Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
Szczur słabł i to zapewne dzięki temu ataki zaczęły mu nie wychodzić. Ale to dobrze, lepiej dla Bladookiej. Bo ona natomiast, tak jak planowała, skoczyła na przeciwnika i przeorała pazurami po jego głowie, tworząc krwawiącą ranę. Ale, jak się okazało, to nie wystarczyło, aby Rozkwitka pozbawić życia. Szczur wciąż zipał, ale ledwo, ledwo. Przynajmniej nie będzie musiała się aż tak starać, aby go dobić. Szczur się szarpał, więc starała się przytrzymać go mocniej, by jej przypadkiem nie uciekł. Przybiła go mocniej do ziemi, a następnie spróbowała jeszcze raz dotkliwie zacisnąć na nim szczęki, jednak... Nie celowała w żadne konkretne miejsce, bo zwierzę się szarpało, więc nie była w stanie tego zaplanować. Ale to nic. W najgorszym przypadku urwie mu ucho albo coś.
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Atak Bladej Łapy na Rozkwitka: Udany! (100%) [(13 + 5) - (4 + 2)] = 12
No i nie było już czego zbierać, a raczej było. Martwe ciała, na szczęście szczurze. Blada Łapa tak wycelowała w zadaną wcześniej ranę na głowie gryzonia, że przypominał bardziej krwawą miazgę niż zwierzę czy raczej to, co po nim zostało.
Co teraz zrobi biała kotka? Cofnie się po zebrane wcześniej zioło? W końcu z ogórecznika zrezygnowała, ale Pochmurna Łapa zdążyła zebrać i gdzieś tu rozrzucić 6 liści mięty oraz 3 niezidentyfikowane zioła. Sama Cytrynka po drodze porzuciła 3 liście mięty. Wracamy i potem w te pędy do lecznicy?
Blada Łapa: S: 5 | Zr: 6 | Sz: 5 | Zm: 9 | HP: 66 / 75 | W: 16 - 3 = 13 / 35
⟶ przerzuty: 0 / 1
⟶ celność spadła o -2, ze względu na spadek W do ⅔.
○ rana 0. stopnia: wyrwana kępka futra z piersi
○ rana 0. stopnia: stłuczona pierś
Rozkwitek: S: 2 (4) | Zr: 2 (4) | Sz: 2 (5) | HP: 3 - 1 - 12 =ŚMIERĆ/ 20 | W: 2 / 15
⟶ celność spadła o -4, ze względu na spadek W o ⅔.
⟶ statystyki spadły o ½, ze względu na spadek HP do ¼.
○ rana 0. stopnia: uderzenie o ziemię
○ rana 0. stopnia: odcięte parę włosków z głowy
○ rana 0. stopnia: niekrwawiące zadrapanie ucha
○ rana 0. stopnia: wyrwany wąs
○ rana 1. stopnia: zadrapanie na głowie z całej łapy; krwawi - 1 HP aż do końca walki.
Pochmurna Łapa:+ 20 EXP Blada Łapa:+ 25 EXP
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
Zabiła ostatniego szczura. Atak był silniejszy, niż się spodziewała, ale... może to i lepiej. Przynajmniej dzięki temu drapieżnik leżał teraz martwy. Ah... Tak właściwie jest ich tutaj trójka i powinna wszystkie zakopać. Jednak doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, iż czas ją goni, więc spieszyła się i nie robiła tego zbyt dokładnie. A te zioła, które zostały tu rozrzucone podczas walki? Ah! Nie będzie ich zbierać. Gdy zajmie się Pomurnik, być może tutaj wróci albo... Poszuka nowych ziół. Pamiętała, że zebrała kilka liści mięty, której mają dośc dużo, więc... Świat się nie zawali, jeśli wróci do obozu z pustymi łapami.
