A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Młodszy kot się stresował. I Wydma to widziała, więc nie naciskała na czekoladowego młodzika. Była najmilsza jak mogła i starała się nie wystraszyć syna dwój wojowników Rzeki, nadal tu obecnych. Po odpowiedzi kota — właśnie, jak się nazywał? Czy był terminatorem, czy też kociakiem? Kojarzyłaby, gdyby stała przed wojownikiem — skinęła głową.
— Pewnie, nie ma problemu. Jestem Wydmowy Wiatr, zastępczyni. Jak coś. Ty? — zapytała o imię młodego kota z lekkim uśmiechem. Następnie wstała ze swojego miejsca. — Możemy wrócić w takim razie do obozu. Opowiesz mi po drodze o tym, co się stało? — prawdopodobnie będzie się powtarzać, ale nic na to nie poradzi, a Wydmowy Wiatr jednak wolała wiedzieć, co się stało, by móc mieć oko na młodym kocie, by może znowu nie zniknął. Czekała na odpowiedź, a potem przyklepała łapą obok siebie sugerując, że samotnik może wejść na teren Rzeki.
Chyba dobrze robi, prawda?
Czekała, aż będą mogli ruszyć z powrotem do Obozu Klanu Rzeki. Przynajmniej tyle, że wiedziała, że to kocię Zachód i Kornika — nawet jeśli nic by nie powiedzieli, to to widziała.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 127 Mistrz: Kornikowy Konar Płeć: samiec Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Podczas swojej nieobecności Mrozik zdążył sporo urosnąć. Jest wysokim kotem z typowymi cechami orientala - wydłuzony pysk i ogromne uszy. Sierść jest koloru czekoladowego, ale przez ciężkie warunki, w jakich znalazł się kocur przez ostatnie księżyce, straciła swój naturalny blask. Syn Zachód i Kornika jest kocurem o dość mocnej budowie, ale obecnie ma lekką niedowagę - sprawia to, że jego postać wygląda nieco karykaturalnie. Mrozik ma jasnozielone oczy i czekoladowy nos, ma też dodatkowy palec w każdej łapie.
Mrozik jest raczej spokojnym, nienarzucającym się kotem. Jest spotrzegawczy i potrafi szybko reagować na otaczający go świat - i chyba tylko to pozwoliło mu przetrwać kilka księżyców poza klanem. Samotne życie w ogóle niezbyt dobrze wpłynęło na młodego kocura. Wszystko było chaotyczne w porównaniu do życia w Klanie Rzeki. Gdy się urodził, świat wydawał mu się bardzo poukładany. Koty o konkretnych rangach spały w konkretnych legowiskach, a dni spędzone z matką i rodzeństwem były pewnego rodzaju cyklem. W klanie tylko niektóre koty zaburzały porządek, niepokojąc przy tym czekoladowego orientala. Żeby przetrwać w samotności musiał się trochę oswoić z chaosem. Porzucił swoje nierealne oczekiwania wobec świata i pogodził z faktem, że świat nie zawsze wygląda tak, jakby tego chciał sam czekoladowy kocur. Jest bardzo czujny, przez co zdarza mu się zbyt szybko wpadać w panikę. Lubi poznawać świat i zdobywać wiedzę - w życiu w dziczy najbardziej brakowało mu możliwości zapytania innych kotów o wiele kwestii.
Ognistopręga [GK] i inni nkt
Rudo-biała kotka okazała się być wyjątkowo miła. Okazało się, że była Zastępczynią - to była ważna informacja. Skoro jednak nawet tak ważna w klanie osobistość zapewniała go, że wszystko jest w porządku i może wrócić do Obozu - to chyba był dobry znak, prawda? To dalej nie była Gwiazda, ale już ktoś całkiem ważny.
- Mrozik - przedstawił się i skinął głową gdy kotka zaproponowała, aby po drodze opowiedział jej co się stało. Ruszył więc za nią, oglądając się tylko, czy rodzice na pewno podążają razem z nim. Zanim doszli do Obozu, zdążył streścić jej to, co robił w ciągu księżyców nieobecności w klanie - właściwie opowiedział to samo, co chwilę przedtem mówił Kornikowemu Konarowi i Zachodzącemu Światłu.
