Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Gówno prawda. Gdybym ja miał je kształtować jak chcę, teraz byłbym kimś. Byle kim, ale na tyle ważnym i istotnym w życiu innych kotów, że gdybym kiedyś zdechł, to chociaż jeden czy dwa by za mną zatęskniły - tyle, że w jego wypadku trudno powiedzieć coś o samodzielnym kształtowaniu swojego życia. Prawie ciągle siedzi pod czyimś rozkazem, jest skazany na czyjeś decyzje i praktycznie on jest zmuszony odgórnie do wykonywania jakichś poleceń. Nie, żeby mu to przeszkadzało, ale po prostu nie ma szansy pisać swojej własnej opowieści, bo nikt mu na to nie pozwoli najpewniej nigdy. Na jej kolejne słowa po prostu zacisnął zęby. - Skoro nikogo nie karze i nie nagradza, jak to jest, że każdy ma się chociaż trochę lepiej ode mnie?
Wwiercił w nią wzrok. Skoro ona myślała inaczej, po prostu chciał rozumieć co i jak z tym wszystkim dokładnie. Nie zmieni mu to w jego życiu zbyt wiele, ale może chociaż - w gorszych chwilach - będzie miał jakiś punkt odnośny, do którego będzie mógł się odwołać, uspokoić i pomyśleć, że kiedyś może być faktycznie lepiej?
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Przywołała ponownie chwilę, w której stała przed Rojstem po raz pierwszy. Kiedy objął ją w podzięce za tamte ostatnie słowa, słowa, które teraz zamierzała uzasadnić przed Roche'em, synem tego samego stada, które wtedy nieświadomie wsparła.
- To nie los. To inne koty Ci to robią. Powiedziałam Ci, że poszukasz własnej drogi, drogi do szczęścia, ale sama ta decyzja musi wyjść od Ciebie. Nikt nie może jej podjąć za Ciebie, i nie słuchaj nikogo, kto będzie Ci narzucał swój punkt widzenia, jeżeli Tobie się on nie podoba. Jesteś po pierwsze kotem, a to znaczy, że myślisz, i że nikt nie powinien Cię zmuszać do posiadania takich czy innych poglądów - to była właśnie definicja bycia myślącym. Można było podejmować własne wybory, nie kierować się ślepo cudzymi - a nawet, jeżeli zdecydowało się wykonywać posłusznie polecenia innych, to był to nadal nasz własny, świadomy wybór. - Nikt nie będzie żył za Ciebie, Roche. Z serca Ci współczuję, ale smutny los, który nas spotyka, nie jest nigdy karą czy nagrodą. Jest wynikiem wielu czynników.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Całą jej wypowiedź przemilczał. Po prostu słuchał, analizował, i w duchu zaprzeczał temu co słyszał. To nie zgadzało się w żaden sposób z tym jak był wychowywany. Miał być bezmyślnym narzędziem do robienia tego, co chcą inni. Myślenie za siebie było po prostu karane. Nawet Tundra na treningu raz zasugerowała, że bengal za dużo myśli. Skrzywił się delikatnie, trzepnął ogonem. - Dzięki - za cokolwiek miało to być podziękowaniem. Być może po prostu sobie powiedział, bo nie wiedział co innego mógł wyrzucić z pyska? Lub po prostu podziękował za danie mu innej perspektywy. - Powinienem się zbierać. Minęło już trochę czasu, a nie powinienem znikać na zbyt długo. Spotkamy się jeszcze?
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Wszystkiego było za dużo.
Miała wrażenie, że od tej pory się ułoży - w końcu jej trening ruszył po tylu księżycach, a ona mogła w końcu zacząć odpowiednie szkolenie na wojownika. Z bagażem doświadczeń i wciąż niestabilnymi myślami, które zaczęły z czasem ją nawiedzać, nie pozwalając sobie zapomnieć.
Śmierć Baraniego Runa była ostatecznym ciosem, który przybił kocicę. Był jedynym... którego mogła uznać za przyjaciela w Klanie Wichru, a teraz ostała się sama jak palec. Nie mogła powstrzymać tego, jak ciężki stał się jej oddech.
Wyszła z obozu pod odsłoną nocy, w celu spaceru dla oczyszczenia myśli. Szła bez przerwy, aż Wichrowy zapach stał się coraz słabszy, głęboko w swoich myślach, nie zwracając uwagi na otoczenie.
//zt
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
xxxCały śnieg, jaki był w lesie, stopił się, pozostawiając po sobie błotnistą ziemie i wiele kałuż. Rosa niespecjalnie lubiła podmokłości, na szczęście w Pierzastym Lesie nie było ich dużo. Wkroczyła właśnie na niewielką polanę między drzewami i przystanęła, wsłuchując się w odgłosy lasu. Był to pochmurny dzień, słońce wzeszło niedawno, jednak dało się usłyszeć śpiew kilku ptaków. Choć wciąż niemrawy, to jednak zapowiadał nadejście Pory Młodych Liści. Zapewne niedługo na drzewach pojawią się pierwsze zielone listki, kwiaty bujnie wyrosną z ziemi i przyroda obudzi się do życia na dobre. Rosę to cieszyło. Oznaczało to więcej zwierzyny, wyższe temperatury i ładniejsze widoki dla oczu. A to ostatnie szczególnie doceniała. xxxDoszły ją słuchy, że w okolicy pojawił się pewien znachor. Ponoć uczył on medycyny, co prawda za opłatą, ale nie udało się jej ustalić, jaką. Liczyła na to, że nie będzie to nic trudnego do zdobycia, jeśli oczywiście w ogóle spotka tajemniczego kota. Już raz wybrała się na podobną wyprawę poszukiwawczą i ostatecznie powiodła się ona. Kremowa samotniczka liczyła, że tym razem będzie podobnie. Liczyła też, że omawiany znachor czegoś ją nauczy. Nigdy wcześniej nie miała okazji dowiedzieć się czegoś o medycynie, a nie ukrywała, że chciałaby nauczyć się chociaż samych podstaw. Po części dlatego, że z jako taką wiedzą medyczną czułaby się bezpieczniej o samą siebie. Po części też dlatego, że zwyczajnie była ciekawa i chciała dowiedzieć się czegoś nowego. Zawsze ciekawiło ją, tak się leczy i jak to wszystko działa. Dlatego właśnie wykorzystała okazję, która się nadarzyła. xxxUniosła pysk, sprawdzając, z której strony wieje wiatr, po czym zaczęła iść w tym kierunku i węszyć, próbując wyłapać jakikolwiek zapach obcego kota. Zobaczymy, czy uda jej się znaleźć tego, kogo szukała.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Było wcześnie. Trochę za wcześnie, zdaniem Alojzego. Przynajmniej tyle, że pogoda zaczęła się polepszać. To dobrze. Oprócz większej ilości zwierzyny, pojawią się też te nieco bujniejsze krzewy, zawierające na sobie ważne medykamenty. Rudy kot już nie mógł się doczekać!
W oczekiwaniu jednak na to, aż natura się ruszy do roboty, kot szwendał się po terenach wokół Klanów. Szukając nietypowych ziół, ale i również spotykając ciekawe osobistości. Już parę kotów zdążyło go popytać się o wiedzę leczniczą. A to była sprawa dość poważna. Bowiem sprawa nagła i tymczasowa... bo kto wie, jak długo tu pobędzie.
Kot chodził po polanie, rozglądając się za ziołami i nucąc do siebie jakąś piosenkę, którą kiedyś usłyszał będąc w mieście.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xxKremowa kotka nie musiała długo czekać, aż znajdzie to, czego szukała. Nie musiała nawet węszyć, ponieważ szybko dostrzegła, że na polanie, na którą właśnie wkroczyła, ktoś się znajduje. Czy był to ten znachor, o którym słyszała? Nie pamiętała, jakiego koloru miał być ten kocur, jedynie to, że nosił imię Alojzy. Możliwe jednak było, aby tak szybko na niego trafiła? Nieco spięta, ruszyła w stronę nieznajomego, gdy będąc w odległości trzech lisich długości od niego, zatrzymała się ostrożnie. xx— Witam. — odezwała się, wkładając w to sporo mentalnej energii, nie przyzwyczajona zaczynać rozmów czy zaczepiać nieznajomych. Teraz jednak miała cel i chciała go wykonać. Jej głos brzmiał trochę niemrawo, dlatego odchrząknęła. — Czy ty jesteś... Alojzy? — spytała nieco pewniejszym tonem, uważnie przyglądając się kocurowi z bezpiecznej odległości. Podchodząc usłyszała, jak znachor coś mruczał i wyglądał też, jakby czegoś szukał. Może ziół?
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Kot wiedział, że ktoś zbliża się w jego stronę. W końcu wiatr wiał idealnie od strony przybysza. Uporządkował umysł w oczekiwaniu, aż kotka zbliży się i zacznie opowiadać co tam ją sprowadza. Nie wywęszył żadnej rany, a miała nadzieję, że rana ta nie jest na sercu — w żadnym wypadku nie jest żadnym miłosnym lekarzem! Tak więc kotka albo była ciekawa jego osoby, albo poszukiwała wcześniej wspomnianej wiedzy.
— Dzień dobry! To ja, jak tobie na imię i czego szukasz? — nie było stuprocentowej pewności, że szukała wiedzy, ale może?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xxHah, miłosny lekarz. Rosa chyba nie potrzebowała takowego, a przynajmniej nie w obecnej chwili. W każdej z jej obecnych relacji chyba daleko do tego typu miłości. Na razie. xxGdy rudy kocur potwierdził swoją tożsamość, Rosa wypuściła nieświadomie wstrzymywane powietrze i spróbowała nieco się rozluźnić, bo zdawało jej się, że jest bardziej spięta niż zazwyczaj. Okej, czyli znalazła tego całego znachora, jedna część planu wykonana. Zajęło jej to mniej czasu niż się spodziewała. xx— Rosa. Szukam... wiedzy. Medycznej. — przestawiła się i wyjaśniła swój motyw spotkania, nie spuszczając wzroku z Alojzego. Ciekawiło ją, ile ten kot tej wiedzy posiadał, ale sądząc po reputacji zapewne nie mało. Zastanawiała się też, ile może mieć księżyców. Na pewno musiał być od niej starszy. — Słyszałam o tobie, dlatego... tu jestem. Ponoć uczysz za opłatą. — wyjaśniła jeszcze, w razie, gdyby kocur się zastanawiał, jak w ogóle wpadła na jego trop. Na ostatnie słowa zawiesiła wzrok dłużej na ślepiach znachora, jakby chcąc tym wyciągnąć z niego informacje o tej całej zapłacie, ponieważ nie miała pojęcia, co to mogło być. Oby nic trudnego do zdobycia.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Ponownie miał rację. Ha! Dobra robota, Alojzy. Możesz się poklepać po plecach, czy coś.
— Ładne imię, hmm. Zdążyłem się już domyśleć, że to to, czego szukasz. — odpowiada po chwili, łapą zrywając listek z jakieś małej rośliny, patrząc na niego między pazurami. Finalnie położył łapę na ziemi, kładąc listek obok siebie. — Rozumiem. Rzecz jasna, że jest to za opłatą. Pytanie, czy podołasz i czy w ogóle spróbujesz. To jak? — przechodzi do rzeczy. Może przyjdzie mu łatwiej przekonać Rosę do dalszych poszukiwań niż tamtego kota... O którego imię chyba nawet się nie zapytał. Ups?
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xxŁadne imię. Rosę zaskoczyły te słowa, co być może było widać po otwartych przez chwilę szerzej oczach. Zaraz jednak skupiła się na tym, co dalej kocur miał do powiedzenia. Spojrzała też na roślinkę, którą zerwał, zastanawiając się co to i myśląc, że może dostanie od razu odpowiedź. Alojzy jednak zdawał się nie zamierzać komentować swojej czynności. xxKocur pyta, czy ona podoła. Czy chodziło mu o zapłatę czy o naukę? Milczała przez krótki moment. xx— Chcę spróbować. — odpowiedziała z pewnością w głosie. Chciała posiąść wiedzę medyczną, chociaż taką podstawową, po to tu przyszła. Była zdeterminowana. — Jak... będzie wyglądać ta opłata? I nauka? — spytała, badając sytuację, w której przyjdzie jej się znaleźć.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Czekał na odpowiedź. W tym czasie nie robi w sumie nic interesującego, przekada tyko szufladki w swojej głowie. Co jeszcze musi zebrać, czego ma już wystarczająco, ah, musi jeszcze upolować śniadanie, AE chyba przez Rosę będzie to bardziej lunchem.
— Cóż, sprawa wygląda w ten sposób. Potrzebuję cię, abyś poszła do pewnej Stodoły w pobliżu pól uprawnych rzepaku. Wy chyba na to mówicie Łan Rzepaku. Musisz się spytać mojego przyjaciela Onufrego czy wie, gdzie znajduje się teraz Szpak. O ile w ogóle żyje, o to też się go spytaj. — opisuje zadanie kotce prawie na jednym tchu. — Co do samej nauki... Nauczę cię tego, co chcesz wiedzieć. Znam wyglądy większości roślin w okolicy, wiem jak wyleczyć różne choroby. Zależy, co chcesz wiedzieć.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xxSłuchała słów kocura z uwagą, starając się zapamiętać wszystkie informacje. Jeśli już miała się za to zabrać i w zamian dostać naukę medycyny, chciała to zrobić dobrze. Możliwe przecież, że jeśli zawiedzie, nie otrzyma obiecanej nagrody. Musiała na nią zapracować. Gdy Alojzy skończył mówić, kremowofutra szybko powtórzyła sobie wszystko w głowie. xx— Onufry i Szpak, tak? Dobrze. Postaram się zdobyć te informacje. — odpowiedziała, czując się trochę jak kociak dostający polecenia od rodzica. Na słowa kocura o samej nauce Rosa zastanowiła się, zerkając na wcześniej zerwaną przez rudego roślinę. Alojzy twierdził, że zna większość roślin i jak leczyć choroby. Dla kremowej kotki było to dość imponujące i zdecydowanie interesujące. Chciała posiąść taką wiedzę. Być może to była jej szansa. xx— Czy powiesz mi... co to jest? — spytała, wskazując łapą na leżącą na ziemi obok Alojzego roślinkę. — Chyba, że... to jeszcze tajemnica... — uśmiechnęła się na uderzenie serca, po czym oblizała nos, czując się trochę niezręcznie. Może robi z siebie głupka próbując wyciągnąć od kocura informacje jeszcze zanim dokonała zapłaty.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
— Świetnie. To w takim razie będziemy się mogli spotkać za parę dni, mniej więcej w okolicy i wymienimy się informacjami. — zaproponował, podobnie jak wcześniej dwóm innym kotom. Później zastanowił się chwilę. Rosa pytała się, co robi. Dobrze, że jest zaciekawiona. Postanowił podzielić się z nią ta wiedzą.
— To gwiazdnica. Zbiera się liście, dobre na zielony kaszel, czyli również pokona biały i kociecy kaszel. — odpowiada Alojzy, również odwzajemniając uśmiech kotce.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
xx— Dobrze. — odpowiedziała, potakująco kiwając głową. Miała nadzieję, że niczego nie zapomni. Nie mogła. Gdy Alojzy tłumaczył jej czym jest roślina, którą zerwał, słuchała z zaciekawieniem. Pierwszy raz otrzymywała prawdziwą, konkretną medyczną wiedzę. To było ekscytujące. xx— Ohh... — szczerze powiedziawszy pierwszy raz słyszała te wszystkie nazwy. Te wszystkie kaszle i w ogóle nazwa tej roślinki. Fascynujące. Nowe. Może trochę straszne jeśli pomyśleć, że może jej to wypaść zaraz z głowy i wiedza przepadnie. Musi zapamiętać. — Dziękuję. — patrzyła jeszcze chwilę na omawianą roślinę, po czym podniosła wzrok na rudego kocura. Głupio jej było wypytywać go teraz czym te wszystkie choroby, o których mówił, są. Czuła się już wystarczająco niezręcznie wyciągając od niego jedną informację, zanim jeszcze obdarowała go zapłatą. Wypyta go za parę dni. xx— No dobrze. To... w takim razie ja zjawię się na tej polanie za kilka dni i... wymienimy się informacjami. — uśmiechnęła się krótko do znachora. — Do... zobaczenia? — miauknęła niepewnie, po czym skinęła kocurowi z szacunkiem na pożegnanie i odwróciła się. Nie chciała mu przeszkadzać dłużej, pewnie był zajęty zanim do niego podeszła. Odeszła w kierunku, z którego przyszła, powtarzając sobie w głowie wszystkie zdobyte informacje i wskazówki.