Szybko podjęła decyzję i praktycznie pędem rzuciła się do obozu. Krew, dużo krwi. Oby Pomurnik była jeszcze... No, żywa.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXSprawy się komplikowały, a on marzył o chwili wyrwania się z tego chaosu, jaki dział się w jego głowie. Tak mało czasu spędzał z Ostrą sam na sam, jasne, widywali się czy to w obozie, czy na patrolach, spali wspólnie, jednak... było mu chyba wstyd i ten wstyd nie pozwalał mu na coś więcej i chciał jej to jakoś wynagrodzić. I dla własnego dobra trochę odbiec myślami od tego cyrku związanego z Ciemnym Lasem. XXXXOstra miała więc czas wieczorem, dość późnym wieczorem z resztą i to mu pasowało idealnie. On też był wolny, treningi miał z głowy, na polowanie wybrał się z samego rana, dzięki czemu mógł odpocząć i pomyśleć nad ich spotkaniem. Nie powiedział jej, gdzie się wybierają, mogła się domyślić dopiero wtedy, kiedy już byli w drodze. XXXX– Dawno gdziekolwiek wychodziliśmy, tak na dłużej, prawda? – mruknął do niej, ocierając się swoim policzkiem o jej. Brakowało mu tego, z tego też powodu zabrał ją właśnie w to miejsce, jedno z ulubionych. Może znów uda mu się wyłowić dla niej specjalny kamyczek? Jezioro mogło być znacznie płytsze, więcej będzie więc widać na dnie. XXXX– Hmm, ciekawe co tak smakowicie pachnie, czujesz? – zagaił nagle, kiedy dotarli na miejsce, a oczom Ostrej ukazał się widok Księżycowego Jeziora, w którego tafli odbijały się gwiazdy. Niebo było bezchmurne, lśniące, a w lesie wiał delikatny, przyjemny wiatr. Pochylił się nad kupką suchych liści i wyciągnął z niej dużego, długouchego piszczka, po czym położył go u jej łap powoli. – Ojej, a kto tu zostawił tego zająca? – zapytał przejęty, udając, że kompletnie nie ma pojęcia skąd on się tutaj wziął. Może jakiś wojownik go zostawił, kiedy polował i o nim zapomniał? Szkoda, taka duża sztuka. – Byłoby przykro, gdyby się zmarnował – dodał, spoglądając na szylkretkę, a jego brwi zafalowały zachęcająco. No przecież tak go nie zostawią na zmarnowanie, wydziobanie przez ptaki, albo rozszarpanie przez lisy, prawda?
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Bardzo ale bardzo długo Ostrą nie mogła tak zwyczajne odetchnąć. Ciągle pracowała wraz z Polnym i Wirkiem. We trójkę jakoś ogarniali ten cały bajzel. Ciągle coś trzeba było załatwić lub zrobić. A problemów przybywało wiecej zamiast znikać. Była wykończona. Głównie przez zmartwienie i ciągle udawaniem, że jest wszystko w porządku. A nie było. Większość jej dzieci poznikała A Polny... Musiał się cały czas narażać. Ceniła jego odwagę i męstwo ale teraz... Bardzo się bała, że i on kiedyś ją zostawi. Co wtedy pocznie? Przecież nie wyobrażała sobie życia bez jego głupiej mordki. Bez tego uśmiechu i dziecinnego czasem zachowania. Był jej ukochanym. Pierwszym i ostatnim. Nie mogłaby się na serio z kimś innym związać gdyby kiedyś Polnego zabrakło. Bo tylko jego widziała w tej roli. Byli ze sobą już naprawdę długo. Mieli już razem rodzine. Wspaniałe kocięta. Które były silne i niezależne. Była z ich wszystkich dumnna i pewna, że starają się wrócić do klanu za wszelką cenę. Na pewno wracają... Nie ma innej opcji. Na pewno wszyscy żyją.
A przynajmniej ta wiara powstrzymywała ją od załamki.
Sprzątała w ich legowisku gdy nagle poczuła obecność swojego partnera przy sobie. Była zdziwiona gdy zaprosił ją na spędzenie czasu. Tylko we dwoje. Niby wydawało się to normalne ale tak dawno razem nie wychodzili... Że Ostra zapomniała jak to jest być na takiej... randce. Poprosiła go o chwilę czasu by móc ułożyć swoje futro. Nie stroiła się ale chciała jako tako wyglądać. Co z tego, że powoli się ściemniało.
Gdy wreszcie skończyła to dołączyła do swojego partnera. Uśmiechnęłam się delikatnie w jego stronę i po tym ruszyli.
Nie wiedziała dokąd idą i co właściwie będą robić. Chyba nie będą skakać z drzewa czy coś? Już nie byli przecież terminatorami! Miało się parę księżycy na tym karku.
Zdała się na Polnego. Była trochę podekscytowana bo zazwyczaj to ona go zabierała na randki i tak dalej. A tym razem sam ją zaprosił i coś tam pewnie wyszykował. Więc było to bardzo miłe z jego strony. Aż się cieplej robi na sercu.
Szła tuż przy nim. Wręcz stykali się razem bokami.
Mruknęła ciepło kiedy poczuła jego policzek na swoim. Był taki miekki i przyjemny... Jak dobrze, że go miała. - To prawda. Już prawie zapomniałam jak to jest. Ciągle tylko pracujemy i nie mamy czasu dla samych siebie. Miejmy nadzieję, że wkrótce będzie trochę lepiej. - westchnęła przeciągle.
Nagle dostrzegła bardzo lubiane przez nią miejsce. To tutaj otrzymała od Polnego swój mały cenny skarb. Jej drobny talizman na szczęście.
Machnęła radośnie ogonem a następnie podniosła brew ku górze. Hmm? A cóż to za niespodzianka? Ktoś zostawił taki dobry łup? Hmmm... Ciekawe skąd i dlaczego tutaj był.
Ostra przymrużyła oczy i uśmiechnęła się lisio. - Oh? Nie sądzisz, że to nie jest ani trochę podejrzane? No bo kto by zostawił tutaj taki kąsek? Możliwe, że został zatruty. - doskonale wiedziała, że to Polny go wcześniej upolował ale wolała się z nim trochę podroczyć. - Dodatkowo w tym miejscu gdzie mielibyście spędzić wolny czas. Na pewno jest to sprawka naszych wrogów. - mruknęła przejęta.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXNie było mu łatwo pogodzić się z zaginięciem niektórych swoich dzieci. Huk zaginął, podobnie Ćwierk, bał się o nich każdego dnia. Bo o tyle, o ile ich córka rozpoczęła trening na terminatora, tak Huk nie, nie wiedział, jak się bronić, nie miał pojęcia o polowaniu, a jego ślepota tylko zmniejszała szanse na przeżycie ich jedynego syna i to dobijało go tylko bardziej. Starał się być przy Ostrej w tym czasie, przez cały czas właściwie, wspierać ją nie tylko słowami i czynami, ale też... tak po prostu, samą obecnością, i ona wspierała jego, bardzo. XXXX– Też mam taką nadzieję – odpowiedział jej i westchnął cicho. On wiedział rzeczy, o których ona nie miała nawet pojęcia. Wiedział, że jeżeli sprawy przyjmą bardziej niebezpieczne obroty i Ciemny Las podejmie większe kroki, będzie musiał powiadomić Klan o niebezpieczeństwie, prędzej, czy później. Jego rodzina była dla niego najważniejsza, Ostra, ich dzieci, chciał chronić ich za wszelką cenę, nieważne, ile żyć będzie musiał stracić, aby byli w pełni bezpieczni. Nie był już najmłodszy, księżyców mu przybywało, nie ubywało, ale siły i wiary w nim nie zabraknie aż do samego końca. Nie był z tych, co się łatwo poddają, szczególnie, jeżeli miał dla kogo walczyć. Spojrzał na Ostrą zmieszany, kiedy ta wyraziła swoje podejrzenia co do leżącego piszczka. XXXX– Zatruty? Nie sądzę, pachnie wyśmienicie – zapewnił ją, marszcząc lekko nos. Niemożliwe, obwąchał jeszcze dokładnie zająca, chcąc pokazać jej i udowodnić, że nie było żadnego zagrożenia. Musiała tak komplikować sprawę? Czyżby już go przejrzała? Niech to, a tak się starał. – Wrogów? Tutaj? Co, myślisz, że lis wcisnął w zająca jagody śmierci? – powiedział z krzywym uśmiechem i przysunął się do niej. Taki mądry ten lis, zwabił ich w pułapkę, niesamowite. Cichy pomruk wyrwał się z jego gardła, otarł się pyskiem o jej kolorowy, miękki policzek. No dobra, wygrała, w sumie nawet się tego spodziewał. Była taka cwana i spostrzegawcza, że zdziwiłby się, gdyby dała mu się podejść. Z drugiej strony, kto ją tam wie.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Nie miała okazji spytać Polnego czemu wybrał się znów do świętego miejsca. Jakoś nie miała okazji ale wiedziała, że ta sprawa niepokoiła kocura. Więc również spierała go w tym. Czasem po prostu nie trzeba było wiedzieć. Dopóki wszyscy byli bezpieczni to nie musiała się jak na razie martwić na zapas.
Ale to nie znaczyło, że wszystko było w porządku. Bo nie było. Ostra cały ten czas chowała łzy, ból i strach. Te emocje nie wyparowały z niej. Dalej tkwiły w środku. Gdzieś bardzo głęboko. Czuła się zobowiązana do bycia twardą. Nie tyle dla siebie ale dla jej bliskich. Musiała być ich podporą. Bo nie chciała by wszyscy popadli w marazm. Tak więc uśmiechała się i śmiała, chcąc w ten sposób dać radość innym. Ale... Przez to sama czasem czuła, że to ona potrzebuje kogoś kto by ją podtrzymał. Bywały takie dni. Zwłaszcza kiedy Polnego nie widywała lub nie spali przy sobie. Czuła wtedy pustkę i strach. Ale jeszcze nie powiedziała partnerowi o tym wszystkim co działo się w jej głowie. Nie chciała go dodatkowo martwić. – To, że nie pachnie jak zgnilizna to nie znaczy, że może nią nie być. – zaśmiała się cicho. Oczywiście, doskonale wiedziała, że ta zdobycz jest smacznym posiłkiem zaserwowanym przez Polnego. Nie byłoby jednak to normalne u Ostrej by czegoś się nie przyczepić. Tak dla zasady.
Urocze było ta chwilowa panika w oczach burasa. W końcu chciał jak najlepiej. Więc na pewno nie chciałby tutaj żadnej wpadki. – Lisy co jak co ale nie są głupie. Kto je tam wie co planują za naszymi plecami. –zachichotała a następnie wtuliła się w futro na szyi kocura. Miała nadzieje, że się nie obrazi o to? Nie chciała psuć wieczoru ani nic. Może powinna po prostu być potulna i dać się dziś poprowadzić? – Bardzo się cieszę, że upolowałeś nam dzisiejszy posiłek, kochanie. –powiedziała z czułością i miękkością głosie. Polizała go po policzku i machnęła radośnie ogonkiem. – Jak zwykle, jesteś niezawodny.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXCzy ona właśnie nazwała zająca, którego osobiście tropił i upolował zgnilizną? Oburzył się, cofając uszy, choć nic nie powiedział na głos. Nachodził się dzisiaj po terenach, aby znaleźć odpowiedni okaz, który nada się dla nich idealnie. Nie mógł przygotować jakiejś nędznej myszy albo marnie wyglądającego wróbla, to musiało być coś wyjątkowego. Chciał się trochę wykazać, udowodnić, że wciąż potrafi ją zaskoczyć i wynagrodzić jej jednocześnie ten trudny czas, przez jaki oboje musieli przechodzić i nie chodziło tylko o ciągłe obowiązki, mijanie się w obozie i inne bzdety, utrata dzieci robiła swoje i często spędzała mu sen z powiek, rozmyślał o tym, gdzie mogą teraz być, co robić, czy są bezpieczne? Zdrowe? Ach, po co znowu wracał do tego myślami? Nie po to wybrali się na spacer, aby opłakiwać i martwić się, ten wieczór, choć raz, mogli przeznaczyć dla nich samych. XXXX– Nie sądzę, że są na tyle mądre – stwierdził otwarcie i wzruszył barkami. Szczerze wątpił w inteligencję lisów, zawsze zachowywały się tak, jakby w ogóle nie myślały, choć, kto wie, może była to jakaś ich strategia? Może gdzieś na Terenach Niczyich miały swoje własne Klany? Ha, dobre sobie. XXXXA dobra, przejrzała go, nie było sensu się zapierać wszystkimi łapami, że to nie on upolował zająca, bo to i tak nic by nie dało. Odwzajemnił jej czuły gest i przejechał językiem między jej uszami, a potem przysiadł tuż obok niej. Kolacja czekała, sama w ich żołądkach nie wyląduje, prawda? Pogoda była ich sprzymierzeńcem tego wieczora, nie zapowiadało się na deszcz, nie zrywały się silne wiatry, a las wypełniały jedynie odgłosy ptaków i owadów, czego chcieć więcej? Pomrukiwał cicho, głęboko, wtulając się w jej gęste, upstrzone mnóstwem kolorów futerko.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Zaśmiała się cicho na jego reakcje. Oj już dobra! Proszę mi się tutaj nie oburzać! Był to tylko taki skromny żarcik. Przecież wiedziała doskonale, że Polny by jej zgnilizny nie zaserwował na kolacje. – No już nie obrażaj się tak na mnieee. –mruknęła przeciągle a potem otarła się o jego żuchwę swoim polikiem. – Pachnie i wygląda dobrze. Przecież mnie znasz. Kocham Ci dokuczać jak tylko jest okazja. – zaśmiała się niewinnie a potem poruszyła barkami. – Może nie ale ostrożności nigdy za wiele. - teraz na ich terenach bywało różnie. Niedawno był borsuk to i może lis się natrafić. A przecież tak często patrolowali tereny! Jakim cudem się takowy jegomość przecisnął? Egh… Kiedy wrócą te dni kiedy wszyscy mogli spokojnie sobie biegać po terenach? Chciała żeby ich klan był bezpieczny tak jak dawniej. Bo wtedy nie musiałaby cały czas rozglądać się na boki.
Położyła się na ziemi chcąc mieć łatwiejszy dostęp do dzisiejszego posiłku. Szybko do niej dosiadł się Polny. Leżeli więc tak razem a Ostra nachyliła się chcąc zabrać pierwszy kawałek zająca. Jej brzuszek podskoczył z radości. Dawno nie jadła nic tak dobrego. Zazwyczaj jak już coś jadła to coś na szybko. Małego wróbla czy nornice. Ale dziś mogła nacieszyć swoje kubki smakowe naprawdę świetną zdobyczą. – Gdzieś go znalazł? Jest bardzo smaczny. Chyba nie ukradłeś wichrzakom ich zwierzyny hmmm? – zaśmiała się.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXX– Poczułem się dotknięty twoimi słowami, hmpf – burknął i odwrócił teatralnie łeb, obrażony. Zaraz potem spojrzał na leżącego zająca, w którego Ostra zaczęła się wgryzać. Miał nadzieję, że zasmakuje, jeśli nie, cóż, będzie musiał jak najszybciej skombinować drugiego. Nie powinno to być trudne, o tej porze zwierzyny było pod dostatkiem i nie zapowiadało się na to, że ta sytuacja ulegnie zmianie. Dopiero pora opadających liści przyniesie ze sobą spadek liczebności piszczków i zacznie przyzwyczajać wszystkich do mniejszych i rzadszych posiłków. Teraz jednak mogli się cieszyć tym wszechobecnym urodzajem. XXXX– Dobry myśliwy nie zdradza położenia najlepszych terenów łowieckich – odpowiedział tajemniczo. Oczywiście, że go nie ukradł, to by było wyjątkowo haniebne z jego strony, częstować swoją partnerkę skradzionym piszczkiem. Poczęstował się kęsem uszaka, oskubując go najpierw z kępek jasnej, puszystej sierści, zanim dostał się do smakowitego mięsa, które, w istocie było bardzo smaczne. Miał szczęście, że trafił mu się na polowaniu ten okaz. XXXX– Miałem pytać… chciałabyś może zostać mistrzem któregoś z kociąt Porzeczki? – zagaił, przeciągając szorstkim językiem po swoich łapach. Niedługo wypadała ich ceremonia i Polny chciał zapewnić swoim siostrzeńcom jak najlepszych mistrzów, niemniej jednak nie miał dużego wyboru. Wojowników nie było aż tylu, Kamiennej Łapie zostało jeszcze trochę do przerobienia, a Kukułka była dla niego jednym wielkim znakiem zapytania. Nie wiedział na co się zdecyduje, oczywiście wolał, aby wybrała życie w Klanie, ale uszanuje każdą jej decyzję, nawet, jeśli wiązałaby się z jej odejściem z Cienia i wybrania życia samotnika. Nie zamierzał jej zatrzymywać, skoro to da jej szczęście... to byłby be serca, gdyby zabronił jej odejść.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
– Ojeju… Nasza duża kizia mizia jest obrażona. Biedna kizia mizia. – pogłaskała go po głowię przy tym się cicho śmiejąc. Taki duży kocur a nadal obrażalski jak kocię. Ojeju.
Posiłek bardzo smakował Ostrej. Tak bardzo, że szybko zabierała się za kolejne kęsy. Dopiero po chwili się zatrzymała. Nie chciała wyjść na… grubaskę. Dlatego więc poprzestała na chwilę w jedzeniu. – Hoho… Nawet jak ładnie poproszę? – uniosła do góry brew. Doskonale wiedziała, że Polna Gwiazda miał do niej słabość. Więc była pewna, że nie musiałaby kiwnąć palcem by otrzymać od niego jakże cenne informacje. No chyba, że dalej by się upierał. Ale nie robił tego często. Można było powiedzieć, że w pełni oswoiła tego olbrzyma.
Choć dalej trudno było stwierdzić kto tu tak naprawdę trzymał ster. Czasem i przywódca potrafił zaskakiwać. – O? To one już są w tym wieku? O rany… Jak ten czas płynie. Niedawno co Porzeczka była jeszcze w ciąży. - powiedziała zaskoczona a potem dodała z ciepłym uśmiechem. – Pewnie! Daj mi kogo chcesz. Z robię z niego świetnego wojownika!
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXX– Dobrze, że nikt tego nie słyszy, byłbym skończony w obozie – burknął, ale po chwili prychnął śmiechem, pacajac ją włochatym, białym łapskiem w czoło. A masz za takie teksty. Kizia mizia… żeby tak mówić na swojego przywódcę? Ojoj, chyba się pogniewamy. XXXX– Jak ładnie, to się może zastanowię – mruknął, przybliżając się bliżej. Mógł się z nią podzielić istotnymi informacjami dotyczącymi lokalizacji idealnych na polowanie łowisk, ale nie ma nic za darmo niestety. A na ładny uśmiech i słodkie oczka na pewno nie da się nabrać. Chyba, zależy, jak bardzo jego partnerka się postara. W sumie dużo mu nie trzeba było, Ostra miała w sobie coś takiego, że choćby chciał, nie mógł się na nią długo gniewać. Może to urok osobisty, który kazał mu wybaczać wszystko, co robiła? Możliwe. A może zwyczajnie za bardzo ją kochał. XXXX– Widzisz, czas tak szybko mija, my też się starzejemy, kości strzelają jak pioruny w burzę – stwierdził, starając się brzmieć tak samo wesoło, choć wizja siebie, jako kota, który ledwie już chodzi ze starości, który nie jest w stanie poruszać się tak samo sprawnie… sprawiała, że zaczynał się obawiać tego, co przyniesie przyszłość. Co z tego, że miał życia otrzymane od Gwiezdnych, skoro miał żyć dłużej niż normalny kot, jaka radość płynąć będzie z obserwowania, jak jego bliscy odchodzą? Nie wyobrażał sobie teraz życia bez Ostrej u boku, sama myśl o tym powodowała dreszcze na jego ciele. – Nasze dzieci też przecież dopiero co się urodziły… – dodał, choć już bardziej sam do siebie, może nawet nieświadomie mówiąc to na głos. Zapatrzył się na własne łapy, a potem na leżącego zająca. Wróciły do niego widoki jego dzieci jako małe puszki, takie, które ledwo potrafiły wstać na własne łapy i nie przewrócić się uderzenie serca potem. A teraz? Pozostała im tylko Pieśń i Bzyczek.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
– Hihi… – uśmiechnęła się głupio. Ostra była jego partnerką zanim był przywódcą więc jakoś nigdy nie czuła się przy nim poważnie. Fakt, udawała przed innymi, że go szanuje i zachowuje się wobec niego honorowo. Prawda jednak była taka, że dla niej zawsze będzie jedną wielką włochatą kulką do przytulania. Dużą kizią mizią.