/zt? możecie coś dodac jak chcecie, ale chcę w końcu ruszyć tą sesję ;-;
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Zapamiętała imię już nie tak młodego kocura — jeśli dobrze rozumiała, to nie został nigdy mianowany terminatorem, dlatego przedstawił się kociecym imieniem. Zerknęła krótko na Zachodzące Światło i Kornikowego Konara. Miała nadzieję, że się cieszą, że ich syn wrócił! Oh, ile by ona dała, by któreś z jej kociąt zjawiło się kiedyś pod granicą. Może Amur, albo Ciernik? Byłaby rozpromieniona gdyby zobaczyła znowu Płotkę, albo Śliza. Ucieszyłaby się na widok swoich kociąt. To pewne i chyba dość oczywiste, w końcu była ich matką.
Zaczęła iść w stronę obozu, dając młodszemu kotu trochę miejsca i prowadząc pochód. Odwracała się parę razy, aby pokazać, że nadal słucha opowieści Mrozika. Dobrze, że wrócił.
//z mojej strony zt, jeśli kornik lub zachód chcą odpisać to droga wolna
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
HA! ZNALAZŁA DROGĘ!
Po tym czasie wreszcie udało jej się znaleźć drogę do domu. Wreszcie była na w miarę znajomym terenie, czuła znajome zapachy! Piórko aż podskoczyła w górę zadowolona, a następnie w podskokach skierowała się do rzecznej granicy. Jej radość była nie do opisania. Nigdy by tego nie przyznała, ale powoli zaczynała tracić nadzieję, że znajdzie drogę do domu. Najwidoczniej jednak ciocia Cis tam nad nią czuwała z góry, bo wreszcie mogła powiedzieć, że już jest prawie w domu. Ale tak naprawdę prawie w domu bo myślała, że już parę razy była prawie w domu, ale to domem nie było. Teraz już jednak miała pewność, gdyż słyszała Grzmiącą Rzekę i czuła zapach Klanu Rzeki.
Gdy znalazła się przy Jeżynowym Zagajniku, jej mordka rozjaśniła się szczerym uśmiechem. Tak ogromnym, że chyba nigdy takiego na mordce nie miała. Czuła intensywny zapach, co oznaczało, że patrol niedawno tędy przechodził. Nie było ich już jednak, a ona sama też nie chciała czekać do wieczora na kolejny. Postanowiła więc zrobić to, co robiła najlepiej. Wydrzeć mordkę.
- MAAAAAMO! TAAAAATO! BLIZNAAAA! KUUUURZ! ŚLIWKAAAA! KREEEEEW! KOOOOOŚĆ! MROOOOZIK! KWIAAAATEK! SKRZĄCE SŁOOOOOWO! WYDMOWY WIEEEEETRZE! KLANIE RZEEEEEEEKI! TO JAAAAAAA! PIÓRKOOOOOOO!
[Kwiatek <33]
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Akurat był na granicy. Może i patrol był tutaj niedawno, ale Kwitnąca Łapa również postanowił się przejść ich śladami. A co? Nie można sprawdzić czy dobrze wykonali swoją robotę? Każdemu przydałaby się czasem taka mała kontrola, a srebrny kocur miał akurat wystarczająco dużo energii i czasu, żeby takową przeprowadzić. Wiedział, że niektórzy nie podchodzą tak poważnie do swoich zadań jak on to robi.
I wtedy usłyszał znajomy głos gdzieś z oddali. Głos, którego już dawno w obozie ani w okolicy nie słyszał, a właścicielki tego głosu nie widział od równie długiego czasu. Najpierw myślał, że ich drogi po prostu się ostatnio nie krzyżowały, potem że może jest w lecznicy, a potem że po prostu zniknęła. Jak widać ta trzecia opcja właśnie została potwierdzona. Kwitnąca Łapa przyspieszył kroku i poszedł w stronę, z której słyszał wydzierającą się rzeczniaczkę i na szczęście dotarł tam w miarę szybko, więc nie musiał się obawiać, że kolejne krzyki wystraszą całą okoliczną zwierzynę.
