Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Paskudnie chłodny poranek. Nie ważne jak bardzo pogoda by się starała, nadal trwająca w sercu Węża żałoba ochładzała wszystko co się dzieje. Nie mógł jednak dziś zbyt wiele myśleć o tym, bowiem przecież w pierwszej kolejności musiał skupiać się na podróży po życia. Dzień wcześniej uprzedził swoją grupę, by ci gotowi byli do wymarszu o świcie - i właśnie od tego momentu już na nich czekał. Najedzony, wypoczęty najbardziej jak mógł, idealnie przygotowany do wyjścia. Oddychał spokojnie, przyglądając się parze, jaką tworzył swoimi wydechami. Gdy towarzysze się zjawili, posłał im krótki, delikatny uśmiech na dzień dobry. - Jeśli jesteście gotowi, możemy ruszać - wymruczał cicho. Mogą obejść tereny Cienia, wtedy nie naruszą granic… A przy okazji, jeśli trafią na któryś z patroli Cienia czy Rzeki, będą mogli poinformować o śmierci Żubrzycy oraz mianowaniu Węża.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Czuła się już lepiej, fizycznie i psychicznie. Fizycznie, bo leczenie białego kaszlu przebiegło pomyślnie i objawy na dobre ustąpiły, zanim wysłała połowę klanu do lecznicy wraz ze sobą (a olała troszkę zasady bezpieczeństwa, należało szczerze przyznać; jednak pogrzeb matki okazał się ważniejszy), a psychicznie, ponieważ w czasie zdrowienia zdążyła zacząć oswajać się z nową rzeczywistością. I wyszło na jaw, że wbrew pozorom całkiem sprawnie się w niej odnajdywała – jakkolwiek darzyła Żubrzą Gwiazdę miłością nieskończoną i bezwarunkową, to w zasadzie żyła bez większego kontaktu z nią od dobrych kilkunastu księżyców... Potrafiła żyć bez niej. Radziła sobie, chociaż było inaczej i regularnie łapała się na tym, że tęskni.
Była też gotowa na wyprawę. Kto by pomyślał, że tak szybko przyjdzie jej wrócić do Szepczącej Sadzawki? Tyle że tym razem upał nie wypalał futra, zamiast tego śnieg odmrażał łapy, no i to nie ona miała być gwiazdą wieczoru, entuzjazm miała zatem zachowany w zdrowych granicach. Przed godziną zebrania wyspała się, zjadła, zajrzała do pacjentów i zdołała pożegnać się z Truskawkowym Gąszczem. Potem zjawiła się w miejscu, gdzie czekał Wąż.
– Chwila. To dla was – oznajmiła, rozdzielając między dwójkę kocurów dwie okrągłe, ciemnoszare jagody. – Jałowiec. Zwykle używa się go do leczenia kaszlu, ale poza tym dodaje sił. A nam dzisiaj przyda się siła, nie? Długa droga przed nami.
I to przez śnieg, bo oczywiście nie łaska się wreszcie roztopić. Prócz siły przyda im się odporność... Skoro jałowiec sprawdzał się przy zwalczaniu białego i zielonego kaszlu, to może mogli liczyć na jakieś działanie wspomagające niechorowanie?? Bardzo nie chciała wrócić do stanu zasmarkańca, podziękuje ślicznie.
– Teraz jestem gotowa! – dodała energiczniej i uniosła wysoko ogon, wzrokiem wędrując ku drodze, którą mieli ruszyć.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
On akurat byłby gotowy na wyjście na wyprawę od samego momentu, w którym tylko się dowiedział, że będzie mógł w niej uczestniczyć. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie wszystko było z Muchomorowym Borem całkowicie w porządku. Może pod niektórymi względami mogłoby być lepiej, niektóre wydarzenie wokół były dość niepokojące, jednak nie odbijały się w żaden widoczny sposób na wojowniku. Który zresztą akurat i tak był zajęty przede wszystkim myśleniem o wszystkich całkowicie nowych, fascynujących rzeczach, które przyjdzie mu zobaczyć na własne oczy.
Zjawił się w wyznaczonym miejscu odpowiedniego dnia, pełen chęci i energii na całą podróż. Co zresztą było nie tak proste do poznania, bo tak jak i zwykle sama jego postawa i zachowanie wskazywały przede wszystkim na całkowity spokój. Z kolei spojrzenie kocura, tak jak i zwykle wędrowało pomiędzy wszystkimi punktami w zasięgu wzroku, tym razem przyglądając się im wręcz jeszcze uważniej niż zwykle, jakby wraz z akurat tym wschodem słońca coś miało się szczególnie zmienić.
Przywitał się z Wężowym Błyskiem i Gwiezdnym Nurtem, przyjmując również jagodę od medyczki. Jednocześnie postarał się również zapamiętać przekazane przez nią informacje na temat jałowca, nawet jeśli wiedza medyczna nie była tą, która interesowała go najbardziej,to zawsze warto było poznać nowe fakty o świecie. - Jestem gotowy. - oznajmił tylko, uznając, że prawdopodobnie nie jest to okazja na mówienie o wszystkim, należało się skupić na zadaniu, które na nich czekało.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Nurt przyszła pierwsza, tuż po niej pojawił się Muchomor... i mogliby wyruszać, gdyby nie to że wpierw mieli zjeść jagodę. Oczywiście, oriental nawet się nie zastanawiał, od razu biorąc do pysku zioło, dopiero w trakcie przeżuwania wsłuchując się co to i na co. Dodaje sił... oby im dodała, długa droga przed nimi! - Ruszajmy zatem - rzucił krótko, w moment opuszczając obóz i tylko w duchu się modląc, by podróż ta byłą spokojna i bez specjalnego stresu. Teraz też, rozbudzony, szybko odetchnął. Obchód był niepotrzebny. Jeśli przejdą "górą", miną jedynie Rzekę, a wtedy po drodze i... będą bliżej, tak sądził. - Obejdziemy granicę z Klanem Rzeki. Jest zimno, przejdziemy obok wody... uważajcie, by nie wpaść. Gdyby któreś z was miało problem przejść, spróbujemy znaleźć inną drogę. Wolę, żebyśmy dotarli tam cali i zdrowi, niż żebyśmy biegli na połamanie karku.
Mruknął, nim faktycznie ruszył w stronę Podmokłych Gniazd. Tam była tama... na terenie Klanu Rzeki, owszem, ale nie sądził by Łabędzia Gwiazda wytoczył mu kłótnię o to przejście. Wyjaśni się w razie czego, przeprosi i... będzie dobrze. Oby tylko trafili na patrol. Wąż nie chciał robić... sekretów...? Z tego przekraczania granic. - Jak się dziś czujecie? - rzucił w końcu. Nie było co maszerować w ciszy, umrą z nudy.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Byli zwarci i gotowi, więc już po chwili Wężowy Błysk dał sygnał do wymarszu. Nurt obejrzała się krótko za siebie, ze zmarszczeniem brwi lustrując Wydrążony Pień, ale szybko pozbyła się zmartwień – przecież Truskawkowy Gąszcz tak na dobrą sprawę wcale jej nie potrzebowała, patrząc na to, jak długo sprawowała pieczę nad lecznicą w pojedynkę; dłużej, niż ona była na świecie! A teraz miała Płomienną Łapę do pomocy... Uch. Pewnie nawet nie odczują, że kogoś brakuje.
Zrównała krok z liliowym i starała się dzielnie dotrzymywać tempa, przy okazji słuchając planu na dzisiejszą przeprawę. Cel był jej znany, ale przyszły przywódca zaplanował nieco inną drogę od tej, którą znała. Będą przechodzić przez rzekę... To dobrze, że zjedli jagody, ale groźba przeziębienia i białego kaszlu i tak wisiała nad jej głową! Bądź co bądź mieli głęboką porę nagich drzew, a ich trójka wyposażona była w króciutkie futro. Oby udało im się uniknąć spotkania bliskiego stopnia z lodowatą wodą.
– Chyba nigdy mnie nie ciągnęło w tamtą stronę – miauknęła na wpół nawiązując do poprzedniego tematu, na wpół odpowiadając na pytanie. – Bywałam przy tej granicy z Rzeką, ale nie aż tak głęboko! No i... nie przechodziłam tamą. Bo będziemy przechodzić tamą, nie??
Odrobinę przerażająca konstrukcja, widywała ją od strony Gromu, ale fascynująca zarazem. Zawsze chciała postawić łapy na tamie! Na dobra, może nieszczególnie się nad tym zastanawiała jak dotąd, niemniej teraz czuła dreszczyk ekscytacji na samą myśl. Molo, na którym niegdyś łowiła ryby z bratem, to jednak całkiem inna rzecz!
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Szedł odpowiednim tempem, nie chcąc ani wyprzedzić, ani też zostawić w tyle swojej drużyny. Wciąż rozglądał się wokół, nawet jeśli póki co szli po terenach, które zdołał już zbadać na każdy znany sobie sposób. - W porządku. - odpowiedział szybko na pytanie Węża, uznając, że to akurat nie jest kwestia, przy której warto opowiadać cokolwiek więcej. Na szczęście jednak Nurt poruszyła temat znacznie ciekawszy, który szybko zdołał zająć jego myśli.
Przejdą tamą? Widział ją z daleka, z ich własnych granic, zresztą w miejscu, gdzie zdarzyło mu się kiedyś obserwować Rzecznego kota, który prawdopodobnie zrzucał właśnie swoje futro, by pokryć się łuskami. Jednak przejście po niej było czymś zupełnie innym, jednak niezwykłe przeżycia miały rozpocząć się na długo przed dojściem do Szepczącej Sadzawki. I do tego na terenach innego klanu, do tej pory Muchomor uważał, że granic nie wolno przekraczać w żadnym przypadku, nawet takim. Jednak skoro już niedługo przywódca ich klanu, dowódca tej wyprawy tak zarządził, to nie zamierzał się mu sprzeciwiać. - Przy tej tamie mieszkają teraz jakieś bobry? - Przejście nad wodą było jednym, spotkanie dość groźnego zwierzęcia, czy może nawet ich całej rodziny, było czymś innym. Nawet jeśli zwykle nie atakowały kotów, to czy zachowałyby się tak samo, gdy ktoś zbliży się do ich domu? Może jednak była to konstrukcja dawno już opuszczona, jak już kilka nor, które miał okazję zobaczyć w trakcie życia.
Wycieczka wyruszyła wczesnym rankiem, gdy jeszcze zmrożone trawy chrzęściły pod łapami. Gdzieniegdzie zalegały jeszcze zaspy roztapiającego śniegu, więc ogólnie warunki nienajgorsze – przy żwawym marszu nawet nie odczuwało się mocno przykrych skutków lodowatego powietrza.
Wężowy Błysk pokierował ich w stronę Podmokłych Gniazd i aż do momentu dotarcia do nich, wyprawa przebiegała bez większych zakłóceń. Pierwsza przeszkoda pojawiła się dopiero, gdy dotarli do obszaru, który upodobały sobie łabędzie. Jakkolwiek nie czekały tu na nich żadne ptaszyska, tak sama nazwa obszaru nie była przypadkowa. W związku z roztopami obszar ten został podtopiony. I to całkiem nieźle, bo utworzyło się tu wręcz jezioro. Raczej płytkie, ale nadrabiało rozległością, bo jeśli Gromiacy chcieli je ominąć i przejść suchą łapą – musieli się cofnąć aż do Owocowej Gęstwiny i dalej wędrować Rzecznymi ziemiami. Można było też ryzykować przeprawę prosto przez wodę, bo ryzyko podtopienia było niskie...
... ale nigdy zerowe, gdy w ogólnie wysokiej ekipie był tyci Nurcik. Chociaż i jej powinno grozić co najwyżej mokre futerko na resztę wycieczki.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Zdecydowanie, to nie był... ani odrobinę dobry start ich podróży. Oczywiście, nie jego winą było że woda wylała. Nie mógł tego przewidzieć, ani nie mógł nic na to specjalnie zaradzić. Nie było też sensu przechodzić przez wodę. Pal licho to, że mogliby się zaziębić, nie wiedział czy inni potrafią pływać. Nie chciał z góry oceniać jak głęboka jest woda przed nim, ale lepiej było być ostrożnym. - Kiepsko - mruknął cicho, krzywiąc się w stronę towarzyszy. - Możliwe, że bobry tu były, ale jakkolwiek nie pracowały, to totalnie zwaliły robotę. Nie przejdziemy tędy, nie potrzebujemy się przeziębić.
Trzepnął delikatnie ogonem, wzrokiem wodząc po terenie przed nimi, by zaraz machnąć głową by reszta szła za nim. Przez Owocową Gęstwinę, Wysoki Pagórek, Cztery Dęby i... Wicher?? Tak, to brzmiało jak plan. A jak to nie wyjdzie, będą próbowali innych rzeczy. - Poczekamy na Wichrowy Patrol. Nie sądzę, żeby oni mieli bobrowy problem... a jak nas odprowadzą z granicy do granicy, będzie szybciej, niż jakbyśmy mieli to wszystko okrążać - co byłoby ostatecznością, ale póki co, wolał próbować po skrótach. - Dobrze, że wyruszyliśmy tak wcześnie. Gdybyśmy założyli że pójdzie szybko i poszli później, to byłoby trochę gorzej... A tak, może wyrobimy się do zmroku.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
No i proszę, pierwsze rozczarowanie dnia – nici z przechodzenia przez tamę. Jak mus to mus, wiadomo, Nurt nie miała już dziesięciu księżyców, żeby zacząć tuptać nóżką, nie wspominając, że najpewniej przyniosłoby to marny efekt. Ale uczucia zawodu nie zamierzała przesadnie ukrywać. Ze świstem majtnęła ogonem. I po co tyle leźli, skoro finalnie i tak musieli zmieniać kierunek? Czemu woda musiała być... taka? Jak ten Klan Rzeki funkcjonuje, skoro jednego dnia jest pięknie i cacy, a drugiego woda zalewa obóz? Co oni, ryby? No okej, obozu to im raczej nie zalewa, bo by kociaki potopiło i tak zakończyłaby się historia klanu, tego jednak definitywnie nie da się powiedzieć o reszcie ziem. Paskudztwo.
– Ugh – burknęła z niezadowoleniem i to był jej jedyny komentarz na tę sytuację, tuż po nim wraz z resztą drużyny posłusznie zawróciła w stronę Owocowej Gęstwiny.
Rozpogodziła się dopiero na słowa o Wichrze.
– U nich jest su-chu-tko – oznajmiła pogodnie, tonem znawcy absolutnego, a jakże. Była na ich terenach raz, to upoważniało ją do mędrkowania. – W sumie nie wiem, może jakąś wodę mają, ale na pewno nie trzeba żadnej przekraczać, więc rozmiękły śnieg to najgorsze, co może nas spotkać.
Ciekawe, czy uda im się także spotkać niejakiego Klekoczącego Bociana, ichniego wojownika, nad wyraz sympatycznego. To byłby zabawny zbieg okoliczności, gdyby towarzyszył już drugiej gromowej ekipie wędrującej do Szepczącej Sadzawki!
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Nie wyglądało to zbyt dobrze. Muchomor nie zamierzał zbyt chętnie moczyć swojego futra, chociaż prawdopodobnie zgodził by się na to, gdyby taki był właśnie rozkaz Wężowego Błysku. Niestety nie posiadał łusek, skrzydeł czy innego sposobu, by w sposób szybki i bezproblemowy ominąć zalany teren. I nawet nie mieli zobaczyć żadnego bobra! Jak na razie, nie można było tego uznać za szczególnie udany początek wyprawy, chociaż było za wcześnie, by wojownik miał wydawać jakiekolwiek werdykty. W końcu przejście przez tereny Wichru też nie było wydarzeniem, które zdarzało się zbyt często.
Skinął głową w odpowiedzi na ogłoszony nowy plan i razem z resztą udał się w nowym, ustalonym kierunku.
Jak wyglądałyby tereny całkowicie pozbawione wody? Takie chyba nie mogły istnieć, przecież zarówno koty, jak i cała zwierzyna, musiały się czasem jakiejś napić. Chociaż czy na pewno? Jakie miał właściwie dowody na to, że Wichrowe koty nie posiadały specjalnej umiejętności, jaką było nieodczuwanie pragnienia. Była to kolejna z rzeczy, na którą należało zwrócić uwagę.
I o ile w obozie był chętny do mówienia całkiem dużo, to teraz, w obliczu sytuacji, przy której uznawał, że jest potrzebne jego większe niż zwykle skupienie, zachowywał milczenie. Może i wciąż na razie poruszali się znanymi terenami, ale niedługo miało się to zmienić i powinien przygotować się jak najlepiej na dostrzeżenie wszystkiego, co można było tam odkryć.
Ekipa albo podeszła do napotkanej przeszkody z należytym rozsądkiem, albo zwyczajnie spanikowała na widok przerośniętej kałuży. Zamiast dotrzeć do Bobrowej Tamy przez Rzeczne tereny, zmienili kierunek o sto osiemdziesiąt stopni i ruszyli do Czterech Dębów. Słońce również wędrowało, wznosząc się coraz wyżej po nieboskłonie i przypominając o upływie czasu. Gdy dotarli do granicy z Klanem Wichru nie było jeszcze aż tak późno, ale jasne było, że aby dotrzeć do Grzmiącej Ścieżki w porze górowania słońca potrzebowaliby się mocno sprężać.
A tego z pewnością nie ułatwiał fakt, że żaden patrol się nie zjawił po paru chwilach czekania. Granica na której się znajdowali nie była świeżo oznakowana, więc na pewno nie rozminęli się z ostatnim patrolem. Nie było ryzyka, że spędzą pół dnia czekając aż ktoś się zjawi, ale tak czy siak – na horyzoncie jeszcze nikogo nie było.
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
I dotarli. Patrolu nie było, ani tutaj w tej chwili, ani wcześniej. Odetchnął cicho, z małą ulgą. Nawet jeśli dzień mijał, lepiej będzie jeśli spędzą więcej czasu poza obozem, niż jak wrócą chorzy. Wąż to tam pół biedy, odbierze życia i elo, może sobie nawet jedno poświęcić na katarek. Ale reszta? Wolał nie ryzykować życiem niewinnych kotów, bo taki ma kaprys i chce się pospieszyć. - Nie było jeszcze patrolu. Jeśli za jakiś czas się nie zjawią, przekroczymy granicę i w czasie drogi - jeśli na nich trafimy - poinformujemy o celu naszej podróży. Przy odrobinie szczęścia, obędzie się bez wizyty u Lawendy - o co nijak się bał, tak szczerze. Lawendową Gwiazdę znał osobiście, wierzył że jeśli wyjaśniłby sytuację, najpewniej przepuściłaby ich dalej i nawet nie mówiła nic. Zresztą, Iskra tym bardziej! Chyba, raczej? Wolał myśleć w tej sytuacji o pozytywnych wyjściach, niż napędzać się strachem. - Jak tam łapy?
Rzucił za siebie, spoglądając na towarzyszy. Nie przeszli jeszcze specjalnie dużo, ale lepiej wiedzieć że nic się nikomu nie dzieje. Zresztą, ten moment mogli odczekać w rozmowie.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Oczywiście, że wichrzaków ani widu, ani słychu, akurat jak chce się być kurtuazyjnym i grzecznie poprosić o eskortę. Nurt była o wiele bardziej niecierpliwa o Wężowego Błysku, w dodatku podczas jej wyprawy nie było mowy o wystawaniu na granicy jak kołek i czekaniu, aż łaskawie ktoś się zjawi. Fakt, że ona i Truskawkowy Gąszcz były medykami, aczkolwiek wyprawa do Szepczącej Sadzawki to wyprawa do Szepczącej Sadzawki, nie? Stanęła bliżej niewidzialnej linii zapachowej, po czym wychyliła łeb do przodu, wytężając wzrok w poszukiwaniu patrolu. Na próżno, nikt nagle nie zmaterializował się przez jej oczami.
– Łapy dobrze – odparła lekko nieobecnie, nim nie zmarszczyła brwi z determinacją, kierując spojrzenie na przyszłego przywódcę. – Mamy prawo tędy przejść! Idziemy, byś mógł odebrać imię i dary, to nie zbrodnia! Nikt nie może oczekiwać od nas nadkładania drogi i łażenia dookoła, klan nie może funkcjonować bez przywódcy i zastępcy nie wiadomo ile czasu!
I nawet jeśli komuś spieni się pysk z tego powodu, to ostatecznie rację mieli oni! Czas ich gonił, ile mają stać w bezczynności?
Księżyce: 108 Mistrz: Cyprysowa Łuska Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: Promienna Mordka ♥ Trwałe urazy: niewyparzony jęzor; brak najbardziej zewnętrznego palca przedniej, prawej łapy
Olbrzymi, liliowy, cętkowany krótkowłosy oriental o zielonych oczach. Jego szorstkie futro od jakiegoś czasu niemal zawsze jest gdzieniegdzie potargane, szczególnie na jego karku, piersi i brodzie. Można powiedzieć, że sylwetkę ma wręcz idealną - nie jest ani za gruby, ani za chudy. Jego długie łapy są widocznie umięśnione, widać to szczególnie kiedy się napręży. Ma odgryziony najbardziej zewnętrzny palec przedniej, prawej łapy.
Raczej nie gadatliwy - chyba że w tłumie bliskich - kocur, który każdemu pomoże. Strach nie jest mu znany - zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, dlatego do wszystkiego podchodzi z odrobiną ostrożności, a nie pakuje się bezmyślnie w kłopoty. Nie obchodzi go zdanie innych, ani w większości ich uczucia. To, że ktoś jest urażony jego słowami nie jest przecież jego winą! Chociaż dba o każdego, koty które coś dla niego znaczą mają więcej opieki z jego strony. Zdaje się, że przez śmierć rodziców przygasł emocjonalnie i jest zagubiony bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Poza informacją o stanie łap, Nurt dała znać jeszcze o jednej... nader ważnej rzeczy. Wężowe oczyska aż błysnęły, a na pysku pojawił się szybki uśmiech. Może Promyczek miała rację, że serio inni będą w stanie mu pomagać z paroma rzeczami? Bo teraz, gdyby nie medyczka, tkwiliby tutaj albo niepotrzebnie się stresowali podczas przekraczania granic. - Jeśli Muchomor nie potrzebuje odpoczynku, możemy w takim razie iść dalej - spojrzał teraz na najmłodszego członka ich podróży. Broń boże, nie ostro czy poganiająco, Wąż miał to swoje delikatne, spokojne spojrzenie. Nie chciał w końcu nikogo męczyć, gdyby faktycznie czuł się źle i go coś bolało, mogli odczekać chwilę nim pójdą dalej. Jeśliby jednak się zgodził na podróż od razu, Wąż bezzwłocznie dałby znak do wymarszu dalej, przekraczając granicę z Wichrem i idąc jak najszybciej w stronę drogi.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Zapatrzył się przez moment na tereny wykraczające już poza ich granice, nie odpowiadając przez to od razu na pierwsze pytanie Wężowego Błysku. Żadnego Wichrowego kota na horyzoncie również nie widział, co było nienajlepszym, w jego rozumieniu, znakiem. I gdyby nikt inny nie podjął decyzji, sam nie byłby w stanie się zdecydować na zapuszczenie chociażby o krok dalej. - Możemy ruszać. - Nie, odpoczynek nie był mu potrzebny, całkiem dużo czasu spędzał po prostu chodząc po całych terenach Gromu (a w ostatnim czasie również i poza nimi), to co przeszli do tej pory nie było jeszcze żadnym wielkim wyczynem.
Co innego wejście na tereny innego klanu, bez nawet zgody innego patrolu. Chociaż właściwie nawet ze zgodą prawdopodobnie dziwnie byłoby mu to zrobić, to wciąż było zachowanie w jego głowie niezgodne z zasadami kodeksu. Dlatego jego następny krok był bardziej niepewny od wszystkich poprzednich, jak gdyby miał poczuć w jakiś fizyczny sposób to, czego właśnie dokonał. Prawdopodobnie jednak nic takiego nie miało miejsca, a Muchomor mógł ruszyć dalej całkowicie normalnie, jedynie z jeszcze zwiększonym poziomem rozglądania się wokół, by móc jak najszybciej dostrzec każdego obcego kota, a już szczególnie cały ich patrol, który przecież mógł w każdej chwili pojawić się w pobliżu.