Ostra przymrużyła trochę swoje ślepia a następnie mruknęła zadowolona. Wystarczyło trochę potrzepać rzęsami i zaraz otrzyma swoją cenną informacje. Chciałabym częściej posilać się takimi rarytasami.
Przybliżyła swój pysk bliżej tego jego. Musiał trochę podnieść głowę ku górze by móc zobaczyć w okazałości jego pysk. Delikatnie napierała swoją piersią o jego bok. Nie było teraz mowy o jakiejś przestrzeni osobistej. Machnęła delikatnie ogonem ku górze niczym paw. Uśmiechnęła się uwodzicielsko a następnie polizała go wzdłuż kącika jego pyszczka. Miał go tam trochę poplamionego krwią.
Następnie się oblizała i uśmiechnęła szeroko. –Bardzo, proszę. – mruknęła cicho w jego stronę. – Ej! Kto tu jest niby stary hm? Może nie jestem… najmłodsza ale jak na mój wiek… To naprawdę dobrze się trzymam! – wytknęła mu to. Ale niestety prawda była taka, że nie była już taka piękna jak za młodu. Gdzie nie gdzie można było zauważyć na jej futerku siwawe włoski. Jak również jej futro nie jarzyło kolorem jak kiedyś. Nadal było kolorowe ale nie takie lśniące. No i też zdrowie było trochę gorsze. Nie mogła biegać tak długo jak kiedyś. Czuła szybciej zmęczenie i jakoś tak… Było inaczej. Ale jeszcze nie była staruchą!
Polny nie musiał się obawiać szybko śmierci. Miał jeszcze sporo żyć. Jeszcze długo zostanie tutaj w Cieniu. Pewnie to Ostra odejdzie pierwsza z tego świata. O ile ten głupek nie zaciągnie się do jakiejś szalonej walki z trzema borsukami na raz.
Ciekawe czy również szybko będzie się starał. Śmiesznie to by wyglądało jakby Ostry Kwiat była już przygarbiona i chorowita a on dalej sprawny i pełni życia.
Na wspomnienie o dzieciach… Ostra nie wiedziała co teraz czuć. Z jednej strony otaczały ją ciepłe wspomnienia jak ich kociaki były malutkie i niewinne. A potem… Uderzała w nie rzeczywistość. Gdzie są ich pociechy? Tak bardzo przyzwyczaiła się do tego hałasu i krzyków, że teraz… ta cisza bywała męcząca. - Byli tacy malutcy… Bałam się, że zrobię im krzywdę. – uśmiechnęła się delikatnie. – Był to dla nas bardzo trudny ale również piękny okres. Kompletnie nie wiedzieliśmy co robimy. Chyba zawsze panikujemy jak spotyka nas cos nowego, prawda? Tak było też na początku naszego partnerstwa. Teraz jak to wspominam to nic tylko chce mi się śmiać z mojego zachowania. – może kiedyś te wspomnienia były bardzo… żenujące. Ale teraz… lśniły jak złoto w głowie Ostrej. Bo właśnie dla takich wspomnień się tak naprawdę żyje.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXOdwzajemnił uśmiech, pozwalając sobie na czułe pieszczoty, wciąż trwał blisko niej, tak, że ich ciała stykały się bokami, a długie kosmki sierści przeplatały między sobą. Przyjemne ciepło rozlało się po jego klatce piersiowej. Oparł się o jej puchaty kark i przymknął na moment zielono-żółte ślepia, wdychając jej słodki, uzależniający zapach. XXXX– No oczywiście, że tak? Wciąż jesteś tak samo piękna i niech tylko ktoś spróbuje się z tym nie zgodzić – zapewnił ją pospiesznie. Nie było dla niego piękniejszej od niej. Nigdy nie oglądał się za żadną z kotek w Cieniu czy poza nim, jego serce było już zajęte i nie było w nim miejsca dla kogokolwiek spoza jego najbliższej rodziny. Nigdy nie sądził też, że spotka go coś takiego. Gdyby mógł cofnąć czas, nie zmieniłby w swoich postępowaniach i słowach niczego. To, co miał teraz było spełnieniem jego marzeń, o których istnieniu sam przez długi czas nawet nie miał pojęcia. Własna rodzina nauczyła go