Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Jak ja, z Cienia - mruknęła. Ciekawe, czy mieli wspólnych przodków. I tak w to wątpiła, bo Słodki na pewno nie miał żadnej więzi krwi z nikim z Cienia, a Jesionowa... Może i Dynia był stary, ale nie tak stary, żeby pamiętać czasy jeszcze przed Lamparcim.
- Dobrze, rozumiem, i pamiętaj że zawsze tutaj jestem, gdybyś mnie potrzebował. Nie bój się mnie prosić, gdybyś potrzebował pomocy w przejściu do Klanów albo gdybyś potrzebował kogoś do opieki nad kociętami - zagwarantowała. Podejrzewała, że młode na pewno kiedyś będą chcieć pójść do Rzeki i poznać się ze swoimi przodkami. Tylko wątpiła, że będzie do tego czasu pośród nich.
Kolejnych słów kocura słuchała z zapartym tchem. Rodzina była czymś więcej, niż zapełnieniem dziury po samotności. Ona była... Częścią Raniuszka. I byłaby też częścią Kos, gdyby każdy z bliskich jej kotów ostał się choć chwilę dłużej. W pewnej chwili po prostu się wyłączyła się i słuchała przez mgłę. Wystarczy jej bólu na dziś.
- Ja... - odparła jedynie na pytanie. Oczywiście, że chciała być jego rodziną, chciała gdziekolwiek należeć i przestać czuć się samotna. Ale Raniuszek nie był Tsunami i nie był swoimi kociętami. Mogła więc mieć kogo, ale pozostali członkowie rodziny Raniuszka mogli jej kompletnie nie znosić. - Ja by chciała. Chciałabym być w jakiejś rodzinie - wydukała w końcu. - Wasza rodzina jest... Bardzo duża - zauważyła. - Tsunami, jej rodzina, i twoja, dla której pewnie będę tylko Strategiem i Radną... Nie pasowałabym do waszej rodziny. Za wiele was łączy, żebym mogła tam dojść - przyznała. - Ale może kiedyś uda mi się założyć własną... - no, to musiała się spieszyć, niewiele czasu jej zostało. - Myślisz, że mogłabym kiedykolwiek założyć własną rodzinę? Mieć własne kocięta? Teraz, w takim wieku, z takimi obowiązkami? - spytała niepewnie.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Pokiwał łebkiem ze zrozumieniem. To już dwa koty, które pochodziły z Cienia będące tutaj, w Nowym Świcie... ciekawiło go, co skłoniło je do odejścia z dotychczasowego miejsca zamieszkania, w obcy świat. Czy tak jak on potrzebowały zmiany, a raczej szansy na zmianę? Czy szukały przygody, tak jak on zawsze chciał?
- Dziękuję ci, Kos... Zapamiętam twoje słowa. Wiedz, że możesz na mnie liczyć... tak jak ja mogę liczyć na ciebie. - uśmiechnął się promiennie, choć jego lekko zaspany wyraz pyszczka trochę to zaćmił. Widać było, jak bardzo tej kotce zależy na stadzie, na innych kotach... Było to szczerze wzruszające. Po raz kolejny Raniuszek pomyślał o tym jakim szczęściarzem jest, że trafił na tak dobre koty w swoim życiu. Gdyby nie one, byłby teraz zupełnie inny i pewnie nadal tkwiłby na jakimś rozdrożu, nie wiedząc co ze sobą zrobić...
- Myślę, że byłabyś bardzo dobrym dodatkiem do moj- naszej rodziny... Rodzina jest po to, żeby wspierać siebie nawzajem, dawać sobie ciepło i miłość... A te rzeczy są czymś, na co zasługujesz, i czymś co chciałbym ci zaoferować, jako członkini mojego stada i... może, jeśli byś chciała, przyjaciółce. Jednak rozumiem, że nie wolno też robić nic na siłę w sprawach uczuć. - pokiwał powoli łbem, jakby smutno patrząc na kotkę. Jednak uśmiech ani na moment nie zniknął z pyszczka srebrzystego. - Wiesz, Kos, moja własna mama urodziła mnie będąc... mniej-więcej w twoim wieku, tak sądzę. Na świat przyszła piątka kociąt które wciąż byłyby całe i zdrowe w Klanie, gdyby nie zaginęły z dnia na dzień... tak jak zresztą zrobiłem teraz też ja, więc żadne z nas nie zostało w Klanie Rzeki... ale to nieistotne. Chcę ci powiedzieć, że twój wiek nie jest przeszkodą. I myślę, że twoja rola w stadzie tak samo. Widzę, że jesteś zapracowana i to byłoby wtedy jeszcze ciężej ze sobą pogodzić, jednak... Gdybyś kiedykolwiek się na to zdecydowała, ja ci pomogę, i nie wątpię że zrobi to jeszcze niejeden kot z Nowego Świtu. - uśmiechnął się nieco szerzej, mrużąc błyszczące z emocji oczy.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Skinęła głową. Dość już tej słodkości i biadolenia o ciągłej pomocy. Kos do tego nie przywykła i było to dla niej bardzo dziwne uczucie. Ten moment, kiedy w zupełności polegasz na kimś innym, nie na sobie. Przecież ktoś może cię zawieść, zniknąć... Raniuszka przecież mogła dotknąć klątwa Kosowej, a ostatnie czego teraz potrzebował Nowy Świt to zniknięcia ojca kociąt. Nowicjusze byli potrzebni i zdrowe koty, niedotknięte bólem traum, również.
- Ja tak, chcę... - Gwiezdni kochani, jak ona pragnęła w końcu poczuć przynależność i miłość - Tylko... Spytam się o to twoje kocięta, gdy podrosną, dobrze? Chcę, żeby było komfortowe z ciotką, o ile mogłabym nią być, która nie jest z nimi związana żadnymi więzami krwi - wyjaśniła swoje rozumowanie. Niby dla kociąt nie robi to żadnej różnicy, kogo nazywają ciotką - ważne, że kocha i jest blisko, - ale... Już nie wiedziała co. Po prostu nie wydawało jej się, że przyklejanie się do rodziny było sensowne. Nie chciała, żeby kolejny koty umierały lub znikały w niewyjaśnionych okolicznościach. Straciła już nadzieję, że kiedyś będzie dobrze.
- No tak... - jakoś od początku wiedziała, że nowoświtowcy jej pomogą i nie będzie mogła na nich liczyć. - Ale... Ja nie mam partnera i jestem zdecydowanie za stara, żeby go szukać. I... Myślisz, że... Mogłaby mieć kocięta? Takie bez ojca? - spytała nieśmiało.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Oczywiście, że drugi kot, kot któremu się ufa, mógł zniknąć. Właściwie groziło to kotu w każdej chwili - świat jest niebezpieczny, nigdy nie wiadomo co się wydarzy i kiedy... Raniuszek wiedział, jak to jest kogoś stracić aż za bardzo. Oh... Kos pewnie również znała to uczucie dobrze, skoro była tak samotna. Musiała mieć kiedyś rodzinę, ale co się z nią stało? Cóż, to nie jego sprawa. Byłby już kompletnie głupi, gdyby o to pytał!
Uśmiechnął się na odpowiedź kotki i pokiwał łbem. W końcu rozumiał jej podejście - dziwnym było wtrącanie się do czyjejś rodziny, sam czuł się dziwnie dołączając do stada z którym nie był spokrewniony. Nie mógł jej ani trochę winić. A jemu samemu też bardzo zależało na dobrym samopoczuciu swoich kociąt! Z tym absolutnie nie mógł się kłócić.
- Oh, Kos, mam wrażenie że za mocno nad tym myślisz... - odparł z troską w głosie, ale też delikatnym rozbawieniem. Sam przecież nie myślał o takich rzeczach odchodząc z Klanu Rzeki, a wszystko skończyło się dobrze! - Kocie rodziny mogą wyglądać bardzo różnie... Na przykład gdyby mój rzeczny przyjaciel tutaj był, w Nowym Świcie, to moje kocięta miałyby dwójkę ojców! Czy to nie brzmi ciekawie? Nie słyszałem o czymś takim aż mój brat nie znalazł sobie partnera i nie doczekali się kociąt... a tu proszę bardzo, dwoje kocurów może tworzyć szczęśliwą rodzinę! Ale wiesz, co jest najważniejsze? To nie dwójka rodziców, tylko miłość. Miłość jest najważniejsza w każdej rodzinie, nieważne jak wielkiej! Nawet duża rodzina jest rodziną tylko z nazwy, jeśli brakuje w niej miłości... a z drugiej strony dwójka niespokrewnionych ze sobą kotów, albo matka i dzieci bez ojca, albo takie dwie kotki z kociętami, to wszystko może być rodziną, jeśli pomiędzy nimi jest wielkie, szczere uczucie, którego nie boją się sobie okazywać! - rozpromienił się i patrzył na chwilę na Kos, zaraz zorientowawszy się że troszkę odbiegł od tematu. - Chodzi mi o to, że w moim zdaniu, nawet bez jednego rodzica kocięta mogą być szczęśliwe. Tak długo, jak ich jednej matce zależy i tak długo, jak ona je kocha i im tą miłość pokazuje.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Czy za dużo nad tym myślała? Oczywiście. Ale gdyby wzięła sobie dwa czy trzy dni wolnego, kto przejąłby jej górę patroli i polowań? Kto zarządzałby wszystkimi szkoleniami i przydzielaniem patroli granicznych? Przecież po porodzie nie będzie w stanie wszystkiego ułożyć, a jeśli... Może faktycznie za mocno to analizowała? Kiedy Tsunami zachodziła w ciążę, działo się to nagle, bez ostrzeżenia i zawsze jakoś udało się jej załatać dziury w patrolach. Może ktoś też byłby w stanie to zrobić? Albo lepiej - może Kos wychowywałaby sobie powoli kolejnego Stratega?