-Pierzasta Łapa? -powiedział najpierw mimo wszystko lekko zdziwiony, a następnie już mówił dalej swoim zwyczajowym tonem- Co ty się tak drzesz? Skąd ty się w ogóle wzięłaś? Zniknęłaś, a teraz chcesz wrócić? -osobiście Kwitnąca Łapa nie posiadał szacunku dla kotów, które znikały w trudnych chwilach i wracały na gotowe, kiedy wszystko się już ułożyło, tak go rodzice wychowali, na kota porządnego i obowiązkowego, więc ci co idą na łatwiznę są od razu u niego spaleni... ale gdzieś tam w środku wiedział, że Pierzasta Łapa raczej nie byłaby zdolna do takiego wyrachowanego zachowania, więc nie syczał na nią tak jak by to robił w przypadku kogoś innego. Mimo wszystko jednak najpierw chciał się dowiedzieć co zaszło w jej przypadku, że zniknęła w tak trudnym dla Klanu momencie.
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- NACIOCIĘCIS KWIATEK! - miauknęła, podskakując w miejscu, widząc znajomą mordkę. Nie potrafiąc się zbytnio powstrzymać, skoczyła do przodu, tykając go swoim noskiem w nos. Skakała z jednej łapy na drugą, uśmiechając się szeroko na widok terminatora... Chociaż może już wojownika? Właściwie to nie wiedziała, czy już awansował. Dla niej zawsze na zawsze po koniec Srebrnej Skórki on pozostawał Kwiatkiem.
- Oh... Przepraszam! Już będę ciszej nieco obiecuję, nie chciałam krzyczeć aż tak głośno ale po prostu chciałam, aby ktoś mnie usłyszał bo wyczułam, że patrol już przechodził a czekanie do wieczora to duuuuuuuużo czasu jeszcze i myślałam, że po prostu ktoś może będzie przechodził i mnie usłyszy NO I USŁYSZAŁEŚ! Oh! Nie, nie, przepraszam, miałam nie krzyczeć. - zaśmiała się cicho, po czym wzięła nieco głębszy wdech, aby móc mówić dalej.
- Taktaktaktaktaktaktaktak - pokiwała energicznie głową - Baaaardzo chciałabym wrócić, bo bardzo tęskniłam i długo szukałam drogi do domu i chciałabym po prostu wrócić wreszcie do domu. A co się ze mną działo to ja ogólnie sobie chodziłam po naszych terenach, bo trochę mi się nudziło no nie i chciałam sobie pochodzić tak o, pooglądać kamyczki, znaleźć jakieś piórka, cokolwiek fajnego! No i nawet nie wiem skąd ale nagle usłyszałam, że coś za mną szczeka, a jak się odwróciłam to zauważyłam TAKIEGO... - zatrzymała się, uświadamiając sobie, że znowu podniosła głos w emocjach - Takieeeeego dużego psa - miauknęła, stając na obie łapy i wyciągając się wysoko - I on mnie zaczął gonić! No to ja zaczęłam uciekać, bo ewidentnie nie chciał się ze mną bawić tylko chyba zjeść bo tak szczerzył te swoje kły, a one były takie duże, że by mnie zjadł na raz po prostu i uciekałam, uciekałam, uciekałam, nawet nie wiem jak długo! A jak się zorientowałam, że już mnie nie goni to... no, nie wiedziałam gdzie jestem... No i szukałam drogi do domu, ale wreszcie mi się udało i bardzobardzobardzobardzobardzobardzobardzobardzo chciałabym wrócić do Klanu Rzeki! Kwiatek a ty już jesteś wojownikiem czy nie?
