Logo Artemidy
Malinowe Krzewy
Płomyk... Stał się zdecydowanie bardziej natarczywy niż być powinien. Z jednej strony nic nie miała do bliskości kocura, ba, podobało jej się to, tylko... Nie byli partnerami. A kocur zachowywał się, jakby byli razem już naprawdę długi czas. W Płomyku zaczęło być coś przerażającego. Jakiś nieopisywalny głód, pragnienie więcej i więcej. Jakby zatracił w tym głodzie dawnego siebie. Gdzie był Płomyk, który zawsze powinien wesprzeć ją słowem? Teraz wydawał się być bezdusznym borsukiem bez rozumu. Kos w jakimś stopniu zaczynała się nowego Płomyka bać.
- Chronią mnie zasady i nie mogę mówić zbyt wiele - wymruczała niepewnie, powoli gubiąc się w przedziwnym tango kocura. Płomienne ciało przemykało tu i tam w płynnych ruchach tak szybko, że Kos nie mogła nawet w pełni go dojrzeć. - Ale... Męczy mnie samotność, jeśli potrzebujesz wiedzieć - mruknęła niechętnie. Nagle ten zetknął ich pyski... Zetknął ich pyski! Kos zdecydowanie bardziej wolała, by ten zetknął ich pyski, kiedy ten poczuje do niej coś poza pożądaniem. Z drugiej strony, jeśli kocura nie pohamuje, może dojść do pewnych czynów... Nowemu Świtowi przydałyby się kocięta. Jej przydałaby się rodzina, tak na starość. Ktoś musi przekazywać geny Jesionowej. Gdyby tylko dobrze to rozegrać, może obie strony byłyby zadowolone...? - Męczy mnie brak bliskości, ciągłe poczucie obcości i nijakości - napomknęła, odrobinę mrucząc. Płomyk znów zetknął ich pyski, lecz Kos tym razem na pewno nie odsunęła się pierwsza. - W naszym stadzie jestem Strategiem i Radną. Pełnię dwie najważniejsze funkcje, jakie mogą być - mruknęła. Czy wiedziała, gdzie ją to zaprowadzi? Nie. Czy czuła cień podekscytowania? Zdecydowanie tak.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nuda, ciekawość i chęć jakiś wrażeń sprawiło, że stracił pohamowanie. Zazwyczaj się tak nie zachowywał. Ba! Rzadko kiedy. Ale na starość próbował różnych środków by tylko poczuć choć trochę adrenaliny. A jedynie jaką mógł otrzymać to po zwykłych rozmowach z innymi. I tylko tak. A Kos była ciekawą osobowością. Otaczała ją tajemnica, którą pragnął. Chciał wiedzieć więcej. Jakoś ją rozgryźć i dowiedzieć się choć trochę na jej temat. Ale niestety kocica nie dawała za wygraną. Zawsze kończyła temat podobnymi słowami co teraz.
Westchnął ciężko i nagle wrócił do normalnego stanu. Odsunął się od szylkretki i zaprzestał jakichkolwiek czynności. Jedynie co to dalej stał blisko niej, patrząc się w oczy.
– Samotność mówisz… – mruknął pod nosem. – Wiem jak to jest. To uczucie wyniszcza wręcz od środka. Ale niestety czasem nie da się uciec od samotności. Zwłaszcza jak serce nie potrafi już tak bić jak kiedyś. – powiedział smutno. To był jego przypadek. Żył chwilą, ekscytacją i adrenaliną. Ale już dawno do nikogo nie czuł czegoś więcej. Jego serce zamarło w chwili gdy stracił Wydrę.
– Dziwie się, że czujesz podobnie skoro otaczają Cię koty, które Cię wspierają kiedy potrzeba. – czyżby Kos okłamała go? I tak naprawdę ten ich ala klan nie był lepszy?
– W takim razie gratuluje. Czyli mogę stwierdzić, że miałem zaszczyt spotkać przywódczynię tej grupy? – uśmiechnął się delikatnie. Ale nie był już taki wesoły jak kiedyś. Bo po prostu czuł się obco. Kos nie chciała się przed nim otworzyć mimo wielu prób. Zawsze uciekała. Bez słowa.
