mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Normalnie Kość nigdy w życiu nie dałby się wyciągnąć na żadne polowanie, nie z własnej woli, bez fizycznego przymusu i gróźb. Jednak ta sytuacja była inna - Jaśmin tak naprawdę nie umiał polować, nie dysponował prawdziwą wiedzą na temat łowienia szczupaków, zamiast tego dostał bezużyteczne wskazówki od dwójki starszych terminatorów Bawełnianej Nici. I łyknął je, jak te szczupak łyka mniejsze rybki. Kostek był zachwycony naiwnością łaciatka i umierał z ciekawości na co jeszcze da mu się wmówić.
Dlatego zgodził się pomóc, chociaż tak naprawdę nie zamierzał moczyć łap, a zamiast tego doskonale się bawić na lądzie i patrzeć jak Jaśmin bezskutecznie się wysila. Zaś póki co obserwował jak kocurek bezradnie staje na krawędzi mknącej rzeki.
- Stojąc na brzegu na pewno go nie znajdziesz. - Zasugerował leniwie, z ledwo widocznym uśmieszkiem, tańczącym pod szarymi wąsami. W razie, gdyby terminator nie zrozumiał subtelnej wskazówki ukrytej za tymi słowami, albo dalej się wahał, Kość brodą wskazał tafle wody.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Miał nadzieję, że Kostek zaproponuje przejście wzdłuż brzegu, czy też wpadnie na jakiś lepszy pomysł, który nie wymagał moczenia łap, jednak… Jedyne co otrzymał to wskazówkę, by wejść do rzeki. Tak więc zmieszany wrócił pyszczkiem w stronę wody i początkowo, ostrożnie zanurzył jedną łapkę, by sprawdzić jak okropna była… Oh gwiezdni była lodowata. Ani trochę nie widziało mu się pływać w tym czymś, jednak Kostek i Tojad zgodnie powiedzieli, że to najlepsza i chyba jedyna metoda, by jakiegoś złapać. Tak więc przełknął ślinę i zrobił kilka kroków, mocząc początkowo łapy, ale z czasem również i brzuch. Zatrzymał się w momencie, w którym poczuł, że krok dalej i może go ponieść prąd. Było zimno, okropnie zimno, ale był gotowy zrobić wszystko by zyskać uznanie Bawełny! Tak więc rozejrzał się, jednak prócz mętnej wody nic nie widział.
- C-czy tak daleko starczy? I co teraz? - zapytał zmartwiony, odwracając łepek w stronę terminatora. Nie miał pojęcia co zrobić dalej, wiedział tylko, że jak zobaczy jakiegoś, to ma w jego stronę popłynąć. Tylko jak jakiegoś zwabić? W wodzie czy poza nią prawie nic nie było widać! Już nie wspominając o prądzie, który po ostatnich ulewach nie należał do najdelikatniejszych.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Woda musiała być lodowata i Kości zrobiło się trochę chłodniej od samego oglądania jak Jaśmin moczy łapy. Nie znaczyło to, że zamierzał się zlitować nad drugim kocurkiem i pozwolić mu wyjść z Rzeki, wyjaśniając, że od początku jest ofiarą żartów starszych terminatorów Bawełny. Byłoby to najnudniejsze zakończenie całego przedsięwzięcia jakie Kostek mógł sobie wyobrazić, konkurować z tym mogło jedynie przyłapanie przez samą Bawełnę, albo innego wojownika z kijem w zadzie. Ciekawe, czy w razie czego Jaśmin zamierzał wyśpiewać wszystko co mówili mu razem z Tojad.
- Wystarczy. - Ogłosił tonem specjalisty po chwili ciszy, w której wydawało się, że ocenia odległość w jakiej znalazł się łaciaty od brzegu. - Teraz musimy zaczekać, a w międzyczasie możesz mi coś opowiedzieć. Szczupaki nie tolerują innych drapieżników na swoim terytorium, więc twoja obecność i głos powinny zaraz jakiegoś zbawić. - Wymiauczał lekko i radośnie, jakby wcale nie oznajmił właśnie, że Jaśmin tymczasowo robi za przynętę dla wielkiej, drapieżnej ryby. Czy Kość obawiał się, że drugi kocurek zostanie zjedzony na jego oczach? Nie bardzo. Czy brał pod uwagę taką ewentualność? Jak najbardziej.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oj była nieprzyjemnie lodowata, gdyby był sam zdecydowanie by zrezygnował po sprawdzeniu jej łapą, ale musiał chociaż trochę udawać twardziela przed Kostkiem. No bo dla beżowego terminatora taka woda pewnie była niczym, bo w oczach Jaśmina Kostek był dość twardy i doświadczony. Przecież by zdobyć wiedzę o łowieniu szczupaków, musiał to robić, gdy woda była jeszcze zimniejsza i okropniejsza! Tak więc czarno-białemu kocurkowi pozostało tylko porządnie zacisnąć kły i wytrzymać, by chociaż zyskać malutki punkcik szacunku od swojego przyjaciela.