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Odruchowo cofnął się kiedy Pierzasta Łapa skoczyła w jego stronę i dotknęła jego nosa swoim. Na pyszczku pojawiło się zaskoczenie i zdziwienie. Takiego powitania z jej strony raczej się nie spodziewał... chociaż chyba powinien. W końcu to Piórko, a Piórko zawsze pozostanie Piórkiem. Skaczącą na wszystkie strony, pełną energii, gadatliwą kotką. Musiał przyznać, że kot nigdy się z nią nie nudził, to pewne, jednak takie zachowanie było również męczące jeśli ktoś taki nie spotykał kogoś o podobnej energii.
Coraz bardziej rozszerzał oczy -czy tam oko- ze zdziwienia kiedy Pierzasta Łapa dalej i dalej brnęła w historię swojego zaginięcia. Pies? Na rzecznych terenach był pies?! Albo gdzieś niebezpiecznie niedaleko?! Kwitnąca Łapa już nawet nie przejmował się nieskończonym paplaniem i krzyczeniem córki Zachodzącego Światła i Kornikowego Konara, jeśli faktycznie gdzieś w okolicy był pies to nie wróżyło to dobrze i przydałoby się coś z tym zrobić.
-Pies? Jaki pies? Gdzieś jeszcze się tutaj kręci? -zachłysnął się wręcz swoimi pytaniami, ignorując pytanie o bycie wojownikiem. Teraz były ważniejsze rzeczy niż takie coś. Może powinien wziąć Pierzastą Łapę ze sobą, żeby ta pokazała mu gdzie ten pies ją próbował dopaść? Albo chociaż wziąć ją do obozu, żeby wróciła faktycznie, ale jeszcze dodatkowo kogoś o tym powiadomiła?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
- Nie, nie, nie, nie, nie! Teraz już go tutaj raczej nie ma! Dwunożny musiał go już ze sobą zabrać, ale kiedy właśnie zaginęłam to był! Mam nadzieję, że się już tutaj nigdzie żaden inny ani ten nie kręci bo nie chciałabym aby stało się coś mamie, tacie, rodzeństwu, cioci, tobie no i nikomu w klanie! OOOO! Bo nikomu nic się nie stało, prawda? Wszyscy są cali i zdrowi? OOOOOOO!!! WIEEEM! KWIATEK! Kwiatek a pójdziemy nad Grzmiącą Rzekę razem? Bo na już dawno jej nie widziałam i chciałabym tam iść, więc moglibyśmy iść wspólnie! - miauknęła zadowolona ze swojego planu, nie przejmując się tym, że niektóre jej pytania były zignorowane. Kocur po prostu pewnie cieszył się na jej widok no i martwił się o to, że ten pies może się gdzieś jeszcze tu kręcić.
- Może zawołasz Kosową Gwiazdę albo Wydmowy Wiatr albo Barwna Woda albo Cisa? Żebym mogła wrócić do Klanu Rzeki tak na dobre!
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
-Tak, tak… -powiedział zamyślony, zastanawiając się co tutaj zrobić. No z Kosową Gwiazdą to raczej będzie problem, bo jej już nie ma… nie wiadomo dokładnie chyba nawet co się z nią stało… ale mógłby zawołać kogoś innego. Jednak pozostawała jeszcze sprawa tego psa. Mimo wszystko chyba jednak trzeba by było ten teren sprawdzić, tak na wszelki wypadek. Srebrny kocur wpatrywał się tak przez chwilę w pustkę, milcząc kompletnie przez kilka uderzeń serca.
-Zawołam… ale o tym psie to jeszcze pogadamy z kimś bardziej decyzyjnym ode mnie -powiedział kiedy w końcu się ocknął- wrócisz do Klanu tylko jak jeszcze raz zaginiesz to ja nie ręczę za siebie -ostrzegł ją. Za drugim razem już nie będzie taki miły.
//to chyba wołando?
