Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Los, najwyraźniej - nieprzychylny ich dwójce - chciał, iż bury wojownik zjawił się w tym samym miejscu, o, jak na złość, niepokojąco podobnym czasie. Psie Serce, jak to na porządnego wojownika przystało, kontrolował i doglądał bezpieczeństwa cienistych granic. Nie w głowie było mu nawiązywanie pozaklanowych znajomości, wręcz przeciwnie - to od takiego zbędnego towarzystwa miał zamiar ochraniać rodzime strony... czego nie można było powiedzieć o czekoladowym potomku Agrestowego Krzewu. Syn Polnego Chwastu nijak nie był zaskoczony obecnością tamtego i śmiał oskarżyć go o obijanie się, czy inne działania na niekorzyść Klanu - o Sosnowej Szyszcze miał przecież wyrobione zdanie od długich księżyców. Nie była to opinia (czy raczej w głowie niebieskookiego - zupełnie obiektywny fakt) w żaden sposób pozytywna, łagodnie mówiąc. Nie odezwał się, co najwyżej rzucił pogardliwym spojrzeniem w kierunku drugiego kota.
Przysiadł gdzieś w oddali, przyglądając się poczynaniom pręgusa. Śmiał wszak również twierdzić, iż w tym przypadku nie tylko granice prosiły się o skontrolowanie... nie żywił wobec wojownika ani zaufania, ani krztyny szacunku. Każdy więc jego ruch mógł spotkać się z Psim politowaniem i wzgardą. Bez większych starań.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Chyba miał dzisiaj pecha, bo o to natknął się na jednego z osobników, którzy byli ostatnimi kotami, jakie chciałby w ogóle spotkać. Pies. Już wolał natknąć się na jakiegoś pchlarza i się z nim bić, niż na ich imiennika. Ten kundel był zdecydowanie bardziej irytujący. Sierść na szyszkowym karku zjeżyła się nieco, a pysk skrzywił. -Jak będziesz się tak na mnie gapić, to jeszcze ktoś sobie pomyśli, że się zakochałeś czy coś i zbierze mi się na wymioty z obrzydzenia.- Powiedział i uśmiechnął się wyzywająco. Skoro ten problematyczny zadek już tu jest, to może mu trochę podokuczać. Po chwili jednak westchnął ciężko. -Ale skoro tu jesteś, to chociaż przydaj się na coś i chodź na patrol graniczny. Może znajdziemy kogoś z zaginionych.- Zaproponował łagodnie, a zmęczenie i smutek wyszły na wierzch. Chyba jednak za bardzo się martwił, by czerpać przyjemność z dokuczania kocurowi.
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
- Hm, widzę, że niezmiernie ucieszył cię mój widok, Sosnowa... Szyszko. - mruknął, zauważywszy reakcję, pożal się Gwiezdny Klanie, wojownika - Z wzajemnością.
Jeśli jednak już byli na siebie skazani i nawet jeśli obaj stąpali po grząskim gruncie tak, aż napięcie wzrastało w swej gęstości oraz natężeniu i wypełniało przestrzeń dookoła - Psie Serce nie miał zamiaru się wycofywać. Czy to z poczucia obowiązku - skontrolowania poczynań i pożyteczności działań tamtego, czy też najczystszej w swej postaci złośliwości - podjął grę. W geście całej zawziętości swego temperamentu nieznacznie wyszczerzył kły, jego spojrzenie zaś nazwać można było co najmniej lekceważącym, a i pełnym politowania względem drugiego kota.
- Och. - przyjął słowa potomka Agrestowego Krzewu z niezupełnie szczerym urazem - Co jeśli faktycznie tak jest...? Może lubuję się w lenistwie i mierności, którą wprost ucieleśniasz? Masz zupełną rację, spędzam zbyt wiele czasu na przyglądanie się im - i to bez słusznej w tym przypadku reakcji. Jak na złość, ostatnimi czasu dość sporo ich w Klanie, nie uważasz? Miernot. Choć nieszczególnie zaprząta me myśli twoje zdanie... Bez urazy.
Nie powiedziałby, iż wymiana uwag z czekoladowym pozostawiała go obojętnym - gotów był ciągnąć to aż do ukazania własnej przewagi. Nagła zmiana nastroju tamtego, a i spłycenie, spłaszczenie i zanik wrzącego wręcz charakteru ich rozmowy nieco zbiła go z tropu. Czyżby tamten tak łatwo się poddawał? Pozostawiło to Psa w zupełności nieusatysfakcjonowanym, acz również zainteresowanym. Uniósł brwi, przyglądając się nieufnie rozmówcy.
- Tylko tyle...? - burknął, bardziej do samego siebie, niż do drugiego wojownika - To... nie najgorszy pomysł, o dziwo. Kto by się spodziewał takich słów... po tobie. Poprowadzę.
Ruszył przed siebie, co jakiś czas spoglądając na towarzysza patrolu. Czy to nie do końca wierzył intencjom tamtego, czy też oczekiwanie empatii od burasa byłoby posunięciem śmiałym - widok stanu Sosnowej Szyszki był co najmniej... nadzwyczajny, jeśli nie nieco dojmujący. I choć w najmniejszym stopniu nie zaprzątały jego głowy troski drugiego, najzwyczajniej w świecie... chciał wiedzieć. Nie znosił niepewności i niejednoznaczności.
- Zaginionych... Uch, od dawna nie zastałem Nucącej Łapy w obozie. Czasem się za nią rozglądam, tak między nami. Ty, jak mniemam, poszukujesz swych... osobliwych sióstr, nieprawdaż? Nie zmieniłbym zdania na temat żadnej z nich, acz... jest to strata dla Klanu. W pewnym stopniu. Szczególnie, jeśli jest to utrata wojownika. Choć musisz mi przyznać, że Wiśniowa Łapa, najłagodniej to nazywając - była nadmiernie oderwana od rzeczywistości, ha. - przerwał - Nie widziałaś Melodii, mam rację...? Świat poza Klanem nie jest miejscem dla niej. Niezupełnie się zamartwiam, po prostu doskonale wiem, o czym mówię.
Spojrzał na pręgusa z pełną powagą. Ruszył dalej, byli wszak na patrolu. I takich zasadach odbywać miała się ta konwersacja. Szedł, niemalże się nie zatrzymując.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Na komentarz o miernotach tylko prychnął pod nosem. Był zbyt zmęczony aktualnymi problemami, by przejmować się opinią kocura. W końcu ten uważał, że nikt poza nim nie robił nic dla klanu. Możliwe, że sądził, iż robił nawet więcej niż przywódca. Nie zdziwiłoby to Sosnowej Szyszki.
"Tylko tyle?" To pytanie zdziwiło czekoladowego wojownika. Najwyraźniej buras spodziewał się długiej i intensywnej batalii. Potomka Agrestowego Krzewu zaczęło zastanawiać, czy może tamten czerpał z tego rozrywkę, lubował się w irytowaniu innych. -Nie widziałam Nucącej Łapy. Za to jakiś czas temu spotkałam blisko granicy jedno z dzieci Zwiędłej Łodygi. Rozważał powrót do klanu, ale ostatecznie się rozmyślił i zawrócił.- Odparł, ruszając za kocurem. Po chwili przyśpieszył na krótko, by zrównać z nim krok. -Martwi mnie też Gorejąca Łapa. Wiem, że wciąż jest w klanie, ale przestał pojawiać się na treningach i nigdzie nie mogę go znaleźć. W lecznicy też nic nie wiedzą. Jeśli na niego trafisz, to będę wdzięczne, jeśli mu przekażesz, że go szukam. Może obraził się na mnie za przeziębienie.- Powiedział i westchnął. Martwił się, że terminator również zaginie. Znudzony życiem klanowym młodzik wyruszy w podróż w poszukiwaniu siebie oraz przygód. Albo jak zwykle porwą go Dwunogi. Sosnowa Szyszka zerknął na nielubianego towarzysza, a w jego głowie znowu pojawiło się wcześniejsze pytanie, jakby nie chciało dać mu spokoju. Czyżby Psie Serce był zawiedziony, że starszy nie pociągnął wymiany docinek? A może... Szyszka uśmiechnął się pod nosem i wpadł na pewien pomysł. -I co miałeś na myśli przez "tylko tyle", co?- Zapytał zaczepnie, a następnie przyspieszył kroku i nagle zagrodził drogę burasowi, zmuszając go do postoju. -A może liczyłeś, że zrobię coś takiego?- Rzucił, po czym szybkim ruchem polizał kocura w oko. -Teraz powinnam powiedzieć, że polizane zaklepane.- Wystawił język do Psa, po czym odwrócił się i kontynuował marsz. -Zresztą co za różnica. Jakbyś chciał przedłużać ród dla klanu, to i tak nie miałbyś za bardzo kotek do wyboru.- Powiedział już kompletnie neutralnie, wzruszając barkami. Nie obchodziło go, czy i z kim buras się zwiąże. Polizał go tylko dla żartu.
Porzeczka ruszyła spokojnym tempem za Sosnową Szyszką.
Łeb miała o dziwo uniżony. Gdy w obozie pełne elegancji, tak po za? Jej stare kości dawały jej się w znaki.
Głupim jednak byłoby powiedzieć, że nie było to jej chodzenie za szylkretem, hm, nie podejrzane.
Było.
Dlatego nocna panna się odezwała, lekko unosząc łba.
-Wiem, że nie potrzebujesz moich porad. Ani nie chce ci ich udzielać. - Robiła to i tak, gdy córka kremowej przyjaciółki zaszła w progi Liściastego gąszczu.
Dosyć, czyż nie?
-I....wybacz, jeśli ma obecność nie jest przyjemnym widokiem, lecz co tym razem mój bratanek na wyczyniał? -
Miała obowiązek chronić interesy swych córek, lecz polubownie.
Tak jak Polny miał chronić swoje potomstwo.
Polnego Chwastu jednak już nie było.
A nocna dama była zmęczona nadziejami, że Psia Gwiazda coś zmieni na lepsze, czekała. Czekała potulnie w kociarni, w swych obowiązkach.
Z Tnącą Zawieją nie dawali się wygryźć ze swych rang, to po pierwsze. Po drugie, Psia Gwiazda nie miał nad nią już władzy - ani żaden jego następca.
Tylko Gwiezdni jej teraz przywódcami, a gwiezdny pył pod łapami.
Dopóki jednak oddychała, a mleczne kończyny chodziły po twardym gruncie...
-...Bez jego obecności można odetchnąć. -
Przyznała ciszej do szylkretki.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Łuhuuu polowanie! Kocurek planował wybrać się sam, ale gdy tylko dowiedział się, że jego mistrzyni również poszła polować to zmienił zdanie... Nie chciał w końcu by odgryzła mu ucho za samotne szlajanie się po terenach. Całe szczęście (albo nie) jakiś Bzycząca Polana też szedł na polowanie. No i jakoś się złożyło, że finalnie wybrali się razem.
- Chcesz może zrobić konkurs, kto więcej złapie? - zaoferował tak dla zabawy i sprawdzenia własnych umiejętności. Bzyk był... stary. I wydawał się taki trochę fajtłapowaty, więc może niedoświadczonemu bachorowi się uda go pokonać?
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Średniego wzrostu, dużo łapny z futrem między palcami, ostrych pazurach, długowłosy bury pręgus o klasycznych zawijasach, pędzelkach na uszach, zielono-złotych oczach i białej plamce futra na bródce i paluszkach.
Cicha mysz która najchętniej wyrzuciłaby swe obawy za drzwi i ujeździła rysia bo daje to pozory czegoś nowego. Nie, żeby miał jaja to zrobić.
Cięty ozor wtedy, gdy trzeba. Kocha swą rodzinę i byłby w stanie wskoczyć za nią w ogień, lecz swe smutki przeżywa w ciszy. Kto wie jak na długo.
Porzeczkowa Pestka(KC)
Brudna Stopa(KR)
Bzyczkowa Polana podupadał na zdrowiu. Wiedział to. Żmija też widział w lecznicy.
Dlatego, gdy poczuł się na tyle dobrze, by Rwąca Zawieja wypuściła go z nory, tak chciał spędzić czas z kociętami....
Ale los miał inne plany, bo na wyjściu spotkał jedno z kociąt Szyszki.
Czuł się źle, że dzieciaki były teraz i bez ojca, jak i głównego opiekuna.
Więc jakby miał odmówić? Nie był bury pręgus swym bratem, nie potrafił.
-Dam ci fory. Leć pierwszy. - Odprychnął wojownik z uśmiechem, samemu przyjmując pozycję łowiecką o wyrównanym ogonie z barkami i plecami. Nie szurał brzuchem. Gdy Dryfująca Łapa również ruszył, Bzycząca Polana zaczął szukać odpowiedniego miejsca, by iść pod wiatr. Unikał suchych liści, które woda opuściła.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Uuuu dostał zielone światło by iść jako pierwszy. Niech będzie, Bzycząca Polana będzie żałował, że pozwolił na to młodzikowi gdy staruszek poniesie sromotną porażkę!
Nie marnując czasu kilkoma susami oddalił się od kocura i no, po prostu zaczął węszyć, rozglądać się i nasłuchiwać za zwierzyną. No dawajcie piszczkiii wyłaźcie!
/mg!!
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Wojownik pozwolił młodszemu kocurowi na wyruszenie pierwszemu, cóż za szlachetne posunięcie. Gdyby się dowiedział, że krótko po wyruszeniu terminator już coś znajdzie, to może by dwa razy się zastanowił przed podjęciem tej decyzji. Syn zmarłego medyka wszak między krzewami od razu zauważył sporego, brązowego szczura. Wręcz idealna sztuka na pierwszą ofiarę. Gryzoń ewidentnie nie widział Listka, więc była to szansa dla niego.
Na szczęście, Bzyk również coś znalazł. Zajęło mu to nieco dłużej, ale wreszcie, gdy dotarł bliżej zbiorników wodnych, w jego oczy rzuciła się ryjówka, która stała nad wodą i przemywała sobie swój ryjek zmoczonymi łapkami. Była nieco mniejsza niż szczur, ale hej, to był konkurs kto więcej złapie, a nie kto złapie większą zwierzynę, prawda?
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
Oho! Zwierzyna szybko została namierzona i to jaka wielka! Kocurek nie wiedział wiele o stworzeniach spotykanych w lesie, a dotychczas jedyne szczury, jakie spotkał to pojedyncze na stosie i raz czy dwa samotne na polowaniu. Tak więc nawet mu przez myśl nie przeszło, żeby sprawdzić, czy typ ma towarzystwo. Po prostu przyjął pozycję łowiecką i z przeniesionym ciężarem na tylne łapy zaczął się powoli skradać w stronę piszczka. Niczego skomplikowanego nie planował, po prostu zakraść się, wyskoczyć i prędko przegryźć kark.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Średniego wzrostu, dużo łapny z futrem między palcami, ostrych pazurach, długowłosy bury pręgus o klasycznych zawijasach, pędzelkach na uszach, zielono-złotych oczach i białej plamce futra na bródce i paluszkach.
Cicha mysz która najchętniej wyrzuciłaby swe obawy za drzwi i ujeździła rysia bo daje to pozory czegoś nowego. Nie, żeby miał jaja to zrobić.
Cięty ozor wtedy, gdy trzeba. Kocha swą rodzinę i byłby w stanie wskoczyć za nią w ogień, lecz swe smutki przeżywa w ciszy. Kto wie jak na długo.
Porzeczkowa Pestka(KC)
Brudna Stopa(KR)
Był niedaleko burego syna. Wolał Bzyczek mieć młodzika na oku.
Również Bzycząca Polana nie planował żadnych skomplikowanych ruchów - szedł powoli, wypatrując przeszkód i omijał je zwinnym ruchem ciała.
Łapy miał ugięte, brzuchem nie szurał, szedł po wiatr.
Ogon i barki na tym samym poziomie trzymał, a gdy ujrzał w oddali ryjówkę, tak utrzymywał swą pozycję. Ściszył oddech, a do tego przeniósł ciężar na tylne łapy.
Gdy był na tyle blisko, skoczył, by pazurami skończyć żywot ofiary.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Co by tu dużo mówić, kocury na chwilę obecną szły łeb w łeb. Młodzikowi udało się bez problemu schwytać szczura, a mającego nad nim pieczę wojownikowi – ciut mniejszą ryjówkę.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
O! Ohoho!! Oj jaka satysfakcja zalała jego ciało, gdy tylko poczuł chrupnięcie pod swoimi kłami. Pierwsza zwierzyna dzisiaj i to jeszcze jaka dorodna... Oj na pewno wbił się na prowadzenie dzięki niej. Wziął swojego piszczka i z uniesionym wysoko ogonem, podszedł pod jakieś charakterystyczne chaszcze, by tam schować piszczka pod warstwą ściółki. Jedna zwierzyna to jednak za mało musi złapać więcej. Tak więc oblizał pyszczek i wrócił do węszenia.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Średniego wzrostu, dużo łapny z futrem między palcami, ostrych pazurach, długowłosy bury pręgus o klasycznych zawijasach, pędzelkach na uszach, zielono-złotych oczach i białej plamce futra na bródce i paluszkach.
Cicha mysz która najchętniej wyrzuciłaby swe obawy za drzwi i ujeździła rysia bo daje to pozory czegoś nowego. Nie, żeby miał jaja to zrobić.
Cięty ozor wtedy, gdy trzeba. Kocha swą rodzinę i byłby w stanie wskoczyć za nią w ogień, lecz swe smutki przeżywa w ciszy. Kto wie jak na długo.
Porzeczkowa Pestka(KC)
Brudna Stopa(KR)
Bzycząca Polana nie myślał wiele - lecz słyszał z dystansu triumf Dryfującej Łapy. Co za dzieciak. Hah. Jak Bzyczek chciałby wrócić do takiej swawoli, takiej chęci życia, ale cóż, dorosłe życie go nie rozpieszczało. Jednak dało mu powody do radości, takie jak te.
Schował zwierzyne, by nic nie skusiło drapieżników.
Bury wojownik ponownie przybrał łowiecką pozycje - Łeb, barki i ogon na tym samym poziomie, morda pod wiatr i szło się dalej na ugiętych łapach.
Brzuchem nie szurał o ziemie, noskiem węszył jak nie jeden pies w jego rodzinie. Unikał przeszkód na swej drodze i wypatrywał czujnie swej następnej ofiary.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Skoro szczurek to za mało, to co w takim razie Listek powie na myszkę? Myszkę, która właśnie przebiegła mu między łapami i poleciała dalej, aż nie zatrzymała się przed jakąś norką. To dosyć ryzykowne, bo była bliska schronienia, ale spróbować warto, prawda?
Tym razem na prowadzenie wszedł Listek, wszak Bzycząca Polana nie mógł dłuższą chwilę niczego znaleźć. I zaraz się okazało dlaczego, gdy do jego uszu dotarło głośne wołanie, które było zapewne powodem przepłoszenia całej zwierzyny.
– Pomocy! – darła się jakaś kotka wniebogłosy. Gdyby wojownik się tym zainteresował, zauważyłby białą, młodą kotkę, której różowa obróżka wczepiła się w jakieś krzaki i przez to nie mogła się uwolnić.