Opowiedzieć… To dobry pomysł! Będzie mógł przy okazji odwrócić myśli od tego zzzimna - tylko o czym… O! Mówiłem ci jak to było, że złamałem łapkę? Nie jest to historia jakaś porywająca czy przepełniona akcją, ale jejuu tak się śmiesznie o niej wspomina. Gdy byliśmy z Trzcinką kociakami, wpadaliśmy często na głupie pomysły i- AA - Chluś! Ni stąd, ni zowąd terminator się przewrócił, znikając pod taflą wody i urywając swoją historię. Prąd natychmiastowo porwał biednego terminatora ze sobą. Młody próbował się wydostać, machał łapkami na różne strony, jednak na gwiezdnych czemu to nie wychodziło! Nie umiał pływać, ale Kostek przecież mówił, że Rzeczniacy mają to we krwi! - KOS… TEK!… POM! - Próbował wołać o pomoc, jednak ledwo co udawało mu się wynurzać, a co dopiero krzyczeć. Panikował, machał łapkami z całych sił, nie mógł się uspokoić i skupić. Co teraz, co teraz, CO TERAZ!?
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Czy Jaśminowa Łapa wydostanie się z wody? -> próba 1/3
-> rzut k6 + modyfikator zręczności
1-2 tonie
3-5 pozostaje w wodzie
6+ wydostaje się na brzeg
-> wynik: 3 + 1 = 4 > Jaśmin pozostaje w wodzie
Biedny młody kocur zupełnie nie wiedział na co się pisze. Woda była zimna, woda była porywcza, ale przede wszystkim woda była wszędzie wokół niego, wciągając go głębiej i dalej. Usilnie machając łapami dawał radę wynurzyć głowę by nabrać haust powietrza, zanim woda pociągnęła go dalej. Te desperackie próby przetrwania nie pozwalały mu poczuć jak szybko wysysa to z niego energię czy ciepło.
To wszystko obserwował z brzegu Kostek, całkiem bezpieczny, zupełnie suchy, i tylko widział jak jego kolega raz po raz zanurza się w wodzie, oddalając się coraz bardziej i bardzie...
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Przysiadł sobie na jednym z suchszych głazów i rozluźnił ciało, będąc przekonany, że teraz czeka ich dłuższa chwila bez jakiejkolwiek akcji i tylko Gwiezdni wiedzieli, czy w ogóle jakiś szczupak zamierzał się pojawić. Przynajmniej udało mu się namówić Jaśmina do opowieści, bo chociaż Kość sprawiał wrażenie, że ukochał brzmienie swojego głosu, lubił jak czasem inni wypełniali za niego ciszę. Słuchał leniwie jak łaciatek rozpoczyna historię, zaczął przymykać powieki i jednym mrugnięciu Jaśmin zniknął mu z pola widzenia.
Z dość sugestywnym chlupotem.