✭✭✭✭
Gotta gohard(gotta go hard) I ain't got time to waste(I ain't gottime) I gotta gohigh(gotta go high) I gotta elevate(I gotta elevate)
Księżyce: 113 Mistrz: Kornikowy Konar! | Łabędzia Gwiazda Płeć: kotka Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar Trwałe urazy: brak tylnej, lewej łapy (-2zr, -2sz na stałe)
wysoka, krótkowłosa, orientalna, czekoladowa kotka o pomarańczowych oczach, brak tylnej lewej łapy
Piórko straciła swoją energię. Tak duża ilość śmierci niezwykle ją przytłoczyła - stała się przez to wyciszona, nieco wycofana. Straciła również swoją pewność siebie - raczej już nie podchodzi do kotów sama z siebie. Po prostu czeka, aż ktoś podejdzie do niej albo w ogóle nie podejdzie. Nie jest pewna swoich kroków, boi się podejmować jakieś drastyczniejsze kroki. Zaczęła też uważać się za szkaradną oraz nieprzydatną przez to, iż straciła łapę. Był to główny powód, przez który nie wracała do klanu. Nie chciała być ciężarem dla klanowiczów.
Mimo to, gdy już złapie z kimś dobry kontakt, to bardzo troszczy się o drugiego kota. Zaczyna też wtedy nieco bardziej się otwierać i rozmawiać. Nie tak dużo jak kiedyś, ale zawsze coś!
Piórko zamachała delikatnie czekoladowym ogonem, uśmiechając się równie szeroko, co podczas rozpoczęcia ich wspólnej rozmowy. Koteczka podskoczyła aż w miejscu, gdy kocur zgodził się na przyprowadzenie kogoś, kto przyjmie ją do Klanu Rzeki. Nie mogła nawet opisać tego szczęścia, jakie czuła. Przecież wreszcie zobaczy mamę, tatę, Cisa, Kostka i wszystkich! A co najważniejsze, może wreszcie uda jej się porozmawiać ze Skrzącym Słowem! I może uda jej się zostać wreszcie wojownikiem!
- OJEJ! Martwiłeś się o mnie? Jak miło! Ja wiedziałam, że jesteś najlepszymnajlepsiejszymnajcudowniejszymnajwspanialszym przyjacielem na świecie! - miauknęła, tykając kocura nosem w nos, a następnie przejeżdżając językiem po jego nosku. - Jejku już się nie mogę doczekać, aż pójdziemy nad Grzmiącą Rzekę! O! Pokażę ci, jak pływają szczupaki!
Every night in my dreams
I see you, I feel you That is how I know you go on
Far across the distance
And spacesbetween us You have come to show you go on
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Niebieski szynszylowy, niski i drobny kot pokryty dużą ilością bieli. Jego długie futro jest bardzo zadbane, a złociste oczy są duże i okrągłe. Na szyi widnieją trzy blizny.
fajny
Gwiezdna Łapa [KRz], Śniąca Łapa [KW]
***
Wracał.
Naprawdę postanowił wrócić. Wymagało to od niego kłócenia się z samym sobą dniami. Może i nawet księżycami. Nie miał dobrego poczucia czasu. Ale w końcu twardo postanowił, że wróci. I planował to już od jakiegoś czasu zanim nadszedł wreszcie ten dzień.
Na początku nie wiedział, czy faktycznie dobrze zmierzał, czy może idzie gdzieś w nieznane, z dala od czegokolwiek, co znał. Naprawdę nie wiedział. Może koty z osiedla go okłamały. Szczerze? Nie zdziwiłby się.
Ale w końcu po dniu podróży wreszcie poznał okolicę - tą samą, w której został porwany. Zaczął biec przed siebie. Był tak blisko. Nic nie mogło już go powstrzymać. Nie chciał powtórki z rozrywki.
Zmęczony i zdyszany zatrzymał się w końcu na granicy. Był tutaj. Na granicy z Klanem Rzeki. Potrzebował tylko, by ktoś tutaj przyszedł, poszedł po Gwiazdę i by ta Gwiazda go przyjęła.
