Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Końcówka postrzępionego ogona drgnęła w lekkim niezadowoleniu, gdy ustąpienie miejsca nie zostało docenione i nieznajoma postanowiła nad nim dalej wisieć jak kat nad dobrą duszą. No dobra, nie do końca, bo w lekkim oddaleniu, ale jednak.
Na żarcik prychnął cicho i odpowiedział wątłym uśmiechem, jednak nie odezwał się z jakimkolwiek komentarzem. Zamiast tego skupił się na dalszych słowach.
– Samotnikiem. – poprawił ją od razu i ze zmrużonymi oczami wypatrywał reakcji przez krótki moment, nim westchnął i wrócił do przedstawiania się. – Ja jestem Minóg. – krążyło mu po głowie kilka pytań, które chętnie by zadał, jednak nie potrafił żadnego z nich ubrać w takie słowa by otrzymać odpowiedź, na której mu zależało. Denerwujące, czemu nie chciały współpracować? – Ale no. Tak. Jestem samotnikiem. Przelotem w tej okolicy, wkrótce pewnie ruszam na dalsze poszukiwania. A ty? Pewnie miejscowa? Skoro po zapachach rozpoznajesz kto należy do grup i innych lokalnych gangów? – musiało tak być. Z perspektywy Minoga, Kukułka pachniała jedynie mchem, lasem i sobą. Może gdyby pokręcił się dłużej po okolicy i poznał więcej kotów, odkryłby, że było w tej woni coś charakterystycznego. Coś powtarzalnego, zalegającego na sierści większej grupy kotów, które spędzały sporo czasu w swoim towarzystwie.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Może gdyby bardziej ogarniała życie, to zrozumiałaby, że Minóg ją poprawił, ale odebrała to, jako potwierdzenie jego słów. A raczej, w jej głowie nadal jej. Jakoś tak nie ogarnęła o co dokładnie chodziło, choć ton kocura zasiał w niej ziarenko niepewności. I może gdyby się nad tym dłużej zastanawiała, to doszłoby do niej, że było to jej poprawienie, ale póki co, zachowała sobie po prostu w głowie jedynie tyle, że kot przed nią nazywa się Minóg i tak, jest samotnikiem.
- Och, nie zamierzasz tutaj zagrzać miejsca na dłużej? - spytała. Nie, żeby bardzo jej zależało, ale dobrze było mieć znajomości wśród samotników w tych rejonach. Nie lubiła życia w grupie, bo to jednak były obowiązki i wymagania, ale w razie, jakby zaszła taka potrzeba, to dobrze było mieć znajomych u których można było szukać pomocy. - A skąd pochodzisz? - zagadnęła jeszcze, nim nie odpowie na pytania, które najpierw zadał Minóg. Ciekawiło ją to, bo była odkrywcą. Może i nie zamierzała chodzić nie wiadomo jak daleko od klanowych terenów i zwiedzać nie wiadomo co i gdzie, ale interesowała się tym, czego nie znała, a może kocur przed nią miał jakieś ciekawe opowieści? Może na przykład pochodził z osiedla, hm? - A co do mnie, to tak, dosłownie miejscowa. Mieszkam niedaleko, ale właśnie z tymi okolicami wiążę całe życie. Nie miałam jeszcze okazji pójść gdzieś dalej, pozwiedzać, zobaczyć co jest za znajomymi drzewami - przyznała.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Nie dostrzegł żadnego przebłysku nagłego zrozumienia, zakłopotania, czy jakiejkolwiek innej reakcji jaka mogła zagościć na ciemnym pysku. Trudno. Minóg nie zamierzał do tego wracać dopóki nie zajdzie potrzeba, wszechobecny skwar skutecznie zniechęcał do zbędnych dyskusji i wyjaśnień.
Chociaż gdy tylko na moment pozwolił sobie głębiej się nad tym zastanowić, to było niezwykle frustrujące, że akurat z woni rozpoznała. Wiedział co miała na myśli, ale wciąż ukłuło z tej złej strony. Dokładnie z tej samej, z której dużo łatwiej było się rzucić prosto w otchłań goryczy. Nacierał sierść śmierdzącym zielskiem, przebywał w pobliżu Grzmiącej Ścieżki, a czasem wręcz tarzał się po czarnej nawierzchni, a jednak to nie wystarczało. Nic tylko położyć się następnym razem na jezdni i poczekać aż coś go rozjedzie, przynajmniej skończą się jego problemy.
Zabutelkował jednak wszystkie te myśli, nim zdążyły się wylać.
– Mm, raczej nie. Jeśli nie znajdę tu niczego ciekawego to pewnie ruszę dalej niedługo. – przyznał, nie kryjąc prawdy, bo co takiego Kukułka mogła z nią robić, co? Dopiero przy pytaniu o pochodzenie zwątpił, chociaż z innych względów. – Uh, nie wiem jak opisać by było jasne o co mi chodzi. Z daleka. Z ulic jakiegoś ludzkiego siedliska, chociaż po drodze mijałem jeszcze jedno, więc wątpię by to była konkretna informacja. – a może jednak. Może nie była wcale nie było potrzebne umiejscowienie tego punktu na mapie, a ogólna odpowiedź. Gdy odpowiedziała na pytanie stało się jasne, że czegokolwiek by nie powiedział nie było szans na żadne a jasne, kojarze gdzie to leży. – Hmm i jaka jest ta okolica w takim razie? Chyba całkiem przyjemna, skoro dalej nie wyruszyłaś poza znajome drzewa? – Chyba że coś innego trzyma ciebie w tym miejscu? Cisnęło mu się na język, jednak zdławił to pytanie, nie chcąc wpychać dwukolorowego nosa w nie swoje sprawy. Nie z grzeczności, ale jeszcze skończyłoby się, że byłby jej winny odpowiedź na bardziej osobiste pytania, niefajna sprawa.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Zrozumienie miało dopiero przyjść podczas dalszej rozmowy, gdy to nagle wyłapała nie ten zaimek, który powinna usłyszeć od kota przed sobą. Najpierw zmarszczyła brwi, acz mogło to wyglądać tak, jakby po prostu konsumowała to, o czym mówi kot przed nią, a w międzyczasie pojawiła się jej czerwona lampka nad głową, acz jeszcze niczego nie była pewna, no i chyba nieładnie było tak komentować takie rzeczy, więc jedynie skinęła głową, żeby dać do zrozumienia, że słucha cały ten czas, a to była tylko chwila zdekoncentrowania.
- Masz upatrzone konkretne miejsce? Na przykład, hm, słyszałeś o czymś ciekawym i chcesz to zwiedzić? - spytała. Może podsunie jej parę pomysłów na miejsca do zwiedzenia, gdy sama opuści klan na dobre? Była już właściwie tego pewna, czekała tylko na potwierdzenie Tońka, który nieświadomie czekał na nią, ojej. - Och, słyszałam o osiedlu - powiedziała, żeby dać znać Minogowi, że nie musi się tak kłopotać; Żar już trochę jej opowiedział o tym miejscu, ale to, że nazwał je niebezpiecznym miejscem dla początkujących samotników zdecydowała się sprawnie pominąć. Jeszcze wyjdzie, że wcale nie jest tam tak niebezpiecznie, skoro Minóg, który nie wydawał się szczególnie stary i doświadczony dał radę tam przeżyć. - Czyli mówisz, że... tak jakby jest ich więcej, tak? - spytała. Bo powiedział, że minął jeszcze jakieś - i to mogło być to o którym tyle słyszała, a sam pochodził z innego? Ciekawa koncepcja.
- No, nie można narzekać, sporo się tu dzieje. Siedlisko Koni jest bardzo ciekawe, uwielbiam patrzeć na te zwierzęta... no i klany - sporo kręcących się kotów, które warto poznać, o ile nie gonią cię z nastroszonym ogonem i nie wypędzają ze swoich terenów - zażartowała. Tylko raz przekroczyła granicę, a Ruczaj, który ją wtedy odprowadzał do Cienia nie wydawał się mieć wścieklizny, ba, bardzo miło go kojarzyła i nie raz zdarzyło im się potem spotkać gdzieś przy Dębach, ale znała pogłoski o klanach i wiedziała, jak to z nimi jest, więc nie widziała nic złego w pośmianiu się z nich.
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Czy słyszał o czymś ciekawym? Można było tak powiedzieć, chociaż opowieści o klanach były ciekawe, gdy był jeszcze małą puchatą kulką, która słuchała historii snutych przed matkę, by szybciej zasnął. Teraz, szczególnie po długim okresie bezowocnej wędrówki, zaczynał podchodzić do zasłyszanych informacji nieco sceptycznie. Co prawda popielata nie miała chyba na tyle bujnej wyobraźni by zmyślić istnienie aż czterech grup i całego swojego życia, ale brak jakichkolwiek śladów nie nastrajał zbyt optymistycznie. Nawet jeśli u jego boku znajdował się Luna, który rzekomo pochodził z tych samych klanów. Prawda wciąż mogła być inna. A znalezienie Klanu Rzeki mogło nie być rozwiązaniem problemów, a początkiem nowych.
– Hm, miejsce chyba niekoniecznie. Liczę, że uda mi się natrafić na pewne grupy, o których się kiedyś dużo nasłuchałem. – zaczął ostrożnie. Nie miał pojęcia czy rzucanie konkretnymi nazwami było bezpieczne, więc się wolał wybadać sytuację.
– Raczej na pewno. – potwierdził. Specjalistą z tej tematyki był żadnym, więc wstrzymywał się od w stu procentach pewnych stwierdzeń. – Chyba że krążyliśmy wtedy w kółko i dwa razy zawędrowaliśmy pod jedno osiedle. – uśmiechnął się krzywo. – Ale nie wydaje mi się. Wyglądało inaczej niż to z którego pochodzę. – nie chciał tylko ewentualnych skarg i zażaleń, gdyby się okazało, że szerzył dezinformację i zwyczajnie nie był w stanie rozpoznać miejsca, w którym się urodził już po krótkiej nieobecności.
Już chciał powiedzieć, że w gruncie rzeczy nigdy nie widział koni i spytać o namiary na te stworzenia, gdy padło jedno, krótkie słowo pochłaniające natychmiastowo pełną uwagę Minoga. Szare uszy wystrzeliły do przodu z zaciekawieniem i dopiero po dwóch uderzeniach serca samotnikowi udało się przybrać nieco bardziej neutralny (obojętny?) wyraz pyska, chociaż był pewny, że początkowa reakcja zdradziła go wystarczająco by nie było sensu w podchodzeniu do tematu jak pies do jeża. – Klany? A ile ich jest?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Skinęła krótko głową. Nie zorientowała się od razu, że chodzi o klany, a jak już jej to w głowie zaświtało, że może o to chodzi, bo przecież są całkiem niedaleko terenów Gromowych, czy Cienistych, to nie chciała specjalnie o tym mówić. Zamierzała udawać, że nie wie za dużo o klanach samych w sobie, że wcale z jednego nie pochodzi, bo... może nie tyle że wstydziła się swojej przeszłości i pochodzenia, acz samotnicy, którzy nie lubili klanów, będą jej bardziej przychylni, gdy się do tego nie przyzna. A Minóg wydawał się zainteresowany tematem, ale kto wie? Może mu zaszli za skórę? Albo coś? W każdym razie, temat szedł dalej, a niedługo na te klany miał znów powrócić, więc po prostu dała się ponieść tokowi rozmowy, ignorując na razie, że szuka pewnych grup, które mogą być klanami.
Za to temat osiedli bardziej ją zaintrygował. Sam fakt tego, że nie istniało tylko jedno, a gdzieś tam może być jeszcze jakieś, może nawet większe, ciekawsze, na które warto się będzie wybrać? Właściwie, to miała ochotę spytać, czy kocur orientuje się, gdzie ono było, ale skoro sam powiedział, że być może krążyli w kółko i to było to samo, nawet jeśli żartobliwie, to... uznała, że może nie do końca pamiętać jak tam się dostać, więc kolejny temat póki co olała - acz bardzo chętnie zaczepi o to kiedyś innego samotnika, który wygląda na starszego i bardziej doświadczonego w zwiedzaniu!
- Klany? Cóż, są cztery, jeśli się dobrze orientuję - odpowiedziała pokrótce, poruszając ogonem. No i znów wrócili do tematu początkowego, a ona już kompletnie nie wiedziała, czy powinna się przyznać, że z jednego pochodzi, czy nie, podobnie jak Minóg badając grunt.
Odkąd odszedł z Klanu Cienia Sowie Spojrzenie nie chodził nigdzie poza Kamienne Pazury, w których się zadomowił. Dzisiejszy dzień był tym pierwszym dniem od tamtego czasu kiedy bury samotnik opuścił towarzystwo kamiennych nagrobków, nawet jeśli tylko na kilka chwil. Musiał przemyśleć kilka spraw, a cienie szepczące mu historię tamtego miejsca do ucha praktycznie całą dobę zdecydowanie w tym nie pomagały.
Bury szkielet gwałtownie wypuścił powietrze nosem, zirytowany nawet sam do końca nie wiedział czym. W głowie mu się kołatało od natłoku niechcianych i chcianych myśli, które się ze sobą mieszały, tworząc taką beznadziejną szarą papkę otoczoną mgłą. W takiej właśnie “scenerii” Sowie Spojrzenie zaszedł aż do Pszczelich Pni, nawet nie będąc świadomym zajścia aż tak daleko. Ojej.
//Gadożerowa Łapa
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Przeciętnego wzrostu wiotka i mizerna niebiesko-kremowa szylkretka z bielą. Krótkie futro jest tygrysio pręgowane. Ślepia w złoto-zielonej barwie z intensywniejszą pomarańczową zewnętrzną aureolą.
Upór i wytrwałość to dwie cechy, którymi można idealnie opisać Gadożer. Dzięki tym oto cechom przetrwała, coś, po czym większość kotów mogłaby się załamać. Tak samo jak matka lubi mieć kontrolę nad sytuacją, w której się znajduje. Lubi mówić, a właściwie dyskutować na różne tematy roztrząsać je i składać w inną całość całą dyskusję, ale tylko z odpowiednimi kotami oczywiście. Sprawia to że gdy ktoś usłyszy taką dyskusję, może od razu stwierdzić, że kocica jest zmienna jak wicher, co chwila, zmieniając stronę, którą argumentuje lub podważa. Tak jednak nie jest, Gadzina takie dyskusje traktuje jak swego rodzaju umysłowe wyzwanie, a nie wybór strony. Nie potrafi jednak odnaleźć się w kontaktach między kocich. Lubi, a jednocześnie boi się swobody, którą zyskała wraz z wyjściem z lecznicy. Jest aż nazbyt świadoma własnej delikatności, większość jej kompleksów opiera się w końcu na tym, że nigdy nie doścignie zdolności innych kotów w swoim wieku. Kompleksy te przejawiają się w zazdrości. A Gadzina zazdrości wielu rzeczy. Jeśli jednak chodzi o sprawę dla siebie ważną, jest skłonna zignorować własną delikatność, narażając się przy tym własnemu organizmowi. Jeśli chodzi o bardziej pozytywne cechy Gada, to na pewno jest to jej cierpliwość i niechęć do oceniania. Najgorszy jest jednak z pewnością jej strach przed powrotem choroby, jak gdyby czaiła się ciągle gdzieś, tylko czekając, by wysłać ją do lecznicy na kolejne długie księżyce.
głuszec [wicher]
Od wyjścia z Ciepłym Wiatrem i poznania śnieżnego stworzenia, Gadożer była ciekawa, coraz bardziej i bardziej terenów poza Klanem Gromu. Teraz już była pewniejsza siebie na otwartej przestrzeni. Tak też pewnego dnia wiotka kocica opuściła teren Gromu. Przez granicę przeszła niedaleko Szarej Polany.
Na pierwszy rzut oka, to miejsce nie różniło się od klanowej ziemi.
Śniegu tyle samo, ale być może kocica znajdzie tu coś, co będzie warte zbadania? Coś nowego? Jakoś nawet jej nie przyszło do łba, że tak blisko klanów mogłaby znaleźć samotnika. Kroczyła spokojnie przed siebie trochę na ugiętych łapach i pod wiatr, by nie wydawać zbyt wielu dźwięków i nie rzucać się w oczy.
Jeśli miała znaleźć coś ciekawego, to nie chciała tego spłoszyć.