[Obrazek: fgXIMSC.png]
LVL 5 120 / 400
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Mruknęła zgodnie na jego słowa. Samotność była okropna. Pustka wyżerała cię od środka, a kiedy już znajdował się ktoś, kto tę pustkę wypełniał, zaraz znikał i nie wracał. Płomyk był trochę inny. Potrafił zaliczyć pustkę, ale budził inną emocję - tęsknotę. Rwącą, bolesną tęsknotę. Dlatego teraz potrafiła mu czasami ulec, gdy ten nie był w stanie się pohamować. Niewiele jej z życia zostało, parę księżycy nim stanie się tylko bezużytecznym staruchem Nowego Świtu. Kocięta... Były potrzebne. Szczególnie takie, które nie będą rodziną Tsunami i będą traktować wszystkich równo.
- Wspierają mnie fizycznie - szepnęła. Gdy zaatakował ją lis - przybył Czarnowron. Gdy działo się coś złego, na pewno ktoś by się zjawił. Ale psychicznie? Nie. Koty Nowego Świtu niezbyt lubiły Kos, bo była z Klanu. Chociaż ostatnimi czasy... Pokrzywa i Sekwoja wyraziły cokolwiek wobec niej. Zapytały, jak się czuje. - Ale w kwestiach uczuciowych... Nie są najlepsi - wymruczała. Płomyk pomagał zdecydowanie lepiej od nich.
- Nie do końca... Mamy Radę. Trzy koty, którą koty wybieramy wspólnie, i to my prowadzimy nasze Stado. Oczywiście, większość wyborów podejmuje stado, ale Zebrania prowadzimy my, wyniki głosowań prowadzimy my... - może by tak się przed nim otworzyć? Płomyk nie płonął tak, jak przed chwilą. Może gdyby więcej mu powiedziała.. - Żyję w Nowym Świcie. Z dala od niebezpieczeństw Klanu. Nie mów o nas Klanowi. Chcemy uniknąć zagrożenia ze strony przywódców... Sam rozumiesz - zaryzykowała.
Obrazek- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-
xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx





LVL 6 260 / 500
MedLVL 0 3 / 100
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zniknął. Nie na długo, ale na odczuwalną część dnia. Bez uprzedzenia wobec kogokolwiek, poza Bluszczową Łapą, która i tak dostała bardzo niejasne określenie, że go nie będzie. "Dziś śpij ile chcesz" - bo nie przyjdzie na trening. Być może nawet i jutro jeszcze go nie będzie, a być może i nawet po jutrze. Ale wróci, bo musi wrócić. Dla Krzyżaka, dla Nurt. By nie drażnić Dymiącego Stawu, z którym do tej pory nie zamienił nawet jednego słowa, udając że ten nie istnieje. Dla Puchacz, z którą zamienił słowo... ale ostatecznie nie spotkał się tak jak sobie to obiecali. Nie z tchórzostwa - bo to co by mu powiedziała nie latało mu nawet koło ogona, o czym chyba wiedziała nawet sama kotka. Po prostu... nie miał czasu.
Bo miał trening. Przeklęty obowiązek, jedyna szansa na wprowadzenie do głowy nie-spaczonego kota jakichś wartości, może szansa na lepszy Klan. Klan, jakiego być może nawet nie zobaczy, bo przy pierwszej lepszej okazji może zniknąć i wracać tylko raz na jakiś czas, aby zamienić parę słów z siostrą lub tymi, którzy nadal w Klanie są i byli mu bliscy. Czyli... co, Żwir? O ile ta sama nie da dyla. Też widywał ją tak często, że w ogóle. Puchacz uciekłaby z nim. Był tego pewien. A może się przeliczał.
Nie było to istotne. Nie obchodziło go nic już od momentu, kiedy przeskoczył przez granicę i był za Drzewem Puchacza. Wówczas wziął głęboki oddech - wolność. Słodka, choć krótka. Łapy mogły ponieść go gdziekolwiek, a mimo to, szły w jedno miejsce jakby prowadzili go Gwiezdni... bo nagle dotarł do Malinowych Krzewów - a tam, na boga, zobaczył postać jakiej nie widział księżycami.
Jego chłodne, zwykle poirytowane ślepia nagle otworzyły się szerzej, a uszy stanęły. Z delikatnie otwartym pyskiem obserwował smukłe ciało, niczym nieprzejęte, zbierające kwiaty. Nie było szans, by go nie poznał. Nie zmienił się. Był piękny tak samo jak wtedy, kiedy zobaczył go pierwszy raz. Na pewno był to on. Choć w Klanie pojawiły się szczury Wężowego Błysku o urodzie podobnej do Oriona, nadal było im daleko do tego jak wyglądał jego przyjaciel. Moment stał, w końcu zamknął mordę i ruszył bliżej niego.
