Logo Artemidy
Rów
Była głupia. Nie dość, że była tragiczną matką, to do tego była skończoną idiotką - wpadła do rowu i leżała tam teraz tak, jakby czekała na śmierć. Wręcz prosiła się tym o to, aby porwał ją ptak drapieżny, albo znalazł lis, borsuk. Ugrzęzła w błocie na dnie i nie miała, na ten moment, siły się wygrzebać. Bo dotarło do niej, że część jej dzieci przepadła bez śladu. Pękało jej serce gdy o tym myślała. Chciała je znaleźć, zobaczyć, że są całe i zdrowe...

Jak idiotka dała się podejść. Zarejestrowała obecność kogoś obcego dopiero gdy usłyszała głos. Poruszyła uszami, unosząc pysk znad błota i przełknęła ślinę, z żałosnym, płaczliwym jękiem. Przez błoto i łzy w oczach i słońce, i perspektywę, bo kot znajdował się dużo wyżej nad nią, przez ułamek sekundy, tylko przez chwilę myślała, że to Ambient. Białe, kosmate futro... ale nie. Głos był inny. I ten kot, po przyjrzeniu mu się bliżej, był srebrny.

Traciła zmysły. Co za idiotka.

Tsunami powoli, drżąco, uniosła się na łapach próbując się nie ślizgać - wbiła pazury w grunt mocniej. Pociągnęła głośno nosem, chwytając się ściany rowu przednimi jak i tylnymi łapami... i próbowała się wygrzebać. Było ciężko, bo rów był śliski. Nijak nie odpowiedziała na pytania nieznajomego, chciała stąd wyjść. Nie chciała, żeby ktoś ją widział w tak opłakanym stanie.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie zauważył wcześniej tego, w jakim stanie była znaleziona przed chwilą kotka. Skupił się na jej ciele, na tym czy nie była ranna, czy nie złamała sobie czegoś wpadając do dziury - ale ta podniosła się i próbowała wyjść, więc wyglądało na to że była cała... fizycznie. Ale zaraz rzeczny terminator usłyszał jej żałosny jęk po raz drugi, zrozumiał, że nieznajoma chyba... płakała? Nawet jeśli nie, to wyglądała jakby była tego blisko. Była w strasznym stanie, a on nie czuł się gotowy na wsparcie kogoś kto czuł się tak niedobrze. Oh, był przekonany, że pójdzie mu tragicznie źle... ale było coś, w czym podobno był niezły - była to siła. Nie mógł pozwolić na to, aby ta biedna samotniczka męczyła się w trakcie prób wyjścia z wgłębienia w ziemi. Było tam sporo błota, trochę wody, na pewno było ślisko i w ogóle...
I dlatego właśnie Raniuszek zrobił to, co zrobił.
- O... pozwól mi... - pochylił się nad szylkretką, zaparł tylnymi łapami aby przypadkiem nie wlecieć z nią z powrotem do dziury, i chwycił jej różnokolorowe futro w zęby. Celował w kark, wiedząc, że właśnie za to miejsce najłatwiej i najmniej boleśnie jest kogoś podnieść. A potem zaczął ciągnąć, w górę, w swoim kierunku, z całej siły - chcąc unieść ją na tyle, by sama mogła chwycić się trawy i wygrzebać z tej nieprzyjemnej pozycji. Przymknął oczy z wysiłku i zmarszczył lekko nos.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Była święcie przekonana, że poradziłaby sobie sama, bez pomocy tego obcego kota. Nie była małym kocięciem które wpadło do dziury z której nie jest w stanie wyjść, była doświadczoną, dorosłą kotką. Byle błoto nie było dla niej przeszkodą nie do przeskoczenia. Tak sądziła.

Tak czy siak, w lepszym stanie emocjonalnym pewnie doceniłaby pomoc obcego kota, ale teraz niekoniecznie była tym zachwycona. Fuknęła głucho w kierunku kudłacza gdy ten chwycił ją za skórę na karku, ale, faktycznie, było to pomocne, więc nie narzekała już werbalnie. Z jego pomocą wygramoliła się z rowu i, będąc już na trawie ponad tą dziurą, otrzepała z błota niczym pies wychodzący z wody, nie bacząc na to, czy pobrudzi też nieznajomego.

A potem usiadła na ziemi, z łapami rozkraczonymi niezgrabnie, w pewnej odległości od obcego. Dyszała krótką chwilę, oblizując w nerwach wargi i nos, własne wąsy; ogonem uderzała o ziemię. W końcu spiorunowała kota złocisto-złotym spojrzeniem. Wyglądała, jakby chciała go zamordować, ale może była to jej domyślna mina...

- Dzięki, - wyharczała, jakby od niechcenia, wciągając w nozdrza zapachy wokół... ugh. Pachniało rybą. - ... rybojadzie.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Może i poradziłaby sobie sama, to prawda. Ale jak Ranna Łapa miał zignorować fakt, że ta nieznajoma kotka jest w wyraźnych tarapatach? Może i był leniwy i niezbyt wojowniczy, ale wiedział też kiedy powinno się zacząć działać... i nie zamierzał stać i patrzeć jak ktoś się męczy, nawet ktoś kogo imienia ani intencji nie znał. W każdym razie - udało się. Szylkretowa kotka wygrzebała się z zagłębienia i... niezbyt zwracając na niego uwagę otrzepała się z wodnistego błota, którym była pokryta.
- Oh. - stwierdził Raniuszek, patrząc jak ciemnobrązowe, błotniste krople lądują prosto na jego jasnym futerku. No, najwyraźniej czekało go po tym porządne mycie się. Ale nie przejmował się tym długo, bo od razu po swoim inteligentnym stwierdzeniu spojrzał z powrotem na nieznajomą. Jeszcze raz zbadał spojrzeniem całą jej sylwetkę, ale fizycznie wyglądała w porządku. Poza całym tym błotem, które sklejało jej futro... które na pewno było pod spodem znacznie ładniejsze, niż to co aktualnie widział! Terminator uśmiechnął się lekko, nerwowo.
- Nic nie szkodzi, moja droga. Nie mogłem cię przecież zostawić... um- jestem Ran- Raniuszek. Jak... ty masz na imię? - spytał zaraz, przechylając lekko łebek. Jego łagodny uśmiech ani na moment nie zniknął spod różowego noska. - I, um... jeśli mogę wiedzieć, to co robiłaś... tutaj? Tak blisko terenów Rzeki... Potrzebujesz pomocy? - nie zapomniał przecież, że wyglądała na mocno przejętą, i to chyba nie tylko faktem wpadnięcia do błotnistej dziury. Nie miał serca do tego, by ją stąd wygonić... zwłaszcza, że sprawiała wrażenie kotki, która bez problemu przerobiłaby go na pokarm dla wron. Może i było to ciekawą wizją, ale i tak nie byli na samej granicy. Póki co nie miał powodu, by ją przeganiać!
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Widziała, jak jej się przyglądał. On, teraz miała pewność, bo chociaż pachniał kotką, był jak Deszczowa Pogoda. Jak Aura. Pachnie i ma między nogami jedno, a jest drugim. Tsunami odetchnęła, już spokojniej, przez adrenalinę i zadyszkę spowodowaną wspinaczką po stromej ścianie rowu będąc w stanie powstrzymać łzy. Nerwy niekoniecznie, bo właśnie pomyliła obcego kota z własnym dzieckiem i czuła, jak zaciska jej się pętla na gardle i jak ma ochotę rzygać z myślą o tym - jak beznadziejną matką musi być, żeby pomylić rodzone kocię z rybojadem - ale nie wyglądała, jakby miała wybuchnąć rykiem.

To już coś.

- Tsunami - odpowiedziała krótko, nic nie robiąc sobie z tego, że klanowy kotek przedstawił jej się kocięcym imieniem. Albo nie lubił terminatorskiego, albo był przerośniętym kocięciem które nie umie słuchać klanowych zasad i wyszło sobie z obozu, niewiele ją to obchodziło. - Szukam kogoś. Kilku ktosi. To nieważne. Klanowy kot raczej. Niewiele mi. Z tym pomoże.

Jej dzieci nie zadawały się z kotami z klanów, prawda? Na pewno nie Ambient, na pewno nie Oaza. Jenot? Może. On przyprowadził tego rudego kłaka z Klanu Gromu.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie wiedział, czy kotka zrozumie to, kim był... ale szczerze mówiąc teraz nie było to jego zmartwieniem. Zawsze gdy ktoś się mylił co do tego, kim był, łączyło się to z jakiegoś rodzaju nerwami, ale nie tym razem. Miał zbyt wiele na głowie, więc nawet nie wpadł na to, że przecież pachnie inaczej niż się prezentuje. Ale owszem, teraz kocurek skupił się na nieznajomej w pełni - przyglądał się jej, zauważywszy jej nerwy trochę bardziej niepewnie, ale nie chciał jeszcze odchodzić. Najpierw wolał upewnić się, czy ta kotka nie potrzebuje pomocy.
- Tsu- nami. - powtórzył pod nosem, ledwo słyszalnie, otwierając pyszczek jakby trochę zgłupiał i marszcząc brwi. Nigdy nie słyszał takiego imienia, a choć o świecie wiedział już całkiem sporo, to nie miał pojęcia co może oznaczać ani skąd pochodzić. Czy ta kotka pochodziła z daleka? Czy to dlatego nazywała się tak nietypowo? Cóż... on uważał to za ładne imię, i na pewno to wszystko go zaciekawiło.
Położył uszy na łbie słysząc jej kolejne słowa. Czyli Tsunami szukała kogoś. Widząc jej emocje, nerwy jak i frustrację tym wszystkim, srebrzysty domyślił się, że musiało chodzić o kogoś ważnego. To nie mogło być byle czym. A choć powiedziała, że kot z Klanu nie mógł jej pomóc, to kocurek poczuł chęć chociaż spróbowania.
- Kogo takiego, Tsunami? Możesz mi podać chociażby imiona... może i nie wychodzę dużo z obozu, ale jakby coś obiłoby mi się o uszy... wiedziałbym, że powinienem zareagować. Mógłbym cię wtedy poinformować... - miauknął, z lekkim zatroskaniem w głosie. Może chodziło o jej bliskich? Wyraźnie mu nie ufała, a może jednak... może byłby w stanie pomóc? - Sam wiem, jak to jest stracić ważne dla siebie koty. Jak to jest, gdy te odchodzą i giną bez śladu. To boli jak nic innego w świecie. Więc jeśli... - jeśli szylkretka przechodziła przez to samo... wcale nie dziwił się, że przeżywała takie emocje. Rozumiał to na postawie własnych doświadczeń. A jeśli była samotniczką, to pewnie do tego nie miała żadnego wsparcia! To... okropne!
Albo, cóż... chodziło o kogoś innego, nie bliskie jej koty, to wtedy będzie mu trochę głupio.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Siedziała w ciszy, zamyślona. Na kota obok zerkała już tylko kątem oka, bo zdążyła wydedukować, że nie jest jakimkolwiek zagrożeniem dla jakiegokolwiek aspektu jej życia. Przypominał jej kogoś.

Przypominał jej Jesiona i ta myśl nieco ją ubodła. Miał srebrne futro, miał zielone oczy, jak on. Był większy i bardziej puchaty, ale był taką samą miękką kluchą, która chciała dla każdego dobrze. A Tsunami poczuła się tak głupio z myślą, że kiedyś Jesionem szczerze... gardziła, nie lubiła go. A on tak się dla niej poświęcił, pomagał przy jej dzieciach, a ona tak go potraktowała... a teraz ten nieznajomy przypominał jej o nim.

I też chciał pomóc.

Tsunami warknęła głucho, jeżąc się i z brzydko zmarszczonym pyskiem odwracając do Raniuszka, wiercąc w nim dziury swoim ognistym spojrzeniem. Wyszczerzyła kły, niekoniecznie pozytywnie.

- Zamknij pysk - wywarczała zdecydowanie bardziej żałośnie i płaczliwie, niż tego chciała. Pociągnęła nosem znowu, zagryzając szczęki tak, że widać było, jak mięśnie jej się napinają. - ... nie potrzebuje. Pomocy. Czemu cię- czemu chcesz pomóc obcemu kotu nawet gdy ten tego nie chce?

Czemu Jesion chciał jej pomóc z kociętami? Czy kochał ją tak, jak Rosomak mówiła?
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie był zagrożeniem... nigdy, dla nikogo. Nie potrafił nawet walczyć, nie zdążył przerobić tego na treningu, ale nie było żadnego sensu w przyznawaniu się do tego. Tsunami i tak wyraźnie nie uważała go za zagrożenie, ledwo na niego patrzyła. A on skakał spojrzeniem z własnych, ubrudzonych błotem łap na nią, niezbyt pewien tego jak się zachować w takiej sytuacji. Chciałby wiedzieć, co chodziło kotce po głowie, ale wiedział chociaż tyle, że o takie rzeczy nie powinno się pytać nieznajomej. Także zajął się czymś innym, przez te kilka uderzeń serca - myślał o tym, że mógłby roznieść wieści o zaginionych kotach po Klanie, i może wtedy... może... nie, kogo on oszukiwał? Jego klanowicze bili się między sobą, więc czemu mieliby chcieć pomóc jakiejś samotniczce? Jeśli chciał pomóc, musiał zrobić to sam. Jakoś.
Zaskoczyła go jej reakcja, wyraźnie. Wcześniej siedział na trawie, również chcąc odpocząć po biegu i wyciąganiu jej z zagłębienia, ale teraz podniósł się na równe łapy. Powoli, prawie jakby się nie bał - ale jego mina zdradzała niepewność. Nie chciał z nią walczyć, nie chciał się kłócić. Chciał tylko pomóc... Bo wiedział doskonale, jak się czuła, a w każdym razie sam tak uważał. Takie miał wyobrażenie sytuacji, któremu zaufał w pełni.
Chwilę milczał, przyglądając się Tsunami.
- Bo może razem byłoby łatwiej... - wymamrotał. - Może i cię zupełnie nie znam, ale... rozumiem. Wiem jak to jest kogoś szukać, bez skutku. - starał się wytłumaczyć, używając całej swojej siły by nie zerwać kontaktu wzrokowego. Nie chciał, aby była z tym sama. Bycie samotnym to jedna z najtrudniejszych rzeczy w życiu. Wtedy wszystko jest gorsze. I choć agresywna reakcja kotki go nieco wystraszyła, to pozostał w miejscu, wiedząc że za tym gniewem musi kryć się smutek i strach o zaginione koty. Prawda? - Nie musisz być sama, Tsunami.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nigdy nie rozumiała kotów tak z natury altruistycznych jak Jesion. Czy Raniuszek.

Nie wiedziała, czemu niektóre koty po prostu ot tak, same z siebie, chciałyby komuś pomóc. Komuś obcemu. Komuś, kogo pierwszy raz widzą na oczy. Bezinteresownie - a były takie koty, jeden właśnie przed nią stał i dalej gadał o tym jak to ją rozumie, jak chciałby jej pomóc. I po co mu to było? Mogłaby teraz rzucić się na niego z pazurami i rozszarpać mu gardło bez większych problemów, a on, nie znając jej zupełnie, dalej brnął w swoje i...

Tsunami przełknęła ślinę, warknęła gardłowo i znowu usiadła tak, jak siedziała chwilę temu. - Nic nie rozumiesz - odparła jedynie, odwracając wzrok. On chciał ten kontakt wzrokowy utrzymać, ona wręcz przeciwnie. Prychnęła cicho.

- Straciłeś kiedyś własne, rodzone dzieci? Szukałeś ich całymi nocami, myląc. Byle trop z ich zapachem, bo tak ci odbiło z tęsknoty? Pewien jesteś. Ze rozumiesz?
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nigdy nie był zbyt wojowniczy, ani uczynny, a na pewno nie był groźny jak na wojownika wypadało. Większość kotów klanowych na pewno stwierdziłaby, że agresja jest ważną cechą u niejednego wojownika. Raniuszek to widział - w końcu chodziło o różne spory, oznaczanie terytorium, wyganianie nieproszonych gości z granic... natomiast on był przyjacielski względem każdego, kogo spotykał na swojej drodze. Może to dlatego, że wychował się w Królikarni, a nie wraz z innymi kociętami. Ale był marzycielem. Chciał przygody w życiu, nie walki! Chciał kochać, chciał mieć kiedyś rodzinę, a nie powodować śmierć u innych. I chciał mieć przyjaciół. A pomaganie kotom to dobry sposób na znalezienie w nich przyjaciela, chyba.
On nie usiadł. Zaakceptował jej słowa, jego wyraz pyska się nie zmienił - w każdym razie aż nie usłyszał o tym, kogo faktycznie szukała. Kocięta... Nie wpadł na to, że mogło chodzić o jej potomstwo. Sama wyglądała na młodą, może to dlatego. Ale na mordce srebrzystego widać było zaskoczenie, zaraz zamieniające się w smutek.
- Przykro mi... - powiedział cichutko. - Co prawda nie straciłem kociąt. Bo ich nigdy nie miałem, ale... straciłem większość swojej rodziny. Ja swojej nie odnalazłem, ale wciąż wierzę, że z twoją się uda. To... to nie tak, że będę pchał się tu na siłę. Jednak chcę żebyś wiedziała, że możesz liczyć na moją pomoc... W razie czego. - mówiąc błądził spojrzeniem po otoczeniu, ale potem znów spojrzał na szylkretkę. Oh, jak on jej współczuł... - Chciałbym móc jakoś pomóc, wiesz? Ale... tutaj nie chodzi o mnie. Mogę się wynieść, jeśli nie chcesz mojej obecności.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Jesteś idiotą. Jeśli naprawdę sądzisz, że. Oferowanie pomocy i. Ufanie każdemu kotu którego napotkasz. To. Dobry pomysł - fuknęła w momencie w którym Raniuszek skończył mówić, strzelając ogonem na prawo i lewo. A potem odetchnęła głęboko, zamyślona, wgapiona we własne, ubabrane błotem łapy. - ... masz dobre serce. Obyś go nie stracił. Nie masz co marnować czasu na. Koty takie jak ja - roześmiała się gorzko, oblizując pysk.

A potem Tsunami faktycznie odwróciła się mordą do Raniuszka, już nieco spokojniejsza, chociaż gdyby ten się jej przyjrzał, mógł zobaczyć, że ponownie oczy ma zaszklone od łez.

- Dwójka z mojego pierwszego miotu. Zniknęła. I... dwójka z drugiego. O starsze się nie boję. O młodsze już tak. Nie umieją polować, walczyć. Trop się urwał. Nie wiem, gdzie są. Szukam od dawna. Ale. Mam jeszcze ich rodzeństwo na głowie... moja najstarsza córka. Ostatnio. Straciła ogon, i. Nie wiem... jak jej pomóc. Więc. Jak ty miałbyś mi niby pomóc?

Podeszła bliżej.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Raniuszek zdawał się nie odczuwać jakiegokolwiek gniewu z powodu bycia nazwanym idiotą. Może to z powodu współczucia, które właśnie odczuwał względem rozmówczyni... może nie dotarło to do niego do końca, zanim ta nie kontynuowała mówić. Uznała, że miał dobre serce... a potem sama nazwała siebie kimś złym? Czy on w ogóle dobrze zrozumiał? Srebrzysty zmrużył lekko swoje zielonkawe oczy, ponownie utrzymując na niej spojrzenie.
- Nie, Tsunami. Właśnie o to chodzi, że widzę jak bardzo ci zależy... Od początku naszej rozmowy wiedziałem, że chodzi o coś ważnego. A teraz sama mi powiedziałaś, i... i... - powiedział, ale sam zamilkł na moment, bo zrozumiał że faktycznie nie miał wielu opcji. Nie potrafił w jakiś cudowny sposób naprawiać problemów otaczających go kotów. Gwiezdny Klan też nikomu nie pomoże w takiej sytuacji, o czym kocurek przekonał się na przykładzie zaginięcia własnego rodzeństwa. Ale mimo to... było coś, co mógł zrobić. - Mogę szukać razem z tobą. Wolę to od bezczynnego siedzenia w obozie Klanu Rzeki.. - odparł, czując nagły napływ motywacji. Miał dosyć bycia bezużytecznym. - Albo pójdę z tobą, pomogę ci zaopiekować się twoimi kociętami. To na pewno nie daleko stąd, prawda? Nieraz miałem styczność z młodymi w Klanie, ja... na pewno jest coś, co mogę zrobić... żeby było ci lżej. - nie zareagował na zbliżenie się kotki jakkolwiek gwałtownie. Otworzył lekko pyszczek, przyjrzał jej się od łap aż po końcówki uszu. I patrzył tak, głupio i pytająco.
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zamarła na chwilę, bo nie rozumiała, o czym on do niej mówi.

Był głupi, naiwny, zbyt mocno przypominał jej Jesiona i czuła, jak ją skręca od patrzenia na niego. I od słuchania tego, co mówił. Bo właśnie kot z Klanu Rzeki, Klanu Rzeki który chciał ich przepędzić i pewnie pozabijać księżyce temu, oferował jej, że pójdzie z nią na poszukiwania jej dzieci, albo, lepiej - zajmie się jej kociętami gdy ona będzie szukać.

- Co - wypaliła bez sensu, głupio, nie wiedząc, czemu ten idiota w ogóle na to wpadł. Nie miał już żadnej rodziny w Klanie? Że wolał ot tak porzucić swoje poprzednie życie, dla... dla obcej mu kotki? Idiota. - Ale. Dlaczego. Po co w ogóle o tym myślisz - spytała tępo, marszcząc brwi, przekrzywiając łeb.

I podeszła jeszcze trochę bliżej. Obcy kot oferował jej taką pomoc. Jaki miał w tym cel?
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Teraz oboje byli zdziwieni. Tsunami słowami Raniuszka, a Raniuszek reakcją Tsunami. Czy powiedział coś dziwnego? Przesadził? Nie wiedział, jak powinno się rozmawiać z matką cierpiącą z tęsknoty za kociętami. Nie wiedział, czy chciał odejść do niej na stałe. Prawdę mówiąc nawet o tym nie pomyślał. W jego logice, skoro kotka tutaj była, to oznaczało że jej kocięta też są niedaleko i będzie mógł iść pomóc, a potem wrócić do Klanu... ale znając jego, pewnie znów żył swoimi wyobrażeniami odrobinę za mocno.
- Chcę pomóc. Nie mogę zrobić wiele, ale może chociaż tyle... Mam jakieś doświadczenie z Klanu, chyba... - odpowiedział, po czym chyba zrozumiał dlaczego to wszystko było dla niej takie dziwne. Ona wiedziała, że pochodził z Klanu... może faktycznie zastanawiało ją, skąd u niego takie zaangażowanie w sprawy kogoś spoza Rzeki? Westchnął cicho. - Tsunami... ja... wiem, że to szalone. Ale jestem tak zmęczony życiem w Klanie... czuję się, jakbym stał w miejscu, do niczego się nie przykładał. A ty naprawdę potrzebujesz pomocy, więc chciałbym coś na to zaradzić. I... to nie tak, że wiele kotów się zmartwi gdy zniknę na jakiś czas... - uśmiechnął się lekko. Wiedział, że Sroka i Zmierzch na pewno będą się martwić, ale póki co nie planował znikać z ich życia kompletnie. Nie wyobrażał sobie ich całkiem zostawić, nieważne, jak bezużyteczny czuł się w ich Klanie.
Nie pomyślał o tym, że Tsunami mogła mu nie ufać. Sam zdążył już zaufać jej, więc nie widział osobiście problemu. Może i był idiotą?
[Obrazek: 6UFwxox.png]
LVL 3 50 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie żyję sama - odparła w końcu, gryząc się w język w ostatniej chwili aby nie nazwać go znowu skończonym idiotą. Na razie tym był w jej oczach. Uroczym, miętkim idiotą. - ... nie żyję sama z kociętami. Jest. Moja... grupa. Jest nas. Całkiem sporo. Mieszkamy za ulicą- grzmiącą ścieżką, czy. Jak wy to tam w klanach nazywacie - wzruszyła barkami. - Więc. Jeśli chciałbyś pomagać. To raczej musiałbyś. Dołączyć.

Nie wpuszczą go do obozu jako samotnika, musiałby zostać nowicjuszem, pokisić się na nowicjacie a potem albo odejść znowu do Rzeki, albo zostać. Na wszystko, co święte, naprawdę ona też zaczynała o tym myśleć? O przyjęciu go do Nowego Świtu, bo okazał jej odrobinę czułości i zaoferował swoją pomoc w opiece nad jej młodymi?

Przecież właśnie tego nie chciała od Jesiona, ani Czarnowrona. Nie chciała od nich pomocy w opiece nad dziećmi. Nie nad tym drugim miotem. Więc czemu teraz czuła się tak, jak za pierwszym razem gdy urodziła młode i potrzebowała tej pomocy? Przecież jej drugi miot zaraz zostanie mianowany, dorosną, pójdą w swoim kierunku życiowym...

Czemu chciała od niego przyjąć tą pomoc? Też była idiotką.

Tsunami westchnęła.

- Przypominasz mi kogoś.
i think i, i think i finally
found a way toxx,, forgive myself
for mistakes,,,, i made in my past
i think thats the first step, x,right?

you agree?
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 38 / 100
16
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości