Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Manewr przyniósł wyśmienite rezultaty, bo Jaśniejący padł obok, cierpiąc równie mocno co Orion. I jak się nad tym zastanowić – czy właśnie na tym nie polegała przyjaźń? Na dzieleniu nieszczęść? Być może, ale oriental był na tyle dobrym przyjacielem, że bez wahania odstąpiłby buremu swój przydział.
Póki co jednak wręcz przeciwnie, znów oberwał, bo ktoś tu był niesamowicie niezdecydowany i w jednej sekundzie nalegał na bliskość, a w następnej odpychał na całą długość łap. Ogólnie warunki nie do życia, a oprócz otarcia na barku, cztery nowe siniaki dołączyły do kolekcji. Otarcie i cztery nowe siniaki, nie licząc poprzednich stłuczeń, zmierzwionych kłaczków i brudu między nimi. O panie przenajświętszy, kiedy Orion się aż tak stoczył? Czemu gwiazdy były jedynie milczącymi świadkami tej degrengolady? Czemu nie interweniowały w porę?
No cóż, skoro było już za późno na ratunek, a dno moralne miało stać się jego nowym domem, pozostawało jedynie pogodzić się z losem i udekorować jakoś nowe lokum. Poderwał się na cztery łapy z prostym (nie do końca przemyślanym) planem. Zamierzał przeskoczyć nad kocurem by uniknąć kończyn, które dopiero co boleśnie go odepchnęły i – gdy już będzie poza ich zasięgiem, bezpieczny po drugiej stronie – przygnieść burasa nim ten się obróci.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Nie wiadomo, czy to wyłącznie kwestia genów, pieczołowitego dbania o linię, czy może Orion nie radzi sobie w dziczy tak dobrze, jak próbuje to przekazać za pośrednictwem przechwałek oraz zuchwałego tonu, w wyniku czego nie zawsze ma co do pyska włożyć, ale kotem wybitnie postawnej postury to on nie jest. Wobec tego odepchnięcie go leżącego plackiem - co, zauważmy, nie daje zbyt wielu możliwości obrony - nie spotyka się z trudnościami. Ewidentnie pociągnięcie wichrzaka za sobą obróciło się przeciwko sprawcy, tyle że życie bywa przewrotne i prędko wychodzi na jaw, że każda akcja spotyka się z reakcją, a w tym wypadku reakcją na poczwórnego kopniaka jest natychmiastowe podniesienie się i atak. I tak to kołem się toczy.
Ten sam ciężar, który uderzenia serca temu został odepchnięty z największą łatwością, przestaje być taki nieznaczący, kiedy uderza wprost niego i tam już zostaje, blokując mu ruchy. W pierwszej chwili Jaśniejącemu Płomieniowi odbiera dech - bynajmniej nie z dokonanego na nim powalającego wrażenia - ale już w drugiej próbuje szarpnięciem całego ciała wyswobodzić się spod zalegającego na nim samotnika.
Rolling 1d10+3: 4 +3 = 7
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Prędko okazało się, że nieprzemyślane plany były tymi najbardziej skutecznymi. Morał z tej bajki? Nie było co sobie zaprzątać swojej ślicznej główki strategiami, gdy równie dobrze można było wejść tanecznym krokiem w sam środek akcji i oszczędzić sobie paru zmarszczek na czole przy identycznych rezultatach. Dokładnie, właśnie takie nauki należało z tego wyciągnąć.
Szkoda jedynie, że ledwo przygniótł Jaśniejącego, ten już się zaczął szarpać jak ryba wyrzucona na rozgrzane słońcem kamienie i nim się obejrzał, już leżał na glebie, a nie na rdzawym futerku. Rozczarowanie nie do opisania, dzień zrujnowany. Mógłby teraz grzecznie, zgodnie z niepisanymi zasadami, poczekać aż przeciwnik się podniesie i dopiero wtedy wystosować kolejny atak. Ale ceglasty nosek wciąż pamiętał spotkanie z burym czołem i podburzał tę mściwą część Oriona do działania od razu.
