu śpisz spokojniej to niech ci będzie. – zgodził się łaskawie. – Jakie zasady tym razem? Szanse na to, że ktoś nam przerwie są szalenie niskie, ale może nie ma co ryzykować, że i tym razem zostaniemy bez jednoznacznego wyniku.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Płomień chętnie daje tematowi umrzeć, głównie dlatego, że od początku nie ma szans, że wyniknie z niego coś produktywnego. Gdyby pomyśleć odrobinkę dłużej, bez trudu doszłoby się do konkluzji, że równie dobrze mogliby siedzieć w ciszy bądź rozstać się bez słowa; na to samo by wyszło. Ich rozmowy ograniczają się do przepychanek, z których każdy wychodzi z przeświadczeniem o własnej racji. Tragedia, nawet jego kocięce rozmowy z Iskrą cokolwiek wnosiły, a tutaj to już stoczenie totalne. Dlatego nie warto zastanawiać się dłużej, czemu zresztą sprzyjają warunki. Wojownik jest zbyt skoncentrowany na słowach wypadających z uśmiechniętej facjaty, by wpadać w filozoficzną zadumę typu "czemu ja tu właściwie jestem i co ja robię ze swoim życiem".
- Chyba brakuje ci zajęć w życiu - wyrokuje krótko, spoglądając na rozmówcę z niesmakiem. Jak to inaczej wyjaśnić? Za dobrze mu się wiedzie, to ma aż nadmiar czasu na zajmowanie się głupotami jak zmarszczki w gruncie rzeczy obcego kota. To znaczy niezupełnie, bury wie, że od początku do końca to wszystko ściema, ale jednocześnie nie sądzi, by ten wniosek był niezgodny z prawdą. Gdyby Orion miał co robić, nie czułby potrzeby przypominania o swoim istnieniu losowym kotom, nieistotne, jak ładne mieliby mordki.
Ładna mordka, też mu coś. Za sam taki protekcjonalny komentarz ma ochotę przywalić mu w pysk. W takich chwilach Jaśniejący Płomień zazdrości samotnikowi braku zobowiązań wobec kogokolwiek; gdyby nie Wicher, mógłby wdać się w walkę bez obaw o konsekwencje.
- Tragiczne - przyznaje, średnio przejęty jak na tragiczne okoliczności. - Jak ty sobie z tym radzisz?
Sparing to faktycznie dobre rozwiązanie problemu ich położenia. Co prawda wichrzak widzi jedno, proste wyjście z sytuacji, takie niezakładające przepychanek - Orion mógłby się najzwyczajniej w świecie odsunąć i tyle, co mu to robi za różnicę? - ale że nawinęła mu się okazja na produktywne spędzenie czasu w z reguły niełączącym się z tym słowem towarzystwem, to chętnie z niej skorzysta.
- No to co proponujesz? - pyta kurtuazyjnie. Proszę bardzo, niech się Orion wykaże, skoro tak mu zależy na jasnych zasadach i wyłonieniu zwycięzcy; ostatnim razem coś kwękał, kiedy Jaśniejący Płomień podzielił się swoją propozycją, więc tym razem przekaże pałeczkę orientalowi. Nie ma za co.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wzruszył tylko od niechcenia barkami. Być może brakowało mu zajęć w życiu, nie zamierzał zaprzeczać. Jakoś nie zależało mu na tym by wojownik miał zgodny z prawdą pogląd na jego harmonogram dnia. Mógł sobie myśleć co chce, pod warunkiem, że nie oskarżał Oriona o niekończącą się walkę o przetrwanie. To była zbyt smutna wizja i trzeba było mordować jakiekolwiek jej sugestie – ale cała reszta? Niewiele go obchodziła raczej.
– Widzisz, otóż sobie nie radzę. – przyznał z wielkim trudem. Jaśniejący Płomień nie był zbytnio przejęty tragicznym losem, ale oriental nie zamierzał z tego powodu płakać po nocach (szczerze mówiąc, nie spodziewał się niczego innego – no może poza przemilczeniem tematu) i kontynuował ze swoim wesołym cyrkiem. – Nawet rozważałem wyruszenie dalej, skoro ta okolica jest ewidentnie stracona, ale jak mógłbym ryzykować, że już więcej ciebie nie zobaczę? – i tych trzech innych kotów, które to wyliczył na palcach jednej łapy; jednak nie wydawało mu się by była potrzeba o nich wspominać jeśli chciał by Jaśniejący zgnił.
– Co ja proponuję? Och, myślałem, że to ty jesteś specjalistą w hobbystycznym obijaniu pysków, a ja tylko samotnikiem, któremu brakuje zajęć w życiu. – westchnął ciężko, w typowy dla siebie sposób. Ale prawda była taka, że rzeczywiście średnio mu pasowało wymyślanie nowych zasad. Co innego krytykowanie tych podsuniętych przez Wichrzaka, wiadomo. – Cóż takiego mógłbym zaproponować... – grał na zwłokę by mieć moment na uczciwe zastanowienie się. – O, wiem. Oprócz tych zasad co ostatnio, z poddawaniem się i w ogóle, przegrywałby też ten, kto da się unieruchomić na dłużej niż hmm... – ciężka sprawa, kotki dysponowały jedynie subiektywnymi metodami odmierzania czasu. – Hm, może przegrywałby ten kto nie będzie w stanie się uwolnić nim ten drugi doliczy do nie wiem, trzech? Pięciu? Czy to brzmi uczciwie?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Z początku wydawało się oczywiste, że zobaczył pysk Oriona raz i na tym się skończy. Teraz, mimo że, obiektywnie patrząc, na przestrzeni księżyców nie spotkali się znowuż tak wiele razy, w oczach Płomienia Orion zyskał oficjalną odznakę certyfikowanego rzepa. I żarty żartami, zdziwiłby się szczerze, gdyby po pełnym obiegu pór zorientował się, że nie dość, że samotnika nie widział, to nawet nic o nim nie słyszał. Dobrowolne opuszczenie przez niego ziem wokółklanowych wydaje się tak nieprawdopodobne, jak jego przeżycie w dziczy na dłuższą metę. I gdyby cynamonowy miał zniknąć, wojownik obstawiałby wszystko, co miał, że coś go zżarło.
- No, myślę że to byłoby trudne do przeżycia - odpowiada sarkastycznie. Wcale nie tak trudne - nie ulega wątpliwości, że zaraz znalazłby sobie kolejnego kota, któremu bez trudu zachodziłby za skórę. Ten typ tak ma.
Bury z pewną satysfakcją odnotowuje, że chyba niezbyt mu po drodze z wymyślaniem zasad. Kto by przypuszczał. Swój własny pomysł ciężej poddać krytyce.
- Wydajesz się być ekspertem w każdej dziedzinie, więc zostawię to tobie - tłumaczy spokojnie, ale nie wcina się dalej i czeka, aż kocur pozbiera myśli do kupy i sformułuje zasady ich sparingu.
A okazują się zaskakująco podobne do tych z poprzedniego razu.
- Może być. Jestem za liczeniem do pięciu - zgadza się łaskawie, nawet jeśli widzi lukę w tym systemie, przy charakterze Oriona z łatwością mogąca stać się głęboką wyrwą w ziemi. Liczenie, jasne, powszechna umiejętność, jednak kiedy przychodzi do odliczania czasu, tempo poszczególnych liczących jest rozbieżne, tak jak z różną prędkością uderza serce. A stąd już prosta droga do nadużyć. Jaśniejący Płomień nie doszukuje się w tym jednak przeszkody nie do przeskoczenia, w głównej mierze dlatego, że nie wydaje mu się, by Orion miał z łatwością go pokonać, to po pierwsze. Po drugie, jeśli oriental wygra przez durny szwindel, to niech mu będzie, on jakoś to przeżyje. Ogon mu nie odpadnie.
W całym tym logicznym i dojrzałym myśleniu, już mniej dojrzale dochodzi do wniosku, że teraz może (a nawet powinien) odsunąć się bez narażenia na nadszarpnięcie godności. I właśnie to czyni, postępując kilka kroków w tył. Przystaje w odległości około lisiej długości od samotnika. Rozstawia oraz lekko ugina łapy w przygotowaniu do walki, po czym przeszywa powietrze długim ogonem.
- Panie przodem - rzuca, uśmiechając się półgębkiem.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell