Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Kto by pomyślał że w tak ładny i spokojny dzień, Płomyk spotka jakąś duszę na tych terenach. O ile dobrze widział to większość odpoczywała w obozie lub wybierała się na spacer w jakieś… barwniejsze i ciekawsze miejsca. No bo tutaj to tylko były drzewa i krzaczki. Nic ciekawego. A jednak. Ktoś postanowił się tu wybrać. Wyczuł znajomy mu zapach. Spojrzał w dół i spostrzegł nie kogo innego a Wirującego Zadka. Kto by pomyślał, że per zastępca czasem też odpoczywał. O ile odpoczywał, kto wie. Dziwne było to, że nie było go w obecności jej siostry. Oh? Postanowił się choć na chwilę od niej odkleić? Niespotykane.
Irytujące było zachowanie lowelasa. Tak bardzo było widać jak jest zakochany w jej siostrze i głupek dalej był friendzonowany. Nic z tym kompletnie nie robił! Czekał na cud czy co? Chociaż oglądanie go czasem w takim stanie było komiczne. Zwłaszcza jak próbował coś tam zrobić a potem Popiel zbijała go z tropu. Cóż rzec, lubił jak jego serce czasem cierpiało. W skrócie : lubił go denerwować i go drażnić. Stało się to wręcz jego hobbym. No bo co na stare lata miał teraz robić? Tylko Wirek w klanie Cienia dostarczał mu rozrywki. Więc… samoistnie jakoś nie wściekał się na niego mocno. A przynajmniej nie tak jak kiedyś, kiedy o mały włos się nie pozabijali.
Zauważył, że obok niego wisiała fajna szyszka. Płonący Las doskonale wiedział co z nią zrobić. Urwał ją z gałęzi a następnie czekał gdy tylko zastępca zbliży się do jego drzewa. Gdy wyczuł odpowiedni moment, upuścił szyszkę. Los chciał że wylądowała mocno na głowie burasa. Płomyk trafił w dziesiątkę.
Zaśmiał się głośno a następnie spojrzał się na zastępcę z góry. –Uwaga na głowę. Zapowiada się dziś na szyszkowy deszcz. – zarechotał.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Nie spodziewał się absolutnie, że jego samotny spacer zostanie tak nagle przerwany i zrujnowany... przez szyszkę. Znaczy, normalnie nic by z tego nie zrobił. Ot, poprzeklinał sobie trochę pod nosem, pomarudził na los, który sprawił, że ta szyszka spadła mu konkretnie na łeb, ale nic więcej. Ale ponieważ najpierw dostał, a potem nie dość, że po uniesieniu głowy zobaczył Płonący Las, to jeszcze ten odezwał się, na co bury zastępca natychmiast zmrużył oczy. Czy naprawdę, jak już mu się życie zaczęło układać, to musiał się pojawić ten oto gość? Już niemal zapomniał o ich poprzedniej bójce, o tym, jak nieomal nie poszedł na dno i stracił życie. Starał się go unikać jak mógł, spotykając go tylko po to, by zaprosić go na patrol, oczywiście z innymi wojownikami, bo on na swoje patrole go nie brał. Nawet o treningi go nie zaczepiał, bardziej ufając słowom jego terminatorów - więc na przykład chodził do takiego Ogórka by spytać o postęp treningu, a nie do syna Wichrzaka.
- Dziękuję że mówisz, ale dopiero po fakcie - syknął w jego stronę, gniewnie rzucając ogonem na boki. - Nie za dobrze ci na tym drzewie? Może poszedłbyś zapolować, albo udawać chociaż, że coś robisz? - dopytał unosząc lekko jedną z brwi. Nie to, że należał do kotów, które wszystkich ganiały do pracy, ba, uważał, że czasami każdemu przyda się chwila odpoczynku, by być bardziej wydajnym, ale kocur irytował go do tego stopnia, że równie dobrze był w stanie skorzystać teraz z przywileju zastępcy i wysłać go na dodatkowy patrol. Na przykład pod pretekstem że pożoga mogła wrócić, czy coś.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Jeżeli chodzi o trening Ogórka to była tak jak z każdym terminatorem Płomyka. Na początku byli mocno zaangażowani a po chwili łapało ich choróbsko lub znikali. A w najgorszym przypadku po prostu umierali. Czemu? Kto wie. Sam kocur uważał, że najwidoczniej Gwiezdni chcą dać innym do zrozumienia, że Płomyk nie jest dobrym nauczycielem. Bo tak było. Nie miał cierpliwości do irytujących smarkaczy ani też chęci pilnowania ich cały czas. Mógł sobie mówić co chciał ale i tak robili swoje. No to niech robią swoje. Jego to mało obchodzi.
Tak wiec jak na razie trening stał i to nie z jego powodu. Może znów ruszy jak Ogórek wyzdrowieje ale kto wie. On już stracił nadzieje w młodych.
Uśmiechał się głupio w stronę Wirka. W ogóle się nie przejmując jego warknięciami. Nie bał się go. Czemu? Po pierwsze był jedną wielką masą futra z tycim móżdżkiem. Po drugie Wirek nie mógł się na niego rzucić bo był Płomyk przecież jego wybawcą. Więc miał taką małą kartę przetargową. – Ah… A ty jak zwykle nie masz poczucia humoru. – westchnął przeciągle. Nic dziwnego, że jest sam jak ten palec. – W przeciwieństwie do Ciebie nie myślę tylko o robocie. Powinieneś również zacząć. – rzucił luźno.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Puchacz też nie miał szczęścia do terminatorów, więc mogliby sobie przybić piątkę; gdyby nie byli kotami i nie nienawidzili się z całego serca. Bo w momencie, kiedy jest się kotem i nigdy o czymś takim nie słyszało to ciężko przybić piątkę. A szczególnie z wrogiem! Chyba przy okazji odgryźliby sobie nawzajem te łapy, o ile nie baliby się dostać świerzbu, czy czegokolwiek innego. W każdym razie, udało mu się wytrenować choćby Kąsające Zimno, choć ta była na finiszu treningu, czy Czapli Trzepot, ale na przykład ostatnia trójka jego terminatorów nie była szczęśliwa. Sowia Łapa był dosłownie opętany, Żmijowa Łapa był tak specyficzny, że sam Puchacz nie wiedział co o nim sądzić, a Omszała Łapa... cóż, ona miała największy potencjał, ale była dość chorowita i rzadko ostatecznie przychodziła na swoje treningi. Bury mógł już właściwie zacząć podejrzewać, że nim odejdzie z tego świata, to nie uda mu się wytrenować żadnego terminatora - o ile nie nastąpi jakiś cud, bo wątpił, by miał dostać jakiegoś nowego, skoro miał teoretycznie trójkę podopiecznych; a jakich to inna sprawa.
- Widocznie ta szyszka sprawiła, że mój humor odwrócił się całkowicie - burknął, poruszając ogonem z widocznym niezadowoleniem. Dlaczego ten bury pchlarz musiał mu tak działać na nerwy? Czy już zaczął przez niego siwieć? Doprawdy, jeśli zrobi się siwy przed setnym księżycem, to na pewno będzie to jego zasługa i nikogo innego! - A może jednak to twoja obecność potrafi popsuć humor nawet najbardziej wesołemu kotu? - rzucił po chwili, lekko wzruszając barkami, jakby wcale nie był tego pewien, a dopiero zaczął rozważać taką, a nie inną opcję. - A ty powinieneś zacząć o tym myśleć, bo widocznie za bardzo ci się nudzi - odszczeknął, mrużąc nieco oczy.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
– W takim razie byle co może Ci popsuć humor. Widać czyje masz geny. – zaśmiał się cicho pod nosem. Był tak samo gburowaty jak Krogulec w tym wieku. Dosłownie dwie krople wody. Może to jest dziedziczne? I na przykład Ostremu Kwiatowi tez tak się zrobi na starość? Kto wie. – Ta jasne. Jestem najbardziej rozrywkowym gościem w tym klanie. Jedynie komu specjalnie działam na nerwy to tobie. Inni mnie uwielbiają. – powiedział dumnie a następnie prychnął. – Wiesz jak nie ma z kim gadać w tym klanie to nic dziwnego, że jest nudno. Wszystko poumierało lub poznikało. I co? Jestem skazany teraz na Ciebie. – westchnął ciężko. Jego generacje już można było uznać za wymarłą. Wszędzie tylko pląsali terminatorzy czy młodzi wojownicy. Ogólnie to w klanie Cienie była sama dzieciarnia z jakąś garstką starszych. Przede wszystkim mieli braki w starszych kotkach. Nie miał do kogo zagadywać na dłuższą metę. A ostatnio czuł taką potrzebę by rozmawiać z płcią piękną. Bo przy nich po prostu czuł się przyjemnie.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
- Nie byle co, tylko cokolwiek związane z tobą - prychnął. Następnie teatralnie przekręcił oczami, gdy usłyszał jego kolejne słowa. Ciekawe niby kto go tak bardzo lubi, bo jakoś nie zauważył, by w klanie dużo było kotów trzymających z burym. A przynajmniej nigdy nie zwrócił uwagę na to, by z kimś więcej gadał albo przebywał. No, może wiek już nie ten i oczy już nie te, aczkolwiek raczej Płonący Las nie mógł się pochwalić dużą ilością znajomych. - Kto cię niby uwielbia? - parsknął kpiąco, nie mogąc się doczekać, aż usłyszy odpowiedź. Tylko imionami, drogi Płomyku, bo inaczej się nie liczy!
Ale z jednym musiał się zgodzić; w klanie tym nie było wielu kotów, do których można by otworzyć pysk, bowiem dużo starszych księżycowo kotów umarło, zaginęło, bądź cokolwiek. Tak naprawdę to zastępcę można było częściej spotkać w towarzystwie Skocznego Kroku, i tak naprawdę nikogo więcej, bo nie interesowało go ganianie za młodszymi, by z nimi porozmawiać. A ze starszych do wyboru miał tak naprawdę tylko Popielny Żar, czy właśnie Płonącego, a już naprawdę wolałby porozmawiać z dzikiem, aniżeli z kocurem. No, był też Tnąca Zawieja w ostateczności, Porzeczka, która zajmowała się kociakami w kociarni, a teraz także odchowywała swoje, albo jego własna siostra, aczkolwiek oprócz nich? Większe było kolejne pokolenie, które zalewało w końcu obóz - czas najwyższy, jak to mówią, bo młoda krew przyda się cieniowi jak nic innego. No, i nie zapominajmy o Polnym, ale on był przywódcą, więc się nie liczył - z nim Puchacz i tak i tak musiał rozmawiać.
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
- Chodź, Taf... Skrząca Łapo, przejdziemy się na mini patrol, co ty na to? - rzuciła Trzask do dumnego kocurka, który zdawał się, nawet jej, jakiś nieswój. Przybity i smutny jakby coś złego się mu stało. Czyżby trening nie szedł jak powinien? Moze Topniejący Lód był zbyt wymagający? Chociaż Trzask w to waliła, przecież jego przybrany ojciec nie naciskał by na niego aż tak bardzo, zwlasza na niego. Tafla był delikatny, płochliwy i taki... Porcelanowy, zwlaszcza w porównaniu z nią. Kocica nie miała pojęcia jak go pocieszyć czy podnieść na duchu, po prostu nie umiała chociaż próbowała na swój sposób. Pomyślała że może taki mini patrol blisko obozu trochę odciągnie jego myśli od tego co go dręczy... Albo wręcz przeciwnie, wygada jej się, wyzali i moze wtedy poczuje się lepiej? Nie miała pojęcia, naprawdę, ale liczyła, że może jakoś się uda.
W tym momencie Tafla jest nieporadnym zlepkiem czerni, szarości i bieli, czemu nieszczególnie pomagają jego szarobłękitne ślepia. Jeżeliby porównać go do innych kociąt w jego wieku, okazałoby się, że jest on całkiem duży, ale jedynie wzwyż. To czego brakuje mu w masie nadrabia w nieproporcjonalnie długich łapach, a od przypominania niezdarnego źrebięcia ratuje go jedynie puchate, dymne futro, jaśniejące na piersi i brzuchu, oraz poprzecinane ciemnymi jak smoła marmurowymi pręgami, które w tym przypadku ułożyły się poziomo wzdłuż grzbietu i na jego bokach. Los nieco pożałował mu białych znaczeń, które widnieją zaledwie na palcach przednich łap, piersi, oraz mordce, gdzie pokrywają jego brodę, lewą wargę, oraz smugę nad czarnym nosem. No a przynajmniej z takimi się początkowo urodził, bo jak się później okazało - jego ciało miało nieco inne plany wobec bieli, gdyż w ostatnim czasie na grzbiecie, mordce oraz przednich łapach malucha zaczęły pojawiać się białe ciapki. Aktualnie nie ma ich za wiele, jednak można się spodziewać, że w wiekiem zwiększy się zarówno ich ilość jak i wielkość.
Być może miał zadatki by stać się ambitnym i rozważnym kotem? A może psotnym i buntowniczym? Charakter Tafli dopiero co zaczął się wyłaniać, kiedy jego krótkim życiem wstrząsnęła tragedia i nagle wszystko co do tej pory znał prysnęło niczym bańka mydlana, a z ciekawskiego kociaka został na pozór jedynie roztrzęsiony i przerażony zlepek nerw wrzucony w zupełnie nowe środowisko. Jest okropnie strachliwy i nieufny wobec dosłownie wszystkiego, a jego domyślna reakcja na nowe sytuacje to płacz i chowanie się. Nowy mech? Straszny. Inne koty? Przerażające. Przekonanie go do poznania czegoś nowego jest nie lada wyzwaniem, jednak gdy już uda mu się otworzyć do kogoś, okazuje się, że maluch jest całkiem sympatycznym kociakiem, chętnym do pomocy i zapatrującym się bardziej na czyjeś dobro niż swoje własne. Niestety jest też przy tym okropnie naiwny i łatwy do wykorzystania. Nie trzeba go dwa razy pytać, bo zrobi wszystko o co się go poprosi, w tym przejmie ewentualną karę i przyzna się do nieswojego przewinienia, nawet jeżeli będzie przy tym cały czas szlochał. Byleby tylko przypodobać się "przyjacielowi". Oprócz okropnego posłuszeństwa, swoją sympatie okazuje również w inny sposób - kontakt fizyczny. Jeżeli komuś uda się nakłonić Tafle do otworzenia się, to może być pewny, że dymny kocurek przyklei się do jego boku przy każdej możliwej okazji, a zwłaszcza w nocy, kiedy to nie jest w stanie usnąć bez wtulenia się w kogoś.
Zgniłe Ziele [KW]
Czasami cała tamta sytuacja wydawała się taka... odległa. Tak jakby nigdy w rzeczywistości się nie wydarzyła. Tak jakby był to jedynie nieznośny sen, który pomimo, że już zniknął, to wciąż pozostawiał wyraźny niesmak. I pomimo prób zajęcia myśli czymś innym, wspomnienia te snuły się za Taflą niczym jego cień.
- Oh! - bąknął, kiedy u jego boku pojawiła się Trzask. Nie, już nie Trzask. Teraz była Trzaskającą Łapą! Aż mu się głupio zrobiło, kiedy dotarło do niego, że jeszcze tak na prawdę nie rozmawiali po ceremonii. A teraz kiedy w końcu mieli okazje, on był... no cóż. - Może być Tafla. Chyba jeszcze nie czuję się do końca Skrzącą Łapą, wiesz? - odparł a na jego mordce pojawił się lekki, nieco wymuszony uśmiech, z wyraźnie przebijającym się przez niego żalem. Nie potrafił on jednak udawać że nic się nie stało. - Możemy... możemy w sumie pójść. - miauknął bez przekonania, ale i tak podniósł się, gotowy podążyć za czarną. Wyjście z kimś powinno być dobre by zająć myśli czymś innym.
Right, my littlepooh bear,wanna take a chance? Wanna sipthe smooth air,kick it in the sand
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
Trzask jeszcze nie wiedziała o całej sytuacji jaka miała miejsce w Bobrem i Niedźwiedziem. Zapewne zaraz się dowie, zważywszy, że widziała iż Tafla jest jakiś podminowany i chciała go jakoś oderwać, może pocieszyć, chociaż nie miała pojęcia jak. Niestety jeśli kocurek miał jej opowiedzieć o całym tym zajściu to z oderwaniem nie miało to za wiele wspólnego.
- Huh, no dobrze, chociaż Skrząca Łapa do ciebie pasuje, na pewno zostaniesz Skrząca Taflą! To ładne imię - odpowiedziała kocica czekając na kolegę, żeby wyjść z obozu i przejść się nieco poza nim. Taki mały patrol we dwójkę.
- Wszystko w porządku? Wydajesz się taki podminowany lekko. Ktoś ci dokucza? Mam się z nim rozmówić? - rzecz jasna przez "rozmówić" Trzask miała na myśli kogoś sprać za dokuczanie Tafli. Od początku czuła, że powinna go bronić i taki też miała zamiar, więc jeśli ktoś mu dokuczał to będzie miał z czarną córą Agrest do czynienia. - Trening w porządku? - bo zawsze tutaj mógł leżeć problem. Może Topniejący Lód jest zbyt wymagający albo co... Chociaż Trzask nie sądziła, że tak może być. Wszak wojownik go adoptował, można tak powiedzieć, więc nawet jeśli był wymagający to na pewno był też przy tym niezwykle cierpliwy i opiekuńczy, więc raczej to nie w treningu leżał problem.
W tym momencie Tafla jest nieporadnym zlepkiem czerni, szarości i bieli, czemu nieszczególnie pomagają jego szarobłękitne ślepia. Jeżeliby porównać go do innych kociąt w jego wieku, okazałoby się, że jest on całkiem duży, ale jedynie wzwyż. To czego brakuje mu w masie nadrabia w nieproporcjonalnie długich łapach, a od przypominania niezdarnego źrebięcia ratuje go jedynie puchate, dymne futro, jaśniejące na piersi i brzuchu, oraz poprzecinane ciemnymi jak smoła marmurowymi pręgami, które w tym przypadku ułożyły się poziomo wzdłuż grzbietu i na jego bokach. Los nieco pożałował mu białych znaczeń, które widnieją zaledwie na palcach przednich łap, piersi, oraz mordce, gdzie pokrywają jego brodę, lewą wargę, oraz smugę nad czarnym nosem. No a przynajmniej z takimi się początkowo urodził, bo jak się później okazało - jego ciało miało nieco inne plany wobec bieli, gdyż w ostatnim czasie na grzbiecie, mordce oraz przednich łapach malucha zaczęły pojawiać się białe ciapki. Aktualnie nie ma ich za wiele, jednak można się spodziewać, że w wiekiem zwiększy się zarówno ich ilość jak i wielkość.
Być może miał zadatki by stać się ambitnym i rozważnym kotem? A może psotnym i buntowniczym? Charakter Tafli dopiero co zaczął się wyłaniać, kiedy jego krótkim życiem wstrząsnęła tragedia i nagle wszystko co do tej pory znał prysnęło niczym bańka mydlana, a z ciekawskiego kociaka został na pozór jedynie roztrzęsiony i przerażony zlepek nerw wrzucony w zupełnie nowe środowisko. Jest okropnie strachliwy i nieufny wobec dosłownie wszystkiego, a jego domyślna reakcja na nowe sytuacje to płacz i chowanie się. Nowy mech? Straszny. Inne koty? Przerażające. Przekonanie go do poznania czegoś nowego jest nie lada wyzwaniem, jednak gdy już uda mu się otworzyć do kogoś, okazuje się, że maluch jest całkiem sympatycznym kociakiem, chętnym do pomocy i zapatrującym się bardziej na czyjeś dobro niż swoje własne. Niestety jest też przy tym okropnie naiwny i łatwy do wykorzystania. Nie trzeba go dwa razy pytać, bo zrobi wszystko o co się go poprosi, w tym przejmie ewentualną karę i przyzna się do nieswojego przewinienia, nawet jeżeli będzie przy tym cały czas szlochał. Byleby tylko przypodobać się "przyjacielowi". Oprócz okropnego posłuszeństwa, swoją sympatie okazuje również w inny sposób - kontakt fizyczny. Jeżeli komuś uda się nakłonić Tafle do otworzenia się, to może być pewny, że dymny kocurek przyklei się do jego boku przy każdej możliwej okazji, a zwłaszcza w nocy, kiedy to nie jest w stanie usnąć bez wtulenia się w kogoś.
Zgniłe Ziele [KW]
Skrząca Tafla. Ładne imię? Przyjemna fala ciepła zalała kocura od środka w reakcji na te słowa. Dymny jakoś nie wyobrażał sobie dostać innego imienia. Miał wrażenie, że gdyby Polna Gwiazda nawet spróbował nadać mu inne, to Topniejący Lód zabrałby go na słówko. Połączenie jej słów oraz tego wyobrażenia wywołało na mordce kocura lekki uśmiech.
- Tak myślisz? Ah, ciekawe jakie ty dostaniesz imię. Dalej chcesz być Trzaskającym Niebem? - zamruczał, ruszając za czarną terminatorką, wychodząc z zapadliska. Wychodzenie z obozu w towarzystwie zdecydowanie było łatwiejsze. Chociaż Skrzącej Łapie jeszcze nie zdarzyło się jeszcze wyjść samemu, więc nie miał w ogóle co porównywać.
-Oh... - mruknął z gorzkim zaskoczeniem a jej słowa i zatrzymał się w pół kroku. - Aż tak bardzo widać? - miauknął, uśmiechając się smutno i zerkając gdzieś w bok pomiędzy otaczające ich drzewa. - Nie, nie... Nikt mi nie dokucza. Na treningu też wszystko w porządku. Jest nawet fajnie, wiesz? Nie jest tak źle jak myślałem. - odpowiedział pośpiesznie, trzepiąc przy okazji łbem na boki. Po czym zamilkł na niekomfortowo długą chwilę. Czy miał w ogóle prawo mówić o tym co się zdarzyło? To nie do niego powinna należeć decyzja kto się dowie a kto nie, ale jednak... sytuacja ciążyła mu na barkach niczym głazy. I nie wiedział jak długo będzie potrafił z nimi iść do przodu. - Byłem w... Znaczy... Martwię się. O Bobra. I o Niedźwiedzia. - odezwał się cicho, niemalże szeptem. Jego mordka pozostała uchylona, tak jakby chciał jeszcze coś dodać, jednak nie uleciało z niej nic.
Right, my littlepooh bear,wanna take a chance? Wanna sipthe smooth air,kick it in the sand
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
- Tak! Pasuje do ciebie jak mówiłam - potwierdziła jeszcze czarna córa Agrest kiwając przy tym głową i lekko się uśmiechając do kocurka, chcąc go jakoś, powiedzmy, "zarazić" lepszym humorem, nawet jeśli miałby być dość u Trzask wymuszony. - Może być Trzaskające Niebo, jasne, ale też może Polna Gwiazda wymyśli coś innego, coś równie mocnego i groźnie brzmiącego! W końcu był moim mistrzem, zna mnie dobrze, na pewno wybierze coś fajnego - zadeklarowała kocica z dumą, podkreślając, że przywódca BYŁ jej mistrzem, co oznaczało, że skończyła swój trening na wojownika i jedynie czekała na ceremonię, wiedziała, że musi, była jeszcze ciutke za młoda niestety by zostać mianowana. Więc czekała, znowu.
- No, trochę widać, nie do końca ci idzie ukrywanie emocji, Skrzący - przytaknęła Trzaskająca Łapa i spojrzała na niego nieco zmartwiona. - To dobrze, ja już swój skończyłam, wiesz? Polna Gwiazda bardzo się przyłożył by mnie szybko wyszkolić. Czekam tylko na ceremonię i będę już wojowniczką - odparła jeszcze w tej kwestii. Dobrze, że Tafla nie bał się już treningu, wszak szkolił go jego przybrany tatuś, na pewno nie mogło być mu z nim źle, w końcu mimo tej maski Topniejący Lód troszczył się o swojego "syna" i na pewno dobrze go uczył.