And if I hadtheanswersId havewrittenthemout ⸺〔SoIcouldtellyouwhat to doand what this thing is about〕⸺ But allIveeverlearnedcomessecond hand And I darenotpreach whatIdontunderstand YOUandIwe share the same disease ꧁Cover up,compromisewhat we grieve ꧂
Sowie Spojrzenie stanął nagle jak wryty i rozejrzał się. Nagle uświadomił sobie jak daleko od swojego domu zaszedł. Buras zaklął pod nosem, niezadowolony z tego co właśnie zobaczył. Nie miał zamiaru oddalać się od Kamiennych Pazurów aż tak. Samotnik wymamrotał jeszcze kilka nieprzyjemnych słów a potem odwrócił się w stronę cmentarzyska. Nie padał w tym momencie śnieg, więc wrócenie się po swoich śladach raczej nawet i jemu nie sprawiłoby problemu. Był na tyle rozkojarzony i zdenerwowany swoją własną głupotą, że jeszcze nie zauważył zbliżającego się do niego po cichu towarzystwa.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Przeciętnego wzrostu wiotka i mizerna niebiesko-kremowa szylkretka z bielą. Krótkie futro jest tygrysio pręgowane. Ślepia w złoto-zielonej barwie z intensywniejszą pomarańczową zewnętrzną aureolą.
Upór i wytrwałość to dwie cechy, którymi można idealnie opisać Gadożer. Dzięki tym oto cechom przetrwała, coś, po czym większość kotów mogłaby się załamać. Tak samo jak matka lubi mieć kontrolę nad sytuacją, w której się znajduje. Lubi mówić, a właściwie dyskutować na różne tematy roztrząsać je i składać w inną całość całą dyskusję, ale tylko z odpowiednimi kotami oczywiście. Sprawia to że gdy ktoś usłyszy taką dyskusję, może od razu stwierdzić, że kocica jest zmienna jak wicher, co chwila, zmieniając stronę, którą argumentuje lub podważa. Tak jednak nie jest, Gadzina takie dyskusje traktuje jak swego rodzaju umysłowe wyzwanie, a nie wybór strony. Nie potrafi jednak odnaleźć się w kontaktach między kocich. Lubi, a jednocześnie boi się swobody, którą zyskała wraz z wyjściem z lecznicy. Jest aż nazbyt świadoma własnej delikatności, większość jej kompleksów opiera się w końcu na tym, że nigdy nie doścignie zdolności innych kotów w swoim wieku. Kompleksy te przejawiają się w zazdrości. A Gadzina zazdrości wielu rzeczy. Jeśli jednak chodzi o sprawę dla siebie ważną, jest skłonna zignorować własną delikatność, narażając się przy tym własnemu organizmowi. Jeśli chodzi o bardziej pozytywne cechy Gada, to na pewno jest to jej cierpliwość i niechęć do oceniania. Najgorszy jest jednak z pewnością jej strach przed powrotem choroby, jak gdyby czaiła się ciągle gdzieś, tylko czekając, by wysłać ją do lecznicy na kolejne długie księżyce.
głuszec [wicher]
Gadożerka zastygła w miejscu, wstrzymując oddech, gdy usłyszała klnięcie pod nosem. Nie było to co prawda bardzo głośne, ale dla kogoś, kto uważnie nasłuchiwał, co się dzieje dookoła, idealny do wyłapania.
Ruszyła w kierunku, z którego dobiegł ją dźwięk po cichu. Nim nie zauważyła drugiego kota.
No patrz, a ona myślała, że to ona była chuda i mizernie wyglądająca, najwyraźniej przy tym kocie przed nią wyglądała całkiem zdrowo.
Mogła odejść, kocur raczej jej jeszcze nie zauważył, ale z drugiej strony była ciekawa, a jeszcze z trzeciej mógł jej zagrażać, z czwartej czy posunąłby się do czegoś tak blisko gromowych terenów?
Odwagi Gadzik odwagi. - Dzień Dobry?
And if I hadtheanswersId havewrittenthemout ⸺〔SoIcouldtellyouwhat to doand what this thing is about〕⸺ But allIveeverlearnedcomessecond hand And I darenotpreach whatIdontunderstand YOUandIwe share the same disease ꧁Cover up,compromisewhat we grieve ꧂
Spiął się i wyprężył niczym struna kiedy usłyszał słabe i dość niepewne przywitanie gdzieś niedaleko niego. Nie spodziewał się towarzystwa w okolicy. Klanowe koty trzymały się zwykle swoich sztucznych granic a samotników za wiele w okolicy nie widział. Bury szkielet odwrócił się w jedno uderzenie w stronę głosu i zjeżył się.
Przez chwilę puste zielone oczy obserwowały przybysza, który tak go zaskoczył. Sowie Spojrzenie zmrużył oczy, zastanawiając się czy widzi zjawę, czy może żywego kota. Przez chwilę figura i kolory kotki rozmyły mu się przed oczami przez to zaskoczenie jakie go spotkało.
-Czego chcesz? -warknął- Ktoś ty?
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Przeciętnego wzrostu wiotka i mizerna niebiesko-kremowa szylkretka z bielą. Krótkie futro jest tygrysio pręgowane. Ślepia w złoto-zielonej barwie z intensywniejszą pomarańczową zewnętrzną aureolą.
Upór i wytrwałość to dwie cechy, którymi można idealnie opisać Gadożer. Dzięki tym oto cechom przetrwała, coś, po czym większość kotów mogłaby się załamać. Tak samo jak matka lubi mieć kontrolę nad sytuacją, w której się znajduje. Lubi mówić, a właściwie dyskutować na różne tematy roztrząsać je i składać w inną całość całą dyskusję, ale tylko z odpowiednimi kotami oczywiście. Sprawia to że gdy ktoś usłyszy taką dyskusję, może od razu stwierdzić, że kocica jest zmienna jak wicher, co chwila, zmieniając stronę, którą argumentuje lub podważa. Tak jednak nie jest, Gadzina takie dyskusje traktuje jak swego rodzaju umysłowe wyzwanie, a nie wybór strony. Nie potrafi jednak odnaleźć się w kontaktach między kocich. Lubi, a jednocześnie boi się swobody, którą zyskała wraz z wyjściem z lecznicy. Jest aż nazbyt świadoma własnej delikatności, większość jej kompleksów opiera się w końcu na tym, że nigdy nie doścignie zdolności innych kotów w swoim wieku. Kompleksy te przejawiają się w zazdrości. A Gadzina zazdrości wielu rzeczy. Jeśli jednak chodzi o sprawę dla siebie ważną, jest skłonna zignorować własną delikatność, narażając się przy tym własnemu organizmowi. Jeśli chodzi o bardziej pozytywne cechy Gada, to na pewno jest to jej cierpliwość i niechęć do oceniania. Najgorszy jest jednak z pewnością jej strach przed powrotem choroby, jak gdyby czaiła się ciągle gdzieś, tylko czekając, by wysłać ją do lecznicy na kolejne długie księżyce.
głuszec [wicher]
Gadożer zmrużyła ślepia i sama spięła się, gdy kocur się zjeżył.
Pozwoliła sobie, by jej barwne ślepia zlustrowały obcego. Nie planowała tego w taki sposób. Nie była też najlepsza w rozmowach ze zwykłymi kotami, a tu miała samotnego i prawdopodobnie wściekłego kocura. Czy coś mu przerwała?
Mogła się wycofać, przeprosić i odejść, tak bezszelestnie jak się pojawiła. Ale coś jej zabraniało, prawdopodobnie ciekawość. Wyprostowała się i starała, żeby jej głos brzmiał pewnie, a nie jak kłębek nerwowego mchu, którym czuła się w środku. - Wysłuchać historii, nie często samotnicy pojawiają się tak blisko granicy.
Przekrzywiła łeb w ciekawskim geście na kocura. - Nazywam się Gadożer, a ciebie jak zwą?
Grzeczne wychowanie Gad, najpierw odpowiedzieć na pytania, a potem zadać własne. Nawet skróciła swoje imię tylko do kocięcego, bo raczej samotnicy nie mieli podwójnych imion.
And if I hadtheanswersId havewrittenthemout ⸺〔SoIcouldtellyouwhat to doand what this thing is about〕⸺ But allIveeverlearnedcomessecond hand And I darenotpreach whatIdontunderstand YOUandIwe share the same disease ꧁Cover up,compromisewhat we grieve ꧂
Sowie Spojrzenie prychnął kiedy ta powiedziała czego chce. Wysłuchać historii? Niby z jakiej racji miałby jej cokolwiek opowiadać? Typiara zakradła się do niego jakby chciała go skopać i teraz jeszcze chce historii słuchać? Niedoczekanie jej.
-Niby z jakiej racji miałbym ci cokolwiek mówić? -wycharczał głosem takim jakby gardła nie zwilżał wodą od jakiś dwudziestu księżyców- Udowodnij najpierw że jesteś godna słuchania mych słów, ponieważ nie są to zwyczajne historyjki i bajania jakie opowiadają klanowym smarkaczom -burknął- Sowie Spojrzenie widzi więcej niż inni. Jednak nie każdy jest godny poznać tą wiedzę. Udowodnij -zakończył i teraz jedynie wgapiał się w kotkę pustymi, ciemnymi, zielonymi oczami, oczekując od niej odpowiedzi, którą będzie mógł osądzić.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Jedno było pewne. Zguba miało wprost nieprawdopodobnego pecha.
Raz, że zostało porwane. Dwa, zatruło się na Osiedlu. Trzy, zostało prawie zabite. Cztery, straciło mowę. Pięć i sześć, znalazło się na terenach, na których już dwa razy wpadło na kogoś związanego z Klanem Rzeki. Jak na złość. Oczywiście, zdrowy rozsądek wymagałby, żeby jak najszybciej ulotniło się z tych terytoriów. Nie chciało wracać. I nie chciało być zmuszone do powrotu. W żadnym wypadku.
A mimo to Zguba nadal krążyło po okolicy i wydawało się całkowicie obojętne na kwestię ewentualnego powrotu do Klanu Rzeki. Kto wie, może w gruncie rzeczy było im niemal wszystko jedno. Nie myślało o tym w każdym razie teraz, kiedy w końcu los raczył się do nich uśmiechnąć: wreszcie znalazło te osławione obiekty, w których Dwunożni trzymają pszczoły. Był ciepły, choć nie upalny dzień, a ono leżało płasko na ziemi nieopodal Pni, tak by móc je obserwować i by słyszeć brzęczenie pszczół.
// Kora <//3
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
Księżyce: 22 Mistrz: :/ zawilcowy gej Płeć: kotka Matka: księżycowe jezioro Ojciec: skrzące słowo Partner: kodeks wojownika Trwałe urazy: blizna na brodzie, przecina wargę; cienkie, płytkie blizny na lewym policzku
chaotyczna, dużo krzyczy, lubi się bić, kocha rywalizację z rodzeństwem, gwiezdny klan i uwagę ojca
barwna woda, szalejąca łapa, bród [rzeka]
Kora nie była fanką samotnych wycieczek Gwiezdny Klan wie gdzie, ale ostatnimi czasy pogoda dopisywała, ona miała dobry humor. Nie była pewna, co konkretnie zmusiło ją do wyjścia z obozu samotnie, w kierunku Ziem Niczyich, ale nie kwestionowała tego, nie wtedy. Cieszyła się piękną pogodą i słońcem grzejącym jej grzbiet. Czymś wspaniałym było przepłynięcie się wzdłuż rzeki, pod prąd, kiedy promienie słońca świeciły jej w mordkę.
Z wody wyszła dopiero kawałek za terenami Klanu Gromu i natychmiast otrzepała się jak pies po kąpieli, rozrzucając na trawę i piach drobinki wody. Nie przejmowała się tym, że wygląda jak ostatnia wieśniara, bo była wieśniarą i była z tego dumna. Rozejrzała się, z uśmiechem na mordzie zauważywszy konie na swoim terenie, za ogrodzeniem dwunożnych. Przeszła się wzdłuż płotu.
Aż nie zauważyła srebrnej sylwetki wylegującej się przy siedlisku pszczół. Kora uraczyła nieznajomego ściągnięciem brwi i zmarszczeniem nosa, ale ciekawość wygrała - postanowiła podejść nieco bliżej, choć nie odezwała się. Jeszcze nie. Coś jej podpowiadało, że samotnik wyglądał znajomo.
but my wordsaregrowin stronger and mylegs keepgettin l o n g e r im likenobody else