Trzeba był przyznać, że Raniuszek rozczulił Kos swoją przemową o rodzinie. Mogła sobie pozwolić na odpoczynek, prawda? Gdy Dynia czy Wieszczy był w jej wieku, dawano im mniej obowiązków. Ona też wiecznie żyć nie będzie, kiedyś Nowy Świt będzie musiał się obejść bez niej... A może by tak warto raz spróbować? Raz zrobić coś dla siebie, nie dla innych? Może akurat jej kocięta nie będą przepadną jak wszystkie inne w pozostałych miotach?
- Może masz rację? - westchnęła. Naprawdę, nie wiedziała co robić. Z jednej strony mocno pragnęła, żeby pozostał po niej jakiś ślad, a z drugiej... Przecież tyle rzeczy może pójść źle. - Wiem, że Nowy Świt na pewno mnie wspomoże, ale co z patrolami? Co z polowaniami? Jestem prawie tak wielka jak ty, urodzę dużo kociąt, kto wykarmi te wszystkie małe pyszczki? - spytała go, choć pewnie dostanie odpowiedź podobną do poprzednich. Wszyscy jej pomogą, to pewne. Tylko ona sama musi się w sobie przemóc i pozwolić sobie pomóc.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Albo to Kos za dużo myślała, albo on myślał za mało... Ale Raniuszek uznał, że coś musi być na rzeczy i to ta pierwsza opcja ma więcej sensu. W końcu niejeden kot z ważnym stanowiskiem miewa kocięta! Oh, na przykład Barwna Woda, partner jego brata, ma teraz dwójkę młodych a jest medykiem! Oczywiście, to nie on je urodził, ale wciąż... według byłego rzeczniaka ta logika była jak najbardziej logiczna.
Właśnie tak uważał, że każdy powinien mieć jednak trochę czasu dla siebie. Nie powinno się spędzać życia tylko na obowiązkach, nieważne jak istotne one są, prawda? Powinno się myśleć o sobie, powinno się czasem być nieco samolubnym i spełniać swoje marzenia!
Uśmiechnął się na jej słowa.
- Póki co nie jestem bardzo przydatny... Moje własne kocięta zmuszą mnie do odpoczynku przez pewien czas, jestem tego pewien... ale... Kiedy wrócę już do sił, to zacznę trenować. I gdybyś ty wtedy miała kociaki, ja mogę samodzielnie dla was polować, Kos! - miauknął wesoło, choć gdzieś z tyłu głowy wiedział o tym, że może brzmi to zbyt optymistycznie. - Chcę żebyś wiedziała, że w takim stadzie... nigdy nie jesteś sama. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał pomóc. Mam tylko prośbę... żebyś się nie przemęczała tym myśleniem i zastanowiła się, czego naprawdę chcesz. Zrób to dla mnie... - uśmiechnął się jeszcze raz, nieco sennie. I ziewnął, oh. Chyba jednak był trochę zmęczony z tych wszystkich emocji.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Chyba Raniuszek miał rację. Na starość przyda jej się krótka emerytura i odpoczynek przed śmiercią, a z kociakami przynajmniej zostawi po sobie jakiś ślad. No i najważniejsze - rozwinie się Nowy Świt. Miot Raniuszka i tak im dużo pomógł, a gdyby doszła kolejna ósemka maluchów... No, można naprawdę zacząć się zaliczać jako liczny Klan. Będą wtedy prawie tak duzi jak Cień za jej czasów. Ciekawe jak teraz u nich z wielkością...
- Masz rację - odpowiada zdecydowanie. Kiedyś będzie miała własne kocięta. Może nie teraz, może dopiero za księżyc czy dwa, ale kiedyś się ich doczeka. Na razie musi dać Raniuszkowi czas na regenerację, bo bądźmy szczerzy, może być krucho jeśli jej zabraknie. A kiedy kociaki Raniuszka trochę podrosną, i on sam nauczy się polować i walczyć... Byłoby cudownie. - Ja... Dziękuję Raniuszku. Naprawdę ci dziękuję. I... Myślę, że kiedyś mi się uda. Wiesz, z kociakami. - na pewno to "kiedyś" musi nastąpić niedługo, ponieważ czas ucieka i zaraz pewnie już nie będzie mogła zostać matką. No cóż.
- Chciałabym ci podziękować Raniuszku - mruknęła szczerze, gdy ten zaczął ziewać. - Dużo dla mnie znaczyła ta rozmowa. A teraz odpocznij, potrzebujesz chwili przerwy. Dobrych snów! - mruknęła na pożegnanie.
//zt!