- Nie widziałem cię od kiedy? Okresu ostatniego śniegu? A za każdym razem, kiedy się mi przewiniesz przed oczami, wyglądasz jedynie lepiej - rzucił na powitanie - w dość typowy sposób. Ilekroć widywał Oriona, zaznaczał mu że jest ładny. Takie coś się chwali, nie musiał się tego wstydzić, nigdy. - Cieszę się, że jesteś. Dziwnie było tak... bez ciebie.
Bo faktycznie, myślał o nim. Nie cały czas, ale często przewijał się mu między myślami. Już chyba wtedy, gdy rzucali kamieniami, zaznaczył że by za nim tęsknił. Nie kłamał, faktycznie, brakowało mu go.

//ORION!!!!!!!!!
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Orion przyjmował ochłodzenie pogody ze znikomym entuzjazmem. Jakkolwiek daleko mu było do masochistycznego zachwytu pogodą, która chciała bezlitośnie usmażyć każdego śmiałka, który wychylił się z cienia, tak też był skłonny przecierpieć upały i susze, skoro te oszczędzały jego futro od błotnych pułapek. Nadchodząca pora opadających liści i nieustannych deszczy znajdowała się na samym dnie akceptowalnych warunków. Orion jednak nie zwykł martwić się na zapas, czy wybiegać myślami w dalszą przyszłość niż było to konieczne. Zamiast skupiać się na tym, że wkrótce cały świat będzie szaro-bury, korzystał z ostatnich promieni słonecznych.
Zrywał dzikie kwiaty z zamiarem ususzenia ich i ozdobienia legowiska przy granicach z Klanem Rzeki. Rzadko tam bywał. Od kiedy Cis zniknął z jego zasięgu, lokalizacja porzuconego gniazda nie miała dla cynamona żadnej wartości. Tak jak i do samego legowiska nie był przywiązany – nie towarzyszyły mu żadne konkretne wspomnienia. Jednak lubił swój mały projekt. Lubił czasem zawitać na miejscu i popisać się swoim zmysłem dekoracyjnym.
Od obecnego zajęcia oderwał go niespodziewany głos. Na tyle znajomy, by Orion bez trudu nakreślił w myślach rudą sylwetkę, niezależnie od tego ile minęło od ich ostatniego spotkania. Nie byłby jednak sobą, gdyby zadowolił się jedynie wyobrażeniem i bez wahania obrócił się w stronę Kamienia. Z ulgą odnotował brak blizn i innych trwałych urazów. Jakkolwiek miał się za konesera wszelkich szram i skutków ubocznych krwawych walk, tak wolał oglądać je na kotach, które wpuszczał do swojego życia jedynie na krótki moment, jedno spotkanie, jeden wieczór.
Kamień nie zaliczał się do tej kategorii.
– Takie to ci właśnie moje przekleństwo. Nic na nie poradzić nie mogę. – uśmiechnął się asymetrycznie, podchodząc bliżej. Potrzebował pochlebstw jak kwiaty wody i nigdy się z tym przesadnie nie krył; więc każdy obserwator, jeśli wiedział czego wypatrywać, był w stanie to dostrzec już po krótkiej rozmowie. Była to, w zasadzie, wiedza powszechna. Niewielu jednak pomyślało, by pociągnąć to o krok dalej, sprawdzić jak wielką w rzeczywistości władzę miały nad orientalem ładne słówka.
Wielka strata.
– Z wzajemnością. – mruknął, a w jego tonie odbijał się cień przyjaznego grymasu malującego się na długim pysku. – Powiedziałbym, że zaczynałem już się niepokoić. Myśleć, że jakieś nieszczęście zmiotło ciebie z tego świata, lis czy inny borsuk. Ale. Skłamałbym. Byle drapieżnik nie stanowi dla ciebie wyzwania, nieprawdaż? – uśmiechnął się zaczepnie, zadzierając wyżej nos na krótki moment, nim schylił łeb do traw. Zerwał kwiatka o niebieskich płatkach i założył go za ryże uszko. Bo mógł. – Dobrze, że jesteś. – dodał ciszej, jakby chciał mieć pewność, że nikt poza rudym pręgusem tego nie usłyszy.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kamień mógł go omamić pięknymi słowami. Zadając się z Krzyżakiem nauczył się mówić w taki sposób, że nie jednemu kotu mógłby namieszać w głowie i doprowadzić go do szaleństwa... Bo byłby tak miły. Oriona, natomiast, niekoniecznie chciał traktować w taki sposób. Pomijając zwykłe onieśmielenie na samą myśl - czym innym było prawić komplementy nieszczere, mające tylko owinąć sobie kogoś wokół palca, a mówić o kimś prosto z serca. I choć nie wstydził się powierzchownych rzeczy, które dostrzegał - że jest ładny, że ma piękne oczy, że ma przepiękny uśmiech - tak im więcej by myślał i chciał przekazać, tym większa gula rosła mu w pysku. Być może nie była to nawet zwykła nieśmiałość. Sam wolał to określać ostrożnością. Jedno "złe" słowo mogłoby go spłoszyć na zawsze. Takiego błędu nie mógłby popełnić. Nigdy.
- Mi? Skąd... Gdybym trafił na lisa czy nawet wilka, jestem pewien że po chwili to ten drapieżnik uciekałby z podkulonym ogonem, piszcząc i skomląc ze strachu. Choć słuszny strach; ostatnio mieliśmy u siebie borsuka. Mam nadzieję, że przy twoim legowisku nie ma takich atrakcji - wolał to zaznaczyć. Dla spokoju ducha, żeby Orion wiedział że coś było nie tak... i że Kamień się o niego martwi. Bo martwił, bo nie chciałby spotkać przyjaciela martwego. Bez ucha czy łapy by przeżył; nadal byłby piękny i wyjątkowy, przynajmniej dla rudego. Zwykle jednak borsuki nie zadowalają się poranieniem przeciwnika, a usiłują pozbyć go życia. Odchrząknął zaraz, uśmiechnął się półpyskiem. Nie będzie się skupiał na niczym smutnym i przykrym zbyt długo. - Miło słyszeć, że chociaż jeden kot nie podważa mojej siły. Większość, jak skończeni durnie, usiłują mi udowodnić że jest inaczej. Nie wiem jaki mają w tym cel, poza chęcią zarobienia w pysk.
Niemała satysfakcja się w nim budziła. W istocie, większość podważała że wyszedłby bez szwanku z pojedynku z drapieżnikiem - on zaś wierzył, uparcie, że nie stałoby się mu nic. Jego "dar nieśmiertelności" w łbie utwierdził się już na dobre, próby podważenia tego jedynie doprowadzały go do wściekłości. Z drugiej strony, rzadko na to reagował rękoczynami - bo i po co? Gdyby było to potrzebne, wszystkim pokazałby swoją wielkość. Nie musiał nikomu niczego udowadniać. Większość kotów i tak była jedynie zbędnym balastem tego świata...
Orion jednak nie był. I udowadniał mu to na wiele różnych sposobów. Wpierw łechtając jego i tak zawyżone ego, później gestem tak drobnym i delikatnym, jak położenie mu kwiatuszka za uchem. Nie zareagował w żaden agresywny sposób. Wpierw sunął wzrokiem do góry, w miejsce gdzie położono mu kwiat, później spojrzenie wróciło na orientala. Uśmiechnął się, spojrzał w dół. Miłe. Po prostu miłe, ciepłe, niesamowicie przyjemne uczucie. Takie, jakiego na ogół nie doświadczał przy nikim. Orion potrafił wywołać to jednym gestem.
- Ja też się cieszę - wymruczał niewiele głośniej w jego stronę. Instynktownie nie podnosił głosu, mimo że w istocie, byli tutaj zupełnie sami. - Jak mijały ostatnie księżyce? Działo się coś ciekawego? Poznałeś kogoś?...
To ostatnie podkreślił. Nie mógł być ewentualnie zazdrosny, ale... jakoś wolał, aby nie poznawał nie wiadomo jakich kotów. Tak po prostu.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się pod nosem na stwierdzenia dotyczące drapieżników. Z pozoru Kamień był pod tym względem podobny do Kąkola, jednak różnica leżała w tym, że drugi z rudych kocurów pragnął by wszyscy dookoła uwierzyli w jego zapewnienia, podczas gdy pierwszy po prostu był pewny swoich słów. To wrażenie (spostrzeżenie?) przybrało teraz jedynie na sile.
– Ano nie ma. Całkiem spokojna okolica, chyba Klan Rzeki ściąga do siebie wszystkie miejscowe nieszczęścia. – zapewnił. Chociaż patrząc na to jak bardzo te zarośla obfitowały w zwierzynę, było to dziwne; ten brak drapieżników. Z liczby mnogiej wywnioskował, że chodziło o tereny Gromu. Więc Kamień nie odszedł, co wzbudzało w orientalu ambiwalentne uczucia. Chociaż póki co je zdusił w sobie, skupiając na kolejnych słowach. – Może zazdrość. – zasugerował, wzruszając barkami. To nie byłoby nic nowego. Ewentualnie troska o zdrowie rudego i obawy, że pewnego dnia przeceni swoje umiejętności, a to doprowadzi do tragedii, jednak orientalowi daleko było do wysnuwania tego typu wniosków póki wspomniane koty były bezkształtna masą. Na ten moment obstawał przy pierwszej opcji.
Czuł się trochę głupio z tym, że zwykłe ja też się cieszę potrafiło w nim wzbudzić tak ciepłe emocje, jednak nie zamierzał z tego powodu przywdziewać żadnych kołnierzy hańby. Co najwyżej mógł dopuścić do siebie myśl, że najwyraźniej, pod pewnymi względami, był prostym kotem. Zestaw pytań był całkiem standardowy, jednak to nacisk położony na ostatnią kwestię sprawił, że cynamonowe uszy drgnęły do przodu.
Ciekawa sprawa.
– Sporo się działo, ale wątpię by znalazło się tam coś rzeczywiście wartego uwagi. No może poza dziwnymi śladami przy Kamiennych Pazurach. – szybko prześlizgnął się po mniej porywających pytaniach i przeszedł do głównego. – Poznałem trochę kotów, ciężko bym wiódł żywot pustelnika, ale... zdefiniuj kogoś. O jaki rodzaj kogoś pytasz? Bym nie zanudzał ciebie historiami o każdym jednym kocie. – tylko dlatego chciał sprecyzowania o co chodziło, oczywiście.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Tu nie zaprzeczę - odpowiedział prędko. To, że do Rzeki szły nieszczęścia... pozwolił sobie nie skomentować tego niczym, poza uśmiechem. Niegrzecznym i nie na miejscu byłoby stwierdzenie "i dobrze" - choć domyślić się dało, że właśnie to tkwiło teraz w rudym łbie.
- Dziwne ślady...? - uniósł brew do góry. Nie był typem kota, do którego ślady mogły być dziwne... póki nie były zrobione przez dwunogów. A jeśli były - oby Orion trzymał się tego miejsca jak najdalej. Później na moment zamilkł. Zdefiniuj kogoś... Phi, też coś. Jakby sam nie mógł się domyślić! - Kogoś takiego jak ja.
Odpowiedział zaraz, wzruszając barkami. Nie mógł się postarać na bardziej rozlewną odpowiedź z czystego... zawstydzenia, o.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Orion zdecydował się nie rozkładać tej reakcji na czynniki pierwsze i nie doszukiwać głębszego znaczenia z tej prostej przyczyny, że w Klanie Rzeki trafił na kilka interesujących kotów, więc nie chciał się zastanawiać jak łączyły się ze sobą słowa i mimika rudzielca. Czy przypadkiem nie obrażał rybojadów w jakiś sposób właśnie.
– Mhm, byłeś kiedyś przy Kamiennych Pazurach? Taki stary cmentarz ludzi z podniszczonymi kamiennymi płytami wystającymi z ziemi. Tam się chyba kręci... coś. Ciężko o zwierzynę, wszystko co tam znalazłem było jakieś płochliwe. I czuć było takie napięcie w powietrzu. Ale te ślady są o tyle dziwne, że zostały wyżłobione przez pazury w tych kamieniach. Nie kojarzę zwierząt, które by mogły sobie na spokojnie ostrzyć pazury o wielkie kamienie i zostawiać w nich ślady jakby to było miękkie drewno. – wyjaśnił, jak mu się wydawało, całkiem obszernie. Nie był jeszcze do końca pewny co zrobić z tym odkryciem, ale nie planował samotnych wycieczek w tamte rejony. Tak na wszelki wypadek, gdyby stwór okazał się gustować w kocim mięsie.
– Ach, widzisz... to kogoś takiego jak ty oczywiście, że nie spotkałem. Naiwne pytanie. – odpowiedział z rozbawionym uśmiechem. Był przekonany, że Kamień wyczuje, że to nie jest odpowiedź na pierwotne pytanie. Chciał się jednak przekonać czy pręgus to podchwyci i będzie dalej drążyć, czy odpuści.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Jeszcze nie... ale można się wybrać. Może coś wielkiego się tam przeniosło? - uniósł brew do góry. Nie wiedział tylko co musiało by być tak wielkie, żeby z łatwością drapać w kamieniach. I jak silne. W końcu miałby godnego siebie przeciwnika? Takiego, z którym walka byłaby chociaż w połowie równa? Nie czuł się zagrożony tą myślą, ale przeleciał go dreszcz ekscytacji.
- I słusznie - podkreślił zaraz, nie kryjąc ulgi jaka go opanowała. Nie musiał się martwić o jakąś śmieszną konkurencję, która chociaż w pewnym stopniu byłaby jak on sam. - A inne koty? Ktoś... ciekawy? Warty uwagi?
To już było mniej ważne. Po prostu się zainteresował tematem.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Tylko co takiego? Niedźwiedź? Nie wiem jakie inne zwierzę mogłoby mieć takie pazury. – zastanawiał się głośno. Bardzo chciał zbadać tę sprawę i dowiedzieć się co za tajemnicze stworzenie (potwór!) kręcił się po cmentarzu, jednak wbrew obiegowej opinii zdarzały mu się przebłyski rozsądku. Jak chociażby i teraz, gdy wcale nie ciągnęło go do zetknięcia oko w oko z niedźwiedziem.
Chyba Kamień ostatecznie nie podłapał intencji orientala. Albo wystarczało mu, że nie ma drugiego takiego jak on w dosłownym znaczeniu, co też było prawdopodobne. Orion mógłby intencjonalnie pociągnąć temat dalej i wrócić do jego początkowych założeń, ciekaw co by trzeba powiedzieć by w szarawych oczach pojawił się błysk zazdrości. Jednak nie był to eksperyment, który musiał przeprowadzić, więc uczciwie zastanowił się nad odpowiedzią, by znaleźć koty warte wspomnienia.
– Może nawet kilka. Ogólnie z Rzeką nie mam najlepszych doświadczeń, mają tam trochę kotów, które chyba się urodziły z kijkiem pod ogonem, ale udało mi się raz spotkać całkiem ciekawego jegomościa. Na tyle sympatycznego, że byłem skłonny przemyśleć swoją opinię na temat całego klanu. Wiesz, dało się z nim porozmawiać normalnie, bo nie doszukiwał się w każdym słowie próby obrażenia. Ogólnie całkiem ciekawy towarzysz rozmów. – ha, żeby chociaż cynamon pamiętał o czym wtedy w ogóle rozmawiali. Niestety jego wybiórcza pamięć ograniczała się do detali godnych taniego romansu, nie było w niej miejsca dla tematu rozmowy. Chyba zaczęło się od pogrzebów? Potrząsnął łbem. – W Wichrze z kolei mają takiego jednego wojownika, na którego miło popatrzeć, ale z niewiadomych względów za mną nie przepada. – wymieniał dalej – Ach i jest jeszcze pewien samotnik, który upiera się przy tym, że został wygnany z klanu za zabicie własnego brata. Podobno z klanu Gromu. – przy ostatnim spojrzał z ciekawością na rudą mordkę, szukając na niej jakichkolwiek oznak rozpoznania. Co prawda był niemalże w stu procentach pewny, że wszystko co mówił Kąkol to stek kłamstw, jednak jeśli chociaż o pochodzeniu nie kłamał to może uda się ustalić jego prawdziwą tożsamość. Może nawet powód dla którego nie należy teraz do klanu.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Dwunóg? - oni mieli różne dziwne sztuczki. Jeśli mieli potwory miażdżące koty, wierzył że mogliby wymyślić coś, co robiłoby ślady z pazurów na powierzchni kamieni. Wolałby, oczywiście, aby tak nie było... ale z dwojga złego, dwunóg był mniejszym zagrożeniem od niedźwiedzia. Łyse bestie dało się ubiec. Niedźwiedzie dla byle kota były wyrokiem śmierci.
Przy kolejnym, choć się o to prosił, dało się zauważyć drobną irytację i zazdrość, powoli budzącą się w jego łbie. Nie mówił nic, ale marszczące się brwi i delikatnie podskakująca końcówka ogona wyraźnie dawała znać, że coś jest nie tak. Ulgę poczuł przy wspomnieniu o Wichrzaku, który za Orionem nie przepada. Może i Kamień był okrutnym samolubem, ale... nie miał na to wpływu. Zazdrości tego typu nie czuł nigdy. Nawet jeśli irytacja była ciągłym uczuciem, jakie w nim siedziało, tak w tym wypadku po prostu nie wiedział jak się zachowywać.
- Nikogo nie wygnaliśmy za mojego życia, poza matką pewnych kociąt. Żubrza Gwiazda dała jeden z większych popisów głupoty. Jestem pewien, że mordercę chętniej by trzymała niż kota, który po prostu popełniał błędy w ciągu życia - zmrużył oczy. Ktokolwiek mówił o sobie jako o Gromiaku... nie wiedział o kogo mogło chodzić.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
– Och, o tym nie pomyślałem. – przyznał szczerze. Odruchowo odrzucił możliwość ludzkiej ingerencji, mimo że stary cmentarz niewątpliwie był tworem człowieka. Tyle że starym i dawno opuszczonym, a dwunogie istoty rzadko kiedy wracały w takie miejsca.
Kątem oka widział reakcje ryżego i był szczerze ciekaw jak to się dalej rozwinie. Czy poprzestanie na delikatnym zmarszczeniu brwi, czy może jednak jakoś skomentuje opowieści orientala? Wkrótce się okazało, że postanowił zostawić wszystkie rozważania dla siebie, co było zwyczajnie rozczarowujące. Orion, z natury, lubił irytować inne koty, hobbystycznie podnosił im ciśnienie, psuł krew i prowadził do szeregu innych problemów zdrowotnych. Rzecz w tym, że Kamienia nie chciał wkurzać dla samego faktu; nie czerpał z tego najmniejszej satysfakcji. Czy chciał się przekonać czy wzbudzi zazdrość? Jak najbardziej. Ciekawość jednak nie wynikała ze złośliwości. Tak teraz stratą było, że temat Rzeczniaka i Wichrzaka nie został podchwycony. Na szczęście ostatni temat padł wystarczająco blisko domu pręgowanego.
– Matka kociąt? Za co? I co z jej kociętami w takim razie? – zastrzygł uchem z zaciekawieniem. Tego się nie spodziewał. – Ten wygnaniec to podobno syn niejakiego Podniebnego Lotu. Taki rudy, z białymi łapami, przeciętnego wzrostu. Z krótką sierścią. – wyjawił ostrożnie kolejne informacje dotyczące Kąkola, licząc na to, że właśnie nie kopał pod nim grobu. Ale musiał chociaż sprobować poznać prawdę.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśliby znał jego zamiary wspominania o tamtych kotach... zareagowałby różnie. Z jednej strony - zły by był, że sprawdza jego... zainteresowanie? W tak dziecinny i głupi sposób. Że stara się wzbudzić w nim zazdrość mniej lub bardziej celowo! Z drugiej, na boga. Jeśli chciał, aby Kamień był zazdrosny, praktycznie prawił mu komplement. Chciał w końcu, aby rudy był nim żywo zainteresowany. W jakikolwiek sposób, ale aby był. I, o rety. To znaczyło, że i Orion był zainteresowany nim.
Nie wiedział tego jednak. Na swoje szczęście i jego brak. Oblizał się, zaraz wzruszając barkami na kolejne pytanie. Co z kociętami!
- Zdechły, tak mi się wydaje. Bez matki, bez wsparcia Klanu, bez niczego - co miały robić? Nie ufały nikomu, nie chciały nikogo, zaczęły się rozchodzić i... ni śladu po nich. Bez treningu, nie umiejące ani walczyć, ani polować, w zimną porę, wątpię by miały jakiekolwiek szanse na przeżycie. Tak jak moja matka lubi, cierpienie i ból innych. Uroczo, co nie? - irytacja. Nie, wściekłość, frustracja, niesmak jaki był w nim wyczuwalny z niemałej odległości. Nienawidził tego. Nienawidził niesprawiedliwości, na jakie Żubr skazywała własny Klan. Jeśli byłyby to kocięta z innego Klanu, szarooki nie zwróciłby na to większej uwagi. Niemniej to, jak ona prowadziła Klan... Go odrażało. Z czym się nie krył. Oficjalnie wspominał, że nie cierpi Klanów. Bo jeśli inne nie widzą niczego złego w tym, co robi Żubr - żaden nie był lepszy.