mieć w sobie więcej spokoju i wyrozumiałości, stawiać się w skórze innych i nie oceniać zbyt pochopnie. XXXXBył dumny z tego, kim był i kim się stał, nawet, jeżeli czasami miał wrażenie, że robi wszystko nie tak. To chyba było normalne. Czasami zastanawiał się, czy inne Gwiazdy przed nim też miały takie problemy, rozterki i myśli. On nigdy nie prosił się o zostanie zastępcą, nigdy do tego tak naprawdę nie dążył, to się stało... po prostu się stało i Polny musiał zaakceptować decyzję Krogulczej Gwiazdy. I pomyśleć, co by się stało, gdyby odrzucił to stanowisko... Uśmiechnął się, słysząc słowa Ostrej, ojej, same wspomnienia początku ich związku wywoływały w nim uśmiech na pysku. XXXX– ... – westchnął cicho, a lekkim chichotem nawet, lecz po chwili spojrzał na nią ze spokojem i może nawet nutą powagi. – Wiesz... kiedy tak patrzę na dzieci Porzeczki, to... wyobrażam sobie, że znowu mamy swoje maluchy, małe, bezbronne, ledwo ustające na własnych łapkach – powiedział i chyba dopiero po chwili zdał sobie sprawę z sensu tych słów. Odwrócił łeb i wbił wzrok we własne łapy, przyglądając się w nerwach bliźnie po lisich zębach na jednej z nich. Znowu miał problem, żeby ubrać myśli w słowa, a nie chciał brzmieć nachalnie i natarczywie, albo, żeby Ostra pomyślała, że to spotkanie to jedna wielka szopka.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Na słowa partnera, Ostra poczuła ciepło na policzkach. No… często jej to mówił ale jakoś tak… Naprawdę cudownie słyszeć, że dalej jest atrakcyjna w oczach Polnego. Dalej dbała o swój wygląda ale młodość nie wróci. – Nie byłbyś wtedy zazdrosny? Słysząc podobną opinie od innych kocurów?- zaśmiała się. Nie wiedziała czy miała kiedyś jakiś innych adoratorów ale nie miała słabego zdania o samej sobie. Uważała się za ładną kocicę, która posiadała ciekawy rodowód. Osiągnęła wiele wiec nie miała powodu do uznawania siebie za kogoś gorszego. Ale miała na uwadze to, że nie każdy mógłby ją polubić.
Miała trudny charakter i też jak była zdenerwowana to potrafiła być okropna. Kto by pomyślał, ze kogoś znajdzie i do tego… Kogoś mało podobnego do niej. Polna Gwiazda był spokojnym, uczciwym i ciepłym kotem. Ostry Kwiat bywała raczej chaotyczna, wścibska i natarczywa. Pewnie jakby przeszłość ułożyła się inaczej to nie byliby razem. No ale na całe szczęście znaleźli swój wspólny język. A teraz byli starzejącą się parką.
Ostra nagle zatrzymała dłużej swoje spojrzenie na szyi kocura. Miał na niej szkaradną bliznę. Czy Ostra kiedykolwiek wspominała mu jak bardzo się wtedy o niego bała? Jak bardzo żałowała, że nie było jej tam z nim?
Przejechała łapą po jego bliźnie. Jak bardzo musiało go boleć. Jak również odgryzienie ogona. Tak wiele wycierpiał i znając go, dalej będzie chronił klan swoim ciałem. Możliwe, że będzie miał ich coraz więcej i więcej. Kiedyś blizny dla niej były czadowe. Pokazywały siłę i męstwo. Nie mogła jednak ich znieść na ciele ukochanego. Czuła wtedy tylko i wyłącznie żal, że nie było jej tam. Jasne, wyglądał bardziej męsko i tak dalej… Ale nie mogła znieść myśli jak bardzo wtedy cierpiał. Ile dni musiało minąć aż znów mógł normalnie chodzić.
Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa. Nie za bardzo jednak je przetwarzając w głowie.
Naparła na niego bardziej przez co Polny wylądował na ziemi. Ona natomiast leżała sobie na jego brzuchu i gładziła łapą jego futro. – Czyli jednak jesteś małym zazdrośnikiem... – mruknęła rozbawiona.