A orientalowi daleko było do świętego, by unikać takich pokus i trzymać się ścieżki prawości. Więc się rzucił w poprzek na wojownika. Jaką to dawało przewagę w walce? No żadną. Ale przy odrobinie szczęścia byłby wystarczającym ciężarem by udaremnić próbę podniesienia się. Przy mniejszym szczęściu po prostu zawiśnie jak upolowany jeleń przerzucony przez grzbiet.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Ku własnej nieopisanej uldze, jako że wielbicielem ubezwłasnowolnienia nie jest i ceni sobie swobodę ruchów, kilkoma mocniejszymi szarpnięciami pozbywa się natręta z pleców. Dobry początek, szkoda że rzeczony natręt nie łapie aluzji rzucanej mu prosto w pysk i nawet nie trudząc się, by uprzednio podnieść się na łapy, podejmuje kolejną próbę uziemienia go. W ocenie Jaśniejącego Płomienia ten pomysł jest co najmniej nietrafiony; wystarczy jeden rzut oka na już-nie-czystobiałą sierść samotnika, żeby mieć pełen obraz konsekwencji tarzania się po ziemi. A tak bardziej na poważnie, musi wreszcie wydostać się spod ciążącej mu przewagi przeciwnika.
Widząc kątem oka ruch, podejmuje spontaniczną decyzję o przesunięciu w czasie podnoszenia się. Nie jakoś bardzo, ot, chce przeturlać się w bok i uniknąć lecącego w niego pocisku, a dopiero w bezpieczniejszych warunkach dźwignąć się do pionu i zobaczyć, co mu los przyniesie.
Rolling 1d10+3: 8 +3 = 11
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No ogólnie powodzenie akcji było zerowe i Orionowi nie udało się uniemożliwić podniesienia się (czy chociaż utrudnić tego procesu), bo komuś wyjątkowo mocno zależało na wyjściu z parteru. Tylko czy Jaśniejący to rzeczywiście przemyślał? Bo oriental był niemalże w stu procentach pewny, że gdy tylko znajdą się na czterech łapach, kolejnym krokiem ze strony Wichrzaka będzie próba powalenia i karuzela zacznie się kręcić od nowa. Bo na pewno jego celem nie był powrót do skoków i piruetów, które nijak nie zbliżały sparingu do końca.
Teoria, że bury specjalnie chciał przeciągać spotkanie była absurdalnie nieprawdopodobna.
Ale Orion był skłonny przekonać się o tym na własnej skórze. I gdy po nieudanym zatrzymaniu podnosił się na cztery łapy, nie planował kolejnego ruchu, super zdradzieckiego ataku w pół kroku, by postawić na swoim, ani nic z tych rzeczy. Proszę bardzo, przekazywał w tym momencie pałeczkę Jaśniejącemu, a sam jedynie uważnie śledził jego poczynania, by uskoczyć w stosownym momencie czy zrobić cokolwiek innego co akurat by było wymagane do pokrzyżowania planów.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Przypuszczenia Oriona są jak najbardziej słuszne - Jaśniejący Płomień nie pozwoli sobie (i jemu, w konsekwencji) stać zbyt długo. Podjęta próba podniesienia się ma na celu zyskanie kilku dodatkowych uderzeń serca na reakcję inną niż unik, na oddalenie się od przeciwnika szarżującego zbyt zaciekle, by on mógł w ogóle podjąć się sensownego ataku, takiego nieprzypominającego ryby uderzającej głową i ogonem o ziemię, byle nie pozostawać biernym. Cel zostaje osiągnięty, chyba można powiedzieć, że z nawiązką, bo z niezrozumiałych przyczyn cynamonowy powstrzymuje się od jakiegokolwiek dalszego działania, ograniczając się do obserwacji. I wbrew podejrzeniom wojownika, zdaje się nie mieć w tym żadnego głębszego celu.
Byłby głupcem biorąc z niego przykład. Wciąż w (umysłowej, przynajmniej) gotowości na jakiś zaskakujący obrót spraw, odbija do boku, najpierw jednego, później drugiego, nieuchronnie zbliżając się ku samotnikowi. Chce finalnie uderzyć nie od frontu, a celując bliżej uda, w miękki fragment boku, korzystając z obu przednich łap tak, by mieć szansę go przewrócić.
Rolling 1d10+3: 5 +3 = 8
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Ogólnie to zaznaczmy sobie na wstępie, że branie przykładu z Oriona w czymkolwiek byłoby oznaką najwyższego idiotyzmu. Bo nawet jeśli – w jakiś zupełnie abstrakcyjny sposób – oriental dobrze wychodził na byciu sobą, tak inni zwykle tego szczęścia nie mieli. Ale taka to była po prostu różnica między ulubieńcem gwiazd, a resztą świata.
Obserwowanie jak bury skacze to tu, to tam z pewnością byłoby przyjemniejsze, gdyby samotnik mógł się skupić jedynie na, przykładowo, płynnym ruchu puchatej kity. Niestety, gdy głównym celem było uniknięcie ataku, a nie admiracja przeciwnika, takie sympatyczne szczegóły łatwo umykały. W przeciwieństwie do tych pokroju krótkiego spojrzenia w stronę ubrudzonego boku, prawdopodobnie następnej ofiary tego sparingu. Więc przygotował się do uskoczenia. Wylądował z grubsza w miejscu, z którego Jaśniejący wybił się przed ostatnim skokiem. A w czasie tej zamiany miejscami, próbował chwycić za burą kitę, by jej właściciel nie wylądował zgrabnie, tylko przywalił jasną szczęką o grunt.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Cóż, może nie tyle naumyślnie planuje pokrzyżować Orionowi szyki, bo prawda jest taka, że nie zdaje sobie sprawy z jego nikczemnych zamiarów, co zwyczajnie, naturalną koleją rzeczy majta ogonem (częściowo z irytacji, że chudzielec znów wymknął mu się dosłownie sprzed łap), przypadkowo utrudniając zaciśnięcie na nim zębów. Jeśli tyle wystarczy, żeby dopomóc szczęściu, to Jaśniejący Płomień wyląduje z gracją na trawie i odwróci się w stronę drugiego kocura, jeśli zaś nie... wtedy z pewnością będzie mniej przyjemnie, jednak zdecydowanie nie jest to coś, o czym myśli w tym krótkim momencie.
Rolling 1d10+3: 1 +3 = 4
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Chwycenie za burą kitę w tej sytuacji było niemalże nieosiągalne, gdyby spojrzeć racjonalnie. Ale dla Oriona z jego absurdalnym szczęściem? Ot, ogon nawinął mu się pod pysk w odpowiednim momencie i zaraz usłyszał łupnięcie. Triumfalny uśmiech zagościł na długim pysku i już oriental obracał się o te sto osiemdziesiąt stopni by skoczyć na Jaśniejącego, gdy dostrzegł na horyzoncie jasną sylwetkę (i zaraz obok jakąś inną, mniej rzucającą się w oczy). Patrol? Prawdopodobnie, skoro zbliżali się od strony Wichrowych odchłani. Niekorzystnie, jak ich tu zobaczą tłukących się przy granicy to jeszcze zechcą pomóc swojemu. Więc zamiast przygnieść przeciwnika, nachylił się do ciemnego uszka.
– Leżysz, wygrałem. – szepnął a następnie odsunął się i wyprostował. Nie wątpił, że bury podniesie się w dwa czy trzy uderzenia serca jeśli nic mu nie będzie tego uniemożliwiać. – Oszczędzę ci tłumaczenia się swoim kolegom z tego co tu ze mną robiłeś, bo w obronę granic czy zwykłą rozmowę nie uwierzą. Więc. Za ten wspaniałomyślny gest. Wygrałem. – posłał Wichrzakowi promienny uśmiech. Obrócił się zaraz i machnął niedbale kitą na pożegnanie. Skoro patrol się zbliżał to nie było czasu na pogaduszki, duża strata. – Jak ci nie pasuje taki układ to do następnego.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Zalewa go kolejna fala irytacji w odpowiedzi na... całość nadchodzących wydarzeń, nie patyczkujmy się. Od niekomfortowego, niezbyt zgrabnego lądowania, po nagłe nadejście patrolu, na pajacowaniu Oriona kończąc. Bo oczywiście cynamonowy nie byłby sobą, gdyby nawet z ucieczki nie zrobił przedstawienia, byle postawić się w korzystniejszym świetle - świetle bohatera (od siedmiu boleści), nie samotnika, który właśnie sobie przypomniał, gdzie jego miejsce. Spoiler: nie na kocięcy krok od terytorium klanu.
- Po prostu przyznaj, że nie potrafisz wygrać uczciwie, wspaniałomyślny geście - parska gorzkim śmiechem. Czy on naprawdę uważa, że wyświadcza mu, och, tak wielką przysługę, zmywając się z miejsca zdarzenia? Kto tutaj balansuje na granicy nieswoich ziem, wychudły wypłoszu? Jeśli ktoś tutaj miałby się z czegokolwiek tłumaczyć, bynajmniej nie byłby to Płomień. - Źdźbło trawy w sierści wygrałeś, ot, bo na pewno nie sparing.
Czasu na dalsze sprzeczanie się nie ma, o czym wiedzą obydwaj. A że wojownik najchętniej uniknąłby spotkania z patrolem, z kogokolwiek by się akurat nie składał, to podniósłszy się z ziemi od razu obniża się na łapach i zaszywa w trawach, które wcześniej pozwoliły mu podejść Oriona niezauważenie, a teraz powinny zapewnić mu brak niechcianego towarzystwa. Akurat tego miał już dzisiaj po dziurki w nosie.
z.t.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Można śmiało powiedzieć, że Mięta przestał być nieporadnym, małym kociakiem. Kocur nabrał nieco masy dzięki opiece Mamy oraz Wujka. W końcu kazali mu ćwiczyć, spacerować oraz dużo jeść. Całe szczęście, że zbytnio nie utył przy bokach czy pupie. Po prostu nabrał kształtów prawdziwego samczyka. Jest o wiele wyższy i ma "solidniejsze" łapy. Obecnie śmiało można go zaliczyć do grupy średnich kotów. Syn Lśniącej chodzi zawsze z wysoko podniesionym łepkiem. Niestety to daje również złudne wrażenie, że dumnie prezentuje swoją klatkę piersiową. Zupełnie niczym kot, który wszem i wobec oznajmia pozostałym o swojej pewności siebie. Natomiast Mięta po prostu lubi obserwować otoczenie. Pewnie dlatego zawsze zachowuje wzmożoną czujność. Jego ciało jest gotowe do nagłego skoku, uniku czy nawet ucieczki. Przynajmniej na pyszczku kociaka już nie dominują emocje typu strach, zdziwienie. Obecnie bardziej można zauważyć zaciekawienie bądź powagę. Tęczówki samczyka przybrały barwę żółtego zmieszanego z zielenią. Wszystko zależy od światła bądź pogody. Całe szczęście jego futro nadal pokrywa biel. Oczywiście należy pamiętać o dymno-czarnych znaczeniach: symetrycznych plamkach na obu bokach, kresce pomiędzy uszami oraz 3/4 ogona. Dodatkowo sierść Mięty już nie jest taka długa i gęsta. Po prostu określiłby ją mianem przeciętnej, średniej. Za to przy uszach pojawiły się również dłuższe pasma. Przez co wyglądają tak, jakby należały do rysia niż kociaka. Generalnie Mięta jest zadowolony ze zmian, ponieważ zyskał ostre kły i dość niebezpieczne pazury.
Mięta miał dużo czasu, żeby wszystko sobie porządnie przemyśleć i uporządkować. Właściwie, to już nie przypomina wystraszonej kulki. Można śmiało powiedzieć, że nieco dorósł. Emanuje od niego przesadna powaga, a razem z nią pewne "zrozumienie". Chodzi o ogólne zależności np. pozyskiwanie wiedzy. Kotek już nie unika kontaktu z pozostałymi. Doskonale wie, że posiadają spore doświadczenie czy umiejętności. Dodatkowo mogą podzielić się teorią bądź praktyką. Chętniej również odwiedza nowe miejsca. Tam z ukrycia obserwuje zwyczaje starszych kotów, roślinność, zwierzęta, pogodę itp. Czasami próbuje przekuć pozyskane informacje w konkretne czyny. Bywają momenty, że sam rozpoczyna rozmowę z kimkolwiek. Oczywiście stara się wtedy nie zdradzać zbyt wiele odnośnie siebie. Woli słuchać co ciekawego ma do zaprezentowania rozmówca. Trzeba dodać że Mięta nadal jest bystry oraz spostrzegawczy. Tak samo nosi wewnątrz siebie paniczny strach. Tylko to uczucie urosło i zmieniło się wraz z nim. Zamiast ataków paniki czy prób ucieczek jest lęk przed przywiązaniem do kogokolwiek, czegokolwiek. Przecież koty mogą odejść, a nawet zdradzić! Dlatego kociak zachowuje swego rodzaju dystans emocjonalny. Mięta nie bawi się, nie biega, nie psoci. Natomiast umie wyciągać konkretne wnioski np. co jest bardziej opłacalne. Ma ambicję zostać najlepszym medykiem Klanu Wichru. Bardzo możliwe, że właśnie przez to pozostałe koty nieco go unikają bądź uważają za "niemowę".
Dużymi krokami nadchodziła prawdziwa wiosna. Trudno było nie zauważyć, gdy wszystko wokół daje jasne wskazówki. Słońce wstające o wcześniejszej porze, a zachodzące później niż kilka księżycy temu. Drobniutkie liście na drzewach i mizerne kwiaty wśród traw. Powiększający się stos zwierzyny, jak również donoszone do Ziołowego Wzgórza medykamenty. Generalnie Mięta miał dość siedzenia wewnątrz nory. Chciał wreszcie wyjść gdzieś, żeby pozwiedzać. Dodatkowo chciał sprawdzić swoje siły. Bolały go jeszcze łapy i czasami całymi dniami potrafił leżeć. Jednak dzisiaj stwierdził, że dość tego lenistwa. Opuścił Obozowisko na własną łapę. Wyszedł z samego rana, żeby nikt nie mógł go przyłapać. Potrzebował wycieczki po znajomych terenach. Po drodze nie obyło się bez multum przerw czy przystanków. Jedna udało się! Miętowa Łapa dotarł pod same granice. Tutaj przysiadł i odpoczywał, jednocześnie podziwiając okolicę. Musiał zdobyć nieco sił, żeby wrócić...
/Zmierzch
Serce płoń niczym żywy ogień Nutko dzwoń, ułóż mi melodię Kwiatów woń niech do góry niesie mnie No dalej Serce płoń niczym żywy ogień Nutko dzwoń, ułóż mi melodię Kwiatów woń niech do góry niesie mnie
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
A z wiosną przyszła Zmierzch. Serio, odkąd zrobiło się tylko troszkę cieplej, ogarnęła co takiego fajnego było w zwiedzaniu nieznanych terenów i tak troszeczkę się uzależniła od tego. W końcu jak nie pokochać tej nutki ekscytacji każdym nowym spotkanym kocie! Plus wiadomo, trawa po drugiej stronie płotu zawsze zieleńsza.
Szła akurat wzdłuż granicy, licząc na jakiś patrol czy kogokolwiek, a trafiła na… Białego bałwanka. Przecież śniegu już od księżyców nie było, więc dlaczego tak nieprzejęty niczym sobie siedział? Cóż, najlepiej zapytać.
- Chciałabym patrzeć ci w oczy, ale przez tę plamkę na czole nie mogę się na nich skupić… - przyznała szczerze na dzień dobry, bo jak tylko zauważyła to malutkie znamię z odległości, to ciągle wracała do niego wzrokiem. Jakież to irytujące... - Czekasz aż się roztopisz, czy może jesteś z kimś umówiony? - zapytała, już o coś konkretniejszego. A jeśli kocur nie miał w planach robienia skoków, fikołków, czy rzucania się z pazurami w jej stronę to zasiadła równo przed nim w bezpiecznej odległości. Nie chciała w końcu przekraczać granicy, przyszła tu porozmawiać, a nie pakować się w kłopoty.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Falująca Łapa nie wychodził często z obozu. Ogromny kocur trzymał się zwykle w środku i wychodził poza raczej tylko wtedy kiedy musiał, czyli na treningi oraz patrole i tak dalej. Dzisiaj jednak postanowił się przejść, może od razu sprawdzić granice skoro już wyszedł, bo w sumie to czemu by nie? Wtedy załatwi się dwie sprawy za jednym zamachem. Tak więc teraz Fala szedł sobie spokojnym krokiem granicą z Ziemiami Niczyimi, tak w gwoli ścisłości to tą od strony Grzmiącej Ścieżki. Nawet nie przeszkadzał mu specjalnie jej zapach, raczej nie zwracał na niego uwagi, bo głowę miał zajętą innymi myślami. Dobrze dla niego i jego nosa, co?
długie, czarne z białymi znaczeniami futerko niekiedy sterczy mu na boki, żółte oczy; bardzo wysoki, na patykowatych łapach, chuderlak i wypłosz
śmieszny taki, wcale mądry, wieczny optymista, ma trochę problemów z pamięcią, lubi zbierać kwiatki i chodzić na przygody, jego jedna szara komórka dawno temu wyjechała na wakacje i utknęła gdzieś na ciepłych wyspach
Bączkowa Łapa [KW]
Ziemniaczek był na misji. Bardzo poważnej misji, bo przecież w jego słowniku nie istniała żadna inna, każda była na wagę świeżego jedzenia albo fajnego pudełka, do którego można się schować.
Ziemniaczek gonił motylka. I na tyle go to zajęcie pochłonęło, że oddalił się od miejsca, w którym odpoczywali sobie z Mruk, chociaż to, że znów jej zniknął, zapewne jej nie zdziwiło. Ani nie przejęło. Piękny kolorowy motylek bawił się z nim w berka i już nie taki mały kociak radośnie za nim gnał, przystając, gdy owad przysiadał na jakimś listku. Nie miał zamiaru na niego polować, tylko po prostu patrzył, gdzie go zaprowadzi. Pech chciał, że zaprowadził w miejsce, które niezwykle przypominało te całe klany, które opisywał mu Kanciarz. Szczęście jednak nie pozostawało w tyle, bo na horyzoncie pojawił się jakiś kot, duży, ogromny wręcz, prawie jak Mruk, a to przecież nie zdarzało się codziennie!
- Hej!HEJ! Jestem Ziemniaczek! - Krzyknął radośnie do nieznajomego, bo może motylek poprowadził go właśnie do nowego kumpla!
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Falująca Łapa zatrzymał się i spojrzał w stronę głosu, który nagle zapiszczał gdzieś po drugiej stronie granicy. W tym momencie oczom biało-rudego kocura ukazał się całkiem wysoki kocurek, ale na tak patykowatych nóżkach, że zwalisty terminator chyba by mógł je połamać samym dotykiem. Kociak był chory czy może po prostu taki chuderlawy i nic się z tym nie dało zrobić?
-Ho, ho! Hej Ziemniaczku! Ja jestem Falująca Łapa! Albo Fala! Zależy jak ci wygodniej -zawołał z uśmiechem, który szybko się poszerzył- Co cię sprowadza w te strony, drogi kocurku? Szukasz czegoś może, a może przyszedłeś pogawędzić czy przeżyć jakąś przygodę? -zagadał.