W pierwszym momencie Kostek poczuł tylko subtelne zdziwienie, a mózg jakby na zwolnionych obrotach podsuwał mu fakty - czarno-białego terminatora porwał prąd, nie umie pływać, tonie. Patrzył z zainteresowaniem jak sylwetka kocurka to zanurza, to wynurza się z toni, w tych drugich momentach usiłując krzyczeć o pomoc. Kostek nie ruszył się z miejsca, chociaż czuł jak jego ciało dostaje zastrzyku adrenaliny. Oprócz szumu rzeki słyszał szum krwi w uszach, serce szybko biło mu w wątłej piersi. To było... przyjemne.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Nieprzerwanie walczył z prądem, co na szczęście się udawało. Po części. Nie zbliżał się do brzegu, a jego łapki nie wyczuwały gruntu, a mimo to coś chyba miał w tej krwi, bo udawało mu się w miarę regularnie wynurzać łepek by sięgać po powietrze. Tylko samo wynurzanie się nie wydostanie go z tej sytuacji! Musiał się dostać do brzegu, tylko jak, myśl, myśl, myśl! NO TAK! Kostek! Na pewno już biegł w stronę łaciatego, zaraz go wyłowi i będzie po krzyku. Jednak… Gdy tylko Jaśmin na dłuższy moment spojrzał w jego stronę, kocur siedział, jakby przybity do ziemi. Czemu nie biegł Jaśminowi na pomoc…? Jaśmin w porównaniu ze szczupakiem był jakąś płotką do wyłowienia, więc dlaczego, DLACZEGO ON TAM DALEJ SIEDZIAŁ?! Przecież nie pozwoli mu tak odpłynąć, nie nie nie nie nie. Kolejne spojrzenie i dalej. Nie ruszył się o krok, nie pędził mu na pomoc, tylko obserwował. Czemu…?!
Mimo bycia opuszczonym przez przyjaciela Jaśminek dalej z całych sił machał łapkami, dalej próbował jakoś dostać się do brzegu i dalej się nie poddawał, jako rzeczniak miał przecież pływanie we krwi. Skończył tylko marnować energię na wołanie o pomoc, które i tak nie przyniosłoby żadnego skutku.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwitnąca Łapa szedł sobie akurat spokojnie brzegiem rzeki. Wybrał się na krótki spacer, który miał być po prostu szybkim rozładowaniem energii. Synowi Ślimaczej Muszli trening szedł zdecydowanie za wolno jak na jego mniemanie, więc musiał sobie jakoś dodatkowo zajmować czas, żeby nie wyrwać sobie futra z nudów. Może i był już kotem dorosłym, ale dalej nie potrafił znieść siedzenia bezczynnie.
Nie spodziewał się jednak, że jego spacer zakończy się czymś takim jak łowienie... ale nie ryby tylko kota. Srebrny kocur wziął głęboki wdech i spojrzał się na Grzmiącą Rzekę kiedy usłyszał jakieś pluskanie. Najpierw myślał, że to tylko jakaś ryba wyskakuje z wody czy coś i już miał odwrócić wzrok znów na drogę kiedy zobaczył, że ta ryba to jednak jakaś dziwna i nieźle się szamocze.
-Co do-! -krzyknął kiedy zobaczył, że w Grzmiącej Rzece ktoś się znajduje. Ktoś kto nie wyglądał na zbyt dobrego pływaka.
Z kolei gdzieś w okolicy był też drugi kocur, który o dziwo nic nie robił?! Czy to nie był przypadkiem brat Krwawej Łapy? No to się rodzeństwo dobrało. Kwitnąca Łapa fuknął na niego jak na razie pod nosem, sam do siebie, później będą rozmawiali o tym jakie Światłonarek zrobił sobie show zamiast pomóc koledze.
Jego pierwszym odruchem było rzucenie się na pomoc. Gówniak czy nie, przydałoby się typa wyciągnąć. Ciekawe do jasnego Gwiezdnego Klanu jak się w to wpakował! Syn Ślimaczej Muszli rozpędził się i pobiegł w stronę czarno-białego kocura, a następnie wskoczył do wody jak najbliżej niego tylko się dało. Kwitnąca Łapa chciał podpłynąć jak najbliżej młodego, żeby złapać drugiego rzeczniaka w zęby i spróbować pociągnąć go w stronę brzegu.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Czy Jaśminowa Łapa wydostanie się z wody? -> próba 2/3
-> rzut k6 + modyfikator zręczności + modyfikator siły ratującego (Kwitnącej Łapy)
1-3 tonie
4-5 pozostaje w wodzie
6+ wydostaje się na brzeg
-> wynik: 3+1+1= 5 -> Jaśmin pozostaje w wodzie
Szamotanie się w wodzie zabierało bardzo dużo sił, a wydostanie z wody kogoś, kto się szamotał i nie wiedział co się dzieje też wymagało dużo szczęścia i umiejętności. Kwitnąca Łapa mógł się pochwalić co najmniej szczęściem, bowiem faktycznie udało mu się do tonącego podpłynąć, a Jaśminowa Łapa mógł poczuć, że coś (ktoś?) w pewnym momencie łapie go za futro i próbuje gdzieś ciągnąć. Jednak nurt wody był silny, a dwa koty niezbyt radziły sobie ani z rzeką ani z pomaganiem. Kwitnąca Łapa dał radę pociągnąć Jaśmina bliżej brzegu, i był przekonany, że jeszcze chwila, jeszcze odrobina, a jego łapy dotkną ziemi i da radę wyciągnąć kota na brzeg... Ale by to zrobić będzie musiał się jeszcze chwilę posiłować z nurtem Grzmiącej Rzeki.
No, a z boku tego wszystkiego Kostekowi brakowało tylko wielkiej paczki popcornu by mieć idealną rozrywkę.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Kości rzeczwiście brakowało tylko popcornu, zwłaszcza, że do spektaklu dołączył kolejny aktor. Jednooki kocur, którego Kostek mętnie kojarzył jako uczestnika dramatu z Czarnowronem, niczym srebrzysty rycerz albo Mitch Buchannon wskoczył do wody i ruszył na ratunek Jaśminkowi. Syn Zachód nieświadomie oblizał pyszczek, obserwując jak teraz dwa, a nie jeden koty szamoczą się w zimnej toni i z początku nadal nie ruszył się nawet o długość mysiego wąsa. Czy zdawał sobie sprawę, że jego pasywność może doprowadzić do śmierci łaciatego kolegi? Mętnie. W tym momencie w ogóle nie myślał o kosekwencjach, jakby śmierć była abstrakcyjnym wydarzeniem, a nie realistycznym i bardzo prawdopodobnym następstwem szamotania się w wodzie przez kogoś kto nie potrafił pływać. Jednak Kość niespecjalnie zastanawiał się teraz nad przyszłością, całkowicie skupiony na scenie rozgrywającej się na jego oczach oraz swoim własnym szybko bijącym sercu.
Jednak, jakby stał tak jak pień do końca, nurt w końcu zabrałby Kwiatka i Jaśmina z jego pola widzenia. Dlatego kocurek w końcu się poruszył, całkiem szybko jak na swoje zwykle leniwe ruchy, biegnąc za odpływającymi. Trzymał się brzegu i stabilnego podłoża, nie zanurzając łap dalej niż czubki paluszków na absolutnej płyciźnie, ale utkwiwszy wzrok w pozostałych terminatorach, starał się z nimi zrównać. Może... MOŻE ostatecznie nawet złapałby Jaśmina za futro albo ogon, gdyby znalazł się w jego zasięgu ale... tylko gdyby mógl w to włożyć minimum wysiłku.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Nurt rzeki był silny, a szamoczący się gówniak wcale nie pomagał Kwiatkowi w osiągnięciu celu. Srebrny kocur musiał coś wymyślić, żeby się razem z młodym przy okazji nie utopić. To sprawiło, że nie patrzył na Światłonarka, który zaczął za nimi biec, miał ważniejsze sprawy na głowie w tym momencie niż obserwowanie jego poczynań. Musiał w końcu postarać się z całych swoich sił i uratować młodego, który się topił.
I wtedy wpadł na pomysł. Syn Ślimaczej Muszli był większy od młodego, który ledwo sięgał dolnej granicy średniego wzrostu. Prawdopodobnie był też silniejszy. Zamiast się z młodzikiem szarpać po wariacku w tej wodzie to postanowił użyć swojej budowy jak takiej pływającej kłody, na którą można się wdrapać.
-Nie szarp się tak! -warknął, próbując gówniaka wpakować jakoś na swój grzbiet, a potem po raz kolejny spróbować popłynąć w stronę brzegu, który wydawał się już tak blisko. Może w ten sposób będzie łatwiej niż jak będzie go trzymał w zębach, w końcu młody miałby stabilniejsze podłoże, a Kwiatek jakąś większą możliwość ruchu.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Kocura zaczynały powoli łapy boleć od tego ciągłego machania, już nie mówiąc o okropnym zimnie i wodzie, którą chcąc nie chcąc czuł w swoich płucach i nosie. Jednak co innego mógł robić? Na pomoc nie miał co raczej liczyć, musiał sam jakoś wydostać się z tej sytuacji. W końcu byli kawałek od obozu więc szansa, że ktoś inny się zjawi była raczej znikoma… prawda?
Wtem poczuł na sobie czyjeś zęby. Szum rzeki zamaskował dźwięk Kwiatka wskakującego do wody, więc przez ułamek uderzenia serca Jaśmin był pewien, że to jakiś drapieżnik, szczupak czy inna niebezpieczna ryba. Zaczął się mocniej wiercić, próbując wyrwać z uścisku, jednak równie szybko przestał, uświadamiając coś sobie. Ktoś, jakiś kot tu był! Nie Kostek, ale ktoś jeszcze! Czyli zaraz będzie po wszystkim!! Tylko uhh czy kocur da radę ich obu zabrać do brzegu? Terminator samotnie miał problemy z utrzymaniem głowy nad wodą, a co dopiero nieznajomy. Tak więc Jaśminek próbował dalej machać łapkami, chcąc jakkolwiek pomóc, jednak dalej panikował i dalej nie wiedział co robi, więc pewnie przynosił więcej szkód niż pożytku, co ostatecznie do niego dotarło gdy usłyszał warknięcie starszego terminatora. Natychmiastowo przestał, przy okazji wyłapując, że srebrny chyba wpadł na inny, lepszy plan. Łaciaty dał się wpakować na grzbiet kocura i by mieć pewność, że nie spadnie, złapał się pazurami jego futra. Gdy poczuł się już bezpiecznie na jego grzbiecie, pozwolił sobie kilka razy porządnie odkaszlnąć, próbując wypluć wodę, która trafiła do jego płuc. W ten sposób pozostawiając kwestię dopłynięcia do brzegu synowi Ślimaczej Muszli.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Kolejny biały kociak, niezbyt wyróżniający się swoim futrem, czy też posturą. No, tyle tylko, że wydaje się być nieco szarawy, ba, czasami nawet pojawiają się czarne plamy! Z tym, że te plamy migrują to tu, to tam bo wcale nie są łatami innego koloru - to brud. Obłok jakoś nie potrafi zatrybić o co chodzi z tym całym "myciem". Co prawda mama Wirka próbowała mu to tłumaczyć i czasami coś tam go liźnie... Ale on chwilę później pobiegnie na zwiedzanie i to by było na tyle jego czystości.
Za to tym co go może wyróżnić zdecydowanie są oczy. Odziedziczył je po tatusiu! Szkoda, że go nie zna, bo by go pewnie polubił i wtedy może mama powiedziałaby mu, że te oczy to ma po nim... A tak to jedyne co może zrobić to patrzeć na świat tymi tak jasno błękitnymi oczami, że czerwone nitki krwi nadają im fioletowego odcieniu.
Przyjazny, nieogarnięty marzyciel którego pełno jest wszędzie. Właściwie to by starczyło za opis, bo mniej-więcej tyle widzą wszyscy którzy go znają. Ale jak jest głębiej? No cóż, na pewno przez jego głowę ciągle biegnie gonitwa myśli, którą ciężko zdiagnozować. Ciągle wpada na inne pomysły, inne rzeczy, ale ma pewne stałe punkty których stara się trzymać. Na przykład bezwzględna miłość do rodziny. Nie potrafi się na nich gniewać, czy żywić do nich jakichkolwiek innych negatywnych emocji, a na dodatek za rodzinę uznaje praktycznie cały Klan Wichru. Kolejnym punktem jest chęć bronienia ich i niesienie pomocy, ale już jakiś czas temu zrezygnował z robienia tego poprzez bycie wojownikiem. Absolutnie nie wierzy w swoje możliwości zostania na tyle dobrym wojownikiem by móc chronić kogokolwiek, nawet siebie. Ciągle zastanawia się nad byciem medykiem. Ale tylko w skrytości i nigdy o tym nikomu nie powiedział. Dlaczego? Trochę się boi, a z drugiej strony ma wrażenie, że zostanie wyśmiany, albo delikatnie mu oświadczą, że Medyk ma już dwóch terminatorów więc trzeci jest zbędny…
Dlatego można powiedzieć, że pomimo całej otwartości i braku kłopotów z kontaktami, oraz tego, że wydaje się dość głupiutki, jest całkiem inteligentny i dość skryty. Wszystko co go dręczy i wszystkie ważniejsze uczucia chowa głęboko w sobie, nie dając światu dostępu do nich.
Czy kotom uda wydostać się z wody?
-> rzut 1d6 + modyfikatory zręczności i siły kota wyciągającego ich z wody (Kwitnącej Łapy)
1 - 4 nie
5+ tak
-> wynik: 5+1 = 6 Koty wydostają się z wody
Po szamotaninie, po wyczerpującej walce o przeżycie łatwość z jaką Jaśmin mógł w końcu oddychać musiała być prawdziwą ulgą. Kwitnąca Łapa polegał na swojej sile i dokonał dobrego wyboru, nawet jeśli ciało tonącego było o wiele lżejsze w wodzie niż gdy w końcu wyciągnął go na brzeg. Oba koty mogły w końcu poczuć pod łapami twardy, stabilny grunt, uniknąwszy najgorszego.
Nie byle kto, umie się cieszyć byle czym I byle co, choć byle jak, bylebyś ty, byleby być Bylebym mógł, odkurzyć mózg choć trochę Igdybędzieszjakskałazawszezmieniaćsięwwodę
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Ratownik nieźle sobie poradził. Jakoś udało mu się przekonać Jaśmina, by przestał się rzucać jak ryba wyrzucona na brzeg - czy to nie ironia, że on się właśnie tak rzucał będąc W WODZIE? Kostka jakoś ta analogia bawiła - a za to wskoczył mu na grzbiet jak mały perkozik i dopłynął razem z nim do brzegu, niczym na plecach mamusi. Kostek zaklaskał by z podziwu, jak tylko obydwoje znaleźli się na brzegu, ale nie zamierzał chwalić jednookiego rycerza za zakończenie przedstawienia. Podejrzewał, że typek i tak będzie triumfował, a to miał być JEGO, Kostka, dzień dobrej zabawy, a nie jakiś przypadkowych przechodniów. Może dlatego wystrzelił do przodu zanim Kwiatek zdążył dobrze stanąć na twardym gruncie, złapał zębami Jaśmina za futro i niedelikatnie ściągnął go z grzbietu wybawcy.
- Jaśmin, na zadki wszystkich przodków. - Mruknął specjalnie wymodulowanym, przejętym głosem, kiedy już przetargał biednego łaciatka o długość lisiego ogona wgłąb lądu i całkowicie przypadkowo stanął pomiędzy dwoma kocurami. - Żyjesz? - Zapytał jeszcze kontrolnie, chociaż nie udało mu się już utrzymać takiej ilości troski w tonie. Rzucił krótkie spojrzenie przez ramię na srebrzystego kocura, zanim rzucił jeszcze do Jaśmina:
- Wyłowiłeś kota. - Chociaż wszyscy obecni i Gwiezdni świadkiem, było dokładnie odwrotnie.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Kwiatek nie zdążył jeszcze porządnie stanąć na ziemi kiedy nagle skądś Koścista Łapa pojawił się obok niego i zerwał z jego srebrnych pleców młodszego terminatora. Gdyby syn Ślimaczej Muszli był mniejszy i słabszy to pewnie po takim wysiłku wyławiania ofiary z Grzmiącej Rzeki może i by się nawet wywrócił, a tak to jedynie zachwiał się przez zaskoczenie. No i musiał przyznać, że słowa Światłonarka całkiem nieźle srebrnego kocura zirytowały. Nagle mu się zebrało na troskę. Co prawda Kwiatek nie wiedział czy Koścista Łapa czekał na odpowiednią okazję do zanurkowania w rzece, czy po prostu miał to wszystko gdzieś, ale syn Ślimaczej Muszli był już uprzedzony do praktycznie całego tego pokolenia Światłonarków, więc od razu zakładał najgorsze.
Kwitnąca Łapa, starając się ignorować jak najbardziej potrafił syna Zachodzącego Światła w tym momencie podszedł do wyłowionego właśnie z rzeki Jaśmina, żeby skontrolować jak młody wygląda, czy przypadkiem za dużo wody się nie nałykał w czasie tej szalonej szamotaniny. Srebrny kocur stanął obok orientala i zniżył łeb, żeby przyjrzeć się młodemu łaciatemu terminatorowi dokładniej.
-Żyjesz ty? -zapytał- I czy z łaski swojej mógłbyś mi wyjaśnić co ty do jasnego Gwiezdnego Klanu robiłeś w Grzmiącej Rzece? Ktoś cię wepchnął? Wpadłeś sam?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)