- O Bobra i Miśka? Coś sie stało, że się o nich martwisz? - to było dość intrygujące prawdę powiedziawszy bo Trzask nie wiedziała czemu miałby sie o nich martwic. Bobra może nie znała, ale znała Niedźwiedzia, był silnym kocurkiem, Bóbr pewnie też słaby nie był, więc o co chodzi...
W tym momencie Tafla jest nieporadnym zlepkiem czerni, szarości i bieli, czemu nieszczególnie pomagają jego szarobłękitne ślepia. Jeżeliby porównać go do innych kociąt w jego wieku, okazałoby się, że jest on całkiem duży, ale jedynie wzwyż. To czego brakuje mu w masie nadrabia w nieproporcjonalnie długich łapach, a od przypominania niezdarnego źrebięcia ratuje go jedynie puchate, dymne futro, jaśniejące na piersi i brzuchu, oraz poprzecinane ciemnymi jak smoła marmurowymi pręgami, które w tym przypadku ułożyły się poziomo wzdłuż grzbietu i na jego bokach. Los nieco pożałował mu białych znaczeń, które widnieją zaledwie na palcach przednich łap, piersi, oraz mordce, gdzie pokrywają jego brodę, lewą wargę, oraz smugę nad czarnym nosem. No a przynajmniej z takimi się początkowo urodził, bo jak się później okazało - jego ciało miało nieco inne plany wobec bieli, gdyż w ostatnim czasie na grzbiecie, mordce oraz przednich łapach malucha zaczęły pojawiać się białe ciapki. Aktualnie nie ma ich za wiele, jednak można się spodziewać, że w wiekiem zwiększy się zarówno ich ilość jak i wielkość.
Być może miał zadatki by stać się ambitnym i rozważnym kotem? A może psotnym i buntowniczym? Charakter Tafli dopiero co zaczął się wyłaniać, kiedy jego krótkim życiem wstrząsnęła tragedia i nagle wszystko co do tej pory znał prysnęło niczym bańka mydlana, a z ciekawskiego kociaka został na pozór jedynie roztrzęsiony i przerażony zlepek nerw wrzucony w zupełnie nowe środowisko. Jest okropnie strachliwy i nieufny wobec dosłownie wszystkiego, a jego domyślna reakcja na nowe sytuacje to płacz i chowanie się. Nowy mech? Straszny. Inne koty? Przerażające. Przekonanie go do poznania czegoś nowego jest nie lada wyzwaniem, jednak gdy już uda mu się otworzyć do kogoś, okazuje się, że maluch jest całkiem sympatycznym kociakiem, chętnym do pomocy i zapatrującym się bardziej na czyjeś dobro niż swoje własne. Niestety jest też przy tym okropnie naiwny i łatwy do wykorzystania. Nie trzeba go dwa razy pytać, bo zrobi wszystko o co się go poprosi, w tym przejmie ewentualną karę i przyzna się do nieswojego przewinienia, nawet jeżeli będzie przy tym cały czas szlochał. Byleby tylko przypodobać się "przyjacielowi". Oprócz okropnego posłuszeństwa, swoją sympatie okazuje również w inny sposób - kontakt fizyczny. Jeżeli komuś uda się nakłonić Tafle do otworzenia się, to może być pewny, że dymny kocurek przyklei się do jego boku przy każdej możliwej okazji, a zwłaszcza w nocy, kiedy to nie jest w stanie usnąć bez wtulenia się w kogoś.
Zgniłe Ziele [KW]
Użycie czasu przeszłego przez Trzaskającą Łapę prawie umknęło Tafli. Dopiero po dwóch uderzeniach serca jego ucho drgnęło z zaintrygowaniem i przejęciem. Jak to był? I już nie jest? Dymnemu przez myśl nie przeszło, że to stwierdzenie mogło oznaczać, że jego towarzyska po prostu trening już skończyła. Być może obecne emocje przyćmiły mu myślenie, a może po prostu nie był zbyt bystry.
-Był? - powtórzył, patrząc na nią spojrzeniem godnym ryby wyrzuconej na brzeg. - Masz teraz innego mistrza? Dlaczego? - dopytał z lekkim niepokojem, zupełnie nie orientując się w tym co kotka faktycznie miała na myśli. Na szczęście jej kolejne słowa szybko wyprowadziły go z błędu. - Oh. OH. - sapnął, a jego ogon wyprostował się gwałtownie z nagłym przypływem emocji. - Ah! Cieszę się! Gratulacje. - wymruczał z ciepłą dumą, pomimo otaczającej go smętnej aury. Cieszył się, że chociaż jedna droga mu osoba zdawała się nie mieć pod górkę.
- To, um... - mruknął i zatrzymał się, zaciskając mordkę w grymasie ociekającym dyskomfortem. Już zaczął, więc nie było odwrotu, prawda? Nie była to przecież tajemnica, klan w końcu się dowie - chciał sobie tłumaczyć. Ale prawda była taka, że w tym momencie był po prostu samolubny. Chciał po prostu zrzucić z siebie część tego duszącego go ciężaru. - ...pobili się. Po-Porzeczkowa Pestka zabrała Niedźwiedzia na g-granice. Bardzo krw... krwawił. - wydukał, jego głos z każdym kolejnym słowem coraz bardziej roztrzęsiony.
Right, my littlepooh bear,wanna take a chance? Wanna sipthe smooth air,kick it in the sand
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
- Dzięki! Mam nadzieję też, że twój trening przebiega gładziutko i dobrze sie czujesz pod okiem Topniejącego Lodu - odparła kocica chcąc być jak najmilsza dla Skrzącej Łapy, w końcu on był taki niewinny i grzeczniutki, sama starała się jak mogła by być równie sympatyczna wobec niego.
Wyraz pyszczka, który szybko zmienił się u kocurka, zmartwił Trzask na tyle, że na chwile skrzywiła się i położyła uszy. Już samo zawahanie w jego głosie jej się nie podobało. Coś się musiało stać, coś poważnego, Zwłaszcza, że Tafla aż się zatrzymał by wydusić coś z siebie. Czekała więc, wiedząc, że kocurek będzie chciał to z siebie wyrzucić, widać, że mu to ciążyło. Gdy czarna córa Agrest usłyszała w końcu co się stało, az otworzyła pyszczek ze zdumienia i wybałuszyła niebieskie ślepia.
- O rany, co poszło?! - rzuciła w pierwszej kolejności nie kryjąc szoku. Brat z bratem tak na poważnie się tłukli, że aż takie poważne rany odniósł jeden z nich? To musiało być coś poważnego! -Gwiezdny Klanie, ale wszystko z nim w porządku? Muszę go odwiedzić w lecznicy koniecznie, brzmi bardzo poważnie! - dodała zaraz przebierając chwile przednimi łapami, nie kryjąc zmartwienia o swojego przyjaciela - Niedźwiedzia. - Wiesz coś więcej? W sensie rozumiem, że opatrzył go jakiś doświadczony medyk i wszystko będzie dobrze? - klekotała dalej Trzask chociaż przecież Tafla nie mógł tego wiedzieć. Nie chciała go tak przytłaczać pytaniami, ale nie umiała sie powstrzymać. Zwyczajnie się zmartwiła.
W tym momencie Tafla jest nieporadnym zlepkiem czerni, szarości i bieli, czemu nieszczególnie pomagają jego szarobłękitne ślepia. Jeżeliby porównać go do innych kociąt w jego wieku, okazałoby się, że jest on całkiem duży, ale jedynie wzwyż. To czego brakuje mu w masie nadrabia w nieproporcjonalnie długich łapach, a od przypominania niezdarnego źrebięcia ratuje go jedynie puchate, dymne futro, jaśniejące na piersi i brzuchu, oraz poprzecinane ciemnymi jak smoła marmurowymi pręgami, które w tym przypadku ułożyły się poziomo wzdłuż grzbietu i na jego bokach. Los nieco pożałował mu białych znaczeń, które widnieją zaledwie na palcach przednich łap, piersi, oraz mordce, gdzie pokrywają jego brodę, lewą wargę, oraz smugę nad czarnym nosem. No a przynajmniej z takimi się początkowo urodził, bo jak się później okazało - jego ciało miało nieco inne plany wobec bieli, gdyż w ostatnim czasie na grzbiecie, mordce oraz przednich łapach malucha zaczęły pojawiać się białe ciapki. Aktualnie nie ma ich za wiele, jednak można się spodziewać, że w wiekiem zwiększy się zarówno ich ilość jak i wielkość.
Być może miał zadatki by stać się ambitnym i rozważnym kotem? A może psotnym i buntowniczym? Charakter Tafli dopiero co zaczął się wyłaniać, kiedy jego krótkim życiem wstrząsnęła tragedia i nagle wszystko co do tej pory znał prysnęło niczym bańka mydlana, a z ciekawskiego kociaka został na pozór jedynie roztrzęsiony i przerażony zlepek nerw wrzucony w zupełnie nowe środowisko. Jest okropnie strachliwy i nieufny wobec dosłownie wszystkiego, a jego domyślna reakcja na nowe sytuacje to płacz i chowanie się. Nowy mech? Straszny. Inne koty? Przerażające. Przekonanie go do poznania czegoś nowego jest nie lada wyzwaniem, jednak gdy już uda mu się otworzyć do kogoś, okazuje się, że maluch jest całkiem sympatycznym kociakiem, chętnym do pomocy i zapatrującym się bardziej na czyjeś dobro niż swoje własne. Niestety jest też przy tym okropnie naiwny i łatwy do wykorzystania. Nie trzeba go dwa razy pytać, bo zrobi wszystko o co się go poprosi, w tym przejmie ewentualną karę i przyzna się do nieswojego przewinienia, nawet jeżeli będzie przy tym cały czas szlochał. Byleby tylko przypodobać się "przyjacielowi". Oprócz okropnego posłuszeństwa, swoją sympatie okazuje również w inny sposób - kontakt fizyczny. Jeżeli komuś uda się nakłonić Tafle do otworzenia się, to może być pewny, że dymny kocurek przyklei się do jego boku przy każdej możliwej okazji, a zwłaszcza w nocy, kiedy to nie jest w stanie usnąć bez wtulenia się w kogoś.
Zgniłe Ziele [KW]
To nie tak, że popsuł atmosferę. To nie była jego wina, że musiał pozbyć się balastu z serca, a Trzask była tu dla niego i sama dopytywała. To nie przez niego, starał sobie teraz wmówić. Ale prawda była taka, że nie był w stanie w tym momencie pozbyć się tego obrzydliwego uczucia. Nie potrafił przestać o sobie myśleć jak o balaście. Tamta sytuacja nie była jego problemem, a robił z siebie ofiarę. To nie on potrzebował w tej chwili pocieszenia. Samolubny był. Zwłaszcza kiedy nie odpowiedział nic na słowa czarnej, milcząc przez niekomfortowo długi czas, starając się powstrzymać napływające mu do ślepi łzy, a kiedy w końcu się poruszył, jedynie zatrzepał łbem na boki, oferując Trzaskającej Łapie zero wyjaśnień. Przełknął ciężko ślinę i dał kilka kroków na przód, w jej stronę, by wcisnąć schylony łeb pod jej brodę.
Right, my littlepooh bear,wanna take a chance? Wanna sipthe smooth air,kick it in the sand
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Księżyce: 103 Mistrz: Polna Gwiazda Płeć: Kotka Matka: Agrestowy Krzew [NPC] Ojciec: jakiś czub Trwałe urazy: Dwie blizny po szponach ciągnące się od czoła po nos, trzy płytkie blizny na grzbiecie, rozcięte ucho, trzy blizny po szponach w okolicach zadka [puchacze].
Nieco przydługie łapy, krótkie i przylegające, błyszczące czarne futro z białymi znaczeniami na piersi i palcach u przednich łap, błękitne oczy, których intensywność zmienia się wraz z humorem kocicy. Wiecznie widoczne pazury. Długi, biczowaty ogon. || kp
Nie straciła na intensywności, wręcz przeciwnie. Jej obecność wciąż jest mocno odczuwalna, mimo że Trzask nie jest już aż tak głośna, jednak nie można powiedzieć by jej charakter poszedł w tą lepsza stronę. Stała się bardziej porywcza, dość nietaktowna i bezpośrednia, bywa niemiła i oschła, pyskata. Zdecydowanie brak jej cierpliwości, łatwo się denerwuje. Posiada problemy z wyrażaniem uczuć i emocji we właściwy, cywilizowany sposób chociaż się stara. Bardzo ambitna i zawzięta w dążeniu do obranego sobie celu. Postanowiła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Cienia i uparcie się tego trzyma. Mimo swoich licznych wad chce bronić współklanowiczów za wszelką cenę, nie ważne czy im się to podoba czy nie. Potrafi się jednak otworzyć przed innymi w odpowiednich dla niej warunkach pokazując też że nie taki wilk straszny jak go malują.
Oczywiście, że Tafla nie popsuł żadnej atmosfery, Trzask musiała dowiedzieć się tego prędzej czy później, a im szybciej tym lepiej. Była wręcz mu wdzięczna. Kocurek był bardzo wrażliwą istotką i czarna doskonale o tym wiedziała, nie przeszkadzało jej, że nie odpowiedział na zalew jej pytań, a jedynie milczał starając się ukryć łzy. Zatrzymała się wiedząc, że Skrząca Łapa najzwyczajniej w świecie zaczął pękać jak porcelana i gdy tylko przyczłapał się bliżej niej i najzwyczajniej w świecie przytulił, Trzaskająca Łapa po prostu nie miała nic przeciwko. Był jednym z naprawdę nielicznych kotów, które mogły sobie z nią na coś takiego pozwolić. Odetchnęła ciężko i położyła mu łapę na wysokości łopatek, jakby i ona chciała go przytulić.
- Będzie dobrze, nie martw się - rzuciła cicho nie puszczając Tafli. -Pogodzą się, w końcu to bracie, tak? A to był zwyczajny wypadek - dodała jeszcze tkwiąc w tym zawieszeniu razem ze wtulonym w nią Skrzącą Łapą.