Gdy czekał, zawiesił wzrok gdzieś w oddali, jego pysk zdobiony kamiennym wyrazem. Czy gdzieś tam nadal była jego matka? Czy może spotkają się dopiero po drugiej stronie, jeśli faktycznie coś po niej jest? Zobaczymy.
apersonwhothinksallthetime hasnothingtothinkaboutexceptthoughts so,he losestouchwith reality and lives in aworldofillusions
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Pora Opadających Liści nie rozpieszczała. Ciągle tylko deszcze i tym podobny syf przez który się paskudnie czułem. Kichnąłem siarczyście przemierzając tereny klanowe. Szukałem chwastów o intensywnym zapachu, jednak wszystko powoli zaczynało więdnąć, kierując mnie w stronę Grzmiącej Ścieżki. Nie przepadałem za nią, tak po prawdzie, zawsze włos mi się jeżył na karku, gdy się do niej zbliżałem, jednak w przeciwieństwie do roślin zawsze była. Truchtałem wzdłuż granicy, jednocześnie przypominając sobie topografię terenu, gdy dostrzegłem obcego kota znajdującego się zdecydowanie za blisko terenów klanowych bym mógł go zignorować. Zamarłem w bezruchu, gdy tylko pojawił się w zasięgu mojego wzroku i przez parę uderzeń serca przebiegło mi przez głowę więcej myśli niż przez ostatnią kwadrę. Wreszcie w tym obrazu dostrzegłem coś znajomego – czyż nie tak Luna właśnie czekał na przybycie patrolu? Ta myśl dodała mi trochę otuchy – może nie będę zmuszony do przepędzania intruza. Może.
Trzeba było jednak zachować ostrożność, więc ruszyłem w kierunku nieznajomego sztywnym krokiem, prostując się (jakkolwiek nienaturalnie bym się z tym nie czuł).
– Przebywasz przy granicy z Klanem Rzeki. – zacząłem, pilnując by głos mi nie zadrżał. Ktokolwiek by to nie był, nie mogłem przed nim wyjść na frajera. – Co ciebie tu sprowadza? – spytałem, zawieszając dwukolorowe spojrzenie na jasnym pysku. Mentalnie szykowałem się do uskoczenia, gdyby jednak miał niecne intencje.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Niebieski szynszylowy, niski i drobny kot pokryty dużą ilością bieli. Jego długie futro jest bardzo zadbane, a złociste oczy są duże i okrągłe. Na szyi widnieją trzy blizny.
fajny
Gwiezdna Łapa [KRz], Śniąca Łapa [KW]
W końcu w oddali spostrzegł kogoś. Kogoś, kogo nie znał z wyglądu, więc albo a) musiał to być ktoś, kto wrócił do klanu, kogo nie poznał, bo był za młody albo b) ktoś, kto się możliwie urodził po jego zaginięciu, co, o Gwiezdni, sprawiłoby, że Zawilec serio poczułby się staro. Zwłaszcza jako ktoś, czyj drugi człon brzmiał "Łapa". Oby nie na długo. Planował szybko uporać się z treningiem gdy tylko wróci i otrzyma mistrza. Nie chce gnić jako wieczna Łapa.
Wysoki kot zbliżył się do Zawilca, a szynszylowy zlustrował go wzrokiem. Miał nadzieję, że nieznajomy nie postanowi się na niego w którymś momencie rzucić. Na razie na to nie wyglądało, ale starał się zachować ostrożność.
- Wiem - uśmiechnął się kwaśno. Doskonale sobie zdawał sprawę z tego, gdzie właśnie teraz przebywa. Nie potrzebował, by ktoś mu próbował to uświadomić, po tym, jak on po całym dniu podróży tutaj przybył. Nie powiedział jednak więcej, jednak trzymał na razie język za zębami.
- Chcę wrócić do klanu. Jestem Biała Łapa. Syn Kwiatowej Przełęczy i Kwitnącego Jaru - podkreślił oczywiście słowo "syn". Nie chciał być już dłużej nazywany, ugh, córką. Większość swojego życia udawał kotkę, chociaż go to męczyło, bolało. Teraz chciał być chociaż pod tym aspektem szczery. I ze sobą, i z innymi kotami.
apersonwhothinksallthetime hasnothingtothinkaboutexceptthoughts so,he losestouchwith reality and lives in aworldofillusions
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skrzywiłem się wewnętrznie na reakcję srebrnego. Tak tylko trochę, bo w sumie... lepsza taka reakcja niż gdyby okazało się, że miałem do czynienia z przypadkowym podróżnikiem. Zamiast to jakkolwiek komentować zdecydowałem poczekać na zdecydowanie ważniejszą odpowiedź na moje pytanie. Nieświadomie zacząłem kołysać postrzępionym ogonem, jakby to miało skrócić oczekiwania (nie skróciło). Zgodnie z pierwszym skojarzeniem – nieznajomy chciał wrócić. Rzecz jasna Biała Łapa nic mi nie mówiło, dałbym sobie ucho odgryźć, że słyszałem to imię po raz pierwszy w życiu. Inaczej sprawa miała się z Kwiatową Przełęczą. Jeszcze dziś rano zanosiłem jej upolowaną wcześniej wiewiórkę. Kwitnącego Jaru nie kojarzyłem, to fakt, ale chyba byłem zbytnio przyzwyczajony do zawodności mojej pamięci by oskarżać typa o kłamstwo.
– Rozumiem. Kwiatowa Przełęcz chyba się ucieszy. – rzuciłem by zaraz położyć po sobie uszy w zażenowaniu. No jak to zabrzmiało? Chyba się ucieszy? Jasne, nie znałem jej aż tak, więc nie chciałem zgadywać, ale przecież to chodziło o powrót syna, a nie dodatkowy mech do legowiska. – Poczekaj tu. – poleciłem mu, odwracając się z zamaszystym ruchem ogona i ruszyłem szybko spod granicy bez jakichkolwiek wyjaśnień. Miałem nadzieję, że szybko trafię na jakiś patrol i nie będę musiał lecieć osobiście do obozu po Łabędzią Gwiazdę. W ogóle poza moim potknięciem to całe spotkanie szło całkiem gładko. Coś zbyt gładko. Zakręciło mi się w głowie na samą myśl, że może to wcale nie był taki kolejny Luna, a geniusz zbrodni, który poznał kilka Rzecznych imion, ukradł tożsamość martwego terminatora. Im dłużej szukałem jakiś wojowników, tym czarniejsze snułem scenariusze i tym bardziej zaczynała mnie swędzieć lewa łopatka. Wreszcie udało mi się natrafić na Warczące Gardło wracającego z polowania i odetchnąłem z ulgą, to też ujdzie. Przekazałem mu pośpiesznie informacje dla przywódcy i truchtem zawróciłem pod granice. Miałem nadzieję, że Biała Łapa będzie tam dalej grzecznie czekać.
– Przekazałem patrolowi wszystko, zawołają Łabędzią Gwiazdę. – zrelacjonowałem, naginając nieco prawdę, by pominąć obszerną opowieść, ale to chyba niczego nie zmieniało. Szczerze liczyłem na to, że Warkoczące Gardło zastanie niebieskiego pointa w obozie i nie trzeba go będzie ganiać po całych terenach. Rozejrzałem się po okolicznych zaroślach, wypatrując jakiejś zasadzki. By jakoś zamaskować swoje nerwy, zarzuciłem pierwszym tematem, który mi przyszedł do głowy. – Długo byłeś poza klanem?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Niebieski szynszylowy, niski i drobny kot pokryty dużą ilością bieli. Jego długie futro jest bardzo zadbane, a złociste oczy są duże i okrągłe. Na szyi widnieją trzy blizny.
fajny
Gwiezdna Łapa [KRz], Śniąca Łapa [KW]
Delikatnie nastawił uszy, gdy usłyszał, że Kwiatowa Przełęcz się chyba ucieszy. Czyli jednak żyje. Spotka ją. Ale czekaj, chyba się ucieszy? Co miało znaczyć to "chyba?" Nawet widocznie sam rozmówca zauważył, jak głupio to zabrzmiało, patrząc na to, że wyglądał na zażenowanego swoją wypowiedzią. Szynszylowy nie zdążył tego jednak jakkolwiek skomentować, ponieważ szylkret polecił mu zaczekanie tutaj. No, to chyba idzie po Gwiazdę. Ktokolwiek teraz rządzi, bo nie chciało mu się wierzyć, że jednak Kosowa Gwiazda nadal panuje. Ale kto wie? Może jednak nadal ma się całkiem dobrze i rządzi klanem zapalonych wędkarzy? Trochę jednak przypał prosić o zmianę imienia akurat ją, bo hej, to trochę jak powiedzenie wprost "siema, imię które mi nadałaś jest okropne. Masz mi nadać inne, żeby nie było tak głupie. Dzięki" co byłoby ok, gdyby powiedział to komuś innemu, niż przywódcy. Nie chciał mieć od razu po powrocie na pieńku u kogoś ważnego.
I tak jak Minóg poprosił, tak Biała Łapa czekał. Nie miał innej opcji. Albo mógł wrócić na osiedle. Nie. Już zdecydował o powrocie. I teraz jeszcze bardziej chciał wrócić, gdy wiedział, że matka jeszcze żyje. Musiał ją zobaczyć. Przeprosić za swoje przypałowe zniknięcie, bo inaczej się tego nie da opisać. Co on sobie myślał tamtego dnia? Aż tak mu się spieszyło, by iść do brata? Że się pchał w nieznane, nie wiedząc nawet gdzie go szukać? To wręcz proszenie się o jakieś nieszczęście. Ale co było, to było. Co najwyżej można powiedzieć, jak głupie to było, ale się tego nie zmieni i tyle. Takie życie.
Czekał trochę, zastanawiając się, czy być może nieznajomy nie zrobił go w konia, że idzie po przywódcę, samemu jednak po prostu wracając do obozu, nie mając zamiaru nikomu niczego nie przekazywać. Ale nie, zobaczył go, zbliżającego się ponownie w jego kierunku. Poprawił swoją pozycję, po czym opatulił łapy puchatym ogonem. Nie widział nikogo innego u boku kota, żadnej Gwiazdy. Ale śmiesznie by było, jakby wrócił, a potem powiedział "no, przyprowadziłem przywódcę. To ja nim jestem". Niesamowity plot twist.
Ale nie, okazało się, że tylko przekazał(kwiecisty syn zanotował sobie w głowie, że to on, nie ona) patrolowi wszystko i to oni zawołają Łabędzią Gwiazdę. Huh - Łabędzią Gwiazdę? - on sobie tylko w myślach żartował, że Kos pewnie już nie rządzi, a tu proszę, kolejny latający przywódca do kolekcji. Ćma, Kos, Łabędź. Wspaniale. Ciekawe kto kolejny.
Słysząc pytanie szylkreta, końcówka jego ogona nerwowo się poruszyła, Zawilec, choć rozmówca tego nie widział, zacisnął zęby. Nie lubił być pytany o czas, bo kompletnie nie miał jego poczucia. Będzie jednak miły i odpowie na to pytanie. Albo przynajmniej się postara - Hmm - tak oto zaznaczył początek rozmyślania. Kiedy on tak właściwie zniknął? Czy to było pod koniec pory nagich drzew, czy już na samiusieńkim początku pory młodych liści? Dobre pytanie. Ale mniejsza o to - było gdzieś tak pomiędzy tymi porami i tyle. A teraz jest? Pora nagich drzew. Teraz czas na wyższą matematykę - Dwanaście? Może trzynaście księżyców. Albo coś w tym stylu. Moja matka pewnie wie dokładnie ile - bo był ostatnim jej dzieckiem, które zniknęło z klanu. Albo i nie? Nie był pewien. Nie, że minęło tak dużo czasu, a bardziej po prostu jego pamięć była dziurawa. Uroki bycia nim, czy coś.
apersonwhothinksallthetime hasnothingtothinkaboutexceptthoughts so,he losestouchwith reality and lives in aworldofillusions