Zmarszczył brwi. Podniebny lot kojarzył jak najbardziej. Kocięta tego miotu były niemal równego wieku co rudy, z Zając się nawet bawił i... egh, wieki temu. Pamiętał, że wtedy był głupi, szczęśliwy i nie zwracał uwagi na wszystko co złe w tym świecie. Wspomniany kocur więc jak najbardziej był kojarzony, ale osobiście - nie znał go.
- Uciekł jak reszta. Nikt z jego rodzeństwa nie zginął, a jeśli już - nie z jego łapy. A przynajmniej nie na terenach Klanu, nie był nigdy za to sądzony. Dałeś się mu oszukać? - bo może mu nie ufał? Może nie wierzył w byle bzdury, które każdy kot mu mówił? Oby tak nie było. Orion był zbyt... mądry, by się dawać tak byle komu. - Chętnie bym go poznał i spytał, gdzie ten jego brat leży. Tak o, aby popatrzeć jak się stresuje swoim kłamstwem. Absurdalne swoją drogą... Nie wiem czym chciał na tym zyskać.
Skrzywił się delikatnie. Kłamanie o morderstwie było żałosne.
- Byłem na Osiedlu - wspomniał zaraz.
✦ ✮ ✦
I'm alive but I'm D E A D
hear my voice up in your head
watch it fill you full of dread
TILL YOU GO POW
xx
LVL 5 45 / 400
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Położył lekko uszy po sobie, słysząc o dalszych losach kociąt. Nie miał powodów by do opowieści Kamienia podchodzić równie sceptycznie co do dowolnej z teorii Kąkola, a jednak uwierzenie przyszło z trudem. Nie chciał zresztą – to rzeczywiście brzmiało okrutnie. Pozostawała w nim jakaś reszta nadziei, jej ostatni okruszek, że przynajmniej powód wygnania był solidny, że ich matka dopuściła się okropnych zbrodni i w tamtym momencie, bez możliwości spojrzenia w przyszłość, usunięcie jej z klanu wydawało się najbezpieczniejszą opcją. Był tylko jeden sposób by się o tym przekonać.
– Nie miały poza nią nikogo bliskiego? Zresztą... co takiego zrobiła, że została wygnana? – spytał, chociaż wcale nie korciło go aż tak by poznać odpowiedź. Po samym tonie ryżego można było wnioskować, że decyzja przywódczyni była, w pewnym sensie, nieuzasadniona. Niemożliwe więc by jej zbrodnie były niepodważalne i olbrzymie.
– Nie. – zapewnił, chociaż nie była to pełna prawda. Przy pierwszym spotkaniu rzeczywiście był skłonny uwierzyć w prezentowaną przez Kąkola wersję rzeczywistości. Brzmiała interesująco, kontrastowała z szaroburym krajobrazem, w którym przyszło im rozmawiać. Jednak iluzja rudego pręgusa szybko zaczęła blaknąć, w miarę gdy oriental dowiadywał się więcej o leśnych dzikusach. – Ciężko uwierzyć w taką historię na słowo. Szczególnie kotu, z którym się wygrało w walce. – trzepnął ogonem – Jeśli go znowu spotkam to pewnie poruszę ten temat... Pamiętasz jak się nazywały kocięta z tego miotu? – nawet jeśli wszyscy uciekli w świat, imiona brzmiały jak przydatna wiedza. Już sobie wyobrażał panikę w bursztynowych oczach, gdy mimochodem wspomni o braciach i siostrach, gdy Kąkol zorientuje się, że Orion miał okazję usłyszeć więcej o jego przeszłości z innego źródła. Brzmiało to ciekawiej niż prosta konfrontacja.
Kolejna informacja spadła niespodziewanie, gdy był pochłonięty planowaniem przyszłej rozmowy z rudym kłamcą, więc zdołał jedynie zamrugać kilkukrotnie ze zdziwieniem, podczas gdy mózg próbował przetworzyć wieści. Z marnym skutkiem.
– Na osiedlu? Czemu?
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości