Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Fantastycznie, kolejny pta… Chwila. On wcale nie zamierzał siadać na gałęzi, a zamiast tego wylądował na ZIEMI, na co wojownik automatycznie drgnął i ugiął łapy, jakby się czegoś przestraszył, choć miast strachu, poczuł bardziej zaskoczenie. Oblizał pysk i w pozycji łowieckiej ruszył do wrony, co jakiś czas chowając się między drzewami. Zamierzał zbliżyć się do niej na tyle blisko, by móc na nią skoczyć i szybko uśmiercić.
Ptaszysko nie spodziewało się towarzystwa, więc gdy kątem oka dostrzegło nadciągającego kota, za późno już było na wzbicie się w powietrze. Wrona zdołała jedynie urwać kocurowi jeden z wąsów nim ten pozbawił ją życia.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Syknął, kiedy wrona niespodziewanie wyrwała mu wąsa, ale nie popuszczał i zaciskał zęby coraz mocniej, żeby uleciało z niej życie, co też wkrótce się stało. Puścił ją z cichym sapnięciem, mając ochotę jeszcze walnąć ją za to łapą, ale zamiast tego jedynie uderzył w błoto. Wredne ptaszysko. Potrzebował chwili na uspokojenie się, ale wreszcie zakopał czarne stworzenie i ruszył dalej, nie czując jeszcze jakiegoś mocnego zmęczenia.
Czy drozd był świadkiem wroniej śmierci i dlatego schował się na gałęzi? Nie, raczej nie, bo do uważnego mu wciąż było daleko, poza tym znajdował się w niższych segmentach drzewa. Co prawda wciąż nie dało się obejść bez wspinaczki jeśli chciało się do niego dostać, ale znajdował się na tyle nisko, że nie było ryzyka urazu, gdyby łapa sie omsknęła na gałęzi.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Już nawet starał się nie patrzeć na drzewa, bo szkoda nerwów na to. Nie wiedział, czemu sobie to zrobił, dlaczego wybrał to miejsce. Choć tak po prawdzie klan Cienia składał się głównie z lasów, więc nie miał dużego wyboru. Co za ironia. Udając, że nie widzi drozda, ruszył dalej. Fajnie byłoby jakiegoś zająca czy królika znaleźć, a nie to. W sumie, mógłby spróbować się rozejrzeć za czymś takim.
Niestety, po dłuższych poszukiwaniach stracił ostatecznie cierpliwość i wróciwszy po poprzednie zdobycze postanowił skierować się do obozu.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxSzła obok granic Cienia, klanu który tyle razy mijała i trzymała się najbliżej, a mimo to nie znała praktycznie nikogo, kiedyś mogłaby powiedzieć Kukułcza Łapa, ale teraz? Nikt taki nie istniał, nie znała nikogo. Ciekawił ją ten najmroczniejszy klan ze wszystkich, ukryty między drzewami ze smrodem bagna i innych mokradeł, które czuła niezależnie gdzie stała. Wydawał się brudny, a mimo to interesujący. xxxxPowolny krok, lustrowanie wzrokiem terenów i ten smród cienistych granic, który znaczył tak dużo, a naprawdę nie znaczył nic. Nie wkraczała na te bardziej tereny należące do tego konkretnego klanu, sama nie była pewna co tutaj robi, bo po co jej znajomi w klanie od którego ktoś uciekł, a mimo to? I wtedy zauważyła stworzenie - wielkie, masywne, dumne i piękne? Wydawało się, że śmieszna sprawa, bo już nawet z tego miejsca potrafiła stwierdzić, że to cudo było starsze od niej, a jednak była onieśmielona. Nie wiedziała skąd się wzięła chęć w niej do zagadania, ale coś czuła, że mogłaby być to śmieszna interakcja, jeśli dobrze by się poprowadziło rozmowę, więc... xxxx– Jak Ci mija dzień? – zapytała przecinając powietrze swoimi słowami, a jej zielone ślepia utkwiły w jedynym punkcie, który nie był niczym innym, niż sylwetką kota.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Porzeczkowa Peatka nie patrolowała granic o dziwo - to nie było jej, przynajmniej dzisiaj, zadanie. Mogła, lecz po prostu nie dziś - dzisiaj chcąc zebrać dla rodziny lepsze kwiaty i mech wyszła niedaleko granic z Dużym Grądem - terenem dość osobliwym z daleka, a przy którym rosło to, co chciała i potrzebowała.
Zielone liście i płatki puszczały soki, a sama dymna matulka trzymała się czasu wyznaczonego - do czasu przyjścia następnego patrolu.
Może młodsi przyjdą na czas, bądź nie, lecz Porzeczkowa Pestka wiedziała, że co złego, to jej nie trafi. Nie dzisiaj, przynajmniej.
Dymna matulka wzięła duży wdech powietrza, pozwalając przefiltrowanemu powietrzu z różowego noska rozejść się po jej płuckach, przy czym wypuściła je powoli.
Spokojny dzień po za obozem, lecz niedługo będzie trzeba wracać.
Porzeczkowa Pestka podskoczyła, słysząc nieznany głos.
Jej uszy również skręciły w stronę głosu, a za granicą z Dużym Grądem, Porzeczkowa Pestka ujrzała kota.
Jej rzęski zatrzepotały.
-Musze cię prosić o trzymanie się granicy. Tak będzie bezpiecznie dla ciebie, kochanie. - Odpowiedziała dymna matulka spokojnie, jakby była to rzecz codzienna, lecz jej złoty jak zachód słońca wzrok przyglądał się przybyszce z zaciekawieniem i zza rzęs. Kotka nie mogła być starsza jak ona sama - o nie, była o wiele młodsza, a Porzeczkowa Pestka tylko ugryzła się w język.
- Coś lub ktoś cię tu sprowadza? Jak cie zwą, moja droga? - Spytala wprost. Wojownicy mieli być lojalni. Nawet mając przyjaźnie po za klanem. Nie mogła dymka jednak przypasować takiej persony do żadnego z wojowników, czy terminatorów.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxWielka kocica zwróciła oczy w stronę Onyks, a ona tak jak wcześniej niewzruszenie chociaż delikatnym uśmiechem patrzyła w jej stronę i nie bardzo wiedziała czemu, ale widziała w jej zachowaniu cząstki zadziorności. xxxx– Nie zamierzałam jej przekraczać, słoneczko – odpowiedziała równie spokojnie i obserwowała dalej z zaciekawieniem to co się działo na pysku kocicy, ale również i jej język ciała. Nie była pewna tego spotkania, szczególnie jak drugim pytaniem było zaciekawienie jej imieniem, ale tym razem nie czuła się zła na rozmówczynię. Cicho się zaśmiała. – Musi mnie coś sprowadzać? Przechodziłam niedaleko… potem wypatrzyłam Ciebie i tak o to teraz rozmawiamy. Jestem Onyks, a do Ciebie jak powinnam się zwracać, skarbie? – zapytała filuternie, a potem przysiadła się w miejscu, w którym stała, mając cichą nadzieję, że kocica do niej podejdzie i rozmowa nie skończy się na tym co teraz zostało powiedziane.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Dymna matulka tylko zamrugała i uśmiechnęła się ciepło na zadziorne słowa przybyszki. Podniosła okrągły pyszczek, odziany w dymne przejaśnienia o falistym usposobieniu.
-Dobrze, moja droga.
Słoneczko. Czarna matulka rzadko słyszała owe słowa, niżeli z mordki jej partnera. Jeszcze chwila i poczułaby się jak kilkuksiężycowa terminatorka, która posiada wypieki na polikach od byle czego. Teraz jednak poczuła lekkie ciepło na uszkach okrągłych, nic więcej.
Samotnik mógł kłamać. Taka była prawda. Lecz samotnik to też kot. A kot ciekawą istotą mógł być, a jeszcze ciekawsze rzeczy mógł widzieć, szczególnie samotnik wędrowca.
Ładne słówka nie wystarczą. Ale są dobrym startem.
- Zwą mnie Porzeczkowa Pestka. Tyle na razie powinno nam wystarczyć. - Zaczęła dymna delikatnie, pozwalając na rozluźnienie się mięśni. Podeszła delikatnie bliżej granicy.
- Powiedz mi - przechodziłaś niedaleko, a gdzieś była, gdy byłaś daleko? O ile ma ciekawość jest mile widziana, oczywiście. - Skinęła z lekka łbem i złotym zwrokiem ciepło wbiła się w kościastą sylwetkę, tak inną od tego, co było w Klanie cienia.
Może Onyks wie coś, czego ona nie?
-Oraz twe imię niezwykłe, czarnowłosa. Cóż ono oznacza?
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– Porzeczkowa Pestka, trudno się do Ciebie dostać, a na zewnątrz jesteś cierpka? Czy jak wystarczająco dobrze się z Tobą porozmawia to będziesz słodsza, niż miód? – zapytała łagodnie i wyprostowała się jeszcze bardziej, pochylając się w stronę wielkiej długowłosej z delikatnym uśmiechem i błyskiem w zielonych oczach. – Och, szłam sobie w poszukiwaniu kogoś do przyjemnej rozmowy, najpierw przy koniach, a poza tym nadal poznaję Wasze strony i szukałam swojej dobrej znajomej – skłamała bez zająknięcia. Chociaż nie było to całkowite kłamstwo, chciała z kimś pogadać, ale nie szukała Kukułki, była tutaj by zapoznać kogoś z Cienia, ale jakoś nie myślała, że to najlepsze zaczęcie znajomości. Nie było złe, ale nie chciała od razu dać się złapać na tym, że wypatrzyła ją przez sam fakt, że się tutaj kręciła. xxxx– Onyks to minerał, bądź po prostu kamień, bardzo rzadko spotykany i wyjątkowy w swoim wyglądzie oraz działaniu.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Może Porzeczkowa Pestka była lekko zdziwiona w duchu na taką...Błachość? A może i odwagę samotniczki w jej słowach, jakże to słodko dobranych ku jej osobie - nic jednak mylnego, że w tak kluczowym momencie dałaby to po sobie poznać.
Zamrugała rzęsami i rozluźniła się, usiadając przy granicy i otulając się masywną kitką w kolorze gwieździstego nieba.
-Kto wie, może będziesz tą pierwszą by to odkryć i się dowiesz, podróżniczko? - Zadeklarowała ciepłym tonem melodyjnego głosu.
Samotnik nie musiał wiedzieć o niej nic, lecz przyjaciel? Takowy mógłby poznać to i owo, gdyby tylko chciał.
Lecz pierwsze lody nadal były ta tej tafli wody.
Porzeczkowa Pestka po swoich słowach ukryła na moment mordkę za ogonem, uśmiechając się delikatnie.
Poczuła ciepło na nosie, polikach i uszach, lecz mniejsza z tym.
-Konie. Nie sądziłam, że ktoś przy nich próbuje szukać znajomych. Sądziłam, że tylko prychają te kopytne bestie. - Puściła pokryjomu oczko przybyszce.
Uniosła brewkę.
-Dopiero poznajesz tereny, a już wcześniej zdążyłaś poznać jakąś dobrą znajomą? - wzruszyła dymna panna barkami. -Nie będe pytać dalej, skarbie. Brzmi jakbyś dbała o tą duszyczkę. Uroczo.
Długi, falisty ogon odsłonił ponownie masywną damulkę, a ta uniosła bródkę.
- Imię godne właścicielki, w takim bądź razie. - Miauknęła urokliwie nocna panna.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxDelikatny i subtelny uśmiech siedział na jej pysku, oczy skrzyły się w odważnym blasku i śledziły poczynania wielkiej kotki, która jakby nigdy nic obserwowała, Onyks poczuła w sobie nutkę zaciekawienia. Zazwyczaj jej słowa wzbudzały jakieś emocje, a tutaj piękna istota nie dawała po sobie poznać niczego, kompletnie niczego, aż wzięła głębszy oddech. – Nie pogardziłabym takim odkryciem, szczególnie jak tyle się może kryć pod cierpkością. – delikatnie wymówiła, a jej kły wyłoniły się jakby potwierdzając, że chętnie rozedrze skorupę, a może raczej skórę owocu, który się przewijał w tej rizzowej metaforze. xxxx– Och, rozmowa z nimi raczej kiepska, ale jeśli Cię polubią to możesz przejechać się na ich grzbiecie, udało mi się raz czy dwa tak pojeździć – wyjawiła dość szczegółowo jedną z jej skrywanych historii, a prawdą było, że miała ich bardzo dużo, nie uciekła z miasta by mieć jedną czy dwie błahe opowiastki. Nie ona. – Dbam – skwitowała z lekkim zdziwieniem, bo brak wciska nosa w nie swoje sprawy był czymś niespotykanym zazwyczaj. Powiedziałaby, że ona dawno by stała się podejrzliwa, ale najwyraźniej ogromna istota nie czuła takiej potrzeby; dlaczego i w sumie co sprawiało, że imponowało to czarnowłosej? xxxx– Schlebiasz mi, słoneczko – stwierdziła z pewną dozą urokliwości i twardości w głosie, jakby powstrzymywała się przed czymś. Chciała podejść, ale nie potrafiła tak po prostu tego zrobić, szukając luki w całej rozmowie, gdzie dałoby się zrobić coś bez narażania się na przekraczanie granicy i nie chodziło na pewno o tę klanową. Wstała podchodząc bliżej z najgłupszym pomysłem jaki mogłaby użyć w swoim wieku i w wieku kocicy, ale… zaryzykowała. Nachyliła się nad szyją, jeśli Porzeczka jej na to pozwoliła i delikatnie chapsnęła ją w szyję, by ostatecznie wyszeptać. – Miałaś coś na futerko – oczywiście jeśli tylko wcześniej dostała pozwolenie.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
W ostatnich dniach była jakaś istna M A K A B R A.
Szum? Zniknął. Jej trening nie ruszył się nawet o jeden, maleńki koci kroczek. (pomijając fakt że technicznie go skończyła, ale wciąż nie przerobiła w pełni walki, więc była zła!!1!) Kto jeszcze zniknął? Krecik! Jej siostrzyczka, której nie widziała w obozie już od dłuższego czasu, ale w życiu by nie pomyślała, że porzuciła ją i Ślimaczek! A o Płomykówce nawet wspominać nie będzie, po której słuch zaginął już zanim zostały Terminatorami. Co jeszcze się stało? Ich Przywódczyni umarła. Wzięła i ją zagryzł pies, czy coś takiego. Wstrząsnęło to chyba całym klanem, a teraz musieli czekać aż wróci Pies. Więc... Zadziało się... Dość dużo. A Kózka miała tego wszystkiego dość.
Potrzebowała spędzić czas samotnie. Kiedy w jej głowie odbywały się wszystkie możliwe scenariusze, to dotyczące jej sióstr, to zastanawiając się gdzie podziało Szuma, to główkując nad tym, jak będzie brzmiało jej przyszłe imię. I miała kompletnie dość tego wszystkiego. Myślenia, siedzenia w obozie, k o t ó w. Z samego rańca, tak wcześnie że ledwo co było widać, Kozia Łapa wylazła z obozu i ruszyła w stronę granic. Pospacerować. Może na polowanie. Nie wiem. Zobaczy się, co znajdzie.
Samotne spacery, czy też spacerowe polowania w samotności mogły przysparzać kłopotów lub doprowadzać do niechcianych sytuacji, jednak nie tym razem. Kozia Łapa miała szczęście w nieszczęściu, spokój w okolicy oznaczał brak owych kłopotów, ale również brak zwierzyny. Usłyszeć można było tylko śpiew ostałych ptaszków gdzieś szybujących wysoko pośród koron drzew oraz szelest liści poruszonych przez nieprzyjemnie chłodny poranny wiatr.
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Księżyce: 87 Mistrz: Szumiący Wodospad [*] Płeć: Kotka Zaimki: Ona/jej Matka: Astrowy Płatek [NPC] [*] | Macaroni [NPC] [biol.] [*] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [NPC] [*] Partner: Kudłaty Obłok [*] Życia: 9 Trwałe urazy: Zadrapanie przecinające lewe oko, dwa równoległe zadrapania na czubku głowy [jastrząb]; ślady pazurów na pysku, ślady kłów na prawej, tylnej łapie [pies]; płytkie, długie zadrapanie na klatce piersiowej [borsuk]; brak prawego ucha [borsuk i pies]; rozległe rany cięte na piersi, głębokie zadrapania na grzbiecie na odcinku lędźwiowym [borsuk] Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, a drugi przy 100k (powód: złamanie kości promieniowej)
Nieco spokojniejsza niż za młodu, gadatliwa, narwana, overthinker [KP]
Śnieżna Łapa [KC], Napoleon [S/GPP]; Czterolistna Koniczyna [GK, Mg]
Cisza jak makiem zasiał. No cóż, w jej obecnej sytuacji było to jednocześnie relaksujące, jak i szalenie irytujące. Pomimo, iż chciała się na moment uwolnić od gwaru panującego w obozie, to w tym momencie było... Cicho. Zbyt cicho, nawet z ćwierkającymi w tle ptaszkami.