Dalej na drodze Łabędziej Gwiazdy trafił się klasyk kociego jadłospisu. Tłuściutka mysz grzebiąca między wystającymi korzeniami jednego z krzewów. Dopiero co przebiegała tędy z pyskiem zapchanym znalezionymi nasionkami, ale potknęła się i teraz rozpaczliwie zbierała swoje zguby.
Głupio przyznać, ale ogarnęło go współczucie dla biednej, zmagającej się z trudnościami życia myszy. Zawsze tylko kłody pod łapy, prawda? Jedzenie na wyciągnięcie mordki, a jednak coś musiało pójść nie tak. Jedzenie na wyciągnięcie mordki, a kto wie, czy za parę uderzeń serca sama nie stanie się posiłkiem.
Życie w lesie rządziło się swoimi prawami i pomimo przebłysku poczucia utożsamiania się z maleńkim gryzoniem, Łabędź nie zamierzał odpuścić próby dopadnięcia go. Ułożył ciało w pozycji łowieckiej, ulokował ciężar na tylnych łapach, i tak przygotowany przystąpił do przesuwania się kroczek po kroczku do potencjalnej ofiary. Wreszcie mocno wybił się łapami, odsłonięte kły błysnęły złowrogo — za cel obrał sobie delikatny kark. Jeżeli miał zakończyć jej życie, chciał to zrobić jak najprędzej.
No i jednak biednemu zawsze wiatr w oczy i kły wbijające się w kark, nie było co się łudzić, że inaczej świat został skonstruowany. Nim myszka zebrała do końca swoje nasionka, została złapana przez polującego kota, teraz Łabędź będzie miał na sumieniu głodującą mysią rodzinę.
Niewielka cząstka niego liczyła na refleks myszy, ba, przysiągłby, że wbrew rozsądkowi i instynktowi nie dał z siebie sto procent, co najwyżej osiemdziesiąt. I na nic, skoro gryzoń tak czy owak skończył nieruchomy w jego pysku, natomiast rozsypane ziarenka zostały dla użytku być może innego żyjątka, które się na nie napatoczy. Rzeczniak czym prędzej ulokował zdobycz w płytkim grobie i energicznym krokiem podreptał przez Ptasie Krzewy. Nie może głupio koncentrować się na życiu swojego obiadu, bez przesady. Ma inne życia do wykarmienia, o wiele mu droższe.
Najwyraźniej ciepło bijące od kamieni przyciągało gady, bo oto kolejna jaszczurka wygrzewała się na trasie Łabędziej Gwiazdy. Zielonkawe ciało połyskiwało w promieniach słonecznych. Ogon miała krótszy niż jej poprzedniczka, ewidentnie utracony podczas ostatniej ucieczki przed niebezpieczeństwem.
Kolejna poharatana przez los istotka, wyborne miał dzisiaj towarzystwo. Równie bezlitosny co wcześniej, syn Płonącego Świtu zakradł się w jej stronę, utrzymując nienaganną pozycję łowiecką, a prócz tego pilnując, aby ciężar jego ciała opadał na tylne łapy. Jaszczurki, wbrew swoim niepozornym wymiarom, zarazem właśnie dzięki nim kwalifikowały się do grona ciut bardziej wymagających przeciwników — świadom tego faktu, zbliżał się ku niej powolutku i z ostrożnością, sam wyskok starając się odmierzyć jak najdokładniej. Pazury miał wysunięte w gotowości do zadania finalnego ciosu.
No i tu się kończyło szczęście Łabędzia, doświadczona przez los jaszczurka w porę zauważyła zagrożenie i zeskoczyła z okupowanego kamienia. A następnie rzuciła się do ucieczki między trawami, z pewnością szukała jakiejś nory, w której by się mogła ukryć.
Mógł sobie ją odpuścić, uznając filozoficznie, że najwyraźniej tak musiało być. Mógł sobie na to pozwolić, ponieważ jedzenia im nie brakowało, a i jemu udało się upolować co nieco; wybrakowana jaszczurka w jedną czy drugą stronę nie robiła im żadnej różnicy. I na tyle by było z teorii — w praktyce Łabędź bez zastanowienia rzucił się w pogoń za umykającą mu piszczką. Przymierzał się do ponowienia próby wyskoczenia nań z pazurami, rzecz jasna licząc na lepsze wyniki. O ile uda mu się podbiec odpowiednio blisko.
Jaszczurce z kolei robiło różnicę zarówno w teorii jak i w praktyce czy zostanie kolejną piszczką na stosie. Więc może miała lepszą motywację niż niebieski point. A może więcej szczęścia. A może była zwyczajnie szybsza. Tak czy siak – nim Łabędź zdążył wbić w nią swoje pazury, jaszczurka zniknęła głęboko w swojej norce.
Trafiła mu się wyjątkowo zdeterminowana sztuka, nie ma co. I wygrała ten wyścig, a Łabędziowi nie pozostało nic innego, jak zatrzymać się przed norką, w której zniknęła jaszczurka, oraz pogratulować zwycięstwa. Otworzył mordkę i wyrzucił z siebie kilka szybkich oddechów. Polował w głównej mierze w cieniu, ale nie pozostawał obojętny na panujący upał, który niczego nie ułatwiał.
Po krótkim odpoczynku wrócił do porzuconego zajęcia, ale nie siedział pomiędzy krzewami dużo dłużej — wkrótce cofnął się po zdobycze (te jadalne i jedną niejadalną), a potem z pyskiem wypchanym po brzegi zawrócił do Obozu.
Nowy dzień, nowy Łabędź. A może nie tyle nowy Łabędź, co nowy stos, uboższy o ostatnią kolację całego Klanu. Pogoda nie rozpieszczała, a już z pewnością nie zachęcała do wzmożonego wysiłku fizycznego, ale mus to mus, a tak się korzystnie składało, że ulubioną miejscówką łowiecką przywódcy były dość zacienione Ptasie Krzewy. I właśnie tam znalazł się tego dnia o poranku, kiedy słońce dopiero zaczynało dokuczać. Rozglądał się za zwierzyną... i potencjalnie psami czy innym zagrożeniem, które postanowiłoby go powitać.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Łabędziej Gwiazdy nie powitało żadne zagrożenie, a coś zdecydowanie przyjemniejszego. Już od jakiegoś czasu, w trakcie swojej wędrówki tutaj, na miejsce które wybrał sobie do łowów, słyszał trajkotanie ptaków, a teraz, gdy znalazł się na Ptasich Krzewach nie dziwota, że jednego znalazł. Drobny wróbel siedział na gałęzi jednego z krzaków nieopodal kocura, nieświadomy jego obecności.
Są Ptasie Krzewy, to są i ptaki, prawda? Jeden z nich znalazł się dostatecznie blisko, aby dało się podjąć próbę schwytania, z czego Łabędź skwapliwie skorzystał. Zauważywszy siedzącego na krzewie wróbla, od razu przybrał pozycję łowiecką i rozpoczął zakradanie się, ukrywając się w okolicznych krzakach oraz przystając w miejscu, ilekroć wydawało mu się, że oczy jak paciorki lada moment wycelują swe czujne spojrzenie prosto w niego. A jeśli udało mu się podejść na sus od celu, przypuścił się ataku, zamierzając dorwać malucha w pazury i czym prędzej połamać mu skrzydła.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
To nie tak, że Łabędź zrobił cokolwiek źle - wszystko robił dobrze, wróbel był jednak bardziej czujny, niż mu się wydawało i zauważył kocura w ostatniej chwili. Zanim Łabędzia Gwiazda doskoczył do ptaka, ten wzbił się w powietrze. Ostatnia szansa, aby móc go złapać, jeśli przywódca Rzeczniaków zareaguje wystarczająco szybko i wyskoczy wystarczająco wysoko w górę.
Ponadprzeciętnym refleksem nigdy nie mógł szczególnie się pochwalić, więc nie miał wielkich nadziei względem drobnego, zwinnego ptaszka, ale to nie oznaczało, że poddał się bez próby. Zresztą, zanim przyszła do niego świadoma myśl, instynkt zrobił swoje i polecił jego łapom odbić się od ziemi, a następnie wyrzucić jedną z nich w powietrze, aby potężnym zamachem pochwycić wróbelka. Albo pazurami przeciąć powietrze i obejść się smakiem, jedno z dwojga.